Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

04 stycznia 2007

Bogdan Georg Eckert

Na 1600-lecie wyprawy Wandalów
O wspólnej pra-historii Germanów, Celtów i Słowian

Kategoria: Słowiańskie starożytności
Zob. też: Bogdan Georg Eckert, Na 1600-lecie wyprawy Wandalów (2007-01-04)

Drogi Panie Wojciechu,

inspiracją do skreślenia moich przemyśleń i dociekań, z którymi chciałbym się z Panem podzielić i które, być może, są w dużej mierze Panu znane, był zamieszczony w pańskiej "Tarace" komunikat o takim brzmieniu:

" UWAGA: zbliżającej się nocy (z 31 grudnia na 1 stycznia) TARAKA czci pamięć Wandalów - naszych krajan, potomków Kultury Przeworskiej - którzy równo 1600 lat temu, pod wodzą króla Godisela, w noc sylwestrową kończącą rok 406 podczas pełni Księżyca po lodzie zamarzniętego Renu pod Moguncją weszli na terytorium Rzymu."

Skonstatowałem z przyjemnością i pewnego rodzaju zaskoczeniem, kiedy zajrzałem w pierwszym dniu Nowego 2007 Roku do "Taraki", że moje i Pańskie myśli świetnie współgrają w przypadku tej 1600-letniej rocznicy "najazdu" Wandalów na rzymskie imperium, - owych "naszych krajan". Dyferencja między Rokiem Słonecznym i Rokiem Księżycowym wynosząca 11 dni i 12 nocy (24 grudnia - 4 stycznia), to okres zwany przez nordyckie ludy "Rauhenächte" (Noce dymne), taki czas "między latami" który należy wykorzystać na rozmyślania, magię, palenie ogni (oczyszczenie) i przepowiednie. Staram się do tej tradycji dostosować, no i przypomniałem sobie, tak jak i Pan, o Wandalach.

Warto jewdnak podkreślić, iż między naszymi rozpoznaniami a szkolną czy oficjalną uniwersytecką nauką, nie istnieje najmniejsze powiązanie. Tymczasem zmiana parydygmatów miała miejsce już dosyć dawno temu, by wymienić w tym miejscu książki-bestselery Thor'a Heyerdahl'a czy Jürgen'a Spanutha, które do tej zmiany się przyczyniły. Pewna liczba badaczy, z wpływowej grupy akademickich Meinungsbildner, cały czas jednak atakuje ową zmianę parydygmatów i próbują narzucać społeczeństwu ich przestarzały, ideologiczno-pseudonaukowy sposób myślenia. Ale czas przejdzie ponad tymi absurdami które głoszą. Na horyzoncie pojawiły się nowe "Archetypy". Staje się coraz bardziej oczywiste, że ci którzy występują w obronie izolowanego "Obrazu Swiata", stoją na straconej pozycji. Wszystkie stare wysokie cywilizacje były w ciągłym kontakcie ! "Człowiek wciągnął żagle, za nim osiodłał konia.... i opłynął światowe morza, nim podróżował na kołach po drogach" i dalej: "W czasie żeglarskich podróży wychodziło się z założenia, że te stare cywilizacje miały nieograniczony promień działania" (Thor Heyerdahl).

Wracam jednak na "nasze" podwórko, północno-europejskie. Nie bez kozery ująłem to pojęcie w cudzysłów. Pragnę bowiem temat zawężyć do setki lub tysięcy już razy omawianego czy poruszanego zagadnienia: mianowicie do stosunków słowiańsko-germańskich, oraz do prowadzonego z ogromnym zaangażowaniem przez profesjonalistów i amatorów "śledztwa", nierzadko z przesadnym patriotycznym podtekstem, które udzielić ma odpowiedź na bulwersujące wielu pytanie: Kim są.... czy skąd.... pochodzą Słowianie ? Często nad tym problemem się zastanawiałem w trakcie zaznajamiania się z licznymi naukowymi i pseudonaukowymi opracowaniami, które na ogół wychodzą z tak absurdalnych założeń, że je w tych rozważaniach pominę. Zasadniczym impulsem do bardziej szczegółowego zajęcia się tym problemem była dla mnie praca dr. Ilse Schwidetzky (Rassenkunde Der Altslawen) oparta wyłącznie na archeologii i antropologii, w tym też na pracy Kopernickiego (Czaszki i kości z trzech starożytnych cmentarzysk zdobione kółkami kabłączkowymi. Zbiór Wiad.do Antr. Kraj. VII,3-40, 1883) w której pisze, iż czaszki ze Słaboszewa należą do zeslawizowanych Germanów. A J.Talko-Hryncewicz (Człowiek na ziemiach naszych. 153 str. 1887) doszedł do wniosku, że ci starzy Słowianie z długimi czaszkami, wywodzący się ze wschodnich starych grup słowiańskich, to potomkowie "jasnych (skóra i włosy) fińskich plemion o długich czaszkach". Kiedy parę tygodni temu czytałem w "Tarace" artykuł pani Anny Zapolskiej (Dlaczego tak trudno mówić o Słowianach...), trafiłem na interesujące zdanie : "Nie wystarczały już jedynie legendy o Piaście Kołodzieju o włosach koloru zboża (stereotyp ten funkcjonował bardzo długo w umysłach mniej czy bardziej uczonych osób)." Pani Zapolska zapewne uważa, że taki sposób rozpoznawania jest śmieszny i nienaukowy.

Mnie jednak zawsze intrygowała jednakowa "uroda" dawnych mieszkańców Wschodnich Prus, Pomorza i Meklenburgii, czyli potomków "Słowian" i ludów nordyckich. Wyjaśnienie tego cudzysłowu nastąpi automatycznie podczas dalszych moich wynurzeń,- jak sądzę. Autor pracy o rewolucyjnym wprost znaczeniu, Heinrich Helmut Schröcke (Germanen-Slawen. Vor-und Frühgeschichte des ostgermanischen Raumes wyd. 1996), opartej prawie wyłącznie na oryginalnych źródłach, z którymi w tak skomasowanej formie i o takim znaczeniu po raz pierwszy się zetknąłem, pisze : "Wenden oznacza jednoznacznie Wandale. Najbardziej wyrazistym dowodem jest tytuł niemieckiego tłumaczenia łacinskiej Kroniki Wandalów napisanej przez A. Krantzius'a (zm. 1517, wydrukowana 1600): 'Vandalia oder Beschreibung Wendischer Geschicht' (FOTO). Słowo Wenden pojawia się dopiero jak kronikarze zacząli pisać po niemiecku.Windisch czy Wenden, z zawartym w tym słowie rdzeniem w-n-d (Weneder), to wczesne nazwy używane jeszcze do dzisiaj przez Niemców na określenie "Słowian" zachodnich mieszkających w Schlezwiku, Meklenburgii czy na Pomorzu, co oznaczać miało "blondyni". Ten rdzeń zawarty jest oczywiście także w nazwie Wandale, Wendlen czy Windilen" ( Barry Fell/Heinz B. Masse: Deutschlands Urahnen. Nordische Schriftzeugnisse und atlantische Seefahrt in der Bronzezeit, Stedinger-Verlag, Lemwerder 1998, 144 S., kart., zahlr. Abb.). A więc, ci nordyccy "Słowianie", w oczach osadników przybyłych tutaj później z głębi Niemiec - to blondasi o błękitnych oczach!

Autor pięknie wydanej książki (Heimatbuch 1933) Die Insel Wollin, Peter August Rolfs, nauczyciel ze Swinoujścia, opisując historię tej wyspy pisze o "słowiańskich Wenden" osiadłych tutaj gdzieś w 7 stuleciu. Wspomina też o starych nazwach założonych przez nich wsi, i oczywiście o Wendach, którzy tworzyli powitalny komitet z okazji przybycia Otto von Bamberg'a - i wymienia ich z imienia: Cesternit, Tredegras, Knips, Jeffe, Golias i Bogdahl. Ten ostatni, według legendy, przerastający wielebnego biskupa o głowę, wyrżnął nim o ziemię. Byli więc ci "Słowianie" o intrygujących imionach rosłymi blondynami.

Zapoznałem się też w pańskiej "Tarace" z krótkim artykułem pana Łukasza Łuczaja (Geny Europejczyków), w którym Autor omawia najnowsze wyniki genetycznych badań, i wyciąga z nich pewne wnioski do których z zasadniczych powodów się nie ustosunkuję. Stawia jednak pytanie: "Czyżbyśmy tu więc byli (Słowianie na ziemiach dzisiejszej Polski) od zawsze?" No właśnie. Wygląda na to, w świetle najnowszych badań, że tak i nie ! Czy pan Łuczaj zdaje sobie jednak z tego sprawę, że tym samym podważa obowiązującą i oficjalną "prawdę" o "Indoeuropejskich jeźdcach ze wschodu", przybyłych z Azji i osiadłych w Europie, w tym "Słowian" i "Germanów" ("Indoeuropejczyków")? Czy, jak twierdzi Colin Renfrew, przybyłych z Anatolii - co jest kompletnym absurdem! Pomijając wszelkie dowody i tezy kładzone na stół przez akademickich badaczy, zaprzeczające czy potwierdzające, to należy sobie uprzytomnić jedno; biali, blond i o niebieskich oczach nordyccy ludzie mogli się rozwinąć/ukształtować tylko w niedostatku promieni słonecznych, co najlepiej dowodzi nasza udomowiona świnia, i tylko tam gdzie panuje mocne albo ciągłe zachmurzenie, występuje względny mróz i leży dużo śniegu. Ta biała skóra tych ludzi północy była konieczna, by przy ograniczonym słońcu tankować wystarczającą ilość witaminy D, potrzebnej do życia. A w Anatolii słońca jest pod dostatkiem.(Barry Fell/Heinz B. Masse).

W którymś z kolejnych numerów "Science" z 2005r. ukazał się obszerny artykuł w którym omówiono najnowsze badania dotyczące pochodzenia EUROPEJCZYKOW. Nie będę zanudzał, nie mam też ochotę na analizę całokształtu problemów w nim omawianych, dlatego ograniczę się tylko do podstawowych wniosków które genetycy z tych badań wyciągnęli. Po pierwsze: dzisiejsi Europejczycy, na podstawie przeprowadzonych genetycznych badań przez niemiecko-estońsko-brytyjski team, nie pochodzą od rolników z młodszej epoki kamiennej lecz od MYŚLIWYCH i ZBIERACZY z najwcześniejszej epoki kamiennej, czyli są rodowitymi mieszkańcami tego kontynentu.

To jest, jakby nie było, spektakularny zwrot, bo w niezliczonych publikacjach dotyczących kulturowej historii Europejczyków duża część wpływowych i nadwornych genetyków "ustaliła", iż większa część naszego biologicznego dziedzictwa pochodzi od chłopów (rolników emigrantów przybyłych n.p. z "Anatolii") z młodszej epoki kamiennej. Po drugie: największą niespodzianką dla badaczy było jak natrafili w jednym z rejonów w genomie mitochondrialnym na haplotyp "N1a". Komentarz jednego z badaczy na konferencji we Frankfurcie, Joachim'a Burger'a : "Oczekiwaliśmy czegoś zupełnie innego". N1a u dzisiejszych Europejczyków prawie nie występuje. Na 35.000 Europejczyków znaleziono ten typ TYLKO u 50 osobników. Odwrotnie niż u tych chłopów. Jaki z tego wniosek ? Nie wystąpiło żadne populacyjno-genetyczne załamanie - po prostu i zwyczajnie naukowcy wciskali kit! Badacze z Mainz: "gen N1a wymarł"! Nawet więcej: paleantropologiczne studia dowiodły istnienie różniących się między sobą SZEŚCIU haplotypów N1a. Odkryto wariacje, których w konfrontacji z artefaktami nie można wytłumaczyć. Autor artykułu, "Europa kam aus der Altsteinzeit", Joachim Müller-Jung, zajmujący się tymi wynikami badań, dochodzi do wniosku: "Niezależnie, jak kulturowo i technicznie wyposażeni byli potomkowie tych chłopów z Anatolii i Bałkanów, to pozostawili w Europie minimalne ślady." To stanowisko łatwo zrozumieć, bo podtytuł artykułu Müllera-Jung'a brzmi: "Die Kultur kam aus dem Orient, die Gene nicht." (FAZ 30. Dezember 2005).

W dalszej części Müller-Jung pisze : "Myśliwi i zbieracze, którzy w trakcie przybycia neolitycznych chłopów już długo, mianowicie więcej niż 40,000 lat żyli w Europie, przejęli nowe kulturowe techniki. To co się na kontynencie europejskim rozprzestrzeniło, to nie byli ci wcześni chłopi w sensie populacji, tylko kulturowa technika uprawy roli." Ta wariacka teza "Ex Oriente lux" jest, jak widać, wciąż mocno w umysłach zakotwiczona i oficjalnie nie chce się z niej zrezygnować! Nowi i młodzi badacze, głównie archeologowie, już od pewnego czasu nie zgadzają się z tego rodzaju "odczytywaniem" historii. W 1995 odkryto w okolicy Osnabrück'u szeroką na 4,5 metra drogę z kładzionych bali przebiegającą przez moczary, i za pomocą metody C14 ustalono, że droga ta zbudowana została w 4682 r. przed n.erą. Dowodzi to odkrycie jednoznacznie i wyraziście, iż w młodszej epoce kamiennej, u nas w Europie, kursowały zaprzęgi wołów - a więc wcześniej niż gdziekolwiek indziej na świecie, to znaczy, w tych obszarach kulturowo-cywilizacyjnych znanych z dalekiej przeszłości. Jeśli dodamy owe odkryte w Kyhna i Goseck (Thuryngia) obserwatoria astronomiczne zbudowane przed 7000 tyś. lat, i niedaleko od tych miejscowości znaleziony Dysk z Nebry z mapą nieba ("Himmelsscheibe von Nebra"), który jest chyba najbardziej sensacyjnym znaleziskiem w Europie na przestrzeni setek lat, i w dodatku przyjrzymy się wozom znalezionymi w Dani i na Węgrzech, w których zastosowano odlewane w brązie piasty i osie, to te irracjonalne tezy ortodoksyjnych "badaczy" o zaszczepieniu orientalnej cywilizacji "barbarzyńcom" z Europy jawią się mnie jak niesmaczny żart sfrustrowanych (prawdziwą historią...) akademików. Ex oriente lux ? Technika przytargana z Anatolii ? Smiechu warte, i najwyższy czas z tymi absurdami skończyć!

Co jednak z tym najbardziej interesującym zagadnieniem - "Słowianami"? Jedynymi ludźmi o powiewającej jasnej czuprynie, jasnej skórze i błękitnych oczach na całym świecie byli, ogólnie mówiąc, "Słowianie" i "Germanie". I jest niemożliwe by to rozpoznanie w jakikolwiek sposób podważyć lub obalić. I ci ludkowie musieli pochodzić z jednego konkretnego obszaru, z europejskiej północy. Nie jest to ale wszystko, bo WSZYSTKICH wczesnych północnych ludzi należy widzieć jako CELTÓW! To rozróżnianie między Celtami i Germanami zaczęło się dopiero i właściwie w okresie rzymskiego imperium i nazwy te wynaleźli Rzymianie. Po tym jak Rzymianie Galijskich Celtów pokonali, czuli wprawdzie jeszcze przed nimi respekt, aczkolwiek ci Celtowie już z południowo europejską ludnością się wymieszali, i zostali w późniejszym sensie Celtami - lub, jak ich Germanie zwali, Welsche (n.p mieszkańcy Welschschweiz). Ale jak Rzymianie zapoznali się z mieszkańcami zasiedziałymi na pónocny wschód od Renu, nazwali ich "tymi prawdziwymi Celtami". W łacinie "germanus" oznacza bracia i siostry spłodzonych z jednych rodziców. Z "germani Celtarum" w skróconej formie powstali "Germanie", ci "rodzeni bracia i siostry"... prawdziwych Celtów, których Grecy zwali Hyberborejami, i którzy mieszkali całkiem na północy (Barry Fell/Heinz B. Masse).

Że według nowinki Colin'a Renfrew'a, ojczyzną "Indogermanów" była "Anatolia", o tym można śmiało zapomnieć, powiedział jednak też, że z zamieszkałych na północy ludów wywodziły się grupy ludnościowe, które od niepamiętnych czasów zamieszkiwały daleką Azję. A więc jednak! Ci najwcześniejsi Celtowie powędrowali na cały Swiat, w tym do Afryki i Indii i to rozprzestrzenianie miało miejsce o wiele wcześniej niż dotąd sądzono. Franc Bopp doszukał się językowego pokrewieństwa między Hindusami i Germanami. Co niektórzy w gorącej wodzie kąpani, zrobili z tego "Indogermanów". Ponieważ wcześniej istnieli tylko Celtowie, to ta bajeczka o "Indogermanach" zniknęła całkowicie z historii, i jeśli jeszcze gdzieś przetrwała to na pohybel z jej obrońcami! "Indogermanie" czy "Indoeuropejczycy" są sztucznym akademickim produktem.

"Podczas kiedy ci pozostali na północy Celtowie ("Germanie") pozostali homogenicznym narodem, to Celtowie południowi, zachodni i wschodni stanowili nordycką grupę kierowniczą innych grup narodowościowych. Stąd powstały te wysoko rozwinięte kultury, bo od nich została udzielona im pomoc i od nich wyszły te przełomowe inicjatywy. Wszędzie, gdzie stoi "indogermańskie" musi zostać zastąpione przez "nordyckie", względnie "nordycki język." (....) "Słowniki wydawnictwa Langenscheidt dla języków norweskiego, duńskiego i szwedzkiego zawierają jeszcze dzisiaj na oznaczenie ognia, stosu (płonącego), starą nazwę Baisfeuer, który jest też znany z palenia ogni w czasie Wielkanocy, przesilenia dnia z nocą (w Polsce sobótka, kupała), nie objaśniając jednak jego pochodzenia - od nazwy "bäl". Celtycki Bóg Bei (Bai) zamieszkiwał więc od dawna skrajne północno-europejskie obszary. Również w Islandii nazwa "bäl" oznacza ogień. W Szkocji znana jest jeszcze staroangielska nazwa "bale" - z anglosaskiego "bael - dla "balefire". Pierwsi ludzie północy, którzy już w czasie epoki kamiennej wyruszali w nieznane, w obce strony, stawiali wszędzie tam dokąd dotarli tylko celtyckie kamienne budowle (Menhiry, Cromlechy i Piramidy), pozostawili po sobie też celtyckie pismo w formie pomników językowych, i rozprzestrzeniali nazwę swojego Boga Słońca Bel (Bal, Baal)." (Barry Fell/Heinz B. Masse: Deutschlands Urahnen. Nordische Schriftzeugnisse...).

Ta nazwa/imię BAAL pojawia się w "Biblii", potwierdzona licznymi znaleziskami z Ugarit, a wszędzie tam gdzie się ten celtycki Bóg się pojawił czy zadomowił, tam byli też CELTOWIE!

Nie sposób objąć w tej krótkiej relacji całokształtu poruszonego tematu. Interesującym się tym zagadnieniem polecam pracę Barry Fell'a i Heinz'a B.Masse, którzy z godną podziwu akrybią, opierając się między innymi na odkryciach archeologicznych, zupełnie nieznanych szerszej społeczności, odkrywają fascynujący celtycki świat w absolutnie nieznanym dotąd wymiarze. Z pewnością niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że na dnie Morza Północnego i w okolicy wyspy Helgoland oraz "Morza Błotnego" (Watty) odkryto osady ludzkie, grobowce kamienne, sztaby miedzi liczone w centnarach, zatopione lasy i szereg artefaktów należących do celtyckiej spuścizny.

Z licznych dokonanych odkryć wymienię jedno: "W pobliżu wyspy Helgoland niemiecki statek badawczy "Meta" znalazł na głębokości 30 m poniżej morskiej powierzchni w osadzonym ile dwa megalityczne grobowce (Hünengräber), resztki budowli mieszkalnej, złożone do grobowców datki, narzędzia rzemieślnicze i inne rzeczy z drugiego i trzeciego tysiąclecia sprzed n. e. ( "Hamburger Echo" 15 September 1951). Niezwykle interesujący jest ale ten fakt, że w tym miejscu nie prowadzi się nie tylko systematycznych, ale w ogole żadnych prac archeologicznych, w odróżnieniu n.p. od zatopionej części Alexandrii, gdzie na podwodne badania wydano dziesiątki milionów dolarów. Czyżby powodem były ideologiczno-historyczne ustalenia obowiązujące już jakoby na wieczność ?

Zatem, zmierzając do końcowych wniosków i ustaleń kwestii "Słowian", w których przejmę w całości wywody i ustalenia Barry Fell'a i Heinz'a B. Masse:

"Owi Veneter ( Weneci?), pochodzacy z dorzecza Odry i Wisly, lecz wyparci później przez Germanów (prawdopodobnie Wandalów - BGE) w rejon bagien Prypeci i dalej na wschód, a także Celtowie wyparci z Górnego Sląska, Czech, Moraw i Kotliny Karpackiej do Galicji, są razem z zasiedziałymi już tam Scytami i Kimmerami protoplastami czy praojcami Słowian. Liczne nazwy miejscowości zaczynające się od GAL, jakie znajdują się w "Ritters Geografisch-statistschem Lexikon 1874", które pojawiają się wszędzie tam, gdzie przebywali/mieszkali Celtowie, są też w Prusach Wschodnich i Zachodnich i w Wielkopolsce, świadcząc, że i tam mieszkali Celtowie. Nazwa historycznej prowincji Galicja, gdzie znajdowano sól, pochodzi od Celtów, jak też miasto Halles (Halicz) z celtyckiem rdzeniem "Hai" dla soli, zdradza to samo."(....) "Jeśli chodzi jeszcze o Scytów i Kimmerów, to należy zaznaczyć, że i ci należą do Celtów, którzy północ Europy opuścili. Dowód na to przytoczyła w wygłoszonym w lutym 1995 w Bremie odczycie prof. Renate Rolle z Hamburga, po tym jak odkryła i częściowo też odkopała wczesne oppida Scytów na północ od Morza Azowskiego i per Dia pokazała." (....) Nazwa "Slawen" wywodzi się ze starszej jeszcze nazwy "Slowenen". Jan z Efezu zwie ich "Slawinen". (...) To "SLO" oznacza bagno (Bahlow: Deutsches Namenlexikon). Są to żyjący we wschodnich bagnistych obszarach celtyccy Weneder, którzy kiedyś przejęli, od dalej na wschodzie żyjących "Indogermanów", językowe przyzwyczajenia grupy Satem. (....) Słowiańskie Języki są bliskie słownictwu celtyckiemu, bliższe niż wszystkie inne. Pięknym dowodem na to jest, iż Irlandczycy zwą łódź o konstrukcji drzewnej obciągniętej skórami "coracle", a Rosjanie statek "korablj". Bizantyjczycy opisywali Słowian, jako tych "którzy postępują i zachowują się jak Celtowie" i zrobili z "Slowenen" później " Sklawonen", ponieważ nie potrafili wypowiedzieć "SL" i zrobili z tego SKL. Widukind z Corvey jeszcze przed rokiem 1000 pisząc o Słowianach, używał nazwy "Sclaven". W jakimś momencie tym Sklavonen zostały te dwie litery "on" przez szybko mówiących wyszlifowane. I dlatego przypuszczalnie wyraz "Slawen" jest dolnoniemieckim wyrażeniem słowa Sclawen, używanego przez Rzymian."

Jak natomiast doszło do tego, że w miejsce litery "L", potomkowie Celtów zamieszkujących dzisiejszą Polskę w nazwie "Slowianie" wstawili na "Ł",- tego nie wiem :).

Warto pod koniec (strasznie się rozpisałem) zaznaczyć, iż Zachodni Słowianie, z których po kądzieli w znacznej części pochodzę, zachowali w sobie znaczące północno-germańskie substancje. I u nich właśnie rzymski kościół już bardzo wcześnie, bo byli jeszcze poganami, z pomocą owego kościelno-słowiańskiego języka, tej slawizacji mocno pomogł. Bardziej energiczniej postępował rzymski kościół w tej slawizacji po reformacji, również z tym rozpowszechnianiem nazwy "Slawen" w odniesieniu do "Wenden" którzy byli germańskimi Wandalami, ponieważ Celtowie zostali wyparci na wschód, i w ten sposób stali się "wschodnimi Słowianami".


Serdeczne pozdrowienia, powodzenia w życiu prywatnym i zawodowym!
Dosiego Roku!

Bogdan Georg Eckert
nedamir@web.de
Berlin, 3 stycznia 2007




komentarze

[foto]

1. Wspaniały artykuł i... • autor: Adrian Leszczyński2014-12-13 15:03:39

Wspaniały artykuł i również brak jakiegokolwiek komentarza. Sam osobiście mógłbym od ręki napisać tu z 10 komentarzy. Ale skupię się tylko na jednej pobocznej kwestii. Oto cytat z powyższego artykułu:

"Autor pięknie wydanej książki (Heimatbuch 1933) Die Insel Wollin, Peter August Rolfs, nauczyciel ze Swinoujścia, opisując historię tej wyspy pisze o "słowiańskich Wenden" osiadłych tutaj gdzieś w 7 stuleciu. Wspomina też o starych nazwach założonych przez nich wsi, i oczywiście o Wendach, którzy tworzyli powitalny komitet z okazji przybycia Otto von Bamberg´a - i wymienia ich z imienia: Cesternit, Tredegras, Knips, Jeffe, Golias i Bogdahl."

Uwagę zwracają wymienione imiona Słowian, z których tylko jedno (ostatnie) można bez problemu słowiańsko zinterpretować: Bogdahl, czyli Bogdał - imię o typowo słowiańskim układzie, o jasnej etymologii. Bogdał dziś funkcjonuje w postaci nazwiska. Reszta imion jest trudna w interpretacji. Trudno nawet dostrzec ich "słowiańskość". Tę uwagę kieruję w kontekście tzw. imion Germanów, o które już się na Tarace spierano. Po prostu dawni skrybowie tak poprzekręcali imiona Słowian, tak je uprościli, zlatynizowali czy nawet zgermanizowali, że trudno potem o ich łatwą i właściwą etymologię. Gdyby nie oczywistość wynikająca z faktów historycznych, to w/w imiona bez trudu uznano by za imiona germańskie (teutońskie), a dla samego imienia Bogdahl również znaleziono by germańską etymologię uznając to za "naukowość". Np. po duńsku "bog" to "książka", a "dal" to "dolina". I sprawa rozwiązana. To nic, że etymologia ta jest pozbawiona sensu, ale dla "naukowców" mainstreamowych nie miałoby to żadnego znaczenia. Ważne, że człony udało się przetłumaczyć po germańsku. 

Na koniec: dziękuję Panie Bogdanie za ciekawy i mądry artykuł. Warto byłoby kiedyś przetłumaczyć dzieło A. Krantziusa (A. Krantza) na j. polski. Ale komu ma na tym zależeć? "Naukowcom" piszącym książki o prypeckich Słowianach kłapiących na zachód w prymitywnych łapciach?


[foto]

2. Bogdan • autor: Adrian Leszczyński2014-12-13 15:12:48

A przy okazji: imię Bogdan to pewnie też imię germańskie? (sic!) "Bog" - książka; "Dane" - Duńczyk. Zatem: "książkowy Duńczyk"? "Duńczyk piszący (czytający) książki? To tak a propos dyskusji, w której pewien internetowy "nadnaukowiec" próbował udowadniać, że "Włodzimierz" to imię skandynawskie.
[foto]

3. Czy taki wspaniały? • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-14 08:54:47

Ten artykuł, czy raczej zamieszczony 8 lat temu przeze mnie jego list do mnie (lub do Taraki), należy do pewnego GATUNKU literackiego, na który trzeba bardzo uważać. Należy do gatunku historycznej fantastyki, która zwykle jest przez autorów pozowana na dzieła naukowe lub częściej popularno-naukowe. Czołowym przedstawicielem tego gatunku w Polsce jest Czesław Białczyński, https://bialczynski.wordpress.com/ . Ale czytając, często urokliwe dzieła z tego gatunku, trzeba mieć świadomość, że stanowią one produkt fantazji ich autorów, wprawdzie inspirowanej ustaleniami nauki (historii, archeologii, genetyki), ale jednak fantazji. Czytanie tych dzieł, zachwycanie się nimi, dyskutowanie z nimi i kontynuowanie ich wątków wymaga świadomości tego, gdzie w nich kończą się źródła, a zaczyna fantazja. Oczywiście, jeśli czytający ma zamiar odróżniać prawdziwe informacje (często skromne i niewystarczające) od fascynujących zmyśleń. Ale jeśli nie ma takiego zamiaru, to nie musi. Sprawa tego, w jakiej przestrzeni umysłu chce się przybywać. To tyle.
[foto]

4. Dla mnie ten... • autor: Adrian Leszczyński2014-12-14 12:49:58

Dla mnie ten artykuł (list) jest o tyle wartościowy, że przytacza ciekawe pozycje literatury, głównie niemieckiej, zajmującej się tematyką pochodzenia Słowian. Z niektórymi poglądami cytowanymi przez autora nie sposób mi się zgodzić np. z poglądami Barry´ego Fella i Heinza B. Masse. Inne mi się podobają np. Heinricha Helmuta Schröcke i Alberta Krantza. Ponadto autor opisuje badania archeologiczne, o których nie jest zbyt głośno (vide: Helgoland). Zatem kwestią oceny jest to, co kto wyciągnie z tego artykułu. Artykuł Anny Zapolskiej również uznałem za interesujący, mimo iż zasadniczo artykuł tej pani to dla mnie w wielu miejscach fantastyka naukowa (vide: Germanie uciekający przed uciekającymi z Europy podzielonymi i zdruzgotanymi Hunami).
Nie dalej jak wczoraj czytałem przetłumaczony na j. polski ciekawy artykuł o Słowianach Połabskich w niemieckim Spieglu. Tutaj jest przetłumaczony na j. polski artykuł: http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/09/niemiecki-spiegel-o-slowianach-polabskich/  , a tutaj oryginał po niemiecku: http://www.spiegel.de/spiegel/spiegelspecialgeschichte/d-50620289.html .
Mimo, iż niemiecki autor, Manfred von Ertel trzyma się allochtonistycznej wersji pochodzenia Słowian we wschodnich Niemczech, to poza tym mankamentem dość ciekawie i w dodatku ciepło opisuje Słowian. Dlatego warto ten artykuł przeczytać. Zatem nawet jak się z czymś nie zgadzamy, to warto o tym wiedzieć. Wiem, że są też tacy, którzy nie zgadzają się z moimi poglądami, a mimo to z zaciekawieniem czytają moje artykuły, co potem czasem widać w komentarzach (i co ja szerzej widzę w mailach do mnie). 
Co do Białczyńskiego, to mimo iż sam nie jestem przekonany do jego wszystkich poglądów, uważam że zrobił on i robi nadal kawał dobrej roboty. Dość szczegółowo i na bieżąco zamieszcza on informacje nt. badań genetycznych i archeogenetycznych. Na jego stronie jest masa bardzo istotnych i ważnych informacji na ten temat i z fantastyką nie mają one nic wspólnego. Z polskich blogerów nikt tego lepiej nie zrobił. Nikt nawet nie zbliżył się do tego. Kwestią dyskusyjną mogą być natomiast interpretacje Białczyńskiego. Z jednymi się zgadzam, z innymi nie. Generalnie zgadzam się z jego autochtonistycznymi poglądami. Co do szczegółów, to pozostają pewne rozbieżności.
[foto]

5. To samo dotyczy... • autor: Adrian Leszczyński2014-12-14 12:50:53

To samo dotyczy Ciebie Wojtku. Z Twoimi wszystkimi poglądami trudno mi się zgodzić (podejrzewam, że z wzajemnością), natomiast Twoje artykuły na ten i na kilka innych tematów czytam z zaciekawieniem. Bo zawsze warto. Bo zawsze warto coś wiedzieć o poglądach, aby móc uargumentować dlaczego się z nimi nie możemy zgodzić.
Również cieszę się, że istnieje w necie coś takiego jak witryna Jagodzińskiego. Uważam ją za pozycję wartościową, przedstawiającą poglądy archaiczne, ale jednak dobrze że i coś takiego jest w necie. Nie ukrywam, że sam tam dość często zaglądałem. Z poglądami tego pana totalnie się nie zgadzam, lecz co mnie najbardziej razi, to próba cenzurowania przez niego internetu, niechęć do pluralizmu, chęć zawłaszczania nauki pod wyłącznie swoje poglądy. Jestem mu w stanie wybaczyć nawet agresję, szyderstwa i kpiny, lecz totalitaryzm (w tym cenzura, rugowanie innych poglądów, szantaż) we wszelkiej postaci budzi u mnie zawsze największe obrzydzenie.

Wojtku, "prawdziwe informacje" nie zawsze są prawdziwe. Po to jest dyskusja, pluralizm, aby móc wyrobić sobie poglądy. Dla jednych "Germanie uciekający przed Hunami" to rzeczowy i logiczny argument, dla innych (w tym dla mnie) to totalna bzdura. Dla jednych "pustka osadnicza", "boom demograficzny", "prymitywni Słowianie w łapciach", "asymilacja Germanów w ciągu dwóch pokoleń" czy "bagna Prypeci" to nauka i prawda objawiona, dla innych (w tym dla mnie) to skompromitowane, nie trzymające się logiki, brednie archaicznych, wymarłych już dinozaurów, fantastów i nieuczciwych politykierów.
Zatem jest kwestią punktu widzenia, co dla kogo jest prawdą i nauką, a co fantastyką naukową. Każdy ma w tej kwestii inne poglądy. Dla mnie fantastami są Godłowski, Mączyńska, Parczewski, Skrok czy Kokowski. O Kossinie nie wspomnę - dla mnie to kretyn, nikt inny. Dla innych to autorytety.

A prawda i tak wyjdzie na jaw... To tylko kwestia czasu... Zresztą już się wiele zmieniło.
Z pozdrowieniami!

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)