Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 czerwca 2019

Andrzej Gąsiorowski

z cyklu: Dlaczego ludzie wycinają drzewa? (odcinków: 32)

4 czerwca w perspektywie antropocenu


« Logika argumentów antyatomowych, część I – OZE vs atom Jak nie obraża, kiedy obraża – zestaw twierdzeń kontrowersyjnych »

Przez jakiś tydzień będziemy się zastanawiać, czy 4 czerwca 1989 r. odzyskaliśmy wolność. Pytanie to było być może zasadne, kiedy jeszcze trwała historia, kiedy Ziemia była stabilnym miejscem jej rozwoju. Dziś obnaża pustkę samego pojęcia. W zbyt małym świecie wolność nie istnieje.

Ale nie tylko to. Gdybyśmy chcieli wyciągnąć jakąś lekcję z lat realnego socjalizmu i komunizmu, lat centralnie sterowanej gospodarki, które to zjawiska i systemy rozwinęły się przecież na znacznej części globu, dostrzeglibyśmy, że ów efemeryczny stan nowego socjalistycznego społeczeństwa był nie do utrzymania. Z definicji niemalże.

Tym bowiem, co naprawdę generował gospodarczo „niewydolny” socjalizm, było poczucie ciągłego braku dóbr materialnych, włącznie z żywnością, ubraniami i dachem nad głową. Ponieważ odpowiadało to stanowi naturalnemu życia naczelnych (nieustanny trud walki o byt), wytwarzało paradoksalnie dużo szczęścia. Ludzie mogli być ze sobą i skromnie spędzać czas poświęcając się temu, co lubimy najbardziej. Spotkaniom z przyjaciółmi, spędzaniem czasu z dziećmi etc.

Ale obserwowana zza szyb zachodnia cywilizacja konsumpcji kusiła. Stojące w miejscu państwa zza żelaznej kurtyny, a przede wszystkim ich obywatele, łakomym wzrokiem patrzyli na taplających się w konsumpcyjnym nałogu sąsiadów. Nawet partyjni kacykowie dostrzegli, że mogą zarobić. Sterowany socjalistyczny, swoisty degrowth musiał się wywrócić i stałoby się to bez udziału kogokolwiek – Wałęsy, Gorbaczowa, Reagana. Kogo tam chcecie. Dziś pozostał jedynie w odizolowanych miejscach świata, co dość jednoznacznie wskazuje, że jedyną determinantą systemów społeczno-polityczno-gospodarczych jest biologia gatunku. Bolesne? Ze wszech miar!

Dziś marzymy w gruncie rzeczy o czymś takim. Marzymy o ściśnięciu ludzkich pragnień i nałogów w nowym świecie „zmienionego systemu”, choć świat ten istniał i upadł, bo gatunek jaki go wygenerował, wolał oddać się nałogowi świata artefaktów i płytkich gwałtownych przeżyć. Od upadku „komuny” trwa od do dziś i za chwilę ulegnie kolapsowi wraz z jego autorami.

Powinno być widać, że nie tędy droga. Ale nie widać i już.

Tak czy siak, bez względu na nasz stosunek do zakresu odzyskanej 4 czerwca wolności, pamiętajmy, że jeśli się nie zmienimy, to umrzemy. Wszyscy.

Miłego świętowania!

Dlaczego ludzie wycinają drzewa?: wstęp na końcu

Teksty re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Logika argumentów antyatomowych, część I – OZE vs atom Jak nie obraża, kiedy obraża – zestaw twierdzeń kontrowersyjnych »

komentarze

[foto]

1. Protestuję • autor: Wojciech Jóźwiak2019-06-04 22:44:27

Protestuję. W PRL-owskim socjalizmie spędziłem 38 lat, z czego 20 jako dorosły. Zupełnie nie zgadzam się z tym, co pisze Andrzej, jakoby ludzie byli pod tamtym reżimem jakoś szczęśliwsi niż później i teraz. Zdania:
"poczucie ciągłego braku dóbr materialnych ... wytwarzało paradoksalnie dużo szczęścia."
Oraz:
"Ludzie mogli być ze sobą i skromnie spędzać czas poświęcając się temu, co lubimy najbardziej. Spotkaniom z przyjaciółmi, spędzaniem czasu z dziećmi etc."
--- Są zwyczajnie nieprawdziwe.
Ale cóż... Widocznie pewnych doświadczeń nie da się przekazać między pokoleniami. Ja sam wolę zapomnieć, niż teraz epatować się tym, co mi i innym socjalizm w życiu popsuł.
[foto]

2. Racja, młodzi mają... • autor: Mirosław Piróg2019-06-05 23:08:07

Racja, młodzi mają takie skrzywienie. To się chyba nazywa skrót perspektywiczny.
[foto]

3. Kto ma rację? • autor: Edward Kirejczyk2019-06-06 16:27:47

Miałem kiedyś (w PRLu) takiego szefa, prezesa profesora, który w razie sporów, lubił dokonywać rozstrzygnięć w rodzaju: "Pan ma rację i Pan ma rację!". Czym dłużej żyję, tym bardziej doceniam ten sposób myślenia. A. G. pisze prawdę. Za komuny poświęcaliśmy duuużo więcej czasu na kontakty z ludźmi, w tym rodziną. Więcej było też czasu  na kulturę, cokolwiek to dla różnych ludzi znaczyło, od Demisa Roussosa po niemiecku, po naukę japońskiego dla czystej przyjemności. Pamiętam, że stan wojenny wywołał  moją wściekłość m. in. dlatego, że odwołano wystawę M. Ernsta w Zachęcie (przyjechała parę lat później). Z mojego punktu widzenia W. J. również ma rację. Nie czuję, żebym dzięki tym kontaktom z ludźmi i kulturą był jakoś szczęśliwszy. Właściwie zastanawiam się, czy te spotkania międzyludzkie i rozwój kulturalny nie były działaniami zastępczymi, z braku innych możliwości. Dziś mogę w każdej chwili polecieć do Muzeum  M. Ernsta w Bruehl, tylko właściwie po co? Nie jestem szczęśliwszy z powodu paszportu w szufladzie i kart kredytowych honorowanych od Japonii, po Amerykę Łac. (sprawdziłem).  Wtedy nie byłem szczęśliwszy. I dziś chyba też nie. Przechowuję t-shirt z gołym (bez ilustracji) napisem 1968. Nie wiadomo po co, bo nie jestem w stanie wbić się w niego i raczej bez pomocy nowotworu złośliwego nie uda mi się to. Może to wszystko więcej ma wspólnego z wiekiem, a nie dostępem/brakiem dostępu do różnych rzeczy?

4. komuna nie ma z tym nic wspólnego • autor: Jerzy Pomianowski2019-06-06 16:31:05

To prawda, że ludzie "za komuny" byli inni niż dzisiejsi. Tyle że to nie miało związku z komuną, lecz wynikało ze wspólnoty wojennych przeżyć. Kiedy chodziłem do podstawówki to każdy trzydziestoparolatek widział wojnę z bliska, każdy od czterdziestki wzwyż mógł brać w niej udział. Czyli wszyscy ówcześni dorośli "byli na wojnie". Stąd ich wzajemne stosunki wyglądały inaczej niż teraz. Np całkiem nieznajomi ludzie jadący w przedziale pociągu po paru minutach oswojenia zaczynali ze sobą rozmawiać. Zwykle o sprawach bardzo osobistych. Dziś nie do pomyślenia poza grupkami młodzieży.
[foto]

5. Myślę, że krytycy... • autor: Andrzej Gąsiorowski2019-06-06 16:34:59

Myślę, że krytycy mojej "koncepcji" czytają ją w wymiarze indywidualnych doświadczeń, a nie pewnych zbiorowych mechanizmów zachowań. Ja nie jestem taki młody Mam 43 lata, pamiętam schyłkowy socjalizm. Pracuję dużo z ludźmi. Będę rozwijał swoja "teorię" i starał się uzasadnić szerzej w większej pracy. Główna teza tekstu jest taka, że układ społeczny nie jest nadawanym przez ludzi konstruktem, tylko wytworem ich biologicznej natury i dlatego "socjalizm" i "komunizm" były tak efemeryczne. Nie ukończyły chyba nawet stu lat, jeśli liczyć od Rewolucji Październikowej. 
[foto]

6. Wolność i socjalizm • autor: Edward Kirejczyk2019-06-06 16:55:48

W moim osobistym przekonaniu socjalizm ma się w Polsce świetnie. Lepiej miał się tylko w końcu 1956 r. (podobno) i na początku lat 70. XX w. (pamiętam). To, że rozmaitych genseków zastąpiono JP2, to rzecz ideologiczna, drugorzędna. I jak każdy socjalizm, ma tendencję do ograniczania ludzkiej wolności. PS. Studentom podsunąłbym w tym momencie temat pracy domowej: "Na ile Francja Drugiego Cesarstwa była państwem socjalistycznym?’.

7. co to jest? • autor: Jerzy Pomianowski2019-06-06 18:42:10

"ma się świetnie?". To zależy jak się definiuje socjalizm. Ludzie mylą socjalizm z socjalem.
[foto]

8. Socjalizm a socjal • autor: Edward Kirejczyk2019-06-07 04:40:18

Na pytanie "co to jest socjalizm?" można napisać rozprawę o grubości dawnych książek telefonicznych, zwłaszcza uwzględniając jego różne odmiany teoretyczne i praktyczne, ale pomijając spory, ilu ludzi ma liczyć falanster. Socjal (ang. społecznyto termin uchwytny chyba tylko intuicyjnie, ale zrozumiały w kilkudziesięciu językach świata. Zastąpił wcześniejszy amerykański welfare, utworzony na identycznej zasadzie (ograniczenie wielowyrazowych pojęć do pierwszego słowa). Na potrzeby niniejszego wyjaśnienia przyjmijmy, że socjalizm to system w którym duża część ludzi otrzymuje znaczący dla nich socjal (welfare), mogący być nawet jedynym ich źródłem przychodów. Takim systemem może być zarówno pojedynczy kibuc, jak i ChRLD. Ta definicja jest niewystarczająca. Aby socjalizm był prawdziwy, musi działać na wzór Janosika - zabrać pracowitym, twórczym i przedsiębiorczym, żeby rozdać nierobom, nieukom i ludziom nieodpowiedzialnym. Od biedy pieniądze mogą być wzięte z pożyczek, które będą spłacane metodą janosikową (Gierek, Kaczyński, Chavez - Maduro). W skrajnym przypadku nie musi być żadnego socjalu, a jedynie obietnica, że wystąpi on w przyszłości, za to na wielką skalę. Cnd.
[foto]

9. Peerelizacja III RP • autor: Wojciech Jóźwiak2019-06-07 07:44:02

Pewna bezradność, no, mała radność, jaką obserwuję przy ocenach 4 czerwca 1989 r., czyli czy wtedy był skok w szczęście i wolność, czy w kolejną niewolę i niedolę, wskazuje na to, że "w międzyczasie" dokonała się peerelizacja III Rzeczypospolitej.
Po 30 latach zauważamy, że chociaż mnóstwo -- a nawet "wszystko" -- się zmieniło, to ówczesne upiory dobrze się mają, a nawet mają się lepiej, bo nie są z Moskwy nasłane, tylko własne, swojskie, ojczyźniane, z tej ziemi, wymodlone i pokropione. Pewne rzeczy są nawet dalej posunięte niż w PRL, np. władza z tylnego fotela. Państwem rządzi "szeregowy poseł", kościołem "zwykły ksiądz".
[foto]

10. Nic nowego • autor: Edward Kirejczyk2019-06-07 08:21:59

Hegel: teza, antyteza, synteza. Albo Gombrowicz: operetka!

11. Kilka refleksji na temat niewydolności • autor: Piotr Iwiński2019-06-10 23:02:44

Cytat: "Tym bowiem, co naprawdę generował gospodarczo „niewydolny” socjalizm, było poczucie ciągłego braku dóbr materialnych, włącznie z żywnością, ubraniami i dachem nad głową."
Nie do końca tak było. Dobra materialne i żywność wędrowały za wschodnią granicę. Byliśmy po prostu okradani. Płaciliśmy w ten sposób za "ochronę" przed domniemanym atakiem imperialistów. Mam już 69 lat i pamiętam, że np. w okresie Olimpiady w Moskwie nie można było kupić żadnych materiałów budowlanych. Nie wspomnę już o uranie (tak, tak, mieliśmy złoże rudy uranowej), który został wywieziony do ZSRR przed rokiem 1950.
Socjalizm owszem był niewydolny, ale przyczyna braku dóbr materialnych była bardziej złożona. Co do braku mieszkań to się zgadzam.
Wspomnę jeszcze, że po roku 1989 nagle w sklepach mięsnych pojawiła się szynka, będąca wcześniej rarytasem. Nie przypadkowo salceson nazywany był "cwaniaczkiem", bo jako jedyny nie dał się wywieźć za wschodnią granicę.
Piotr Iwiński.

[foto]

12. Okradanie? • autor: Wojciech Jóźwiak2019-06-11 13:40:24

W stosunkach z Rosją/Zsrr przed 1989 r. nie to było najgorsze, że nas "okradali". Jawne rabunki miały miejsce w okresie zaraz powojennym i skończyły się w latach 1950-tych. Kopalnie uranu działały po Śnieżnikiem do lat 1950-tych, w Kowarach do 1973. To co nazywano "okradaniem" przez Rosję to były nie-rynkowe transakcje ("dostawy") po odgórnie ustalanych cenach w tzw. rublach transferowych. Kto na tym zarobił, kto stracił -- nie wiem, czy historycy ekonomii to obliczyli. Może gdzieś są dane o tym. Trzeba pamiętać, że przemysł stoczniowy pracował w większości na rosyjskich zleceniach, a po rozstaniu z komuną upadł.
W stosunkach z Rosją i w gospodarce "za komuny" od legendarnego (głównie) "okradania" gorsze było coś innego: sztywny odgórny dyktat, co wolno robić, produkować i jak gospodarować, a czego nie wolno. Gorsze było blokowanie społecznej energii. Nie tylko w gospodarce.
(Co wcale nie znaczy, że teraz jest dobrze i jesteśmy odblokowani!)

13. W tym sensie... • autor: Mruk2019-06-11 14:55:41

W tym sensie ustrój PRL był dobry że nie można było rozwijać indywidualnej  konsumpcji (oczywiście upraszczając zagadnienie)
Teraz katastrofa klimatyczna będzie wymagać właśnie odgórnego przyblokowania gospodarki i w ogóle tzw. rozwoju.
Wyobrażam sobie jaki będzie wrzask na chociażby próby takiego działania.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)