Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 listopada 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Ach co to był za ślub! czyli nasze Spojrzenia*


« O walce dobra ze złem Zmywanie wydarzeń »

         Zapisałam się do FB mimo tego wszystkiego złego, co o tym medium słyszałam dla jednej osoby – mojego znajomego z dawnych lat (a właściwie przyjaciela mojego męża)  Marka Zürna. Był dziennikarzem, fotoreporterem, wiele okładek Na Przełaj było między innymi jego autorstwa, podobnie jak i „Filipinki” (z moją fotką na okładce), potem autorem filmów dokumentalnych w Polsce i dla telewizji w Szwecji. Obecnie jest „wolnym strzelcem”. Ludzie z moich młodych lat rozproszyli się po świecie, podobnie jak Marek i dopiero po latach jakoś odnajdujemy się: po nekrologach naszych rodziców, kiedy odkrywamy ich zapomniane zasługi, po zdjęciach zblakłych po latach, pieczołowicie odrestaurowanych i po naszych pokoleniowych fascynacjach.

         Zdjęcia Marka, z lat 60-tych można obejrzeć na FB: https://www.facebook.com/marek.zurn/photos_albums, a wśród nich album zdjęć z 1964 r. o Cyganach (obecnie poprawnie Romach) , https://www.facebook.com/marek.zurn/media_set?set=a.10151063763891144.433232.567541143&type=3, album „Lekplatser på landet – Polen för 50 år sedan ( Miejsca zabaw na wsi przed 50 laty) https://www.facebook.com/marek.zurn/media_set?set=a.10151280966866144.466291.567541143&type=3 czy Targ na Żoliborzu – Początek lat 60-tych  https://www.facebook.com/marek.zurn/media_set?set=a.10151459948301144.1073741856.567541143&type=3 albo albumy zestawiające  wygląd sprzed 50 laty Centrum Warszawy, tzw. Dzikiego Zachodu, z wyglądem współczesnym i albumy przedstawiające współczesną Szwecję, jej krajobrazy, uroczystości i scenki rodzajowe. Mnie jednak fascynują fotografie z lat sześćdziesiątych, świata w którym weszłam w dorosłość.

         Pierwsze, co uderza przy oglądaniu tych fotografii to oczywiście siermiężność miejsc, które dziś wyglądają zupełnie inaczej. Bieda wsi, kontrast oficjalnych uroczystości z których Marek robił reportaże z „zapleczem”, które wówczas nie znalazło i nie mogło się znaleźć w cenzurowanej prasie. Mnie osobiście urzekło zdjęcie z Dożynek na Stadionie Dziesięciolecia z tablicą: „Szalety na dolnej koronie” i naburmuszoną buzią dziewczyny w ludowym stroju, wyglądającą jakby martwiła się, że nie uda jej się tam przebić przez tłum.

         Właśnie: twarz tej dziewczyny i wszystkie inne twarze, które fotografuje Marek przyciągają i wówczas i dziś nieodpartym przekonaniem, że jest to zapis, który niesie za sobą głębszą prawdę, dostrzegalną jedynie wówczas, gdy bieg życia zatrzyma się w kadrze. We wrześniu 2013 roku Marek fotografował zdjęcia zamieszczone w albumie „Spojrzenia” z manifestacji związków zawodowych w Warszawie i ten album https://www.facebook.com/marek.zurn/media_set?set=a.10151846091846144.1073741904.567541143&type=3 zmienił moje spojrzenie na uczestników tej demonstracji. W telewizji oglądaliśmy przemówienia przywódców i niektóre wystąpienia, jednak twarze uczestników mówią o tak różnych ich motywach, że rozszerzają nasze spojrzenie. Sam Marek zaleca mi podejście z dystansem, żeby nie ulec manipulacji tak częstej w dzisiejszych czasach. Kiedy wyraziłam żal, że nie fotografowano tak Marszu 11 listopada, nie poprzez sylwetki ciskających kamieniami, a poprzez różne twarze i że fotoreportaży tego rodzaju nie widać w prasie, Marek powiedział, że znajomy fotoreporter został przegoniony przez policję i bardzo niemiło potraktowany. A więc niewiele się zmieniło od tamtych czasów – tyle, że cenzura jest u źródła, a nie w reportażu finalnym.

 

         Marek fotografował nasz ślub. Patrząc na te zdjęcia któż by przewidywał, że młodzi ludzie, uwiecznieni na wieczną pamiątkę dziś staną się reliktem świata, który odchodzi, a nie tego, który nadejdzie? Byliśmy tak nowoczesną parą jakich wówczas niewiele jeszcze było. Żadnej białej sukni, żadnego bukietu, żadnego weseliska, dojechaliśmy na ślub tramwajem 6 i poszliśmy pieszo do USC

         Jest rok 1962. Kasia pożycza sukienkę od koleżanki, kupuje biały kwiat do paska za grosze i wydaje całą swoją miesięczną pensję pomocy bibliotekarza na kupno szpilek za 620 złotych. Mąż ma kontakty i dwa dni i dwie noce przed ślubem oboje pracują ciężko ręcznie przepisując listę mieszkańców dzielnicy Żoliborz do szczepień ochronnych, bodajże di-pet-te, czyli dur brzuszny i tak dalej. Dla wypoczynku zmęczonych palców robią kanapki, które układają w stosy na desce położonej na wannie. Potem znowu wypełnianie formularzy spisu. Tak zarobią na koszty ślubu, a że właśnie jest to Sylwester 1962 zaproszą na prywatkę gości z innej paczki, Kasi studentów, polonistów, wnosząc z nich opłaty (reszta, przyjaciele męża, sami składają się na imprezę w domu jednego z nich. Inny z kolegów odmalował pokój, w którym mieli mieszkać.). Mąż Kasi, Leonard obronił właśnie pracę  magisterską z budownictwa wodnego (Kasia przepisywała ją na maszynie – tak się poznali). Tematem pracy była zapora na Sanie – świeżo upieczony małżonek miał nadzieję, że dzięki niej znajdzie zatrudnienie na wielkiej budowli wodnej – marzeniu życia. Przegradzać góry, odmieniać bieg rzek i w ogóle – dzisiejszym sposobem myślenia – odmienić świat, ruszyć go z zastałych kolein, (dziś mówi się: rozpirzyć to wszystko i zbudować na gruzach nowe lepsze i bardziej funkcjonalne). Woda dla rolników, uregulowane rzeki dla żeglugi, małżeństwo z obwarowanym zastrzeżeniem: Nie jestem z tych, co mieszkają w domu. Żyję i pracuję w delegacji. Uczciwie uprzedzona zaakceptowałam warunek. W dyskusjach mojego męża z kolegami przewijało się jedno pogardliwe określenie, zaczerpnięte ze słownika inżynierów wodnych: „bagrować”. Kiedy mówiono o kimś: on bagruje oznaczało to, że przepadł, stał się drobnomieszczaninem i powoli rdzewieje oraz niszczeje przycumowany na stałe do brzegu i niewiele z niego już będzie.

         Patrzyłam na świat z nadzieją, że stabilizacja życia przyniesie spokój i życie płynące jak po maśle, czego spodziewa się każda mężatka. No i razem zmienimy świat na lepsze! Czyż tego nie widać po naszych twarzach?

         W tamtych zdjęciach przetrwało coś, czego wówczas nie widzieliśmy, lub na co nie zwracaliśmy uwagi, ale co dziś trudno zdefiniować, choć jest to może ponadczasowa prawda. Wiele w otaczającym świecie się zmieniło, ale spojrzenia  zostały.

 

*„Spojrzenia”  — tytuł podkradziony albumowi Marka

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« O walce dobra ze złem Zmywanie wydarzeń »

komentarze

[foto]

1. Świetne! Tak wpis... • autor: Michał Mazur2013-11-19 11:31:14

Świetne! Tak wpis jak i zdjęcia

Pozdrawiam

2. piękna • autor: Nierozpoznany#77232013-11-20 10:56:40

Nie mogę się powstrzymać i muszę napisać: jaka piękna dziewczyna!

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)