|
poprzedni: Kontakt z Autorem
Taraka → Artykuły → Religia →
|
3 maja 2006Wojciech JóźwiakInstytut Badań nad GnostycyzmemW grudniu zeszłego roku dwaj Białostocczanie, Mirosław Miniszewski i Krzysztof Matys założyli Instytut Badań nad Gnostycyzmem, którego witryna - www.gnostycyzm.pl Co to jest gnostycyzm? To jest religia, która powstała mniej więcej w tym samym czasie, co chrześcijaństwo, istniała w pierwszych wiekach naszej ery, swoje rozwojowe centrum miała w krajach obecnego Bliskiego Wschodu, czyli we wschodnich prowincjach Państwa Rzymskiego - w Syrii, Palestynie, Egipcie, ale także w Persji i w przechodzącej z rak do rąk (rzymskich lub perskich) Mezopotamii. Nigdy nie została scentralizowana i miała raczej postać wiązki osobnych szkół, ruchów czy sekt. Jedna z jej gałęzi, manicheizm (dziś już nie praktykowany, więc "wymarły"), bywa zwykle uważany za osobną religię. Jedna gałąź istniała do niedawna: mandejczycy. Czy przetrwali do dziś, nie wiem: ich ziemia nad rzeką Szatt-el-Arab została najpierw zniszczona przez anty-ekologiczne przedsięwzięcia reżimu Saddama Husajna, a następnie "gościła" obie Wojny w Zatoce. Próbować zdefiniować gnostycyzm w paru zdaniach może tylko laik jak ja. Była to więc religia, w myśl której człowiek jest obcym przybyszem w obcym mu świecie, a świat ten - cały kosmos - jest z gruntu zły i to zły beznadziejnie, bo stworzony przez bóstwo (bóstwa) bądź złośliwe ze swej istoty ("arymaniczne"), bądź żałośnie nieudolne. Obce i wrogie człowiekowi jest jego materialne i śmiertelne ciało; ale także obca mu jest jego własna (pożądliwa) dusza. Dusza jest tylko jego "szatą", zewnętrzną i przypadkową powłoką, która ukrywa coś, z czym dopiero człowiek może się utożsamić - jego pneumę czyli boską iskrę. Ale ta iskra światła, pogrążona w morzu ciemności materialno-psychicznej, jest, primo, zazwyczaj uśpiona, pogrążona w letargicznej niewiedzy o sobie samej, secundo, jest z gruntu obca światu i panującym w nim bóstwom (archontom, eonom), pochodzi bowiem nie z tego świata i nie od jego ułomnych (lub przewrotnych) stwórców, lecz od nieznanego boga, do którego powinna wrócić. Koniecznym warunkiem tego powrotu jest wiedza (wiedza o tym, że tak właśnie jest) czyli gnoza (gnosis po grecku). Gnoza ta zawiera nie tylko diagnozę, czyli wiedzę o tym, jak się rzeczy mają, ale i praktyczne przepisy, co robić, by zakończyć swą poniewierkę i wyrwać się z wiezienia, którym jest świat. (Artykuł Krzysztofa Matysa pt. "Gnostycyzm - próba definicji Gnostycyzm powstał na tej samej fali co chrześcijaństwo, tworzony był w tych samych czasach i przez ludzi z tych samych krain i języków; dzielił z chrześcijaństwem ten sam duchowy klimat epoki i miejsca. Chrześcijański zbawiciel - Jezus - był nim także dla większości szkół gnostyckich. Gnostycy przez ludzi rosnącego w siłę kościoła postrzegani byli jako odstępcy-heretycy i jako główni konkurenci do rządu dusz. Doszedłszy do władzy w Państwie Rzymskim chrześcijanie wytoczyli gnostykom wojnę, w której ich zniszczyli. (Wspomina o tym Mirosław Miniszewski, patrz dalej.) Do niedawna poglądy gnostyków były rekonstruowane z chrześcijańskich polemik; tak było do czasu, kiedy egipska pustynia zaczęła wyrzucać z siebie ich zachowane - przypadkiem lub cudem - pisma. (Odkrywanie pism gnostyckich w XX wieku przypomina odkrywanie tybetańskich term.) Najbardziej znanym zbiorem gnostyckich pism jest biblioteka z Nag-Hammadi (której najbardziej znaną częścią jest Ewangelia Tomasza) - o jej odkryciu, przygodach i treści pisze Krzysztof Matys w artykule "Nag Hammadi Jednak już prawie dwieście lat wcześniej, w roku 1769, odkryto inny zbiór koptyjskich tekstów, znany jako Księgi Jeu. Chociaż przełożone na języki zachodnie, po polsku były dotąd niedostępne. K. Matys przetłumaczył teraz dwa fragmenty: Chrzest Ognia Kolejny tekst przetłumaczony przez Matysa, to Ewangelia Zbawiciela Wśród zamieszczonych w kwietniu br. (2006) tekstów jest także rozprawa Jacka Sieradzana pt. "Jezus Chrystus - mesjasz czy gnostyk? Autorom witryny i animatorom Instytutu życzyć należy rozwoju i powodzenia, tym bardziej, że gnostycyzm u nas znany jest nieomal śladowo, mylony jest z innymi rzeczami (w tym z jungowską psychoanalizą), a poznania jest wart tym bardziej, że za sprawą krętych zaszłości historii, skazane przez chrześcijan na wymazanie, jego idee stały się czymś w rodzaju chrześcijańskiej podświadomości. Krytycy chrześcijaństwa mają skłonność "przesuwać się" w kierunku gnostyckim... Gnostycyzm, bardziej radykalny od chrześcijaństwa, jest też bardziej odeń logiczny. W chrześcijaństwie Szatan bywa nazywany "panem tego świata" - właściwie dlaczego, skoro w myśl tej doktryny "zło nie ma własnego, niezależnego bytu"? Dopiero gnostycyzm stawia kropkę-nad-i: tak, władcą tego świata jest zły bóg - lub pseudo-bóg. Dlaczego "wszechdobry" - według chrześcijan - Bóg, w ogóle dopuszcza istnienie (przeraźliwego niejednokrotnie) zła? Tu chrześcijanie dają wiele dość nieprzekonujących wyjaśnień. Gnostycy stawiają sprawę jednoznacznie: bóg tego świata nie jest dobry: jest bądź istotowo zły bądź nieudolny. Za to ten bóg, który jest faktycznie dobry, nie jest bogiem tego świata. Dlaczego ów arcydobry (chrześcijański) Bóg swego Syna (czyli, w istocie, siebie samego) wysłał do ludzi i złożył w ofierze przez męczeńską śmierć? Komu go ofiarował? Sobie? - Inaczej to wygląda w gnostycyzmie, gdzie Jezus jest jako zbawiciel posłańcem nie-z-tego-swiata, od tamtego Obcego Boga. Czego właściwie nauczał Jezus? Posłuszeństwa kapłanom, dobrych uczynków i niedzielnych nabożeństw? - Przecież nie! Za to nawet to, co powiedziane zostaje w czterech kanonicznych ewangeliach, sensowniej wypada na tle gnostyckich nauk o zbawieniu. Co czeka zbawioną duszę u kresu jej drogi? Chrześcijańskie wyobrażenia wypadają blado w porównaniu z wizją gnostycką: powrotu zagubionej pneumy do swego boskiego i poza-światowego źródła. Z pewnością więcej Polaków zna w jakimś stopniu buddyzm mahajany niż gnostycyzm - dla nich (wśród nich dla mnie) ciekawe są podobieństwa, ale i różnice między tymi dwiema religiami - czekamy więc na odpowiednie publikacje Instytutu! Prócz gnostycyzmu jako pewnego historyczno-kulturowego zjawiska, szczególnie intrygująca jest pewna wstępna postawa, do gnostycyzmu prowadząca - mianowicie poczucie obcości w świecie. Doświadczenia życia w obcym świecie. W świecie, który jest nie-mój i nie-nasz. Myślę, że to doświadczenie jest wspólne wielu współczesnym poszukiwaczom, także tym, którzy od gnostycyzmu w jego w pełni wyrażonej postaci uciekliby jak od pokrzywy: więc na przykład rodzimowiercom, którzy doświadczenie obcości świata przetwarzają w wizję idealnej pra-słowiańskiej przeszłości, czy szamanistom, którzy w starciu z obcym "tym" światem jego prawdziwego wydania szukają w życiu "prymitywnych" plemion i ich duchowych przewodników. Wojciech Jóźwiak
|