|
poprzedni: Kontakt z Autorem
Taraka → Artykuły → Terapia i doskonalenie umysłu i ciała →
|
24 listopada 2005część I. - Korzenie BiedyChyba dojrzałem już wystarczająco, by zająć się tym tematem. Ponieważ zagadnienie jest popularne (a więc na tekst ten wpadną nie tylko polskie kahunki), w skrócie przypomnę czym jest huna. W olbrzymim uproszczeniu jest to wywodząca się z szamanizmu polinezyjskiego filozofia szczęśliwego życia. Huna bazująca na przekonaniu, że zarówno nasze działania jak i odczucia oraz myśli mają wpływ na wydarzenia w naszym życiu - zarówno na sposób ich doświadczania, jak i na kształt przyszłości. Można by ją ująć jako kolejną szkołę "pozytywnego myślenia" - ale byłoby to zbytnie spłycenie. W hunie myśli, wierzenia, przekonania oraz - co za tym idzie - wyobrażenia i uczucia, są narzędziem używanym do kształtowania swoich zachowań (a przez to efektów działań) oraz świata (uznaje się że świat zewnętrzny współgra z wewnętrznym). A skoro świat wewnętrzny jest sprzęgnięty z zewnętrznym (tak na marginesie: huna zakłada że świat jest z gruntu dobrym miejscem), to naturalnym stanem jest DOBROBYT, czyli taki stan, w którym stać nas na zaspokojenie potrzeb (dach nad głową, dobre ubranie, dobre jedzenie + dobre rozrywki), inwestowanie (w siebie, w swoją przyszłość, np. przez naukę) oraz dzielenie się z innymi. Ile pieniędzy i co to "dobre" oznacza dla Ciebie, nie wiem, ale tutaj zajmiemy się tworzeniem takiego stanu - a raczej spróbuję ci podsunąć kilka niecodziennych pomysłów, jak to zrobić. Dobrze, a więc jakie są przyczyny biedy i problemów finansowych? Nie wiem. Poważnie mówię. Huna świetnie się nadaje na filozofię radzenia sobie z problemami, rozwijania aktywnej postawy. Kiepsko natomiast na mapę p.t. "jedynie słuszny opis całego świata". Powiedzenie, że ludzie są biedni bo źle myślą, ma równy sens jak ten, że ludzie nie mają pieniędzy, bo gospodarka kiepsko działa, albo... że motyle w Chinach źle układają skrzydła. Uwarunkowań oraz interpretacji siły wpływu tych uwarunkowań jest cała masa, a rozważanie tego w większości nic nie zmienia. Jednak przyglądając się własnej historii z finansami, lub pracując z ludźmi w tym temacie, trudno nie zauważyć motywów wspólnych dla tych osób. Oczywiście to, co za chwilę przeczytasz, jest subiektywne, ale... działa, tzn. rozbrajanie tego przynosi skutki. A jedną z zasad huny można sparafrazować: Jeśli to działa, to jest to huna. A zatem do dzieła! Sam myśląc o tej sprawie nazywam to "korzeniami biedy" lub korzeniem nieszczęść. (Nie tylko finansowych, bo ten sam wzór uderza nas w różne najczulsze miejsca.) Dlaczego korzeń? - bo jest czymś, co mocno wrasta, w nas, w otoczenie, trzymając nas w miejscu, zasilając "statyczność", w dodatku wyrasta na tym całe drzewko "ciężkiej sytuacji" oraz owoce o smaku nieszczęścia i porażki. Choć równie dobrze można by to nazwać siecią: im bardziej się szamoczemy, tym silniej się zaplątujemy i drepczemy w miejscu. To coś można określić energią, procesem, kompleksem wzorem, duchem jak chcesz. To coś, co działa na półświadomej/nieświadomej/energetycznej płaszczyźnie - a rezultatów doświadczasz w widocznej postaci. Do rzeczy, tak najbardziej zewnętrznie, można przedstawić te "korzenie biedy" jako połączenie trzech aspektów:
Z innej strony: Tu nie chodzi o słowa czy myśli (to tylko jedna z form wyrazu/kształtowania) - chodzi o ODCZUWANIE związku, pozytywnego związku przyczynowego między twoimi działaniami (wysiłkiem, pracą etc.), a ich efektami (zarobkami, tym na co cię stać etc.). Jeśli to masz, to wydaje się oczywiste - i wtedy najczęściej nie zwracamy na to uwagi. Jednak utrata tego poczucia powoduje stopniowe staczanie się w kierunku bezsilności i nic-nierobienia, by poprawić ten stan (coraz ciężej robić coraz mniejsze rzeczy) - to innymi słowy mechanizm wyuczonej bezradności. Łatwo to zauważyć patrząc wstecz, najczęściej więcej wywodzi się to z irracjonalnego karania lub nagradzania dziecka przez rodziców - irracjonalne - nie mające związku z zachowaniem. (Towarzyszyło ci takie poczucie w dzieciństwie?) Paradoksalnie, odczucie tego nie zajmuje wiele - o ile wiemy o co chodzi (zawsze jest jakaś aktywność, w której dostrzegamy i odczuwamy przyczynę i skutek). To drobna zamiana "szklanki do połowy pustej" na "szklankę do połowy pełną" i czynienie tego, aż stanie się nawykiem. Jeszcze większy paradoks: ten punkt staje się często "kurkiem spustowym" u osób zaczynających zajmować się huną czy jakąś formą magii, a nawet religii. "Magia"/Haipule/kreacja wydarzeń działa raz, drugi... a w pewnym momencie bum, krach finansowy czy inne zamieszanie. (I kolejny powód do straszenia ludzi demonicznym zagrożeniem :) ). A co się stało? Ktoś metodą doświadczalną przekonał się, że zarobki/finanse zależne są od zewnętrznej siły... i to dopełniło mechanizm: popłynęła nowo otwartą drogą stłumiona energia - rzeka napięć.
Z drugiej strony jest to KUMULACJA ENERGII, napięć, pragnień etc. Tyle, że w zbyt statycznej formie.
Te trzy aspekty występują ZAWSZE razem, to jeden mechanizm, wzór o wielu splotach. Utrata poczucia wpływu na efekty własnych działań wpycha cię w płytkie role. Twoja własna rola i rola postaci "wroga" są powiązane, często też uzależniasz swój STAN, samopoczucie i emocje od zachowania tej osoby, co powoduje, że pojawia się jeszcze większa bezsilność w zupełnie innych "klimatach"; czasami "wróg" wprost utwierdza cię w tym poczuciu. I znów nazywam bliską ci osobę "wrogiem" - nie bez przyczyny. To nie musi być otwarty konflikt, coś postrzega ją w tobie jako "wroga" (przyczyny i okoliczności znasz najpewniej). Wróg uderza w czułe punkty... Z czysto psychologicznego punktu widzenia jest to spirala, po której wpadasz w pogłębiające się poczucie frustracji (brak efektów działań), bezsilności (poczucie braku wpływu), gniewu (poczucie zranienia/odrzucenia) i strachu (efekt działań jest niepewny, nie wiadomo nawet jak przetrwać kolejny dzień). Coraz mniej chce się działać... Patrząc pod kątem działania "magii" w świecie, można metaforycznie powiedzieć:1) Zewnętrzne czynniki, którym poświęcasz uwagę - to ekran. Emocjonalne odczucie utraty wpływu - to kierunek w jakim wyświetlasz film. 2) Napięcie związane z twoim stanem wewnętrznym to moc żarówki. Tempo rozładowywania to intensywność światła. Treść filmu - twoja walka z rolą. 3) Poczucie niezadowolenia - to czynnik czyniący film realnym. "Wróg" to punkt podparcia, statyw i projektor umożliwiający ci obserwację filmu. Z obserwacji: kiedy to dzieje się poprzez punkt 1 (uzupełnia wzór do całości), to sprawy "powoli się sypią" - są tu problemy, które nawarstwiły się w okresie dłuższym niż 3 miesiące, rok, a nawet kilka lat. Kiedy dzieje się poprzez punkt 2 - to od 3 miesięcy do roku; a kiedy znajdujemy sobie "wroga" - problemy narastały przez dzień, tydzień, lub dwa, aż do trzech miesięcy. Podobnie czasowo rzecz ma się z rozbrajaniem, czyli nie ma tragedii, ale o tym... opowiem w części II., a temat jest jak rzeka, więc w dalszych częściach będzie jak ściąć resztę drzewa, porąbać, urządzić piknik z ogniskiem i zasadzić drzewko szczęścia. Piotr Śpiący Niedźwiedź Jaczewski
|
|||||