|
poprzedni: Kontakt z Autorem
Taraka → Artykuły → Rozwój duchowy →
|
2 kwietnia 2010Katarzyna KlonowskaO związkach. Punkt ZeroRynek jest zasypany książkami, channelingami i radami na temat
tworzenia i utrzymywania Związków, bo się strasznie w tym temacie ciężko
zrobiło, ciasno i boleśnie...
I można - i warto sobie czytać, używać różnych technik powracania...
"Jest mi przykro, że okazałam się nie dość dobra, niegodna twojej miłości. Wierzyłam, że zasługuję na miłość taka, jaka jestem ale skoro nie, to spadaj, pół światu tego kwiatu". "Nienawidzę bab/facetów", "jestem kaleką emocjonalną" i "pocierpię teraz sam/sama". A w każdym związku są przecież takie chwile, kiedy całkowicie się
akceptujemy jesteśmy godni, warci miłości... Są chwile, kiedy jesteśmy
wystarczająco dobrzy albo wręcz najlepsi!
Obejrzyjmy nasze dwie skrajnie różne twarze. Jedną - kiedy słuchamy swojego serca i drugą - kiedy słuchamy żądającego, wymagającego umysłu. Kiedy serce jest u sterów - oboje świecimy własnym blaskiem, miłość
jest jedyną prawdą, jest drogą, wolnością, miłość chce się dzielić, chce
radości...
Kiedy rozum jest u władzy - potrzebujesz kontroli. Wymagasz, żebym
mówiła takie słowa, jakie chcesz usłyszeć, robiła takie rzeczy, jakie
chcesz, żeby były robione, popychasz mnie, żebym służyła twojemu
kontrolującemu umysłowi, żebym wypełniała twoje oczekiwania bez względu
na to, czy mnie one krzywdzą czy nie. Nie widzisz czy mnie one krzywdzą
czy nie, bo mnie nie widzisz w ogóle.
A wiec jestem godna miłości, słodka i droga? Czy jestem egoistyczną zimną rybą? To zależy od tego, kto patrzy. Serce czy umysł. Miłość czy strach przed brakiem kontroli. Jest całkiem normalne, że czasem patrzymy umysłem a czasem sercem. Ziemianie tak mają. Ale możemy się nauczyć wybierać, decydować zamiast dawać się ślepo zarządzać przez aspekt, który akurat mechanicznie wypłynie w reakcji na okoliczności. Umysł jest martwą konstrukcją. Zawiera tylko przeszłe doświadczenia,
wspomnienia emocji, zaprogramowane schematy i opinie, oparte na lęku
przed ponowną traumą i na unikaniu cierpienia.
Co powiedziałoby serce na opcję mnie zajętej tym, co mnie cieszy?
Serce powiedziałoby: "cudnie Cię widzieć szczęśliwą, wolną, bawiącą się,
radosną, jestem szczęśliwy że ty jesteś zadowolona i chcę żebyś taka
była"
Umysł jest martwy. To tylko wspomnienia + stare tendencje z
przeszłości. Powtarzane scenariusze. Mechaniczne, wyuczone reakcje.
Wyładowania na przetartych ścieżkach neuronowych. Sterowane lękiem,
stwarzające lęk, karmiące lęk. A przecież umysł, ego może i powinno być
użyteczne! Przeszłe doświadczenia mogą nam służyć! Mogą uczyć, być
użyte!
Umysł może być naszym sługą a nie panem. I owszem, to działa w obie strony w związku. Może nawet tak samo często. Ludzie się dobierają na zasadzie podobnego poziomu lęku, podobnej sztywności konstrukcji klatki. I mają równe szanse ten strach przekroczyć, o ile nie zabraknie im właściwego zrozumienia. A wiec mój umysł chce bronić wolności moich rozrywek, służyć mi. Mój
umysł (a nie ja) chce być pewien, ze zostanie mi trochę siebie dla
siebie a nie tylko do służenia twojemu umysłowi. Serce nie ma takich
lęków, jako że serce operuje tylko w czasie teraźniejszym i cieszy się
tą chwilą.
A przecież oboje trochę wycierpieliśmy, a więc oboje jesteśmy pełni lęku a nasz obrońca, umysł - co takiego znowu narobił w najlepszej intencji buntem przejmując dowodzenie i przenosząc je z Centrum, z serca - do głowy? Czy rzeczywiście uchronił nas przed cierpieniem? Oto jesteśmy tutaj. Umysł jest Panem, nie sługą.
Dziś może nasz poziom lęku jest zbyt wysoki, żebyśmy mogli zbudować
zdrowy Związek. Ale mamy opcję. Możemy obserwować samych siebie i
sprawdzić - z chwili na chwilę - jak działamy. Co jest częściej naszą
silą napędową - miłość czy strach.
Może za kilka miesięcy lub lat będziemy dostatecznie ugruntowani w praktyce - żeby wejść w związek po to, by dawać, mnożyć miłość, zamiast walczyć o dominację. Zobaczymy, że każdy 'wkręt' chciał dobrze, podziękujemy mu i pożegnamy. A może możemy to zrobić właśnie teraz?
A co z tym starym, schematycznym, pełnym pretensji i wzajemnego obwiniania się związkiem? Jak go przemienić? Nie przemieniać. Już TERAZ, w tym momencie - najlepiej go odciąć, zakończyć, wyrzucić na śmietnik! Nie musimy chodzić na kompromisy z powodu przyzwyczajeń i lęków! I nie ma znaczenia, czy trwał rok czy 20 lat. Za długo. Dosyć. Więc TERAZ zacznijmy go od zera :-).
Spójrzmy na siebie samych i na siebie na wzajem zupełnie nowymi
oczami, umysłem początkującego.
Z perspektywy centrum, z jasności widzenia samych siebie i wszystkich luster dookoła. A rankiem jutro - znowu możemy zacząć od zera :-) Katarzyna Klonowska
|