|
poprzedni: Kontakt z Autorem
Taraka → Artykuły → Słowianie i korzenie →
|
3 sierpnia 2006Wojciech JóźwiakŚwięty rok słowiańskiCzy jest możliwym dowiedzieć się, jaki był cykl świąteczny dawnych Słowian, ich obrzędowy kalendarz? Zadanie jest trudne, a może i trudniejsze, niż w przypadku wiedzy o ich bogach, gdyż świadectwa pisane są jeszcze uboższe. Pozostaje rekonstrukcja na podstawie tego, co przetrwało. Dawne święta były często na tyle silne, że trwały mimo narzuconej struktury świąt kościelnych i naginały tę strukturę do własnego wzoru, zmuszały liderów nowej religii do kompromisów i do "chrzczenia" starej tradycji, jeśli nie mogli jej zwalczyć. Prócz chrystianizacji obyczaju, Słowiańszczyzna przez ostatni tysiąc lat przyjmowała także inne wpływy, przynajmniej dwóch rodzajów. Pierwszym były nie-chrześcijańskie i przedchrześcijańskie elementy przyklejone do przyjmowanych praktyk i wierzeń chrześcijańskich. Jednym z najbardziej wyraźnych przykładów data Bożego Narodzenia, wzięta wcale nie z Biblii, ale z solarnych kultów śródziemnomorskich. Drugą grupą wpływów są także nie-chrześcijańskie obyczaje sąsiednich narodów niesłowiańskich, których przykładem, też bożonarodzeniowym, niech będzie choinka - pochodzenia niemieckiego, a może skandynawskiego. Próbując rekonstrukcji dawnego cyklu obrzędowego trzeba też mieć na uwadze, że Słowianie zapewne nigdy nie mieli jednego obyczaju, jednolitego na całym ogromnym obszarze swoich ojczyzn. Mając polski punkt widzenia, z pewnością zauważymy co innego, niż próbując zajrzeć w przeszłość "stojąc" w Rosji, Bułgarii czy w Chorwacji. W poniższym szkicu główne fakty - doroczne święta - wynotowałem z książki prof. Anny Zadrożyńskiej "Światy, zaświaty" Obrzędowy rok dawnych Słowian dzielił się na "drogę bogów", czyli czas jasny i dobroczynny, od wiosny przez lato, oraz "drogę przodków", czyli czas ciemności, śmierci i kontaktów z duchami zmarłych, przypadający na późną jesień i zimę. Ciekawe jest samo słowo rok, Rok dzielił się na miesiące. Słowo miesiąc oznacza zarazem księżyc, a także miesiąc księżycowy, czyli czas od nowiu do nowiu. W pierwotnym kalendarzu te miesiące były ruchome, zależnie od tego, kiedy w danym roku wypadały kolejne nowie i pełnie. Używane dotąd przez nas nazwy miesięcy odzwierciedlają tamte stare, ruchome miesiące - nazywano je od zjawisk przyrody, np. grudzień, lub od czynności gospodarskich, np. sierpień. Nazw tych było wiele i niektóre przetrwały w językach sąsiednich, przykładem tu czeski brzezień lub ukraiński żowteń. Dawny obrzędowy kalendarz Słowian wprawdzie zatarł się pod wpływem świąt kościelnych i przyjmowania zwyczajów innych ludów, ale nie zanikł do końca. Spod chrześcijańskiej powłoki nadal wynurzają się prastare, pogańskie święta. Mroczna, zimowa "droga przodków" zaczynała się od jesiennego święta Dziadów. Święto to przetrwało na Białorusi, skąd Mickiewicz przeniósł je do swoich dramatów. W Polsce i w innych krajach katolickich święto to zostało przykryte przez dzień Wszystkich Świętych. To chrześcijańskie święto nie wynika wcale z Biblii - kościół ustanowił je dopiero w średniowieczu chcąc jakoś "ochrzcić" pogańskie święta zmarłych i duchów przodków, obchodzone jesienią w różnych krajach Europy. Zwyczaj palenia dzisiaj świec, a kiedyś ognisk na grobach jest w prostej linii pogańskiego pochodzenia! Kiedyś także w tym czasie urządzano rytualne uczty na cmentarzach, ofiarowywano zmarłym jadło i napitki. Ze zmarłymi rozmawiano, przywoływano ich - a guślarze, jakich znał jeszcze Mickiewicz, byli dalekimi uczniami dawnych kapłanów rodzimej wiary. Niechrześcijańskiego pochodzenia są dwa wieczory wróżb: w przeddzień św. Katarzyny 24 listopada i św. Andrzeja 29 tegoż miesiąca. Na Katarzynki wróżą sobie młodzieńcy, a na Andrzejki - dziewczęta. Wróżby te dotyczą przyszłych ożenków i nie mają żadnego związku z żywotami obu świętych! Jest to pozostałość dawnego obyczaju pytania o przyszłość duchów, które w mroczne jesienne wieczory nawiedzały chaty. Także dni św. Mikołaja (6 grudnia) i św. Łucji (13 grudnia) sprzyjały magicznym czynnościom - i oba te "niesamowite" dni są starsze niż chrześcijaństwo. Wiele wskazuje, że Boże Narodzenie wchłonęło jakieś dawniejsze pogańskie święto. Wigilia pierwotnie była ucztą ofiarną ku czci zmarłych. Około Bożego Narodzenia i jakiś czas po nim chodzili po domach kolędnicy. Był to archaiczny obrzęd, w którym młodzież przebierała się za postaci zwierzęcych bóstw i duchów. Kolędnicy - w symbolicznym sensie - przybywali z zaświatów, byli "obcy" i "straszni" i dlatego należało przebłagać ich podarkami. Nowy Rok był świętem sztucznym i w dawnej Polsce i w innych krajach słowiańskich długo ten dzień lekceważono. Również karnawał był obcy: zwyczaj ten przybył do nas z krajów środziemnomorskich i do naszego klimatu nie pasował. Wiele wskazuje, że właściwy słowiański "karnawał", czyli podobnie radosny okres świąt, miał miejsce w maju-czerwcu i przetrwał pod postacią Zielonych Świątek. Wielki Post też był obcy Słowianom, gdyż jak się wydaje, u nich tylko kapłani poszczególnych bóstw stosowali post dla oczyszczenia się przed obrzędami, a zwykłych ludzi to nie dotyczyło. W czasach chrześcijańskich wykorzystywano świąteczne dni w ciągu postu do tego, aby żartami i figlami rozbić ponure dostojeństwo tego czasu. Tak zachowywano się w Popielec i w dzień tzw. półpościa. Topnienie śniegu i spływanie lodu na rzekach wyznaczało początek ciepłego półrocza i "drogi bogów". Po święcie, które rozpoczynało to jasne półrocze, pozostało kilka obrzędów. Oto na Zwiastowanie - 25 marca - witano wracające bociany. W tym czasie topiono kukłę zwaną Marzanną. W istocie Marzanna, Marena lub Mara było imieniem prastarej bogini władającej krainą umarłych, śmiercią, mrokiem i martwymi wodami - tzn. wodami zamarzniętymi lub słonymi. Od początku wiosny zaczyna się czas, kiedy święte, czyli naładowane magiczną i życiodajną mocą, są wody. To czas, kiedy woda potrzebna jest rosnącym plonom i warto wtedy przypodobać się wszelkim istotom, które wodą rządzą. Stąd brał się surowy zakaz kąpania się w rzekach i jeziorach, aż do święta Kupały. Zarazem woda w tym czasie uzdrawiała i obdarzała płodnością i powodzeniem, dlatego z lubością polewano się nią i oblewano swych bliskich, co pozostało w obyczaju Lanego Poniedziałku wielkanocnego. Podobnie jak woda działało bicie rózgami! Obrzędami, które służyły nawiązaniu łączności między ludźmi a niebem i jego mieszkańcami, były "maik" i "chodzenie w królewną". Maik był drzewkiem, które w pochodzie przynoszono z lasu do wsi i przystrajano kolorowymi wstążkami, ozdobami i kwiatami. Podobnie jak z maikiem, chodzono z "królewną". W tym drugim obrzędzie przystrajano dziewczynkę, która odgrywała istotę przybywająca z niebios. Jawnie pogańskim zwyczajem, bez żadnych wzorów w pismach chrześcijańskich, są wielkanocne pisanki. Jajko symbolizowało stworzenie świata z pierwotnej monady, czyli naładowanego mocą punktu, w którym potencjalnie było Wszystko. Na św. Wojciecha lub Jerzego - 23 kwietnia - obchodzono pola i na roli spożywano obrzędowe ciasto, pieróg. Pomyślnym znakiem, wróżącym dobre plony, był w tym dniu deszcz, a jeszcze lepiej burza. W czasach pogańskich było to święto boga burzy i dawcy życiodajnej wody - Peruna, którego po wprowadzeniu chrześcijaństwa czczono nadal pod imieniem jednego z tamtych dwóch świętych, Jerzego na Rusi, Wojciecha w Polsce. Późną wiosną obchodzono święta, wyglądające na słowiański karnawał. Były to niewątpliwie najważniejsze święta w roku, o których wadze świadczy to, że zdominowały odpowiednie święta kościelne! Nawet ich nazwa, Zielone Świątki, pozostała nie-kościelna. W krajach prawosławnych w święta te urządzano uczty dla zmarłych przodków i w procesjach okrążano granice wsi i pól. Po tamtym starym święcie pozostało majenie izb tatarakiem, a więc rośliną, która pochodzi z najbardziej niedostępnego człowiekowi miejsca - z bagna, i dlatego symbolizuje świat nie-ludzki czyli boski. Także z tamtego święta wywodzi się zwyczaj majówek, czyli gromadnych wyjazdów poza osiedla. W dawnych czasach urządzano wtedy tańce, konkursy, zawody i turnieje, zwycięzców których nazywano "królami". Wtedy też huśtano się na huśtawkach - co było symbolicznym wznoszeniem się do nieba. Uwieńczeniem tego najbardziej pełnego cudów okresu w roku było święto Kupały, święto zjednoczenia żywiołów - wody z ogniem, nieba z ziemią, Słońca z Księżycem, męskiego z żeńskim. Palono wtedy ognie, tańczono wokół nich, skakano i przechodzono przez ogień, a sobótkowa noc nierzadko kończyła się orgią. Ostatni dzień tego istnego wiosennego karnawału, później utożsamiony ze św. Janem, był nasycony dziwnością. Wierzono, że rusałki biegają po zbożach, duchy i boginki wchodzą pomiędzy ludzi, a krowom wiązano wianki na rogach, by je uchronić przed czarownicami. Po św. Janie lub Kupale przychodziła pora swatów i umawiania małżeństw. Zarazem szykowano się do żniw. Obyczaje żniwne to osobna i rozległa historia, tu warto tylko wspomnieć, że w pierwszy dzień żniw miały miejsce inicjacje dla młodzieży, która pierwszy raz stawała do tej pracy. Domyślamy się, że był to w ogóle czas "pasowania" w dorosłość. Żniwa kończono dożynkami, które są kolejnym dobrze zachowanym zwyczajem mającym pogańskie korzenie. Okres jesieni zajmowały zaś zjazdy sąsiadów, wiece, sądy i "sejmiki" wojowników. Ponieważ te polityczne, wspólnotowe święta odbywały się pod patronatem wielkich bogów naczelnych, takich jak Swaróg lub Perun, domyślamy się więc, że jako pierwsze zanikły po przyjęciu chrześcijaństwa i dlatego najmniej o nich wiemy. Nie znam - choć może tylko przeoczyłem? - żadnej książki poświęconej przed-chrześcijańskim obrzędowym cyklom i kalendarzom, tak jak da się je zrekonstruować dla różnych krajów słowiańskich. Być może jest to zadanie, które dopiero czeka na przyszłych wykonawców. Zadanie ogromne, ponieważ wymaga znajomości faktów i literatury przedmiotu nie tylko z jednej Polski (czy ewentualnie z innego kraju ojczystego badacza), ale z całej Słowiańszczyzny. Wymaga także znania ludowych, tradycyjnych i historycznych kultur całego sąsiedztwa Słowian, a więc przynajmniej sześciu grup etnicznych: germańskiej, romańskiej (zwłaszcza z Bałkanów), greckiej, węgierskiej, tureckiej i fińskiej. Wymaga wreszcie wiedzy, która ma wszelkie cechy "wiedzy tajemnej" - mam na myśli to, co nazwać można chrześcijańskim folklorem lub mitologią chrześcijańską. W tym zawiera się wszelki przekaz apokryficzny i ludowo-apokryficzny, także cały gąszcz kultów świętych, innych w katolickim Zachodzie, innych na prawosławnym Wschodzie, często przy tym wywodzących się z kultur dziś nieistniejących, jak chrześcijański Egipt, Syria lub Anatolia. Nazwałem ten obszar "wiedzą tajemną", ponieważ uciekają od niego zarówno ludzie Kościoła, mając ów folklor za ciemne, zabobonne dziedzictwo niegodne w ich mniemaniu Ewangelii i teologów; jak i stronią autorzy nastawieni bardziej "pogańsko", widząc czystszy przedmiot swoich inspiracji i zainteresowań w dziedzinach bezpiecznie odległych od chrześcijaństwa. Przy okazji studiów nad cyklami obrzędowymi być może udałoby się odpowiedzieć na pytanie, czy w ogóle istnieje-istniało coś takiego, jak odrębna kultura słowiańska? Pytanie wcale nie bezsensowne, jako że Słowian identyfikuje się tylko na podstawie języka. Etnos mówiący językiem z rodziny słowiańskiej klasyfikowany jest jako "Słowianie", a z obyczajow poszczególnych takich grup konstruuje się przedmiot pod nazwą "kultura słowiańska" czy też "tradycja słowiańska", chociaż jak się wydaje, nikt dotąd nie udowodnił, czy pod względem obyczaju Czesi nie są bliżsi Bawarom niż - słowiańskim braciom - Bułgarom? Bułgarzy z kolei Grekom, Rumunom czy Turkom. Wspólna kultura Słowian lub słowiański obszar kulturowy może być w dużym stopniu złudzeniem, spowodowanym wstępną selekcją: że oto autorzy na wstępie biorą na warsztat kulturoznawczy, etnograficzny lub historyczny tylko ludy mówiące językami słowiańskimi. Albo jednak nie jest złudzeniem, lecz tego wciąż dobrze nie wiadomo. Wojciech Jóźwiak Przypisy1. Anna Zadrożyńska, Światy, zaświaty. O tradycji świętowania w Polsce, Warszawa 2000
2. Andrzej Szyjewski, Religia Słowian, Kraków 2003, s. 148. Szyjewski powołuje się tam na: S.M. Tołstaja, Kalendar' narodnyj, w: Sławianskije drewnosti, red. S.M. Tołstaja, T.2, Moskwa 1999, ss. 442-446
3. Andrzej Bańkowski, Etymologiczny słownik jezyka polskiego, Warszawa 2000, t. 2. Hasło "Lato", s. 7.
4. Wiesław Boryś, Słownik etymologiczny języka poslkiego, Kraków 2005, s. 517.
5. Kazimierz Moszyński, Kultura Ludowa Słowian, t. II cz. 2, s. 146 i sąsiednie.
6. Klinger Witold, Doroczne święta ludowe a tradycje grecko-rzymskie, Kraków 1931
7. Artur Kowalik, Kosmologia dawnych Słowian, s. 100 i sąsiednie.
8. Albo litewskie, w każdym razie skojarzenie z Judaszem wtórne. Patrz np. W. Boryś, op. cit., hasło "Judzić", s. 216.
9. Tak u Zadrożyńskiej, op. cit., która ten obyczaj umieszcza na Pomorzu.
10. A. Kowalik, op. cit., s. 121.
11. A. Kowalik, op. cit., s. 178. Warto też pamiętać, jak archaiczne jest słowo "pieróg", nazwa obrzędowego ciasta.
Część tego tekstu publikowana w miesięczniku "Wróżka".
|