W starożytności wierzono w przeznaczenie. Rozumiano je tak, że gdzieś - może w umyśle bogów, może w jakichś tajemnych księgach - "zapisane jest" to, co ma się wydarzyć. Grecy mieli specjalną boginię przeznaczenia, imieniem Ananke (czyli: "Przeznaczenie") i wyobrażali ją sobie dzierżącą wrzeciono, które było osią świata. Ananke i jej córki Mojry znały wszystkie wyroki losu ciążące na ludziach i bogach, i pilnowały, by te się dopełniły. Podobną boską postać Rzymianie zwali Fatum. Przeznaczenie można rozumieć czysto mechanicznie: że skoro przyszłość niczym ważnym nie różni się od przyszłości, tylko jest "trochę dalej" w czasie, a przyszłość jest jedna i ustalona - bo już się wydarzyła, więc i przyszłość musi być tak samo ustalona. Tyle, że my z powodu naszej ludzkiej ułomności, jej nie znamy. Ale znają ją bogowie, a już na pewno boginie takie właśnie, jak Ananke i Fatum. Dlatego wróżbiarstwo starożytne rozumiano jako zasięganie informacji u bogów. Znaki wróżebne - pojawianie się planet, zaćmienia Księżyca, loty ptaków i plamy na bydlęcej wątrobie - były "tajemną mową bogów". Z tego od razu wyciągano wniosek, że kto wróży i czyta takie znaki, musi wierzyć w istnienie (i w dobrą wolę) ich nadawców - bogów. To była przyczyna, dla której najpierw Żydzi, a później chrześcijanie zrównali wróżbitów z bałwochwalcami i obkładali ich klątwami, co można wyczytać zarówno w prawie Mojżeszowym, jak i w Apokalipsie.
... (ciąg dalszy dostępny w abonamencie)
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Udostępnij:

Drukuj
wróć na górę