zdjęcie Autora

16 września 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Ambiwalencja

Kategoria: Pytania i granice

« Nowy edytor do blogów i artykułów Wolne-swobodne publikowanie w Tarace! »

(Ambiwalencja znaczy, że nie wiadomo, czy coś jest dobre czy złe.)

Maria Poziomska w swoim nowym tarotowym blogu w Tarace odpowiada tarotem na pytanie o demograficzny kryzys w Polsce. Tą sprawą jesteśmy straszeni przez media: że ludność Polski się zmniejsza, że średnio się starzejemy, ponieważ szybciej przybywa starych niż rodzi się nowych, a za 50 czy ileś lat zostanie nas 20 lub mniej milionów i co wtedy? - Pewnie dalej będziemy się zmniejszać, aż Naród Polski zniknie. Mała pociecha, że ci, którzy do nas wejdą na nasze miejsce, to nie będą Rosjanie, bo ci kurczą się jeszcze szybciej od nas, ani Ukraińcy, bo tych ubywa jeszcze szybciej niż Rosjan. (Ani Niemcy.) Kryzys demograficzny dotyka wszystkie kraje wschodniej Europy, więc (a) Słowian, (b) kraje post-komunistyczne, ale faktycznie całą Europę, tyle, że na Zachodzie jest maskowany przez imigrantów, głównie kolorowych lub muzułmanów (a zwykle jednych i drugich jednocześnie), których przybywa w miejsce Białych Tubylców Europy. Podobnie jest w USA. Ale zostawmy ich na razie.

Słowem kryzys, demograficzny lub inny, określamy coś złego. (Na marginesie: dawniej to słowo oznaczało coś innego: punkt zwrotny w dołowaniu; „kryzys” znaczył, że największe złe już minęło i teraz idzie na lepsze. Ale tego znaczenia zapomniano, trudno.) Ale czy przeciwieństwo „kryzysu demograficznego” na pewno jest czymś dobrym? Przeciwieństwem jest nieograniczone rozmnażanie się ludzi i nieustanne ich przybywanie. Skoro „kryzys” czyli ubywanie jest złe, to przybywanie powinno być dobre i zapewne tym lepsze im szybsze. (Kiedy byłem mały, Amerykanów w USA była połowa tego co teraz. Turków było 25 mln, teraz jest trzy razy więcej: 75 mln, jeszcze więcej przybyło ludności Nigerii, Kenii, Jemenu itd.) No tak, ale przyrost liczby ludzi to też kryzys, nazywany bombą demograficzną. W Egipcie żyje teraz 80 mln ludzi - jak będzie wyglądał ten kraj za 32 lata, gdy ich będzie 160 milionów? 320 mln za 64 lata? Miliard i 280 mln za 128 lat? 128 lat to nie jest żadna otchłań wieków – tyle lat temu był rok 1885: Bolesław Prus napisał wtedy „Placówkę”, w Poznaniu założono telefony, Deimler opatentował motocykl, zbudowano kolej transkanadyjską, a od dwóch lat była w księgarniach książka Nietzschego „Also sprach Zarathustra”. Więc ta przyszłość jest nieodległa. Skoro grozi bomba demograficzna, to może lepiej, żeby przybywanie ludzi zatrzymało się? I może lepiej wtedy, gdy ludzi na świecie jest tak jak teraz 7 i pół miliarda – niż kiedy będzie nas, jak tych Egipcjan za 128 lat, 16 razy więcej, czyli 120 miliardów? Skoro więc zatrzymanie demograficznej lawiny i tak jest konieczne i lepiej żeby to się stało wcześniej niż później, to ktoś (któryś kraj) musi to zrobić pierwszy. No i my, Polacy, to zrobiliśmy... Źle?

Coś obłędnego jest w tym wyścigu narodów o to, którego więcej. O społeczeństwach, które się powiększają, mówi się: „zdrowe”. Te, których liczba się stabilizuje, pomawiane są o „chorobę”. Ale stabilizacja liczby ludzi dzieje się przez to, że w rodzinach jest mało dzieci; większość to jedynacy; wiele kobiet dzieci nie ma – za jednym i drugim stoi samotność i smutek. Też źle!

Niestety, nasze dobre samopoczucie, bo dobrze czujemy się wśród sióstr, braci, matek, ojców, wujów-stryjów i ciotek, babć i dziadków, zostało genetycznie i memicznie uformowane przez tamte tysiąclecia (lub milionlecia), kiedy masowo rodziliśmy się i szybko-często umierali. Za luksus długiego życia płacimy teraz bombą demograficzną. Za unikanie demo-bomby płacimy samotnością i odarciem z rodzinnego ciepła, oraz lękiem, że przyjdą ci niepohamowanie-rozmnażalscy i nas zaleją, zdominują, podbiją. (I co potem? Zeżrą naszą ukochaną Ziemię i sami Zdechną, a po pustyniach, które zostawią na pamiątkę, snuć się będą karaluchy z pająkami.)

Ale jak się przyjrzeć problemowi, to samo zatrzymanie przyrostu liczby ludzi nie wystarczy. Liczba ludzi w Polsce od kilkunastu lat praktycznie stoi w miejscu, ale przecież rozwijamy się gospodarczo. Wypadliśmy z wyścigu pt. „kogo więcej”, ale bierzemy udział w wyścigu „kto ma więcej”, czyli w wyścigu produkcji na głowę i produktu brutto na głowę. A przynajmniej chcielibyśmy brać w nim udział i to z sukcesem, co raczej się nam nie udaje (przyrost PKB w Polsce od lat jest mało większy od zera) i zazdrościmy dynamicznie rozwijającym się gospodarczo Chinom lub Brazylii. Ale i tak ten bardzo umiarkowany wzrost gospodarczy w Polsce jest widoczny gołym okiem jako przybywanie betonowych placów i hal w miejsce pól, lasów i „sukcesji”, przybywanie asfaltu i blaszanych płotów, hałasu i śmieciowych wysypisk. Źle? Ale to jest cena za ciepłą wodę w kranie, obfitość towaru w supermarketach i jechanie do Piotrkowa w godzinę a nie dwie.

Niektórzy uparcie nie chcą widzieć tego „postępu” i skupiają się na jego negatywach: widzą destrukcję krajobrazu i jakości ludzkiego życia, jakie powoduje gospodarczy rozwój. Do tego dochodzi destrukcja kultury i więzi społecznej. Ten temat i pogląd nie jest nowy; najsławniejszym jego głosicielem był Karol Marks; marksizm wyrósł przecież z tej przesłanki, że gospodarczy rozwój jest zły! - właśnie z wyżej wspomnianych powodów. Ale Marks i uczniowie nie poprzestali na biadaniu: uznali, że jednak przede wszystkim jest dobry, zło zaś w nim jest uboczne, niekonieczne i przejsciowe, gdyż wynika z tego, że rozwój puszczony jest na żywioł i rządzi nim nie Rozum, tylko Chaos pod postacią mechanicznych praw Kapitału. Ukrócimy Kapitał, zastąpimy go Rozumem, oświadczyli marksiści, po czym gdy przeszli do żałosnego czynu, z Rozumu wyszła im biurokracja ożeniona z szaleńczą żądzą władzy i rozhulałym sadyzmem, a bez Kapitału została im ekonomia wojenna, czyli łagierne niewolnictwo.

Nieustannie mnie dziwi, że mimo tylu historycznych porażek zarówno stosowanego marksizmu jak i wszelkiej stosowanej lewicy, bo każda z ich utopii okazała się klęską – wciąż jednak reprodukują się... marksiści. Gdy się czyta (w ramach nowości) artykuł jednego z nich, Łukasza Molla, „Ekologiczna bariera reprodukcji rozszerzonej, a może żyzne pastwisko dla kapitalizmu katastroficznego?”, widać wyraźnie, w jakim stopniu marksizm jest anty-cywilizacyjny. Mianem „kapitału”, który ma być powściągnięty i pogromiony, określa się najwyraźniej cywilizację jako taką – która oto zostaje przedstawiona jako złośliwy nowotwór-potwór, pożerający i pochłaniający najpierw przed-kapitalistyczne społeczeństwa krajów, w których wyrósł, potem kraje ościenne i zamorsko-kolonialne, w końcu przyrodę i całą Ziemię. Tak, tylko, że tym co Moll nazywa złośliwie kapitałem, naprawdę jest nasza cywilizacja. Czy aż tak się nią brzydzimy?

Ale skoro marksizm ze swoją ogłupiałą ekonomią wszędzie, gdzie zaimplementowany, powoduje gospodarczy zastój i regres, to może jest on dobry? – Bo jednak zatrzymuje, w jakimś stopniu, cywilizacyjne niszczenie ekosystemów? Jednak z tego wniosku należy się wycofać, wiedząc, jak Rosjanie w swoim marksistowskim imperium zatruli, upustynnili, wyjałowili i skazili radioaktywnie swoją ziemię.

Wniosek? – Potrzeba przemyśleć wartości. Czym się kierujemy w ocenach. Kierując się tymi ogólnie przyjętymi, popadniemy w wielokrotną ambiwalencję, czyli w etyczny kociokwik.


Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.



« Nowy edytor do blogów i artykułów Wolne-swobodne publikowanie w Tarace! »

komentarze

[foto]

1. Overpopulation • autor: Terravis Wiktor Rumocki2013-09-17 09:58:28


Jeśli chodzi o przeludnienie, to chyba najskrajniejszym przykładem jest Bangladesz

Kraj ten jest dodatkowo w bardzo nieciekawej sytuacji jeśli chodzi o wysokość większości jego terenu ponad poziom morza: gdyby poziom oceanu światowego podniósł się o choćby kilka metrów spora część Bangladeszu zostałaby zalana.

[foto]

2. @ • autor: Bogdan Zawadzki2013-09-18 14:26:58


W przypadku Polski (i pozostałych krajów słowiańskich, a tak się składa, że jednocześnie byłych "demoludów") nie tyle chodzi o sam fakt zatrzymania demograficznej lawiny, ile o nadspodziewanie szybkie (tj. w skali jednego pokolenia) tempo tego "hamowania", które (przy jednoczesnym wychodźctwie poza granice kraju) można porównać z karastrofą wojenną. Po prostu ...dzieje się to za szybko, a "co nagle to po diable" .... Nagły odpływ ludności (spadek urodzeń + emigracja) to nie zatrzymanie "cywilizacji-molocha" i spodziewany powrót do natury ale dewastacja kraju, to nie wybór między zamianą ziemi uprawnej na place budowy, ale przekształcenie jej w ugory i wysypiska śmieci, których może nie być komu segregować.... [przy okazji zaznaczam, że potrzeba przemyslenia  "wartości" wymaga stałego dopływu "świeżej krwi" i otwartych młodych umysłów]...Ale, że natura nie znosi próżni, wcześniej czy później należy spodziewać się nowego wyżu demograficznego będącego skutkiem napływu mieszkańców niedalekiej Azji (nie dlatego, że będzie tu "dobrze", ale dlatego, że gdzie indziej nie bedzie miejsca do życia). Pozostaje tylko jedna niewiadoma, czy zechcą kontynuować nasz model cywilizacyjny, czy odrzucą go precz...

 

 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)