Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 lutego 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Anastazja (1)
czyli jaka jestem śliczna, mądra, władcza i nadzwyczajnie odporna na mróz

Kategoria: Twórczość

« Niepoprawna tęsknota za PRL Anastazja (2) »

         O zjawisku pisał Wojciech Jóźwiak tu: http://www.taraka.pl/limba_osho_i_epetycje , co skłoniło mnie do bliższego zainteresowania się tą książką. Wprawdzie brak mi fachowego przygotowania, żeby ją zrecenzować, ale chcę się podzielić niektórymi swoimi spostrzeżeniami związanymi z jej lekturą. Jest to właściwie cykl książek o Anastazji napisanych przez Władimira Megre, znanego rosyjskiego biznesmena, prezesa zarządu Międzyregionalnego Związku Przedsiębiorców Syberii. W latach 1994 - 1995 zorganizował na swój rachunek dwie duże handlowe ekspedycje po rzece Ob na trasie Nowosybirsk - Salechard – Nowosybirsk. „Anastazja – dzwoniące cedry Rosji” jest jego pisarskim debiutem. Autor próbuje w niej przekonać czytelników, że, jak pisze: „Nie jestem z zawodu pisarzem i nie mam stażu w literackim rzemiośle, dlatego powinienem przeprosić czytelników za styl moich wypowiedzi. Książka ta nie należy do publicystyki, fantastyki czy przygody mimo nadzwyczajności opisywanych w niej wydarzeń. Nie udało mi się określić, jaki gatunek literacki reprezentuje”.

         We fragmencie tym Megre bardzo sprytnie się zastrzega. Gdyby stwierdził, że jest to reportaż czy pamiętnik sugerowałby rzeczywistość opisywanych wydarzeń, gdyby zaś zaliczył swoje dzieło do fantastyki, sugerowałby wymyślenie opisywanego świata, tymczasem zapewne  książki zawierają odpowiednie dozy jednego i drugiego.

         Wprawdzie podróż ( w którą zainwestował ponoć cały swój kapitał – ale kto potrafi rozliczyć rosyjskich businessmanów?) przyniosła Megremu straty finansowe, niemniej uczyniła go sławnym autorem do chwili obecnej 10 tomów „Anastazji”. Możliwe, że przyniosły mu one znaczące zyski, na pewno większe niż sklepik zainstalowany na statkach..

         W rozdziale „Dzwoniący cedr” autor opisuje pewną legendę związaną z rzekomo niezwykłymi właściwościami pewnej odmiany cedru. Należy go ściąć, pociąć na drobne kawałki, kawałki te rozdać i przy zachowaniu pewnego rytuału nosić na piersi. W ciągu trzech miesięcy nastąpić ma za sprawą tych kawałków znaczna poprawa stanu zdrowia. Jego energia oprócz tego przynosi poprawę stosunku do świata, wzmaga życzliwość a także przyciąga do człowieka sukcesy. Powoduje, że przyjemnie pachną Właściciel takiego kawałka cedru, pewien starzec przeżył 119 lat. Teoretycznie uzasadnia on działanie drzewa tak:

         „Cedr żyje pięćset pięćdziesiąt lat. Milionami swoich igieł-liści w dzień i w nocy łapie i wchłania w siebie jasną energię, całe jej widmo. W czasie życia cedru przechodzą nad nim wszystkie ciała niebieskie, powrotnie odbijając promienie ku ziemi. Wyobraź sobie, że nawet maleńki kawałek cedru ma więcej energii niż wszystkie razem, stworzone przez człowieka, nośniki energii. Cedr za pośrednictwem kosmosu przyjmuje wychodzącą od człowieka energię, przechowuje ja i oddaje wtedy; kiedy jej brakuje w kosmosie, a więc w człowieku i we wszystkim, co żyje i rośnie na ziemi.”

         „Kiedy drzewo osiągnie pięćset lat życia, zaczyna dzwonić. W taki sposób daje znak, że można wykorzystać nagromadzoną w nim energię. Taki cedr dzwoni przez trzy lata. Po tym czasie, jeżeli nikt go nie znajdzie, a tym samym cedr nie będzie miał możliwości oddania nagromadzonej przez kosmos energii bezpośrednio człowiekowi, zacznie ją gubić, spalając w sobie. Męczący proces spalania – umierania cedru trwa dwadzieścia siedem lat.” 

          Wojciech Jóźwiak twierdzi, że tłumacz pomylił cedr z limbą, bowiem prawdziwe cedry nie występują na Syberii, a mianem tym Rosjanie nazywają wiele gatunków iglaków, ale jak go zwał tak go zwał – sądzę że nie gatunek drzewa jest tu najważniejszy.

         Podobną historię przeczytałam jakiś czas temu w powieści chińskiego pisarza (?), gdzie jeden z bohaterów znajduje śpiewające drzewo, z którego można sporządzić nie mające sobie równych instrumenty muzyczne. Dzieje wyciętej z tego drzewa deski są przewodnim motywem książki. A więc motyw ten spotyka się w literaturze (zapewne za pośrednictwem legend) także w kulturze innych krajów.

         Mimo takiego świadectwa i zaangażowania całego majątku w przedsięwzięcie, Megre nie decyduje się ściąć tego drzewa z banalnego powodu, że zatrzymanie statku na trzy doby, potrzebne na wycieczkę, przyniosłoby ogromne straty. A przecież miała to być podobno wyprawa handlowo - badawcza, w celu nawiązania kontaktów, z natury rzeczy zakładająca zmiany planów statek był jednym z trzech, no i businessmanowi angażującemu swój majątek w taką wyprawę przydałoby się przyciągnięcie sukcesów. Tu mała dygresja: Obecnie w Niemczech prowadzi działalność osoba, która twierdzi, że dysponuje programem komputerowym skanującym dogłębnie człowieka a ponadto przyciągającą sukcesy. Podobnie jak cedr – tyle że nie pachnie.

         Decyduje się na wyprawę po cedr w następnym roku ale jest śledzony i podsłuchiwany. Nie odnajduje starców, ale spotyka swoją bohaterkę, syberyjską dziewczynę, Anastazję.

         Nie jest ona typowym „dzieckiem natury” choć z naturą jest silnie związana. Podobnie jak Nszo-czi, siostra Winnetou z powieści Karola Maya ma stanowić wzór indiańskiej dziewczyny, tak w założeniu Anastazja ma ucieleśniać ideał syberyjskiej piękności, niezależnej, panującej nad naturą i mężczyznami z otoczenia. Nie jest ubrana jak normalne syberyjskie niewiasty, twarde, zahartowane, pracowite; nosi stroje stylizowane na ludowe ale podkreślające jej urodę. W tym celu musi być nadzwyczajnie odporna na zimno, inaczej, bez waciaka  nie mogłaby panować nad męskimi (i autora) zmysłami.

         Pierwsze spotkanie z autorem wygląda normalnie – dziewczyna nosi kufajkę, kalosze i chustkę przykrywającą czoło. Zachowuje się jednak jak dama podsuwając rękę do pocałunku. 

         Po kilku kilometrach spaceru przez las chowa ubranie w dziupli drzewa zostając w niewiele zakrywającej lekkiej sukience, prawdopodobnie po to, by zawrócić w głowie autorowi, ponieważ pierwsza próba przytulenia dziewczyny kończy się dlań napadem dzikiego lęku aż do utraty przytomności. Dziewczyna boso śmiga przez bór niosąc w dodatku torbę faceta (po to chyba, żeby pokazać czytelnikowi iż robi wszystko na odwrót niż zwykłe kobiety). Dlatego też nie ma mieszkania, sypia w norach zwierząt, także w towarzystwie niedźwiedzia (prawdziwego), a wiewiórki przynoszą jej orzeszki cedrowe lub suszone grzyby (!) na jedno pstryknięcie palcami. Jednym słowem dzika i piękna – choć raz była nawet w samej Moskwie, na którą to podróż zarobiła zbieraniem jagód i grzybów.

         Anastazja ma wiele umiejętności i niezwykłe zdolności. Widzi „z dużej odległości” co robią różni ludzie i otaczające ich zdarzenia, może „modelować przyszłość”. Na odległość  poprawia humor żonie autora stosując  „ogrzewanie swoim promieniem”. Potrafi także różne rzeczy przydatne w zwykłym życiu. Śpiewa głosem Ałły Pugaczowej (zastępując niepotrzebne jej radio czy telewizję), pokazuje swoje umiejętności jako treserka dzikiej wilczycy. Wreszcie wykorzystuje (lub narzuca) moment gdy autor odczuwa chęć posiadania syna i pozwala na stosunek, po czym okazuje się, że była dziewicą.

         I nagle, wśród tych wszystkich opisów realizacji odwiecznych marzeń człowieka o współżyciu z przyrodą i osiągnięcia ideału zjednoczenia z nią zaczyna być groźnie. Anastazja staje się mentorką swoiście pojętej moralności. Autor pyta:

        „ — Wynika z tego, że zwykły seks, twoim zdaniem, to coś złego?

         — Bardzo złego. On odwodzi człowieka od istoty. Niszczy rodziny. Odchodzi donikąd ogromna ilość energii” — oświadcza Anastazja i ciągnie dalej: „Celem prawdziwej piękności jest urodzić i podtrzymywać w mężczyźnie ducha poety, mistrza sztuki i twórcy. W tym celu sama kobieta powinna być czysta.”

         Gdzieś już to słyszałam i wcale mi się nie podobało. W dodatku okazało się, że dziewczyna korzystając z okazji, bez pytania o zgodę wymodelowała osobowość bohatera opowieści: Mam nadzieję, że nie samego Władimira.

          „— Co tyś zrobiła?!

          — Teraz już nie możesz uprawiać tego zgubnego seksu.

Straszna myśl jakby prądem uderzyła we mnie, zaczęła przeganiać śliczne uczucie narodzone nocą.

         — Coś ty zrobiła, Anastazjo?! Co? Ja teraz... I co teraz?! Jestem impotentem?!

         — Przeciwnie, stałeś się teraz prawdziwym mężczyzną. Ale zwykły seks będzie odtąd dla ciebie wstrętny. Nie da tobie tego, co już przeżyłeś, a te odczucia będą możliwe tylko w wypadku chęci poczęcia dziecka i tylko wówczas, gdy kobieta będzie miała takie samo pragnienie. Będzie ciebie kochała prawdziwie.

          — Kochała? W takich warunkach... Przez całe życie tylko kilka razy może się to zdarzyć...

          — Tego wystarczy, żeby całe życie być szczęśliwym, zapewniam cię. Zrozumiesz.”

         A więc odtąd ma być przymusowo „po bożemu” z każdą kobietą. A jeśli ona albo ona są bezpłodni? Albo inne przeszkody nie pozwalają posiadać dzieci lub determinują sprowadzenie na świat nieszczęśliwych i chorych istot? Czy Anastazja uleczy je na odległość? I na pewno tego nie wystarczy, żeby całe życie być szczęśliwym.

         Anastazja zaczyna być groźna, prawie jak KGB. Jakie to szczęście, że oni chyba nie potrafią jeszcze tak „modelować rzeczywistości”!

cdn



« Niepoprawna tęsknota za PRL Anastazja (2) »

komentarze

1. Po co kije w mrowisku ezoteryka • autor: Nierozpoznany#30262014-02-08 20:24:53

Jeszcze nie wiem, po co Autorka, a częściowo odtwórczyni tekstu starła się z "ikoną "obecnej ezoteryki". Może to już przyszedł czas na rozliczenie Wladimira za każdy przecinek. Czy aby jest prawdziwy? Pewnie przeliczyła Pani sobie, ilość osób,  które przeczytały ten pierwowzór do naśladowania i trzymali nasiona cedru we własnej ślinie przed wysianiem, aby zakiełkowały wraz z ich informacją wzrastając Drzewo Rodowe. Mogą Panią słownie zlinczować. Czy jest Pani na to otwarta? Proszę się przyznać, czy nie chciałaby Pani, aby wiewiórki przynosiły jej orzeszki cedrowe lub suszone grzyby do dziupli. Miodzio, prawda? Wydaje się jednak, że autorka mogłaby się więcej wysilić i wejść w głębszą dyskusję z ideologią anastazjową, bo po przeczytaniu pierwszej części tekstu z zachęceniem "cdn" będący raczej obietnicą oddalającej się "wisienki". Pani Katarzyno, chciałbym się mylić i dalej przeczytać różne wywody dyskusji filozoficzno-duchowej coś na miarę analizy Harry Potter'a przez grono szanujących się fizyków lub bardziej naukowa "Alicja w Krainie Kwantów" Gilmore'a. Miła Autorko proszę, aby kolejna część nie była streszczeniem czy esejem typu "hajda na gendera".  Tytuł jednak już mówi, że im dalej w las, to TYM ... właśnie czym trąci? Łącząc wyrazy z szacunkiem, czekam na dalszy ciąg.

2. La belle dame... • autor: Nierozpoznany#2082017-05-20 10:02:23

>zostając w niewiele zakrywającej lekkiej sukience, prawdopodobnie po to, by zawrócić w głowie autorowi, ponieważ pierwsza próba przytulenia dziewczyny kończy się dlań napadem dzikiego lęku aż do utraty przytomności.

Nie mogę czytać tych bzdur, tj, Anastazji a nie Autorki : )
Co tu mozna dodać? Klisza, klisza...

Ona mu z kosza daje maliny,
A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
Pewnie to jego kochanka.

Każdą noc prawie, o jednej porze,
Pod tym się widzą modrzewiem.
Młody jest strzelcem w tutejszym borze,
Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem.

Albo z La belle dame sans merci:

I med a lady in the meads
Full beautiful, a faery’s child;
Her hair was long, her foot was light,
And her eyes were wild.

co przekłada się jako:

Spotkałem Damę-cud na błoniu
Cud-baśni dziecię, piękna cała!
Ach, włosy długie, stopy lekkie,
A oczy dzikie  miała.

: )

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)