Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 lutego 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Anastazja (3)
czyli jakie stresy płyną z wciskania ludziom kitu


« Anastazja (2) Rodowe siedliska Anastazjowców »

         Mieszanie prawdy lub prawdopodobnych sugestii z wymysłami i kłamstwami jest od dawna znaną taktyką handlową. Dlatego, jak każdy prywatny detektyw powinniśmy zadać sobie kilka podstawowych pytań, rozjaśniających pole naszych badań. Komu to służy? Jaki jest prawdopodobny cel, który pragną osiągnąć ci, którzy do czegoś nas namawiają lub coś zachwalają? Ile w ich opowieściach jest rzeczy sprawdzonych? (przy czym całą resztę należy traktować z nieufnością). Ile rzeczy jesteśmy w stanie sami rozpoznać i potwierdzić? I wreszcie – jeśli jesteśmy osobami mającymi coś wspólnego z ogólnie pojętą ezoteryką, a więc wrażliwość na wewnętrzny głos i intuicję – co nam ta intuicja podpowiada? Ten ostatni głos powinno się także traktować nieufnie gdy nawołuje nas do całkowitej akceptacji cudzych przekazów, ale jako pełnoprawną wskazówkę gdy „coś nam nie gra” w całokształcie sprawy. Intuicja jest wiedzą gromadzoną przez całe nasze życie i tak głęboko w nas wrosłą, że nie sposób prześledzić toku naszego rozumowania. Rozwiązanie wyskakuje jak diabełek z pudełka, jest jednak rezultatem błyskawicznie przebiegających procesów naszego umysłu, a zwłaszcza dokonywania porównań, odkrywania analogii i podobieństw, statystycznych prawidłowości w zjawiskach, z którymi kiedyś zetknęliśmy się. Dlatego im dłużej żyjemy, im więcej mamy różnorodnych doświadczeń, tym nasza intuicja jest lepsza. Każdy z nas w swoim życiu styka się z próbami oszukiwania go i w tych wypadkach intuicja jest niezastąpiona. Jeśli jednak w równej mniej więcej mierze doznajemy od otoczenia prób oszukania i okazywanego zaufania, możemy być pewni, że miara, którą zastosujemy będzie dobra i akuratna. Jednak intuicji nigdy nie należy traktować jako dowodu tylko jako jedną z poszlak.

         Ostrzeżona przez moją intuicję, mimo niechęci do dalszej lektury, nauczona, że gdy się coś zaczęło, należy dokończyć, przystępuję do dalszej lektury „Anastazji”.

         Megre wraca do zarzuconej chwilowo roli businessmana i postanawia wykorzystać zdolności dziewczyny do wymyślenia przedsięwzięcia, które przyniesie dochód jemu, jej i ... Rosji. Przedsięwzięcie to ma dotyczyć ograniczenia zanieczyszczeń powietrza o kilkadziesiąt procent. Nie wypowiadam się na temat pomysłu zbierania za pomocą swoistego filtra w przednim zderzaku samochodu zanieczyszczonego powietrza i oczyszczania go (chociaż o ile wiem, zanieczyszczone powietrze pochodzi z rury wydechowej umieszczonej nie bez powodu w tylnej części samochodu) choć wątpię oczywiście w to, żeby tak prosty pomysł, jeśli byłby realny nie został już wymyślony i zastosowany. Skądinąd wiem też, że próby ograniczenia emisji spalin są stosowane, ale dość kosztowne i ograniczają możliwe osiągi pojazdów. Tak więc coś za coś.

         Ciekawsze jest zabezpieczenie interesów Rosji w tym przedsięwzięciu – bowiem wszystkie kraje świata mają Rosji płacić za ten wspaniały wynalazek! W dodatku dobrowolnie (choć pod przymusem). Oczywiście Anastazja nie widzi potrzeby posługiwania się prawami patentowymi. Po prostu kto odmówi zapłaty Rosji za ten wspaniały pomysł, zbankrutuje. Zwyczajnie: „...warunki ułożą się wokół tych oszustów w taki sposób, ze zbankrutują”

         To już kolejna groźba Anastazji, tym razem nie wobec mężczyzny uprawiającego seks bez zamiaru poczęcia, a totalitarna groźba wobec całego świata. Jeśli bowiem Anastazja wpadnie na pomysł, że kraj jej potrzebuje więcej pieniędzy, aby zapewnić w Rosji skuteczniejszą ochronę przyrody i jeśli ma ona środki pozwalające na egzekwowanie swoich pomysłów wobec świata, to w jakimś momencie może przyjść jej do głowy, żeby w tym celu nałożyć gangsterski haracz na pozostałą część mieszkańców Ziemi, a ponieważ zapewnie uznaje zasadę, że „cel uświęca środki”, nie będzie się patyczkowała z opornymi. Na szczęście zdrowy rozsądek podpowiada mi, że Anastazja, póki co, nie ma żadnych środków, żeby wpływać na losy świata. Ubocznym produktem tej książki jest dowodne ukazanie, że totalitaryzm w Rosji ma się dobrze i kwitnie, przynajmniej w mózgach jej mieszkańców. No i nowatorskie połączenie wolnego rynku z totalitaryzmem, jako wynalazek tamtejszych sfer businessowych.

         Mimochodem Anastazja stwierdza (pochwalona, że myśli i liczy szybciej niż komputer), że „W komputerze brakuje najważniejszego. Tym najważniejszym są uczucia.”

         Mogę więc popuścić cugli swojej wyobraźni, kształconej wczesną literaturą SF na temat tego, co brakuje komputerowi i z całą mocą oraz pewnością stwierdzić, że na pewno nie uczuć. Wyposażenie komputera w uczucia byłoby początkiem zagłady Ziemi i nas, mieszkańców. Nie trzeba zbytnio fantazjować, żeby wyobrazić sobie superkomputer sterującymi całością energetyki państwa ogarnięty wściekłością na kogoś lub coś! Nawet ludzie, od urodzenia i pokoleń wyposażeni w emocje, nie do końca dają sobie z nimi radę, nie zawsze potrafią zastosować do nich zasady hierarchii ważności lub innych priorytetów, a cóż dopiero maszyny! 

         Ogarnięta szałem wielkomocarstwowej odmiany przerostu własnego „ja” Anastazja gotowa jest podjąć rywalizację z japońskim komputerem (doczytałam zaledwie 37 strony, a już jestem zniesmaczona; co będzie dalej?). Jednak Megre chwilowo przerywa pouczanie świata głosem Anastazji wyczuwając, że setnie już przynudził i przechodzi do mrożącej krew w żyłach opowieści o tym, jak złamane lub odcięte gałązki dzwoniącego cedru świecą i jak świecenie to może być zabójcze dla ludzi. Włos mi się zjeżył, gdy czytałam opis pękającego mózgu taty Anastazji, który wszedł na szczyt swoistego drzewa wiadomości dobrego i złego, złamał gałązkę i przyjął w siebie olbrzymi potok energii i informacji, a zdoławszy wcześniej oczyścić swój mózg z posiadanych wcześniej informacji zyskał tyle sekund, żeby odwrócić złamaną gałązkę do góry w kosmos. Serce zaczęło mi szybciej bić i być może sięgnęłabym po uspokajające proszki, gdybym nie przypomniała sobie, że na początku książki mądrzy syberyjscy starcy namawiali Megrego do ścięcia dzwoniącego cedru. Jak by mogli przeżyć takie coś, skoro złamanie małej gałązki groziło śmiercią! Moje emocje ochłodziło też, że rozdział nosił tytuł ewangelii Św. Jana – co świadczy, że do totalitarnej wizji świata zaprzęgnięto Biblię, co nie jest niespodzianką zważywszy, że zaprzęga ją się do udowodnienia wszystkiego, co udowodnić zamierzamy.

         (Złowroga synchroniczna konstatacja: w otwartym jednocześnie FB brzdęk i przeczytałam link do artykułu  http://www.focus.pl/czlowiek/psychologia-emotikonow-10837

gdzie stwierdza się, że: „Popularność uśmiechniętych emotikonów sprawiła, że nasze mózgi zaczęły na nie reagować tak, jakby widziały prawdziwą, uśmiechniętą twarz - wskazują nowe badania.” Czyżby groziło nam, że obcując zbyt długo z bzdurami zawartymi w książce Megrego nasze mózgi zostaną niebezpiecznie skażone zawartymi w niej ideami? Że zaczniemy traktować je jak rzeczywistość? Wobec czego ja, prababcia ezoteryczna, którą z racji wieku niewiele dzieli od śmierci, recenzując tę książkę wzięłam na siebie to niebezpieczeństwo uchroniając ok. 300 osób (jak dobrze pójdzie) przed przeczytaniem jej, a tym samym przed zarazą mogącą zaatakować ich mózgi? Skoro Anastazja bierze na siebie ciężar zbawienia Rosji, to ja nie mogę też? Tylko 300 sztuk ludzkości z hakiem?)

         Anastazja myślami udaje się do odległej kobiety, która mogłaby być matką wspaniałego dziecka, ale nie jest, bo popełnia wiele życiowych błędów. Wśród nich: „Rano pierwszą myślą tej kobiety nie jest radość z nadchodzącego dnia, lecz to, żeby tylko coś zjeść.”. Biję się w piersi. Ja też! Ja też! Obudzona rankiem spoglądam z paniką na zegarek i widząc, że spóźniłam się z zażyciem lekarstw, myślę tylko o tym żeby zjeść choć kęs czegokolwiek przed połknięciem tabletek, choć na jedzenie nie mam apetytu. Chcę i mogę jednak podtrzymywać swoje życie, a to wymaga dyscypliny. Także jedzenia. Anastazja wprawia mnie po prostu w duże zakłopotanie.

         Potem opisując dzień tej kobiety Anastazja krytykuje wszystkie jej czynności  — malowanie się, pośpiech, żeby zdążyć do pracy, myślenie o jakiejś koleżance, uciekającym środku lokomocji (przy okazji skoro taka dokładna i skoro wszystko widzi na odległość mogłaby zamiast gazetowego „środka lokomocji” użyć ściślejszego określenia: tramwaj, autobus, pociąg itp.) sprzątanie mieszkania (po co w ogóle mieć mieszkanie? Żeby je sprzątać?), oglądanie telewizji... uff!

         Już miałam zniechęcona zaprzestać czytania i pisania oraz udać się do bankomatu, kiedy doszłam do wskazówek dla tych, którzy udają się do banku po własne pieniądze... Trzeba trzy doby powstrzymać się od alkoholu i na tę okoliczność zostać sprawdzonym alkomatem. Potem w obecności głównego pracownika banku i dwóch świadków zrobić co najmniej dziewięć przysiadów...

         Oświadczam, że zaprzestaję czytania i recenzowania tej książki. Stop. To ponad moją wytrzymałość. Moja chęć cierpienia za ludzkość nie jest wystarczająco silna, żeby narażać swój kręgosłup robiąc przysiady. A jeśli nie potrafię ich zrobić albo jeżdżę na wózku, to moja emerytura mi się nie należy? Przesadziłaś Anastazjo!

         Tylko zmuszę się do napisania  jeszcze jednego odcinka, opisującego ekologiczne wioski i wyrzucę te śmiecie z pamięci komputera. Pal licho, że nie dowiem się, co Wojtek miał na myśli pytając mnie o  jakąś rampę, spalding i Marciniaka. Poddaję się.

 cdn

 



« Anastazja (2) Rodowe siedliska Anastazjowców »

komentarze

1. baird spalding....może o tego chodzi? • autor: Nierozpoznany#33372014-02-11 21:30:54

Życie i nauka mistrzów dalekiego wschodu  - autor Baird Spalding..napisal tego 6 tomów...a kiedy je przeczytałam..nie mogłam ochłonąć ze zdziwienia jak można cos takiego wymyślić...mógl byc na takiej wyprawie..ale reszta...;)  ...a znam takich,  co uczą się na pamięć niektórych tekstów z owych ksiąg...i powtarzają jak mantrę. Jak łatwo zwieść ludzi.
O wioskach ekologicznych pisałam już kiedyś przy innym artykule...w tym względzie jestem "antyspołeczna"...najpierw są "wspólne" idee wolnościowe a potem się zmusza każdego do podległości wobec idei..nie dziękuję.
[foto]

2. Spokojnie babciu ;) • autor: Jan Szeliga2014-02-13 19:53:17

Tak się składa że przeczytałem wszystkie książki z serii "Anastazja" Władimira Megre i na ogół oceniam je jako działające pozytywnie na naszą świadomość.
Oczywiście jest w tych książkach (jak słusznie zauważyłaś babciu ezoteryczna) bardzo wiele różnych głupot. Dlatego należy je czytać przez taki solidny filtr, który nie pozwoli nam na to aby zaraz po ich przeczytaniu zająć się tworzeniem kolejnej sekty, która za zadania miałaby "zbawienie i ocalenie ludzkości"
Pozdrawiam

[foto]

3. Sekta • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-02-13 20:00:14

No, ale sekta powstaje na naszych oczach. I chyba kompromituje wiele innych sensownych projektów "na oko" nie odróżnialnych. Pomysł gospodarstw czy działek ekologicznych ma dużo zalet, tylko jak przeciętny człowiek ma je odróżnić?

4. szczuć psami tych co namawiają • autor: Jerzy Pomianowski2014-02-13 20:44:16

Nieufność?
Prosta zasada - jeśli jesteśmy do czegoś usilnie namawiani, to mamy do czynienia z interesem namawiającego, prawie nigdy z naszym.
Szczególnie dotyczy sytuacji gdy namawiającym jest polityk, czy jakakolwiek firma czy instytucja.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)