Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 września 2012

Wojciech Jóźwiak

Anhelli i Szaman
Na 203-lecie urodzin Juliusza Słowackiego, 4 września 1809

Kategoria: Mistrzowie i klasycy
Tematy/tagi: aniołygnozaszamanizmSłowackiZorian Chodakowski

Nie wiem, od kiedy w literaturach innych narodów poza Polską pojawiają się postaci szamanów, przy czym chodzi o literaturę „wysoką”, czyli ani nie podróżniczą, ani przygodową. W polskiej literaturze postać szamana, pod tą właśnie nazwą i z oryginalnego kraju szamanów, tzn. z Syberii, pojawia się zdumiewająco wcześnie i od razu równie zdumiewająco „wysoko”. Dzieje się to w 1838 roku, kiedy dwudziestodziewięcioletni wówczas Juliusz Słowacki pisze poemat „Anhelli”, w którym Szaman jest mentorem tytułowego bohatera. Od razu powstaje pytanie, czy Słowacki wiedział, o czym pisze i czy owo miano – szaman – miało cokolwiek wspólnego z ówczesną rzeczywistością ludów Syberii, a przynajmniej z recepcją Syberii wśród ówczesnych Polaków. Bo na pierwszy rzut oka-ucha widoczne jest, że opowieść o Anhellim Słowacki stylizował na język i poetykę Starego Testamentu, a ów Szaman bardziej wygląda na patriarchę czy proroka w typie Mojżesza: „Słyszeliście o Mojżeszu i o cudach, które czynił? Jam jest Mojżesz między sybirskim ludem”. Ale oto jak Słowacki wprowadza te postać:

/.../ ujrzeli raz wielką gromadę ptaków czarnych, lecącą z północy.
Za ptakami zaś ukazał się obóz jakoby i tabór, i sanie zaprzężone psami, i trzoda renów z gałęzistymi rogami, i ludzie na łyżwach niosący oszczepy; był to cały lud sybirski.
Na czele zaś szedł król ludu, a zarazem ksiądz, ubrany podług zwyczaju w futrach i w koralach, na głowie zaś miał wieniec z wężów nieżywych zamiast korony.
/.../ Nazywano go zaś Szamanem, tak albowiem nazywa lud sybirski królów i księży swoich, którzy są czarownikami.

Nie jest wcale tak źle! Wygląda to na całkiem dobrą popularną definicję szamana, wypowiedzianą dla czytelników nieobeznanych z syberyjską egzotyką. Szaman jest oto „czarownikiem”, a przy tym duchowym przewodnikiem, lub jak się pisze zwłaszcza u rosyjskich etnografów, „funkcjonariuszem kultu” czyli „księdzem”, a przy tym również zwierzchnikiem politycznym, więc i „królem”. Korona z „nieżywych wężów” mogła się wziąć u poety z dowolnego odczytania rycin przestawiających szamanów z ich koronami z giętych żelaznych prętów, które mogły się skojarzyć z wężami. Także wstążki wieszane przez szamanów u ich przybrań głowy mogły wyglądać jak węże. Czy jacyś szamani wieszali tam skóry wężowe? - Rzecz warta zbadania. W każdym razie wąż jako zwierzę kultowe sięgał na południe Syberii. Zwraca też uwagę, że pojawienie się „sybirskiego ludu” z Szamanem na czele poprzedzają „czarne ptaki”, a kruk jest ulubionym kultowym ptakiem w całej rodzimej Syberii.

Jeszcze coś bardzo ważnego: chociaż autor nazywa Szamana czarownikiem, to nigdzie w poemacie nie pójdzie za skojarzeniem „czarownik, a więc złoczyńca i nieprzyjaciel dla chrześcijanina”, przeciwnie, ów „czarownik” okazuje się od pierwszego z nim spotkania „mężem bożym”, agentem dobra i sumienia, wręcz przedstawicielem jakiejś alternatywnej nowej ale i odwiecznej religii, która wkracza na arenę, gdy dawny przodczy polski katolicyzm przestał wystarczać, okazał swoją niemoc – czego wykładnikiem w poemacie jest postać księdza-więźnia, który „poddał się rozpaczy, i sechł jak stare drzewo. /.../ I rzekł mi z wielka tajemnicą, jak człowiek obłąkany: Zapomniałem wyrazów pacierza...”

Szaman-czarownik jest raczej cudotwórcą i to z rodzaju tych najpotężniejszych: starego zesłańca broni zasłoną iluzji przed poborcami podatku, spuszcza śmierć w ogniu na popa, który bluźnierczo nauczał dzieci o boskości cara, wyprowadza z Anhellego jego duszę, wskrzesza zmarłych... jednak na próżno, bo widząc straszną rzeczywistość, umierają od razu z powrotem.

Ma się wrażenie, że adaptując do poematu postać wzięta z informacji o syberyjskich szamanach, Słowacki dał swojemu Szamanowi więcej - mocy, umiejętności, mądrości, atrybutów itp. -, niż mieli jego pierwowzory. Postać szamana, dzięki Poecie, wjechała do polskiego literackiego przekazu od razu w bardzo wzniosłym pojeździe.

Czas napisania „Anhellego” warto rozważyć na tle epoki. Juliusz Słowacki urodził się w 1809 roku. Pisząc w 1838 ten poemat, miał 29 lat i przed sobą zaledwie 11 lat życia. Od jego wyjazdu z Polski, który okazał się początkiem emigracji na zawsze, minęło 7 lat i tyleż od upadku powstania listopadowego. Skutkiem klęski powstania była trzecia fala zesłań polskich jeńców (dla Rosji – zbuntowanych poddanych) na Syberię, kolejna po konfederatach barskich i żołnierzach Kościuszki. (W przyszłości będzie jeszcze pięć podobnych fal: powstańców 1864, konspiratorów przed 1914 rokiem, ofiar czystek etnicznych z lat 1920-30-tych, oraz łapanek z 1939 i po 1944-tym.) Oficerem Kościuszki był Józef Kopeć (1758-1827), który po zesłaniu w 1796 roku napisał dziennik podróży (w którym jest jego słynna relacja z doświadczenia psychodelicznego od kamczackich muchomorów), wydany pośmiertnie w r. 1837. Zbieżność dat zastanawia, czy Słowacki czytał dziennik Kopcia i to już wtedy, pisząc „Anhellego”? Dziwne byłoby, gdyby zbierając inspiracje do historii o Beniowskim na książkę Kopcia nie trafił – to pytanie kieruję do znawców Słowackiego.

W podobnym czasie, co Kopeć, zakończył życie (krótkie, 41-letnie) gdzieś pod dalekim Twerem, starszy od Słowackiego o pokolenie Zorian Dołęga Chodakowski, faktyczny założyciel czy prekursor polskiego neo-pogaństwa i polskiej etnografii. Ale czy „polskich”? Chodakowski (naprawdę Adam Czarnocki) urodził się pod Pińskiem, szkołę skończył w Słucku, swoje badania nad „starożytnościami słowiańskimi” prowadził na rusko-języcznej części dawnej Rzeczypospolitej i w rdzennej Rosji, i za pieniądze (wciąż brakujące) zarówno polskich jak i rosyjskich sponsorów, a patriotą był - „Sławiańszczyzny”, której odrodzenia fundamenty, w swoim zamyśle, budował. Jego przybrane imię – Zorian – Słowacki wplótł w III księgę „Króla-Ducha”, raczej bez związku.

Coś było wtedy na rzeczy, wisiało w powietrzu. Klęski Baru, Kościuszki, likwidacja Rzeczypospolitej, klęski dalej Napoleona i w końcu powstania 1830-31 zmuszały do redefinicji polskości i w ogóle narodowych wspólnotowych wartości. Mickiewicz, ekstrawertyk o żyłce działacza, nauczyciela i polityka, przywoływał, przywracał i w literackim micie restytuował dawną świetność „Litwy” w „Panu Tadeuszu”. Introwertyk i - jak typowa zodiakalna Panna - krytycznie usposobiony Słowacki poddał siebie i swoich czytelników eksperymentowi dokładnie przeciwnemu, ale dla nas, po dwustu latach, chyba cenniejszemu: eksperymentowi przemyślenia i „przerobienia” do końca – negacji. Pytanie, które postawił, brzmiało: A co, jeśli to wszystko, czym żyliśmy i czym żyć potrafimy, jest bez wartości, a jako program na narodowe życie: bezskuteczne, daremne i nie prowadzące w żaden dający się pomyśleć sposób do celu, czyli do odzyskania wolności i swojego miejsca na ziemi?

Tym poetyckim myślowym eksperymentem jest właśnie szamański poemat-przypowieść „Anhelli”. Klęska okazuje się totalna i na wszystkich ludzkich i duchowych planach. Zesłańcy giną w więzieniach i kopalniach. (Przyszłość potwierdziła pesymizm poety: droga przez tiurmy, szachty i zony miała trwać jeszcze co najmniej 118 lat po „Anhellim”, jeśli liczyć do roku 1956.) Ci, których przeznaczono do osiedlenia („a rząd dostarczył im niewiast, aby się żenili, albowiem dekret mówił, że posłani są na zaludnienie”) - ale to też aluzja do skłóconych polistopadowych paryskich emigrantów - kończą jeszcze gorzej, tak jak uciekinierzy z okrętu „Bounty” na wyspie Pitcairn: z niezgody, złości i głupoty mordują się lub inaczej ściągają na siebie zagładę, wcześniej w ramach bluźnierczej „rosyjskiej ruletki” krzyżując jedni drugich; w końcu dowiadujemy się, że „pomarli jedząc trupy i będąc wściekli od krwi ludzkiej”. (Oj, nie ma poeta dla nich litości.) Zabijają swojego wybawcę in spe - Szamana, jedynego, kto mógłby ich wyprowadzić. Daremnie umiera Anhelli, przed nim, tak samo, jego towarzyszka, dawna „zbrodniarka i pokutnica”, Ellenai.

Kto zostaje? - Eloe. Tajemnicza bogini wykreowana przez poetę dla potrzeby tej jednej wizji. Nie wie nawet (Słowacki), lub raczej celowo myli czytelnika, skąd się wzięła. Bo Szaman powiada:

A wieszli, kto to jest ten anioł smutny na cmentarzu? Oto się zowie Eloe, a urodził się z łzy Chrystusowej na Golgocie, z tej łzy, która wylana była nad narodami.
Gdzie indziej napisano jest o anielicy tej i wnuczce Marii Panny... jak zgrzeszyła ulitowawszy się nad męką ciemnych cherubinów i umiłowała jednego z nich, i poleciała za nim w ciemność.
A teraz jest wygnana, jak wy jesteście wygnani, i ukochała mogiły wasze, i piastunką jest grobowców mówiąc kościom: Nie skarżcie się, lecz spijcie!
Ona odpędza reny, kiedy przyjdą mech wyciągać spod głowy trupów, ona jest pasterką renów.
Przywyknij do niej za życia, albowiem będzie na mogile twojej stąpać przy blasku księżyca; przywyknij do głosu jej, abyś się nie obudził, gdy mówić będzie.

W tym miejscu religia Słowackiego ostro, pod kątem 90 stopni, kwadraturowo i ortogonalnie, więc zrywając korelacje, skręca od chrześcijaństwa. Bo oto boginią-przetrwalnikiem („przetrwalnicą”) polskiego egregoru ma być istota, która w 50% (bo według połowy objaśnienia) jest demonicą, a w 100% mieszkanką improwizowanego bluźnierczego apokryfu. Bo te „narody” od łzy, to goim, poganie. A czyją niby babką miałaby być Maryja? - Przecież to rozsadza katolicki dogmat. I ta jedna Eloe zostaje, zostawiona przez Słowackiego Polakom jako nadzieja i szamańska zewnętrzna dusza, nie zaś ktokolwiek kanoniczny z katolickich boskich osób.

Religia Słowackiego z gruntu nie jest chrześcijaństwem - Przynajmniej w „Anhellim”.

Eloe wróci przynajmniej raz przywołana, choć bez imienia, w późniejszej poezji - przez Leśmiana: „wiosna się zaczyna, Z chaty poprzez kwiaty wybiega dziewczyna, Dzban zielony, pełen wody, Niesie zmarłym dla ochłody” (w wierszu „Zielony dzban”).

Eloe jest nie tylko smutnym aniołem, jest także epifanią światła. Chociaż to pokazał nie tyle sam Słowacki, co ponad pół wieku później Witold Pruszkowski na obrazie ilustrującym poemat.



Witold Pruszkowski, Eloe, 1892, Muzeum Narodowe, Wrocław.
Źródło: lucide.blox.pl/2008/01/Eloe.html


Jest też mistyczną miłością Anhellego: „Otom zobaczył anioła podobnego tej niewieście, którą kochałem z całej duszy będąc jeszcze dzieckiem.” Eloe jest kimś jak Daena z irańskich-zaratusztriańskich wierzeń: duszą przybierającą postać kobiety i budzącą uczucia bliskie erotycznym. Dusza, to mało powiedziane: jest także przewodnią Ideą, boginią-gwiazdą-przewodniczką, Wyższym Ja, Yidamem-Isztadevatą, może nawet Panną-na-Niedźwiedziu. Jakieś głębokie i całkiem nie-biblijne i nie-jerozolimskie archetypowe złoża porusza tutaj Poeta.

Szaman objaśnia Anhellego co do Eloe: A teraz jest wygnana, jak wy jesteście wygnani.

Ściśle przypomina to to, co 20 lat wcześniej zanotował Zorian Dołęga Chodakowski w broszurze „O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem”, pisanej „w Sieniawie nad Sanem 1818 r. w miesiącu marcu”:

Ogniwa nowej wiary wcielały niepodobnych nas do reszty narodów Europy. /.../ od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi.

Obaj usiłują znaleźć wyjście z zapaści, którą był upadek Rzeczypospolitej. Chodakowski stawia sobie zadanie, aby z-re-konstruować podmiot polityki, więc naród, którego jest, czy chce lub ma być patriotą, jako coś szerszego niż Polska czy Polsko-Litwa – ma nim być Słowiańszczyzna, „Sławiańszczyzna”, jak pisał. Ale gdy tak, to trzeba usunąć z niej główną skazę, którą jest podział na katolicyzm i prawosławie, a ta skaza by znikła, gdyby tylko przywrócić Rodzimą Wiarę. Która by zarazem przywróciła odnowionemu słowiańskiemu narodowi jego autentyczność, zatraconą przez chrzty i upodobnienie do generycznej Europy. Chodakowski z takim swoim programem jawi się dziś jako prekursor nowego pogaństwa, neo-pogaństwa czy rodzimowierstwa. I podobnie jak całe, do tej pory, rodzimowierstwo, zwraca się po inspirację do trzech źródeł: do historii (skąpej) Słowian przed chrześcijaństwem, do folkloru i do archeologii wraz z „archeologią słów” i nazw czyli etymologią.

Chodakowski zapoczątkowuje drogę „neopogańską”, Słowacki drogę „neoszamańską”.

Słowacki, inaczej niż Chodakowski, szuka źródeł inspiracji na zewnątrz i w niesamowity wciąż dla nas sposób dostrzega je w Syberii i szamanach. Tego jestem pewien: że jako pierwszy uświadamiał sobie, że ta „ziemia niewoli”, jaką jawiła się Polakom Syberia, może być zarazem „ziemią odrodzenia”, jeśli od jej mieszkańców będziemy umieli przyjąć inspirację. Że to nie przypadek, że „naszych” wywożą właśnie tam, gdzie działają szamani.

„Jest wygnana, jak wy jesteście wygnani”. Mocno powiedziane! Oto wygnańcy, którzy utracili siebie i swoje miejsce na ziemi (ojczyznę), nie mają po co zwracać się do zwykłych, „urzędowych” bogów, więc do Jehowy, Jezusa i Maryi, bo ci przecież ich zawiedli. To jest powiedziane w „Anhellim”, m.i. we fragmencie, w którym ukrzyżowane ofiary okazują się tragiczną głupotą.

Wygnańcy muszą się zwrócić do wygnanych bogów. Tylko tacy „są z nimi”, tylko tacy ich zrozumieją, wejdą z nimi w rezonans.

Nie-chrześcijańskie i (szerzej) nie-jerozolimskie duchowe napięcie najbliżej swoich stron Słowacki dostrzegł właśnie u tubylców Syberii.

Ale kim jest Eloe? Bo postać i imię nie z Syberii wzięte. Czy jest to tylko poetycka licencja, echolaliczne trzy sylaby, nie dziwne u twórcy, który lubował się w (dość tandetnych, powiedzmy sobie..) fonicznych efektach takich, jak idące po sobie samogłoski i podwojone „l-l”? Anhelli, Ellenai, Eloe... Eloe wygląda na biblijne imię boga-stwórcy (albo: bogów!) Elohím, do którego doklejono grecką żeńską końcówkę „-ē”. „Elohím” jest formalnie w hebrajskim liczbą mnogą, więc nie tyle Bóg, co „bogowie” - i wydaje się, że było to zrazu określenie „starych bogów”, w rodzaju greckiego Uranosa i Gai, którzy byli przed bogami aktualnie czczonymi przez dawnych Hebrajczyków. Eloe, jeśli szukać greckiej analogii, byłaby kimś jeszcze pierwotniejszym, jak (grecka, pelazgijska) Eurynome, bogini prapoczątku, która tańczyła nad taflą kosmicznych pra-wód, jeszcze przed stworzeniem. Później wygnana, oczywiście! jak wszyscy pra-bogowie, zbędni w czasach zwyczajniejszych. Ale kiedy przychodzi katastrofa i zwykły bóg kompromituje się niewysłuchanymi modlitwami i perfidnie zasila wrogów, żeby tylko wrogów – łajdaków i zbrodniarzy, wtedy, może, warto przypomnieć sobie bogów najpierwotniejszych i odrzuconych.

Takim wydaje mi się właśnie poetycko-religijny program zawarty przez Słowackiego w „Anhellim”. Jeszcze coś. Szaman ogłasza Polakom: „jesteście ludem starym”. (Starym ludem, który by istnieć dalej, musi przejść przemianę... - ale tu nie o tym.) Ta starość oznacza też, że nowe przychodzące do nas pomysły, takie jak neo-pogaństwo i neo-szamanizm nie trafiają u nas na jakąś „białą kartkę papieru”, na jakąś tabula rasa. Nie jest tak, że jesteśmy „czyści” jako słuchacze i uczniowie i przyjmiemy wszystko dosłownie, czego będą nas nauczać różni importowani guru. To czego słuchamy – od Tybetańczyków, od Lakotów, od innych – przechodzi przez filtry tradycji umysłu, w których są gaesa kiedyś wykryte i na nowo wdrukowane przez wziętych zaklinaczy, z których Słowackiego i Chodakowskiego tu wspomniałem, przecież nie jedynych.


Wojciech Jóźwiak



komentarze

[foto]

1. Syberia • autor: Bartosz Kazibudzki2012-09-04 09:20:00

Tak, jest coś polskiego w Syberii.

Oprócz zesłańców, jechało tam wiele rodzin za chlebem, zabierając ze sobą kulturę i zwyczaje które u nas zdążyły zaniknąć. Przykładem jest wieś Wierszyny z kulturą Zagłębia która w Polszy bardzo słabo się utrzymała, nawet w Czeladzi (ze względu za zamknięty charakter do niedawna było tam praktykowanych wiele świąt pogańskich)

http://sosnowiec.naszemiasto.pl/artykul/galeria/1339983,zaglebie-jest-tez-na-syberii-poznajcie-naszych-z-wierszyny,id,t.html

Takich wiosek jest więcej, jeśli ktoś jest zainteresowany wykopaliskami kultury to wydaje się to być dobrym kierunkiem.
[foto]

2. Warto przeczytać książkę • autor: Michał Mazur2013-01-12 21:11:34

Jana Zielińskiego "Szat - Anioł" - o twórczości Słowackiego. W sumie nowa publikacja i ciekawie opisana - nie pomija wątków kontrowersyjnych, w tym także pewnego "wątku opiumowego" :) Całej nie przeczytałem, ale o "Anhellim" też coś powinno być

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)