zdjęcie Autora

16 października 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 2 (odcinków: 151)

Anielskie skrzydła i tour de haj, czyli o mówieniu o New Age'u

Kategoria: Projekt Taraka
Tematy/tagi: Era WodnikaneoetnologiaNew Age

« Serce, umysł, o co tu chodzi? New Age, ezoteryka, rozwój duchowy... - czym właściwie się zajmujemy? »

Agnieszka Cupak, która dwa lata temu (na jesieni 2010) zamieściła była kilka tekstów w Tarace, tym razem napisała ciekawy artykuł w witrynie Ezokultus.eu pt. Weekendowy Budda, czyli co z tym oświeceniem instant? - Polecam!

Mnie jednak poruszyły nie fakty, które opisuje Autorka, ani jej opinie, tylko coś innego: ton, w jakim pisze. „Na uśmieszku”, ironicznie i satyrycznie. Zacytuję sporszy fragment na dowód (boldy i linki oryginału):


Uaktywniają się wszelkiej kolorystycznej maści matryce i siły, które sprawiają, że wyznawca zaczyna kochać wszystkich podług słów autorów licznych tematycznych książek, zyskuje nieziemskie moce, za pomocą których może dostrajać, oczyszczać, przeczyszczać i nawracać każdego, oczywiście za odpowiednią opłatą. Zyskuje też wgląd w wszelkie wyższe i wysokie świadomości, często jedynie słuszne i prawdziwe, a że jego anielskie skrzydła nie są powszechnie widoczne dla przeciętnych zjadaczy chleba, toteż kreuje swój wizerunek jasnymi szatami i brokatowo mieniącymi się obrazkami z formatów gif, na portalach społecznościowych, stronach internetowych i licznych forach tematycznych. Tak by każdy widział światło oświecenia, jakie z niego emanuje.

A ponieważ zmiany w świadomości duchowej nie lubią żadnych cieni, toteż należy się ich pozbyć, najlepiej w klinikach lub kręgach duchowych, na weekendowych warsztatach. Ich niewątpliwą zaletą są wzajemne wymiany boskiej energii pozytywnej które jednej ze stron zapewniają dochody finansowe drugiej pozbycie się emocjonalnych problemów w kilka dni. O ileż to oszczędniejsze niż wielomiesięczne sesje z psychoterapeutą, który krok po kroku szukał przyczyn życiowych rozterek, uświadamiając pacjentowi źródło jego frustracji i bolączek.

Teraz wystarczy pojechać na duchowe tour de haj by zaliczyć, a jakże, szamańskie wizje po wywarach z roślin mocy (przy okazji większość wraca do kraju z szamańskim przedrostkiem przed swym nowym duchowym imieniem), albo weekendowy kurs wybaczania, projektowania tudzież afirmowania. Po takim weekendzie każdy uczestnik błyszczy niczym mika w słońcu, rozsiewa wokół światła miłości i z infantylną lekkością motyla naucza jak zostać oświeconym i przypomina wszystkim wokoło ileż to jeszcze mają w sobie cienia i pracy by się oświecić, zakładając, że im karma na to pozwoli. Bo wszak długi poprzednich żyć lawinowo rosną, zamiast maleć, a oświeceni są w tej lepszej sytuacji, że przerobili już wszystkie swoje 666 lub 999 wcieleń i wiedzą, że wirusową biegunkę wywołuje zepsute mięso zjedzone kilka wieków wcześniej, a przyszłość nie nastąpi, póki się przeszłości szczegółowo nie zlustruje. Szczęściem dla większości Kowalskich i Nowaków oświeceni w weekend pouczają się wzajemnie, głównie na forach tematycznych i portalach społecznościowych.


Nie krytykuję tego tekstu. To, co pisze Agnieszka, dobrze oddaje dużą część tego, co dzieje się „w sektorze” New Age'u lub „duchowej alternatywy”. Problem tylko jest taki, że tam, gdzie komuś narzuca się pisanie w tonie satyry lub ironii, oznacza to przeważnie, że brakuje pojęciowej analizy tego zjawiska lub problemu. Intelekt ucieka się do prześmiewania, kiedy wymięka – kiedy brakuje słów, pojęć i rozeznania problemów. Wiem o czym mówię, ponieważ wiele razy o jakichś sprawach pisałem właśnie prześmiewczo, po czym orientowałem się, że robię to niejako z musu lub z rozpaczy, ponieważ nie potrafię o danym obszarze rzeczywistości napisać wprost.

I to, że ktoś pisze satyrą, nie musi oznaczać, że to „jego wina”, że to jakiś defekt autora, niedouczenie albo brak rozeznania. Przeważnie stoi za tym obiektywny stan rzeczy: to, że jakieś zjawisko w ogóle jest nierozpoznane, albo niezintegrowane. - „Niezintegrowane w dyskursie”, czyli nie wiadomo, jakich słów, jakiego języka użyć do opisu.

(Żeby przybliżyć to, o czym mówię, podam przykład takiego braku integracji: mówienie lub pisanie o seksie. Dużo łatwiej i chętniej idzie mówienie lub pisanie o tym w tonie dowcipu, prześmiewania, ironizowania, rzucania aluzji. Albo w tonie wulgarności. Albo w celowo drętwym i nadętym języku naukowym, tak jak mówią o tym fizjolodzy i ginekolodzy.)

Naprawdę, tak jak to widzę, to co dzieje się w sektorze duchowej alternatywy (i jej wariantów „pseudo”) nie jest wcale śmieszne. Jest to realny kawał życia dziesiątków tysięcy ludzi (w Polsce) i milionów w świecie. Jest to poważny czynnik wpływający na społeczną świadomość, na widzenie świata. Tyle że przez jednych przyjmowany z przesadnym entuzjazmem, a przez drugich wypierany i celowo lekceważony.

Coś podobnego działo się w świecie także z innymi rzeczami, zanim się ugruntowały. Tak było z jazzem, dzisiaj i od dawna poważną dziedziną muzyki, kultury muzycznej i przemysłu muzycznego. Umiano pisać o jazzie tylko ironizując i satyryzując. Dlaczego tak się działo, dlaczego autorów „skręcało” w stronę takiego niepoważnego stylu wypowiedzi? - Z powodu tego, że jazz łamał europejskie wyobrażenia o muzyce, nie mieścił się w dotychczasowej siatce pojęć oraz miał „podejrzane” korzenie i koneksje: że od Murzynów, od dawnych niewolników, od (amerykańskiej) ciemnej wiochy, ze strefy trudnej do odróżnienia od tandety-kiczu, z koneksjami gangsterzy, mafia, spelunki w Chicago. Podobnie było, dziś rzecz trudna do uwierzenia, z futbolem. Przed I Wojną Jarosław Haszek pisał błyskotliwe i groteskowe satyry na futbolowe wojny niemieckich miasteczek. A po I Wojnie Witkacy też w tonie groteski dawał wyraz swojemu obrzydzeniu radiem, jazzem, sportem i (zwłaszcza) jazdą na nartach.

Wracając do duchowej alternatywy (albo New Age'u). W jakimś stopniu sami jesteśmy sobie winni, że nie umiemy o naszej dziedzinie mówić serio i wprost. Brakuje dobrych tekstów mówiących wprost o tym, czym są poszczególne działki New Age. Agnieszka Cupak praktykuje reiki. Jak dotąd nie znam dobrego tekstu (książkowego lub internetowego), który by dobrze i poważnie objaśniał, co to jest reiki. Piszący albo zakładają, że to coś, co każdy wie, albo piszą dla entuzjastów teksty, które są mało przystępne dla kogoś, kto w tym nie siedzi. To samo dotyczy tantry. Ja mimo moich rozległych lektur dotąd nie wiem, co to jest ta tantra. Coś wiem mniej więcej, czym była tantra w tradycyjnej kulturze Indii, ale nie wiem, co nazywają tantrą jej dzisiejsi praktycy i nauczyciele, chociaż kilkoro z nich znam osobiście. Ani jaka jest, lub czy w ogóle jest, linia transmisji z dawnych Indii do tantry dzisiejszej. Brakuje pisania-o. Pisze się ogłoszenia, reklamy, zachęty, ale nie pisze się relacji ani analiz.

Brakuje wewnętrznej krytyki. Przez „krytykę” rozumiem nie negowanie ani mieszanie z błotem („dezawuowanie”), tylko to, czym jest krytyka w literaturze, w teatrze, także w nauce. O literaturze, teatrze, filmie, malarstwie, muzyce itp. jest krytyka: o dziełach, przedstawieniach, koncertach pisze się, ocenia, porównuje i daje się wyobrażenie tym, którzy się na to coś wybierają lub chcą przeczytać lub zobaczyć. U nas – cisza. Oczywiście każdy może wybrać się na warsztaty tantry, huny, merkaby czy czegoś podobnego, ale przeważnie będzie to skok na głęboką wodę bez trzymanki i wyłożenie kilkuset lub kilku tysięcy złotych, zwykle więcej niż przy książce czy filmie.

Też można porównać to, co u nas, z sytuacją w nauce. Tam jest jasne, że jeśli piszesz naukową pracę, sprawozdanie z jakichś badań, to musisz się liczyć, że koledzy po fachu, a wcześniej redaktorzy wytkną ci błędy i jest to ich zawodowy obowiązek. U nas tak nie będzie, bo przeważnie obowiązują obyczaje hierarchii mistrz-uczeń, a uczeń nie ośmieli się krytykować mistrza. I nawet nie działa tu jakaś obawa czy lęk, tylko poczucie, że tak nie wypada.

Przeszkód przed swobodnym mówieniem-o jest więcej, niektóre naprawdę dziwne... Co z tego wyniknie, zobaczymy.

Auto-promo Taraki 2: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogu Auto-promo.


« Serce, umysł, o co tu chodzi? New Age, ezoteryka, rozwój duchowy... - czym właściwie się zajmujemy? »

komentarze

[foto]

1. Wiara czyni niemową • autor: Piotr Jaczewski2012-10-16 11:49:43

Nie zgodzę się z tym "poczuciem, że tak nie wypada" - to działa w wąskim zakresie styczności z grupą "zasługiwania na lubienie". Kwestia jest bardziej prozaiczna tj. w większości przypadków duchowa alternatywa ( cośtam, newage, ezo, ...) zastępuje wiarę - jeszcze większą ilością wiary.
W tym momencie milczenie jest opłatą za umiejętność jej podtrzymywania i przymusem z tego wynikłym. I nie ma mowy o rozmowie, kiedy jedna strona usiłuje ci sprzedać coś sama o tym nie wiedząc i wymusza opłatę na wiele sposobów. (Częścią z tego jest nastawienie tekstów na perswazję i reklamę - ten świat rozwoju jest światem reklamy wyobraźni!)
A opłacane jest tutaj iluzoryczne wzmocnienie JA. Tożsamości. Ranga duchowa wynikła z takiej, a nie innej perspektywy. I tu zaczynają się schody: Z jednej strony to sztuczne wzmocnienie JA to jest naturalny element rzeczywistego jego wzmacniania tj. wykształcania się indywidualnej tożsamości. (Dostarczanie tej energii, metafor jest jedną z cudownych i cudotwórczych wręcz zalet tych nurtów)
Z drugiej ten konstrukt wyrywa się wszystkimi siłami spod kontroli i sieje spustoszenie mocą paradoksu: O to mistrzowie o silnym ego, karzą wszystkim dookoła się tego ego pozbywać. O to w relacjach z bliskimi własny subiektywny pogląd został nagle "uprawomocniony" do rangi terapeutycznej wizji. O to własna psyche nie jest już "nadwrażliwa, przewrażliwiona" - jest nośnikiem oświecenia w tej złej, absurdalnej rzeczywistości naruszającej ludzkie granice i na wiele sposobów kolczastej.

[foto]

2. Oj widzę! • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-16 12:22:13

Piotrze, dzięki za cenny głos.
Oj, widzę już, że zbliżamy się do naszego ciemnego jądra!
A jednocześnie widzę lepiej, czego ja sam chcę i czego nie chcę.
Jakbyś jeszcze miał coś do dodania, to nastawiam ezo-ucha.
~Wojtek
[foto]

3. ciemne jądro • autor: Piotr Jaczewski2012-10-16 14:20:09

Wrzucając moje jedyne słuszne zdanie;) Ciemne Ezo-Jądro mamy tu - narcyzm, neuroza, psychotyzm. Apokaliptyczna trójca enneagramowa ;) Kulturowe wady uwypuklone w lustrze transu wynikłego ze skupienia na wewnętrznym doświadczeniu i sprzeciwu względem mainstreamu.
"Narcyzm" - skupienie na własnym ja, z odrealnianiem cudzego. patrz: "guruizm" "inicjacyjność" "tajemniczość" "trendy ezo"
"Psychotyzm" - skupienie na własnych celach, z odrealnianiem celów innych ludzi. patrz:
"masówka, dążenie do powszechności i rozpowszechniania"  "terapeutyzowanie" "sztywne wartości jedynie słusznej drogi"
"Neuroza" - skupienie na przykrywaniu własnych lęków, z graniem na lękach innych ludzi. patrz: "kolorowość i otwartość "artystyczna swoboda" "przełamywanie barier".
Ogólnie, braki w energii humoru, miłości, mocy - czy  też zapotrzebowanie na owe energie przejawiające się w tym, że zwykłe zachowania są robione zbyt mocno.(w domyśle: w transie, regresji) np.Z dzielenia się doświadczeniem wychodzi indoktrynacja, z dążenia do swego pouczanie innych, z zyskiwania kontaktu z kimś wylewanie siebie lub pochłanianie osoby.



4. zielononóżka (no bo jakiś ma być) • autor: Nierozpoznany#6812012-10-16 17:32:39

1. Wylewanie siebie w trakcie dzielenia się doświadczeniem to przecież normalny sposób mówienia. To jak mówić o swoich doświadczeniach bezosobowo? Pochłanianie osoby - no cóż, czytając tekst jestem nim pochłonięta, to źle że zwracam uwagę na to co do mnie płynie? Nazwy takie odstraszające: wylewać, pochłaniać, ale sens dla mnie jeden – właśnie tak buduję relacje na których mi zależy.

2. Przecież wzmocnienie ego czyli mojego poczucia siebie, mojej tożsamosci pozwoliło mi np. w niekomfortowej dla mnie sytuacji wypowiedzieć swoje zdanie, wypowiedzieć myśl i uczucie. A nie uciekać, jak poprzednio, w świat swojej nadwrażliwości. Nadwrażliwość, wrażliwość, dzięki tym 'weekendowym kursom' przestaje być zmorą dla mnie a zaczyna być sojusznikiem życia.

No tak, ale Państwo piszecie o tym jak prowadzić kursy, a ja o tym - co z tych kursów mam.


5. Oczekiwania • autor: Nierozpoznany#35272012-10-16 20:31:44

Każdy ma inne doświadczenia po weekendowych kursach, jednym taka wiedza wystarczy by wzmocnić tożsamość (np. doświadczenia edyni) inni wychodzą zażenowani, bo zareklamowany kurs nie spełniał ich oczekiwań i obiecują sobie „nigdy więcej”. A co do relacji uczestników z „weekendowych kursów”-ależ one są zazwyczaj pochlebne i zachęcające na stronach internetowych organizatorów. Nikt nie zamieści na swojej stronie negatywnej relacji odstraszającej potencjalnych klientów. A, że brak krytyków „ezoterycznych” no cóż…chyba nikt mający wiedzę  w „danej gałęzi” ezoterycznej nie wyda kilkaset złotych z własnej kieszeni, by jechać na kurs do kolegi po fachu i napisać recenzję. Chyba (?) nikt za „darmoszkę” nie zaprasza eksperta  i nie ryzykuje niepochlebnej opinii np. w czasopiśmie ezoterycznym?  

Moje doświadczenia:

Dwa razy skusiłam się na reklamę „usług ezoterycznych”- tak pięknie było wszystko opisane , strona internetowa właściciela/ki ogłoszenia zawierała fachowe informacje…jednak w praktyce- żenada.   No cóż „nie wszystko złoto co się świeci”. 

[foto]

6. fioletowałapka i odszczekiwania • autor: Piotr Jaczewski2012-10-16 22:55:15

Edynia, ja piszę o kwestiach długodystansowych i sprawach pisanych drobnym druczkiem. Nie stricte od strony prowadzącego. Te same "rozgadywanie się" sprzyja poczuciu budowania więzi tam gdzie ich nie ma - za to się ponosi ryzyko, i jak znam długoletnie relacje "uezoterycznionych i uduchowionych" - płaci się za to ryzyko. Wystarczy pomyśleć nad swoim zachowaniem i rezultatami, a nie "odczuwać, jak było świetnie".
W kwestii wzmocnienia ja - odczuwa się, że zyskało się sojusznika, nie odczuwa się nt. głupoty tego sojusznika i tego jak wkurza otoczenie. Za to też się po pewnym czasie płaci.
Tego nie ma w folderach ezoteryki, psychoterapi, treningów komunikacji, rozwoju, duchowości etc.
Pozytywne strony ezo-rozwojowe też opisuję.
Ja swoje odbiegałem w latach 95-2005. Do tej pory zresztą ganiam, nie tylko na wpisane, tylko już częściej po branżowych - trenerskich czy terapeutycznych z wybranych działek. I z tego przestrzału lat i dwu znanych stron z czystym sumieniem mówię nic się nie zmieniło. Z tego, co uczyły mnie osoby siedzące wcześniej 20 lat - też się nie zmieniło. Wnioskuję, że przez najbliższe 20 lat będzie to samo tj. te same mechanizmy będą obowiązywać.
Viki: w drugą stronę, kwestia oczekiwań. Supermeństwa czy doskonałości wynikłej z reklamy..oraz z drugiej strony żenua poziomu z którym się człowiek styka, nie tylko intelektualnego, często też emocjonalnego. A z tym drugim bym obstawiał szansę 50:50 ;) Masz rację: wolna amerykanka w tych dziedzinach sprawia, że "nie wszystko złoto, co się świeci". I niestety w drugą stronę to zbyt często sprawia, że wylewa się dziecko z kąpielą..

Od strony prowadzącego, to mogę tylko ponarzekać na medianę zarobków w Polsce, że 100-200 euro dodatkowo na coś w miesiącu to jest wielki wydatek. Ten rynek naprawdę by się zmienił i zaczął normalnieć po przekroczeniu tej bariery..ZWTP - gdzie niewielka cena lub dostaje się przysługę często trzeba płacić najwięcej, za za dużą cenę, kwotę pieniężną, zaś często trzeba płacić przekonaniem się do czegoś i milczeniem, wiarą, że się wydało swoje z sensem..

7. ja tylko w kwesti formalnej • autor: Nierozpoznany#6812012-10-16 23:44:40

o tu tu:
W kwestii wzmocnienia ja - odczuwa się, że zyskało się sojusznika, nie odczuwa się nt. głupoty tego sojusznika i tego jak wkurza otoczenie. Za to też się po pewnym czasie płaci.
mnie chodziło o to, że polubiłam swoje ego, to nie chodzi o inną osobę.

A jak czytam ten komentarz to jakby inny Piotr Jaczewski go pisał, nie ten od sułtana.
Pozdrawiam, Edyta
[foto]

8. nieformalnie • autor: Piotr Jaczewski2012-10-17 00:28:03

To naturalna różnica perspektywy. Inne spojrzenie na to samo. Rozumiem, co chciałaś przekazać.
Serdeczności,
Piotr
[foto]

9. słów kilka • autor: Agnieszka Cupak2012-10-17 07:59:11

Wojtku, dzięki za zauważenie tekstu, to na początek.

Teraz kilka słów wyjaśnień. Tekst miał mieć charakter ironiczny i subiektywny. Nie jest to kwestią braku wiedzy na pewne tematy. W tym wypadku raczej chodziło mi o zwrócenie uwagi na pewne zjawiska.
Jak napisałeś, New age to teraz już wielotysięczna społeczność, odnoszę jednak wrażenie (na pewno subiektywne), że duża większość powiela i bezmyślnie naśladuje. Często sięga też po coś, co wcale nie musi być bezpieczne dla laika, a niestety i tak bywa. Nie tak znów rzadko.

O anielskich skrzydłach i ucieleśnionych pisał swego czasu Leszek Żądło. Ciekawe choć nie do końca do mnie przemawiające założenia o aniołach schodzących na ziemię. I nie jest to kwestia, że całkowicie odrzucam tę koncepcje. Mam na jej temat inne zdanie. Obserwując jednak środowisko new age na forach i portalach, zauważam, że tymi anielskimi skrzydłami zaczynają się zaslaniać tzw nauczyciele duchowi. Już kiedyś napisałam o tym na swoim blogu, tu raczej był to element większej całosci.
Druga rzecz, jaką wyszczególniłeś to afirmacje. Jestem za tym by afirmowac i na ten temat tez trochę wiem. Tyle, że nie sądzę by po dwudniowym wypadzie na tzw rytuał ayahuaski afirmacje zadziałały jak dotknięcie cudu. Do samych rytuałów tez nic nie mam, póki nie robi się z tego uzależnienie, i droga na skroty. Ale o tym będzie w kolejnym satyrycznym tekście.

Nie ukrywam, że to co opisałam to moje subiektywne doznania, nie uważam zreszta by cały new age był zjawiskiem płytkim i negatywnym, bo takim nie jest. Jest w nim wiele wartsciowych technik, nurtów i przemysleń. Niestety odnoszę wrażenie, że wieksza część aktywnych w sieci osób krączących tą drogą powiela tylko czyjeś poglądy, mysli, przekonania, bez zastanowienia się. Jesli komuś to pasuje i faktycznie do niego przemawia to ok, ale powtarzanie jak papużki - nie o to chyba chodzi w rozwoju duchowym. Pomijam już fakt, że zwrocenie uwagi na pewne rzeczy, zwykle kończy się nie rzeczową dyskusją lub próbą wyjaśnienia zjawiska, ale stwierdzeniem: Musisz się jeszcze wiele nauczyć, nie jesteś oświecona, kiedyś dostąpisz laski świadomości. To nie są rozmowy z osobami, które maja wiedzę i doświadczenia.
Owszem zdarzają się tacy nauczyciele i potrafią wyjaśnić dane zjawisko, porozmawiać, ukierunkować i co wazne uszanować odmienność doświadczeń rozmowców. I wobec takich osób robię duży ukłon, bo wiele się od nich nauczyłam i wiele zrozumiałam.

Co do Reiki, niedawno Wojciech Usarzewicz wydał ksiązkę "Droga Reiki" i chyba na naszym rynku jest to pierwsza pozycja, która nareszcie dobrze wyjaśnia czym jest Reiki, jak działa i skąd się wzięło. Pokazuje też coś więcej niż wymysloną przez Pania Takatę legendy o Reiki.
A tekstów o reiki (to tak w kwestii pisania o własnej branży) też jest sporo, nawet tych krytycznych i odmitologiczniających reiki. Choćby na stronie wspomnianego Wojtka Reikowisko.org I cieszę się, że sa osoby jak on, młode, które dzielą sie swoja wiedza o reiki, poszerzają ją nie poprzestając tylko na tym, co było w skrypcie nauczyciela.

Masz jednak rację, że mało piszemy o swojej branży, lub tym czym się interesujemy i jakąs wiedze mamy. Staram się na blogu wrzucać nowe teksty, ale wciąz tego jest za mało.

10. Tu potrzeba socjologa • autor: Nierozpoznany#66852012-10-17 08:17:27

Problemów w New Age jest dużo - Agnieszka, podobnie jak ja, zdaje się pisać po prostu pod ludzi, proste felietony, które mają dotrzeć do pokładów pewnych neuronów, a czasem kogoś natchnąć do głębszych przemyśleń. Ale to wszystko.

Ja sam, pisząc "Pierwszą pomoc dla New Age'owców", skupiłem się na humorze, ironi i sarkaźmie - bo to czasem łatwiej ludziom zaakceptować, a miała to być książka dla mas. Jednocześnie pisząc tę pracę zapoznałem się ze sporą liczbą publikacji z zakresu socjologii i psychologii, widząc, jak wiele "problemów New Age"... jakby to ująć, ma swoją podstawę właśnie w tych dwóch dziedzinach. Tutaj jednak trzeba dobrego psychologa i socjologa, który by cały temat ogarnął i opisał poszczególne zachowania czy coś, co ja nazywam "syndromami", właśnie z perspektywy naukowej.

Bez odpowiedniej wiedzy typowo akademickiej można jedynie zwracać uwagę na pewne problemy, które są oczywiste. Ale lepiej robić to, niż ignorować temat, który jednak jest ważny.

11. Supermeństwo i doskonałość • autor: Nierozpoznany#35272012-10-17 09:03:07

Idąc na kurs grafiki komputerowej czy prawa jazdy oczekujemy, ze zdobędziemy wiedzę z tego zakresu nic poza tym. Nikt z prowadzących nie dodaje informacji, że dodatkowo nabędziemy umiejętności krawieckich. Tutaj w ezoteryce czasami zdarza się „przekoloryzowanie”, by przyciągnąć klienta i zbytnia przesada. Nie jest łatwo czytając program wychwycić od razu kłamstwa, którymi częstuje nas prowadzący. Wychwycić takie kłamstwa w programie może jedynie kolega po fachu, który ma wiedzę i wie, że niektóre punkty są „zbędne”

To samo tyczy się ogłoszeń-dopiero po fakcie dowiadujemy się, że to co osoba reklamująca swoją usługę    to „supermeństwo i doskonałość”, która normalnie nie istnieje. 

Wiem, że są także profesjonalne kursy i ogłoszenia po których uczestnik wychodzi zadowolony i cena warta jest wiedzy/usługi.

[foto]

12. :) • autor: Agnieszka Cupak2012-10-17 09:27:32

viki, masz niestety rację. Podam na przykladzie Reiki, bo tym tematem się zajmuję.
Wielu nauczycieli wciąż naucza o tym, że Reiki wzięło się z oświecenia Usui. Przekazują legendę Takaty jako pewne źrodło Reiki i historię Reiki. Może to było dobre kilkanaście lat temu, kiedy Reiki dopiero się w naszym kraju rozwijało. dziś przy takiej ilości publikacji i dostepu do źrodeł, także obco języcznych, mozna to opowiadac jako ciekawostkę a nie mityczną prawde o tym czym jest Reiki.
Następna rzecz, nad jaką ubolewam, to sposób nauczania, zwłaszcza na I stopniu. Wiele osób, które do mnie sie zglaszało na II i III stopień nie miało podstawowej wiedzy o Reiki, a do tego na seminariach nie mieli szansy na choćby minimum praktyki reiki. Ot dostali inicjację, skrypt i troche wiedzy, a resztę to sobie sami w domu pocwiczą. Albo nawet byli zapraszani na dodatkowe seminaria by móc pocwiczyć.
Oczywiscie praktyka i ćwiczenia w domu są ważne, ale równie wazne jest by na kursie osoba miała mozliwosc pod okiem nauczyciela doświadczyć reiki, spróbować samodzielnie je przekazać i skonfrontowac wiedze i odczucia z nauczycielem.
Dlatego sama wole spotkania kameralne z jedną maksymalnie dwiema osobami, bo wtedy mam czas i możliwośc przekazania wiedzy i dostrojenia do Reiki. A przy I stopniu to aż cztery dostrojenia, więc przy duzej ilości osob nauczyciel całe dwa dni tylko dostraja. Tak miałam sama na I stopniu i tego nie chce powielać.

Niestety świat ezoteryki dla wielu teraz to dobry biznes i wiele nadużyć sie spotyka, o wielu się słyszy. Dlatego warto przed kursem, czy to reiki czy jakiejś innej metody poczytac o tym, napisac czy zadzwonić do prowadzącego i porozmawiac z nim, zawierzyć własnej intuicji. I liczyć, że się dobrze trafi :)
Pozdrawiam

[foto]

13. Kłamstwo doskonałe i socjologia • autor: Piotr Jaczewski2012-10-17 09:47:14

Viki, problem w tym, że gdzieniegdzie (powszechnie) w ezoteryce panuje kłamstwo doskonałe tj. taki w które mniej lub bardziej wierzą owi prowadzący. W tym układzie nie tyle kolega po fachu wykryje kłamstwo, a panuje zmowa milczenia. Obrazowo: Kac moralny po przygodnym stosunku, obie strony siedzą i milczą i udają, że nic takiego nie miało miejsca ; - )

To nie przekoloryzowanie, tylko klient niezdolny do uwierzenia w daną "prawdę". A dodatkowo profesjonalizm usługi w tej działce i zadowolenie klienta, to żaden wskaźnik. Wskaźnik gustu klienta, tego, że podobało się dane przedstawienie. Zwykle nijak nie odzwierciedlające ceny wiedzy/usługi.. kwestia ceny to kolejny element subiektywnej oceny, łatwej do zakwestionowania z boku.

W kwestii badań socjologicznych, psychologi społecznej i new age'u. Problem z tym, że to badania albo "antropologiczne studia przypadku" albo statystyka. Primo: socjolog niewiele tutaj da, więcej wnosi psychologia społeczna. (odrobinę odmienne podejście).
Drugie, to kwestia warunków lokalnych i rozbieżności ideowych. Lokalnie to można powiedzieć, że socjolodzy robią sobie jaja - zresztą jaja pokrywające się z absurdalnością niektórych tez rozwojowych czy ezoterycznych. U nas jeszcze podbarwione propagandą..i wręcz czytelną pogardą.

Polacy wobec niektórych poglądów z kręgu New Age
Horoskopy, wróżby, talizmany, czyli magia wokół nas
Przesądy wciąż żywe


Tak to wygląda socjologicznym okiem. Okiem psychologii społecznej już to wygląda trochę ciekawiej:
http://www.rich...ID-charm.pdf
Tj. już pojawiły się idee, że owe wiary, przesądy etc to wyraz funkcji przystosowawczej. Rzecz pomocna w określonym zakresie, a nie atawizm z pogranicza choroby psychicznej.

Kolejna sprawa odnośnie socjologii, antropologii etc i badania tego, co się dzieje w owych (naszych) ruchach, wokół tych ruchów, mechanizmów poznawczych czy nawet neurologii. To nie jest kwestia braku badań! Na miłość boską, anielską i głupotę ludzką trzy razy w rynnę i raz w parapet.
Takie zjawiska i idee na skalę masową pojawiają się od jakiś 200 lat. (nawet wcześniej). I podobnie jest z badaniami na ten temat. Nawet z badaniami nurtów terapeutycznych jakie się z tego wszystkiego zrodziły.. to jest. Nie ma wiedzy nt. temat. Nie ma też zainteresowania, po obu stronach sceptycznej i zaangażowanej. Selektywność percepcji i wybiórcze korzystanie źródeł też jest znanym mechanizmem.

Podobnie z tą karierą "kwantowości" - wcześniej taką karierę ze świata naukowego zrobiły "energia" i "prawa". Tu naprawdę nie dzieje się nic AŻ TAK nowego i szczególnego.
To ani Nowa, ani krótka Era. Ani tajemna, Ani ..



14. Nic nowego :) • autor: Nierozpoznany#66852012-10-17 09:54:34

@Piotr Śpiący Niedźwiedź Jaczewski,

Masz rację, w New Age nie ma nic nowego, już Greer w swojej encyklopedii ładnie to ujął, że zjawiska "nowoerowe" tak czy siak trafiały się od zawsze, tak jak kilkaset lat temu magowie naśmiewali się z mesmerystów :).


[foto]

15. ... • autor: Agnieszka Cupak2012-10-17 09:58:55

Piotrze i Wojtku, dzięki :) Dużo konstruktywnej wiedzy :)
[foto]

16. Odpowiadam Agnieszcze Cupak i Wojciechowi Usarzewiczowi • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-17 10:03:11

(Odpowiadam Agnieszce Cupak) Agnieszko, wyróżnione w Twoim cytacie hasła „anielskie skrzydła” i „afirmacje” są tam dlatego, że są to linki z Twojego oryginalnego tekstu w Ezokultusie. Ja to przekopiowałem z Twojego tekstu.

Ja nie zarzucam Ci ironizowania. Sam pisywałem ironicznie o New Age i okolicach, zob. np. tu: „Parapsyka, czyli...”. Tam pisałem, że:

[New Age] „Od początku ma w sobie grzeczność kącików porad dla pań domu w kolorowych kobiecych czasopismach. Zamiast heroicznych wyborów pociągających za sobą groźbę stania się Obcym wśród swoich, grożących banicją, w niuejdżu jest wszechobejmujący kompromis: składanka wszystkiego ze wszystkim, bez wyborów. Zen jest grzeczny, joga jest cacy, derwisze-bahaiści ślicznie tańczą, astrolog powie ci jedną wróżbę, I-Cing drugą, zodiaki oznakowane kamieniami, drzewami, runami trzecią i siódmą. Masz w środku jakieś czakramy i kanały, pootwierały się, jest fajnie, weź zioła, potem masaż, potem jeszcze pomedytuj chwilę, a na koniec się pomódl, najlepiej od razu i do Chrystusa, i do Buddy, i do Aumakua. Przelatuje ufo kreśląc kręgi w zbożu, kahuni siłą woli podnoszą kamienie, fizycy odkrywają szesnasty wymiar, na dnie oceanu widać ruiny Atlantydy. ”

W ogóle napisałem to co napisałem, ponieważ znam po sobie ten ból: chce się coś opowiedzieć o pewnym zjawisku i nie wiadomo, jak! I wtedy narzuca się ironia i satyra. O mojej astrologii też tak zdarzało mi się pisać. Co nie jest złe, tylko pokazuje, że (prawdopodobnie) problem jest teoretycznie nierozpoznany, nierozpracowany. Przykład z innej dziedziny: tak bywało w polityce. Np. zanim wszyscy zaczęli pojęciowo pojmować łajdactwo i głupotę komunizmu, wcześniej zaistniał kabaret „Salon Niezaleznych”, który to mówił w tonie satyry. Satyrycy byli wtedy przed teoretykami.

A w ogóle, to cytat z Twojego artykułu wziąłem za pretekst do wypowiedzenia własnej tezy :) - właśnie tej, że satyra często idzie przed teorią.

Co do reiki, że żalę się, że nie ma dobrych książek lub stron o tym, to przyznaję, trochę mojej winy, bo parę lat temu próbowałem sobie jakoś ułożyć w głowie, co to jest reiki, wtedy nie znalazłem informacji i tak te sprawę zostawiłem i potem nie zauważyłem, że informacji przybyło. No ale to znów jest przykład, tylko, bo jak nie reki będzie „ściemnione” - lub nie dość „rozjaśnione”, to coś innego: tantra albo merkaba, albo Shamanic De-armoring, albo Tantric Body De-armouring. (Też zob. tu.) Napływ nowych „technik oświecennych” jest szybki. To na razie tyle.


(Odpowiadam Wojciechowi Usarzewiczowi) Wojtku, dzięki za wypowiedź, Twoją książkę „Pierwsza pomoc dla New Age’owców” widzę w sieci i właśnie ją kupuję/zamawiam. Dowcipny tytuł, a i treść wydaje się (a) zajmująca, (b) jakoś „tarakowa”. Więcej o niej powiem, jak przeczytam & przyswoję.

[foto]

17. Jak odróżniać, co plus, co minus? • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-17 10:18:30

Łatwo ma ktoś, kto po prostu i całkiem odrzuca New Age. Np. przekonany katolik albo przekonany "naukowy racjonalista". Może wtedy swobodnie rzucać hasłami, że to głupota, zabobon itd. "Lud rozumowi bluźni", jak 200 lat temu napisał był Mickiewicz w "Romantyczności". Trudniej jest, jeśli ktoś - jak ja i chyba wszyscy czytający Tarakę i tu piszący - w pewnych "kawałkach" zaliczanych do New Age widzi coś ważnego, a nawet z tego żyje. Jak ja z astrologii. Wtedy nie można totalnie ani odrzucać ani ironizować. Powstaje trudniejszy problem: jak odróżnić to, co cenne/prawdziwe, od szumu i śmiecia. "Akademicy" nam nie pomogą, bo w ich "naukowym" paradygmacie wszystko to jeden śmieć. Jak odróżnić dobrego astrologa i dobra metodę w astrologii od głupiego astrologa i od błędnej metody. Jak odróżnić dobre podejście do enneagramu, tarota, szamanizmu, od ... śmiecia. A może być jeszcze coś: że pewna działka w astrologii, tarocie, szamanizmie, dla rzeszy ludzi jest "dobra", a tylko ciebie odrzuca. Tu podobieństwo nie tyle z poznaniem naukowym, co z gustami estetycznymi: miliony zachwycają się rapem, a mnie ta muzyczna stylistyka odrzuca. Itd.
New Age powinna wypracować sobie jakieś reguły.... Niekoniecznie wzorowane na nauce.

18. Reguły w New Age? • autor: Nierozpoznany#66852012-10-17 10:46:59

Problem taki jest, że New Age od dobrych 50 lat kształtuje się na ideologę bez reguł i określonej struktury, definiując się przez to, czym nie jest, nie zaś przez to, czym jest. Z "regułami" jest podobnie, w New Age ludzie zdają się definiować reguły, z którymi nie są za pan brat. 

Co do definiowania tego co dobre i co złe - to oczywiście kwestia subiektywna. Ja osobiście lubię stwierdzenie, iż "miarą praktyki jest skuteczność" - jeśli coś sobie poczaruję, a potem mnie opęta, to raczej nie jest to skuteczne czarowanie. Jeśli jednak praktyka ma same plusy (choćby i wiązały się z bolesnym uzdrawianiem, bo też tak może być) to dla mnie jest dobra. Tak samo patrząc na innych - jeśli widzę, że ktoś coś czaruje i nagle go coś trzepnie, choć w swym zaślepieniu tego nie zauważy, to dla mnie taka osoba praktykuje niedobre rzeczy.

Czasem mam wątpliwości o "dobrze" danej praktyki, więc siadam i myślę. A czasem jest to prosta sprawa jak z bronią palną - nie ważne, czy strzelisz sobie w kolano czy w głowę, i tak źle na tym wyjdziesz i wszyscy to zobaczą :). Bo jednak jednogłośnie powiedzieć, że coś jest dobre albo złe - no właśnie, tak się chyba nie da.

Wojtku,
Dziękuję za zamówienie :). Dostałem przelew, ale brakło zamówienia przez formularz - chyba system nawalił. Daj proszę znać, czy adres przy Twoim koncie bankowym to również adres wysyłki :).
[foto]

19. Subiektywne, obiektywne • autor: Piotr Jaczewski2012-10-17 11:23:46

jeśli coś sobie poczaruję, a potem mnie opęta, to raczej nie jest to skuteczne czarowanie.
I to jest problem owych, naszych ruchów. Brak rozróżnienia stanowisk: Subiektywnego i Quasi-Obiektywnego(dodaję quasi, bo ten aspekt jest ciężko definiowalny).  Opisu zewnętrznego: behawioralnego,hm fizycznego i wewnętrznego: poznawczego, metaforycznego.

W rezultacie powstają takie dziwne mieszanki: Subiektywne odniesienie do subiektywności, Subiektywne odniesienie do obiektywności, quasi-obiektywne do subiektywności, quasi obiektywne do quasi-obiektywności.

Niewiele osób potrafi dokonywać translatoryki pomiędzy tymi opisami!

-"człowiek zapalił świeczkę, w ciągu 3 dni odbył nieplanowany pozamałżeński stosunek płciowy z napotkaną na szkoleniu osobą, twierdzi, że czuł, że coś go opętało na podstawie tego, że tak powiedział kolega z ezoterycznej grupy".
-"człowiek wywoływał energię marsa by uporać się z problemami z Venus, w rezultacie pobudzenia Marsa skorzystał z pierwszej okazji na niezobowiązujący kontakt z Venus"
-"facet rozładowywał napięcie psychoseksualne jakie odczuwał, za pomocą rytuału, kiedy ta próba zawiodła dokonał kolejnej aktywności zastępczej: zdrady małżeńskiej, frustrację wyraża dalej przez samooskarżenia o opętanie"
-"to mizoginiczny dupek niezdolny do nawiązywania więzi, i związany z oziębłą kobietą. Ciężko się jej dziwić. Ciężko się jemu dziwić"


A częścią tego braku niestety są nasze emocjonalne konflikty czy konflikty przekonań, reguły gry społecznej sprawiające, że te tłumaczenia są tak naładowane ideologicznie, emocjonalnie,
społecznie.
[foto]

20. kopanie new age to kopanie swoich początków zainteresowania ezoteryką. • autor: Bartosz Kazibudzki2012-10-18 18:32:22

wiele lat temu, odkryłem że kilka kilometrów od rodzinnych wiosek znajduje się jedno z najbardziej znanych gospodarstw-wiosek ekologicznych opartych o Homę (Agnihotra etc.). Kiedy rozmawiałem z gospodarzem zacząłem coś brzdąkać że oni to robią coś prawdziwego a nie jakiś newage. Usłyszałem, że właściwie to oni są new age.
Bardzo polecam zbudowanie od podstaw takiej wioski, z taką energetyką - potem można sobie na new age psioczyć. A były tam kryształy, kosmici i hinduscy mistrzowie. Co ciekawe, to było ładne i dobre. :)

Zupełnie inne od "true szamanów" którzy z szeptuchami chleją wódę albo runistów (nie: ezorunistów) na których fora każdy kto ma energetyczne powonienie nie wejdzie po śmierdzi kupą od klątw. Prawdziwi duchownicy, linia przekazu i w ogóle niam niam.

Takie obrażanie ludzi którzy zaczynają, wygląda tak, jakby ktoś kto uważa się za wykładowcę uniwersytetu, chodził po przedszkolach i mówił że to fatalnie po dzieciaki na wykłady nie chodzą.
I uczą się byle jak. Tabliczka mnożenia, też coś ...

Znaczna część moich znajomych (m.in. bonpo) którzy teraz coś reprezentują od NA zaczynała. I jakoś wyrośli na porządnych ludzi. Nie ma potrzeby upokarzać tej tęczowej ezo kultury, z której się wyrasta.

21. To mamy dwie opcje • autor: Nierozpoznany#66852012-10-18 18:41:06

Mamy więc do wyboru dwie ścieżki.

W pierwszej zignorujemy temat całkowicie. Chowając głowę w piasek, będziemy liczyć na to, że ktoś jednak pójdzie po rozum do głowy i zajmie się poważnymi sprawami. Chowając głowy, będziemy też udawać, że nie widzimy ludzi, którzy pakują się w gigantyczne problemy. Totalna ignorancja i znieczulica ludzka.

W drugiej opcji będziemy edukować i rozmawiać o problemie, dzięki czemu tak czy siak coraz więcej osób będzie tego problemu świadomych. Przez co mniej osób będzie w problemy wpadać. 

Nie widzę problemu z kopaniem tego, od czego zaczynałem (wręcz uważam, że dzięki temu dodatkowo wiem, co "kopię"), bowiem widzę, że nie każdy z tego wychodzi, a jeśli już wychodzi, to potem przez wiele lat musi składać swoje życie do kupy. 
[foto]

22. W pierwszej zignorujemy... • autor: Bartosz Kazibudzki2012-10-18 18:47:58

W pierwszej zignorujemy temat całkowicie. Chowając głowę w piasek, będziemy liczyć na to, że ktoś jednak pójdzie po rozum do głowy i zajmie się poważnymi sprawami. Chowając głowy, będziemy też udawać, że nie widzimy ludzi, którzy pakują się w gigantyczne problemy.

Nie. Na tym polega danie ludziom wolnego wyboru.
Ja wierzę w ukrytą, naturalną inteligencję ludzi i że dadzą radę.

Bo dają radę. Nie róbmy z ludzi sierot.

Bolesna prawda: jeśli ktoś ma "gigantyczne problemy"*, to, jakaś jego część chce je mieć, i znajdzie te problemy na najbardziej nie-niuadżowym warsztacie/terapii :)


---
*za gigantyczne problemy uważam problem z samym procesem pomocy, samouzdrawiania, nauki duchowość etc. Każdy inny problem, jest do rozwiązania, przy odpowiednich diagnozach i zaleceniach  idzie to całkiem sprawnie.
[foto]

23. Korzenie new age • autor: Agnieszka Cupak2012-10-18 19:10:46

Bartku, ja nie mam nic do new age, bo jak napisaleś to są w pewnym sensie nasze poczatki. Sama przechodzilam pewne etapy tej drogi. Szanuje też - o czym napisałam w artykule - wiele osób idących tą drogą. Jednak pewne zjawiska są takie a nie inne i pisałam o nich subiektywnie. Mozna się z tym zgodzić lub nie. Opisałam moje odczucia względem pewnych postaw i tendencji, widocznych i reklamowanych głównie w sieci i prasie tematycznej.

W new age też jest wiele wartościowych rzeczy, z ktorych warto korzystac, tak jak i z innych nurtów, zresztą też nie wolnych od ciemniejszych stron, o których zamierzam napisać niebawem.

Pozdrawiam
[foto]

24. ta, nawet wiem... • autor: Bartosz Kazibudzki2012-10-18 19:12:50

ta, nawet wiem o czym będziesz pisała w ramach ciemniejszych stron :)

[foto]

25. Mówmy • autor: Piotr Jaczewski2012-10-18 19:46:24

Tylko nie patologizujmy: nie syndromizujmy. Syndromizujmy ewentualnie syndromizowanie. Ale to też z przesadą i humorem. Patologizacja, syndromizacja - w mojej nie skromnej opinii jest tu sama w sobie problemem.

To jest sprawa dotycząca wielkiej rzeszy ludzi. To raz. Pomiędzy hobby na wyrwanie panny, pana, młodzieżowego badania spraw, bycia ciekawostką na imprezie.. a pomiędzy skrajem "gigantycznego problemu" (tj długotrwałą permanentną chorobą psychiczną - jeśli coś takiego istnieje).
I oni się jakoś bujają. I sprawa jest, czy muszą się długo bujać w tej mniej miłej części?
Moim zdaniem niekoniecznie. I też bez robienia z ludzi sierot i wielkiego tragizowania z tego powodu.

Ciekawie tutaj wygląda buddyzm(bon też można tu wliczyć), bo on sobie z tym radzi na wiele sposobów. Niekoniecznie w krótkim, ale w długim dystansie.  Dawanie ludziom wolnego wyboru, to nie stanie obok i mówienie skacz - złamane kości się goją i człowiek jest mądrzejszy.
To raczej coś innego: Idziesz w góry - miej buty za kostkę.

Bez pitolenia o ezoterycznym BHP bo to ta sama bajka. Ale z mówieniem o działaniu kostki, i że jest ważna.. Tylko, sam temat jest drażliwy, bo nie dość, że dotyka wiary, to jeszcze wartości.
A druga sprawa tej drażliwości to załatwianie swoich emocjonalnych czy łóżkowych spraw w obrębie tematu.

Swoją drogą kiedyś w tej działce miałem ideę pt. Gdyby było wiadomo, kto z kim spał, i kiedy ostatnio, a kto z kim nie chciał spać, i na jakich zasadach to było lub nie było, chcą żeby było, lub nie chcą, żeby się powtarzało to nie byłoby problemów i z religią i z ezoteryką i z duchowością. Taka utopijna wizja postfreudowska;)

[foto]

26. Ciemne jądro i New Age • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-19 09:06:15

Wracam do początku, czyli do hasła "Ciemne jądro". Wyjaśniam: owo CIEMNE JĄDRO to NIE coś złego, tylko nieznane, obszar niewiedzy. To czego nie znamy, a co warunkuje nasze myślenie, opinie, zachowania itd.
Piotr (i chwała mu za to) stara się rozjaśnić to ciemne jądro (konsekwentnie) poprzez "teorię komunikacji". Poprzez przyjrzenie się temu, co się dzieje z dyskursem, dialogiem, przepływem informacji pomiędzy zaangażowanymi ludźmi.

Są inne sposoby rozjaśnienia ciemnego jądra. Jest (znakomita) książka, autor Wiktor Stoczkowski, tytuł "Ludzie, bogowie i przybysze z kosmosu", PIW 2005, oryginał francuski (tak!) z 1999. Książka jest zjawisku kulturowym trochę wcześniejszym niż New Age - o kosmitach i piramidach Daenikena. Tam to zjawisko jest pokazywane metodą historii idei. Okazuje się, że "daenikenizm" ma strukturę starożytnego gnostycyzmu, tak jakby był jego XX-cznym przedłużeniem.

Niestety, po książce Stoczkowskiego drugiej podobnej nie widziałem. Jakoś do badań nad New Agem kulturolodzy się nie kwapią. Albo ich prace nie dochodzą do strefy języka polskiego.

Jeszcze za jednym zamachem o New Age. Radzę nieustannie pamiętać, co znaczą oryginalnie te słowa: New, Age. Nowa era, nowy wiek. Zatem ta nazwa oznacza ruchy i poglądy apokaliptyczne, millenarystyczne: że oto nastąpi lub następuje jakaś Wielka Przemiana Czasu. Nazwanie New Age'm poglądów i ruchów, które tego nie zakładają i w to nie wierzą, nie ma sensu.
Przykłady: enneagram, tarot, astrologia, szamanizm nie mają w sobie założenia, że jakaś "wielka przemiana" idzie - więc jeśli są zaliczane do New Age wraz z osobami które tym się zajmują, to jest to nadużycie.

Może by trzeba w nagłówku Taraki napisać: precz z New Age'em.
[foto]

27. "wielka przemiana" jest... • autor: Bartosz Kazibudzki2012-10-19 09:17:27

"wielka przemiana" jest wpisana w znaczną część religii:
chrześcijaństwa, islamu, nawet tantra kalaczakry (czyli, w tłumaczeniu spolszczonym: Dziedzictwo Koła Czasu) ma takie motywy :)
[foto]

28. To co z tego? • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-19 10:38:55

To co z tego, że wielka przemiana jest wpisana w znaczną część religii?
[foto]

29. to te religie... • autor: Bartosz Kazibudzki2012-10-19 10:58:19

to te religie są new age czy nie :) ? bo podpadają pod na prędko utworzoną definicję.

new age jako taka wzięła się z kalendarza majów (prawdziwe były te obliczenia czy nie do końca
- nie ma znaczenia teraz).

Może by trzeba w nagłówku Taraki napisać: precz z New Age'em.

rozumiem że będziemy konsekwentni w tej deklaracji. Nikt nie spodziewał się Hiszpańskiej Inkwizycji :)

https://www.google.pl/search?q=%22reiki+new+age%22&ie=utf-8&oe=utf-8&aq=t&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a

rozumiem że takich niuejdżowców też wycinamy :)

http://nalanda.pl/events/spotkanie-z-szamanem-don-manuelem/
(co więcej: organizacją znacznej części zapraszanych szamanów z ameryki południowej zajmują się osoby wierzące w przemianę 2012. Precz z nimi. :) )


kurczę, trochę szkoda. Kilka osób świeżych w ezoteryce narzeka na kulturę ezoteryczną którą przez lata budowało tyle fajnych osób. Znaczna część nauczycieli reiki ma poglądy new age - ich też wycinamy ? A może lepiej pohamować taki nietwórczy dekonstrukcjonizm, bo nie zauważyłem niestety czegoś twórczego w tych tekstach ? Trójka heglowska (problem reakcja rozwiązanie) jest daleka od dopełnienia. Czyli nie ma spójności i sensu, bo narzekać łatwo, a robić nie ma komu :)
[foto]

30. New Age nie z kalendarza Majów • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-19 11:45:21

Bartosz Kazibudzki, napisał:
>> new age jako taka wzięła się z kalendarza majów

Bartoszu, - Nie wzięła się z kalendarza Majów. Określenie "New Age" jest starsze, zob. w Wikipedii, 1.3 Contemporary usage of the term:

Contemporary usage of the term

The subculture that later became known as New Age already existed in the early 1970s, based on and adopting ideas originally present in the counterculture of the 1960s. Two entities founded in 1962: the Esalen Institute in Big Sur, California and the Findhorn Foundation—an intentional community which continues to operate the Findhorn Ecovillage near Findhorn, Moray, Scotland—played an instrumental role during the early growth period of the New Age movement.[28]

Widespread usage of the term New Age began in the mid-1970s (reflected in the title of monthly periodical New Age Journal) /.../

Ów New Age Journal był wydawany od 1974 roku i mniej więcej od tego samego czasu, od połowy lat 1970-tych to określenie New Age, zaczęło się pojawiać. Wcześniej kulturowa alternatywa nazywała się "kontrkulturą" (counterculture). Kalendarz Majów (i jego "koncowa data" 2012), jako temat, faktycznie pojawił się w podobnym czasie, II połowa 1970-tych, ale na pewno nie był tym punktem, od którego cały ruch NE się zaczął. Raczej mam wrażenie, że o grudniu 2012 zaczęło być głośno, odkąd okazało się, że we wcześniej nadeszłym "apokaliptycznym" roku 2000 NIC się nie wydarzyło.

Koniecznie dodam własną ocenę: wierzenie w "końce świata", negatywne i pozytywne, uważam za coś, co KASUJE wyznawcę takich poglądów. Mogę studiować takie poglądy jako pewną osobliwość, ale gdy ktoś je głosi serio, to... trudno, musi głupi.

31. Tutaj nadmienię, iż... • autor: Nierozpoznany#66852012-10-19 11:52:44

Tutaj nadmienię, iż to bodajże Bławacka pierwszy raz użyła terminu "New Age" w odniesieniu do praktyk ezoterycznych w swojej "Sekretnej Doktrynie".

Zaś w 1955 w pracy "Discipleship in the New Age" Alice Bailey po raz pierwszy użyła terminu New Age w odniesieniu do rzekomej Ery Wodnika.

Sławę dla 2012 przyniósł José Argüelles w swojej książce "Faktor Majów" .

A potem New Age już ruszyło z kopyta, tworząc worek, do którego wrzuca się wszystko, co jest choćby trochę egzotyczno-plemienno-ezoteryczne, ale zbyt skomplikowane, by poświęcić czas na dokładne studia nad tematem. 

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)