Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 kwietnia 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie Sheldrake'a (odcinków: 17)

Anteny morficzne

Kategoria: Pytania i granice

« Morforezonansowe wirusy, a raczej dlaczego ich nie ma? Wady pól morficznych: nadspecyficzność i nieekranowalność »

(1) Pole. Rupert Sheldrake mówi o rezonansie formy, który sprzęga układy poprzez pole morficzne. Można traktować pole i rezonans jako pojęciowe zamienniki, na tej zasadzie, że gdzie jest rezonans, tam jest i pole... ponieważ właśnie tak „pole” definiujemy. Pole ma swoje nadajniki lub źródła, i swoje odbiorniki. Pole to obszar pomiędzy źródłem a odbiornikiem, w którym coś się dzieje. Ale żeby pole nie było tylko matematyczną sztuczką czyli zręcznym sposobem opisu tego, co dzieje się między źródłem a odbiornikiem, to musi mieć jeszcze jakieś „swoje” właściwości. Wtedy staje się polem w pełnym sensie tego słowa, osobnym fizycznym bytem, a nie tylko „sposobem mówienia” o przedmiotach, które „jakoś na siebie”, rezonansowo, działają.

W przypadku najlepiej zbadanego pola elektromagnetycznego tym, co nadaje mu powyższą „osobność” jest to, że może się ono odrywać od swoich źródeł i odbiorników i istnieć w przestrzeni samodzielnie. Samodzielnie wędrować przez przestrzeń. Czy można sobie wyobrazić zjawiska, w których pole morficzne będzie samodzielnie wędrować przez przestrzeń?


(2) Są bo są. Zjawiska morficzno-rezonansowe (tak jak postuluje je Sheldrake) mają niepokojącą właściwość: „są bo są”. Powiada się, że coś jest jakieś, lub coś zachowuje się jakoś, ponieważ podobne „coś” tak samo, tak właśnie zaistniało czy zachowywało się dawniej, w przeszłości. Przyroda (powiada Sheldrake) chętniej powtarza coś, co już było, niż dokonuje wynalazków, niż „idzie w nowość”. Skąd wie (przyroda), że coś już było? Ponieważ od niego (tego czegoś co już było) idzie rezonans morficzny. Rezonans morficzny jest innym nazwaniem tego, że „przyroda wie, co już było”.

Trochę to przypomina pierwszą zasadę dynamiki Newtona: że kiedy z jakimś poruszającym się ciałem nic nie robić, jeśli całe otoczenie da mu spokój, to ciało to będzie się dalej poruszać dokładnie tak, jak się porusza: w tym samym kierunku, z tą samą prędkością. Bez końca i bez „zmęczenia”. Zasada ta jest niepojęta i sprzeczna z rozsądkiem dla ludzkich umysłów urodzonych i wytrenowanych do życia w świecie, gdzie każdy ruch trzeba uporczywie podtrzymywać jakimś wysiłkiem. Dlatego zasada ta jest inicjacyjna. Trzeba złamać na niej swój „rozum potoczny” żeby rozumieć fizykę.

W teorii Sheldrake'a też jest coś podobnie inicjacyjnego :)


(3) „Wszech-dotyczliwość”. Sheldrake rozważa zjawiska morficzno-rezonansowe tak, jakby podatne na nie było „wszystko i cokolwiek”. Wprawdzie na początku, gdy mówi o zjawiskach na poziomie chemii, zastrzega, że rezonans morficzny zajdzie tam, gdzie pewien układ może przybrać wiele możliwych form, które nie różnią się energią, więc żadna nie jest wyróżniona przez kluczową w fizyce zasadę minimum energii. W takim właśnie przypadku, przyroda uwolniona od przymusu ze strony energii, zaczyna sobie przypominać, jak było dawniej. Wtedy układ przybiera taką formę, którą jakiś podobny doń miał już w przeszłości.

Można więc sądzić, że te układy, które mają więcej „energetycznego luzu” czyli mogą wystąpić w większej licznie alternatywnych stanów nie różniących się energią, będą bardziej podatne na rezonans morficzny. Ale kiedy Sheldrake przechodzi do wyższych poziomów złożoności, czyli do komórek, tkanek, organizmów i ich grup, jakoś o tym nie wspomina i traktuje sprawę tak, jakby „wszystko” w świecie żywym było jednakowo podatne na morficzny rezonans. (Jakby żywa materia była na ten rezonans „wszechdotyczliwa”.) A może właśnie nie jest równo podatne? Może są „układy” mniej lub bardziej podatne, czyli gorsze i lepsze odbiorniki morficznego rezonansu?


(4) Anteny morficzne. Jeśli są układy – chemiczne, polimerowe, wewnątrzkomórkowe lub tkankowe – które mają większą niż coś innego (niż „konkurencja”) podatność na rezonans morficzny, to powinny grać szczególną rolę w budowie i życiu organizmów. (A dziwne, gdyby takiego zróżnicowania nie było, gdyby wszystko było równo podatne; zresztą sprzeczałoby się to z tym, co Sheldrake pisze o koniecznej dla zajścia tego rezonansu „wolności wyboru” stanów równoenergetycznych.) Na czym polegałaby ta podwyższona podatność na rezonans? Rezonansu nie można wykryć inaczej, niż „całym sobą”, to znaczy przyjmując taką formę, jaka „idzie” rezonansowym kanałem z przeszłości. Układy mające podwyższoną podatność na rezonans miałby większą (niż inne) zdolność przyjmowania formy z przeszłości i większą zdolność stawiania oporu zmianom tej formy. Układy te po prostu lepiej pamiętałyby to, czym były (one lub ich „przodcze kopie”) w przeszłości. Byłyby czymś trwałym i zapewniającym trwałość. (I byłyby zapisem informacji, jak jakieś archiwum.)

Pytanie: czy czymś takim nie jest DNA? Gdyby tak było, to DNA pełniłoby w organizmach dwie role: przenosiło z pokolenia na pokolenie przepisy na wytwarzanie łańcuchów białkowych (zakodowane w sekwencjach zasad nukleinowych); oraz byłoby „zarodkiem morfogenezy” jakichś innych procesów, być może bardzo wielu. Ale pytanie pozostaje otwarte. Nie tylko DNA, bo takich struktur – morficznych anten - mogłoby być więcej.

Czytanie Sheldrake'a: wstęp na końcu

O koncepcjach Ruperta Sheldrake'a na tle innych poglądów.

Książki czytane: Rupert Sheldrake, A New Science of Life, III wyd. 2009, The Presence of the Past, 1988.



« Morforezonansowe wirusy, a raczej dlaczego ich nie ma? Wady pól morficznych: nadspecyficzność i nieekranowalność »

komentarze

[foto]

1. Zwyczajnie: • autor: Piotr Jaczewski2013-04-17 10:55:13

Ludzie w transie często  mimowolnie(załóżmy głęboki trans) piszą o czymś innym niż myślą, że piszą.tj. mają silne skojarzenia,reakcje z jednego kontekstu, pisząc w drugim i myśląc w kategoriach tego drugiego. I czasem to jest na tyle mocna i specyficzna kalka, że jest rozpoznawalne - przynajmniej jeśli ktoś zna oba konteksty. Tak jak tu Sheldrake odtwarza w praktyce "powszechnie znany" "dowód-wywód" na istnienie Boga. Na tapetę oka hipnotyzera wezmę to jak przeczytam całość.

[foto]

2. Dowód na boga? • autor: Wojciech Jóźwiak2013-04-17 11:39:08

Sheldrake'owi faktycznie w tym rozdziale wychodzi dowód na istnienie Boga. Ale czy zauważyłeś, że nie jest to super-bóg chrześcijańsko-żydowski? Raczej jakaś hierarchia archontów lub emanacji pleromy? Jak u Plotyna? A ci pomniejsi z hierarchii, jeszcze częściowo zanurzeni w materię, przypominają plemiennych bogów pogan? Albo lokalnych bogów-duchów-gospodarzy miejsc, jak u szamanistów?
Przy okazji Sheldrake w tym rozdziale przemyca ideę, że istnieją specjalne formy, które uczestniczą w rezonansie morficznym, ale które nie mają materialnego nośnika, czyli zamiast niego "zaczepione są" w innych polach? Tego w jego początkowym pomyśle nie było!
W każdym razie ci, którzy nie chcą cierpieć z powodu rozdarcia swojego mentalnego wyposażenia pomiędzy naukę a religię, mogą i pewnie chętnie skorzystają z udogodnienia, które daje Sheldrake'owska "morficzna teologia".
[foto]

3. Spirytyzm chrześcijański • autor: Piotr Jaczewski2013-04-17 12:27:59

To jest bóg chrześcijańsko-żydowski, tylko w wersji gnostycznej. Stąd wychodzi świat, dokładnie jak u Maxa Freedoma Longa.
Argumentacja też jest punkt po punkcie kalką tej chrześcijańskiej:
1. Bóg jest pierwszą przyczyną wszystkiego, kiedy zapytamy kto stworzył świat, jaka jest formatywna przyczyna - trafimy na Boga.
2. Materializm jest zły, niewiara to ograniczenie się do materialistycznego konsumpcjonizmu
3. A przecież czujemy się czymś więcej niż ciałem - jesteśmy Jaźniami, doskonałymi stworzeniami boga i duch święty przesyca to ciało kreatywną siłą, nie jesteśmy materialistycznymi zwierzętami! Czasami możemy poczuć jak większa jaźń otula nas..
4. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo i obdarzył łaską kreatywności, tworzenia.
5. Przez to jesteśmy winni posłuszeństwo większej transcendentalnej rzeczywistości - wiarę w nią.

Niestety, jest to zwykłe odtworzenie krok po kroku tego rozumowania. Podobieństwo do idei szamańskich wynika tu z tego aspektu gnostyckiego - jak u mfl, skoro ta rzeczywistość transcendentalna jest tak odległa, to muszą istnieć lokalne byty pośredniczące - Bóg emanuje anioły... itd.

To jest ta sama kierunek rozumowania: Ku ogółowi. Ku jednolitej teorii wszystkiego. I to, że to zaczyna ew. przypominać szamańską strukturę to próby poradzenia sobie z wyjątkami w teorii, powodującymi dorabianie owej teorii i przez to jej komplikowanie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)