zdjęcie Autora

19 kwietnia 2020

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 204)

Antonio das Mortes

Kategoria: Wspomnienia
Tematy/tagi: Amerykafilmkrytyka społecznarewolucjawspomnienia

« Bodhidharma i cesarz Wu Jareda Diamonda „Upheaval” czyli narody na terapii »

Ten film widziałem parę dni temu po raz trzeci. Pierwsze dwa razy w zamierzchłych latach 1971, 72, kiedy film był świeży (oryginalnie jest z r. 1969) i w Polsce pokazywany w DKF-ach... teraz zdziwiłem się, że jeszcze one istnieją. Pierwszy raz oglądałem go w Łodzi i to było misterium, potem jakiś rok później w Warszawie, gdzie raziła mnie reakcja widowni: jakieś śmiechy, pobekiwanie, zlekceważenie. W tamtych latach uderzała mnie różnica między głęboką Łodzią a płaską Warszawą... jak jest z tym teraz? Film – reżyser Glauber Rocha, tragicznie krótko żyjący 1939-81 – jest zakorzeniony w epoce, w której powstał: w sześćdziesiątych latach buntów i robienia rozmaitych rewolucji, od Mao Zedonga po Dzieci Kwiaty. Mówi o rewolucji, a właściwiej o jej mitologicznych uwarunkowaniach lub podglebiu. Jednak do mnie wraz ze starszymi i bardziej oczytanymi Polakami w tamtych czasach, na rubikonie między Gomułką a Gierkiem, tamto przesłanie nie docierało, bo mieliśmy inną orientację, mieliśmy mentalne spiny ustawione jeśli nie w przeciwnym kierunku, to gdzieś w bok. Jak to dziś widzę, „Antonio” nie był dla „nas” wziernikiem w psychologię narodów, na których zgiętych grzbietach postanowiła się zbudować kapitalistyczna nowoczesność – był klasyfikowany inaczej: jako należący do strumienia kolorowych i migotliwych różnorodności (legendarnego i mistyfikowanego) Zachodu. Któryś z ówczesnych tygodników kulturalno-literackich (były takie!) recenzję z tamtego filmu zatytułował, pamiętam: „Struktura mitu sertão”, puszczając oko do tych, którzy czytali lub choćby w ręku mieli „Antropologię strukturalną” Kloda Lévi-Straussa, wydaną po polsku jakoś wtedy niedawno; Lévi-Straussa też przecież znawcy Brazylii. Dziś widziany, tamten film okazuje się zapowiadać wątki, które przyszły w dekadach po nim, mam na myśli New Age z jej ekstatycznymi eventami, warsztatami, transowym tańcem i mantrowaniem, i kultem dla etnicznej pierwotności – wszystko to przecież jest w tym filmie. Prorokiem był Rocha?

Kilka dni temu po latach obejrzałem „Antonio das Mortes” u siebie na ścianie z rzutnika, z YouTube, gdzie jest zestorowany w wersji z angielskimi napisami. Wersji polsko-napisowej nie ma niestety, przynajmniej nie znalazłem. Sertão to „pustynia”, czyli jałowe, suche i porośnięte kolczastym buszem tereny północno-wschodniej Brazyli. Są lata niedługo po II wojnie światowej. Tytułowy Antonio napomyka, że był na froncie w Europie. Jeszcze świeższe niż daleka wojna są ślady miejscowej przeszłości. Śpiewane w tle ballady opowiadają dzieje Lampião, legendarnego wodza cangaceiros, którego zabito w 1938 roku. Kiedy dzieje się film, można pewnie z dokładnością do paru lat ustalić po markach samochodów, które pewnie po to reżyser umieścił w scenach; w każdym razie od tamtego czasu minęło mniej niż 20 lat: groby, łzy i rany są świeże. Kim był Virgulino Ferreira da Silva, zwany Lampião, czyli „lampka” lub „lampion”, bo opowiadano o nim, że strzela tak szybko, że jego strzelba oświetla miejsce? Dosłownie i przyziemnie był bandytą, wędrującym ze swoim oddziałem po sertão i terroryzującym północno-wschodnie stany. W legendzie był mesjaszem, nadzieją na lepszy świat, wyzwolicielem i wspomagaczem biednych. Na początku filmu, w dniu święta narodowego Brazylii, w miasteczku Jardim de Piranhas (ale czy na pewno tam?) zjawiają się dwaj mężczyźni. Jednym jest Coirana, ubrany jak cangaceiro z dawnych czasów w operetkowym napoleońskim kapeluszu ze świecidełkami i ze strzelbą, która nie wiadomo, ostra czy atrapą; który improwizowanym wierszem ogłasza, że przybył mścić Lampião i jego towarzyszy. Wraz z tym samozwańczym „ostatnim cangaceiro” miasteczko nawiedziła ekstatyczna sekta, wiedziona przez kobietę nazywaną Santa, czyli święta; z dalszych dialogów dowiadujemy się, że żyje ona w dwóch światach, prócz tego aktualnego, w świecie pamięci o umęczonych i zamordowanych „braciach”. Drugim przybyszem jest wielki i masywny Antonio, „Antonio Śmierć”, el matador de cangaceiros, pogromca-zabójca kangasejrów, jak śpiewa o nim ballada w tle. Ale Antonio nie przyjechał zabijać. Ściągnęły go wspomnienia, przy których ów mroczny killer rozkleja się i oczy mu się szklą, z młodości, kiedy w ostrych przygodach zabił „ponad setkę” tamtych zbójników, czyniąc to właściwie z zawiedzionej miłości do nich, bo nie przyjęto go do bandy Lampião. Później szukał godnych siebie wrogów dalej w świecie, dlatego zaciągnął się na wojnę w Europie, jednak to nie było to... Między Antonio a Coiraną, którzy staczają pojedynek na maczety* trzymając wspólną różową chustę w zębach, zawiązuje się dziwna empatyczna więź i gdy cangaceiro umiera od rany, killer zajmuje jego miejsce, „podnosi sztandar” walki o sprawiedliwość dla biedoty. (*Antonio trzyma maczetę, ale jego przeciwnik – nóż peixeira, czyli dosłownie „rybownik”, nóż do filetowania ryb, tradycyjna biała broń cangaceiros.)

Wątków jest więcej. Siwy i ociemniały stary „właściciel” miasteczka i okolicy jest reliktem starych czasów, kiedy interiorem Brazylii rządzili coronelowie, czyli lokalni bogacze-oligarchowie, będący zarazem namiestnikami rządu. Młody i ambitny (ale tchórzliwy, że strach) dowódca policji reprezentuje linię bardziej nowoczesną: marzy kiedy wreszcie spłyną „amerykańskie dolary”, jedyna siła, która może przeobrazić tamtą przeklętą prowincję. Ksiądz, który w finale wsiada na koń zarzuciwszy na ramię strzelbę, zapowiada modną w latach 1960-tych w Latynoameryce orientację „Chrystusów z karabinem na ramieniu”. Film jest w stylu realizmu magicznego i śmiało można go zestawić z powieściami Marquesa, z naszych filmów z „Jańciem Wodnikiem” Kolskiego, a najbardziej chyba z „Weselem” Wajdy wg Wyspiańskiego. Myślę, że dla widza nie-polskiego i nie-brazylijskiego „Wesele” i „Antonio das Mortes” wydałyby się po prostu z tej samej szuflady. Chociaż jest różnica, bo film Rochy jest ekspresjonistycznie okrutny, pełen krwi, wrzasku i trupów, więc nam bardziej przypomina dramaty Witkacego. Myślę, że z polskim tłem znaleźlibyśmy wspólny język z Brazylijczykami, podobną artystyczną wrażliwość.

Intryguje mnie tamto miejsce, miasteczko, w którym i w którego okolicach w końcu lat 1960-tych Glauber Rocha nakręcał plenery. Nie było to, jak chce film, Jardim de Piranhas w stanie Rio Grande do Norte, bo inaczej położone, w dolinie rzeki, nie w górach na przełęczy. Gdzieś w polskim internecie jest wzmianka, że kręcono w Milagres, stan Bahia. Gdy tam wejść przez Google Street View, widać podobne domki i skały w tle, jak na filmie. Czy jest tam ten kościół na przełęczy i przed nim pochyły plac pełen muld wyłożony nierówną kostką? (W końcu go znalazłem, choć miejsce unowocześniono.) Czy jest jakiś międzynarodowy fanklub tego filmu, gdzie można by było dowiedzieć się więcej szczegółów? Np. dziwi mnie brak laterytu w tamtejszym krajobrazie, jakby skała rozsypywała się na jasny piasek. (Od filmu minęło pół wieku; wypłynął jako zapomniany wątek z moich doświadczeń.)

Film omawiany: w Polsce chodził pod tytułem „Antonio das Mortes”, oryginalny tytuł „O Dragão da Maldade contra o Santo Guerreiro” (Smok Zła przeciw Świętemu Wojownikowi), 1969, reżyser Gláuber Rocha.


Antonio wspomina...


W środku cangaceiro Coirana, z lewej Santa


Kościół w Milagres, Bahia. Czy to ten? (Foto z Google Maps)


Kościół z filmu: chyba jednak ten. Biegnie ksiądz, który chwyci za broń.

PS. Dołączam piosenkę "Mulher Rendeira" (Koronczarka), sławną jako hymn bandy Lampião. Śpiewa Volta Sêca, najmłodszy kangasejro, który po wyjściu z więzienia w 1954 r. zaistniał jako piosenkarz.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Bodhidharma i cesarz Wu Jareda Diamonda „Upheaval” czyli narody na terapii »

komentarze

[foto]

1. Mulher Rendeira • autor: Wojciech Jóźwiak2020-04-20 08:17:36

Dołączyłem z YouTube’a piosenkę "Mulher Rendeira" (Koronczarka), sławną jako hymn bandy Lampião. Śpiewa Volta Sêca... Zobacz wyżej.

2. Barravento • autor: Clairegainsborough2020-04-20 18:52:30

Dobry film. Naprawde dobry. Jezeli cos moge polecic z mojej skromnej strony, Panie Wojtku, to Barravento tego samego rezysera, w ktorej bohater powraca do rodzinnej wioski, aby wyzwolic miejscowych z opresyjnej wg. niego religii czyli Candomble.
[foto]

3. Macunaima • autor: Edward Kirejczyk2020-04-28 06:47:31

"Antonio das Mortas" obejrzałem w kinie raz, bo zraził mnie nadmiarem ideologii. Może to moja wina - za bardzo byłem zanurzony w spory ideologiczne i wszystko kojarzyło mi się z jednym; nawet tęczowa flaga była symbolem światowego ruchu spółdzielczego (kiedy przyjęło ją LGBT?). 
W tym czasie wstrząsnął mną inny film brazylijski "Macunaima" z 1969 r. Najbardziej szalony film w dziejach świata, może z wyjątkiem dwóch pierwszych dzieł Bunuela. Brazylia trzech ras, magii, nierówności, przemocy i obłędu. Zaczyna się od tego, że stara indianka rodzi murzynka, który w cudownym  źródełku zmienia się w białego, czego mu wszyscy zazdroszczą. Gdyby Fellini i reżyser "Kaliguli" (tego z M. McDowellem) obejrzeli "Macunaimę" sceny orgii w ich filmach byłyby dużo lepsze. W treści nawiązania do hippisów i miejskiej guerilli. Krótko: w treści i obrazie widać lata 60. Film był też sprzedawany po tytułem Jungle Freak. Dla szamanistów, neoszamanistów i znudzonych kinem komercyjnym obraz obowiązkowy. 

[foto]

4. Najbardziej szalony film świata • autor: Edward Kirejczyk2020-04-28 07:04:43

Jeśli mam polecić piosenkę, to ze sceny finałowej, tę o Brazylii pożerającej swe dzieci. Jeśli potem nie przejdziecie do początku, Wasza strata. Dla nie znających historii - w roku 1968 władzę w Brazylii przejęła junta wojskowa, która wprowadziła cenzurę. Mimo to finałowa scena została. Podobnie jak guerilla. Widać można chronić interes tyranów, nie niszcząc własnej kultury.
Ostrzeżenie kobiet, dzieci i młodzieży - moja żona wyszła z kina po @ 15-20 min. 
PS. Kiedy włączyłem na YouTubie "Macunaimę" dla potrzeb niniejszych komentarzy, mądry program polecił mi, jako następny film do obejrzenia, polski dokument "Łowcy Skór - Łódzki Nekrobiznes".

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)