Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 lipca 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Apartament z widokiem na morze


« Słowa twarde i miękkie czyli trochę o robalach Tranzyty na podróż »

         Trafiła się babci atrakcja, jak ślepej kurze ziarno. Na cztery noce zostałam ulokowana w luksusowym apartamencie z widokiem na morze, w najwyższym budynku Sea Towers w Gdyni. Koszt tej ekstrawagancji (bez wyżywienia i obsługi) znacznie przekracza babciną, skądinąd niezłą emeryturę.

         Na starość się dziecinnieje. Uświadomiłam to sobie przed chwilą, porównując ceny apartamentu do emerytury, czy najniższej pensji. Zgroza! Mentalnie wróciłam do swoich dziecinnych lat, kiedy wychowywana w niedostatku, wszystko przeliczałam na tutki dropsów. W takiej tutce było chyba z 10 cukierków, kwaskowatych żółtych, pomarańczowych (w czasie gdy pomarańcze jeszcze nie były dostępne w Polsce) i czerwonych, malinowych lub wiśniowych. Kiedy zapoznałam się ze smakiem normalnych pomarańczy, ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest zupełnie inny, niż najbardziej upragnionych, pomarańczowych landrynek. — Nawet koło pomarańczy nie leżały – jak się kiedyś mówiło. W owych czasach także aromaty były siermiężne.

         Tutka dropsów kosztowała pięćdziesiąt groszy i dlatego przeliczanie było łatwe. Kiedy więc ktoś kupił jakąś rzecz, na przykład buty za 80 zł, ja wiedziałam, że można by za te pieniądze kupić aż 160 tutek dropsów, w których znalazłabym na pewno 320 pastylek o smaku pomarańczowym. W moich oczach, kupowanie czegokolwiek poza pomarańczowymi dropsami było skrajną głupotą. Jak można było na szali pragnień naprzeciwko dropsów postawić cokolwiek innego!

         Zdziecinniała babcia walczy z niechcianą myślą, że owe, wydane na apartament pieniądze, można by lepiej spożytkować, na przykład wydać na prywatną wizytę u światowej sławy ortopedy, który chociażby z racji ich otrzymania nie prychnie z pogardą: „młodsza pani nie będzie” albo „trzeba schudnąć” — co wprawdzie należy do zasobu tzw. prawd oczywistych, ale powinny one zostać w kategorii stałych wyjściowych dla przedsięwzięcia, a nie argumentu za jego zaniechaniem (mam na myśli usunięcie bólu). Tak więc nieprawomyślna myśl o tym, jak można by lepiej wydać owe pieniądze została, podobnie jak marzenie o dropsach, odepchnięta przez zdroworozsądkową część mojej natury i zastąpiona wykopanym z głębi wspomnień przysłowiem, że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

         Skoro więc zostałam tak obdarowana, pozostaje mi czerpać z głębi wcześniej niedoznanych doznań i delektować się owym wspaniałomyślnym darem, niczym tutką dropsów w dzieciństwie. Jednak dropsy miały poważną przewagę nad apartamentem z widokiem na morze. Były czystą przyjemnością, pozbawioną stresów, poza oczekiwaniem, kiedy w tutce pojawi się pierwsza (z dwóch) pomarańczowa pastylka. Po cytrynowej i malinowej, czy może nadzwyczajnym trafem będzie na początku? Tymczasem skorzystanie z apartamentu z widokiem na morze wiąże się z przewidywaniem dużych babcinych stresów. Po pierwsze: zawiezie mnie tam ktoś, kto wysadzi mnie pod owym najwyższym budynkiem i zostawi samą, a jeśli nawet doprowadzi dalej niż do drzwi, w niczym mi nie pomoże, z braku doświadczenia korzystania z podobnych atrakcji. Będę więc zmuszona sama załatwiać formalności. Ale jakie one będą, nie mam pojęcia. Mam jakiś wydruk z internetowej rezerwacji oraz oświadczenie darczyńcy, że fakturę pokryto i tyle. W dodatku wśród nieistotnych dla mnie informacji o wyposażeniu apartamentu w jakiś tam telewizor o wymienionych parametrach oraz o długości i szerokości geograficznej miejsca (przyda się, być może, do opracowania horoskopu i tranzytów na pobyt oraz podróż) napisano, że należy wcześniej poinformować o planowanej godzinie przyjazdu. A ja wiem o której dojadę? Nawet nie wiem o której wyjadę. W dodatku podano koszt obsługi (nie wliczonej w opłacony wcześniej rachunek), ale nie napisano kiedy należy go pokryć i komu płacić. Bywalcy takich miejsc nie mają z tymi rzeczami najmniejszego problemu; babcia zaś, wychowana została w głębokim PRL-u, gdzie najelegantszym dostępnym dla niej hotelem był Metropol w Płocku (chyba już nieistniejący), a warszawskie hotele z tej racji, że jako osoba tu zameldowana nie miała prawa pobytu w takim miejscu, możliwe tylko do obejrzenia wówczas, gdy ktoś znajomy tu gościł. Choć z charakteru mojej pracy często jeździłam w delegacje; najczęściej miałam do czynienia z hotelami w powiatowych miastach, gdzie za zamek służyło krzesło zatknięte za klamkę, a poranne ablucje dokonywało się wlewając wodę z dzbanka do miski, a potem wylewając do wiadra. Nic więc dziwnego, że w ubiegłym roku, nocując w nadgranicznym miasteczku, nie wiedziałam jak zapalić światło w pokoju, ponieważ zapalało się go nie przyciskiem, a włożeniem karty służącej za klucz do pokoju w stosowny otwór przy drzwiach (niewidoczny z powodu ciemności). Trzeba było wiedzieć, jak zapalić światło – to raz; że nie należy zamknąć drzwi do korytarza – to dwa, i w ogóle, gdzie wetknąć tę cholerną kartę, nie mówiąc już o tym, że trzeba ją gdzieś wtykać.

         Zaś w Dreźnie w hotelu miałam inny stres: – wychodząc w nocy do toalety mieszczącej się na długim korytarzu, zobaczyłam, że dostęp do niej i do pozostałej części korytarza blokują przeszklone drzwi przeciwpożarowe. Jak je otworzyć, to jest pytanie? Zablokowane na amen, otworzyć klamką nie daje się. Na szczęście przechodził jakiś Niemiec i otworzył je przyciskiem zgrabnie ukrytym we framudze. Wyszłam za nim, ale nie wiedziałam jak wrócić, bo po przeciwnej stronie takiego przycisku nie było. Na szczęście miałam ze sobą kosmetyczkę, więc drzwi po prostu nią zastawiłam. Potem dowiedziałam się, że czas przebywania poza odciętą strefą jest obliczony na ok. 15 minut; potem aby wejść do odciętej strefy, trzeba zgłosić się do recepcji (w koszuli nocnej zjechać windą kilka pięter w dół), która delikwenta wprowadzi. Jeśli komuś dolega żołądek i nie wyrobi się w tych 15 minutach, biada mu. Dalszy ciąg nocy miałam stracony, bo panie, z którymi mieszkałam, też chciały wyjść i ja, jako stary wyga, służyłam im do blokowania drzwi zamiast kosmetyczki.

         Na zakończenie pobytu obsługa hotelowa patrzyła na mnie z pogardą, bo kawy nalałam sobie do przezroczystej filiżanki, przeznaczonej na herbatę, a nie do białej, stosownej dla kawy i w dodatku nie znałam niemieckiego, więc tylko wzruszyłam ramionami na pouczenia personelu. Pozostałe współtowarzyszki w moim wieku zrezygnowały ze śniadania wliczonego w koszt noclegu ponieważ obawiały się, że nocne emocje przeszkodzą im w zwiedzaniu i dalszej podróży, dzięki czemu uniknęły dyskomfortu samopoczucia z tytułu własnej niższości.

         Jakie atrakcje czekają mnie więc w tym wspaniałym apartamencie z widokiem na morze? Na pewno nie delektowanie się jego widokiem, przynajmniej nie na początku! Już wiem, że moje myśli będą krążyły wokół źródeł historycznych i socjologicznych opisujących pozycje osób niżej umieszczonych w hierarchii, widzianą oczami zdobywców, eksploratorów, panów, wykształconej i majętnej młodzieży, nie mającej problemów z obracaniem się w świecie. Jako osoba nadmiernie empatyczna popatrzę na siebie ich oczami i zobaczę nie żadną Ezoteryczną Babcię, a kulawą człapaczkę psującą wystrój nowoczesnych wnętrz.

         Oczekiwanie na możliwość kupienia tutki dropsów było znacznie przyjemniejsze. Och, gdyby można było cofnąć się w czasie i znowu zadowolić cukierkami! Gdybyż można było przyjemności odraczać: nie zjem teraz, najpierw odrobię lekcje. Gdybyż można było z odroczonego oczekiwania wróżyć: jeśli nie zjem do jutra, pierwszy drops będzie pomarańczowy. Jeśli nie zjem przez dwa dni, dostanę piątkę na klasówce (wówczas nie było szóstek ani jedynek, a dwója była jednoznacznie negatywnym stopniem). Marne 70 lat, a tyle się zmieniło!

         Nawiasem mówiąc, całe szczęście, że darczyńca nie czytuje moich odcinków — odebrałabym mu całą przyjemność z tej darowizny.



« Słowa twarde i miękkie czyli trochę o robalach Tranzyty na podróż »

komentarze

1. Może w tej skrajnej sytuacji: )) • autor: Manna2014-07-24 14:12:02

należałoby zabrać do owego widoku na morze  jakąś drugą podobnie Ezoteryczną Babcię? wtedy zawsze któraś mogłaby robić za kosmetyczkę, gdyby pojawiła się taka paląca potrzeba. No i we dwie łatwiej byłoby szukać tej dziury do prądu albo czegoś równie nieoczekiwanego. Ja bym sprawdziła czy na propozycję (na przykład telefoniczną)  takiej opcji obsługa padnie od razu czy spolegliwie przyzwoli: ))
Ten świat jest jednak full off zasadzkas: ))
[foto]

2. Właśnie • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-07-24 14:46:10

Mam nadzieję, że uda mi się zabrać ze sobą podobną babcię. Niestety, w podobnych konfiguracjach (tak jak w Dreźnie) ja jestem zawsze tą ciut nowocześniejszą. Tak czy inaczej nie w realiach jest problem, ale w mentalności. Osoby wychowane w PRL, a wśród nich i ja, rocznik 1942 całkiem inaczej odbierają świat. Nie pomoże nam znajomość obsługi komputera na poziomie nawet nieco większym niż ogół, nie pomoże to, że w konsekwencji dajemy sobie radę w najbardziej opresywnych sytuacjach, że staramy się ciągle uczyć czegoś nowego (np. naprawiania domowego AGD) - brakuje nam wyobraźni. Nie mam wątpliwości, że znajomość zapalania światła czy otwierania drzwi za pomocą karty lub dostawania się toalet w Luwrze jest śmiesznie prosta jeśli własne myśli biegną torami współczesnych młodych. Przykładem może być język informatyków. Można było uczyć się języka angielskiego na poezji Eliota i innych wielkich, żeby w konsekwencji nie pojmować języka angielskiego czy polskich tłumaczeń informatyków. Można było się uczyć języka rosyjskiego na przykładzie ekonomii socjalizmu, żeby nie być w stanie zrozumieć tekstu z rosyjskiej gazety 2014 roku. Przeszkodą są bariery naszej wyobraźni, a świat (zwłaszcza w Polsce) nie jest przyjazny ludziom, którzy żyją na granicach kilku epok. Generalnie rzecz biorąc pod tym względem w Polsce jest najgorzej, nikt nie usiłuje ludzi starszych wziąć pod uwagę w całokształcie tworzonego nowego świata. Nie dziwmy się więc, że skupiają się na rzeczach które rozumieją: kościele, spowiedzi, sumieniu, zabijaniu itp. Tylko ten target jest zrozumiały dla młodych prężnych - co przejawia się w ofercie handlowej dla starszych, grubszych kobiet: kiecka ze sztucznego tworzywa zapinana z góry na dół typu fartuch sprzątaczki. 

3. Fakt, • autor: Manna2014-07-24 23:46:03

czasem te bariery własnej wyobraźni bywają męczące. Ale i ci młodzi mają swoje: )) - więc może nawet  jest w tej kwestii  jakaś równowaga?




[foto]

4. Oczywiście • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-07-25 11:43:07

Oczywiście, że młodzi mają swoje bariery wyobraźni. Niemniej to zasadnicze, co ich dzieli - to, że mają oni znacznie większe możliwości wpływania na swój los, chociażby z powodu sprawności fizycznej. Ja jako osoba młoda nie przejmowałam się tak bardzo tym, czym przejmuję się dzisiaj. Musiałam załatwić jakąś sprawę urzędową - wsiadałam do tramwaju czy autobusu i jechałam. Musiałam postać w kolejce - to stałam. Teraz godzinami usiłuję dodzwonić się do Urzędu Skarbowego przysyłającego mi jakieś niesłuszne wezwanie do zapłaty i tak przez trzy dni. A termin nieubłaganie się zbliża. Przed rowerzystami na chodniku czy kierowcami na jezdni mogłam zabezpieczyć się odskakując na bok itp. To sprawia, że rzeczy, które kiedyś nie stanowiły problemu, nagle urastają do rangi najwyższej, zwłaszcza, że starsi ludzie stali się przezroczyści, niewidoczni -patrzy się przez nich, chyba, że zawadzają komuś, kto porusza się szybciej. Czasami się ich rozjeżdża po prostu. Nie chcę narzekać, bo jakoś przystosowuję się do nowych warunków, ale pisząc ten odcinek chciałam skłonić kogoś do innego spojrzenia na otaczający go tłum i na innych ludzi.

5. To prawda, • autor: Manna2014-07-25 12:22:09

że młodzi ludzie mają cudowna sprawność fizyczną. Ale za to my - o wiele większą duchową jednak. Więc trzeba ich ta siłą ducha traktować: )), czasem z buta: ))

Ja im czasem ciut zazdroszczę ale też często naprawdę współczuję, kiedy obserwuję w jaki sposób ci młodzi są  "rozjeżdżani". Przez system. I nie chodzi mi o kwestie najwieksze, także te codzienne - oni w tym żyją i przystosowują się nieustająco, bo inaczej wypadają z gry. Na przykład: kiedy moja młodsza córka zaczęła studiowac, okazało się, że już nie będzie miała papierowego indeksu, wszystko jest zapisane w magicznym uniwersyteckim systemem usos, którego wyroki były niepodważalne. Wpisał, że nie zaliczyła, to rok trzeba było odkręcac, że jednak dostala 5. No i wciąż jej pokazywał ten usos ile punktów jeszcze brakuje albo ile ma ponad normę roczną i trzeba było szukać zajęć, które "są warte' dokladnie tyle punktów, ile usos zażąda l- horrory jak dla mnie. Myśmy szły do jakiejś pani Marysi w dziekanacie i pani Marysia - jak miała dobry dzień: )) - odkręcała, pomagała. Oni zyja w poczuciu, że są tylko trybikami w jakiejś maszynerii. 

Duchem ich trzeba, naprawdę: ))
Nas zresztą też: ))

6. ...a co z zapachem morza..szumem fal ? • autor: Nierozpoznany#33372014-07-25 18:00:31

...no, nic nie napisałaś o morzu...o wodzie ..o zapachu morskiej bryzy..Z takiego wysoka widziałaś pewne cały wszechświat przecież.. Rozumiem, że trudności z poruszaniem były przeszkodą w swobodnym poruszaniu, bo nie wątpię, że w końcu opanowałaś "klucz" do drzwi wyjście/wejście...ale czy byłaś na plaży?...czy ktoś Ci może pomógł , jednak? Pytam, bo mieszkasz w dużym mieście oddalonym o setki kilometrów od morza  i wypad nad wielką wodę, to jednak jakaś atrakcja...dla mnie liczy się zapach i szum  fal morskich..mogę godzinami wsłuchiwać się w niego i wpatrywać w wodę..dziwne mnie  wtedy myśli nachodzą.  Tęsknię co roku za tymi doznaniami ale dopiero w tym roku, od bardzo dawna udało mi się doświadczać bliskości z morzem....aż 10 dni :D , z tym, że miałam full obsługę, więc trochę i komfortu więcej...A jak czułaś się na takich wysokościach..podobno odczuwa się falowanie..nigdy nie miałam okazji być w mieszkaniu tak wysoko! No, kiedy spojrzałam na na zamieszczone zdjęcie pomyślałam...o! to dobre miejsce dla Smoka  :D...ale tam, gdzie byłam, był równie cudowny widok na morze.. Mam jednak szczęście...ominęło mnie zmaganie z "nowoczesnymi" gadżetami, no, oczywiście oprócz normalnych wygód. Możliwe, że niebawem wybiorę sie w pobliże Warszawy..i będziemy mogły się spotkać ..pogadać?  BTW..czy wino już dojrzało do picia ? ;)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)