Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

06 stycznia 2012

Eryk Swarorzecki

Apokalipsa według Carla Gustava Junga i...

Kategoria: Religie
Tematy/tagi: Bibliachrześcijańska mitologiahistoriajasnowidzenieJungsekswojnazło w historii

Carl Gustav Jung (najwybitniejszy psychiatra wszechczasów) na początku XX wieku zaliczył tak ostry stan „nawiedzenia”, że przy nim niejeden przypadek schizofrenii wygląda jak dziecinna fantazja. Miewał przy tym tak sugestywne wizje religijne, że mogliby mu pozazdrościć wszyscy Prorocy razem wzięci. (Rozmawiał nie tylko z postaciami biblijnymi, ale także z bóstwami egipskimi.) Jako najwybitniejszy psychiatra wszechczasów, a przy tym zdyscyplinowany człowiek o potężnej osobowości, nieco obawiał się o swoją poczytalność. Dlatego zrezygnował czasowo z pracy naukowej. (Niemniej praktykował jako lekarz i był aktywny społecznie. Działał między innymi w alianckiej Komisji ds. Jeńców Wojennych.)

Co „widział” i co „słyszał” w swoim mocno odmiennym stanie psychicznym? Można powiedzieć krótko, że były to rzeczy kompatybilne z wizjami Proroków biblijnych, Jezusa, Mahometa, a nawet dzieciaków z Fatimy, Garabandal czy Medjugorie. Ale Jung jako żelazny realista i @ materialista – uznał je za wytwory własnej jaźni, a po jakimś czasie wtopił we własne „Ja” – czyli jak to określił: uczynił je integralnymi składnikami własnej osobowości.

Czy zatem mógł wzorem Jezusa powiedzieć: „Ja, Bóg oraz wszelkie Persony Wyższe w postaciach męskich i żeńskich, stanowimy teraz Jedność”? Tego oczywiście nie zrobił, bo po takiej odzywce zostałby od razu wyeliminowany ze środowiska naukowego. Stał się natomiast najwybitniejszym badaczem w dziedzinie Religioznawstwa Dynamicznego – czyli badał, jak działa Podświadomość Zbiorowa w różnych nacjach, religiach i kulturach. Ot – stwierdził, że pojęcia „Bóg” i „Wiara” nie są martwymi mitami: albowiem żyją, są aktywne i wyzwalają różne „paragnomeny”: niekoniecznie destruktywne – czasem bowiem działają one w sposób dynamiczny, integrujący i TWÓRCZY.

Tu zaś miewają miejsce rzeczy dziwne i ciekawe: otóż niektórzy, wybitnie wrażliwi i uzdolnieni w tym kierunku ludzie (czasem dzieci!), potrafią wczytywać się w te rewiry bez objawów jakichkolwiek zaburzeń psychicznych. Nie tak dawno dzieciaki z Medjugorie (widzące aktualne przekazy z tejże „Super-Podświadomości”) były przebadane przez psychologów policyjnych, kościelnych i cywilnych, i nikt nie znalazł śladu zaburzeń psychicznych, ani manipulacji z zewnątrz. (Ogólnie: Medjugorie, podobnie jak wcześniej Garabandal – to problem psychologiczny i teologiczny, nierozwiązany do dziś.) Jednakże jako wnikliwy i doświadczony obserwator – mogę jednak w sposób zdecydowany powiedzieć co następuje:

*** Jeśli jakiekolwiek wizje przekazują dzieci lub osoby proste i naiwne, a nie zdradzają zaburzeń psychicznych – na pewno są w tym treści jasne i godne uwagi. Jeśli zaś osoba „nawiedzona” jest wzburzona emocjonalnie i zachowuje się chaotycznie – mamy do czynienia z chorobą psychiczną. Jeśli wizjoner zachowuje się godnie i z dystansem – zasługuje na szacunek. Jeśli zaś stara się zdobyć jakiekolwiek korzyści (nieważne jakie: seksualne, finansowe, czy pragnie posiąść władzę) – mamy do czynienia z hochsztaplerem ***

Carl Gustav Jung o tych zjawiskach (bo doświadczył ich sam na sobie), był lepiej poinformowany, niż jakikolwiek teolog czy świecki badacz. @ Mógł bowiem wejrzeć w nastroje i zagrożenia międzyludzkie, zneutralizować bolszewizm w zarodku, zablokować wybór Hitlera na „Wodza III Rzeszy” – nie dopuścić do II Wojny, Birkenau i Hiroszimy i wielu innych, bardzo potwornych wydarzeń. Ale niestety, tak dalece się wstydził swoich przeżyć mistycznych, iż opublikował je jak przysłowiową „musztardę po obiedzie” – pod koniec życia. już po II Wojnie Światowej i wielomilionowym „Holocauście Narodów”.

Po drugie – swój dorobek na temat „Psychologii Głębi” i „Podświadomości Zbiorowej” (tudzież tych wszystkich „Person” i „Archetypów”) – odział w tak zawiłe, hermetyczne i elitarne teorie, że tylko częściowo potrafiła je ogarnąć nikła garstka pasjonatów i naukowców. Co gorsza, ta nikła garstka nie ma żadnego wpływu na losy Świata – nawet na stan kultury. (Nie poradził sobie z tym również Jan Paweł II - stąd Jego wysiłki, aby za wszelką cenę zawrócić bieg Historii wstecz.)

Ale nowe prądy duchowe, moralne, światopoglądowe i kulturalne (szczególnie te zmieniające bieg Historii) nigdy nie były dziełem „profesjonalistów” – najczęściej stanowiły one całkiem nieprzewidywalną ERUPCJĘ PODŚWIADOMOŚCI ZBIOROWEJ. (I tu zaczyna się zagadka: Nowy kierunek dalszej ewolucji Człowieka i Ziemi: jakiś nowy i globalny zwrot cywilizacyjny ma być ślepym przypadkiem? A może efektem nauk ścisłych, na przykład techniki, biologii molekularnej, psychologii społecznej i inżynierii genetycznej? A kto udowodni, że Światem nie zawładną jacyś super-fanatycy religijni, groźniejsi niż talibowie? (Gdy to piszę, zadufani Amerykanie i Żydzi właśnie szykują się do awantury paskudniejszej, niż Wietnam, Afganistan i Irak razem wzięte. Oczywiście, tak czy inaczej wciągną w tę awanturę także Europejczyków. Dlaczego to robią, skoro jest jasne, iż zwycięstwa nie będzie?)

Dawno temu Rzym był największą potęgą naukową, technologiczną, administracyjną i zbrojną na Świecie – na ówczesną skalę Rzymianie pławili się w bardziej wyuzdanym dobrobycie, niż dzisiejsi Amerykanie i Europejczycy. (Każdy wolny obywatel mógł sobie pozwolić nieróbstwo i miał igrzyska za darmo – zaś cesarze mieli się tak, że przy nich na przykład jakiś Berlusconi czy Strauss Kahn, to skromny i zakompleksiony urzędniczyna.) Czym się to skończyło? Otóż tamto „Supermocarstwo” skończyło prawie że tak samo, jak zapewne skończy dzisiejsza Cywilizacja Białego Człowieka, czyli UPADKIEM . (Jeśli oczywiście się nie opamięta i nie zahamuje szaleńczego „Wyścigu Szczurów”. Ale niestety – zaślepione „sapiensiaki” do takiej opcji nie są zdolne po żadnym względem. Niczego ich nie nauczyła I i II Wojna – ani też przykład Palestyny, Korei, Wietnamu, Afganistanu, Iraku. – Nie nauczy też kolejna awantura irańska.)

A zatem CO DALEJ? Osobiście mogę się pokusić o autorską prognozę własną, jako że na początku roku 1995 zaliczyłem „Wariant Jungowski” w postaci zdumiewająco kompatybilnej, choć o tym nie wiedziałem. (O teorii Junga i jego autobiografii przeczytałem dopiero po fakcie, czyli o kilka lat później – w roku 2002.)

Zacznę od tego, że od wczesnej młodości byłem pasjonatem zagadnień futurystycznych i religioznawczo-ezoterycznych. Nie tylko byłem oczytany, ale starałem się samodzielnie dowiedzieć jak najwięcej o zjawiskach dziwnych i niewytłumaczalnych. Skąd dzieciaki z Fatimy wiedziały o Rewolucji Październikowej, bolszewizmie i II Wojnie? No i ten tekst: „Widzę białą postać i krew na Placu Piotrowym” – przeczytałem o nim kilkanaście lat wcześniej, nim nastąpił wiadomy zamach. Przeczytałem też oryginalny fragment, opublikowany przez Jana XXIII podczas kryzysu kubańskiego: „Ognista góra uderzy w morze, piana wzbije się w niebo i zasłoni słońce. Ziemię ogarną ciemności, będą ginęli dobrzy i źli, a żywi pozazdroszczą umarłym”. (Dlaczego Watykan po roku 2000 opublikował „oficjalne” wersje tych cytatów jako bezsensowny, kompromitujący, zmanipulowany, zniekształcony i śmieszny bełkot? Przyczyna może być tylko jedna: we wszystkich AUTENTYCZNYCH wizjach jest przepowiadany UPADEK KOŚCIOŁA – zaś hierarchowie pomyśleli sobie chytrze: „jeśli ludzie się o tym nie dowiedzą lub cała afera zostanie ośmieszona – to System być może na jakiś czas ocaleje”...

A ja od dziecka byłem człekiem dziwnym i przekornym. To paradoksalne – ale im więcej znajdywałem dowodów na trafność różnych wizji, tym głośniej krzyczał we mnie prawdziwy materialista w marksistowsko-leninowskim stylu: „Bzdura... Mit... Manipulacja... Histeria... Przypadek!” Dlatego też z góry podszedłem sceptycznie do głośnych objawień z Medjugoria. Ale tu wreszcie miałem okazję do weryfikacji prawdziwie detektywistycznej: Oto ciekawe fakty, ustawione chronologicznym i wymownym porządku: w roku 1989 (!) przeczytałem książkę o objawieniach z roku 1981(!) (Stefan Budzyński, „Tajemnica objawień w Medjugoriu”.) Dotyczyła ona Wojny Bośniackiej, mającej (jak się okazało) nastąpić w roku 1992(!)

No to mam Cię – Paniusiu Niebios – zaraz sprawdzimy Twoją wiarygodność!” – tak sobie pomyślałem sobie z całym triumfem dialektycznego materialisty. Bowiem jak na pierwszy rzut oka, to tylko jacyś skończeni wariaci mogli mówić o straszliwej wojnie w Bośni na parę lat przed niezapomnianą, wspaniałą Olimpiadą Zimową „Sarajewo 1984”. I faktycznie: nawet Diecezja w Mostarze potraktowała relacje szóstki nastolatków jako „fantazję i histerię”. Moja demaskatorska pewność siebie wzrosła, gdy wreszcie upadł komunizm, a państwa komunistyczne oraz socjalistyczne szybko zdobywały niepodległość. Kto i z kim ma wojować, skoro ludzie upajają się świeżo zdobytą wolnością?

Ponieważ w Polsce rozszalała się afera aborcyjna, a Kościół zaczął dążyć do dyktatury totalitarnej, więc od razu stałem się wojującym antyklerykałem. Z marszu uznałem wszystkich proroków, wizjonerów, świętych, Ojców Kościoła i samych duchownych za przysłowiową „kupę wariatów, oszołomów, sadystów, gejów, impotentów i kłamców”, którzy oprócz leninowskiego „opium dla narodów” nie mają do zaproponowania dosłownie nic...

Nie poddałem się nawet wtedy, gdy w Bośni faktycznie wybuchła wojna domowa, swoim okrucieństwem przebijająca II Wojnę Światową. Stałem się jednak dziwnym ateistą. „Czemu Fatimska Pani wraz z jakimś gronem aniołów czy innych kosmitów nie pokazała się w Lidze Narodów? A gdyby przemówiła na którymś Zjeździe KPZR, wtedy sam Stalin (niedoszły ksiądz) spokorniałby i zlikwidował NKWD, zamiast likwidować polskich oficerów w Katyniu! Czemu przed wojną w Bośni nie pokazała się na forum ONZ, tylko gadała do naiwnych dzieciaków?” – perorowałem na licznych dyskusjach i wykładach, zyskując burzę oklasków.

Byłem tak rozpędzony w swojej demaskatorskiej pasji, że dobrałem się do Biblii. No i faktycznie: gdy doszedłem do Deutronomium („Księga Powtórzonego Prawa” – od razu zauważyłem, że Hitler wcale nie „napisał” Mein Kampftylko SPLAGIATOWAŁ pokaźny kawał Starego Testamentu. Szczególnie jest to widoczne, poczynając od rozdziału 7:„Należy wytępić wszystkie nie judejskie narody Palestyny... Bo to są pogańscy podludzie, wyznający obrzydliwe religie... Nie wolno zlitować się nawet nad niemowlęciem – aż wszyscy zostaną wytępieni... Należy w pierwszym rzędzie wytępić ich elity... Tylko z niektórych „półludzi” można uczynić niewolników... Ich kobiety można sobie brać jako niewolnice-nałożnice... Należy niszczyć ich groby i spalić świątynie... Tępić nieczystych podludzi należy stopniowo i powoli, żeby się dzikie zwierzęta nie rozmnożyły na opustoszałych terenach... Mało tego: żydowski Wódz-Kapłan Jozue był właściwie prawzorem i figurą Hitlera – tak samo przemawiał i działał. kto wątpi, niech przeczyta Księgę Jozuego, opis rzezi Jerycha i wielu innych miast.

Co zatem robił Hitler? Dokładnie TO SAMO. (Nawet nałożnice dla SS-manów kazał wybierać jak w Biblii przykazano, a niektórych podludzi „oszczędzał” jako niewolników Rzeszy.) Tylko dwie kwestie różniły biblijne „Deuteronomium” od polityki Hitlera: 1. Realia geograficzne i wykaz „podludzi” przeznaczonych do wytępienia... 2. Fakt złośliwie przewrotnego obrócenia BIBLIJNEJ ideologii przeciwko jej twórcom... Owszem, w Biblii jest sporo tak „wyśrubowanych” norm moralnych, że nawet najwięksi fanatycy nie są w stanie im sprostać... Ale czyż Stalin lub Hitler nie wymagał od poddanych wygórowanego „morale” i gotowości do skrajnych poświęceń ???

Nie ukrywam, że był to dla mnie wstrząs (straciłem chyba ze 2-3 kilo na wadze i na jakiś czas musiałem przerwać lekturę.) Nie byłem w stanie doczytać do końca tych wszystkich „super-mądrości” i „arcy-zasad” moralnych. (Genialny pedagog sowiecki Makarenko jest tu o dwie ligi do tyłu, zaś „Miłość i Odpowiedzialność” Karola Wojtyły przy tym jest tylko naiwną poezją i utopijną liryką bez związku z realiami życiowymi.)

Oczywiście, od samego początku lat 1990-tych mówiłem o tym na licznych wykładach. Gdy adwersarze grzmieli, iż rzekomo uprawiam „komunistyczną propagandę”, wtedy im proponowałem, aby przeczytali CAŁĄ Biblię – a nie cytaty wskazane przez księży. Wtedy milkli i... (:-}}}}} – gorzki śmiech) – zaczynali uważać mnie za samego „Szatana-Antychrysta”...

@ Kim był Jeszua zwany „Jezusem Chrystusem”? Po spontanicznym przeczytaniu Nowego Testamentu jako całości (bez z góry narzuconych „przekrętów” interpretacyjnych, przemilczeń, teologicznych spekulacji i ewidentnych przekłamań itp.) – wyłonił mi się obraz Wizjonera, Marzyciela i zarazem Człowieka gwałtownego, zmiennego i nieobliczalnego – neurotyka miotanego sprzecznymi emocjami i skrajnymi nastrojami. Wręcz „widziałem”, jak poczynając od „Kazania na Górze” stopniowo zamienia się On z pogodnego idealisty i tolerancyjnego marzyciela w mrocznego fatalistę, pełnego frustracji, pogardy i nienawiści, z Reformatora w „Ekstremistę-Straceńca”.

Podpadł – bo mezo-nazistowskiego „ducha nienawiści” ze Starego Testamentu usiłował zamienić w ideę MIŁOŚCI I TOLERANCJI. Marzenia o zbrojnej hegemonii żydowskiej zamienić na POKOJOWĄ ekspansję semickiej kultury. Wcale nie kochał otaczających Izrael pogan. Wręcz przeciwnie, gardził nimi! Dlatego mówił: Jestem przysłany tylko dla Izraelitów... Swoje cuda mam tylko dla Żydów – bo nie godzi się odbierać chleba dzieciom i rzucać psom (Bardzo niechętnie pomógł jednej Kananejce – uprzednio jej naubliżawszy w dotkliwy sposób)... Idźcie i nauczajcie, tylko do domów pogan nie wchodźcie... Nie dawajcie psom tego co święte i nie rzucajcie pereł przed świnie... i tak dalej...

(Ważna dygresja: Jezus wcale nie zalecał jakiegokolwiek „nawracania” pogan: poganie mieli tylko SŁUCHAĆ nawróconych Izraelitów, a nie być czynnymi udziałowcami całego tego „chrystianizmu”dlatego Święty Piotr długo nie pozwalał Rzymianina Korneliusza przyjąć do gminy chrześcijańskiej.) W końcu go z oporami przyjął – i tylko jego jako jedynego, lecz @ „święty Paweł” (największy hochsztapler w historii religii) wymanewrował Piotra z roli „szefa” i zaczął nawracać obcych taśmowo. To był największy błąd w dziejach chrystianizmu, gorszym było tylko upaństwowienie chrześcijaństwa pod batutą Konstantyna „Wielkiego”.

Reasumując: Żydzi według koncepcji Jezusa mieli POKOJOWO zawładnąć Światem. Czyli stać się „Solą Narodów” – elitą dającą przykład i udzielającą wskazówek. (Tak właśnie dzieje się dziś we wszystkich krajach, gdzie Żydzi się zasymilowali – czy ktoś zaprzeczy? Po czym poznać Żyda w Polsce? Otóż po nienagannej polszczyźnie, wzorowej postawie obywatelskiej, kulturze osobistej, harmonii w życiu rodzinnym i perfekcyjności w pracy! Czy ktoś zaprzeczy – oprócz jednostek i środowisk skrajnie reakcyjnych, szowinistycznych i zacofanych?)

Co się stało, gdy ideę Proroka-Nauczyciela z Nazaretu zaczęli realizować (czyli odwracać i przekłamywać) krwawi barbarzyńcy? Odpowiedź jest historycznie prosta: Chrystianizm utożsamił się z nieludzkim wyzyskiem, upodleniem, strachem, nienawiścią, nędzą, pogromami, konkwistami, stosami i wojnami (ze Stuletnią i obiema Światowymi łącznie).

Po raz pierwszy we mnie się zagotowało, gdy gdzieś przeczytałem bardzo kwiecistą wypowiedź Jana Pawła II. Oto dziennikarz pyta Go o stosunek do średniowiecznych zbrodni chrześcijańskich. Odpowiedź brzmiała: „Głębokim bólem przejmuje mnie świadomość, że tak często nadużywano siły w służbie prawdy. Ale wszystko to należy uznać za ciężką walkę Kościoła o godność istoty ludzkiej, jako predestynowanej do stanu świętości”.

Czy nasz „Wielki” wiedział co mówił i po co? Lepszy człowiek zastraszony, rzucony na klęczki, wpędzony w psychozę, ogłupiony i ewentualnie spalony w razie nieposłuszeństwa – niż zdrowy, wolny i szczęśliwy? Prawda?! Cel uświęca środki, więc Watykanowi wolno niszczyć wszelkie inne religie oraz kultury – no nie?! Tak oto na przełomie lat 1994/95 zacząłem pisać rozprawę bardziej druzgocącą, niż wszystkie poprzednie kontestacje marksistowsko-liberalne, czy protestancko-psychiatryczne. Chciałem więc dać antyklerykałom skuteczniejszą broń, niż teksty na przykład Nietzschego, Marksa, Jonasza, Palikota i Urbana razem wzięte.

Byłem z siebie wielce zadowolony. Oczyma wyobraźni już widziałem, jak zdruzgotani i skompromitowani księża seryjnie porzucają sutanny, gdy zza grobu upomniał się o mnie Carl Gustav Jung oraz sama „Pani-Panna”, której wcześniej nie szczędziłem uszczypliwości. W zasadzie nie da się słowami opisać stanów przeżyć spoza granic codziennej jaźni. W skrócie mogę je okręcić jako „tajfun” ogarniający moje ciało, duszę, wyobraźnię i uczucia. Sen, jawa, wyobrażenia i fakty stały się Całością wymykającą spod jakiejkolwiek kontroli.

Nie znałem teorii Junga ani tamtego „gorącego” fragmentu jego biografii, ale podobnie jak on zacząłem się obawiać o swoją „poczytalność” – lecz gdy po paru dniach stwierdziłem, że wyglądam całkiem świeżo i normalnie, żona i dzieci nie zauważają niczego podejrzanego, a praca zawodowa idzie mi całkiem sprawnie, wtedy porzuciłem swój „druzgocący” artykuł i zacząłem spisywać swoje doznania oraz dialogi z PANIĄ. (Nie nazywam jej „Maryją Panną” ani „Gospą”, bo to co przeżyłem, odbiega od jakichkolwiek tradycji z branży „mistyczno-wizjonerskiej”. Zacząłem moje „Zjawisko” nazywać krótko PANIĄ i niech tak zostanie.)

Mój dialog (któremu towarzyszyły intensywniejsze doznania zmysłowe, niż wszelkie wcześniejsze doświadczenia w normalnym „realu” codziennym) – trwał do lata roku 1995. Mój notatnik był bardzo intymny i nieco gorączkowy, więc pominę szczegóły. W krótkich punktach ujmę esencję:

  1. Najskuteczniejszym lekarstwem przeciwko fanatyzmowi, okrucieństwu, chciwości, manii wielkości, żądzy władzy, psychopatii, chorobom psychicznym i wszelkiej patologii międzyludzkiej jest ZDROWE WYCHOWANIE SEKSUALNE.
  2. Wszystko, co łączy Kobietę i Mężczyznę jest ŚWIĘTE – pod warunkiem, że w każdej sytuacji jest zachowany umiar, wzajemny szacunek i pełna odpowiedzialność za drugiego człowieka oraz za wszelkie następstwa własnych poczynań.
  3. Każda dzisiejsza cywilizacja jest tak skrzywiona i chora, iż konieczna jest zmiana wszystkich nawyków i zwyczajów seksualnych – od dzieciństwa, dojrzewania i pierwszych doświadczeń przedmałżeńskich (albo jak kto woli: „przedmiłosnych”), aż do udanego związku dwojga istot, rodzicielstwa, starości i śmierci.
  4. Musi zostać przywrócony związek między Seksem a Sacrum – każda (nawet najbardziej swawolna) zabawa musi być formą modlitwy . (Dotyczy to również masturbacji i wszelkich zachowań osób młodocianych oraz dorosłych z jakichś powodów samotnych.) Każda modlitwa musi mieć wymiar intymny, czyli być osobistym dialogiem z „Istotą Wyższą” – na poziomie seksualnym także.)
  5. Póki nie zostanie przywrócona harmonia między szeroko pojętym Ciałem i Duchem, wszelkie poczynania reformatorskie będą się obracały przeciw Człowiekowi.
  6. Nie tylko dzieciaki z Medjugoria, ale również ja otrzymałem pewne TAJEMNICE dotyczące szczęścia intymnego. (Parę razy byłem na tyle nieostrożny, iż zbyt oficjalnie się nimi podzieliłem – mimo ostrzeżeń. Wzbudziłem jednak tyle nienawiści oraz ściągnąłem na siebie taki „ostracyzm”, iż mogę sobie pozwolić na parafrazę słów Jezusa: Owszem, MOŻNA dać „psom to co święte” i podarować „perły świniom” – ale tylko wtedy, gdy są to bardzo oswojone i godne zaufania „zwierzaki”...)

Jak na mimowolnego „ucznia” i wzorowego naśladowcę C.G. Junga przystało, zachowałem należny dystans względem tych doznań mistycznych. Mało tego – na dwóch pokoleniach nastolatków sprawdzałem słuszność zaleceń otrzymanych od PANI. Zaznaczam, że nie postępowałem jak ci szaleni psychologowie, którzy proponują do programów szkolnych włączać przysłowiową „naukę pedałowania” (teoretycznie wpajać „tolerancję dla mniejszości seksualnych” – czyli de facto BUDZIĆ ZAINTERESOWANIE HOMOSEKSUALIZMEM.) Postępowałem inaczej i nauczałem: „Nie dajcie się namówić na przedwczesne stosunki! Bez względu na to, czy czujecie się zakochani, czy z ciekawości pragnienie spróbować tego „zakazanego owocu” – zacznijcie od sposobów bardziej BEZPIECZNYCH. A jeśli czujecie się chrześcijanami – na pewno nie zaszkodzi wcześniej się pomodlić o zdrowie i szczęście!”

Prawie za każdym razem na początku było zaskoczenie, oburzenie i zgorszenie. Ale był też jeden przypadek bardzo wzruszający: pewna młoda osóbka początkowo uznała mnie za „najgorszego zboczeńca i bluźniercę” – po czym wzorem swoich kumpelek postanowiła „zdjąć sobie simlock”. (Czyli mówiąc młodzieżowym żargonem: dała się zdeflorować na prywatce.) Ten „Pierwszy Raz” okazał się dla niej bolesny, nieprzyjemny i upokarzający, a partner tak prostacki i arogancki – że na parę lat w ogóle zaprzestała uprawiać seks. Gdy zakochała się w kolejnym chłopaku i zarazem późniejszym mężu – zrobiła dokładnie jak zalecałem i nawet miałem okazję wstępnie poinformować jej obie córeczki (nie wiem, jak było dalej, bo owa mężatka wraz rodziną wyemigrowała. (Patrz moje inne opracowanie pt: „Prawo Pierwszego Razu”.)

Ale nie seks okazał się najbardziej apokaliptycznym owocem mojego mistycznego olśnienia z początku roku 1995. Przyszedł czas na aspekty cięższego kalibru: Kwestia szowinistycznego i ludobójczego charakteru Starego Testamentu nie dawała mi spokoju. Sprawa stała się szczególnie jątrząca po zamachu na WTC 11 września 2001 roku. Wtedy uzmysłowiłem sobie, że to Żydzi rozpętali wojnę z Arabami, a potem z całą cywilizacją islamską (!). Skąd u nich taka pewność własnego „nadczłowieczeństwa” czy „wybraństwa”? Kiedyś zagaiłem temat w jednym z „Centrów Kultury Żydowskiej”. Byłem tak zdeterminowany, że wygarnąłem wprost co następuje: „Szanuję Żydów jako znakomitych artystów, filozofów, lekarzy, naukowców, wynalazców, filmowców i perfekcjonistów w każdej dziedzinie, a przede wszystkim ludzi o wysokiej kulturze osobistej. Jedna rzecz mnie zastanawia: jak to się stało, że tak inteligentny, zdolny, refleksyjny i wrażliwy naród napisał coś takiego, jak Księga Powtórzonego Prawa!? Przecież to jest starożytne „Mein Kampf” – a Wódz Jozue był taki sam jak Hitler!

Ku mojemu zaskoczeniu – reakcją nie było ani zdumienie moją „zuchwałością” – ani jakieś sztucznie udawana „zimna krew” – tylko szczere i głębokie zastanowienie. Wreszcie jeden młody i rasowy Żyd (szlachetny profil z orlim nosem, pejsy, czarny garnitur i takiż sam kapelusz na wieszaku) – odpowiedział: „Przyznam, że sam wielokrotnie zastanawiałem się nad tą kwestią. Ale jeszcze bardziej zastanawiają mnie ci z naszych, którzy tu wracają w trzecim pokoleniu, mówią nienaganną polszczyzną, cytują polską literaturę, szukają starych korzeni, wspominają tych, co im pomogli w trudnych czasach i nikogo się nie boją. A tych z Izraela nie poznaję: przyjeżdżają tu z obstawą uzbrojoną po zęby, zamykają się w strzeżonych hotelach, prowokują awantury, skarżą się, że są prześladowani i sieją propagandę o polskich obozach koncentracyjnych...”

Konkluzja z dwugodzinnej rozmowy była taka, że najbardziej postępowi Żydzi stali się dokładnie tacy, jak wymarzył sobie Jezus: świecą przykładami skromności, godności, fachowości, uczciwości, umiaru, szacunku, tolerancji i wszelkich cnót osobistych. Inni zaś na odwrót – cofnęli się do czasów „Starego Testamentu” i szukają w Biblii wsparcia dla swoich hegemonistycznych aspiracji. (Czyż inaczej odważyliby się rzucić wyzwanie całemu światu arabskiemu i islamskiemu – otwarcie uprawiając swój skrajnie rasistowski i szowinistyczny „judeo-nazizm” w samym środku przysłowiowego morza arabskiego??)

Tu objawiła mi się przed oczami cała historia proroctw biblijnych. Izajasz jako największy z Proroków nie tylko ostrzegał zadufanych Izraelitów przed nadużyciami. @ Kilkaset lat wcześniej przewidział też, że zabiją swojego „Emanuela” (Wysłannika Niebios) – i nota bene: sam zginął, zamordowany na stopniach ołtarza. Pod wieloma względami przewidział konsekwencje żydowskiego, a potem chrześcijańskiego szaleństwa – oto cytat z „Księgi Izajasza”: Żałośnie wygląda ziemia zmarniała, świat opadł z sił i niszczeje. Bo ludzie pogwałcili przykazania, złamali wieczyste przymierze i dlatego Ziemię ogarnia przekleństwo. Ale niestety, jak to z reguły bywa w Historii, duszami Izraelitów zawładnęli „Mali Hitlerkowie”, czyli Prorocy Mniejsi. Kto nie wierzy, niech sobie poczyta choćby Księgę Amosa czy Micheasza: dowie się z niej, jak to w „Czasach Mesjańskich” Izraelici będą gromili, tępili, palili, zmiatali z powierzchni ziemi wszystkich nie Żydów, „Jawanów” (czyli Greków) utopią ich własnej krwi, a w ogóle cała resztę Świata będą „paśli mieczem i pałaszem” – przysłowiowy „Lew Judy” będzie rozszarpywał tę resztę jak płową zwierzynę i nie będzie dla nie Żydów żadnych szans ratunku. (Owszem – jest tam wizja „Mesjasza” wjeżdżającego na osiołku do Jerozolimy: ale tak miał wjechać „Wódz Skromny i Zwycięski” w kontekście krwawej „łaźni”, zgotowanej tamtejszemu światu (czyli Grekom, Palestyńczykom, Egipcjanom i Rzymianom – bo Słowian czy Germanów Prorocy nie znali.)

Czy to jest jakaś tam „czysta paranoja”? NIC PODOBNEGO. Jest to żywa (i wciąż co dla niektórych aktualna!) treść prosto z Biblii. Czy Jezus jako „Emanuel” miał szanse wybić im te krwawe rojenia z głowy? Czy miał szanse (jak planował) zamienić krwawą hegemonię na pokojową ekspansję kulturalną? Na pewno próbował. Dlatego powiedział: „Nie przyszedłem, aby podważyć Proroków. Przyszedłem, aby proroctwa spełnić. Tylko musicie stać się jeszcze sprawiedliwsi!” Niestety, było na to o dwa tysiące lat za wcześnie. Dlatego chybione „mesjaństwo” nakręciło prawdziwie „piekielną machinę” szaleństwa i krwawej przemocy.

Tak więc już mogę ułożyć historyczne „bingo”: Tak jak Izajasz przepowiedział, po zabiciu „Proroka-Emanuela” na Izrael spadły najgorsze plagi historyczne. Pierwszy i bardzo złowrogi „omen” (albo jak kto woli: kara Historii lub kara Boża), to druzgocąca i ostateczna klęska powstania pod przywództwem „Prawdziwego Mesjasza”, czyli Szymona Bar Kochby. (Pierwsze powstanie wybuchło około 70 roku n.e. – także skończyło się klęską i zburzeniem Świątyni Jerozolimskiej.) Ostatnie skończyło się taką hekatombą (zginęło około 500 tysięcy Izraelitów), iż można to porównać do I Holocaustu. Wtedy Państwo Żydowskie zostało zniszczone ostatecznie, a resztki ocalałych Żydów sprzedano jako niewolników lub wygnano z Palestyny.

Żydzi mogli (wzorem choćby Józefa Flawiusza) stać się już w czasach rzymskich elitą urzędników, nauczycieli, budowniczych i sędziów, ale musieliby posiąść POKOJOWY autorytet, szacunek i uznanie. Wybrali jednak postawę zadufania, izolacji i hegemonistycznych rojeń. Poczucie „nadczłowieczeństwa” stało się powodem ich wyobcowania oraz rozlicznych klęsk. Ich pycha sprawiała, że wszędzie spotykali się z niechęcią i nienawiścią. Czy doczekają się swojego „Prawdziwego Mesjasza”, który załatwi im hegemonię nad całą Ziemią i władzę nad rodzajem ludzkim? Odpowiedź już teraz powinna być jasna – ale kontynuujmy nasze „bingo”:

Jak już wspomniałem, nauki Jezusa (w skrzywionej i skarykaturowanej postaci.) przejęli i zawłaszczyli sobie najprymitywniejsi barbarzyńcy. (Na przykład donatyści uważali seks za taki „grzech”, że po jego popełnieniu skakali w ogień, zaś ciężarne donatystki rzucały się w przepaść, aby zmazać „hańbę”. Skopcy jeszcze w XIX wieku się kastrowali, a ich kobiety obcinały sobie piersi i zewnętrzne narządy płciowe.)

Złowrogie słowa Jezusa: „Nie przeminie to pokolenie, gdy wszystko się spełni”, dotyczyły oczywiście Izraela. (Wyrzekł je w poczuciu frustracji i porażki, gdy stwierdził, że Jego nauki są odrzucane. Chciał powiedzieć, że Żydzi w swoim zadufaniu źle skończą.) Ale mroczni fanatycy pogańscy, którzy zawłaszczyli Biblię i już na początku skarykaturowali Ewangelię, mieli inne zdanie: twardo wierzyli, iż w ramach tegoż pokolenia nastąpi po prostu Koniec Świata i Sąd Ostateczny.

@ Pierwsi chrześcijanie w niczym nie przypominali „cukierkowych” postaci z Quo vadis”. Byli to agresywni fanatycy. Ot – weźmy jako przykład Św. Sebastiana: był to oficer z gwardii cesarskiej, który nadużywając stanowiska propagował obcą wiarę. Zamiast jednak porzucić miecz jak Jezus nakazał (!) w swojej zapalczywości ostro przegiął, został skazany na śmieć i stał się „świętym”. Proszę więc wyobrazić sobie taliba, który jako szef ochrony Kapitolu, próbuje zastraszyć i nawrócić na islam Prezydenta USA! Dziś zostałby zwyczajnie wydalony lub trafiłby tylko do więzienia, ale w tamtych czasach obraza majestatu była karana śmiercią.

Ponieważ jednak „Koniec Świata” nie chciał nadejść, więc podobni radykałowie postanowili przyśpieszyć wydarzenia i podpalić Rzym. Bardzo ostrożnie zasugerował to Par Legerquist w książce „Barabasz” – a ja jestem pewny, bo wiem jak rozumują i działają fanatycy. (Do czego doprowadziła skrzywiona i spotworniała Ewangelia Miłości? Proszę czytać coś na temat ostatecznego zniszczenia Biblioteki Aleksandryjskiej i bestialskiego mordu na wybitnej uczonej starożytnej – Hypatii.)

Biblia, chrześcijaństwo (z katolicyzmem na czele) oraz hitleryzm i Holocaust – to przysłowiowe „puzzle” z tej samej układanki. Bowiem najwięksi zbrodniarze hitlerowscy byli katolikami, a Hitler doszedł do władzy przede wszystkim dzięki jednomyślnemu poparciu ze strony kleru katolickiego z papieżem na czele. (Ciekawostki: Rudolf Hoess, komendant Auschwitz-Birkenau, był gorliwie praktykującym katolikiem, zaś franciszkański zakonnik Miroslav Filipovic został komendantem „Bałkańskiego Auschwitz” – czyli obozu koncentracyjnego w Jasenovacu.)

Jeden z moich Adwersarzy powiedział: „Gadaj co chcesz, ale w chrystianizmie musi być co ważnego i wciągającego, skoro przez dwa tysiąclecia jest ono tak żywotne!” Mam na to prostą odpowiedź: ten chory i skrzywiony „chrystianizm” jest po prostu rodzajem jakiegoś emocjonalnego RAKA! Chrystus chciał swoich uczniów uczynić odpornymi na zło, a oni po prostu stali się GORSI NIŻ ŹLI!” (Bowiem rak jako taki jest obłędem systemu immunologicznego: „obłąkany” system zaczyna mnożyć zbędne komórki, które niszczą organizm. Tak samo jest ze spotwornianymi religiami, które wnoszą fanatyzm, strach, nienawiść, zacofanie i przemoc.)

W ogóle z chrześcijaństwem stało się coś bardzo niedobrego na początku II Tysiąclecia i stało się ono prawdziwą Religią Śmierci. Pierwszym „krokiem w ciemność” była rzeź Konstantynopola, która do dziś rzuca cień na dialog z Prawosławiem. Drugim skrzywieniem, rzucającym złą aurę na dusze przede wszystkim katolików jest dogmat transsubstancjacji, uchwalony podczas IV Soboru Laterańskiego. Do tamtej pory celebrowano „Ostatnią Wieczerzę” w ten sposób, że spożywając chleb i wino (czasem inne potrawy też) po prostu wczuwano się w klimat ewangeliczny. (Czyli symbolicznie uczestniczono w Wieczerzy Pańskiej – jak to trafnie określają protestanci). Ale na Soborze Laterańskim Komunię zamieniono w ludożerstwo, albo raczej BOGOŻESTWO. Od tej pory nie pito już Wina z Pańskiego Stołu i nie spożywano Chleba Pańskiego, tylko jedzono Ciało i pito Krew według najmroczniejszych barbarzyńskich zwyczajów.[1] (Jak to działa na psychikę? Widać to choćby na przykładzie Augusto Pinocheta, jednego z największych morderców z Ameryki Łacińskiej: Żeby dodać sobie animuszu, codziennie uczestniczył w prywatnej Mszy Świętej. Drugi faszystowski rzeźnik, Jorge Videla, był równie pobożny. (Ot: krwawi generałowie faszystowscy i komendanci obozów koncentracyjnych – to jedna rodzina. Czy naprawdę ŚWIĘTA? Co to jest „świętość”!)

Po owocach poznaje się Proroka i jego nauki!” – powiedział Jezus, ale czy w swoich najczarniejszych snach przewidywał, jak dalece zdegenerowaną i spotworniałą trucizną staną się OWOCE Jego nauk? Nie mógł przewidzieć, bo wyraźnie powiedział, że nie przeznacza swoich nauk dla barbarzyńskich „psów” ani „świń” – to agresywne „bydło” samo zawłaszczyło sobie Ewangelię i Biblię, po czym zamieniło „Dobrą Nowinę” w dwa Tysiąclecia krwawej ciemności. (Protestantyzm nic nie zmienił, a jedynie stworzył kolejne podziały oraz wzniecił nowe ogniska fanatyzmu i nienawiści.)

W ramach kwintesencji pozwolę sobie ująć jedno zdanie w gwiazdki:

*** Tylko Żyd potrafi prawidłowo odczytać Biblięi tylko ŻYD potrafi być dobrym chrześcijaninem-chrystianistą, jeśli będzie uprzejmy się nawrócić ***

Pozwolę sobie dodać kilka „dygresji towarzyszących”: Krytycy Biblii spisali całe opasłe tomy celem udowodnienia tezy, iż Jezus nigdy nie istniał i jest tylko mitem. (Najbardziej kuriozalny „dowód nieistnienia” jest taki: Nazaret w tamtym czasie nie miał statusu miasta, więc żaden „Nazarejczyk” nie mógł się narodzić.) Kolejny „dowód’ (tym razem dotyczący „marności i miałkości” Jezusa jest liście, jaki napisał jeden z wyższych urzędników do Cesarza. Pisał o dziwnym człowieku, który się nigdy nie uśmiechał i nauczał o dziwnych rzeczach, których nikt nie pojmował. Z kolei polski badacz Zenon Kosidowski znalazł tylko krótką wzmiankę o jakimś włóczędze imieniem Chrestos ukrzyżowanym z jakieś przewinienie razem z dwoma łotrami. Ja zaś dodam taką oto „herezyjkę”: Jezus był uważany za nieszkodliwego maniaka i śmiesznego dziwaka do czasu, aż zaatakował Świątynię, wymyślając ludziom i demolując kramy. Tym czynem przebrał miarkę i ortodoksyjni Żydzi zażądali Jego głowy. (W pewnym sensie Jezus wtargnął do Historii metodą Herostratesa.) Dopiero po latach nieliczni słuchacze i uczniowie zdali sobie sprawę z wagi jego przekazów. Wtedy właśnie zaczęli kompletować wspomnienia i przypominać sobie cytaty. Ponieważ relacje wszystkich ludzi, którzy Go pamiętali, różnią się dokładnie tak samo, jak na przykład opis wypadku drogowego w wersji różnych świadków, więc jedne szczegóły są nieco zmazane, a inne z lekka przerysowane. Policja jest zadowolona, gdy te relacje po pierwsze nie wykluczają się, a po drugie są zgodne co najmniej w 50 procentach. Tak jest właśnie z „Ewangeliami” – włączając te apokryficzne. (Te „apokryficzne” są nawet bardziej wiarygodne, bo Jezus jest w nich pokazany w sposób bardziej wyrazisty, spójny i żywy.)

Na pewno bym zdyskwalifikował Ewangelię Jana, bo ten gość nie widział Jezusa na oczy, lecz spłodził za to sporo fantastyki, a na pierwszy plan wysunął własną filozofię i kosmologię. Nie wiadomo, czy to Jan Ewangelista napisał „Księgę Apokalipsy” – ale jest ona dziełem na 100 procent SCHIZOFRENICZNYM – więc nie będę jej analizował, mimo iż zaczadziła umysły całych pokoleń oszołomów. Najbardziej kuriozalna rzecz, to te anioły „na rozkaz Boga” niszczące wszystko co żywe na Ziemi, i owe „144 tysiące ocalonych” - rdzennych Izraelitów, co jest powiedziane jasno, jednoznacznie i bezdyskusyjnie, z wyliczeniem głównych rodów!

Jezus na pewno był „nawiedzonym wizjonerem” balansującym na granicy szaleństwa, ale w swoim działaniu zachował cel i spójność, chciał zawrócić swój naród z drogi samobójczego zatracenia historycznego i podsunąć nową ideę. Czasami się też wahał i miotał między skrajnościami. Kto powie, dlaczego kazał uczniom tuż przed swoim aresztowaniem sprzedać cały dobytek i kupić broń? Ano, czasem do wybuchu powstania lub wojny wystarczy jeden miecz czy sztylet, jeden trup we właściwym miejscu i czasie. (Ile trzeba było pistoletów i trupów do wywołania na przykład I Wojny Światowej?) Ale Jezus podczas swojej nocnej modlitwy-medytacji zdał sobie sprawę, że żaden zbrojny zryw nie ma szans powodzenia. Dlatego kazał Piotrowi schować świeżo kupiony miecz... Ale dlaczego OGIEŃ I MIECZ (i w tle kłamstwo), przez długie wieki były jedynymi metodami chrystianizacji? (Tak brzmi pytanie retoryczne – zaś odpowiedź jest już jasna od dawna.)

Co tu dodać, aby podsumować te apokaliptyczne konkluzje? A no po pierwsze: @ Żydzi mają ostatnią okazję, aby zrozumieć, kim był ich „Wzgardzony Mesjasz”, a tym samym zmienić swoją postawę wobec „gojów” (czyli chrześcijan) oraz zrewidować politykę względem Palestyny. Wcale nie muszą całować żadnego „papieża” w mankiet, ani tym bardziej uważać Jezusa za „Boga”. (Nawiasem mówiąc, deifikacja Nazarejczyka przez Konstantyna była pod każdym względem nielegalna – nawet „demokratyczne głosowanie” w tej kwestii było manipulowaną parodią.) Najlepiej byłoby dla Żydów, gdyby się wycofali z Palestyny, powrócili do swoich krajów macierzystych (czyli tych skąd pochodzą ich Matki i Babcie), zaczęli zdobywać szacunek, autorytet i pozycję jak Jezus przykazał. (Zainicjowaliby ten sposób odwilż i dialog między wszystkimi, śmiertelnie skłóconymi religiami, poczynając od Islamu!)

Drugi postulat – to demokratyzacja Kościoła. (Duchownymi mogą być tylko ludzie wybierani demokratycznie spośród osób o nienagannej postawie zawodowej, społecznej i rodzinnej, cieszący się pełnym szacunkiem i autorytetem.) Katolicy powinni też zdecydowanie zrezygnować z przyjmowania Komunii w „kanibalistycznej” postaci. (W wielu językach nie ma osobnego pojęcia „ciało” i wierni są do dziś przekonani, że jedzą mięso z Jezusa!!!) W miejsce „Hostii” powinien być pieczony „Chleb Wieczerzalny”, jak to jest u protestantów.)

Zakończyć mogę czymś, co określam jako „Modlitwę Nowej Nadziei”:

  • - Ktokolwiek poda niniejszy tekst do dalszego rozpowszechnienia – przyczyni się do przebudzenia sumień i opamiętania szeroko pojętej Ludzkości – a tym samym do ratowania Człowieka i Ziemi przed skutkami zaślepienia i morderczej rywalizacji – niechaj zbierze najlepsze owoce swojej decyzji.
  • - Kogo niniejszy tekst przeraził i nie wie, co o tych faktach myśleć – ma prawo do milczenia, godnego życia i spokoju sumienia – lub samodzielnego szukania swojej PRAWDY. (Porządny człowiek nie musi walczyć – wystarczy, że jest uczciwy i odpowiedzialny – nie musi czynić więcej, niż go stać.)
  • - Kto będzie próbował siłą lub szyderstwem zwalczać powyższe treści lub postulaty, albo kontynuować eskalację fanatyzmu, przemocy, wyzysku, niszczenia Człowieka i Ziemi – a nie będzie zamiaru przebudzić się i opamiętać – niech go dosięgnie przekleństwo, zanim zdąży w czymkolwiek jeszcze zaszkodzić.
  • - Jakiekolwiek poniosę konsekwencje swoich myśli, słów i czynów – jakiekolwiek będą ich owoce – będzie to dla mnie znakomity sprawdzian: JAKIE SIŁY SĄ PO CZYJEJ STRONIE. Amen.

Styczeń 2012 - Eryk Swarorzecki



Przypis Wydawcy

[1] W oryginale było tu „pogańskich”, co wydawca Taraki uznał za nietakt wobec pogan i pozwolił sobie zmienić.




komentarze

[foto]

1. Uwagi wydawcy Taraki • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-06 12:32:28

Odpowiednie miejsca w tekście zaznaczono jako: @.

@A. Jung nie był materialistą; nie można go tak określić w żadnym sensie tego słowa.

@B. Raczej nie mógł!

@C. Jezus (jako realny człowiek) nie istniał, jest postacią literacką lub mityczną. Dowody na to są wystarczające, odsyłam do książki Earla Doherty'ego „Jesus, neither God nor Man. The Case for a Mythical Jesus”. To że jego zachowania i wypowiedzi zapisane w Ewangeliach są niespójne, nie wynika z rzekomych przemian jego postawy, tylko z kompilacji różnych literackich źródeł i mitycznych wątków.

@D. Paweł/Saul z Tarsu, nazwany później Świętym Pawłem, był faktycznym twórcą ruchu chrześcijańskiego, a przynajmniej pierwszym autorem, który zapisał chrześcijański mit, chociaż zrazu nie zawierający wątków takich, jak cudowne narodziny Jezusa ani jego ukrzyżowanie przez Rzymian.

@E. To nie było tak, że starotestamentowi prorocy „przewidzieli” historię Jezusa, tylko autorzy opowieści o Jezusie komponowali je tak, żeby wyglądały na spełnienie starotestamentowych proroctw; często mocno naginając ich interpretacje.

@F. Treść „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza jest fikcją piętrową: bo nie tylko jego autorskie postaci (Winicjusz, Ligia, Ursus) są fikcyjne, ale i opowieści o spaleniu Rzymu przez Nerona, o ówczesnym rozkwicie gminy chrześcijańskiej w tym czasie i o krwawych prześladowaniach „pierwszych chrześcijan” przez Nerona są fikcją napisaną trzysta kilkadziesiąt lat później. Za Nerona żadnych chrześcijan nie prześladowano, bo ich nie było, nie tylko w Rzymie, ale nigdzie. Odpowiednie fragmenty u Tacyta i Swetoniusza są późnym fałszerstwem chrześcijańskim. Szczegóły u Doherty'ego. Św. Sebastian, odważny chrześcijański żołnierz, który usiłował nawrócić cesarza, jest jak większość męczenników, literacką fikcją.

@G. Pouczenia i rady dla Żydów (także te dla chrześcijan) są prywatną opinią Autora.

2. Odpowiadam w kolejności • autor: Nierozpoznany#28612012-01-07 06:28:25

A: Uwaga nie ma zasadniczego znaczenia merytorycznego, ale świadczy ona o perfekcyjności Autora komentarza. Lubię to :)

B: Mogły dzieciaki z Medjugorie - więc czemu nie Jung? (Dla informacji: przez kilka lat (od roku 1989 do 2002) byłem w ciągłym kontakcie z Redakcją „Echa Medjugoria” i pielgrzymami – zgromadziłem sporo „quasi paragnomenów” dotyczących nie tylko Wojny Bośniackiej.)

C: „Udowadnianie nieistnienia” (wszystko jedno czego – Atlantydy, Boga , lub przysłowiowej „Warszawy na szynach”) – jest świetną zabawą ale na ogół nie ma większego znaczenia merytorycznego. (Dam przykład: Kiedyś w Gorcach tak lało, że nie dało się iść na wycieczkę, więc studenci urządzili sobie zabawę i postanowili udowodnić, że „młotek nie istnieje”. Profesor socjologii i filozofii podjął wyzwanie i po dwóch godzinach (mocno spocony) – skapitulował. Po drugie: Empiryczne doświadczenie ma merytoryczną przewagę nad każdym, nawet nad najdoskonalszym wywodem logicznym. (Nota bene: Zamiłowanie do pewnych liczb – na przykład 3 i 7 – oraz pewnej symboliki i liczne podobieństwa wątków, powszechne na całym Bliskim Wschodzie - to żaden dowód na „plagiat”. Tak samo Aztekowie czy Inkowie wcale nie musieli „zrzynać” piramid od Egipcjan: wystarczyło, że jedni i drudzy chcieli po swojemu „zawładnąć Niebem”.) Aha! Jezus oczywiście był w jakimś sensie kompilatorem i plagiatorem (albo przynajmniej Uczniem) w nieco innym względem – bo wiem 90 procent swojej idei ZAPOŻYCZYŁ OD ESSEŃCZYÓW (u których najprawdopodobniej spędził młodość). Wyraźnie zorował się też na ich „Nauczycielu Prawości” – zwanym też „Mistrzem Sprawiedliwości” – działającym sto lat wcześniej. (taką bowiem datę ustalono dla „Zwojów z Vadi Qumran.)

D: Twierdzenie, że prymitywy siepacz, cwaniak i hochsztapler mógł być równie genialnym dramaturgiem jak Szkspir&Spólka – przy tym takim psychiatrą i znawcą Psychoanalizy i Psychologii Głębi jak Freud i Jung razem wzięci – a do tego jeszcze genialnym socjologiem jak Erich Fromm – i jeszcze historykiem otrzaskanym jak Tacyt?! Sorrry – ale to chyba jest taka „jazda po bandzie” – iż nie jestem w stanie polemizować… No i po co miałby wsadzić wtręty psujące kryształowy wizerunek Jezusa? (Po co te obelgi miotane na nieszczęsną Kananejkę? Po co te dwa miecze?)

E: Po co wszyscy Ewangelisci mieli gmatwać historię Jezusa tak, że Jego rola czytelna stała się dopiero po przegranym powstaniu Bar Kochby?

F: Darujmy sobie sienkiewiczowską fantastykę „Ku Pokrzepieniu Serc”, jeśli chodzi o Doherty”go – to jego zapalczywość i retoryka jakoś dziwnie mi przypomina „kłamstwo oświęcimskie” – tylko wektory inaczej ustawione i fakty inaczej nagięte. (Ale sorry! Jeśli ten gość w ogóle napisał coś z „Zwojach z Qumran” – to chętnie poczytam. A gdy odkrył powiązania, jakie przytoczyłem w punkcie „C” – to mu kiedyś zaświatach postawię piwo – jeśli tam podają jakiegoś dobrego „browca”. )

G: Te „pouczenia” nie są moją prywatną opinią. Przemawia przez nie tak bezlitosna logika i dialektyka - że każdy wrażliwy człowiek z doświadczeniem i wyobraźnią moralną oraz historyczną - od razu to dostrzeże :)

3. Żuj i daj się doić • autor: @specjalkaa2012-01-07 21:39:49

Apokalipsa. Objawienie. Proroctwo.
Dopóki ludzie będą się mieli o co spierać, za co nienawidzić, za co zabijać - œświat będzie trwał niezmiennie.

Ja wiem, że wszystko można udowodnić.
Nieustannie tylko nasuwa mi się, patrząc na wszystkoudowadniających, proste w konstrukcji pytanie: PO CO? Po co tracić energię na udowadnianie czegośœ, co nie jest naszym dośœwiadczeniem; czegoœś, co nijak się ma do naszego własnego rozwoju poza tym, że go spowalnia lub stopuje.
Jak œświat œświatem istniały grupy ludzi nie tolerujšące innych grup ludzi. Wzajem się napadali, najeżdżali, zapładniali samice z obcych stad, siali propagandę itp. Zaczęło się już w jaskiniach, nie skończy się pewnie nigdy.
Ponieważ każdy ma prawo do własnych teorii i empirii - – zarzucę moją.
Istnieją istoty mające interes w tym, by ludzie produkowali emocje i nie produkowali uczuć. Emocje są dla tych istot wysokoenergetycznym pokarmem. W tym celu ludzie podłączeni są do różnych programów, których celem jest generowanie nienawiśœci, zazdrośœci, strachu, lęku,; zakaz miłośœci, radoœści, szcz궜cia; nakaz cierpienia; nakaz rezygnacji z siebie na rzecz: innych, idei, religii, władzy, znaczenia, bezwzględnego posłuszeństwa i podporządkowania, udowadniania czegośœ, celów, posiadania racji. Programów odbierających prawa do decydowania o własnym rozwoju, decydowania o własnym życiu, do ośœwiecenia. I wiele, wiele innych programów zamkniętych w prawach rządzących życiem na Ziemi – zarówno jednostek jak i społeczeństw.
Uwikłani w ideologie, systemy przekonań, nie zauważamy, że staliśœmy się farmą i jesteœśmy dojeni jak krowy.
Wreszcie włączane są programy chorobowe - te dopiero generują emocje - szczególnie cierpienie, złoœść, żal, zwątpienie, rozpacz itp.
Jezus przyniósł na Ziemię przesłanie miłośœci, jedynego leku, który jest w stanie odciąć nas od istot pochłaniających energię i na tyle podnieœć wibracje w materii, by człowiek mógł się z niej śœwiadomie wyzwolić. Prędko drugi raz się nie pojawi.
Cóż zostało ludziom? Życie przeżuwacza na farmie obcych poprzez kolejne tysiąclecia. Tysiące wcieleń i nic!
Każdy człowiek, który nie ulega paranoi własnej wielkośœci, ważnośœci, znaczenia i nie utożsamia się z własnym przeroœśniętym ego, ma szansę dostrzec promyczek œświatła i podążyć za nim. Wchodzimy w czas przebudzenia – mam nadzieję:)
[foto]

4. Najkrótszy komentarz dla Specjal Kaa • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-07 22:10:38

5. Dziękuję:) • autor: @specjalkaa2012-01-07 22:55:38

i pozdrawiam zwolennika świata wytłumaczalnego do końca:)

6. Dziękuję:) • autor: specjalkaa • autor: Nierozpoznany#57892012-01-08 12:07:42

Popieram.
Kiedyś było takie powiedzenie:
"Ciekawość, to pierwszy stopień do piekła".
Któż wiedział, co ono znaczy...

autorka pisze:
"Jezus przyniósł na Ziemię przesłanie miłoś�ci, jedynego leku, który jest w stanie odciąć nas od istot pochłaniających energię i na tyle podnie�ć wibracje w materii, by człowiek mógł się z niej ś�wiadomie wyzwolić. Prędko drugi raz się nie pojawi."

- chyba, że zgodnie z tym, co pisze wydawca Taraki,
znajdzie się ktoś, kto go "stworzy", jako kolejną postać literacką:

autor: Wojciech Jóźwiak pisze:
"Jezus (jako realny człowiek) nie istniał, jest postacią literacką lub mityczną."

"Istnieli" zaś inni, których chętnie widziałby i na "naszej /tej/ ziemi"
autor: Wojciech Jóźwiak pisze:
"Apollo, Thor, Perun lub Nyja byliby kimś w rodzaju bodhisatwów lub oświeconych strażników, staliby w medytacyjnym kręgu europejskiej sanghi."

wyjaśnienie z dostępnych stron www. ;

- Thor (mitologia germańska), bóg, będący uosobieniem groźnych zjawisk atmosferycznych. Głównymi jego atrybutami są młot, żelazne rękawice i pas.

- Apollo, Apollon, w mitologii greckiej bóg należący do pokolenia wielkich bóstw olimpijskich, syn Zeusa i Latony, brat Artemidy. Ciężarna Latona, ścigana gniewem zazdrosnej Hery, nigdzie nie mogła znaleźć miejsca na połóg. Jedynie wyspa Delos udzieliła jej schronienia, tam też powiła Latona Artemidę i Apolla. Zeus ofiarował synowi złotą mitrę, lirę i rydwan.

-Perun, (mitologia słowiańska), bóg piorunów, błyskawic i grzmotów. Czczony przez wszystkich Słowian, a także Bałtów, czego dowiodły badania językoznawcze. Na Rusi za czasów Włodzimierza Wielkiego naczelne bóstwo państwa.

-Nyja - Trzygłów, brak opisów, ale pod podanym odnośnikiem jest rycina, przedstawiająca mroczną postać z dzidą, symbolem władzy, łańcuchem w dłoniach, i rogami wyłaniającymi się z "aureol" i rogami w zwieńczeniu ryciny.
[foto]

7. Wizje - Fakty - Brak Ocenności - Analiza • autor: Piotr Jaczewski2012-01-08 13:51:26

"Jak na mimowolnego „ucznia” i wzorowego naśladowcę C.G. Junga przystało, zachowałem należny dystans względem tych doznań mistycznych. Mało tego – na dwóch pokoleniach nastolatków sprawdzałem słuszność zaleceń otrzymanych od PANI. "

Tu ewidentnie się nie zgodzę: jedyne zalecenia jakie można i należy sprawdzać dotyczą własnej osoby, a nie świata.
Wybrałem to zdanie do odniesienia się, bo ono dobrze pokazuje drobny niuans w dialogu z postaciami:
SPRAWDZA SIĘ ZALECENIA A NIE SŁUSZNOŚĆ ZALECEŃ.
Zalecenia będą zawsze słuszne, bo słuszność jest jedynie RACJĄ FIGURY zgłaszającej owe zalecenia - a po naszej stronie nieumejętnością obronienie i ochronienia się przed ową racją. Owe 6 "przekazywanych" punktów jest na poziomie życzeniowego myślenia o seksualności czy duchowości np. idea zdrowego wychowania seksualnego jako lekarstwa na na niepożądane cechy charakteru - to mit, wbrew obiegowym opiniom nie ma korelacji pomiędzy niespełnieniem seksualnym a np. chorą ambicją "rządzą władzy", za to bardzo chętnie osobom na świeczniku przypisuje się frustracje, za dowód podając jednostkowe przykłady.
Ta niemożność ochrony przed krytyczną PANIĄ jak dla mnie bierze się z tego, że jej racja wzmacnia figurę "zdystansowanego "mimowolnego „ucznia” i wzorowego naśladowcę C.G. Junga". O tym, że owa figura tak zdystansowana nie jest świadczy duża liczba sformułowań ocennych w całości tekstu, w przekazie oraz podejściu:
"Postępowałem inaczej i nauczałem"(zdystansowana postać obserwuje i analizuje, a nie poucza i głosi).
Jak dla mnie łatwo stwierdzić, że postać owej PANI zwyczajnie reprezentuje ubóstwioną, acz krytyczną i narzucającą zasady matkę.
Zdecydowanie brakuje w tym układzie UŚWIADOMIENIA postaci i figury pozwalającej OCHRONIĆ SIĘ przed wpływem owej destrukcyjnej matczynej postaci lub spowodować wejście owej figury na mniej destrukcyjny poziom(przez destrukcyjność rozumiem tutaj: krytyczność, autorytaryzm, sztywność zasad). To, że takowa figura jest obecna w psychice, można podejrzewać po owym wejściu na tonację i sprawy społeczne: To, co nie możemy wyrazić w jednostkowym doświadczeniu (z jakiegokolwiek powodu) najczęściej ląduje w doświadczeniu społecznym i tezach jego dotyczących.
Gdybym sam pracował z taką postacią to obok pytań "Kto mógłby ochronić się przed taką PANIĄ?" "Kto mógłby tą postać stransformować lub zrównoważyć jej wpływ" bardzo ciekawym pytaniem jest "Kto mógłby wytrzymać z taką postacią "Pani - krytycznej uduchowionej reformatorki życia seksualnego ludzkości" ,żyć, być partnerem?"

8. Odpowiedź dla specjalkaa • autor: Nierozpoznany#28612012-01-08 16:06:00

Odpowiadam krótko:
To co jest NASZYM DOŚWIADCZENIEM i tylko NASZYM – tego niestety nie da się „udowodnić” w żaden sposób. (Przykładowo: na tyle znam osobiście Giorgio Bongiovanniego, iż wiem – że gość nie jest w stanie skłamać: Jeśli widział Matkę Boską, jak do niego przyleciała świetlistym pojazdem „UFO-podobnym” – to WIDZIAŁ. Ale większość ludzi na Świecie uważa wizjonera za kłamcę, zaś Watykan wydał mu „świętą wojnę”…

Zgadzam się, że systemy religijne, polityczne, a ostatnio informatyczne są po to, aby zabić ludziach wszystkie NASTURALNE uczucia i systemy obronne – PO TO BY UCZYNIC Z NICH POSŁUSZNE „MIĘSO”. A ja właśnie staram się ludzi PRZBUDZIĆ… Z tym że w żadnym wypadku nie może być to „przebudzenie” typu: „Hurrrra – Boga nie ma, a Jezus to wymysł mitomanów! Hurrra – niech żyje wolność od wszystkiego!”

„Wchodzimy w czas przebudzenia” – to pięknie brzmi w tej „pierwszej licznie mnogiej” – ale ilu tych NAS jest? A co będzie, gdy ONI (których jest przytłaczająco więcej - sądzę iż 90 procent) – postarają się zniszczyć NAS, SIEBIE i cały Świat – w ramach coraz brutalniejszej eskalacji „wyścigu szczurów”??

Jeszcze coś o zabijaniu: Jeśli na przykład SS-man zabijał Żyda – mogła być w tym jakaś „karma”. (Może też musiał mu spojrzeć w oczy na jakimś „Tamtym Świecie”) – ale teraz politykierzy przyciskają przysłowiowy „guzik” między jednym drinkiem a drugim – zaś ludzi zabijają rakiety lub bezosobowe „drony” – jaką „MIŁOŚĆ” im przeciwstawić?

W Medjugorie jedna zakonnica (Siostra Elvira) powiedziała: "To źli ludzie wymyślili złego Boga, co karze Potopom, zsyła plagi, czyha na człowieka i starszy go Końcem Świata. Zaufajcie Jezusowi, który jest Miłością!" - ale co zrobić, gdy nawet tutaj w "Tarace" co niektórzy uważają "Gospę" za jakiegoś "Astralnego Wampa" -a ja się chwilami czuję, jakbym za wiadomą "propagandę" awansował na "Wroga Ludzkości"!

9. POMIJAM WYPOWIEDZI BEZPRZEDMIOTOWE • autor: Nierozpoznany#28612012-01-08 16:22:19

…czyli „4” i „5”.
Komentarz „6” – Nietzschego (patrz; „Tako rzecze Zaratusztra”) czytałem sporo lat temu (z Lenina coś niecoś także) – szkoda wracać do tych PRZESTARZAŁYCH form religijnej dezawuacji.

10. Miłość i zabijanie • autor: @specjalkaa2012-01-08 17:40:43

Kiedy właśnie chodzi o to, żeby niczego nie udowadniać. Podzielić się SWOIM doświadczeniem i tyle. A co inni z tym zrobią – ich zmartwienie.

Nie ma sensu PRZEBUDZAĆ kogokolwiek, bo... to niemożliwe. Każdy musi przebudzić się sam. I NIKT, absolutnie nikt, nie jest w stanie zrobić tego za niego. A jeśli to zrobi i mu się UDA, to będzie to kolejny przypadek zniewolenia w imię idei.
Ci „ONI”, których szacunkowo jest ponad 90% są gwarancją zagłady cywilizacji. Nie pierwszy raz. I nie ostatni. Tyle, że to nie ma większego znaczenia dla tych 10%, którzy WIEDZĄ KIM SĄ, ale przede wszystkim WIEDZĄ KIM NIE SĄ:)

To, co piszesz o zabijaniu, kiedyś imiennym, dziś anonimowym i w komforcie bezpośredniego nie uczestniczenia w akcie owym. I o miłości, która wydaje się być zbyt nikła, blada i nieskuteczna w obliczu tak mocarnych sił.
Otóż... Nasza piękna Ziemia, trzecia planeta od Słońca, to jedna z kilku planet, na których możliwe jest życie w materii fizycznej. Jesteśmy tu, bo podjęliśmy taką decyzję, bo tu mamy szansę nauczyć się czucia (między innymi). Tylko tu możemy zrozumieć miłość – nienawiść, szczęście – nieszczęście, radość – smutek, itd.
Wobec tego stworzone tu mamy warunki na przeżycie wszystkiego, co jest nam potrzebne do rozwoju. Druga sprawa to to, co z tym zrobimy:)

Jeśli chodzi o zaufanie Jezusowi. Podjął się misji skazanej w punkcie wyjścia na porażkę. Też miał się czegoś nauczyć. Jeśli teraz jest między nami, jest najszarszym z szarych ludzi i nikt na niego nie zwraca uwagi. Jeśli go nie ma – znaczy, że więcej doświadczeń ziemskich mu nie potrzeba. Gdzie jest? Nie wiem.
[foto]

11. * * * • autor: Przemysław Kapałka2012-01-08 18:20:17

Dobry artykuł, zwrócił mi uwagę na kilka rzeczy. Mam kilka uwag i dodatków.
1. Ogólnie zgadzam się z pierwszym akapitem wydzielonym gwiazdkami - kiedy objawienie jest wiarygodne a kiedy jest to choroba psychiczna. Rozwinę tą myśl: W jakichkolwiek relacjach, przekazywaniu jakichkolwiek prawd i doświadczeń, wiarygodny jest ten, kto mówi o nich spokojnie, jak o czymś oczywistym. Jeśli mówi o tym jak nawiedzony, z błędnym wzrokiem, nawracając wszystkich - należy sobie dać z nim spokój. O tym, co realne i oczywiste, mówi się ze spokojem.
2. Nie sądzę, żeby opublikowanie wizji Junga mogło nie dopuścić do II wojny światowej, komunizmu i innych podobnych wydarzeń. Przepowiednia wojny bośniackiej została opublikowana, i wojna bośniacka była. II wojna światowa, z tego co wiem, też była przepowiadana kilkukrotnie, w tym w Fatimie.
3. Wtrące cytat z Osho (cytuję z pamięci): Prawdziwie religijny człowiek nigdy nikogo nie nawraca. To jego obecność działa inspirująco.
Na koniec uwaga techniczna do autora: Proszę domykać nawiasy. Tych niedomkniętych jest stanowczo za dużo.

12. SPECJALNIE DLA ŚPIĄCEGO NEIDŹWIEDZIA • autor: Nierozpoznany#28612012-01-08 18:58:08

Trochę za „gęsto” jest tu z filozofii i teorii – ale postaram się ustosunkować do tych zarzutów w sposób jak najbardziej klarowny:

Otóż postąpiłem jak Dr. Banting – odkrywca insuliny. (Przypominam – kilkuletnia dziewczynka umierała na cukrzycę i już zapadła w śpiączkę, gdy Banting łamiąc wszystkie zasady, zrobił jej pierwszy zastrzyk na świecie. Przeżyła potem 70 lat.) Moje zaś podopieczne, ulegając młodzieżowej modzie na „zdejmowanie simnlocków” podczas imprez – ryzykowały „tylko” wszelkimi konsekwencjami dzikiego seksu. Zaaplikowałem im porady bardzo miłe w realizacji i bezpieczne, bo słusznie uważałem, że zagubione i nabuzowane hormonami dziewuchy nie mają nic do stracenia… Gdzie tu błąd?

Te zaś sześć punktów – to żadne „pobożne” życzenia! Są one teoretycznie „bluźniercze” na obie strony. Podpadałem bowiem zarówno Kościołowi, jak liberałom. Jedynie kilku osobom z dwóch pokoleń przyniosłem zdrowie i szczęście osobiste. A że tylko KILKU osobom i nie udało mi się NICZEGO wdrożyć, a nawet PRZEDYSKUTOWAĆ z duchownymi czy psychologami na szerszej niwie? Powód jest taki, że zamiast dyskutować – Adwersarze płci obojga toczyli przysłowiową „pianę” ze swoich organów werbalnych :)))) – nawet wtedy, gdy ani słowa nie powiedziałem – skąd to wiem…

Przypominam: ZDROWA EDUKACJA SEKSUALNA – to nie sztuka przymierzania prezerwatyw, uprawiania masturbacji i przyswajanie sobie tolerancji dla homoseksualizmu. To przede wszystkim nauka wzajemnego, szacunku, zaufania, dialogu, odpowiedzialności, no i oczywiście – bezpiecznego flirtu i samoopanowania umożliwiającego „dogranie się” w każdej sytuacji życiowej.

Wzorowa Matka nigdy nie jest ZABORCZA. To jest LOJALNA PRZYJACIÓŁKA – do której można się zawsze zwrócić, a Ona nie okłamie – tylko ostrzeże przed błędami i wskaże mądrą drogę w każdej sytuacji. To jest osoba bardzo doświadczona (Czasem Jej doświadczenie obejmuje setki tysięcy lat ewolucji – albo i nawet KOSMICZNE DOŚWIADCZENIA Z INNYCH PLANET- jak w przypadku „Gospy”.)

***Historia Objawień Maryjnych poucza, że nie było ANI JEDNEGO przypadku oddziaływania destruktywnego*** (Rydzyk tu nieco bruździ całkiem samowolnie na własną rękę.)

"Kto mógłby ochronić się przed taką PANIĄ?" "Kto mógłby tą postać stransformować lub zrównoważyć jej wpływ.” – coś mi się tu nasuwa sarkazm: „Transformuje” tę Postać (w całym wulgarnym znaczeniu słowa) – „Madonna” z estrady. Jeśli zaś chodzi o „równoważenie wpływu” – z druzgocącą przewagą robią to „pornolaski” – bo już kilkuletnie dziewczątka starają się swoim zachowaniem upodobnić do gwiazd porno.

bardzo ciekawym pytaniem jest "Kto mógłby wytrzymać z taką postacią "Pani - krytycznej uduchowionej reformatorki życia seksualnego ludzkości" ,żyć, być partnerem?" Otóż WYTRZYMAĆ jest bardzo łatwo i przyjemnie. Dochodzą bowiem całkiem zapominane i zarzucone tańce, rytuały w stylu bardziej uduchowionej „lambady, huli, samby” – pozwalają one utrzymać sprawność i atrakcyjność chyba do samej śmierci. Partnerstwo zaś dwojga osób zostaje uwolnione od stresów i frustracji - tego całego „wiezienia i piekła dla dwojga” oraz „walki płci” – co tak obsmarował August Strindberg, jako słynny mizogin.

13. Dla SPECJALKII • autor: Nierozpoznany#28612012-01-08 19:52:28

:))))) Jak toś mi TEORETYCZNIE udowadnia, że jestem „wiełbłądem” i głęboko w to wierzy - czyż mi nie wolno w takiej sytuacji pokazać – ze nie mam garba i nieźle tańczę na dwóch nogach???

Swoim DOŚWIADCZENIEM właśnie się dzielę. A że ono jest trochę nietypowe? Takie mi się trafiło, takie mam i przekazuję.

Staram się jak najbardziej PRZWBUDZIĆ KOGO SIĘ DA - Gdybym spędził życie zapatrzony we własny pępek – wstydziłbym się sam siebie, a co gorsza – nie miałbym tak fascynujących OBJAWIEŃ, a na stare lata pozostałoby mi tylko żłopanie piwska, kiwanie się przed telewizorem i czekanie na śmierć.

Ci „ONI”, których szacunkowo jest ponad 90% są gwarancją zagłady cywilizacji. Nie pierwszy raz. I nie ostatni. Tyle, że to nie ma większego znaczenia dla tych 10%, którzy WIEDZĄ KIM SĄ, ale przede wszystkim WIEDZĄ KIM NIE SĄ:) Mhmmm… Bliski sąsiad właśnie katował 5 letnią córeczkę (bo mu odbijała szajba). Miałem w błogim samozadowoleniu siedzieć sobie przy gazecie? Być TYLKO zadowolony, że sam osobiście jestem fajnym ojcem i dziadkiem?

Otóż... Nasza piękna Ziemia, trzecia planeta od Słońca, to jedna z kilku planet, na których możliwe jest życie w materii fizycznej. Jesteśmy tu, bo podjęliśmy taką decyzję, bo tu mamy szansę nauczyć się czucia (między innymi). Tylko tu możemy zrozumieć miłość – nienawiść, szczęście – nieszczęście, radość – smutek, itd. Problem w tym, że jako jeden z niewielu – zdaję sobie sprawę, jak straszliwie ta Ziemia jest niszczona – ze wszystkim, co na niej żyje. (Niedawno zrobiłem rzecz, którą czynię w przysłowiowo „ostatniej ostateczności” – zmówiłem Modlitwę Śmierci pod adresem podpalaczy lasów Chile i ich mocodawców. Dwa razy już podziałała - zapewne podziała i teraz.)

To, co piszesz o zabijaniu, kiedyś imiennym, dziś anonimowym i w komforcie bezpośredniego nie uczestniczenia w akcie owym. I o miłości, która wydaje się być zbyt nikła, blada i nieskuteczna w obliczu tak mocarnych sił.

Wobec tego stworzone tu mamy warunki na przeżycie wszystkiego, co jest nam potrzebne do rozwoju. Druga sprawa to to, co z tym zrobimy:)

Jeśli chodzi o zaufanie Jezusowi. Podjął się misji skazanej w punkcie wyjścia na porażkę. Też miał się czegoś nauczyć. Jeśli teraz jest między nami, jest najszarszym z szarych ludzi i nikt na niego nie zwraca uwagi. Jeśli go nie ma – znaczy, że więcej doświadczeń ziemskich mu nie potrzeba. Gdzie jest? Nie wiem.
Jezus JEST. Tylko już nie zaleca „nadstawiania drugiego policzka”.

PS; Modlitwa Śmierci teoretycznie także jest formą ANONIMOWEGO ZABIJANIA NA ODLEGŁOŚĆ. Ale po pierwsze - nie dosięgnie nikogo NIEWINNEGO. Po drugie - w przeciwieństwie do "atomówy" - samoobrona przed nią jest dziecinnie łatwa: wystarczy nawet w ostatniej chwili cofnąć zbrodniczą rękę i nie podejmować tego rodzaju prób na przyszłość... (Mówiąc obrazowo: jeśli na przykład seksualny morderca dzieci w ostatniej chwili zawaha się i odprowadzi ofiarę do domu - ocali nie tylko siebie i dziecię, ale także kawał Świata. W miarę swoich - na razie raczej skromnych - sił postaram się, aby dotyczyło to również dysponentów każdejkolwiek "broni anonimowego i masowego rażenia". Czy ktokolwiek z Czytających ma jakieś zastrzeżenia w tej kwestii?)


PS: Kontekstowe pytanie dla PRAWNIKA: Jeśli intuicyjnie wyczuję u kogoś odrażająco zbrodniczy zamiar i powiem: Zginiesz, zanim zdążysz to zrobić, bo Bóg stracił cierpliwość, więc opamiętaj się póki czas! - czy to jest "groźba karalna"???
Po tym pytaniu retorycznym jestem gotów odpowiedzieć na wszelkie pytania dotyczące moich doświadczeń odnośnie SKUTECZNOŚCI. (Nadmienię jeszcze, że dobrze zapowiadającym się prekursorem był w tej kwestii legendarny Maharishi - tylko popełnił jeden błąd - o tym przy następnej okazji...)

14. przepłynąć nad rowem mariańskim • autor: Nierozpoznany#57362012-01-09 17:20:06

artykuł mogę skomentować jedynie tak:
"nad głebią Rowu Mariańskiego można przepłynąć mając świadomość jego odchłani lub zrobić to bez takiej swiadomości, jedno i drugie nie wpłynie na to by dotrzeć do celu, świadomość będzie jednak pomocna by odrzucić wszelkie lęki z powodu swojej bezsilności wobec głębi, świadomość uchroni przed bezradnośćią wobec czegoś na co nie ma wpływu płynacy"

Wed

15. Lepiej nie • autor: @specjalkaa2012-01-09 18:01:06

Modlitwa śmierci zawsze wraca do tego, kto ją uwolni i to przez wiele kolejnych wcieleń.
Więc jeśli tylko mówisz - mów. Jeśli czynisz - bądź świadom konsekwencji.

16. Dziękuję Duchowi Gór :) • autor: Nierozpoznany#28612012-01-09 19:00:55

Tekst o „Rowie Mariańskim” traktuję jak prawdziwą perłę zwięzłości i oczywiście – głębi :) Mam tylko jedno sprostowanie – BEZSILNY SIĘ NIE CZUJĘ – ale to w niczym nie umniejsza piękna myśli w nim zwartej :)

17. Specjalkoo - jednak TAK jest lepiej :) • autor: Nierozpoznany#28612012-01-09 19:10:29

Modlitwa śmierci wraca tylko wtedy – gdy nadawca popełni błąd.
A tak w kontekście - Jezus powiedział: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni” – ale teraz, po doświadczeniach z dwóch tysięcy lat, ma inne zdanie: „Zanim zaczniesz sądzić innych – najpierw osądź, a jak trzeba to zabij SIEBIE. Potem już nie musisz się litować na nikim, kto Ci wlezie w drogę”.

18. Dysonans, i to poważny • autor: Nierozpoznany#56892012-01-10 12:28:30

Czy autor raczył się zastanowić, jakie mogą być konsekwencje zawierania w niniejszym tekście klątwy? Szerzenie strachu to w zasadzie posługiwanie się tym samym fanatycznym orężem, który niby stara się porzucić i przeciw któremu jadowicie posykuje? Nie twierdzę, że wszystkie informacje w tekście zawarte są niewarte uwagi, ale końcowa uwaga podkopała dla mnie wiarygodność całego tekstu - może dlatego, że wiem z jakimi siłami Pan sobie pogrywa? I nie mówię tu o żadnych biblijnych diabłach, tylko ludzkiej złości i wzgardzie, której nierozsądnie otwiera Pan drogę. Parodią wydaje się przy tym zakończenie tekstu - "Amen" - zupełnie jakby poczuł się Pan iście papieżem, który może nakładać ekskomuniki. No chyba, że to wszystko brednie, a materialistyczny światopogląd gwarantuje nietykalność. Mnie by było wstyd. Przypomina się program w którym Wojciechowi Cejrowskiemu zadano pytanie - "Czy ma Pan świadomość, co się stanie jeśli Pańskie wypowiedzi usłyszy jakiś oszołom?". Nakręcanie agresji jest kiepskim rozwiązaniem, zarówno z punktu widzenia Ciała, jak i Umysłu (Ducha). Żywy dialektyczny dialog, który pobudza do uważności to jedno, drugą sprawą jest operowanie na najniższych emocjach.

19. Panie (Pani) wikdyl77 • autor: Nierozpoznany#28612012-01-10 15:19:04

:) Odpowiedź zaczynam od pogodnego uśmiechu, żeby Panu (Pani) dać do zrozumienia – ze póki P. nie ma zamiaru na przykład: zgwałcić i zamordować dziecka, podpalić Parku narodowego, obciąć kobiecie piersi (lub wsadzić jej w łono rozbitej butelki iw ogóle okaleczyć pod jakimś względem CZŁOWIEKA) dokonać zamachu bombowego na NIEWINNYCH ludzi, wysłać bombowca lub odpalić rakiety balistycznej na CYWILNE miasto, zainicjować ludobójczej rzezi, dokonać mordu rabunkowego lub swoją barbarzyńską polityką gospodarczą doprowadzić do śmierci milionów ludzi itp. itd. – to żadna „klątwa” P. nie grozi. :)

Mogę powiedzieć więcej: Jeśli nawet P. ma zamiar zrobić coś porażająco okrutnego, zbrodniczego, podłego i szkodliwego – marzy o jakiś akcie gwałtu lub zbrodni czy ludobójstewa – ale w ostatniej chwili odzyska sumienie i powstrzyma się – to w czym problem?

Jeśli jednak P. pośrednio posądza mnie o szerzenie nienawiści religijnej, rasowej, narodowej, czy o zamiar prześladowania mniejszości seksualnych itp. (lub co gorsza – UTOŻSAMIA z tymi przejawami szowinizmu mój tekst) – i na tej mocno naciągniętej podstawie usiłuje dezawuować cały przysłowiowy „leit motiv” – to proszę się poważnie zastanowić…

Odnośnie W. Cejrowskiego: To wspaniały człowiek i jeden z najznakomitszych reporterów. Szkoda, że ma takiego „hopla” antygejowskiego (ja tej przywary nie mam - jedyne co mnie srogo wkurza - to homopropaganda w szkołach i krzywienie młodej psychiki). Dla uściślenia i analogicznego porównania: Do niewidomych należy odnosić się z szacunkiem, ale celowe OŚLEPIANIE dzieci - to odrażająca zbrodnia! Z homoseksualizmem rzeczy mają się na 100 procent tak samo.

Ps: "Amen" w sensie duchowo-religijnym oznacza, że kwestia jest zamknięta. (Indianie mówią w takim kontekście swoje "Howgh") Skąd tu się wziął papież"???

20. odpowiedź • autor: Nierozpoznany#56892012-01-10 16:14:25

Dziękuję Panu za odpowiedź. Być może zbyt ostro wyraziłem swoją opinię, jednak zwykłem dość alergicznie reagować na pewne treści i nie kryję się z tym - przepraszam jednak, jeśli Pana uraziłem. Zapewniam, że nie miałem na celu Pana posądzać o szerzenie nienawiści - chciałem jedynie dać do zrozumienia, że formułując pewne tezy otwiera Pan drogę różnym emocjom, które w drodze konceptualizacji mogą przybierać formy dość zwichrowane. Przykład z Wojciechem Cejrowskim miał jedynie nawiązać do pewnej odpowiedzialności za słowo pisane - zwłaszcza kiedy się operuje takimi pojęciami jak klątwa, i to w znaczeniu aktywnym. Pozdrawiam serdecznie.

21. TERAZ CHYBA JEST OK :) • autor: Nierozpoznany#28612012-01-10 16:39:02

Przeprosiny zbędne – bo lubię emocje – byle szczere :). A odnośnie – „klątw”: Przysłowiowo ŚWIĘTE (czyli uzasadnione rażącą niesprawiedliwością i oczywistą krzywdą) oburzenie oddziałuje nawet wtedy, gdy nadawca nie zdaje sobie z tego sprawy. (Dlatego podli „ludzie sukcesu” nader często płacą okrutną cenę za swoje nadużycia, albo płacą ich DZIECI – jeśli zapomną o tym i zaczną beztrosko korzystać z dóbr zdobytych na cudzej krwi.

„Klątwą” nie wolno oczywiście szastać (na przykład miotać złe emocje na policjanta, który nam wymierzył mandat za ewidentne wykroczenie). Całkiem inna jest sytuacja, gdy jakiś szalony politykier chce swoimi gierkami ściągnąć na moją głowę jakąś morderczą „pigułę”: ByĆ może – powinien WIEDZIEĆ, że nie będzie bezpieczny nawet w pancernym bunkrze…

Piszę tu o etycznej stronie posługiwania się bronią psychotroniczną (bo tak wypada nazwać te sławetną "modlitwę śmierci". Palną i atomową może się skutecznie posłużyć najgorsza kanalia - ale psychotroniczną (przynajmniej przeciwko uczciwemu człowiekowi)już nie. Jest takie znane powiedzenie: "Myśliwy strzela - Bóg kule nosi" - czasem jest ono złowrogo skuteczne. I bardzo nieliczni ludzie potrafią się nią posługiwać. Cy tylko geny o tym decydują - czy GŁĘBOKA "REFORMACJA" WEWNĘTRZNA??? O tym jeszcze nie wiem... Ale już zdążyłem się przekonać, iż bez tej ostatniej ani rusz. Czy jest tu ktoś uczciwy i odznaczający się czystym sumieniem - kto uważa, że mógłbym mu (jej) zaszkodzić???

Jeszcze jedna uwaga: Niejaki Korwin-Mikke pragnąłby swobodnego dostępu do broni palnej dla wszystkich - a ja jestem gotów udostępnić WSZYSTKIM tę psychotroniczną, wraz z "instrukcją obsługi" - i to za darmo... Czy jest tu ktoś, kto spróbowałby przewidzieć następstwa jednej i drugiej opcji?

22. ja tak ala facebook ZE LUBIE tylko...... • autor: Nierozpoznany#31232012-01-12 00:12:16

Dzis nawet do konca niedoczytalem autora i wszystkich komentarzy(bo mocne...) wybaczyc prosze....
Ale i tak bomba tekst! autor do mnie przemawia na YES!
no i specjalkaa pozdrawiam...
Cheerio

23. Ioannes i Apokalipsa • autor: Nierozpoznany#27862012-01-12 05:36:24

"Na pewno bym zdyskwalifikował Ewangelię Jana, bo ten gość nie widział Jezusa na oczy, lecz spłodził za to sporo fantastyki, a na pierwszy plan wysunął własną filozofię i kosmologię. Nie wiadomo, czy to Jan Ewangelista napisał „Księgę Apokalipsy” – ale jest ona dziełem na 100 procent SCHIZOFRENICZNYM – więc nie będę jej analizował, mimo iż zaczadziła umysły całych pokoleń oszołomów."
Apokalipsa nie jest ani fantastyką, ani dziełem schizofrenicznym, tak samo jak nie jest żadnym opisem czegokolwiek, co miałoby się stać w przyszłości (a tym bardziej "końca świata"), choć wielu ludzi z jakichś, sobie wiadomych powodów, chce w to wierzyć. Chciałabym zauważyć, że autor (pomijając fakt, że żył trochę czasu temu w zupełnie innych stronach i realiach, niż nasze), nie dość, że był kabalistą, to jeszcze "geometryzował" przy użyciu greckiej gematrii. Po bliższym poznaniu Apokalipsa okazuje się spójnym systemem mitologicznym i opisem konkretnej duchowej ścieżki (nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że to na niej opierało się rzeczywiste -nie współczesne- chrześcijaństwo). Pomijając już fakt, że Ioannes nie musiał widzieć Jezusa na oczy, by stworzyć wspomniane teksty, a Jezus nie musiał w cale istnieć jako realna postać, by teksty te były wartościowe z gnostyckiego punktu widzenia. Starczy wspomnieć, że greckie słowo Iesous ma wartość numeryczną 888, co w Apokalipsie odpowiada cyklicznemu inkarnującemu ego (w hermetyzmie: indywidualność), którego następnym ewolucyjnym ogniwem w tym systemie jest Christos (bezpośrednia znajomość rzeczy/gnosis, albo najwyższy stopień wiedzy - wartość numeryczna 999).

24. Dzięki Aorech - ale... • autor: Nierozpoznany#28612012-01-12 07:53:39

Dzięki za uznanie – ale ogólnie jest gorzej niż kiepsko :)
Dawno temu jeden niegłupi Chińczyk powiedział: „Jeśli poddani w jednej chwili podniosą choćby mały palec – upadnie tyrania”. Ale niestety – w pojedynkę nie ma większego znaczenia, czy podniosę palec – czy jeszcze coś tam, co się ewentualnie da :)

Statystyka zaś na kilkunastu forach dyskusyjnych, gdzie kiedykolwiek wystąpiłem – była brutalna: Na kilkaset (albo i parę tysięcy) wejść – trafiały się ze dwie-trzy osoby zainteresowane, kilku-kilkunastu było zdeklarowanych przeciwników lub otwartych wrogów - a reszta to przysłowiowe „chorągiewki na wietrze”. Dawno temu tacy mówili: „Zejdziesz z krzyża, to uwierzymy” – a dziś?

Dla informacji: Szef „Taraki” nie puścił moich dwóch następnych tekstów :) – ale z ukłonami przyznałem mu rację. Bo wiem, że tu w zamkniętym gronie koneserów – wprowadziłoby trochę ożywczego szumu – to prawda... (Bo Towarzycho jest w miarę kulturalne.) Ale gdziekolwiek puszczone w Świat – spowodowałoby głównie tumult skołtunionej nienawiści. Co z tego, że dla wielu samobójczej – skoro zostałyby zadeptane wszystkie oczekiwane pozytywy, a poczciwi i szarzy obserwatorzy poczuliby tylko strach? Niestety – przerabiałem to nie raz…

Dlatego chyba pozostał mi jakiś dynamiczny - zreformowany rodzaj „wolnomularstwa” – albo całkiem niezależna wersja radykalnego „Opus Dei” :)

25. Odnośnie Ioannesa i Apokalipsy • autor: Nierozpoznany#28612012-01-12 08:21:07

„Iesus” – Kimkolwiek był lub nie był – dążył do takiej prostoty przekazu, która nie wymagałaby żadnych „świętych pism”. Jego nauki miały pozostać tylko w sercach. Natomiast „Księga Apokalipsy” jest tak koturnowa i zagmatwana, iż na jej podstawie można udowodnić „wszystko” - czyli NIC. Po drugie – jej Autor pisząc, iż w ostatecznym rozrachunku zbawienie ma być „dla Żydów i tylko Żydów” – wyrządził swoim Braciom niedźwiedzią przysługę. Można „Ioannesa” zrozumieć – najwidoczniej widział, jak wypaczają chrześcijaństwo Grecy i świeżo nawróceni barbarzyńcy – więc rozgoryczony, dokonał generalnej „rejudaizacji” idei – ale czy osiągnął jakieś pozytywy?

Na czym ta niedźwiedzia przysługa polegała? Otóż Marcin Luter był tą wizją tak przerażony, że jako pierwszy w Niemczech (kilkaset lat przed Hitlerem) rzucił hasło, iż „Żydów należałoby wytępić, spalić i ostatecznie usunąć z Ziemi”.

Powtórzę tu swoje ulubione porzekadło: „Schizofrenik, to prorok – który się zakałapućkał, a prorok to schizofrenik, któremu się powiodło”. Jan Ewangelista należy do tych wyjątków, którzy zaliczyli jedno i drugie na raz w tym samym dziele – a to jest BARDZO ŹLE.
[foto]

26. Szef „Taraki” nie puścił moich dwóch następnych tekstów • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-12 14:13:06

Eryk Swarorzecki napisał:

>>> Szef „Taraki” nie puścił moich dwóch następnych tekstów

Potwierdzam, szef Taraki zrobił to, ale z innego powodu niż Autor sądzi: po prostu treści przedstawione w tych nieprzyjętych tekstach nie należały do profilu Taraki.

Pozdrawiam Wszystkich
Wojciech Jóźwiak

27. Dygresja specjalna: „SPOSÓB NA JEZUSA” • autor: Nierozpoznany#28612012-01-12 14:58:14

W kontestacyjnej branży „quasi religijnej” można z łatwością przebić legendarną „Madonnę”. Wystarczy wylansować wizerunek „Jezusa” jako Filozofa-Playboya – szlajającego się z dyskoteki do dyskoteki w towarzystwie atrakcyjnych „pornolasek”. Jeszcze lepiej pasowałby do zglajszachtowanej mentalności współczesnych hedonistów jako gej. (Ale by była frajda, gdyby na przykład Hiszpanie odmłodzili Apostołów i po „Pikniku na Golgocie” pokazali przykładowo radosne „Bachanalia na Górze Oliwnej”!)

Jeśli chodzi o mnie, to jak na razie – grzecznie pukam do każdych drzwi, za którymi spodziewam się znaleźć jakieś bardziej rozgarnięte towarzystwo (do kościelnych już przestałem – przestałem też liczyć na tłum – przynamniej ten „post-chrześcijański”) Co będzie, gdy się wkurzę i zacznę REFORMOWAĆ ISLAM? Odpowiedź jest prosta jak drut w parasolu: Jeśli nie zginę od razu jako „bluźnierca” – to nie rzuciwszy ani jednej bomby i nie zabiwszy ani jednego niewinnego człowieka – pokażę nowe znaczenie pojęcia „Allah Akbar". (Poprawnie jest właśnie przez samo „h”.) Jak do tej pory, w przypadku gangreny były tylko dwa wyjścia - amputacja albo bardzo paskudna śmierć (w tym wypadku białej cywilizacji). Być może uda mi się uleczyć tę infekcję... Być może...

To nie „straszenie” – to OBIETNICA.

Pozdrawiam WSZYSTKICH

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)