Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 lutego 2016

Inqbus

z cyklu: Arcana (odcinków: 11)

Apostazja i jej skutki


« Czy będzie wojna? Księga Thota nareszcie po polsku! »
Od strony formalnej cała procedura jest dość jasna i nie wymaga dokładnych opisów, które już istnieją i można znaleźć je w internecie na stronach temu poświęconych: www.apostazja.info oraz www.apostazja.pl. Kolejne strony na ten temat wciąż powstają: wystap.pl, swieckapolska.pl, informacje znaleźć można również na blogu Krzysztofa Pieczyńskiego: krzysztofpieczynski.com.pl.

Na apostazję w swoim czasie zapanowała nawet pewna moda, opisywano to zjawisko w prasie i w telewizji, sam byłem dawcą wywiadu na podstawie którego napisano artykuł prasowy. Skromne początki to artykuł Jerzego Kolarzowskiego z 2002 roku publikowany w kilku miejscach, oraz tekst na temat dechrystianizacji, sygnowany imieniem Mieczysław, opisujący nie tylko samą procedurę wystąpienia z KK, ale też obrzęd zmycia chrztu. Potem pojawiły się serwisy internetowe, fora dyskusyjne, liczne komentarze pod artykułami na portalach. Znana, początkowo nielicznym, prawda, że Kościół katolicki można formalnie opuścić stała się tajemnicą poliszynela. Mleko się rozlało.
Należy wspomnieć, że procedura apostazji została w ostatnim czasie przez Kościół katolicki celowo utrudniona. Stało się tak, ponieważ zjawisko apostazji zaczęło przybierać na popularności i sile, władze tej firmy postanowiły więc temu przeciwdziałać, aby chronić swe interesy. Kogoś może szokować, że piszę o KK jako o firmie, ale to jest prawdziwe oblicze tej organizacji, inne jej aspekty to tylko formy realizowania głównej misji KK, jaką jest trwanie i powiększanie swoich zasobów. W swoim czasie KK był największym prywatnym posiadaczem ziemi w Polsce i drugim na świecie, zaraz po innej korporacji, produkującej hamburgery. Nie wiem, jak jest obecnie, ale chyba niewiele się zmieniło. Kościół jako posiadacz licznych interesów rozsianych po całym świecie, mimo fluktuacji gospodarczych, stale powiększa swój majątek. Stosując przy tym genialną strategię biznesową, nieosiągalną dla innych firm, a polegającą na sprzedaży swoim klientom gróźb i obietnic. Z fizycznego punktu widzenia są to jedynie drgania powietrza, więc niskonakładowość i efektywność tego biznesu od razu rzuca się w oczy. Nawet firmy sprzedające zwykłą kranówkę w kolorowych butelkach muszą zainwestować bez porównania więcej. Tu bariera wejścia jest zerowa: pustynia, grupka słuchaczy i dobry, sprawdzony pomysł, najlepiej skompilowany z kilku źródeł. Jeśli dodamy do tego liczne przedsiębiorstwa i nieruchomości posiadane obecnie przez KK wyłania się obraz naprawdę solidnej i wszechstronnie ugruntowanej konstrukcji, która jednak trwa głównie dzięki dobrej woli swoich donatorów. Tym, kim jest donator, zajmiemy się później.
Komplikacja procedury apostazji nie jest zamknięciem drzwi dla (nie)wiernych, są one nadal otwarte, można nie tylko wejść, lecz również wyjść. Pozostając w szeregach Kościoła katolickiego zasilamy go, chcąc czy nie, naszą energią. Nawet jeśli postępowaniem wyraża się sprzeciw, to właśnie zapisani w księgach parafialnych członkowie, stanowią nie tylko mistyczne, ale też fizyczne ciało owych legendarnych 95% katolików w Polsce, dla których gotuje się takie cymesy, jak nauka religii w szkołach, za państwowe pieniądze, czy wiele, wiele innych form wydatkowania publicznych środków na prywatne cele (Kościół katolicki jest instytucją prywatną). Im mniejsze będzie owo ciało, tym mniejsze będą jego roszczenia. Zabawne, ale z tak błahych niedopatrzeń rodzą się wielkie problemy, którym lepiej zapobiegać, niż je potem zwalczać. Stąd sugestia by się jednak wypisać, zanim podejmie się jakieś dalsze działania, np. protesty, zwrócone, technicznie rzecz biorąc, przeciw sobie samemu. Tyle tytułem wstępu i celem naszkicowania pewnych, niezbędnych, oczywistości. Najciekawsze zaczyna się jednak dalej, kiedy opuszczamy krainę statystyk, wykresów, tabel i towarzyszących im przepychanek politycznych.

Opiszę swój przypadek, tylko własne doświadczenia są w pełni wiarygodne. Jako apostata konsekwentny zdecydowałem się zadbać o porządek nie tylko w papierach, ale także w swej duszy. W związku z tym po dokonaniu formalności, w których świadkowały mi, o ironio, dwie dobre wiedźmy, postanowiłem się dechrystianizować, czyli pozbyć tego, co Kościół zaaplikował mi nieproszony na planie duchowym. Wynalazłem w tym celu pewnego kapłana rodzimowiercę, który przeprowadzał już takie obrzędy. Skontaktowałem się z nim mailowo, aby ustalić szczegóły i parę tygodni później spotkaliśmy się nad morzem, aby dokonać niezbędnych czynności.
O świcie, przy blasku wschodzącego słońca i małego ogniska przystąpiliśmy do działań. Pominę detale owego rytuału - był to pewnego rodzaju banishing połączony z oddaniem egregorowi tego, co miało symbolizować jego udział w mojej osobie. W czasie rytuału wszedłem w trans. Poczułem, jak jakaś siła prostuje mnie i napełnia energią. Kiedy kapłan zakończył swoją część, ta sama siła - być może Wyższe Ja lub jakiś duch opiekuńczy - kazała mi zrzucić ubranie i wskoczyć do morza. Popływałem chwilę i - pod wpływem tej siły - zanurzyłem się z głową w lodowatej wodzie. Kiedy wyszedłem na brzeg bylem już innym człowiekiem. Czułem, że coś mnie opuściło, odpadło ode mnie, jak brud zmyty przez wodę. Nie potrafię znaleźć lepszej analogii. Stało się to w momencie, kiedy zanurkowałem w morzu. Nastąpiło dosłowne, fizyczne zmycie chrztu.
Przez długi czas czułem się świetnie - lekko, wesoło i optymistycznie. Coś z tego pozostało do dziś, mimo upływu czasu. Jest to uczucie takie, jakie towarzyszy nam po wygranej na loterii albo znalezieniu cennego przedmiotu. Radość, że coś zyskałem, lub od-zyskałem. Przedtem, przez wiele lat, zmagałem się z oprogramowaniem zainstalowanym mi przez Kościół katolicki. Dla każdego, kto potrafi zdystansować się od tej instytucji, szkodliwość tego oprogramowania jest oczywista. Instalowanie ludziom, od wczesnego dzieciństwa, strachu, poczucia winy, zahamowań seksualnych, czy wreszcie wpajanie przekonania o niskiej wartości własnej, są to wszystko działania które dzisiaj określa się jako psychomanipulację, a dawniej - jako czarną magię, o czym zresztą napisano wiele, choćby TU i TU. Idąc dalej - wszystkie te negatywy istnieją na planie astralnym i mentalnym i są wzmacniane przez kontakt z Kościołem oraz jego pracownikami. Do grupy pracowników zaliczam też wielu tzw. szeregowych członków, którzy często i nieświadomie pełnią rolę narzędzi egregora, wykorzystywanych do obrony własnych zasobów, walki ideologicznej etc. Dodatkowo - w czasie chrztu i innych obrzędów utworzony zostaje link - połączenie energoinformacyjne z kościelnym egregorem, które powoduje, że cały czas, bez względu na nasz stosunek do tej firmy istnieje wymiana energii. Każdy podłączony jest donatorem, podobnie jak w filmie Matrix, karmiącym egregora swoją energią, tu - na planie materialnym, choćby poprzez zawyżanie statystyk, oraz tam - na planach subtelnych, gdzie odległość nie ma znaczenia, a liczą się intencje i wiążące nas przekonania. Moje próby zrzucenia tego jarzma za pomocą praktyk wizualizacyjnych (w których naprawdę przekroczyłem wszelkie tabu, np. tnąc mieczem mitycznego założyciela tej religii) czy energetycznych jedynie wzmacniały połączenie i karmiły kościelnego demona, który jest łasy na różne formy energii, nie tylko słodkie akty strzeliste, ale też niskowibracyjną energię gniewu czy cierpienia. Dopiero rytualne zerwanie linku spowodowało, że energia przestała płynąć. Nie jest prawdą, że kościelne sakramenty wiążą jakąś nieposkromioną siłą - to my sami pielęgnujemy te więzy w stanie hipnozy której poddaje się katolickie dzieci i która, w pewnym sensie, trwa przez lata. Wybudzenie się z tego stanu powoduje, że efekty operacji magicznych, jakim nas poddano słabną, rozpadają się i ostatecznie giną.
Jakie były dalsze konsekwencje zmycia chrztu? Zmienił się radykalnie mój stosunek do Kościoła. Firma ta stała się dla mnie całkowicie obca i egzotyczna, jak wierzenia Papuasów. Kiedyś miałem tendencję do wyszukiwania nieścisłości doktrynalnych katolicyzmu, błędów w myśleniu, luk historycznych - wszystko to jednak dotyczyło Kościoła i działo się "wewnątrz" jego niszy ideologicznej. Swoim myśleniem zasilałem Kościół na planie mentalnym, budowałem jego pole morficzne. Dechrystianizacja wyrzuciła mnie na zewnątrz. Kościół przestał mnie interesować. Oczywiście dostrzegam istnienie tego pasożyta w przestrzeni publicznej, oburza mnie, kiedy pochłania publiczne pieniądze, ale mam świadomość, że to tylko jeden z wielu pasożytów karmiących się dobrami tego świata i energią oszukiwanych ludzi. Nie walczę. I tę metodę mogę polecić innym. Zagłodzenie potwora jest najlepszą linią obrony. Przedtem warto jednak odłączyć się i zaaplikować sobie jakąś kurację. Nie ma znaczenia, w jakie pojęcia to ubierzemy. Obecne upodobanie do materializmu oduczyło ludzi widzenia rzeczy wykraczających poza ten świat. Nie jest to konieczne. Można całą rzecz sprowadzić do psychologii, działania podświadomości, autosugestii. Świetnie. Placebo które leczy, jest lekarstwem. Zerwanie linku, odpieczętowanie czakr, wypędzenie demona, pozytywna autosugestia - to tylko pojęcia, pod jakimi czai się rzeczywistość, której nie rozumiemy. Ale nie odbiera nam to całkowicie możliwości działania, które dobrze przeprowadzone skutkuje wielką nagrodą - wolnością.
Czego życzę wszystkim, którzy do tego dojrzeli.


Korekta przez: Radek Ziemic (2016-02-24)



« Czy będzie wojna? Księga Thota nareszcie po polsku! »

komentarze

1. Wolność umysłu to również wolność od chorób • autor: Nierozpoznany#94262016-02-23 21:22:17

Ja tylko dodam: Wolność umysłu to również wolność od pewnej części chorób. Byty/ syfy egregorialne nie mają się jak ′przyczepić′, nieważne na którym poziomie zaatakują. A wszyscy (?) wiemy, że choroby najpierw się długo ′robią′ na poziomie ciał subtelnych, zanim zejdą do ′realu′.
Dziękuję za ten artykuł i pozdrawiam :-)))

2. Uproszczenie procedury • autor: Nierozpoznany#78582016-02-24 06:13:46

Ostatnio właśnie uproszczono apostazję. Nie wymagane jest teraz przyprowadzenie dwóch świadków.
[foto]

3. @ Joanna -... • autor: Inqbus2016-02-24 11:45:24

@ Joanna - tak, nawet samo przebywanie w pewnym towarzystwie może spowodować "przełączenie" na ichniejsze wibracje, a co dopiero praktyki z jawnymi deklaracjami. To jest kładzenie głowy pod topór : )

@Maszyna Trurla - Nie, nie uproszczono, przynajmniej od strony kościelnej. Proszę doczytać w podanych źródłach, niestety nie mogłem dać bezpośrednich linków, bo edytor zwariował, robił przekierowania do dziwnych stron, niezwiązanych z tematem. W tej chwili istnieje inny sposób, świecki, ale o tym nie chcę się rozpisywać wszystko jest w źródłach, po kilka razy.

EDYCJA:

@Maszyna Trurla - rzeczywiście, pozmieniali coś, to jest najświeższa informacja z 23 lutego. Apostazja.info podaje jednak, że jest to dosyć szemrana procedura, po której, wg episkopatu - uwaga - "katolik zawsze pozostaje katolikiem, nawet po wystąpieniu". Pomijając żałosną manipulację zawartą w tym stwierdzeniu, nie warto w ogóle sobie głowy zawracać procedurą kościelną i należy uderzać na prawach ogólnych, opisanych na wystap.pl. Mój przypadek który tu opisałem miał miejsce kilkanaście lat temu, kiedy sytuacja była inna.




4. Apostazja , to potwierdzenie , że się chrzest przyjął. • autor: Nierozpoznany#42792018-02-09 22:57:27

Apostazja , to potwierdzenie , że się chrzest przyjął.

Jeśli chrzest się nie przyjął,
 to apostazja jest zbyteczna,
 a nawet szkodliwa!
[foto]

5. Banał • autor: Inqbus2018-02-10 11:14:39

Pewnie, że sie przyjął. Chrzest jest rodzajem zobowiązania (czy może raczej klątwy), zaciąganego na rzecz niemowlęcia. Jak każde działanie tego typu ma JAKIEŚ skutki. A jakie to inna sprawa. Proszę się douczyć zamiast wypisywać banały.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)