Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 czerwca 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Armagedony jakie się nam trafiają


« Oneironauci czyli ściganie moli w locie godowym Stowarzyszenie miłośników rasy Basset Griffon Vendeen »

         W poprzednim odcinku „Prababci” o oneironautach  pisałam o teście na świadome śnienie, a właściwie na możliwość inkubacji snów, który sobie zadałam. Test wprawił mnie w konfuzję — bo potwierdził taką możliwość. Odpowiedź, którą otrzymałam była aż nadto wyrazista i jednoznaczna. Jednak wzbudziła wiele innych pytań związanych ze świadomym śnieniem.

Ale zacznę od początku. Dostałam od koleżanki następującego maila:

„Kasiu, bardzo Cię proszę , spojrzyj na stronę (podam link)..pomóż mi rozszyfrować, o czym ta strona jest, co ma do przekazania?. czy to jakaś konkretna religia, czy ktoś ma fantazje i wymyślił swoja własną? Mam dziwne i sprzeczne odczucia. Każde zdjęcie w albumie jest opatrzone tekstem i kolejne albumy również... A swoją drogą mają ciekawe zdjęcia i obrazy. A oto ta strona:

https://www.facebook.com/pages/ARMAGHEDDON/128086427221766

         Był późny wieczór i moja zdolność logicznego myślenia chyba skończyła się wcześniej, bo kiedy weszłam na rzeczoną stronę i przeczytałam w dziale „informacje” — „Serwis Świadomości Globalnej. Tematy: indukcja świadomości rytualnej, teologia i nawigacja transprzestrzenna  (teksty są chronione prawami autorskimi)” odrzuciło mnie z taką siłą, jak odrzuca kogoś kto otrzymuje polecenie zrobienia czegoś sprzecznego z własnymi planami. Moim planem było pójść spać po pracy nad różnymi tekstami, a nie zastanawianie się nad czymś, co na pierwszy rzut oka mogło być sensownym, choć trudnym wykładem, ale równie dobrze bełkotem. Osoba koleżanki gwarantowała mi jednak, że nie jest to zwykła ściema, nie zasługująca na uwagę.

         Czytając dalej zwróciłam uwagę, że słowo „Armagheddon” napisane jest inaczej niż zwykle się pisze, co zaciekawiło mnie. Doczytałam się i wyjaśnienia: „Ogół pokładów określonej Armady Bieżącej — czyli LICZBA większa od ilości idących w armadzie nawii — nosi miano ARMAGHEDDON.  Nawia w mitologii starożytnych Słowian oznaczała krainę zmarłych, dla nas jest rodzajem Okrętu.  Wszyscy jesteśmy Żeglarzami” Zrozumiałam, że jest to zbitka dwóch pojęć: armagedonu i armady. Har-Magedon czyli Góra Magedon lub Armagedon, wg apokalipsy św. Jana jest miejscem, gdzie odbędzie się ostateczna bitwa między siłami dobra i zła, w której oczywiście zwycięży Chrystus. Więcej można poczytać o tej bitwie na stronie http://pl.wikipedia.org/wiki/Har-Magedon

         Wówczas, wieczorem, wydawało mi się, że rzecz jest chwilowo nie do rozstrzygnięcia, teksty były zbyt zawikłane i dlatego postanowiłam zadać pytanie snom. Powtarzałam je zgodnie z instrukcjami doświadczonych oneironautów kilkakrotnie, żeby jego brzmienie utrwalić i nagrałam na dyktafon, ustawiając tak jego funkcje, aby został wzbudzony głosem, co ma pomóc w dokładnym zapisaniu treści snu, zanim zostanie zapomniany lub przetworzony. Sen był kilkakrotnie przerywany moim budzeniem się, ale wszystkie jego sekwencje przejawiały logiczne następstwo. Sytuacja kończąca jeden sen była punktem wyjścia do następnego; wynikała z niego

         We śnie uciekałam przed kimś, nie wiadomo dlaczego, ale bardzo intensywnie i ukryłam się przed nim u jakichś znajomych, którzy wprawdzie udzielili mi schronienia, ale mimo to ja chciałam wyjść na zewnątrz, choć ciągle bałam się tego człowieka. Miałam zamiar iść na cmentarz — po co? Nie wiem. Ci ludzie, u których przebywałam, szykowali się do jakiejś uroczystości i czas mojego ukrywania się musiał być ograniczony. W kolejnych snach następowały dziwne modyfikacje, polegające na tym, że próbowałam bronić się przed ewentualnym dopadnięciem przez tego człowieka, nadając sobie rozmaite imiona poprzez klikanie w klawiaturę. Tworzyłam w ten sposób wizytówkę. Klikałam za każdym razem w jedną tylko nazwę: „babcia ezoteryczna”, ale wyświetlały się różne miana. Poszczególnym kliknięciom odpowiadała liczba utworzonych wizytówek. Zapamiętałam tylko ostatnią, nazwę, która była nazwiskiem nieznanej mi osoby. Ale te wizytówki były dziwne, bo jak sobie uświadomiłam po obudzeniu, przypominały klepsydry. Nie miały czarnej obwódki, ale zwracała uwagę litera „Ś” przed nazwiskiem, jak „śp”. Tak jakbym ja ukazywała się otoczeniu w kilku świętych postaciach, ale skoro były to miniaturowe niby-klepsydry, postaci te zastygły, nie podlegając żadnym przemianom, kryjąc w sobie, czy może symbolizujące jakieś gotowe formularze. Nie wiem, nie potrafię tego lepiej określić.

         Czy sen ten mógł odpowiadać na zadane pytanie? Jeżeli przyjąć, że te kilka osobowości, pod postacią wizytówek czy klepsydr, mających ujawniać moją osobę, mogły stanowić odpowiedź na postawione pytanie o osoby kryjące się pod stroną ARMAGHEDDON, to odpowiedź brzmi: tak, to jest grupa osób, ale w połączonych ze sobą nieznanym czynnikiem, gdzie nie nazwiska są ważne, a ich wspólne miano. Religia, sekta, wyznanie — jak kto woli. Armagedon czy Apokalipsa bliskie są Sądowi Ostatecznemu — stąd może pochodziły moje skojarzenia z klepsydrami.

         Kluczem okazało się nazwisko. Następnego dnia, czytając jakiś komentarz zorientowałam się, że parę dni wcześniej trafiłam na artykuł, który tylko przerzuciłam, a dotyczący powtórnego przyjścia Chrystusa na ziemię. Nie za bardzo interesuję się sprawami religijnymi, więc nie pamiętałam nazwiska autora, ale gdy go ponownie odnalazłam, nazwisko to było tym ostatnim, figurującym na wizytówce. Tak więc sen przyniósł mi odpowiedź na postawione pytanie.

         Zabrałam się za czytanie przesłania wspomnianej strony i już świadomie odnalazłam podręcznikowe cechy, skłaniające do interpretowania tej grupy jako grupę religijną. Odwołania do wierzeń związanych z trzema wcieleniami kobiecego bóstwa: Dziewicą/Matką/Staruchą, Nawii, czyli w wierzeniach słowiańskich dusz zmarłych bądź Zaświatów, skojarzone zresztą brzmieniowo z nawigacją, inne, niezbyt konsekwentne twierdzenie iż „Armatorem moim jest Pan”, nadanie największej wagi Rytuałom (cokolwiek rozumieć by należało pod tym mianem). Poza tym szereg kategorycznych twierdzeń — niektóre z nich mocno przerażające: np. „Kiedy myślisz o Imperium, na mocy Rytuału Imperium myśli o Tobie”, lub kojarzących się z czasami słusznie minionymi np: „Wojna jest rodzajem rytuału, dlatego Teologia jest nauką ścisłą. Celem operacji w których bierze udział i którym patronuje Imperium jest Pokój, a nie zwycięstwo. Imperium ochrania i wspomaga Wieczna Armia” . Jasne, wojnę o pokój już przećwiczyłam.

         Religijne przesłanie strony stało się oczywiste po sięgnięciu do wpisów z 2010 roku, będącego początkiem działalności i nasyconych cytatami z Koranu, i zapewne moje rozsądne „ja” także by to potwierdziło bez odwoływania się do świadomego śnienia, gdybym natrafiła wcześniej na ukrytą zakładkę z deklaracjami. Sen poprzez nazwisko przywołał zapomniany artykuł o religijnej treści, a skojarzenia z klepsydrą i cmentarzem wywołała nazwa dusz zmarłych w słowiańskich wierzeniach. Zresztą strona przedstawia prawdziwie religijny misz-masz rozmaitych tradycji, kultur, świętych przekazów i własnych pomysłów autorów, przedstawiających się imionami archaniołów: Ephrael, Gabriel, Mikael i R'phael.

         Powstaje więc pytanie: Czy odkryłam coś, czego nie byłam w stanie odkryć analizując uważnie zadany tekst? NIE, tego wieczora nie byłam w stanie, ale w dniu następnym już przypomniałam sobie przeczytany wcześniej artykuł i skojarzyłam różne powiązane informacje. I kolejne pytanie: Czy takie świadome śnienie miało sens? I tu odpowiedź jest przecząca. Popsułam sobie jedną noc poprzez męczące klikanie i otwieranie fiszek z nazwiskami, dołujące jak sny marnego urzędnika z czasów przedkomputerowych, wypełnione szufladkami metalowych szaf, podczas gdy mogłam śnić piękne podróże, niezwykłe przeżycia, inne światy, czasem groźne, ale zawsze inspirujące. Strawiłam jedną noc nad bzdetami.

         To wszystko odbywa się w otulinie atmosfery nagrań, trzęsących powszechnym zainteresowaniem; hipotez od spisku kelnerów począwszy, do spisku służb i spisku mocarstw na końcu, w ogólnym przekonaniu o powszechnym Armagedonie, który nas czeka. Ale każdy ma taki Armagedon, na jaki zasługuje. Niezrozumiałe budzi lęk; niejasne granice i wiele możliwości interpretacji powoduje, że wiedzeni lenistwem nie chcemy wnikać głębiej w sens słów, którymi się nas karmi. Patos, wielkie litery, wieloznaczne nazwy i zawoalowane groźby, wbrew zdrowemu rozsądkowi i instynktowi wiodą nas ku zaufaniu okazywanemu mądrzejszym. Kiedy zaś ktoś z tych „mądrzejszych” przemawia językiem znanym nam na co dzień, rzuci brzydkim słowem, zrzucamy to bóstwo szukając nowego. Siły zła z Tuskiem na czele muszą odejść, przegnane przez siły dobra (niestety, nie wiemy kto je reprezentuje) i uczynić miejsce na powtórne przyjście Chrystusa. Możliwe więc, że wszyscy świadomie śnimy jakieś Armagedony na naszą miarę (ja na przykład przyjście komornika) i rację mają autorzy strony, że wszyscy jesteśmy Żeglarzami? Jak twierdzą: „Podstawową i bezpośrednią projekcją umysłu jest Okręt, klasyfikowany według Rytuału Pokładowego” (cokolwiek by to znaczyło) i „Nawią, czyli (Statkiem/Okrętem) (Międzyprzestrzennym/Transprzestrzennym) jest każdy system zdolny do transportowania (Kapitana/Dysponenta) zgodnie z jego wolą”.

         Kto jednak jest naszym kapitanem — dysponentem? Czy może armator armady jest, ale brakuje nam pilota? I czy taka lub inna wiara rozwiąże jakiekolwiek nasze problemy? Skłoni nas do poszukiwania sensu nie tam, gdzie zazwyczaj go szukamy i przez wieki nie odnaleźliśmy mimo wysiłków?

         Właściwie do czego potrzebny jest nam armator i pilot, jeśli nie płyniemy statkiem ani nie lecimy samolotem?

         Przemierzając ziemię pieszo, jak nasi praprzodkowie, spoglądamy ku ziemi śledząc tropy zwierząt lub nadające się na pokarm rośliny. Czasami zobaczymy na niej ślad bosej stopy. Przypadkiem trafiłam w telewizji na słowa pewnego rabina, który opowiadał przy okazji uroczystości Bar Micwa pewnego chłopca taką przypowieść: Kiedy Bóg nawiedził proroka Mojżesza w gorejącym krzaku i objawił mu swoje Imię Boga, kazał mu zamknąć oczy, by nie zostały one wypalone, do czasu, aż Bóg odejdzie. Gdy prorok mógł je otworzyć i otworzył, zobaczył na piasku ślady bosych stóp człowieka. 

         Nie Armatora, nie Sternika, nie Pilota — Człowieka. Całą resztę wymyślono później.



« Oneironauci czyli ściganie moli w locie godowym Stowarzyszenie miłośników rasy Basset Griffon Vendeen »

komentarze

[foto]

1. jestem pod wrażeniem • autor: Bogdan Zawadzki2014-06-24 06:27:51

naprawdę ...

po pierwsze, rzecz rzadka "świadomy sen" (...sam miałem coś takiego może ze dwa , trzy razy) no i jego interpretacja, oraz jej "rezultat"...

p.s.

naprawdę są (istnieją) "sny" i "Sny"

cóż warte są te pierwsze ("sny"), których nie możemy zinterpretować ?


serdecznie Pozdrawiam

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)