Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 grudnia 2008

Wojciech Jóźwiak

O Asach i Wanach
Wokół mitologii indoeuropejskiej wg Dumézila. Aktualność bóstw wojny i umowy

Mitologia indoeuropejska Dumézila, trójpodział bogów i ludzi, kszatrijowie i wajśjowie, kto As kto Wan, wojny integracyjne, mitologie Tolkiena, Reymonta, Prusa i Mickiewicza, chaotyczny świat "Pana Tadeusza", Soplica i Odyn, bogów trójca czy czwórca?, Mars kontra Wenus - przemoc a umowa.

1. Mitologia stosowana

Najpierw czytałem "Ogień i wodę" Grzegorza Niedzielskiego, potem jeszcze raz czytałem ten tekst, ale uważniej, kiedy składałem go do Taraki, potem poczuwszy głód źródeł, zabrałem się za Dumézila "Bogowie Germanów", jedynej (chyba, jak dotąd) przetłumaczonej na polski książki francuskiego mistrza mitologii porównawczej. U Dumézila jest, w najtelegraficzniejszym skrócie, koncepcja trzech "gatunków" bóstw (lub, w przeróbkach, bohaterów), które z Białoszewskim mi się kojarzą: od sufitu od dębu od marchwi, czyli bóstwa magów-kapłanów, wojowników-królów i bóstwa dbającego o bydło i skarby stanu trzeciego. Brahminów, ksztarijów i wajśjów. Jakoś nie mogę się zgodzić, żeby ten trójpodział był ściśle i tylko indoeuropejski. Czy staranna analiza nie wykryłaby go np. w Biblii czyli u Semitów?

Prócz trójpodziału, Dumézil rozważa motyw wojny integracyjnej, w której bój toczą z jednej strony połączeni (boscy) rycerze i magowie, z drugiej strony, przeciw nim śmiertelnie z nimi skłóceni, boscy zbieracze płodów ziemi. Czyli Rzymianie z Sabinami lub Asowie z Wanami. W Biblii Mojżesz w swej podwójnej roli maga i wodza, i to wodza zwyciężającego magiczną siłą (morze rozstępujące się, wzniesione ręce natychające wojów do zwycięstwa...) ewidentnie reprezentuje Asów, lecz kiedy udaje się na szczyt góry na rozmowy z Jehową, w obozie podnoszą głowę czciciele Złotego Ciołka, więc notoryczni Wanowie, na których czele staje jego brat Aaron. Wojna zauszników Mojżesza Lewitów (czcicieli Miedzianego Węża) z nieszczęśnie rojem kładzionymi trupem czcicielami Złotego Cielca coś jednak ma z tych asowsko-wanowskich (lub rzymsko-sabińskich) wojen, tyle że zabrakło Sabinek! Czyli kobiet kładących kres laniu krwi. A może są, ukryte gdzieś w tej przepastnej księdze, podobno wielokroć starannie poprawianej przez jahwistów w duchu ich jedynie słusznej ideologii.

Czy gdzieś w polskiej mitologii są te wątki, a z braku mitów, w zwykłej literaturze? Bo są w literaturze światowej nawet tej całkiem nowej, trójpodział choćby u Tolkiena (który pewnie czytał Dumézila), gdzie z brahminów jest czarodziej Gandalf, z kszatrijów ukryty król Aragorn, wajśjów reprezentują Hobbici z Frodem na czele. I zgodnie z najsłuszniejszą logiką mitu, właśnie wajśja (czyli Frodo), jako mający najwięcej wspólnego ze skarbami i złotem, odniesie i zniszczy złowieszczy pierścień.

Wojna integracyjna wydaje się być szczególnym przypadkiem szerszej kategorii mitu integracyjnego. W polskiej literaturze mamy go, choćby w "Chłopach" Reymonta, gdzie rzecz jest o małżeństwie, nieudanym i daremnym, Starego Siewcy-Saturna z młodą Wenus, której seksualne rozognienie grozi chaosem w gromadzie, więc w końcu wygnana. Symetrycznym odbiciem tego wątku wydaje się "Lalka" Prusa, gdzie też pożądana a nieudana integracja jest zobrazowana jako nie mogące dojść do skutku połączenie Wokulskiego z Izabelą, tym razem nie skutkiem nadmiaru libido w niewieście, ale wręcz przeciwnie. Ciekawym jest Wokulski, który w sobie samym na wiele sposobów integruje kszatriję z wajśją (Asa z Wanem), bo będąc szlacheckiego (choć ubogiego) urodzenia (więc ksztarija) udaną karierę robi jako kupiec-wajśja, po drodze dając dowód rycerskiego męstwa w powstaniu, ale pieniędzy dorabia się na zaopatrzeniu rosyjskiego wojska, więc w zajęciu tyle wajśjowskim co (z racji ryzyka i wojny) ksztrijowskim. Do zintegrowania wszystkich trzech stanów w sobie zabrakło Wokulskiemu chęci kobiety z najwyższej sfery.

Na tym tle przypomina się "Pan Tadeusz". Mnie kiedyś w tamtym arcydziele Mickiewicza uderzyła totalna dezintegracja, jeśli chodzi o życie rodzinne bohaterów. Nie wiem, czy ktoś to zauważył wcześniej, ale i mało o tym czytałem. Popatrzmy. Sędzia, w którego domu akcja się dzieje, jest nieżonaty i o jego ewentualnych związkach z kobietami Poeta nie mówi bodaj nic. Za to jego brat Jacek vel Ksiądz Robak miał w życiu kobiety przynajmniej dwie: jedną Ewę zabójczo kochaną (dosłownie, bo zabił jej ojca), drugą nieznaną z imienia i zmarłą, z którą spłodził syna Tadeusza, którego jednak synostwo jest niekompletne, bo ów ojca nie zna, a o obecnym na miejscu w księżym przebraniu, nie wie; chowany zaś przez bezżennego stryja. Bardziej dotkliwa dezintegracja jest udziałem drugiej rodziny, wyłącznie żeńskiej, więc jakby z Wanów, podczas gdy Soplicowie są raczej za wojowniczych i duchownych (w osobie Jacka jednocześnie!) - Asów. Niespełniona kochanka Jacka, Ewa, młodo umarłszy zostawiła córkę mianą z innym (nie pamiętam, z kim), którą wychowuje jakaś jej nieokreślona krewna Telimena, w naszych pojęciach kobieta wyzwolona, ale na tamte czasy "konduity" na tyle podejrzanej, że ktoś, czy nie Boy? - nazwał ją pobłażliwie "petersburską metresą". Z drugiej strony, Wanami są zaściankowcy Dobrzyńscy i ich wojna z Soplicami, w której pogadza ich wspólny wróg-Moskale, ma cechy integracyjnych bojów asko-wańskich. Zarazem tamta waśń rodów zmierza do przezwyciężenia w małżeństwie Tadeusza i Zosi, przy czym dziwi zupełna nieświadomość młodych co tragedii, które się za nimi ciągną i których są przecież owocem. Tylko co autor chciał przez to wszystko powiedzieć?

Zastanawiam się od dawna i ciągle nie wiem, jaką ideę Mickiewicz zakodował w tej historii dwóch rodzin-nie-rodzin, rodzin praktykujących rodzinne pozory, a nie będących rodzinami, skutkiem głębokich dezintegracji, zbrodni i pomieszania rodzinnych ról? Trzeba jeszcze tę intrygę widzieć na tle tradycyjnego ethosu szlacheckiego, gdzie rodzinne więzy były wszystkim, na czym trzymał się społeczny ład. Co Mickiewicz tu zakodował, jaką naukę, jaki przekaz?


2. Soplica awatar Odyna

Trypartycja świata bogów w ujęciu Dumézila prowadzi jednak do czwórcy, gdyż naczelny bóg okazuje się być rozszczepiony na dwoje. Bóg naczelny, przypomnę, ma "po prawicy i po lewicy" dwóch bogów odpowiadającym dwóm dalszym warnom: wojownika-kszatriję i gospodarza-wajśję. Ale sam jest podwojony: jedna osoba boska "jasna" od prawa, druga "ciemna" od magii. Tak to wygląda kolejno w religii wedyjskiej, germańskiej i archaicznej rzymskiej:

magia / prawo wojna dobrobyt
Waruna / Mitra Indra Nasatjowie (bliźniacy)
Odyn / Tyr Thor Wanowie
Jupiter / [Dius Fidius, Fides*] Mars Kwirynus

[* - u Rzymian ta rola zatarta.]

Bogów trzeciej funkcji w Indiach i u Germanów poznajemy po ich mnogości. W Indiach są bliźniętami, w Skandynawii całym "narodem" Wanów. Wanowie zajmujący się dobrobytem przeciwstawieni są bogom pierwszej i drugiej funkcji - Asom. W mitycznej historii Rzymu odpowiada temu podział na dwa założycielskie plemiona: Rzymian pod Romulusem, dzielnych, ale nie mających kobiet, i ich zamożnych zasiedziałych sąsiadów Sabinów. W obu mitologiach dochodzi do założycielskiej wojny, która okazuje się w końcu wojną integracyjną. W "Panu Tadeuszu" w miejscu Wanów są Horeszkowie, w roli Asów Soplicowie. Mickiewiczowscy "Wanowie" są nie tyle rodziną, co obozem: z rodziny są tu tylko Zosia i Hrabia, do obozu poza tym należą Telimena, Gerwazy i mnodzy Dobrzyńscy. Jak na Wanów przystało, w grupie tej dominują kobiety, a Dobrzyńscy z zaścianka wnoszą element mnogości i masy. Za to "bogowie naczelni" są łatwi do policzenia; jeśli pominąć Tadeusza, który należy do nowego pokolenia (pokolenia nowej ery) i jest kimś w typie Baldra, to Sopliców jest dwóch: Jacek-Robak i Sędzia. I tu zgodność ze schematem Dumézila jest zdumiewająca! Z dwóch braci Sopliców starszy jest od wojny, i to w podwójnym sensie, bo zrazu jako watażka, później jako żołnierz-sługa świętej sprawy; zarazem od magii i kapłaństwa, bo wreszcie ksiądz. Jest więc Jacek Soplica awatarem Odyna!

Specjalnością młodszego z braci jest prawo, nieprzypadkiem nazwany jest Sędzią i ten fach nadaje mu tożsamość, jako że w poemacie nie wymienia się nawet jego imienia; zbieżność z rolą Mitry i Tyra idealna. Jacek Soplica Odyna przypomina z trudnego do ogarnięcia mnóstwa atrybutów. Jak Odyn wędruje po świcie i to w ukryciu, w przebraniu. Jak Odyn zasłaniał się płaszczem i kapturem, tak on jako Ksiądz Robak kryje się za kapturnym habitem. Odyn zjawia się znienacka, by swoją magią rozstrzygnąć bitwę lub pojedynek, magicznie obezwładnić tego, na kogo "zagiął parol"; Jacek jako Ksiądz Robak zjawia się "jak spod ziemi", by cudownie zastrzelić niedźwiedzia, swoim ciałem zasłonić od kuli Hrabiego, zawojować Moskali. Ma jak Odyn dar zjawiania się i znikania (kiedy karci sznurem Hrabiego); zmieniania postaci; jak Odyn pojawia się w asyście zwierząt, a biegnący na czele jego orszaku demoniczny czarny baran przypomina kruki Odyna lub kozły ciągnące wozy. Jak Odyn udaje się w zaświaty powieszony na drzewie, tak Jacek umiera dla świata stawszy się Robakiem, wcześniej odbywszy tajemniczy staż pod Napoleonem w "dalekich krajach" zastępujących zaświaty. Ma wiele twarzy, jest wieloznaczny, jest kilkoma osobami "w jednym" - biegunowe przeciwieństwo jego jasnego brata Sędziego, który w dodatku go nie zna, tzn. zna Robaka, ale nie Jacka.

Skąd u Mickiewicza wziął się ten Dumézilowski schemat? Nie wydaje się, żeby Poeta, nawet przy swej erudycji, znał mitologię Germanów i Indusów, odpowiednie studia ledwie w jego czasach się zaczynały. Korzystał z jakiegoś tajemnego przekazu idącego od pra-starożytnych pra-Indoeuropejczyków? Absurd. Telepatia od archetypów? Absurd drugi. Raczej wydaje się, że "zawiniły" podobne źródła i przyczyny mitu i dynamika mitologicznego myślenia, wspólna zarówno skaldom dawnych Skandynawów, riszim dawnych Indów i naszemu Wieszczowi. Dodam, że ja nadal nie wierzę w afirmowaną przez Dumézila indoeuropejską wspólnotę religijną i chętniej uwierzę, że wątki wspólne u Indów i Skandynawów pojawiły się u nich w podobny sposób, w jaki wpadł na nie Mickiewicz. Można przypuścić, że mity Skandynawów i mit Mickiewicza zostały opowiedziane - podobnie - jako odpowiedź na podobną sytuację problemową. Co było tą sytuacją u Skandynawów, nie odgadnę, ale można próbować odgadnąć u Mickiewicza. "Pan Tadeusz", napisany w 1834 r. był odpowiedzią na klęskę Powstania Listopadowego. Przegrana wojna 1830-31 była skutkiem, najogólniej patrząc, braku koniecznych sił i zasobów, w porównaniu z przeciwnikiem czyli Rosją. Przyczyną słabości - tak mógł diagnozować Mickiewicz i jego towarzysze - była dezintegracja społeczeństwa, a stąd niemożność użycia wszystkich jego zasobów w czasie potrzeby. Inni dostarczali idei (pierwsza funkcja wg Dumézila) i walczyli (druga funkcja), inni zaś, niezjednoczeni z tamtymi, zbierali plony i handlowali (trzecia funkcja). Integracja stanów w myśleniu mitycznym przybiera alegoryczną postać koniecznego małżeństwa - ten sam motyw, pół wieku później i po następnej przegranej wojnie z Rosją, będzie męczył umysł Bolesława Prusa i "wyobrazi się" w postaci dzieła wyglądającego na sekwel "Pana Tadeusza", czyli "Lalki"; a 70 lat później ten sam temat w innym kontekście zbada Reymont w "Chłopach".

Wydaje się, że brak dostępu do materialnych zasobów jest odwiecznym problemem ludzi myśli i miecza, czyli tych od pierwszej i drugiej funkcji Dumézila, którzy widząc, jak upragnione dobra marnują się w rękach "zniewieściałych", "rozpustnych", "nastawionych na przyjemności" Wanów, postrzeganych wręcz jako osobna rasa używająca niepojętego dla Asów rodzaju inteligencji, swoje problemy rzutują na swych bogów i bohaterów i przy pomocy mitu usiłują znaleźć z nich wyjście. (Chyba c.d. n. - przynajmniej powinien.)


3. Dalej o Asach i Wanach

Dumézil wśród bogów (których uważa za typowo) indoeuropejskich wyróżnia trzy postaci lub grupy:

  • (3) bóg (a właściwie prawie zawsze bogowie - bo jest ich wielu) dobrobytu - czyli trzecia funkcja;
  • (2) bóg wojny - funkcja druga, i
  • (1) bóg naczelny - funkcja pierwsza.

(Celowo wyliczyłem w odwrotnej kolejności.) Ale wkrótce zauważa, że w dwóch ważnych przypadkach: w religii indyjskiej-wedyjskiej i germańskiej, w pierwszej funkcji boga naczelnego tych bogów naczelnych jest dwóch: Mitra i Waruna w Indiach, Tyr i Odyn w Skandynawii. (Bogiem-wojownikiem w Indiach jest Indra, w Skandynawii Thor.) Przy tym pierwsi z wymienionych (Mitra i Tyr) są od prawa i umów, drudzy (Waruna i Odyn) są od tajemnej wiedzy i od magii. Dwa pytania się nasuwają:

Pierwsze. Czy trójcę funkcji bogów albo bóstw w trzech funkcjach, można zestawić z jądrem enneagramu, czyli z trzema głównymi negatywnymi emocjami i stojącymi za nimi instynktami i wartości? Czyli, czy boga naczelnego, boga-wojownika i boga lub bogów dobrobytu można "skorespondować" z trójcą lęku-gniewu-wstydu, samozachowania-terytorializmu-hierarchii stadnej, bezpieczeństwa-wolności-prestiżu?
Oczywiste jest, że bóg-wojownik reprezentuje gniew, a skoro tak, to także wolność i potrzebę jej chronienia, czyli obronę własnego terytorium i w ogóle stanu posiadania, czego zwierzęcym zaczątkiem jest instynkt terytorialny.
Obyczaje bóstw dobrobytu w rodzaju nordyckich Wanów każą łączyć ich z rozbudowanym życiem społecznym i złożoną strukturą społeczną, jedyną w której może być gromadzone bogactwo. Kojarzymy więc bogów trzeciej funkcji z instynktem hierarchii stadnej, prestiżem (który dla Wanów jest równie ważny jak samo bogactwo) i, konsekwentnie, ze wstydem.
Pozostaje uznać, że naczelne bóstwo kojarzy się z instynktem samozachowawczym, z lękiem i bezpieczeństwem jako pozytywną, acz zagrożoną wartością. Tak "prawie" jest, ale tylko odnośnie jednego z dwóch naczelnych bogów. Mianowicie Odyna z jego praktykami poszukiwania mądrości (wisdom quest!) i jego magią możemy uznać za wysoce wyrafinowanego przedstawiciela postawy źródłowo motywowanej lękiem. Ale do bogów strzegących prawa i umów, Tyra i Mitry, takie określenia raczej nie pasują.

Drugie. Czy nie jest tak, że "rozszczepienie" naczelnego bóstwa (w funkcji pierwszej) na dwoje, niweczy cały trójkowy system? Przekształca go w czwórkowy? Trójcę w czwórcę?
Trzymając się przykładu skandynawskiego: bogowie składają się z dwóch skłóconych kiedyś, ale obecnie zgodnie koegzystujących "narodów": Wanów od dobrobytu (trzecia funkcja Dumézila) i Asów od wojny i czynności intelektualno-magiczno-kapłańskich (druga i pierwsza funkcja). Na jeszcze większym poziomie abstrakcji możemy Wanów nazwać "żeńskimi" (faktycznie, boginie z Freją czyli germańską Wenus na czele są z tego narodu) i "księżycowymi", Asów zaś męskimi i słonecznymi. Podział bogów na te dwie połowy ma swoje przedłużenie w podwójności bogów naczelnych, których jest dwóch, nie jeden: Odyn jako bóg wojennej magii, odpowiednik bóstw wojennych, sam zresztą wiele mający wspólnego z wojną, śmiercią, zabijaniem - i Tyr jako bóg umów, odpowiednik bóstw dobrobytu.
Bogowie w tym schemacie dzieliliby się na cztery kategorie według dwóch osi lub wymiarów: niżsi-wyżsi - i wojenni-umowowi:

wojenni umowowi
wyżsi Odyn Tyr
niżsi Asowie Wanowie

Oczywiście, z Asów, gdy nie liczyć Odyna i Tyra, najważniejszym pozostaje Thor; podobnie z Wanów Frej i Freja.


Aktualność bóstw wojny i umowy

Te dwie grupy bóstw, Asów od wojny i Wanów od umowy, natychmiast można odnieść do pewnego fundamentalnego podziału społecznego, który jest żywy także dziś, i być może właśnie w obecnych czasach przeciwieństwa w tym podziale dochodzą do szczytu. Chodzi o podział społeczeństwa na dwa podukłady, z których jeden stanowią ci, którzy żyją ze stosunków opartych na umowach i wymianie i których kiedyś nazwałem "ludźmi Wenus" (a nieprzypadkowo słowa VANir i VENus są tak podobne!); i drugi podukład, który tworzą ci, którzy żyją ze stosunków opartych na przemocy - "ludzi Marsa". Dzisiaj ci pierwsi, to ci, którzy pracują dla rynku i z tego żyją, ci drudzy zaś żyją z rabunku tych pierwszych, choćby nawet ten rabunek odbywał się w majestacie prawa i był maskowany tym, że rabusie sami się dla niepoznaki według urzędowych tabel skrupulatnie rabują. (Ale to osobna historia.) Współcześni Wanowie to rynek, Asowie - aparat państwa i jego utrzymankowie.

Ciekawa na tym tle jest wizja Tomasza Gabisia imperium i polis. W skali europejskiego kontynentu funkcje marsowe skupić się mają w Imperium, dostarczającym kontynentalnego bezpieczeństwa - natomiast dbający o dobrobyt organiczny "miąższ" społeczny Europy uorganizuje się w wielość poleis. W ten sposób Europa będzie składać się z marsowej (lub "asycznej") imperialnej skorupy, wypełnionej wenusową ("waniczną") tkanką anarchicznego rynku - lub lepiej: poli-archicznego.

Bez względu, czy ta wizja ma nadzieję na realizację (wg mnie raczej nie...), pogodzenie tych dwóch nie pasujących do siebie, obcych sobie a jednocześnie równie koniecznych żywiołów, jest problemem, dla którego dotąd nikt nie znalazł dobrego rozwiązania.
(Próbowano rozwiązań skrajnych. Komuniści w Rosji i gdzie indziej, rząd niemiecki w I wojnie, naziści wojnie II, próbowali w ogóle usunąć porządek oparty na umowach i rynku, zastępując go czystym przymusem, przemocą i reglamentacją, co zawsze prowadziło, i na szczęście, do upadku. Libertarianie czyli rynkowi anarchiści, jak dotąd tylko w teorii, próbowali usunąć państwowy aparat przemocy i zastąpić go rynkiem usług bezpieczeństwa i prawnych. Czy i jak to by taki ustrój działał, dotychczas nie było okazji sprawdzić.)

Podział na "niższych" i "wyższych", przenosząc go z bogów na ludzi, można zastąpić podziałem na działających i myślących, ludzi czynu i ludzi myśli. Zatem w miejsce Asów i Wanów wchodzą grupy społeczne realnie zajmujące się z jednej strony państwem i wojną, a drugiej strony tworzeniem i gromadzeniem bogactw; zaś odpowiednikiem Odyna i Tora są dwie grupy inteligentów, dla których aż się proszą miana "romantyków" i "pozytywistów". Mickiewicz był człowiekiem myśli w sekcji państwa i wojny: był narodowo-wyzwoleńczym poetą. W tym schemacie stał na miejscu Odyna - i jak najdalej od miejsca zajmowanego przez Wanów. Nie dziwi więc, że stworzył odynicznego bohatera Jacka Soplicę-Robaka, i kazał mu uwikłać się w śmiertelny konflikt z Wanami-Horeszkami. A na planie osobistym, powyższa opozycja - zapewne - odzwierciedlała największy chyba we wszystkich epokach ból romantycznych poetów: bezsilność ich woli wynikającą z iście głodowego braku zasobów, pozostających w rękach (jeśli nie wroga, to...) obcych im mentalnie Wanów.

Wojciech Jóźwiak

pisane 24-25-30 listop. 08, najpierw w blogu Taraka-Autopromo, w Tarace od 16 grudnia 08





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)