Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 maja 2012

Ela Bazgier

Astrologia - 27 lat później

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiarozwój osobisty

Astrologia, czyli postrzeganie samej siebie i świata wokół przez pryzmat układu planet, towarzyszy mi od 27 lat. Pamiętam, gdy pierwszy raz po kursie u Leszka Weresa i Rafała Prinkego narysowałam swój kosmogram. Wtedy, w 1985 roku robiło się to „na piechotę” . Z pomocą talerzyka rysowało się kółko, a w nim drugie, trochę mniejsze. Powstałą obwódkę dzieliło na 12 części, potem nanosiło się kreski oddzielające od siebie domy, potem w wyniku żmudnych obliczeń nanosiło się planety, wreszcie łączyło się je ze sobą kreskami z trójkątami, kwadracikami, gwiazdkami i drzewkami itd. Potem pojawiły się gotowe druki, w które można już było wpisywać planety, ale te pierwsze samodzielne kosmogramy powstawały właśnie tak, całkowicie od podstaw. Trzeba przyznać, była w tym jakaś magia...

Ja i moi przyjaciele mieliśmy po dwadzieścia kilka lat, zewsząd wiało beznadzieją, a my spragnieni wiedzy o świecie głębszej niż ta meinstrimowa. Zresztą, każdy wie, jaki pożalsięboże był ten socjalistyczny meinstrim... W Polsce wówczas tylko wąski krąg wtajemniczonych wiedział, że astrologia to coś więcej niż horoskop na ostatniej stronie gazety. Rzuciliśmy się na tę wiedzę, wkrótce „Mandalę życia” Leszka Weresa znaliśmy na pamięć, ale to było mało, wciąż mało...

Po kilku miesiącach nauki, wiadomo, każdego aż skręca się z ciekawości, gdzie ma ascendent. Wiedziałam o sobie tyle, że jestem Koziorożcem. W moim towarzyskim kręgu początkujących astrologów znajdowały się głównie Lwy, Wodniki, Strzelce, Wagi i Ryby. W skrytości ducha liczyłam na to, że ascendent mam w jakimś „barwniejszym” i bardziej atrakcyjnym towarzysko znaku. Koziorożec, z zestawem tych swoich siermiężnych, pozytywistycznych zalet jak pracowitość, odpowiedzialność, rzetelność, skromność i cierpliwość, do żoliborskiej bohemy, w której się wtedy obracałam, jakoś mało pasował... Starożytni badacze wpływów planet mówiąc o dzieciach Saturna nie patyczkowali się specjalnie: opisując tę planetę używali słów: bieda, nieszczęście, kłopoty, ciężko, przeszkody, niepowodzenia, słaby. I na otarcie łez rzucali: większe powodzenie czeka ich w drugiej połowie życia.

Z efemeryd dowiedziałam się, że Księżyc mam w Wodniku. No dobra, myślę sobie, to teraz jeszcze ten ascendent... Liczyłam cztery razy. Nie jestem mocna w matematyce, więc byłam pewna, że coś pomyliłam. Koleżanka widząc moją minę ruszyła na pomoc i liczyłyśmy we dwie. Nie chciało być inaczej: ascendent też miałam w Koziorożcu, a na samym ascendencie – Saturna! Symbol Saturna przygważdżał linię ascendentu niczym krzyż. Patrzyłam na to jak zahipnotyzowana: Oto kim jestem!

Pojawiły się te wszystkie myśli, jakie nachodzą chorych nie nieuleczalne choroby: to niemożliwe, dlaczego właśnie ja? Może to nieprawda? Pamiętam, że wtedy przez chwilę pożałowałam, że w ogóle zajęłam się tą całą astrologią.

Zapomnieć się nie da. To tak, jakby zapomnieć, że cyganka ci powiedziała, ile lat będziesz żyć (a często to, skubane, robią. Jakie nieetyczne!) Możesz o tym nie myśleć, żyć jakby nigdy nic, nie przejmować się, ale nie zapomnisz. Mózg zachowa tę informację na zawsze, bo jest zbyt ważna. I od czasu do czasu będzie ci o tym przypominał.

Pogniewać się na astrologię, rzucić ją, bo mnie mój horoskop rozczarował? Wszyscy musimy grać kartami, jakie nam rozdano, pomyślałam, i była to ważna lekcja, jaką wówczas odebrałam. Wyzwanie zostało rzucone. Pozostało sprawdzić, co to w praktyce oznacza być Koziorożcem z ascendentem w Koziorożcu i z Saturnem na ascendencie.

Czasem zastanawiam się, kim bym była, gdybym nie znała swojego kosmogramu? Czy byłabym kimś zupełnie innym? Co tak naprawdę „robi” z człowiekiem taka wiedza? Na ile nieświadomie „dopasowałam” się do swojego kosmogramu? Na pewno znajomość astrologii zmienia psychikę, ale można to samo powiedzieć o wielu innych dziedzinach, w które się człowiek wgłębia. Tylko astrologia jest bardziej „zaborcza”: jest niczym okulary, przez które patrzymy na świat. Kiedy poznaję nową osobę, jakaś część mojego mózgu zastanawia się, gdzie ona ma Słońce, jaka planeta dominuje itd. Np. widzę, że wygląda jak Ryby, ale jest taka energiczna i rzuca takie spojrzenia, że na pewno z silną domieszką Marsa. Zawsze, ilekroć stanie się coś ważnego w moim życiu czy na świecie, zaglądam do efemeryd – taki nawyk. Czasem stwierdzam, że nic szczególnego nie widać. Ale często od razu widzę sprawcę wydarzenia: Księżyc w pewnym szczególnym punkcie mojego horoskopu albo Mars na medium coeli.

Co ma do zaoferowania astrologia osobom zainteresowanych osobistym rozwojem, samodoskonaleniem, badaniem ludzkiej natury?

1. Poznawszy dobrze własny horoskop, nabiera się do siebie dystansu. Patrzy się na siebie trochę jak na jeden z wielu horoskopów, które się widziało. Jeszcze nie wiem, na ile to rzeczywiście daje wolność, a na ile jej złudzenie. Czy można oderwać się od tego, co zapisane w momencie urodzenia, jak szybko napotka się szklany sufit? Na tu i teraz myślę, że tak całkiem nie można. Tak jak nie można za pomocą ingerencji medycznych uczynić z siebie innego człowieka. Genów, z którymi przyszliśmy na świat, nie można zmienić. Horoskop pozwala jednak uświadomić sobie nasze własne zasoby, nasz wewnętrzny kapitał. Nazwać i docenić w sobie to, czego często nie doceniamy, co uważamy za oczywiste. Np. w codziennym życiu możesz nie doceniać tego, że jesteś zaradna i dobrze zorganizowana. W ogóle o tym nie myślisz, po prostu szybko i sprawnie załatwiasz różne sprawy, nie opuszczasz bezradnie rąk, potrafisz zrobić coś z niczego. Nawet nie wiesz, że tak robisz, i że inni nie mają takiej zdolności! Często dopiero rozmowa z astrologiem uświadamia osobie, że ma w sobie wielki kapitał, do którego może się odwołać w chwili, kiedy np. zmienia zawód, szuka pracy, chce zmienić coś w swoim życiu osobistym, zacząć od początku itd. Często właśnie na tych nie docenianych zaletach buduje się przyszłość i osiąga sukcesy i satysfakcję.

2. Można zobaczyć takie obszary i dziedziny, do których ma się zdolności, a których się jeszcze nie odkryło. Które się pomijało, lekceważyło lub nie doceniło. Np. ktoś może dobrze gotować, ale robi to tylko dla rodziny i nie wie, że może z tego uczynić prawdziwą sztukę lub wzorowe rzemiosło, które da mu utrzymanie. Lub osoba o silnej intuicji nie słucha wewnętrznego głosu, bo mu nie dowierza, a pamięta rodzicielskie przykazanie „bądź rozsądna”. Uświadomienie takiej osobie, że intuicja jest jej wewnętrznym bogactwem, z którego powinna czerpać, może odmienić jej życie. Poznanie swojego horoskopu może być niczym wrycie się w głąb ziemi i natknięcie na złoża bogactw mineralnych. Chodzisz po tej ziemi, chodzisz już tyle lat, a nie wiesz, że żyjesz na złożach cennego kruszca lub gazu...

3. Można znaleźć inne niż dotychczas wykorzystywane sposoby rozwiązywania problemów.

Dlaczego, skoro mamy tyle wspaniałych zalet, nie korzystamy z nich i nie żyjemy długo i szczęśliwie? Dlatego, że jednocześnie są w nas takie cechy, blokady, przeszkody, które nam to utrudniają. One również są zapisane w kosmogramie. Można je „zdemaskować”, nazwać, lepiej sobie uświadomić. Jednym słowem: kosmogram to mapa naszych wewnętrznych sprzymierzeńców i wrogów. A podczas życiowej wędrówki warto wiedzieć, na kogo możemy liczyć, a co będzie nam bruździć...

4. Horoskop pokazuje zestaw narzędzi, jakie nam dano w momencie urodzenia, a z których często nie korzystamy. Powiedzmy, że jestem zodiakalnym Strzelcem z dominującym Plutonem i Księżycem w Pannie. I (jak to często się takim osobom przytrafia) weszłam w konflikt z kimś, toczę spór, a towarzyszą temu duże emocje, zacietrzewienie, klapki na oczach, pieniactwo, a to wszystko podlane butą i pewnością siebie. Oczywiście mi moje zachowanie wydaje się naturalne i normalne. Nie wiem, że można reagować inaczej i rozwiązywać konflikty na spokojnie. A jeśli nawet przeczuwam, że można inaczej, to nie potrafię. Bo taka jestem i koniec.

Wtedy astrolog mówi: jakaś część ciebie potrafi na spokojnie przeanalizować sytuację, zebrać konkretne informacje, odwoływać się do faktów nie emocji. Masz Księżyc w Pannie, więc potrafisz być również obiektywny, rzeczowy i prowadzić rozmowę na argumenty, a nie inwektywy. Załatw więc sprawę „Księżycem”. Tego rodzaju praca nad właścicielem horoskopu jest możliwa. Osoba z Księżycem w Pannie bowiem potrafi odtworzyć w sobie obszary uporządkowania, spokoju, logiki, a stąd już tylko krok do zastosowania ich w nerwowych, konfliktowych sytuacjach.

Albo osoba jest Lwem z Marsem w Byku. Trudno jej wziąć się do pracy, choć wiele od tego zależy. Wie, że powinna, ale odkłada, zwleka, wyszukuje sobie zajęcia zastępcze i w końcu wydaje jej się, że nigdy nie ruszy z miejsca. Cóż, Lew nie lubi się przepracowywać, a Bykowi trudno jest zacząć. Ale Mars w Byku jest jak silnik diesel: trudno mu zaskoczyć, ale jak już zaskoczy, to ciągnie niezmordowany. Przeszkoda nie do pokonania jakby się zmniejszyła: musisz znaleźć sposób, żeby zacząć, bo jak tylko zaczniesz, to i skończysz. Masz konkretnego przeciwnika: kłopoty z samym startem. To mniej obciążające niż łatka patentowanego lenia, z którą takie osoby często borykają się całe życie.

Jako saturniarz jestem osobą praktyczną. Opisywanie wydarzeń za pomocą astrologicznych narzędzi, ekscytowanie się synchronicznością, wyszukiwanie kolejnych przykładów, że „jak na górze, tak na dole”, domysły, co będzie, gdy Uran ustawi się w kwadraturze do Plutona (może się zdarzyć wszystko :)) to fascynujący etap w praktyce każdego astrologa, ale po pewnym czasie zaczyna być nudny i jałowy. Wyjaśnianie za pomocą astrologii, dlaczego coś się stało, kiedy już się stało, nie jest trudne i dla wielu astrologów stanowi pokusę: daje złudne poczucie kontrolowania rzeczywistości. Gorzej jednak jest w drugą stronę: w miarę precyzyjnie przewidzieć przyszłość udaje się z rzadka i to niewielu z nas. Gdyby było inaczej, ranga tego zawodu czy zajęcia byłaby nieporównywalnie wyższa niż jest teraz.

Z mojego doświadczenia wynika natomiast, że studiowanie horoskopu jest bardzo pomocnym narzędziem w osobistym rozwoju, poznaniu siebie i innych, uzmysłowieniu sobie własnych mocnych i słabych stron, odkryciu swojego przeznaczenia, czegoś, co pozwoli nam się zrealizować. Motywu przewodniego swojego życia lub jak kto woli – powołania. Potrafi wyprowadzić ze ślepego zaułka, przestać karmić energią te obszary życia, które nie przyniosą nam dobra ani korzyści. Postawić na to, co jest w nas wartościowe, cenne, co warto rozwijać, dzięki czemu będziemy wzrastać. Poznać swoich życiowych sojuszników i przeciwników.

Astrologia dobitnie pokazuje, że nic nie jest czarno-białe, że każdy kij ma dwa końce. Każda planeta ma swoją jasną i ciemną stronę. Nie ma dobrych i złych znaków. Astrolog szybko oducza się porównywania. Widać jak na dłoni, że nie ma lepszy i gorszy: jest inny.

A co z przewidywaniem przyszłości? Co z podejmowaniem ważnych decyzji, przy których jesteśmy głosem doradczym, a za które często próbuje się nas uczynić jedynym odpowiedzialnym?

Uważam, że najważniejszym zadaniem astrologa, tak jak ja to pojmuję, wcale nie jest przeprowadzenie klienta przez rafy życiowych przeszkód albo przepowiedzenie, czy to co planuje, powiedzie się czy nie. Bo efektu końcowego naszych działań nie widać, tak jak końca życia nie widać. Uważam, że astrologia może podjąć bardziej ambitne wyzwanie: pomóc zrozumieć człowiekowi, kim tak naprawdę jest, poszerzyć amplitudę doświadczeń, wejść głębiej w proces, jakim jest życie - i uczynić z niego przygodę. Ci, którzy chcą życie przebalować lub się przez nie bezboleśnie się prześliznąć, nie powinni marnować własnych pieniędzy ani czasu astrologa.

Porażki i niepowodzenia są częścią życia, są nie do uniknięcia i mają swoją rolę: hartują charakter, uczą, wzbogacają, a także – dopingują do zmian. To, że np. jakaś transakcja nie dojdzie do skutku, związek się rozpadnie, przeżyjemy jakieś rozczarowanie – w ostatecznym rozrachunku może być dla nas błogosławieństwem. Chodzi nie o to, by za wszelką cenę unikać wysiłku i negatywnych doświadczeń. Bardziej chodzi o bycie w zgodzie ze sobą, podążanie za swoim wewnętrznym głosem, otwarcie na doświadczanie rozmaitych smaków życia. A ci, którzy pozostają w zgodzie ze sobą i ze światem, nie muszą chodzić do astrologów: mają wewnętrzną zgodę na wszystko co się wydarzy, ich stan umysłu nie przewiduje porażek ani niepowodzeń, bo nie dzielą doświadczeń na dobre i złe. Poznanie swojego kosmogramu może być ważnym krokiem do osiągnięcia takiego stanu.


Elżbieta Bazgier



komentarze

1. Dodatkowe atuty ukończenia kursu astroligii • autor: Nierozpoznany#35272012-05-23 18:43:38

Zaciekawił mnie pański artykuł o astrologii. Dlaczego? Bo poruszyła pani słabe i mocne punkty w kosmogramie urodzeniowym np. "klienta". Co więcej napisała pani to prostym językiem. Podpowiada pani asy jakie ktoś ma w rękawie i z nich nie korzysta w sposób przejrzysty i zrozumiały dla laika. Jeśli bym trafiła na takiego astrologa, który by mi powiedział to prostym językiem (moje atuty i wady i na co postawić) a nie astrologicznym pewnie byłabym zadowolona z "usługi". Skoro napisała Pani o Saturnie na ascedencie w Koziorożcu (i że to coś niefajnego jest) to ja przeżyłam to samo kilka lat temu jak wyszło, że mam Eris na Ascedencie, też bomba :). W prawdzie nie wiem dokładnie co do minuty o której się urodziłam ale...pasuje do mnie ta Eris (tak czuję). Dlatego mam pytanie do Pani: jak to jest czy pojawienie się niektórych planet (na kosmogramie) np: Chirona, Lilith czy Eris zależy od programu, którym posługuje się astrolog? Czy może od rodzaju wiedzy zdobytej na danym kursie?
W prawdzie nie złapałam "bakcyla" (jeszcze) jesli chodzi o astrologię ale...zachęcona pani artykułem weszłam na Astroakademię Wojtka Jóźwiaka w poszukiwaniu...usług astrologicznych osób, które ukończyły Kurs Astrologii u Wojtka Jóźwiaka. Niestety (ups to powinno być chyba skierowane do Wojtka) nie znalazłam nikogo takiego, jedynie opcja odnośnie zamieszczania ogłoszeń (i korzystania z nich) jest przeznaczona dla osób, które są w Astroakademii, a nie dla osób z e-ulicy-potencjalnych klientów. Pomyślałam tak: Z pewnością są osoby, które ukończyły kurs u Ciebie Wojtek i są zdolne- byłby to dodatkowy atut i dla Ciebie i dla osób, które mogłyby zdobyć kilka wpisów do portfolio. Dlaczego napisałam taka uwagę (tylko uwagę :))-bo przejrzałam w internecie usługi z tej dziedziny i często jest tak, że brak jest źródła typu: ukończyłem kurs astrologiczny u Pani/Pana i to dało mi do myślenia...Więc po co korzystać z "niepewnego źródła" jak można u Ciebie?
[foto]

2. odpowiedź dla Viki • autor: Ela Bazgier2012-05-23 22:25:45

Niektórzy astrologowie interpretując horoskop biorą pod uwagę ciała niebieskie które wymieniasz, np. Eris czy Chirona. Kłopot z tym, że zostały one odkryte bardzo niedawno (twoja ulubiona Eris w 2005 roku) i tak do końca jeszcze nie wiadomo, co o nich sądzić, jak je interpretować. Dlatego większość astrologów "nie wciągnęło" ich do swojego warsztatu, są na etapie poznawania ich i badania, co mogą oznaczać w horoskopie. ja nie biorę ich pod uwagę, ale czasem rzeczywiście sprawdzam, gdzie sa w horoskopie położone. pozdrawiam :)

3. nowości w Astrologii • autor: Nierozpoznany#35272012-05-23 23:13:33

Pani Elżbieto dziękuję za odpowiedź. Rzeczywiście niewiele się mówi na temat Eris czy Chirona...a szkoda. Moze faktycznie trzeba jeszcze kilka lat poczekać, by astrologowie nabyli niezbędnej wiedzy, którą mogliby podzielić się z klientem. Póki co... hm czuję lekki niedosyt, mam orzeszka (a właściwie jabłuszko) na ascedencie ale nie jestem w stanie go "rozgryźć"
[foto]

4. Ogłoszenia o astrologach • autor: Wojciech Jóźwiak2012-05-23 23:17:23

Viki, to chyba telepatia, bo właśnie zastanawiałem się nad tym, żeby w AstroAkademii zamieszczać ogłoszenia astrologów, którzy pracują z klientami.
Pozdrawiam! - WJ

5. cd ogłoszeń • autor: Nierozpoznany#35272012-05-23 23:39:32

Możliwe, że zadziałała telepatia :). Takie usługii byłyby korzystne dla wszystkich no i źródło pewne.

6. * * * • autor: Nierozpoznany#32012012-05-24 10:36:00

Zupełnie się nie zgadzam z dramatyzowaniem Saturna jako planety niosącej nieszczęście, wręcz przeciwnie, bo czyż osoba mocno naznaczona Saturnem, czyli, odpowiedzialna, przewidująca i doświadczona może przynieść nieszczęscie?.
Z doświadczenia wiem ,że osoby z wyraźną dominantą jakiejś planety zazwyczaj dostają coś dla równowagi. Pani tekst jest zbudowany na wywodzie o wepchnięciu przez los często w nieprzyjemny horoskop , w tym przypadku m.in."saturniasty", ale w tekście wyraźnie dostrzegalny jest akcent księżycowy. Czyżby Pani dostała dla zrównoważenia Saturna czwartodomowego Marsa? Jeśli tak, to nie taki "diabeł" straszny:)
[foto]

7. * * * • autor: Ela Bazgier2012-05-24 22:33:48

Dzięki za słowa pocieszenia, ale moje problemy z Saturnem pochodzą sprzed 27 lat. Zdążyłam się jako pozbierać przez ten czas :)
Mars w IV domu? Nie, ale za to w Raku!

8. * * * • autor: Nierozpoznany#32012012-05-25 11:38:53

Zatem Mars w raku. Mars w raku to wielki optymista:)

Ja nie miałem takich problemów ze swoim mocnym Saturnem. Od razu go pokochałem , wiedziałem ,że pasuje do mnie jak ulał:)

9. Astrologia.... • autor: Piotrdivine2012-06-16 17:56:38

Astrologia mówi prawdę. Jestem koziorożcem w ascendencie Bliźniąt. Ale za pomocą Tarota i Run - przepowiadam przyszłość i zmieniam siebie i życie wokół siebie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)