Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 sierpnia 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: AstroAkademia (odcinków: 12)

Astrologia jako teoria jednostki
(Dlaczego kiedyś zafascynowała mnie astrologia?)

Kategoria: Astrologia

« Nowy obrót kursu astrologii: od 5 września 2018 do czerwca 2019 „Iść problemami”: skupienie na problemach »

Było to dawno temu, miałem około trzydziestki, za sobą studia z biofizyki i pierwsze próby w zawodzie fizyka. Później wielokrotnie spotykałem się ze zdziwieniem: „– Ty, ścisły, i astrologia?” Tak..., to przestawienie zwrotnicy, z fizyki i biologii na astrologię, mogło i może niektórych dziwić, budzić poznawczy dysonans.

Czym astrologia mnie uwiodła? Odpowiedź jest w tytule.

Astrologia jest jedynym rodzajem wiedzy, który dostarcza teorii jednostki. Wszędzie poza astrologią życie pewnej osoby – moje, twoje, kogokolwiek – jest gołym chaosem.

Jest oczywiście wiedza medyczno-psychologiczno-rozwojowa, z której dowiadujesz się, że mając 2 lata zaczniesz mówić, jako 4-latek opanujesz język z jego gramatyką, będąc kobietą około 13 r.ż. spodziewaj się menstruacji, i mało prawdopodobne, że przeżyjesz więcej niż 90 lat. Ale te biologiczne ramy czasowe wypełnia treść, w której nie ma żadnych wskaźników, linii przewodnich, drogowskazów. (Nie ma, poza astrologią.) Jest chaos. W pewnym czasie jednym coś się udaje, innym nie. Jedni idą w górę, tzn. uzyskują punkty społecznego uznania, inni spadają w nie-radzenie sobie, indolencję, niemożność. Jedni rozwijają się, inni najwyraźniej zwijają. Z czego to wynika? Co to tłumaczy? Poza astrologią żadna nauka, ba, żaden namysł, nie próbował ani nie próbuje tego rozplątać. Prawidłowości jednostkowych losów są czymś, co interesuje jedyną astrologię. Poza astrologią „nikogo” – w sensie dziedziny wiedzy – to nie interesuje.

Dla mnie czymś jak otwarcie okna, lub otwarcie bramy, było dowiedzenie się, że właśnie jednostkowe losy są czymś, co astrologię interesuje głównie. I że dostarcza ona środków do ujęcia tego „indywidualnego chaosu” w prawidłowości.

Przed astrologią czułem się, z mała przesadą, jak ten „liść miotany”, lub jak pisał Nietzsche,[1] jak „zwierzę, które nauczono tańczyć, dając mu cięgi i skąpe kąski”. W środku chaosu, w środku jakiejś wialni, której wiry mogą wciągnąć w każdej chwili w każdą stronę.

Oczywiście, szybko zdałem sobie sprawę z wad astrologii, wśród nich z tej, że więcej obiecuje niż daje, i że ta obietnica dostarczenia indywidualnej teorii, teorii tego, kim się jest i jakie są prawidłowości we własnym życiu, jest mocno na wyrost: bardziej jest niedosiężnym projektem (jak podanie i rozwiązanie równań ruchu wszystkiego jest tym kierunkowym projektem w mechanice klasycznej; a zbudowanie sztucznej inteligencji lepszej niż ludzka podobnym projekto-mitem cybernetyki) – niż faktycznym stanem. Jednak mimo niedoskonałości i luzów w aparacie, astrologia pozostaje jedyną taką dziedziną, jedynym dostarczycielem teorii jednostki i teorii jej biografii.

W tę stronę dalej będziemy iść na kursie, który zaczynam 5 września b.r. 2018. Będziemy badać, jak astrologiczna teoria sprawdza się i przejawia na naszych i innych przykładach i losach.

[1] Friedrich Nietzsche, To rzekł Zaratustra, przekł. Sława Lisiecka i Zdzisław Jaskuła 1999, s. 20.

AstroAkademia: wstęp na końcu

Aktualności AstroAkademii - kursów, dyskusji, spotkań i innych akcji, które prowadzę na stronie www.astroakademia.pl


« Nowy obrót kursu astrologii: od 5 września 2018 do czerwca 2019 „Iść problemami”: skupienie na problemach »

komentarze

[foto]

1. Etapy inicjacji 1 • autor: Mirosław Czylek2018-08-03 17:56:28

Gdybym miał roboczo (trochę sztucznie) określić etapy wciągania - wkręcania się w astrologię, to bym to nazwał to tak:

1. moment fascynacji ("ciekawość")


To ten cudowny motyw, kiedy podejrzewamy, że to, z czego się śmialiśmy, ma w sobie coś nieodparcie fascynującego i ważnego. Nagle okazuje się, że istnieje coś więcej niż 12 znaków zodiaku. Nawet to nas dziwi.



2. poczucie wszechmocy astrologii ("neofita")


To moment, kiedy wydaje nam się, że astrologowie to nadludzie, a my na fali tej euforii jesteśmy w stanie temu się poddać. Jesteśmy skłonni szybko uwierzyć w to, że za rok będziemy przewidywać z dokładnością do miesiąca terminy śmierci, narodzin dzieci, itd. No i mamy perspektywę zostania bogatym, bo wg. naszego mniemania astrologowie to ludzie bogaci.



3. zwątpienie ("sceptyk") lub poszukiwanie narzędzi ("student")


Tutaj hormony schodzą w dół i albo racjonalizujemy zjawiska albo dowiadujemy się, że to nie jest takie proste. Jeśli spotykamy przyzwoitych ludzi, oni nie obiecują nam wielkiej wiedzy i nie są jak kanclerz Palpatine z Ciemnej Strony Mocy. Dają nam po prostu dostępne narzędzia i pokazują swoje przemyślenia cząstkowe, np dotyczące jakiejś metody czy wąskiego tematu.



4. potrzeba posiadania nauczyciela ("guru") lub potrzeba dalszego zaszczepiania wiary poprzez skuteczne przełożenie zdobytej wiedzy względem osób zasięgających porady.


Jeśli pokonamy swój sceptycyzm i pójdziemy dalej, pojawia się często potrzeba przynależności lub bycia "w grupie". Na kimś te horoskopy musimy przecież testować i z kimś recenzować. Samotnych wilków jest niewielu. Element rywalizacji, zazdrości, plotek czy mówienia o tym, który astrolog jest "lepszy", to chleb powszedni.
[foto]

2. Etapy inicjacji 2 • autor: Mirosław Czylek2018-08-03 17:57:49



5. pójście w euforię lub w zdystansowanie wobec metody


Gdy brakuje nam cierpliwości, lub mamy naturalną niezdolność do syntetycznego myślenia, rezygnujemy. Tutaj również kończy przygodę część "grupowiczów", którzy pod płaszczykiem ezoteryki bardziej myślała o innych celach. Wiele osób zatrzymuje się tutaj i ... podejmuje nowej gałęzi, nowego narzędzia poznawczego. 



6. moment kluczowy - intensywna praktyka z ludźmi, która zakończy się przynajmniej częściowym sukcesem lub nie.


W tym miejscu powinniśmy sobie zdać sprawę, że okres "grupy", "guru", "bycia fajnym" lub "nadczłowiekiem" się skończył. Zasilanie wewnętrzne powstaje, gdy konfrontujemy swoje obserwacje z tymi, którzy już chcą się od nas czegoś o sobie dowiedzieć. Nagle olśniewa nas, że "to co na górze, to i na dole". Zdarzają się doświadczenia mistyczne, czujemy się tym razem częścią większej całości i nie potrzebujemy do tego opinii zewnętrznej, lub prób przekonania nas.



7. samotność astrologa - dystansowanie się do innych sposobów i innych rodzajów myślenia, przy jednoczesnym śledzeniu ich.


Etap ciężki, ponieważ bardzo wiele osób trochę nie do końca ma pewność z poczuciem własnej mocy i czuje silne kompleksy. Niektórzy nawet nie są pewni, czy to czym się zajmują, jest słuszne. To uniemożliwia występowanie przed innymi, dzielenie się wiedzą, pokazywanie swoich pomysłów lub powoduje paraliżujący strach przed otwartymi dyskusjami. Dość charakterystyczne dla sporej liczby osób parającej się ezoteryką. Ich mechanizmem obronnym jest często mówienie o tym, że nie lubią organizacji, nie lubią "konkurencji", nie podobają im się obyczaje, itp.
[foto]

3. Proponuję jako osobny tekst • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-03 22:48:30

Mirosławie, proponuję/sugeruję, żebyś trochę rozwinął te myśli (powyższe) i zamieścił jako osobny tekst. Bo rzecz ciekawa.

Co do meritum: zapewne faktycznie większość (wszyscy, może?) przechodzą fazę zakochania w astrologii (1), potem poczucia wszechmocy (2), po czym następuje sceptyczna reakcja (3).
Następne punkty nie wydaje mi się, żeby następowały po sobie. Zwykle początkujący astrolog czy fascynat astrologii robi to robi mając jakiegoś nauczyciela, może nawet guru, i należąc mniej lub bardziej do jakiejś grupy, np. (i przynajmniej) kursowej. W czasie zachodzą różne warianty zbliżania się lub oddalania, "przykładania się" i "wagarowania" (w sensie zajmowania się astrologią), ale wątpię, żeby tu był wspólny schemat.

4. Re • autor: Jarosław Koziński2018-08-04 02:39:21

Ja zacząłem dość wcześnie - siostra i Mama podczytywały Wróżkę i Gwiazdy Mówią. W wieku 16 lat trafił do mnie podręcznik astrologii horarnej, bodajże [polskich astrologów, ale pod angielskim pseudonimem. Potem forum "Jak na górze, tak na dole", no i oczywiście Taraka. A kursem astrologii na Tarace jestem nadal zainteresowany. Pozdrawiam.
[foto]

5. Wojtku, propozycja kusząca,... • autor: Mirosław Czylek2018-08-06 23:52:25

Wojtku, propozycja kusząca, lecz jak zwykle moja Panna/Saturn będą zobligowane się ociągać, by powstało z tego coś sensownego :-)
Myślę, by stworzyć konstruktywny cykl "astrologia demitologizująca". Trochę jak antyteza, która jest niezbędna, by dać nowe ciekawe spojrzenie na astrologię.
Pozdrawiam

6. Nie tylko astrologia • autor: Jedynie Prawda jest ciekawa2018-08-08 11:57:52

Bardzo ciekawy, krótki i treściwy tekst!:-) 
I ten Nietzsche oddaje tu dokładnie rdzeń, sedno problemu... 

Ale tak lekko polemicznie do słów "Astrologia jest jedynym".. , które kilka razy pojawiają się w tekście - moje doświadczenie: ok. 20 lat temu kurs numerologii u Pani Heleny Wildy - Kowalskiej , wspaniałej kobiety, stojącej twardo na ziemi, ale jednocześnie zafascynowanej numerologią. I przez kilka lat to był mój "drogowskaz". Jak mawiała Pani Helena , znana z językowej finezji, ale też dosadności :"Numerologia Ci pomoże, poprowadzi: zamiast ma Ci życie nogi z dupy powyrywać, to najwyżej nabijesz sobie parę siniaków" (cytat prawie dosłowny:-)  
Później wykłady KEn Lai’a w Polsce na temat chińskiego systemu dywinacyjnego "4 Filary Przeznaczenia" - chyba mało znanego w Polsce. I to było olśnienie - bo dokładnie tam pamiętam jak Ken Lai mówił, że 4 Filary to taka "mapa drogowa" - gdzie można dodać gazu, bo będzie świeciło słoneczko, droga prosta i trzeba gnać przed siebie , a gdzie będzie ślisko i zakręty i trzeba zwolnić, by nie wypaść z trasy. Prowadziłem później takie wykłady na ten temat - jakby wstęp do wstępu czym to jest i jak się interpretuje. 4 Filary bazują na dacie i godzinie urodzenia, tyle że przelicza się wg chińskiego kalendarza.. nie robiłem wielkich badań porównawczych, ale na kilku przykładach fascynujące było jak bardzo pokrywają się wyniki z astrologią... choć wymaga to czasem "przełożenia" pojęć, bo nie zawsze nomenklatura jest ta sama - choć ludzkie potrzeby i emocje wszędzie są takie same. 
I dopiero później przyszła astrologia - najpierw krótkie spotkanie z "guru" p. Leszkiem Weresem, niewątpliwie geniuszem, ale też (nie znałem wcześniej) mistrzem, za którym dziś trudno podążać jako początkujący i laik.

7. cd.. • autor: Jedynie Prawda jest ciekawa2018-08-08 11:59:30

 I kurs u Pana Wojtka w poprzednim roku, który był pierwszą solidną szkołą astrologii.. i odnosząc się do komentarza Pana Mirosława Czylka - nie umiałbym siebie przyporządkować do żadnego "etapu", bo przechodziłem je "poza astrologią" - w numerologii i 4 Filarach
Piszę celowo w ten sposób, bo mam wrażenie jednak pewnej dezynwoltury astrologów w stosunku do innych systemów/nauk, które próbują  poszukiwać zmian stanu entropii i weryfikować czy Kot Schroedingera jest zywy czy martwy.. Bo trochę do tego chyba się sprowadzają te poszukiwania.. do próby zajrzenia co jest poza zasięgiem wzroku, naszych zmysłów, poszukiwania instrumentu pomiaru świata poza horyzontem.. I dlatego to takie fascynujące... :-) a komu się udaje … staje się - odwołując się do słów Pana Mirosława powyżej , w klamrę łączących przywołanego przez P. Wojciehca Nietzschego - staje się "nadczłowiekiem":-) a później pycha i upadek skłaniają do dalszych poszukiwań:-) 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)