Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 kwietnia 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 4 (odcinków: 85)

Atak joginów na Kościół z poszczucia przez komunistów. Czad...

Kategoria: Mistrzowie i klasycy
Tematy/tagi: buddyzmhistoriazen

« Preferuję żelazo Czad dżihadu »

Jerzy Pomianowski, zasłużony komentator Taraki (pisze od 2011 r.) napisał dziś w kolejnym komentarzu:

Pamiętam jak na przełomie lat 60/70 nagle pojawiły się w kioskach książki o jodze, medytacji i buddyzmie. Przecież wówczas wolny rynek towarów ani idei nie istniał, wszystko, każdy tekst wymagał zgody Partii i służb bezpieczeństwa.

A ja nie pamiętam. Chociaż w tamtych latach na każdy strzęp tekstu o jodze, medytacji i buddyzmie bym się był rzucił.

Wpis J.P. był dalszym ciągiem Jego wcześniejszej opinii:

„Chytry plan”. Islam wprowadzili do Europy jej przywódcy jako szczepionkę na chrześcijaństwo (głównie na katolicyzm). Wcześniej próbowano z buddyzmem, ale był zbyt słabym lekiem. Kuracja w pełni się udała, i mamy problem.

Dalej nawiążę do powyższego. Najpierw o jodze i buddyzmie. Pierwszą i długo jedyną w powojennej Polsce książkę o ćwiczeniach jogi napisała i wydała Malina Michalska w 1972 roku. Książka była wydana przez Wydawnictwo Lekarskie, które raczej nie było tubą rządzącej partii PZPR. Michalska (która w następnym 1973 roku zmarła, ur. 1916) była spadkobierczynią polskiej gałęzi nurtu, który można nazwać teozoficzno-filoindyjskim; coś o tym jest napisane choćby w Wikipedii.

Uważać tamtą Autorkę za narzędzie złowrogiej Komuny, która ją rzuciła na zagrożony odcinek frontu walki z Kościołem, aby polskie owieczki swoją jogą odcinała od prawd wiary – takie zdanie obrażałoby Zmarłą, gdyby nie to, że wynika (jak mi się zdaje) z prostej niewiedzy. Nb. Malina Michalska jogi uczyła się od Cyryla Krasińskiego, który był znawcą Tybetu, ale i – przypadkiem – zakonnikiem-benedyktynem.

Czytelników młodszych niż Jerzy lub ja warto w tym miejscu poinformować, że w Polsce rządzonej przez komunistów wydawano wiele książek (chociaż znacznie mniej niż teraz), jak i wydawnictw było wiele (chociaż wiele mniej niż teraz) i nie wszystkie z nich były usługowe względem rządzącej PZPR, a niektóre były od niej właściwie niezależne. Nadzór PZPR i jej urzędu cenzury polegał raczej na punktowych „zapisach”: niektórzy autorzy i dzieła były z góry zablokowane do publikacji, innym skreślano fragmenty, w których brzydko wyrażali się o Związku Sowieckim. Prócz zablokowania książek antykomunistycznych, blokowano też te uznawane za „nienaukowe” i dlatego nieznana w „ludowej” Polsce była ezoteryka i powstające wtedy New Age.

O buddyzmie, dokładnie: o buddyzmie zen, pierwszy napisał i to nie w książce, tylko w „Przekroju” (dla niepamiętających: był to najbardziej „offowy” tygodnik w PRL; czytając go można było nie zauważać, że wydawany pod komunizmem) – jeśli mnie nie myli pamięć – prof. Julian Aleksandrowicz, lekarz z Krakowa, pilny obserwator nowinek, które dzisiaj nazwane byłyby „ekologicznymi”. Pamiętam tytuł: „Zen dla zdrowia”. Rok był 1972 (73?), wiosna chyba. Artykuł ten, jak później „mi się” rekonstruowało, był zapewne echem ówczesnej popularności zen, który wtedy w świecie anglojęzycznym znalazł swojego głośnego propagatora, Philipa Kapleau. Niedługo później, 1975, Kapleau na zaproszenie Andrzeja Urbanowicza przyjechał do Polski, zapoczątkowując sanghę, która później zarejestrowała się jako Związek Buddystów Zen „Bodhidharma”, ten z siedzibą w Falenicy na Filmowej. Ale ponieważ w Tarace mamy osobistego świadka i uczestnika tamtych wydarzeń – Jacka Dobrowolskiego, ja zamilczę.

Pierwszą książkę o zen, „Wprowadzenie do buddyzmu Zen” japońskiego profesora Daisetz Teitaro Suzukiego, wydano około 1980 roku.

Na pewno więc „na przełomie lat 60/70” nie „pojawiły się w kioskach książki o jodze, medytacji i buddyzmie” (ani „nagle” ani nie-nagle). Pojawiały się, owszem, ale pojedynczo, jako rzadkość i „towar spod lady” (co to było takiego, już nie chce mi się objaśniać) – i dopiero w następnym kilkunastoleciu.

Posuchę na literaturę duchowo-rozwojową, i to dobrą – w przeciwieństwie do toaletówki, która zalewa dzisiejszy rynek – przerwało dopiero Wydawnictwo Pusty Obłok, prywatne przedsięwzięcie Krzysztofa Lewandowskiego i Bolesława Roka, rok 1984. Obu znam i klnę się (jak Słowacki na „egipskie ptachy”), że nie byli agentami wypuszczonymi na Kościół Katolicki, by go podważać pismami Kapleau, Junga, Bohma, Uspienskiego, Mindella...

Jeszcze dodam, że rządzący Polską lat 1960-70-80 komuniści przenigdy nie dopuściliby do głosu treści, których nie znali, nie rozumieli i które wystawały poza ich przyziemny i prostacki poziom umysłu. Przy swoim prymitywizmie byli dość przebiegli (jak każdy niższy byt, który głupotę łączy z przebiegłością), aby na coś takiego nie pozwolić. Nie mogli używać „jogi, buddyzmu i medytacji” jako narzędzia, tym bardziej do walki z KK, który już sam wystarczająco przerastał ich intelektualnym wyrafinowaniem.

Najgorszy w tamtej notce, od której poszedł mój wykład, jest jej anachronizm. To dopiero dzisiaj ktoś może żonglować sobie figurami z przeszłości: jacyś komuniści u władzy... jakiś Kościół... konflikt między nimi... jakieś medytacje, zeny... inne niż KK, więc pewnie mu zagrażające... i zagrażający mu komunizm, w dodatku wydający się „wszechmocnym”... – I z tego melanżu wypływa, jak skwarek z zupy, wniosek: oto „na pewno” komunistyczna władza rzuciła się wściekle jadem plując, z medytacją, jogą i buddyzmem na Święty Kościół...

Anachronizm polega też na tym, że po 45 latach jakie minęły od „przełomu lat 60/70” „polski inteligent” (pozwolę sobie użyć zwrotu wprowadzonego do Taraki przez Alchymistę) stał się znaczniej bardziej przesiąknięty i zatruty ideami kościelno-katolickimi niż był wtedy, przed prawie pół wiekiem, a raczej byli jego ojciec lub dziad. Zaprawdę, powiadam wam, w tamtych czasach cały ten Kościół znacznie mniej nas obchodził (nas: wykształconych Polaków) niż obchodzi, a raczej wchodzi nam na głowy, teraz. Wtedy naprawdę coś innego było ważne, niż to, czym raczy się obrazić lub zgorszyć któryś biskup lub prawowierny minister czy redaktor. Byliśmy pod niewolą Komuny, prawda, – ale za to wolni, kto chciał, od natręctw Kościoła.

Na tle powyższego, kto i jakimi knowaniami prowadzony, sprowadził do Europy muzułmanów niby Konrad Mazowiecki krzyżaków, okazuje się sprawą osobną, na którą już nie mam czasu, chociaż chętnie bym przeczytał i zamieścił w Tarace prawdę i o tamtym.

I jeszcze jedno: pisząc to, kwerowałem (czy tak się mówi? – robiłem kwerendę...) [kwerendowałem -- przypis Korektorki] w Internecie za informacjami o początkach jogi, medytacji i najlepiej z nich uchwytnego buddyzmu, w Polsce – i zatroskała mnie ubogość danych o tym. Kto nie pamięta tamtych dziejów z autopsji lub od znajomych, może poczuć się faktycznie bezradny i niewiedzący. Właśnie dlatego napisałem ten odcinek, żeby zapobiec temu, że jeszcze ktoś z niewiedzących przeczyta i uwierzy, że ubecja w 1970 roku nasyłała joginów na biskupów. Na wszelki wypadek biorę moją ironię w italik.


PS. Nie mogę skończyć tego tematu. Zabolała mnie tamta notka. (Mimo medytacji, mam widać jeszcze jakieś ego.) Czytając głosy, które odzywają się na pobrzeżach Taraki i nawet w niej, mam wrażenie jakiegoś uporczywego rozmijania się części Czytelników z tym przekazem, którego skromną częścią jest Taraka. Coraz częściej łapię się na tym, że postrzegam siebie jako dziwny import z innego czasu. Jakiś zakręt – jeśli nie przekręt – dokonuje się, lub już się dokonał, w umysłach. Być może też w Twoim umyśle, o, Czytelniku. Jakiś czad się unosi i zaczadza umysły. Może podobny do tego, który kiedyś jednych zaczadzał, by zakładali beżowe koszule, a drugich by machali czerwonymi flagami. Ale takie historyczne podobieństwa są zbyt grube, by kogokolwiek ostrzegły. Dzisiejszy czad jest inny i dopiero trzeba go rozpoznać.

Auto-promo Taraki 4: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach:
Auto-promo 3
Auto-promo 2
Auto-promo
Auto-promo Zero.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-04-08)



« Preferuję żelazo Czad dżihadu »

komentarze

[foto]

1. To jest ciekawe • autor: Michał Mazur2015-04-08 00:49:43

To jest ciekawe: "Anachronizm polega też na tym, że po 45 latach jakie minęły od „przełomu lat 60/70” „polski inteligent” (pozwolę sobie użyć zwrotu wprowadzonego do Taraki przezAlchymistę) stał się znaczniej bardziej przesiąknięty i zatruty ideami kościelno-katolickimi niż był wtedy, przed prawie pół wiekiem, a raczej byli jego ojciec lub dziad"
Oczywiście nie pamiętam czasów "nieboszczki komuny", jednak miałem okazję dość dużo przeczytać (także w ramach studiów), oraz poznać wielu ciekawych ludzi (także w różnych pracach powiązanych z moją dyscypliną - historią), z którymi rozmawiało się sporo nt. tego, jak żyło się "niegdyś". Summa summarum wyłania się z tego dokładnie taki obraz co wspomniany w tym artykule

Natomiast co do kwestii wspierania (albo przynajmniej przymykania oka) przez władze PRL "duchowości" innej niż koscielna nie wypowiem się. Słyszałem (i czytałem) już na ten temat różne opinie... wiele było wzajemnie sprzecznych. Coś kojarzę, że parę lat temu na portalu Racjonalista.pl (czyli w czasach, gdy nie poruszano tam spraw politycznych) ukazał się artykuł sugerujący, że pod koniec PRL (lata 80-te) służby zmieniły swój stosunek do ruchów mogących być potencjalną alternatywą dla KK (oczywiście autor owego tekstu postrzegał to przede wszystkim jako wspieranie przez PRL "ciemnoty").
[foto]

2. duchowość niepolityczna • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2015-04-08 07:20:37

W latach 80-tych byłem dziennikarzem i jako taki miałem na co dzień do czynienia z cenzurą. Jednocześnie uczyłem się astrologii i pilnie studiowałem wszelkie dostępne wtedy publikacje poświęcone ezoteryce i duchowości. Dziwiłem się, że te wywrotowe przecież w ówczesnej rzeczywistości pozycje były względnie łatwo dostępne. Mojemu zdziwieniu położył kres jeden z cenzorów, który - gdy wypiliśmy razem sporo więcej, niż mogłoby to wynikać z norm przewidzianych na linii obywatel-władza - oświecił mnie jaśniej, niż Budda z Bhagavanem razem wzięci. A zrobił to słowami: młody człowieku, im więcej takich jak pan czyta te bajania, tym mniej was chodzi na demonstracje solidarnościowe. Polej pan jeszcze! Dzięki takiej polityce ja i moi zainteresowani ezoteryką rówieśnicy, mieliśmy dostęp do wcale dobrej literatury - bo pisali ją i tłumaczyli ją dla nas ludzie wielkiej kultury i doskonale wykształceni. Zalew bezwartościowej szmiry z napisami "i ty możesz wróżyć/uzdrawiać/rządzić swoim życiem/i-co-tam-jeszcze" to domena lat 90-tych i poźniejszych, gdy na rynku (także ezoterycznym) ludzi wielkiej kultury i dobrego wykształcenia zastąpili ludzie z pieniędzmi i siłą przebicia. A com se jak młody człowiek użył, obcując z ezoteryką podaną na wysokim poziomie, to moje!

3. @Włodzimierz Zybetal • autor: Nierozpoznany#79092015-04-08 08:06:48

Dziękuję, wyręczył mnie Pan!
Ja bym dodał do tego jeszcze pewne inne przygotowania. Mianowicie czasopismo konsumentów (tygodnik?) VETO. Dzisiaj rzecz oczywista, że konsumenci powinni mieć swoje prawa. Kluczowa jest jednak ostatnia strona tego poczytnego czasopisma. Strona ta poświęcona była mianowicie naturyzmowi, co jako nastolatkowi bardzo mi się podobało. Szczególnie utkwiły mi w pamięci opowiadania o frywolnej dziewczynie, która wszędzie i z każdym, a w dodatku za darmo - miała chyba ksywę Muszka.

Absolutnie nie mam nic przeciwko naturystom, poza tym, że narażają sobie skórę na oparzenia i jeszcze gorsze rzeczy. Niemniej jednak, fakt faktem, komunistyczne władze dyskretnie promowały liberalizm (także w wersji soft-porno) jako alternatywę dla solidaryzmu. W samej Solidarności rzecz jasna niemało było liberałów, którzy dali się złapać na haczyk liberalizmu (hasła typu "małe jest piękne", więc rozwalmy wielkie przedsiębiorstwa, ewentualnie sprzedajmy je "inwestorom" - najlepiej z Kataru). Efekt jest taki, że nasza liberalna publiczność do tej pory nie rozumie, dlaczego liberalizm nie działa tak, jak by chcieli. Ale za to o niepowodzenie transformacji i kompradorską elitę chętnie oskarża kościół i ciemnogród. A fakty są o wiele bardziej zniuansowane...

To że ktoś uczył się dajmy na to jogi czy buddyzmu od benedyktynów nie oznacza absolutnie nic w świetle faktu, że akta departamentu VI MSW zostały w znacznej mierze zniszczone.
Swoją drogą ciekawe, dlaczego prawie nie ma środowiska w Polsce, które spokojnie i rzeczowo odniosłoby się do sprawy lustracji. Wszyscy reagują alergicznie, a wszelkie zarzuty traktują jako atak na tożsamość swojego środowiska (no bo: jak jogin jest agentem, to cała joga jest dziełem UB - absurdalne rozumowanie). Dotyczy to naprawdę wszystkich!
[foto]

4. Panowie, brniecie w obłęd • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-08 08:39:09

Wpis Alchymisty pominę, bo "wisi w powietrzu", to dywagacja nie mająca związku z faktami.
Włodzimierzu! Ciebie o fakty poproszę. Jaką "wcale dobrą literaturę" ezoteryczną czytałeś w "latach 1980-tych" i w dodatku taką, którą Ubecja miała podstawy się chwalić, że to jej współdzieło?
Z astrologii (która niech będzie za przykład) wydano wtedy chyba tylko dwie (dwie!) książki. Pierwsza to "Astrologia i znaki zodiaku" Leszka Szumana, wcześniej krążąca w samizdacie. Druga: "Mandala życia" Weresa i Prinkego, 1982. Agentami byli? Bez jaj, że sięgnę po wulgaryzm.

Był taki film z 1970 r., u nas chyba 1972, pt. "Queimada" z Marlonem Brando w roli głównej. Pamiętasz? Film był polemiką ze spiskową, a właściwie satanistyczną wizją historii. Brando grał angielskiego tajnego agenta, ucieleśnienie "polit-satanizmu" (czyli koncepcji, że wydarzenia są robione przez potężnych agentów). Ale zrobiwszy ludową rewolucję, ów agent zderza się z faktem, że nad tą rewolucją nie panuje -- o czym ostatecznie przekonuje się, będąc zabity przez swoją byłą rzekomą marionetkę.

Ubecja w i po stanie wojennym pewnie faktycznie zauważyła (lub spekulowała), że ezoteryka podbiera aktywny element podziemnej Solidarności i Twój przyjaciel i oświeciciel cenzor mógł tym podbijać swoje znaczenie (lub pychę). Ubecy jedyne co (zapewne) zrobili, to nie dusili całkiem ezoteryki, jak to robili pare lat wcześniej -- raczej przymykali oko na mały strumyczek.
I jeszcze co do tezy, którą ja sam wyżej dla próby poparłem -- że "im więcej takich jak pan czyta te bajania, tym mniej was chodzi na demonstracje solidarnościowe" -- tezie tej przeczą ci, którzy robili jedno i drugie. Podziemie solidarnościowe i podziemie (i nadziemie) ezoteryczne przenikały się.
[foto]

5. Brando • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-08 08:41:52

A tu w ramach części artystycznej Marlon Brando z tubylcem, którego wykreował na rewolucjonistę i od którego zgnie:

6. @Wojciech Jóźwiak • autor: Nierozpoznany#79092015-04-08 09:57:55

Co ma wisieć nie utonie ;-)
Twój portal i Twoje zabawki. Uważam, że wygłosiłeś pogląd skrajny, a Twoje dzisiejsze komentarze ten fakt potwierdzają. Poczekam na Twój lepszy dzień.
[foto]

7. @Alchymista • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-08 10:02:49

Twoje poglądy. O satanistycznym (popularnie zwanym "teorią spiskową") myśleniu może jeszcze kiedyś napiszę, jak będę mieć jeszcze lepszy dzień od dzisiejszego, znakomitego zresztą.
[foto]

8. A polscy teozofowie? • autor: Jacek Dobrowolski2015-04-08 10:56:51

W 1919 powstało w Polsce pierwsze Towarzystwo Teozoficzne na Śląsku Cieszyńskim, a 2 lata później drugie w którym działała Wanda Dynowska:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wanda_Dynowska Założyła ona po wojnie w Indiach Bibliotekę Polsko-indyjską i razem z Maurycym Frydmanem wysyłali do PRL′u tłumaczenia tekstów hinduistycznych i buddyjskich. W Polsce przedwojennej silny był okultyzm i spirytyzm, czyli "Dziady na maksa!": Ochorowicz, Ossowiecki, Stanisław Hadyna, Szmurło...
http://www.apologetyka.katolik.pl/inne-polemiki/spirytyzm/87/330-v-zainteresowanie-spirytyzmem-w-okresie-ii-rzeczypospolitej
Ważny był też gen. Michał Tokarzewicz-Karaszewski, który oparł wywiad wojskowy na teozofach: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/135445/po-trzykroc-pierwszy-michal-tokarzewski-karaszewicz-general-broni-teozof-wolnomularz-kaplan-kos
W 1975 zamieszkałem u Andrzeja Urbanowicza w Katowicach i tłumaczyłem teksty zen, które drukowaliśmy w podziemiu (vide Wspomnienie o A.U. w Tarace). Nikt ze wspomnianych osób nie był agentem czerwonych. Natomiast w stanie wojennym SB przysyłało agentów do sali medytacyjnej, którą prowadziłem u siebie na strychu na Starówce.
[foto]

9. Dlatego trzeba dać odpór • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-08 11:03:58

...pomówieniom, jakoby Ubecja wysmażyła buddyzm i jogę jako narzędzie przeciw "naszemu ukochanemu" KK.
[foto]

10. SB a zen • autor: Jacek Dobrowolski2015-04-08 11:16:09

W latach 1976-77 jak budowaliśmy pierwszą świątynię zen w Polsce na Kamieńczyku k. Mąchocic Kapitulnych w paśmie Klonówki (Góry Swiętokrzyskie). SB nam wstrzymało budowę i nas przesłuchiwali. Pamiętam jak jakiś oficer, który nie bardzo rozumiał co robimy zapytał mnie: - Ale dlaczego u nas? - Gdziekolwiek byśmy nie budowali padłoby to pytanie, odpowiedziałem. - Pan nogi krzyżuje? zapytał. -Tak, odparłem. - A więc krzyżuje Pan?, - Tak. I na tym utknął. Sytuacja przerosła jego zdolności śledcze.
[foto]

11. W czasach komuny • autor: Przemysław Kapałka2015-04-08 12:28:41

Było tak, jak pisał Wojtek, pamiętam te czasy mniej więcej od roku 1976.Cenzura takie rzeczy na ogół zatrzymywała, ale jeśli nie wykryła szkodliwości publikacji (a czasami było to łatwo przed nią ukryć), przepuszczała.

Mój pierwszy kontakt z ezoteryką miał miejsce pod koniec lat 80 i wtedy było już sporo publikacji na ten temat, ukazywał się nawet Almanach Radiestezyjny. Ale końcówka lat 80 to były czasy, w których nikt już się nie krył z przynależnością do nielegalnych organizacji i panowało ogólne rozprężenie.

[foto]

12. Dochodzi do jakiegoś nieporozumienia • autor: Radek Ziemic2015-04-08 13:59:23

Przecież KRK ("matka nasza") całkiem nieźle prosperował w Komunie. Owszem były sprawy przerażające, od końca lat czterdziestych (sprawa "Tygodnika Warszawskiego") po ostatnie dziesięciolecie (Popiełuszko). Ale pozwolę sobie przypomnieć, że takie sprawy dotyczyły nie tylko księży. To byłoby primo po pierwsze.

Primo po drugie, mówimy tak, jakby ten Kościół siedział gdzieś w podziemiu, kończyła mu się woda i resztki żywności, ale trzymał się mężnie, a ubecy nagle wpadli na genialny w perfidii i okrucieństwie pomysł - joginów, [wiadomo, co tu omijam], nasłali. Myślę, że można spokojnie zapytać, w jakich rodzajach władzy kościół brał wtedy udział. Miał przecież swoje czasopisma, swoją ogromną infrastrukturę, a myśląc szerzej - organizacje, jak KIK czy PAX itd. A nade wszystko, gdzie ta władza była głosem ludu, a gdzie za daleko idącym kompromisem.

Primo, po trzecie, mówi się coś o jakichś zasługach KRK dla Polski, dla narodu itd. A ja się wtedy pytam: no przepraszam, przecież to Polacy, polski Kościół itd. Czy może Czesi albo Nepalczycy? Czy oni poza tym byli twardsi niż nauczyciele czy inne "branże". Ktoś zestawiał współpracę z UB po zawodach? Udział w organizacjach podziemnych itd.
 Po ′89 roku polskiemu Kościołowi poprzewracało się wiadomo gdzie. Społeczeństwo dało sobie wmówić jakiś rzekomy dług wobec niego, pozwoliło mu na wyjątkową władzę itd. Pamiętajmy jednak, że jeżeli katolicyzm nie był aż tak toksyczny jak dziś, to dlatego, że miał mniej władzy, znacznie mniejszy udział w polityce. Można jednak postawić pytanie, czy dzisiejsza buta i toksyczność katolicyzmu nie istniały już wtedy, tylko zwyczajnie były stłumione. Ja bym przyjrzał się takim sprawom jak sprawy obyczajowe, na co sobie pozwalali wtedy, gdy nie groziło im, że wyciągną to media.

I jeszcze - jakoś tak się intelektualizuje tu Solidarność. To ważny nurt, księża są w nim zresztą też ważni, ale sam ten nurt, ta grupa, w sumie nie aż tak liczna, przemiany by nie dokonał. 




 
[foto]

13. @Wojciech Jóźwiak • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2015-04-08 21:46:39

Z literaturą nie było tak źle... Obok "Mandali Życia" miałem i sławny kurs Koehlera, i wszystkie roczniki "Nieba Gwiaździstego", i "Bhagavad-Gitę w niezrównanym przekładzie Wandy Dynowskiej... Dalej; "Psychologia Buddów" w "powielaczowym: wydaniu; takoż wydana "bioenergetyka" Alexandra Lowena i też "powielaczowa" wersja "Fizyki mikrodrgań" Chaumery′ego i Morela. Dostępne były także myśli Krishnamutriego. W 1986 bodaj roku ukazał się sławny numer "Literatury na świecie", w całości poświęcony ezoteryce. Rok później równie sławny - i do dziś świetny - numer "Pisma Literacko-Artystycznego, też w całości ezoteryce dedykowany. Czytało się Junga "Archetypy i Symbole", czytało wydawany w Poznaniu biuletyn tamtejszego stowarzyszenia astrologicznego, czytało i słuchało się młodego Santorskiego. Sam osobiście tłumaczyłem na język polski pierwsze rewelacje Sondry Ray i Loiuse Hay, oczywiście w samizdacie. Z dostępem do tej wiedzy kłopotu nie było, książki były w każdej większej bibliotece, a wydania "powielaczowe" nabywało się w pierwszych stoiskach ze zdrową żywnością. Co do przenikania się ezoterycznych i solidarnościowych: sam tego nie zauważyłem, bo znani mi solidarnościowi byli mocno przykościelni, więc herezji przeciwni. 

14. nasza Partia nadal lubi egzotyczne prądy • autor: Jerzy Pomianowski2015-04-08 22:18:52

Wojciechu, nie widzisz tej troski władzy nad wszystkim co lokalne, dziwaczne, niepolskie, i niekatolickie? Dlaczego oni to robią?
Głupio mi że ja, ateista (choć katolicki) narobiłem takiego spięcia na linii Kościół-Taraka.
Domyślam się w czym tkwi problem. Od niedawna przestałem nienawidzić KK, wbrew rodzinnym tradycjom. Dostrzegam jego zasługi, cieszę się że sporo nakradł i trudno będzie naszej władzy tanio to sprzedać w dobre, lecz niestety obce ręce.
Zrobiłeś solidny przegląd ciekawej literatury lat 60/70. Książkę o jodze kupiłem w kiosku na samym początku epoki Gierka (byłem wtedy w podstawówce). Bardzo mi się spodobała, zacząłem ćwiczyć, i nie narzekam. Książkę do tarota kupiłem podczas krótkiego epizodu wolnego rynku w Polsce (czasy Wilczka).
[foto]

15. Czasy Wilczka, tj.... • autor: Michał Mazur2015-04-09 02:00:18

Czasy Wilczka, tj. po reformach ministra Wilczka to ponoć były najlepsze czasy dla inicjatywy biznesowej Polaków, także tych wydających różne publikacje. Przywrócono m.in. przedwojenny kodeks handlowy... jeszcze nie było tych całych ton rozporządzeń, ani tym bardziej dyrektyw unijnych... Poza tym, jeszcze nie wkroczył zagraniczny kapitał, nie nadeszły jeszcze czasy masowych zwolnień i rabunkowej wyprzedaży majątku narodowego. Roman Kluska o tym opowiadał, na spotkaniu w Krakowie na jesieni 2011 roku.Słowem - "Żydzi przeszli, Egipcjanie jeszcze nie nadciągnęli - a morze się rozstąpiło" (z Sapkowskiego).

Natomiast w kwestii omawianego problemu: możliwe, że oba stanowiska są równie prawdziwe. Nikt nie twierdzi, że władza "ludowa" zaimportowała joginów z zachodu, żeby osłabić Kościół, ani że wszyscy tolerowali nowe ruchy...  Komuniści sami nie byli jednomyślni, z tego co pamiętam z historii to im bliżej końca PRL tym bardziej zaostrzał się podział na "twardogłowych" i tych drugich - zapatrzonych trochę w lewicowe idee z zachodu, trochę w kapitalizm - często wyjeżdżając na zagraniczne stypendia (z namaszczenia PZPR) lub wysyłając na nie swoje potomstwo itd. Wielu z nich też nie było jakoś przesadnie bystrych - przeciwnie, wiele sytuacji było wręcz tragikomicznych jak w przykładzie Jacka Dobrowolskiego. Więc jak ci komuniści mieli wypracować wspólne stanowisko w takich kwestiach?
Pewnie by tak to wyglądało: "Towarzysze! Musimy wypracować wspólne stanowisko w kwestii radiestezji / jogi / itp." A partyjny aktyw myśli, co to za jedna ta joga - aż im zwoje mózgowe trzeszczą - "Joga? Eee... a może Jaga? Baba Jaga?"

Toteż skutkiem tego wśród partyjnych i służb mogło funkcjonować równocześnie wiele różnych podejść do omawianego problemu

BTW: Dzięki Jacku za przypomnienie o Teozofach. Miałem kiedyś okazję przeczytać książki innego Hadyny (krewnego tamtego Hadyny) na temat ich kręgów... niesamowite sprawy

16. @Radek • autor: Nierozpoznany#79092015-04-09 10:46:41

"Po ′89 roku polskiemu Kościołowi poprzewracało się wiadomo gdzie. Społeczeństwo dało sobie wmówić jakiś rzekomy dług wobec niego, pozwoliło mu na wyjątkową władzę".

To jest prawda, ale nie cała. Pamiętaj, że kościół patronował obradom Okrągłego Stołu (Orszulik, Dąbrowski, Gocłowski). Następnie również kościół doprowadził do tzw. "polsko-rosyjskiego pojednania", a w istocie "polsko-KGB-owskiego pojednania". Oczywiście nie cały kościół w tym uczestniczył i nie wszyscy duchowni czerpali z tego profity - mówię o Okrągłym Stole. Ale ci najbardziej skorumpowani najbardziej kompromitowali kościół i postkom. chętnie z tego korzystali w realizacji swoich interesów.

Z perspektywy czasu cieszę się, że nie jestem blisko związany z kościołem jako instytucją. Wolę współpracować z lubianymi księżmi, ale nie z całym kościołem. Niepokojąca jest równiez rola JP2 (a raczej jego medialnego alter ego) w wyciszaniu protestów przeciw wielce szkodliwej prezydenturze Kwaśniewskiego.

Ze zdaniem Jacka Dobrowolskiego się zgadzam, joga była tu wcześniej, niż komunizm, całe szczęście. A więc tezy Bezmienowa należy traktować jako inspirujące, ale nie wprost adekwatne do polskich realiów. Sanacja również była przesiąknięta ezoteryzmem, a wszak patriotyczna. Moim skromnym zdaniem pierwszym, który przyniósł do Polski idee taoistyczne był XVII-wieczny Jezuita Jan Morawski. Niestety jego uczeń Łyszczyński strywializował myśli mistrza i przeszedł do historii jako "ateista" (cokolwiek to znaczyło w wieku XVII!).
[foto]

17. @alchymista (Jakub Brodacki) • autor: Radek Ziemic2015-04-09 11:48:47

Jakubie, ja powoli dorastam do życzliwego (tam gdzie to możliwe) dystansu do KRK. Nie jestem z nim związany, nie twierdzę, że to samo zło. Wielu rzeczy w nim nie rozumiem i winę za nierozumienie części z nich biorę na siebie. Ale chcę się oczyścić z niezdrowej niechęci do KRK. Bo ona jest nie za dobra dla mnie. Miłego dnia. :-)
[foto]

18. @ sceptyku • autor: Michał Mazur2015-04-09 12:58:50

Radosławie Sceptyku - ja też powoli do tego dorastam :) Dalej uważam, iż najbardziej dla mnie odpowiednie byłoby coś na przecięciu starych tradycji Europy i Wielkiego Stepu, ale bynajmniej nie twierdzę, że trzeba pogonić "Synajczyków" (określenie zaczerpnąłem z prozy Piekary). Czasami zachodzę do kościółka, choć już od dawna wiem, że pewnych rzeczy nie rozumiałem i raczej nie zrozumiem (tym bardziej, że nijak tego pogodzić z tym co przeżyłem na przecięciu "nadprzyrodzonego" ze zwykłym światem). No ale przynajmniej spotykam znajomych ;) bo tu nie ma tak jak w Polsce, że owieczki wypuszczone z kościółka rozbiegają się na wszystkie strony - jest kawa, herbata, ciastko itd. Jakaś wspólnota - i nawet fakt, że w tej wspólnocie cechuje mnie pewna liminalność nie jest taki zły
Dobry cider, słoneczny dzień wolny od pracy - pozdrawiam Was wszystkich z UK :)

[foto]

19. @Michał Mazur • autor: Radek Ziemic2015-04-09 13:06:39

Pozdrawiam. :-)

20. @Radek • autor: Nierozpoznany#79092015-04-09 21:25:04

Pozdrawiam z ostrożną sympatią :-)
[foto]

21. świetny temat i dyskurs • autor: Aleksandra O-J2015-04-13 02:38:34

Pamiętam, że w latach 80-tych panowała atmosfera takiej posuchy intelektualnej, spowodowana przez dominację jedynie słusznych poglądów komuno-socjalistyczno-tępawej elity,że nawet ułomki wiedzy o jodze,ezoteryce itp. były zasysane z półek przez  nastolatków .Żeby wyrobić sobie jakiekolwiek pojęcie o świecie trzeba było odbyć niejedną dyskusję i wysilić móżdżek.Myślenie, książki ,były trendy,dobrze było mieć oryginalne światopoglądy.W mojej parafii o ile pamiętam, w salce katechetycznej nauk przedmałżeńskich(!) pewien miłośnik buddyzmu jako sojusznik KK do walki z komuną wyświetlał młodzieży filmy o zachodnich trendach muzycznych, inspiracjach grupy Pink Floyd,następnie już w domu kultury biografię Ghandiego:)))))))) Jedyna moja  pielgrzymka  na Jasną Górę to była katolicka pielgrzymka hipisów z Kazimierza Dolnego przy dźwiękach kong, dzwonków, oazowcy, krisznowcy, hippisi i narkomani po 30 km spacerkiem dziennie(cóż to jest dla młodych) wyśpiewywało się z fantazją po Mszy świętej mantrę "Kryszna Kryszna",itp dla egzotyki i melodii.Nikt się z tego nie kazał spowiadać.Tolerancja była faktem,dystans do religii bywał większy,większy szacunek dla tzw."błądzących". Jeśli ktoś czyta od Przemyśla po Warszawę pozdrawiam wszystkich pielgrzymujących z ks.Szpakiem!  Z książek znana była Mandala Życia, Ossowiecki, Klimuszko, Daniken, Archetypy Jungowskie "Bhagavad- Gita", a w 1991 można było już kupić wiele istniał ośrodek Bhakti-yogi w Czarnowie i Ośrodki Towarzystwa Kryszny .W latach 70-80 naukowo o stanie serca i jodze  pisał  prof.J.Aleksandrowicz. Jogę i relaksacje wydawano w dziale "Poprawa stanu zdrowia". Studiując na KUL-u  u prof A.Szyszko -Bohusza w 1987r dowiedziałam się o badaniach nad "Uniwersalnym stanem Świadomości",występującym w medytacjach wszystkich religii.Zanim ośmielono się go jakimś sposobem wyprosić z katolickiej uczelni, wiele ciekawego pokazał swoją postawą, szanowano badania i  jego oryginalność.Ok1987 pierwszy raz zetknęłam się z różowo -czarną gazetą Wróżka z której wycinałam odcinki o tarocie Pana Jóźwiaka:)Ezo weszło w lud w formie popularnej,broszurkowej. Wyżej zostało zblokowane przez lęk przed ośmieszeniem i niewiedzę. Uważam,że Polacy jako nacja wykazali się tchórzostwem i lenistwem w dziedzinie nauki, badań naukowych z psychofizjologii zjawisk tarakorodnych. Nie ma kasy na wieloletnie badania i w efekcie nie jesteśmy dociekliwi ,naukowo, nie wierzymy sami sobie bo nie sprawdzamy .Naprawdę uważam,że cały problem polega na brakach wiedzy.Rzeczowe wypowiedzi i rzetelność dowodów zasługują na zaufanie.Teorie spiskowe zastępują pracę nad badaniem rzeczywistości 
[foto]

22. Dzięki, Aleksandro, za przypomnienie • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-13 08:58:30

Dzięki, Aleksandro, za przypomnienie Lat Osiemdziesiątych także od tej, zapomnianej strony. (Umyślnie zapomnianej.)
I bardzo mi miło, że Moja Skromna Osoba znalazła się wśród Przywoływanych. :) Chociaż mój flirt  z "Wróżką" to lata prawie 10 lat późniejsze.
[foto]

23. O początkach jogi i buddyzmu w Polsce, i związku z KK • autor: Jacek Dobrowolski2015-04-13 11:28:51

Teozofowie po wojnie byli prześladowani przez stalinowską ubecję poza Niną Andrycz żoną Premiera Cyrankiewicza. Podobnie jak antropozofowie od Steinera. Pan Robert Walter - nauczyciel antropozofii i astrolog mieszkający w Komorowie, był więziony na Rakowieckiej przez 3 lata i tak torturowany, że połamano mu kości stóp. Miał w więzieniu wizje Chrystusa kosmicznego i po październiku 1956 wytoczył władzy proces o odszkodowanie, który wygrał i na koszt władzy wysłano go na leczenie do Szwecji. Nosił potem ortopedyczne buty. Raz wysłuchałem jego wykładu o astrologii, ale nie poczułem jakiegoś przyciągania. Był silnym introwertykiem. Jego wielka biblioteka - 13 tys. tomów chyba uległa rozproszeniu. Jego uczniem jest Jerzy Prokopiuk, którego jutro można usłyszeć na spotkaniu p.t. "Dlaczego jestem heretykiem?" w Tarabuku przy ul. Browarnej 6 o 18:15. Ważnym polskim ezoterykiem-joginem był Tadeusz Głodowski zm. w 1975 r. z którym był w kontakcie Andrzej Urbanowicz: http://www.bibliotekajogi.pl/index.php/o-autorze Nie lekceważyłbym też  Maliny Michalskiej - pionierki hatha-jogi w Polsce od poł. lat 60-tych, uczyłem się od niej na początku lat 70-tych. Jej uczniem był też o o. prof. Jacek Bolewski SI zanim poszedł do jezuitów. Później medytował w Niemczech u mistrza zen, benedyktyna o. Willigis Jaegera, który ma uczniów w Polsce oraz medytował z innym mistrzem zen jezuitą o. Ennomya-Lassalle. Niestety, po potępieniu przez Watykan o. Anthony′ego de Mello i zawieszeniu o. Willigis Jaegera zaniechał uczenia medytacji. W 1976 do naszej wspólnoty zen w Katowicach dołączył późniejszy opat klasztoru benedyktynów w Lubiniu. o. Jan Bereza, który stworzył tam pierwszą katolicką salę medytacji zen w Polsce. Był aktywny w Międzyreligijnym Dialogu Monastycznym zał. w 1977 przez Thomasa Mertona, spotykał Dalajlamę i wielu buddyjskich mistrzów. Obaj ci moi przyjaciele zmarli w ostatnich latach, ale praca medytacyjna o. Berezy jest kontynuowana w Lubiniu i kilku innych grupach. Kościół katolicki nie jest monolitem.
[foto]

24. ...chociaż... • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-13 11:35:27

...jawnie bierze w nim (w KK) górę skrzydło totalitarno-dżihadystyczne.
[foto]

25. Dzięki Panie Jacku!... • autor: Aleksandra O-J2015-04-13 20:41:33

Dzięki Panie Jacku!  Wspomnienia z wczesnych poszukiwań i doświadczeń Tarakowiczów są  ważne byśmy nie wylewali dziecka z kąpielą i niepotrzebnie nie wprowadzali segregacji czytelników Taraki wg klucza religii.Czasem wyczuwam że jest do tego blisko. Wspomnę że wiele wspólnych działań i poszukiwań w dziedzinie tzw.ducha podejmowali ludzie nie obrażając się na swe korzenie ateistyczne lub katolickie.Bardzo żałuję,że żywioł prymitywny jawne tępaki bufony i bezczelni karierowicze głośno bez żenady i refleksji dorwali się do tuby  KK. Uczciwie mówię ,że nie wiadomo co z tymi tępakami teraz zrobić, jak tę głuchą na wiedzę tłuszczę idiotów uciszyć.Potrzeba by  do tego sporo pracy, by zbijać punkt po punkcie ich niczym nie uprawnione wyklinanie,ochy i achy. Ale teologia nie jest modna, z tego się krótkiego artykułu nie wysmaży, nie da się na tym zbić kariery i kasy.Głupota jest głośna i zagłusza zasoby wartościowe podobnie jak  chwasty bez skrupułu zarastają ogród.Ja naprawdę znam wielu "katoli" którzy czytają nadal de Mello, Mertona, Hildebrandta,na pokutę Wojtyłę (który się za to powiedzenie nigdy nie obraził,wręcz przeciwnie )uwielbiają Dalajlamę, bywają na Syberii,ćwiczą Tai-chi.Tak się jednak składa,że człowiek,który wie jak niewiele wie,lub wie czego nie wie milczy swą niewiedzą zażenowany.Ostatnio wiecznie milcząca siostra benedyktynka uraczyła mnie takich wysokich lotów biblioteką mnichów z Tyńca,że aż mi się żal zrobiło,że mnisi nie pisują do Taraki :))))  Muszę też delikatnie wspomnieć i o tym,że KK nie ma monopolu na tolerowanie przytakującej  Hierarchii głupoty.Może takowe zjawisko przyklasku wystąpić i na terenie Taraki:))))Panie Wojtku, flirt z Wróżką to lata 1987-1991.Chyba zacznę z większym szacunkiem powracać do dawnych notatek z gazet poszarpanych, starych wydań książek rozsypujących się (klejenie,lata 80-te) I-Cing, itp- toż mam  klasyki Taraki :)Jeszce raz dziękuję za powyższe wspomnienia, pozdrawiam serdecznie
[foto]

26. Z Wróżką • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-13 20:58:21

>>>Panie Wojtku, flirt z Wróżką to lata 1987-1991.
Nie! Ja wiem lepiej. W 1987 r. nic nie pisałem do żadnego czasopisma. Moja pierwsza próba felietonistyczna była dopiero w 1994 i to -- nie zgadniesz Aleksandro, gdzie -- we współ-wydawanej przeze mnie efemerycznej gazetce dla fanów serialu "Przystanek Alaska". Ja w ogóle pisać zacząłem w 1995 roku.

Po drugie, w tamtych latach nie istniała "Wróżka". Na stronie http://www.wrozka.com.pl/o-nas czytamy:

"Wróżka" – to wyjątkowy miesięcznik /.../ Wydaje je Wydawnictwo TE-JOT. Wydawnictwo TE-Jot powstało w 1993 roku

[foto]

27. Uznaję,że autor wie... • autor: Aleksandra O-J2015-04-13 22:14:39

Uznaję,że autor wie lepiej:)))Muszę wobec tego sprawdzić co takiego kupowałam w trakcie studiów (tu też mam twardą datę zakończenia marzec 92) z prasy ezoterycznej,a sprawdzić warto,tylko jeszcze nie wiem jak.Może to było coś podobnego.Dostępna była,na bibule, w kioskach ruchu.Wtedy, w 1991 r.kupiłam serię popularnych nieścisłych efemeryd z serii" Twój horoskop dzień po dniu"wydanych przez "Temark" tłumaczenie Agaty Pietraszkiewicz, resztki rozsypane mam do dziś.Wydawnictwo LOTOS w 1991 popełniło wydanie II Astrologii chińskiej dla każdego A.Gampla, Omnipress w 1991 wydało serię Ezotera, m innymi "Sztukę wróżenia z run" Marii Piaseckiej,KAW Warszawa wydała spolszczenie Oskara Sobańskiego księgi I-Cing,zginęła str.tytułowa więc nie jestem pewna daty.Natomiast pewną datę mam na przekładzie M Gaguelina "Planety a osobowość człowieka" W.Jóźwiaka 1994.Wydanie wydawnictwa Warsztat Specjalny reklamujące Cykle Zodiaku  Pana autorstwa,oraz pana F.Nowickiego :) Więc w 94 roku duże  prace są już na rynku !

28. @Wojciech Jóźwiak • autor: Nierozpoznany#79092015-04-13 22:32:13

"...jawnie bierze w nim (w KK) górę skrzydło totalitarno-dżihadystyczne."

A Kopernik była kobietą i w dodatku rodowitą Niemrą.
Chciałbym poznać nazwiska osób reprezentujących to skrzydło. To naprawdę bardzo interesujące...

Każdy człowiek ma tylko część prawdy. Przerzucam lekturę od taraki i blog-n-rolla i widze na czym polega różnica w podejściu i jakiego rodzaju ludzi dobierali sobie i szukali w swym życiu tarakowicze, a jakich szukali blog-n-roll-owcy. Obie te drogi są mi w pewnych aspektach bliskie i dziwnie znajome, polskie.

Stale zadaje sobie pytanie co takiego utraciliśmy, że kiepsko egzystujemy razem, i skąd tyle złej woli i buntu jednych przeciw drugim. I stale powraca mi przed oczy jednak Magdalenka i Okrągły Stół. To chyba (chyba!) wtedy drogi się rozeszły.
[foto]

29. @Aleksandra, @Alchymista • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-13 23:03:27

@Aleksandra. "Cykle zodiaku" wydane w 1991 r. Była to pierwsza współ-moja książka, pośpiesznie wtedy napisana. Wtedy tłumaczyłem i redagowałem książki, pisanie własnych tekstów raczej było wyjątkiem, dla prasy nie pisałem -- dla prasy zacząłem wiosną 1995 i nie do "Wróżki" tylko do "Gwiazdy Mówią", do których zdarza mi się pisać dotąd, podczas gdy do "Wróżki" to były takie doskoki, nigdy nie regularne. Chyba za bardzo umyślnie kobieca była ta "Wróżka".

@Alchymista. (A) Nie brałem udziału w Obradach Okrągłego Stołu w Magdalence. W tamtych czasach jeśli czymś się zajmowałem, to buddyzmem u Lamy Olego Nydahla i pracą w firmie od robót wysokościowych. (B) Ale coś Cię jednak Alchymisto do tej pogańskiej i antychrześcijańskiej Taraki ciągnie i przy niej utrzymuje. Podpowiem Ci, co: wolność. ("U katoli nie ma woli.")

30. @Wojciech Jóźwiak • autor: Nierozpoznany#79092015-04-13 23:17:47

Jest takie przysłowie "łatwo przyszło, łatwo poszło". Co jest warta wolność bez dochodzenia do konkluzji i pozostawania w wiecznym "protokole rozbiezności"? To nie wolność, tylko zadekretowana bezradność. Róbta co chceta, a jak coś nie pójdzie, to zdychajcie z głodu sami.

Jest li wola u tarakowców? W Twoich wypowiedziach o katolikach widzę, i owszem, wolę niszczenia. Kiepsko.

Jest i drugi problem. Katolicy odwołują się do siły instytucji - obecnie bardzo słabej, która wielokrotnie padała i podnosiła się na nogi. Szamani odwołują się do wielce niejasnego, w gruncie rzeczy, Objawienia. Z racjonalnego punktu widzenia katolicy ewidentnie są tutaj po stronie Rozumu, bo mają na swoje usprawiedliwienie historię. A już najbardziej te Babcie, które płacą po 30 zł z 600 zł emerytury na pewne nielubiane radio! Coś musza wiedzieć, czego tarakowcy nie wiedzą. A propos: czy ktoś juz wykorzystał możliwość płacenia za artykuły?

I jeszcze raz: nie odmawiam ani prawa do własnych wierzeń, ani do buntu, ani do zniechęcenia wobec KK, ani do krytyki - sam się jej dopuszczam, ku zgrozie i oburzeniu wielu. Ale - ostrożnie. Spójrzmy na świat bez klapek na oczach i doceńmy jego rozmaitość.
[foto]

31. @alchymista (Jakub Brodacki) • autor: Radek Ziemic2015-04-13 23:28:36

Mnie również określenie "totalitarno-dżihadystyczne" wydało się nieprecyzyjne, za mocne, akceptowalne jako metafora. Pewnym usprawiedliwieniem dla niego jest domniemanie, że gdyby ci, których takim mianem się określa mieli większość i władzę, to... Ale to domniemanie. Choć dodam, że mówi się o wojnie cywilizacji (i to mówi prawica; można by mówić o kolejnej, na szczęście niedosłownej, krucjacie przeciw "ideologii gender", wymyślonej notabene przez samych "rycerzy krzyżowych"). Przypomina mi się też, że Anna Świderkówna protestowała w jednym ze swoich artykułów przeciw twierdzeniom o rzymskim totalitaryzmie, zwracając uwagę, że myślenie totalitarne czy, powiedzmy, proto-totalitarne, pojawi się dopiero wraz z chrześcijaństwem.] 

Co do Magdalenki, to jednak duże uproszczenie. Tym bardziej, że część z tych, która w niej zasiadała, dziś robi z niej mit zdrady i udaje, że nie wie, o co chodzi. To jest trochę tak, jak w byłej Jugosławi, różnice były zawsze, ale Tito trzymał "to wszystko" "za mordę". A za komuny kościół nie musiał się zajmować homoseksualistami (choć i wtedy był homofobiczny), bo wyręczali go komuniści (był też jak dzisiaj seksistowski, bo nie przypominam sobie z tamtych czasów żadnego papieża-kobiety, czy choćby zwykłego księdza.) O różnicach decyduje władza, bliskość czy oddalenie od jej centrów. (Nie zawsze w sensie politycznym, niekiedy symbolicznym; w Polsce centrum władzy symbolicznej jest ciągle patriarchalne). Jeśli chcemy mówić o KK - na przykład - to ma on jej teraz znacznie więcej. Czuje się pewniej, może publicznie obnosić się ze swoim apriorycznym seksizmem, homofobią itp. Może winić molestowane dzieci za molestowanie i żaden biskup czy blog-n-roll-owiec nie weźmie ich w obronę. Może ponad prawem odzyskiwać swój majątek. Może wiele, bo mu pozwolono. Dlaczego, bo jego siła opłaca się, także politycznie, tym, którzy go wzmacniają. Gdyby z taką chęcią zajmowano się takimi sprawami, jak domy dziecka na przykład, czy stan polskiej szkoły, jej dydaktyczna czy wychowawcza skuteczność. Ale po co. Jak to powiedział pewien polityk, nieważne, czy Polska będzie kapitalistyczna, czy socjalistyczne, ważne, że będzie katolicka. Nie należy oczywiście ograniczać zła naszej polskie współczesności tylko do KRK. Ale w sferze światopoglądowej jego szkodliwość porównałbym ze szkodliwością mass-mediami (i dodam: nie tylko liberalnymi.) W mass-mediach też są ciekawe programy.  

A co do Kopernik, to była mężczyzną. 

 

   
[foto]

32. @alchymista • autor: Radek Ziemic2015-04-14 01:09:03

Celowo w osobnym komentarzu: nie należy mylić WOLNOŚCI  ze SWOBODĄ: swobodą czy swobodami politycznymi, obyczajowymi, ekonomicznymi, ze swobodą wypowiedzi (wzniośle nazywaną wolnością słowa). Swoboda jest pewną przestrzenią dla określonych działań, przestrzenią możliwości. W tym sensie jest zewnętrzna, w przeciwieństwie do wolności, która pochodzi od woli, woli wolnej. Ta jest wewnętrzna, jest swego rodzaju stanem ducha. To ona stanowi o podmiotowości, osobie czy jak tam to się zwie. Ona w pewnych doktrynach upodabnia nas do Boga. Bo Bóg, jest, jeśli jest wolnością (o ile jest absolutny, czyli nieograniczony; jeśli nie jest absolutny, to nie jest Bogiem). Wolność ludzka nie jest oczywiście nieograniczona. BÓG JEST WOLNOŚCIĄ, CZŁOWIEK JEST / BYWA WOLNY. I jeszcze - wolności nie da się dowieść, można w nią jedynie wierzyć. Każda wiara jest ostatecznie wiarą w wolność. Religia nie wierzy w wolność, bo, jak przecież zauważyliśmy, jest kultem siłu/mocy.  A co do róbta, co chceta, to Augustyn, zwany świętym: kochajta i róbta, co chceta. W tym jest zaufanie. Patriarchalizm nie ufa, jest normatywny, nakazowy, pilnujący. Powtórzę, wiara jest afirmacją wolności. Religia podporządkowuje. . 
[foto]

33. Dżihad • autor: Przemysław Kapałka2015-04-14 12:25:25

Jeśli dziś niektórzy z KK nie idą na dżihad i nie zaczynają palić na stosach, to tylko dlatego, że w naszej kulturze i rzeczywistości jest to niemożliwe. Gdyby taką możliwość mieli, zaczęłoby się. Przykładów nie ma sensu podawać, wystarczy się rozejrzeć i słuchać, co się dzieje.

34. Burza mózgów i giełda pomysłów • autor: Nierozpoznany#79092015-04-16 21:55:48

Dopiero teraz przeczytałem wszystkie komentarze i widzę, że każdy ma coś ciekawego do powiedzenia, jakies ziarenko prawdy da się wyłowić z każdej wypowiedzi. Spróbuję przemielić od końca:

@Przemysław Kapałka - przykłady jednak mile widziane, bo ja mam oczy i uszy szeroko otwarte, lecz najwyraźniej nie widzę i nie słyszę.

@Plures (czyli wielu) - wielu z Was porusza wątek księdza i baby. Dla mnie to wątek nieco poboczny, ale fakt faktem, że katolicyzm to religia kobiet zarządzana przez mężczyzn, którzy otrzymują to prawo w zamian za celibat - przynajmniej teoretycznie. Patriarchat w polskim społeczeństwie nie istnieje realnie, można ten termin stosować tylko metaforycznie jako swego rodzaju obelgę pod adresem nielubianego zestawu wartości. Fakt, że mąż-pijak bije żonę nie wynika z jakiegoś ustroju patriarchalnego, tylko jest efektem patologii.
Kobiety w Polsce rządzą mniej więcej od czasów saskich ("kiedy nami rządziły kobiety"). Wcześniej problem był bardziej złożony, nawet szlachta nie mieszkała we dworkach, tylko w wieżach/słupach (ach te symbole falliczne); dopiero od połowy XVII wieku ziemianie przenoszą się do drewnianych bungalowów, pod każdym względem wygodniejszych i bardziej rozleniwiających. Ale wcześniej...! Pogański król na katolickim tronie - Jagiełło - to nie jest przypadek, ale świadectwo hybrydowości społeczeństwa polskiego, ewidentnie zbudowanego na korzeniu pogańskim, a także świadectwo istnienia katolicyzmu otwartego. W ramach tej hybrydowości koegzystują wierzenia pierwotne, renesansowe neopogaństwo, wartości plemienne, wartości stanowe i wiele, wiele innych... Martwi mnie nieznajomość historii RP sprzed połowy wieku XVII u moich Szanownych przedmówców. I nie wytykam tego, tylko martwi mnie i tyle. Podobnie zresztą martwi mnie to samo u blog-n-rollowców i całej prawicy.

@Wojciech Jóźwiak
Litości - pan Bąbel niestety ale równiez ma obsesję na punkcie patriarchatu. Podobnie jak Jan Sowa na punkcie szlachty. Książek Bąbla nie da się czytać, szczególnie zaś jego feminazistowsko-genderowych wynurzeń. Jak los mnie zaniesie do BN, to sięgnę do jego książki i może ją zrecenzuję - w duchu kabaretowym, bo inaczej nie sposób.
[foto]

35. "Ale wcześniej...! Pogański... • autor: Michał Mazur2015-04-16 22:20:46

"Ale wcześniej...! Pogański król na katolickim tronie - Jagiełło - to nie jest przypadek, ale świadectwo hybrydowości społeczeństwa polskiego, ewidentnie zbudowanego na korzeniu pogańskim, a także świadectwo istnienia katolicyzmu otwartego. W ramach tej hybrydowości koegzystują wierzenia pierwotne, renesansowe neopogaństwo, wartości plemienne, wartości stanowe i wiele, wiele innych...  Martwi mnie nieznajomość historii RP sprzed połowy wieku XVII u moich Szanownych przedmówców."
Zgoda co do Jagiełły etc. Pewnie się nie orientujesz, ale wspomniałem już wcześniej w Tarace o tańcach orężnych ludu polskiego w XV w. Moim zdaniem - były to jeszcze wówczas praktyki ekstatyczne, z wyraźnym pogańskim kontekstem - w odróżnieniu od różnych sword dances wykonywanych na zachodzie Europy przez zawodowych akrobatów / czasem też żołnierzy-najemników.  Natomiast o społeczeństwie otwartym dawnej Korony, Litwy i późniejszej Rzplitej zdarzyło mi się napisać pracę licencjacką - o tolerancji. Dobrze rozumianej tolerancji, jako źródła inspiracji dla współczesnej Europy ;)

Z kolei Bąbel jest tu przez nas czytany od dawna (przeze mnie osobiście od mniej więcej 2012 r. a przez niektórych od bardzo dawna). Żadnych "feminazistowsko-genderowych wynurzeń" czy innych "odchyleń prawicowo-nacjonalistycznych" nie stwierdzono ;)
[foto]

36. @alchymista (Jakub Brodacki) • autor: Radek Ziemic2015-04-16 22:30:11

Napisałeś: "Kobiety w Polsce rządzą mniej więcej od czasów saskich". Czy mógłbyś opisać przejawy tego rządzenia? Administracyjne, obyczajowe, ekonomiczne, prawne. Dla jasności - tylko pytam, bez żadnej intencji. Pytam, bo nie słyszałem o rządach kobiet w czasach dawnych, ale biorę pod uwagę, że po prostu czegoś nie wiem. 
A ten Bąbel to kto (to)?

37. @michał Mazur • autor: Nierozpoznany#79092015-04-16 22:31:26

Sprawę Bąbla odkłądam do sposobniejszej chwili, jak wpadnie mi w rękę jego książka, którą kiedyś czytałem i która sama w sobie jest kabaretem.

Wątek tańców orężnych niezwykle ciekawy - podrzuć linka.

Sprawa lajkonika - kobyłki - to równiez jest relikt pogański, w pełni akceptowany przez władze. Był nawet cech tych, którzy się kobyłką zajmowali, pisała o tym Targosz-Kretowa.

Mistrz Twardowski - niedoceniona ciągle postać, którą najlepiej opisał przed wojną Antoni Czubryński, skądinąd chyba ezoteryk. Ale praca jego jest bardzo solidna i źródłowa - serdecznie polecam - przegląd wszystkich ludowych mitów o mistrzu Twardowskim z różnych stron dawnej RP. Daje to niesamowity przegląd wierzeń, ubranych w szaty neopogańsko-renesansowe.

Nota bene w pewnym micie góralskim pojawiają się postacie wzięte żywcem z dzieł Paracelsusa. Ale o tym na razie cyt, może popełnię coś o tym.

@Radek - teraz dopiero zauważyłem. "Kiedy nami rzadziły kobiety" Władysław Konopczyński. Problem dostrzegał też współczesny tym czasom Kitowicz w swych pamiętnikach, które tutaj zrecenzowałem: http://podstrzechy.alchymista.pl/pamietniki-starego-pisowca/
[foto]

38. ---> • autor: Michał Mazur2015-04-16 22:59:58

---> "Wątek tańców orężnych niezwykle ciekawy - podrzuć linka."
Ha, to będzie raczej trudne, bo to w komentarzach było. Rozproszone. O np. tutaj Coś też napisałem do pewnej publikacji pokonferencyjnej - w czasach gdy jeszcze marzyłem o tym, by zostać kimś. Badaczem akademickim - w Polsce. Nawet nie wiem, czy już wyszła drukiem... ech, tak to u nas bywa. Wiedzę czerpałem z publikacji: 
K. Bracha, Tria ydola Polonorum na Zielone świątki w krytyce kaznodziejskiej późnego średniowiecza, [w:] Bracha K., Hadamik Cz. (red.), Sacrum pogańskie - Sacrum chrześcijańskie. Kontynuacja miejsc kultu we wczesnośredniowiecznej Europie Środkowej, Warszawa 2010, s. 373-404.
W. Duczko, Tańczący wojownicy. Ikonografia rytuałów kultowo-militarnych w skandynawskiej sztuce wczesnego średniowiecza, [w:] Rosik S., Wiszewski P. (red.), Imago narrat. Obraz jako komunikat w społeczeństwach europejskich, Wrocław 2002, s. 165-187.
Fragment tekstu źródłowego jest też tutaj - ze strony Bogowie Polscy: http://www.bogowiepolscy.net/postylla.html


Paracelsus.... ha, to może być ciekawe. Napisz proszę. Bo może wyrastać nawet z tej samej tradycji co sam Paracelsus w sensie jego pochodzenia. Albo z innej, która z kolei swe źródło miała na wschód od Karpat. Wiesz, nasi przodkowie w górach pochodzili z różnych stron świata... Czy ta legenda ma coś wspólnego z alchemią... i pewnymi jej aspektami związanymi z płcią? Zgaduję, bo wszystkich legend góralskich nie znam
[foto]

39. @alchymista (Jakub Brodacki) • autor: Radek Ziemic2015-04-16 23:34:53

Przeczytałem Twój artykuł, ale o kobietach to w nim mało, oj mało. A zwłaszcza o ich rządach. Wynika z niego, że rządzili mężczyźni, tylko słabo, no i potem doszło do rozbiorów. Można by nawet pomyśleć, że gdyby wtedy rządziły kobiety, to może skończyłoby się to lepiej... W Rosji na przykład rządziła (= była władczynią; bo to słowo ma różne znaczenia, nieprawdaż?) wtedy kobieta, choć zarazem nie można powiedzieć, że rządziły tam kobiety. 
[foto]

40. O rządach kobiet w Polsce • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2015-04-17 09:05:42

Warto w tej materii zacytować nie byle kogo, bo SAMEGO Aleksandra Bruecknera: "W kiepsko wykształconej, niedomytej i rozpijaczonej Polsce wieków XVII - XVIII, to właśnie szlachcianka, często niepiśmienna, musiała nauczyć się wszystkiego o gospodarstwie - bo pan brat albo na polowaniu, albo na wojnie, albo w sztok pijany. To właśnie owa niewiasta musiała dogadywać się z ekonomem, Żydem, wójtami wiosek, parobkami, poborcami podatków i handlarzami zbóż. To dzięki jej bezimiennej pracy jakoś ta Rzeczpospolita trwała". (Cytuję z pamięci, a cytat pochodzi - znowu o ile mnie pamieć nie zawodzi-  z dwutomowej historii literatury autorstwa Bruecknera, wydanej w roku 1908
[foto]

41. Wieloreligijni władcy Litwy • autor: Jacek Dobrowolski2015-04-17 09:45:33

Władca Litwy Mendog przyjął chrzest wraz z żoną i synem z rąk mistrza Kawalerów Mieczowych w 1251, ale po 10 latach wrócił do pogaństwa i bardzo dokazywał. Jak pisał Maciej Stryjkowski: "Łowicz wkoło spalił, Sochaczew, Warszawę
I w polach ciechanowskich wziął zwycięstwo krwawe "
Właściwie to spalił nie Warszawę, której jeszcze nie było, lecz Jazdów ( vide pomniczek w Łazienkach). Drugi syn Mendoga Wojsiełk przyjął chrzest prawosławny. Z kolei ojciec Witolda i Władysława książę Olgierd był tolerancyjny jako poganin - jego żona Julianna - prawosławna ruska księżniczka wybudowała w Wilnie dwie cerkwie, a jego zastępca Gasztołd kościoły katolickie. Tzw. trzej męczennicy prawosławni i 14 męczenników franciszkanów w Wilnie, to wymysły cerkwi i KK. Udowodnili to historycy już przed wojną. Julianna ochrzciła swoje dzieci Witolda i Jogaiłę (późniejszego Władysława) w cerkwi prawosławnej. Przed ślubem z 12-letnią Jadwigą Andegaweńską Jogaiło przyjął chrzest katolicki. Przez całe życie był zabobonny i zanim przekroczył próg robił kółko nad nim prawą stopą. Szokował polskich panów tym, że się kapał codziennie i używał chusteczek. Nie był cały porośnięty włosem jak niedźwiedź jak twierdzili panowie polscy. Długosz charakteryzował go tak: "Wzrostu był mizernego, twarzy ściągłej, chudej, u brody nieco zwężonej. Głowę miał małą, prawie całkiem łysą, oczy czarne i małe, niestatecznego wejrzenia i ciągle biegające. Uszy duże, głos gruby, mowę prędką, kibić kształtną, lecz szczupłą, szyję długą." Jego brat Witold (Vytautas) chrzcił się kilkakrotnie w obu obrządkach. To były decyzje polityczne. Oficjalnie Władysław Jagiełło prześladował cerkiew na Litwie - zakaz budowy i remontu cerkwi, zakaz mieszanych małżeństw, po cichu tolerował. Pogaństwo na Żmudzi trzymało się do końca XVIII w., a wiele zwyczajów trwa do dziś, stąd Romova.
[foto]

42. Bruckner prawdę powie! • autor: Michał Mazur2015-04-17 11:20:48

Bruckner prawdę powie - to było MOCNE.  Dziękujemy Panie Włodzimierzu! Pytanie jednak jest teraz takie - czemu w XVI wieku działo się jeszcze całkiem dobrze, był ruch egzekucyjny, rozwijał się parlamentaryzm itd. - a w XVII w. i w czasach saskich panowie bracia leżeli pijani w sztok? Bo z reguły jak ludzie tak ostro piją, to chcą w sobie coś zagłuszyć.. 
Być może odpowiadając na to pytanie, dojdziemy do korzenia zła... to są rzeczy, które mogą mieć wielkie znaczenie dla naszej przyszłości jako Polaków. Całe stulecia zaniedbań, stulecia zaniechanego wysiłku umysłowego... efektem tego jest nasz obecny, żałosny stan. Kraj, który się zwija, nie rozwija. Nieważne, jakie bajki o rzekomej świetlanej przyszłości Polski wymyśli Stratfor czy inny podmiot finansowany z USA - rzeczywistości nie da się zakłamać!
[foto]

43. @whzylbertal • autor: Radek Ziemic2015-04-17 12:18:58

Ze słów Br′′cknera wynika, że kobieta miała na sobie wiele OBOWIĄZKÓW, ale czy wiązały się one z WŁADZĄ. Znam takie układy i współcześnie, gdy obydwoje pracują, a ona poza tym zajmuje się domem, sprząta, myje okna, gotuje oczywiście. O zajmowaniu się dziećmi nie mówię. Ona o czymś decyduje, bo mężczyzna jest tym czymś niezainteresowany. Ale bywa, że ją "zezwie" od czasu do czasu a może nawet uderzy. Zastanawia to, że teza o rządach kobiet funkcjonuje tu właściwie na zasadzie plotki. [Co do Bru′′cknera, to byłbym w jego przypadku ostrożny. To był oczywiście był uczony dużego formatu, ale wiele, w tym z jego ustaleń, się od jego czasów zmieniło. Nie twierdzę, że tak jest w przypadku tej notki, ale ona jest zbyt ogólnikowa, aby mówić o zjawisku tak skomplikowanym jak dominacja którejś z płci.] Zachęcam jednak do wypowiadania się na temat patriarchatu na osobnej stronie, specjalnie do tego przez Wojtka wydzielonej.
[foto]

44. Upadek trwał długo • autor: Włodzimierz H. Zylbertal2015-04-17 12:25:43

Panie Michale, upadek tworu tak dużego i złożonego jak potężne państwo - Rzeczpospolita Złotego Wieku - nie może mieć jakiejś jednej i łatwej do wskazania przyczyny. Większość myślących historyków jest zgodnych, że za praprzyczynę (ale nie jedyną) można uznać awanturniczą politykę Zygmunta III Wazy (choć i jego poprzednik, Stefan Batory, nie był bez winy). Zygmunt III tronem polskim frymarczył, marzył mu się szwedzki, i to katolicki. To właśnie za jego rządów rozpanoszyli się jezuici, który, za pomocą stworzonej przez siebie sieci szkół, de facto zerwali kontakt polskiej młodzieży z Europą. Dodatkowym efektem tej działalności był zachwianie równowagi między wyznaniami w wielokulturowej przecież Rzplitej. Nikomu niepotrzebna awantura moskiewska też mocno nadwerężyła siły polskie.Iście szatańskim poszeptem stała się "źrenica wolności szlacheckiej", czyli liberum veto,  electio viritm i pacta conventa kolejnych królów, które to zasady szybko sparaliżowały proces podejmowania decyzji politycznych i gospodarczych. 
Z dalszych przyczyn wymienić by można: postępującą od połowy XVII w zmianę gospodarczą na Zachodzie, co przyniosło skutek w postaci spadku zapotrzebowania na polskie zboże. Podkopało to fundamenty gospodarcze Polski a ani królowie tamtych czasów, ani szlachta na sejmach, nie umieli się w nowej sytuacji odnaleźć. Reszta przyczyn jest już bardziej oczywista: wyczerpujące i rujnujące Rzplitą wojny z Kozakami Chmielnickiego, ze Szwedami (ocenia się, że w ówczesnej skali, "potop szwedzki" zrujnował Polskę bardziej niż obie wojny światowe razem wzięte), z Turkami. Tak zatem, gdy Polska święciła swoje ostatnie wielkie zwycięstwo, czyli odsiecz wiedeńską (1683), była już gospodarczo ruiną a politycznie półtupem. Fatalnego biegu rzeczy dopełniła polityka obu Sasów, którzy też nasz kraj traktowali po macoszemu. Za przyczynę ważną wypada też uznać niewyobrażalną demoralizację społeczeństwa polskiego po wojnach XVII w. Znane są separatystyczne ciągoty magnatów, ale i spore rzesze osławionych "pieczeniarzy", czy "gołoty" służącej każdemu, kto zapłaci, wcale nie były lepsze. No i mamy temat do przemyślenia, powinny powstać jakieś "myśli nowoczesnego Polaka", choć raczej nie takie, jakie wypisywał dureń Dmowski. 
[foto]

45. @Alchymista - przykłady • autor: Przemysław Kapałka2015-04-17 12:29:34

Ksiądz Rydzyk

Tomasz Terlikowski

Myślę, że Kaczor i jego ekipa (a przynajmniej jej część) też

Nie modrują, nie strzelają, ale tylko dlatego, że nie to środowisko i nie ta kultura. Prowadzą dżihad innymi metodami.

46. Kiedyś kościół • autor: Piotrdivine2015-04-19 12:47:35

Kiedyś kościół walczył z komuną.
Teraz walczy z ludźmi którzy za dużo myślą.Jak naukowcy odkryli światy równoległe - ich doktryna że pójdziemy do nieba, legła w gruzach.
Ich motto: Kłamać to my, ale nie nas.Nie nadaje się w dziś już w realnym świecie.
Era Ryb odeszła - wchodzimy w erę Wodnika.To jest era wolnomyślicieli i wynalazców.

47. Panowie! • autor: Nierozpoznany#79092015-04-19 13:39:21

Przyjmijmy, że macie rację.
Ja tylko pozwolę sobie wyrazić życzenie, by era wolnomyślicieli i wynalazców nie składała się wyłącznie z ludzi pokroju Roberta Oppenheimera. Kościół wiedział co robił. Może dzięki niemu bombę atomową mieliśmy dopiero w wieku XX, a nie powiedzmy w XVIII...

48. Czy możesz być wolny • autor: Manna2015-04-19 20:18:25

Wojtku, piszesz:
"Ale coś Cię jednak Alchymisto do tej pogańskiej i antychrześcijańskiej Taraki ciągnie i przy niej utrzymuje. Podpowiem Ci, co: wolność. ("U katoli nie ma woli.")"

Czy możesz być wolny, jeśli jestes radykalnie przeciw czemuś?
[foto]

49. A czy mogę... • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-19 20:25:04

...Manno, być wolnym jeśli muszę być za czymś?

50. Wolność c.d. • autor: Manna2015-04-19 21:01:31

Wojtku, no, póki "musisz" to wolny być  nie możesz: ))

Wolny jesteś, jeśli pozwalasz być temu, co jest.

I z całą pewnością jest w Tarace i taki aspekt - i mnie on właśnie przyciąga.
Te aspekty, kiedy Taraka (czy Ty) jesteście ostro przeciw czy ostro za - to ja zwykle łagodnym łukiem omijam: ))

[foto]

51. Wolność c.d. c.d. • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-19 22:59:15

I na tym, Manno, polega m.im. wolność: że możesz coś omijać. Tu u nas masz taką wolność. TAM jej nie masz, bo nie wolno Ci niczego omijać, tylko musisz wszystko co Ci głoszą, przyjmować bez dyskusji.
[foto]

52. Kończę wpisywanie przypominając o czym tu mowa • autor: Wojciech Jóźwiak2015-04-19 23:08:59

Ponieważ kolejne wpisy coraz dalej odbiegają od tematu tego tekstu, krótko przypomnę, po czym (komentowanie) zamknę.

Treść była taka, że pojawiła się teza, jakoby buddyzm, medytacje i ezoteryka w ogóle były "dawno dawno temu" wymyślone i rozpowszechnione w Polsce przez "Ubecję" po to, żeby odciągnąć młodzież od Kościoła Katolickiego i od popierania podziemnej Solidarności.
Teza ta została obalona i odparta -- jako jawnie fałszywa -- przez naocznych świadków tamtych (i dawniejszych) czasów i wydarzeń, którzy szczęśliwie wciąż żyją i wypowiadają się w Tarace.
Przy okazji ujawniło się, jak łatwo dać się przekabacić i zacząć rozgłaszać zmyślenia lub półprawdy na jakiś temat. Jak łatwo zmyślenie lub czyjaś insynuacja czy w ogóle mem zajmuje miejsce wiedzy o faktach. Jak łatwo zaczynamy myśleć "według ideologii" (jaka komu pasuje), a nie "według prawdy".
Inne sprawy, które tu zostały zapisane, nie mają związku z moim oryginalnym artykułem.
I to tyle.
Okienko zamykam. Misia zabieram.
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)