Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 sierpnia 2010

Aldona Mironski

Ayahuasca czyli spotkanie z Eskulapem
Mit Asklepiosa. Ayahuasca po grecku. Peruwiańska yage a grecki napój bogów


Mit Asklepiosa

Dawno, dawno temu, gdy świat był jeszcze młody, żył w Grecji szaman wszechczasów, boski Asklepios, syn Apollona i pięknej ziemianki, Koronis. Sława o dokonywanych przez niego cudach uzdrawiania roztaczała się na całą Helladę. Mawiano, że samym tylko dotknięciem laski przywracał siły konającym albo że synowi Minosa na Krecie... przywrócił życie zielem, które w zaświatach wskazał mu wąż.

foto

Grecy rzadko uwielbiali swoich bogów. Formalnie dopełniali obowiązków i, żeby zyskać boską przychylność, często uciekali się do przekupstwa, lecz ich stosunek wewnętrzny pozostawał raczej chłodny. Asklepios złamał tę konwencję. Nigdy nie był bohaterem mitologicznych skandali i nie dostarczał powodów do plotek. Przeciwnie! Stanowił nieskazitelny drogowskaz moralny i przepełniony bezwarunkową miłością skupiał się wyłącznie na leczeniu. W rezultacie tak zaskarbił sobie uwielbienie tłumów, że zdystansował wiele bóstw lokalnych o charakterze medycznym. Z czasem usunął w cień nawet największych boskich idoli, a gdy na domiar złego zaczął wskrzeszać zmarłych, władca pustoszejącego Hadesu doniósł Zeusowi o przypadkach samowolnego odwracania boskich wyroków. Gromowładny tak się rozzłościł, że bez chwili namysłu cisnął w wielkiego lekarza śmiertelnym piorunem, po czym - jak to w starożytnej Grecji - wiele się działo... Ostatecznie jednak Zeus opamiętał się, wskrzesił herosa i nadał mu nieśmiertelność, wynosząc go na niebo pod postacią gwiazdozbioru Wężownika. Po tym fakcie Asklepios na zawsze zamieszkał w zaświatach, gdzie pod postacią węża po dziś dzień niesie pomoc chorym i cierpiącym.

Miejsca kultu Asklepiosa były początkowo tylko leczniczym źródłem z ołtarzem w świętych gajach. Potem zaczęto wznosić tzw. asklepiejony czyli świątynie-szpitale (i szkoły), które z racji rosnącego zapotrzebowania przeniosły się do portów i miast. Do Rzymu dotarły podczas zarazy w III w p.n.e., a dokonywane w nich przypadki cudownych uzdrowień wprawiły w osłupienie cesarza Klaudiusza. Oniemiały z zachwytu wydał rozporządzenie nadania wolności każdemu niewolnikowi, którego zechciał uzdrowić Eskulap.

W efekcie rosnącej popularności grecki bóg medycyny znacznie awansował i jako Zeus-Asklepios świętował najwyższe triumfy. Jego świątynie tętniły życiem nawet, gdy stary porządek obracał się w ruinę. On też - jako jedyny - oparł się napływającej fali wierzeń ze Wschodu i przez pierwsze stulecia n.e. stanowił najgroźniejszego rywala Chrystusa. Nie ma w tym nic dziwnego. Był - tak samo jak Jezus - synem ziemskiej kobiety, również kierował się miłością, swoim życiem prezentował najwyższy stopień etyki i podobnie zachęcał ludzi, aby go naśladowali. A co najważniejsze, od niepamiętnych już czasów nosił miano Zbawiciela z niekwestionowanym "monopolem" na medyczne cuda.

foto
Zeus-Asklepios

Bezsilni wobec jego potęgi chrześcijanie określali go mianem demona, lżyli i obrażali... Na próżno. Chorzy nieustannie widywali go na własne "oczy", słyszeli na własne "uszy" i na własnej skórze doświadczali jego dobroczynnych kuracji. Nie mogli nagle, bez powodu przestać w niego wierzyć!

W rezultacie usunięto go z ludzkich serc terrorem i okrucieństwem. Za symboliczny koniec boga Uzdrowiciela uważa się dziś zburzenie jego sanktuarium w Ajgaj w Cylicji (331 r. n.e.). Jednak pozornie triumfujące wówczas chrześcijaństwo zmuszone było przejąć jego cechy i w wielu greckich kościołach długo jeszcze kontynuowano leczenie poprzez sen świątynny.

Na skutek wandalizmu gorliwych sług kościoła po Asklepiosie zostały nieliczne kopie posągów i archeologiczne puzzle, nieczytelne dla racjonalnego rozumu. Z czasem więc zyskaliśmy pewność, że Eskulap to mityczny twór greckich bajarzy, zwierzęcy nosiciel trucizny o leczniczych właściwościach i symbol na drzwiach aptek, lecz... Nieśmiertelnego nie można tak po prostu unicestwić. Minęły wieki, świat stał się mniejszy i oto wyszło na jaw, że Asklepios kontynuuje swą działalność za morzami, w gęstwinach amazońskiej dżungli. Znalazł tam bezpieczną kryjówkę w ramionach liany ayahuaski. Podobno o krok tylko wyprzedził konkwistadorów. Peruwiańska legenda głosi, że gdy niebezpieczeństwo było blisko, z wysokich gór przyleciał do szamanów Biały Ptak i rzekł: "Ból, śmierć i zapomnienie przybędą, ale wy przeżyjecie. Jeśli przyjmiecie ayahuascę, nigdy nie zapomnicie, kim byliście ani kim jesteście." Także i my możemy sobie teraz o tym przypomnieć.

foto foto
Asklepios i jego wężowy kij

Kim jest Eskulap? Wielu historyków uważa go za realnie istniejącego śmiertelnika - import ze Wschodu, gdzie miał być przywódcą plemiennym i znawcą zjawisk przyrodniczych - szamanem. Również u Homera był jeszcze człowiekiem. Dopiero pośmiertnie zyskał godność boską, choć tak naprawdę nigdy nie został typowym olimpijczykiem. Na żadnym bowiem posągu nie wystąpił w pełni obnażony. Portretowano go najczęściej jako brodatego mężczyznę z kijem, oplecionym przez węża.

Podobnym kijem wspierał się sumeryjski uzdrowiciel i bóg świata podziemnego, Ningiszzida, a także nasz dobry znajomy - Mojżesz. Każdy z nich czynił ową laską cuda i takie też oplecione wężami obrzędowe laski wciąż odnajduje się w wykopaliskach sumeryjskich (w Mezopotamii znane były już około 3500 roku p.n.e.) Prawdopodobnie były czymś w rodzaju znaku firmowego dla ludzi, korzystających z określonego źródła Wiedzy.

Ulubiona teoria naukowców mówi, że Asklepios dopiero z czasem przybrał postać legendarnego lekarza, a to dlatego, że Grecy lubili nadać bóstwom ludzką postać. W rzeczywistości od początku był on pochodzącą z kultu matki Ziemi istotą z zaświatów. W narzeczu trackim imię Asklepios oznacza owiniętego węża; as- wąż, clepios- owinięty, epios - łagodny, delikatny. (Istotnie takim się ukazuje!) Wąż ten od zarania dziejów stanowi rodzaj szamańskiej wyroczni. Gdy pacjent na świętej ziemi zapada w sen, a jego dusza znajduje kontakt z "tamtym światem", komunikuje się z chorym, ucząc, jak należy leczyć konkretną przypadłość.

foto
Laska Asklepiosa, uformowana przez Naturę i dosłownie rzucona mi pod nogi jako ZNAK przeznaczenia. Jest zawsze obecna na moich ceremoniach w Holandii (Jarosław Miroński)

Boski wąż wizji i wiedzy postrzegany był przez wszystkie niemal kultury, a jego pochodzenie gubi się w początkach wszelkiej cywilizacji. Jako symbol trwania i życia zdaje się towarzyszyć ludzkości od zawsze. Z jego pomocy korzystał Imhotep - wielki lekarz faraonów, twórca egipskiej medycyny, twórca kalendarza i budowniczy piramid. Pod imieniem Kukulkan ten sam wąż był również założycielem cywilizacji Majów; twórcą medycyny Majów i ich systemu kalendarzowego (zbliżonego do staroegipskiego). Nic zatem dziwnego, że Majowie również wznosili piramidy i również wykonywali takie zabiegi jak np. trepanacja czaszki. W każdym przypadku wąż ten stanowił odwieczną oznakę mądrości i niezgłębionej wiedzy. Pełnił rolę medycznej wyroczni i przekazywał Prawdę o funkcjonowaniu naszej planety we wszechświecie.

foto

Święte węże czcili również Aztecy, plemiona Afryki Zach., ludy Bliskiego Wschodu, Chin, Indii, a także wikingowie. Tylko Biblia początkowo odrzuciła tę tradycję, znajdując w symbolice węża niemal wyłącznie oznakę wszelkiego zła. W rezultacie błędnej ideologii sam Bóg dokonał w końcu korekty, przeciwstawiając wężom śmierci węża, będącego symbolem zdrowia i życia. Gdy "...przyszła plaga jadowitych wężów na pustyni, tak, że wielu ukąszonych umarło (...) modlił się Mojżesz za ludem. I rzekł Pan do niego: Uczyń węża miedzianego i postaw go na znak: kto ukąszony wejrzy nań, żyw będzie. Uczynił tedy Mojżesz węża miedzianego i postawił go na znak; gdy ukąszeni na niego patrzyli, byli uzdrowieni.... (Genesis 21, 8-9) Profesor Benny Shanon, psycholog z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, stwierdził, że Mojżesz spożywał nasiona ruty stepowej.

Przesłanie kręgów zbożowych jednoznacznie wskazuje, że czas dojrzał, byśmy ponownie nawiązali kontakt z Eskulapem (Kukulkanem, Ayą...). Każdy, kto miał szczęście spożyć napój bogów i każdy, kto choć raz spotkał boskiego węża, doskonale wie, że jego płeć czy imię to sprawy umowne. Niezmienna jest jego potężna i bezwarunkowa miłość do ludzi, surrealistyczne poczucie humoru, pragnienie przemiany naszej świadomości i zdolność znajdowania leków na wszystkie wirusy tego świata.

foto
Asklepios i Hygieja

Ayahuasca po grecku

Mityczny Asklepios ożenił się z Epioną (tzn. Kojącą Ból). Synowie, chirurg, Podalirios, i internista, Machaon, zostali uwiecznieni przez Homera w Iliadzie, natomiast trzy córki otrzymały od Zeusa tytuły bogiń zdrowia: Hygieja do dziś symbolizuje zasady higieny i profilaktykę zdrowia, w starożytności jednak była czymś znacznie więcej. Stanowiła uosobienie zmysłowej, tajemniczej kobiecości, była odpowiednikiem Gai, opiekunki zdrowia, płodności i życia. Panacea umiała znaleźć cudowny lek na wszystko (panaceum), zaś Iaso (albo Gigea) - uosabiała zrozumienie praw Natury. Udzielała ludziom nauk, że ich choroby są odbiciem trybu ich życia. Żeby się ich pozbyć, trzeba uczyć się od Natury i naśladować ją. Ciekawostką jest, że zarówno Asklepios jak i boginie zdrowia ukazują się na ceremoniach ayahuaski również dziś, jednak z uwagi na długą tradycję monoteistyczną jak również peruwiańskie wpływy postrzegamy ich wszystkich jako jedną istotę, zwaną dziś Ayahuascą.

Rodzina Asklepiosa miała zapoczątkować kapłańsko-lekarski ród asklepiadów, dziedziców medycznej mądrości. Do ich potomków zaliczamy takie sławy jak Hipokrates i Arystoteles.

Metody leczenia, jakie praktykowano w starożytnej Grecji, znane nam są dzięki mitom, inskrypcjom i komedii Arystofanesa "Plutos". Gdy złożymy owe archeologiczne puzzle w całość, otrzymamy... dzisiejsze ceremonie uzdrawiania, jakie odprawiają szamani w peruwiańskiej dżungli. Bliźniaczo podobny jest sam rytuał i w obydwu przypadkach nadzór pełnią te same duchowe istoty, ukazujące się pod postacią węża lub anielskich kobiet. Aby się z nimi skontaktować, Indianie spożywają "napój bogów" z ayahuaski i chacruny.

foto
Asklepios i Hygieja

Greccy kapłani również stosowali środki psychoaktywne, np. medium, które reprezentowało wyrocznię, miało przywilej zażywania jako enteogenu środka z jęczmienia i koziego sera. Pytia żuła liście laurowe i poddawała się bliżej nieznanym oparom... Co do Asklepiosa zaś, mitologia wspomina, że

...wskrzesił syna Minosa zielem, które na dnie grobu wskazał mu wąż...

Albo, że...

... bogini mądrości dała mu w darze dwie ampułki z krwią Gorgony Meduzy. Krew potwora z jednej strony ciała była pewną trucizną, natomiast krew utoczona z drugiej części ciała - skutecznym remedium, wskrzeszającym zmarłych...

Zielem, wskrzeszającym zmarłych była prawdopodobnie ruta stepowa (Peganum harmala). Porastała ona obficie zbocza greckich świątyń i jest odpowiednikiem peruwiańskiej ayahuaski. Od niepamiętnych czasów stosowano ją we wschodniej medycynie, w ayurwedzie oraz w rytualnych obrzędach magicznych. (Nieprzerwanie praktykuje je lud Berberów.) Czynnik wizji (DMT) Grecy mogli uzyskiwać z ropuch lub jakiegoś gatunku węża, hodowanego we wszystkich świątyniach. Tak czy inaczej spożycie tajemnej substancji doskonale symulowało śmierć, żeby po krótkim pobycie w zaświatach człowiek wrócił do życia wzbogacony o niezwykłą wiedzę.

Podobnie jak do peruwiańskich szamanów do asklepiadów również docierali ludzie, uznani przez świeckich lekarzy za przypadki beznadziejne i tak samo od nikogo nie wymagano aktu wiary! Żądano tylko właściwej postawy duchowej. Na murach greckich świątyń widniał napis: "Wchodź dobrym człowiekiem, odejdź lepszym".

foto

Właściwy rytuał zaczynał się po zmroku. Po złożeniu ofiar i spełnieniu obrzędów oczyszczających, pielgrzym udawał się do specjalnego pomieszczenia, zwanego abatonem. Był to zazwyczaj zadaszony portyk z posłaniami wyłożonymi skórami zwierząt ofiarnych. Dbano o zachowanie tam ciszy, wygaszano światła, chory zaś zapadał w "sen świątynny" ("sen wróżebny"), podczas którego zjawiał się wąż Asklepios lub któraś z bogiń zdrowia, dając wskazówki co do koniecznej terapii lub leczenia. Obecni przy tym kapłani przeprowadzali coś na kształt operacji fantomowych lub - według wskazówek bóstwa - nastawiali kości, opatrywali rany lub wspomagali chorych energetycznym dotykiem ludzkich dłoni.

foto

Kapłanki opatrywały rany i przyrządzały różne mikstury. Przede wszystkim jednak dodawały cierpiącym odwagi, trzymając ich w ramionach - niekiedy przez całą ceremonię. I po wszystkich tych zabiegach ludzie wracali do życia albo całkiem uzdrowieni albo z konkretną receptą na odzyskanie zdrowia.

W przypadku, gdy nie wszystko było jasne, kapłani pomagali w interpretacji wizji chorych i na tej podstawie zlecali odpowiedni tok leczenia. Gdy pacjent nie był gotów na odebranie przesłania, powtarzano rytuał (nawet kilkakrotnie), a gdy chory nie był w stanie przybyć, praktykowano zastępstwo. Na posłaniu mógł położyć się jego przyjaciel lub krewny.

Bo pod wpływem napoju bogów doświadczenie ludzkiej jedności bywa tak doskonałe, że można odebrać wszystkie choroby i bóle wybranego człowieka, by w konsekwencji otworzyć się na metody niesienia mu ulgi.

Zachowane inskrypcje i malowidła świadczą o tym, że w świątyniach miały miejsce częste wyleczenia złamań, zwichnięć, wrzodów, problemów żołądka, pasożytów, ukąszeń, gruźlicy, ślepoty, bezpłodności, bólów głowy, wszawicy, nadwagi, nawet łysiny. Interwencja Eskulapa z reguły polegała na cudowności oraz błyskawicznym skutku zalecanej przez niego kuracji. I choć nie miał on do dyspozycji bogactwa dżungli, którym włada peruwiańska ayahuasca, doskonale radził sobie z tym, co było pod ręką. Często zalecał chorym długie spacery, kąpiele w ciepłej i zimnej wodzie, gimnastykę, posty, konkretną dietę, zioła, wykorzystywał bakteriobójcze właściwości miodu. W asklepiejonach obowiązkowo hodowano psy, kozy i węże. Być może robiono leki z jadu węży. Z całą pewnością wykorzystywano kozie mleko, które - jak dziś wiadomo - jest bogatsze od kobiecego, naturalnie homogenizowane przez ludzki organizm i łatwo przyswajalne. Przyśpiesza przemianę materii, obniża poziom cholesterolu we krwi, służy chorym na astmę, schorzenia płucne, raka, SM, owrzodzenia żołądka, wszelkie problemy skórne. Kefir zawiera niezbędny dla człowieka wapń, magnez i mangan w najbardziej przyswajalnych połączeniach, a jego mikroflora posiada wyjątkowe właściwości odżywcze, dietetyczne i lecznicze. Wiele inskrypcji ukazuje też przypadki cudownego wyleczenia trudno gojących się ran przez psy. Dzisiejsza nauka odkryła, że w ślinie psa znajduje się penicylina, jednak wiele innych zaleceń Eskulapa, jak np. picie krwi koguta, wciąż czeka na wyjaśnienie. Prócz pomocy czysto fizycznych święty wąż udzielał rad przy problemach psycho-emocjonalnych i egzystencjalnych. Leczył melancholię i wskazywał kierunek tym, którzy zgubili poczucie własnej misji, ale... To już zupełnie inna bajka. Na pożegnanie pacjenci ofiarowywali bogu dary dziękczynne: pieniądze, kadzidła, wieńce laurowe lub pieśni. Na ścianach przybytku umieszczano reliefy, opisujące przebieg cudownego uzdrowienia i upamiętniające wyleczone części ciała.

foto

Różnice między peruwiańską yage a greckim napojem bogów

Skład chemiczny i duchy roślin. Grecka ayahuasca jest łatwiejsza w przygotowaniu: samo gotowanie ruty trwa godzinę, podczas gdy liana potrzebuje 8 godzin. Ponadto ruta jest o wiele bogatsza w substancje psychoaktywne, gdyż małe jej dawki powodują efekty zbliżone do marihuany, większe zaś wywołują wizje i umożliwiają podróż w zaświaty. Jako inhibitor MAO ruta również jest o wiele wydajniejsza, a po dodaniu DMT zawarta w niej harmalina w dodatkowy sposób je wzmacnia. Z uwagi na bogactwo alkaloidów i liczne zalety, nawet ayahuaskowe kościoły, które przywędrowały z Ameryki Płd. do Europy, zaczęły używać ruty w miejsce rodzimego pnącza. (Wikipedia pod hasłem Ayahuasca podaje w pierwszej kolejności napój z ruty.) Śmiało można powiedzieć, że Indianie tylko nadali nową nazwę ayahuasca drinkowi staremu jak świat. Przypomnieli nam o naszych własnych korzeniach i tradycji.

Każdy napój, w którego skład wchodzi inhibitor MAO oraz DMT, łączy nas z tą samą prawdziwą rzeczywistością i istotami duchowymi. Odrębny duch ruty stepowej jest wielkim guru, nauczycielem-gawędziarzem, bardzo ciepłym, przyjaznym, kochającym i obdarzonym niezwykłym poczuciem humoru. Czasem przybiera postać mongolskiego wojownika w złotej zbroi, często budzi w nas wspomnienia koczowniczego życia w stepach. Przywraca nam pierwotną naturę umiłowania wolności i naturalną radość życia. Jego sprzymierzeńcem jest marihuana . Pnącze duchów, inaczej, ma wrogie nastawienie do zioła i zdarza się, że zagorzali palacze nie dostają od liany tego, po co przybywają.

Medycyna. Eskulap, jak wspomniałam, radził sobie z tym, co było pod ręką. Ayahuasca dysponuje największą na świecie apteką Natury. To władczyni roślin dżungli amazońskiej, zwana czasem "matką leśnej medycyny". Od tysiącleci odsłania najbardziej zawikłane tajniki Natury i przekazuje szamanom wiedzę o medycznych właściwościach tamtejszej flory. Rolą indiańskiego czarownika jest umieć jej słuchać i dać się prowadzić. Jedno życie może okazać się zbyt krótkie, by dogłębnie poznać potęgę wszystkich leczniczych roślin dżungli. Oczywiście - podobnie jak ruta - liana także otwiera przed człowiekiem kosmos i opowiada o prawach tej planety. Generalnie jednak specjalizuje się w leczeniu wszystkich możliwych chorób świata. Spożycie jej poza selwą traci sens.

Skutki uboczne. Indianie z dorzecza Amazonki żyją w wiecznej cieplarni, gdzie non stop wylęgają się najróżniejsze bakterie, wirusy i grzyby... Ayahuasca zdaje się "prać ich z wywróceniem na lewo", tak aby najdrobniejszy pasożyt w ich organizmie nie miał szans na przetrwanie. Proces oczyszczania jest w tym przypadku tak intensywny, że ludzie pod wpływem yage czasem nie panują nad czynnościami fizjologicznymi. Ruta jest pod tym względem "łagodnie dyskretna", choć osobom silnie zatrutym również da się we znaki. Pozostałe różnice w działaniu obu napojów wynikają już tylko z różnić kulturowych i naszej percepcji.

foto
Francesco Hayez. Ulisses na dworze Alcinousa (1813-1815). Galleria Nazionale di Capodimonte, Neapol

Wizje. Bogatsza w dodatkowe alkaloidy ruta silniej pobudza twórcze moce. Nic więc dziwnego, że uzdrowieni w asklepiejonach Grecy ochoczo tworzyli pieśni, rzeźby i malowidła. Dzieła sztuki były dla nich narzędziem edukacji społecznej; miały wzbudzać wzniosłe przeżycia i życiową mądrość. Obliczone matematycznie proporcje piękna musiały odzwierciedlać kosmiczny porządek wszechświata. Zagadnieniom z takich dziedzin jak medycyna i farmacja towarzyszyła filozofia, logika, retoryka etc. Istotne znaczenie miały dla nich szkoły, teatr, architektura, struktura państwa i prawa, etyka. Celem był postęp w każdej dziedzinie; dość wspomnieć, że na Krecie 4 000 lat temu istniała kanalizacja, łazienki i wanny.

foto

Klimat lasów deszczowych nie wymaga budowy domów, tym bardziej nie brak nikomu łazienek. Twórczą moc aż nadto objawia tam natura, zaś trudne warunki życiowe zmuszają ludzi do codziennej walki o przetrwanie. Gdy atakuje Indianina 15-metrowa anakonda, ten nie może nasłać na nią adwokata czy rozważać zasad etyki... Prawa dżungli są proste! Chcąc jeść, trzeba zadbać, by samemu nie stać się jedzeniem. Wobec tego ceni się tam ponad wszystko odwagę, męstwo, wytrzymałość. Rozrywkę zaś stanowią wszelkie możliwe "sporty ekstremalne" i sprawdziany bohaterstwa.

Dzikie zwierzęta reagują na sygnały strachu i im bardziej myśliwy stanie się nieustraszony, tym większą ma władzę nad dżunglą i nad własnym życiem. Święta liana zapewnia swoim dzieciom to, czego potrzebują, a więc na dzień dobry szykuje im egzamin z odporności na lęk i lekcję wiedzy o otaczającym ich świecie. Wojciech Jóźwiak pisał: "...Typowe wizje roją się od zwierząt, wśród których najwięcej jest ogromnych węży-dusicieli i jaguarów. Wielkie, drapieżne koty otwierają paszcze, prezentują zęby i wnętrze gardła; są o centymetry od twarzy patrzącego, który widzi wszystkie szczegóły ich anatomii. (...) Zdarza się, że człowiek, który zażył ten środek, utożsami się ze zwierzęciem. Widzi na przykład świat oczyma węża, i czuje własne mięśnie gardła, jak przełykają żywą żabę..." Nasze problemy i rodzime lęki wywołują inne wizje i jeśli nie znajdziemy się nagle w środku selwy, prześladować nas będzie raczej "wielki, drapieżny" urzędnik kontroli podatkowej, nerwowy szef lub nieoczekiwana wizyta teściów.

foto
Asklepios i Hygieja

Stosunek do kobiet. Kobiety-szamanki pojawiły się w Amazonii niczym jaskółki nieczyniące wiosny, bo w wielu indiańskich plemionach ayahuasca wciąż jest jeszcze dla nich zakazana. U Asklepiosa wręcz przeciwnie: kobiety odgrywały ogromnie ważną rolę. Na rzeźbach i posągach zachowują się swobodnie i występują z tym samym atrybutem (laską owiniętą wężem), co Asklepios.

Kobiecy szamanizm i kobieca sztuka ziołolecznictwa były w starożytnej Grecji cenione szczególnie wysoko. Według Homera tajniki tej wiedzy posiadła egipska królowa Polydamna i grecka królewna Agamede. Pierwsza uczyła piękną Helenę sporządzać napój na zapomnienie trosk. Druga, znając wszystkie zioła świata, ratowała żołnierzy walczących pod Troją.

Pomimo, że Asklepios miał z Epioną również synów (chirurga i internistę), to właśnie córki otrzymały tytuły bogiń zdrowia. I choć żadna z nich nie ma własnego mitu, wywarły ogromny wpływ na kształtowanie się naszej kultury. Ich znaczenie było w czasach antyku tak wielkie, że na monetach czy posągach rzymskie cesarzowe i księżniczki prezentowały się najchętniej w charakterze bogiń zdrowia.

foto
Hygieja

Postać Hygieji z czarą oplecioną wężem przeniknęła nawet do świata chrześcijańskiego i przez stulecia patronowała dworskim, domowym apteczkom (sanktuarium pani domu). Obfitowały one w różnego rodzaju mikstury, których recepty przekazywały wnuczkom babcie. Opanowanie tej wiedzy zapewniało dziewczętom "dobre zamążpójście". Kobieca opieka zdrowotna przeniknęła do wielu kultur, szczególnie do Słowian, a zjawiskiem charakterystycznym dla Polski było jeszcze objęcie nią przynależnych do dworu chłopów. I do niedawna jeszcze kobieta utożsamiana była w naszej kulturze z domową lekarką, szanowaną za odpowiednią wiedzę i za to, że miała pod ręką niezbędne środki lecznicze.

foto
Asklepios i Hygieja uzdrawiający

Greckie rzeźby i malowidła świadczą o tym, że w asklepiejonach kobiety stanowiły nieodłączne dopełnienie kapłanów.

Jest to kultywowane do dziś także w konwencjonalnych szpitalach, na ceremoniach ayahuaski jednak ma to nieco głębszy sens. Mężczyzna leczy, czuwa i chroni od złych mocy, podczas gdy pełna miłości dłoń kobieca koi długo tłumione rany psychiczne i duchowe.

foto

Z moich greckich "wspomnień" i aktualnych doświadczeń wynika, że przy typowym po ayahuasce doświadczeniu ponownych "narodzin", troskliwa para "doskonałych rodziców" zapewnia uczestnikowi ceremonii głębokie poczucie bezpieczeństwa i samoakceptację. Pozwala to szybciej osiągnąć wibrację bezwarunkowej miłości. Człowiek, który od dawna koncentrował się na swoich problemach, kieruje teraz uwagę na piękno uczuć i radosną stronę życia. A biorąc pod uwagę fakt, że jego duch znajduje się na poziomie "centralnego komputera" i przez cały czas działania napoju programuje on własny matrix na nowo, powstający właśnie obraz świata zyskuje o wiele lepszą jakość. W obecności przepełnionej miłością kobiety, wspieranej przez opiekuńczego partnera rodzi się naprawdę nowy człowiek!

Kolejny powód, dla którego Grecy korzystali z usług kobiet, jest nieco delikatny. W Amazonii stale słyszy się o różnego typu sekscesach, kiedy to pseudo-szamani (tych, niestety, nie brakuje) wykorzystują bezbronność kobiet, poddanych działaniu yage. Typowe doświadczenie opisała Martyna Wojciechowska, którą ekipa telewizyjna ratowała z rąk napalonego curandero (patrz: Z życia naczelnej - Ekwador). Pomijając fakt, że moralność Indian jest nieco inna od naszej lub że można trafić na przypadek zemsty za masowe misjonarstwo, istotny jest też szczegół, że ayahuasca to afrodyzjak i to spożywany po okresie przymusowej wstrzemięźliwości. Głównym zaś celem ceremonii jest miłość, którą mężczyźni często mylą z seksem.

foto

Grekom nic co ludzie nie było obce, doskonale znali swoje słabości i ułomność. Byli świadomi, że gdy na posłaniu zlegnie ponętna, bezbronna, całkowicie poddana, a na domiar wszystkiego otaczająca szamana czcią i uwielbieniem niewiasta... I gdy przypadkiem spotka się tu Wenus z Marsem lub Uranem, to któż powstrzyma wezbrane wody Nilu? Obecność czujnej partnerki wykluczała okazje do powstania choćby myśli, wykraczających poza pomoc cierpiącym.

Z tych samych powodów kontynuujemy w Holandii tradycję grecką. Harmonijna para przewodników, wiodących człowieka na spotkanie z Ayą, gwarantuje ceremonie, na których wszystko jest z góry jasno określone i uczestnicy skupiają się na własnym rozwoju bądź leczeniu.

foto
Cerber

Stosunek do psów. W peruwiańskich wioskach na czas rytuałów psy trzymane są z dala i mają związane mordy. Indiańskie przekonania przypisują ich szczekaniu zły wpływ na psychikę człowieka. Nie wiem, skąd ta wiara, wiem jedynie, że w Iquitos masy psów zdychają z głodu na ulicach i szczekanie głodnych stworzeń z pewnością nie koi zmysłów.

Mityczny Asklepios, jako sierota wychowana przez kozę i psa, hodował te zwierzęta w świętych gajach, otaczał szacunkiem i korzystał z ich pomocy w celach medycznych.

W naszej kulturze od wieków psy spełniają wiele pożytecznych funkcji; ratują zagubionych w górach turystów, są przewodnikami niewidomych i swoistym alarmem dla chorych na serce, epilepsję i cukrzycę... Potrafią ostrzec właściciela przed zbliżającym się atakiem, wyczują zmiany poziomu cukru i przewidzą wiele chorób. Psy "leczą", grzeją i tworzą atmosferę doskonałego bezpieczeństwa. Nie bez powodu w amerykańskich domach opieki wolno trzymać zwierzęta, można je też przyprowadzać do szpitali. Profesor medycyny klinicznej Kenneth R. Pelletier stwierdził, że po wizycie psa w domach spokojnej starości pensjonariuszom spada ciśnienie krwi i tętno. Po wizytach ludzi nie występują takie objawy. Maria Czerwińska, polska twórczyni terminu dogoterapia, zaleca swoją metodę przede wszystkim dzieciom z porażeniem mózgowym, z zespołem Downa, osobom upośledzonym umysłowo, chorym na schizofrenię, artretyzm, zanik mięśni, uszkodzenie wzroku lub słuchu, cierpiących na chorobę Alzheimera. Pies zawsze wie, w którym miejscu i momencie przytulić się do cierpiącego i jak go energetycznie wzmocnić. Jego bezwarunkowa miłość bardzo korzystnie wpływa na kondycję psychiczną człowieka, dlatego jest doskonałym opiekunem i towarzyszem rekonwalescentów. Niejednokrotnie przejmuje ludzki problem na siebie, by się z niego szybko "wylizać". A gdy kogoś pokocha, weźmie na siebie nawet chorobę nieuleczalną.

Odwiecznym przeznaczeniem psów jest jednak ochrona żywicieli przed niepożądanymi gośćmi - również z zaświatów!!! Mityczny Cerber, był stróżem świata podziemnego. Jego obowiązkiem było pilnować zmarłych, by nie opuszczali Hadesu i w tym punkcie groźny pies był nieubłagany. Miało to działać w obie strony czyli drugim zadaniem Cerbera było nie wpuszczać nas - żywych - do Hadesu, jednak Orfeusz dowiódł, że w tę stronę łatwo go przekupić... muzyką! Psy faktycznie strzegą swoich właścicieli przed negatywnymi bytami wszelkiego typu. Ich perfekcyjna czujność na ceremoniach ayahuaski przewyższa możliwości najlepszych curanderos.

Moje boksery obowiązkowo biorą udział w każdym rytuale, powalając gości nieprawdopodobną pracowitością, poświęceniem i oddaniem. Po zdjęciu z nich energetycznych doczepek, wymiotują czasem jakby były ciężko chore, jednak miłość, jaką otrzymują w zamian, najwyraźniej jest dla nich tego warta.

foto

Muzyka. Jak wspomniałam, muzyka jest biletem wstępu do Hadesu, służy jednak nie tylko temu, żeby uśpić czujność strażnika. Nauczyciel Asklepiosa - lekarz i artysta Chiron - był bodaj pierwszym opisanym w literaturze muzykoterapeutą; kilkoma dźwiękami potrafił przywrócić choremu zdrowie i równowagę.

Muzyka pieści zmysł słuchu, dyktuje nastrój, leczy i koi ból duszy, a przede wszystkim pozwala przekroczyć granice rzeczywistości. Wabi też duchy przyrody i pomaga nawiązać z nimi kontakt. Łączy nas ze wszystkim, co "nieznane" i wymyka się spod władzy rozumu. Z tych powodów na ceremoniach ayahuaski peruwiańczycy śpiewają pieśni icaros, Hindusi - mantry, Amerykanie puszczają łagodnego rocka - każda kultura ma własne upodobania i tradycje. Kto umie słuchać wskazań ayahuaski, szybko dochodzi do wprawy w doborze właściwych wibracji i drgań.

Grecy z pewnością stosowali lirę i dźwięki fletu lecz gdyby asklepiejony istniały jeszcze dziś, z pewnością puszczaliby płyty CD. Osobiście lubię korzystać z osiągnięć techniki i dorobku całej ludzkości, bo świat stał się zdecydowanie mniejszy i przystępny. Natchnienie uzdolnionych kompozytorów pochodzi z tego samego źródła, co szamańskie pieśni, więc możliwości są nieograniczone - od hinduizmu przez chorały gregoriańskie, muzykę psychodeliczną... aż po dudy druidów. Bezcenne tu bywa brzmienie ludzkiego głosu i chóry, a przede wszystkim pewne sylaby, silnie oddziałujące na mózg jak np. prastara mantra om mani padme hum albo ha-re Kri-szna....

Jeden z moich gości przestraszył się kiedyś, że wciągam go być może w krąg wyznawców Kriszny, ale to z całą pewnością nie ten przypadek. - Jestem wolna i z zasady przeciwna religiom! Polegam tylko na skuteczności mantr, sprawdzonych przez tysiąclecia. Najlepszym przykładem ich działania jest telefonistka firmy Haribo, która osiągnęła zmienione stany świadomości i rozwiązała wszystkie swoje problemy na skutek powtarzania przez 8 godzin dziennie: HA-RI-BO słucham, HA-RI-BO witam, HARIBO z kim połączyć, HARIBO, HARIBO... "Hare Kriszna, Hare Rama" pomaga przekraczać niższe stany świadomości i wynosi poza świat materialny - bliżej miłości. Mantra "om mani padme hum" oczyszcza z pychy, zazdrości, żądzy, głupoty, biedy i agresji. Pozwala sprawniej usunąć źródło cierpienia i rodzi prawdziwe współczucie. - W wydaniu Olivera Shanti (utwór Bothisattva Child) otwiera czakrę serca nawet tym ludziom, którzy zdają się być jej pozbawieni. Nie miejsce tu na opis wszystkich sylab i dźwięków, w każdym przypadku bardzo istotny jest charakter "drgań" i klimat poszczególnych utworów, które należy dobrać w zależności od głównego tematu sesji. Inne utwory pomogą w oczyszczaniu umysłu, inne w leczeniu, inne na drodze poznania czy terapii.... Ogromne znaczenie dla zrozumienia siebie ma muzyka, związana z naszą reinkarnacyjną przeszłością. Wprawny szaman po prostu wie, co komu potrzebne.

Aldona Mironski

aldona@mironski.net


komentarze

1. Fajne! • autor: Nierozpoznany#21842010-08-10 21:36:04

Cześć.
Bardzo mi się podoba Twój artykuł.
Sporo w nim ciekawych rzeczy i fajnie się czyta.
Pozdrawiam - Foruser

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)