Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 listopada 2013

Ewa Motyka

z cyklu: W ciemności (odcinków: 12)

Bajka o spotkaniu w lesie wyjątkowego dębu i co z tego wynikło

Kategoria: Twórczość

« Uwiedzenie Węże i łabędzie szyje »

Pewnego dnia Mawi włóczyła się po lesie, znużona dotykała pni drzew, czytając dłonią historie ich leśnego życia.

- Co będzie dalej – myślała. Od dawna z trudnością czerpała radosną siłę z głucho brzmiących pieśni śpiewanych w Wielkim Zgromadzeniu Jedynych. Nie opowiadały o wschodach i zachodach słońca, iskrzących się w jego promieniach, drżących muślinach pajęczyn, o spadających szyszkach ufnie otwierających się, by wydać swe nasionka ziemi; nie mówiły o śpiewie ptaków wiosną, gdy puszczają lody, o miłości splatającej ciała kochanków w warkocz, w którym trzecim pasmem jest świat, a oni plotą w nim swoje trwanie i niknięcie, by potem - po swobodnym rozpuszczeniu pasm - nieść siebie wzajemnie: kochankowie  w szumie krwi, a świat w trudno uchwytnym dla zmysłów z rozumem Byciu. Nie mówiły o śmierci małego krecika, leżącego z noskiem na ściółce obumierających liści, i o tym, jak z jego ciała powstają ciała robaczków i tłustych much tak nie lubianych przez ludzi. Tu i teraz było w nich mało ważne, jeśli nie służyło temu, co ma być i stać się po przejściu bramy śmierci. Mawi czuła się coraz mniej żywa w sobie samej, wychylona ku dążeniom. Nie swoim.

Idąc tak, nagle zatrzymała się, macając palcami, na korze dębu znaki słońca, księżyca, gwiazdy. Uśmiechnięta przytuliła się do drzewa. Dąb czekał na jej przyjście, chociaż ona tego jeszcze nie wiedziała. Wtedy pojawił się on, mężczyzna, nie wyjawiający swojego prawdziwego imienia. Był częścią siły drzewa, jego duchem. Dał mu życie, chowając w ziemi żołędzie. Wyrył na korze znaki ciał niebieskich. Znała z opowieści jego budzące sympatię i szacunek rodzinne otoczenie. Mawi nazwała go Magiem, bo w urokliwy sposób potrafił przenosić do niezwykłych, czasem pełnych awantur i śmiałych przygód, światów wewnątrz niej samej - wystarczyło, by poprosił o wyjście przed dom i spojrzenie na Gwiazdę Wieczorną – śmiała się do wspomnienia. Przysyłał obrazy odbijające się w jej oczach ogniem w niezmierzonym mroku, mierzyła się ze skrytymi na co dzień  za nieprzepuszczalnym kręgiem - złośliwością, podatnością na otchłanne chwytanie bliskości.

Od tego dnia, właściwie codziennie przychodziła pod dąb przyglądać się wyrytym znakom. Głodna dotykała zachłannie kory, schodząc coraz niżej, do samych korzeni i pulsującego wśród nich zdumiewającego życia. Pod paznokciami miała ziemię, w ustach szelest wiatru łapanego w spokojnych oddechach, w oczach gwiazdy pękające wesoło na nieboskłonie, pod zmęczonymi stopami kobierzec żaru. Pod ziemią zostawiła część cierpienia,śpiewając pełną łez pieśń. Ziemia pokazała jej w zamian - i był to przywilej - inne, odmienne od matczynego, tak dobrze znanego, straszliwe oblicze, w taki sposób, by zdołała w nie spojrzeć. Pozwoliła, by wspomogłyją obrazy przyjaznych zwierząt.

Mawi podziwiała Maga, a jednocześnie ogromnie ją onieśmielał. Przypominał jej kilka osób naraz. Obrazy nakładały się na siebie, zdawały się migotać. Nikły, by nagle pojawić się znów. Pokazywał się jako Dobry Nauczyciel. Ojciec. Męczący Szczególarz. Zadzierający Nosa Władca Podwórka. Łagodnie Szemrzący Wiatr, by na końcu, pod rozgwieżdżonym niebem, na ziemi pełnej kamieni, w blasku ognia pokazać się jako Mężczyzna.

Wodospady o zmierzchu huczały przetaczając kamienie.
Rozgrzana słońcem ziemia parowała oddając srebrzyste
pasma mgły a oczy zapadały się w niej
obrazami Niezróżnicowanego.
W ciemności katedra żeber pękała od uderzeń serca.

Bezbronna wobec tej magii z ufnością za nim poszła. Drżąca, ze śladem rumieńców zawstydzenia na policzkach. Chciała być jego uczennicą. Ufała – on zna mnie na tyle, by wzajemnie ufać lub ostrzec drobnym znakiem przed fałszywym krokiem. Mógł, jako Pośrednik, przeprowadzić przez rozmowę z Ukochanym, który odszedł. Pomóc pożegnać, zwracając spokój jemu i Mawi. Rozluźnić uwiązanie w podwójność relacji na planie poza tym światem. Czyżby myliła się w swoim szalonym, na poły, przekonaniu o możliwości sięgania w czasie powtarzającym się, cyklicznym, zrzucającym skórę, niczym wąż, by na nowo się odrodzić?

Kamienie były kiedyś gwiazdami świecącymi żarem gasnącym, gdy spadały na nie łzy tej, której nie zaufał Pośrednik. Mawi krzyczała w nocy świata. Kolejny raz złamano jej serce. Brakiem wiary w panowanie nad ciałem? Brakiem właściwej oceny sytuacji? Niepełną znajomością jej doświadczeń? Własną niemocą i brakiem zaufania do siebie pośredniczącego między światami?

Tylko Mag wie, czym złamał jej serce.

Następnego dnia Mawi spojrzała w niebo i zobaczyła leżącego na boku Maga, który podawał trzymane w obu rękach serce. Pęknięte. Mawi je zabrała. Odtąd należało do niej i nie należało. Mawi znała tajne recepty na to, by nie przeniknęła do niego wizja odsłaniająca się jeszcze przy niewprawnym badaniu znaków gwiazd na dębie, przed zejściem pod jego korzenie. Dla otuchy, pokrzepiając się wiedzą, czytała Księgi, by niespodziewanie ujrzeć, jak wizja sprzed miesięcy nabiera kształtów, a ona jest jej elementem i najmniej pewnym ogniwem…


Korekta przez: ()



« Uwiedzenie Węże i łabędzie szyje »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)