Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 lutego 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 182)

„Barany, islandzka opowieść”: film o zagładzie Europy

Kategoria: Twórczość
Tematy/tagi: filmfuturologiapolityka

« O tym, czy Jezus umarł za pitekantropów czyli o kontrkulturowości chrześcijaństwa Oribasiosa: ilu Ich jest? »

W dolinie żyją dwaj bracia, nazywani jak z Tolkiena: Gummi i Kiddi. Są starzy, siwi, tędzy, po sześćdziesiątce: Kiddi emocjonalny ekstrawertyk, nawet trochę awanturnik i pijak, i Gummi, którego oczami patrzymy, skrzętny i bojaźliwy introwertyk. Mieszkają przez płot i hodują owce. Nienawidzą się i nie rozmawiają od 40 lat. – Przebija mityczny wątek skłóconych i walczących braci, niby Romulus i Remus. Późno w filmie wypływają strzępy ich przeszłości: starszy Kiddi został dawno temu odrzucony przez ojca, który całą ojcowiznę przekazał młodszemu, więc Kiddi gospodarzy na nieswojej ziemi z łaski młodszego brata. – Przebija Biblia z wątkiem wyklętych pierworodnych, jak Kain, Ezaw, Izmael, Absalom.

Baran Kiddiego wygrywa w wioskowym konkursie, pół punktu przed baranem Gummiego. Gummi się mści: rzuca na brata straszne podejrzenie, że jego baran jest chory na trzęsawkę (ang. scarpie), nieuleczalną zakaźną masową chorobę przenoszoną przez priony. Zapewne nie wierzy w swoją diagnozę: ot tak, chce dokuczyć bratu, że go będą ciągać po urzędach. Ale to podejrzenie okazuje się prawdą, a słowa skuteczną klątwą: baran faktycznie jest chory. – Antyczna tragedia tu zaczyna przebijać. Stada obu braci i pozostałych kilku hodowców w dolinie zostają skazane przez służbę weterynaryjną na przymusowy ubój i zniszczenie wszystkich śladów. Na dwa lata dolina zostaje objęta kwarantanną: żadnych owiec. Mieszkańcy po tej klęsce zastanawiają się, czy nie porzucić gospodarstw...

Gummi, który wbrew przepisom sam wybił swoje stado – widzimy go, jak po tym myje ręce dusząc się od płaczu – ukrywa w piwnicy siedem ulubionych owiec. Przez to ściąga na siebie urzędową wrogość całego świata. Jego brat nachodzi go w piwnicy, gdy tamten karmi owce. „Wiem, co masz w piwnicy”, oświadcza mu. Ukrytych zwierząt nie udaje się długo trzymać w tajemnicy. Urzędnicy od rolnictwa słyszą hałasy i beczenie. Gummi pędzi owce do brata: „Musisz mi pomóc – oni już idą!” To są pierwsze słowa, które mówi do niego od tamtych 40 lat. Kiddi nie odmawia: „To są jedyne owce rasy Bolstad*, jakie pozostały!” – W tym momencie zaczynamy rozumieć, o czym naprawdę jest film.

Choroba bywa metaforą: wojny, masowej przemocy, totalitaryzmu, inwazji zła – jak w „DżumieCamusa. Zaraza trzęsawki, jak się dowiadujemy, została jakiś czas temu zawleczona „z południa” wraz z nową rasą owiec. Choroba ta jest więc, jako metafora, inwazją obcych, z południa. Również inwazją pewnego przybyłego stamtąd wirusa umysłu – nietrudno się domyślić, jakiego. Filmowi bracia zmagają się nie tylko z losem, z pracą nad siły, samotnością i śniegiem, ale i – przede wszystkim – ze wścibskimi, natrętnymi i organizującymi im życie (dla ich dobra!) urzędnikami, z gminną panią weterynarz na czele. W niektórych scenach ta ubrana w ochronne kombinezony służba wygląda jak obce wojsko lub najeźdźcy-kosmici. Pojedynczy człowiek, nawet gdyby był bohaterem, jakimi w końcu okazują się bracia, nie ma szans z tą zorganizowaną mocą. Nie przypadkiem na czele tej urzędowej siły stoi kobieta – oto doktor Katrin uosabia nowoczesne państwo opiekuńcze. To państwo w istocie realizuje i doprowadza do końca zabójczy program choroby, niesie zagładę niejako w zastępstwie choroby i w jej imieniu.

Dla ostatnich siedmiu owiec skazanej na zagładę rasy „Bolstad” nie ma miejsca w ludzkiej osadzie. Bracia postanawiają przepędzić stadko na wyżynę, gdzie na bezdrożu, w śniegach i niedostępne dla weterynarzy owce mają szanse przeczekać zarazę.

Widzimy w najpiękniejszej scenie filmu istny exodus: pod górę po zamarzniętym stoku dziarsko biegną owce, przy nich pies, za nimi obaj bracia na kwadzie.

Zapada ciemność. Zadymka staje się śnieżną burzą. Kwad grzęźnie w nawiewanych zaspach. Owce nikną w zabijającym huraganowym śniegu. Kiddi znajduje brata nieprzytomnego, wychłodzonego, może już martwego od zimna i zmęczenia. W ostatniej scenie widzimy go, jak w wyrytym naprędce igloo usiłuje, sam rozebrany, ogrzać nagie ciało brata. Widzimy ich jak dwa embriony we wspólnej lodowej macicy. Jakby wrócili do praczasu, kiedy lodowa pustynia, jakaś Ginnungagap z ich mitów, zrodziła pierwszych ludzi-Normanów, wikingów.

Do końca nie wiemy, czy Gummi żyje, czy brat trzyma jego trupa. Owiec nie ma, pies zginął z nimi w zamieci, rasy nie udało się uratować. Tragedia dobiegła końca. Dla rdzennych ludzi Północy i ich owiec nie ma miejsca w Nowym Porządku Świata.

Podobieństwo do obecnego „kryzysu imigracyjnego” nie wydaje się przypadkowe.


Film widziany: „Barany, islandzka opowieść”. 2015. Scenariusz i reżyseria Grímur Hákonarson. W rolach: Gummi Sigurður Sigurjónsson, Kiddi Theódór Júliusson, Katrin Charlotte Bøving.

*Dziękuję Pani Marcie Rogalskiej z Gutek Film za przypomnienie mi nazwy tej rasy owiec, fikcyjnej zresztą.








Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« O tym, czy Jezus umarł za pitekantropów czyli o kontrkulturowości chrześcijaństwa Oribasiosa: ilu Ich jest? »

komentarze

1. To Tolkien imiona... • autor: Krabat2016-02-26 14:48:20

To Tolkien imiona krasnoludów żywcem przepisał z Eddy Poetyckiej.

2. Sami swoi • autor: Jerzy Pomianowski2016-02-28 20:18:08

Wygląda na to, że w Polsce film  jest reklamowany jako komedia o ciemnych, skłóconych wieśniakach sypiących piach w tryby postępu.
Kargul i Pawlak.
[foto]

3. Jak Antygona • autor: Wojciech Jóźwiak2016-02-28 21:49:18

Film jest ciężki, dołujący, a jeśli widzowie śmieją się gdy jeden z braci ogłusza policjanta szpadlem, to dlatego, że nie mogą wytrzymać napięcia. Komedii w nim nie widziałem, nawet czarnej.
Film jest tragedią. Grecką, klasyczną. Tak jak "Antygona". W "Antygonie" jest niemożliwy do pogodzenia konflikt dwóch racji: posłuszeństwa dla prawa (wyroku władcy) -- i religijnego obowiązku wobec rodziny (pochować brata). W "Baranach" jest niemożliwy do pogodzenia konflikt dwóch podobnych racji: posłuszeństwa wobec przepisów prawa i egzekwujących je urzędników dla dobra ogółu (zniszczyć zarażone owce) -- i obrony ukochanego dorobku życia (Gummi ratując swoje siedem owiec liczy na to, że może jednak nie są zarażone). Czyli ogólne i często bezduszne prawo -- kontra indywidualna osobista troskliwość.
Tak samo jak Antygona, bracia giną -- prawdopodobnie.
Być może moje skojarzenie trzęsawki-scarpie z islamem jest moim dodatkiem i autor go nie był świadomy. Ale podobieństwo do Antygony albo Edypa jest jawne.

4. wirus czy kryzys • autor: Nierozpoznany#5222016-03-01 12:41:32

migracji jest tak stary jak ludzkość i w kontekście mitów Greckich skojarzenie z imigrantami z Bliskiego Wschodu czy Afryki Pn. jest co najmniej zawężeniem.
W tym kontekście (od starożytności do dziś)  Europa to (jak żaden inny) kontynent ciągłych wojen, wędrówek ludów, chrystianizacji (pomyślcie o losach europejskich rodzimowiercach/poganach "nawracanych" na chrześcijaństwo!) i wzajemnego wyżynania ...

5. W Niemczech źle się dzieje • autor: Nierozpoznany#94262016-03-01 17:08:37

Podaję link zdjęty szybko z facebooka i youtube: http://vod.gazetapolska.pl/12542-16-letnia-niemka-opowiada-o-imigrantach-w-niemczech-polskie-napisy . Generalnie nie jestem za prasą mocno prawicową, ale filmik daje do myślenia.

6. rozmowa Wikingów • autor: Jerzy Pomianowski2016-03-01 19:39:35

Ciekawie brzmi język islandzki. Dosyć monotonny akcent, bez zaśpiewów typowo "szwedzkich" Czy jest podobny dźwiękowo do jakiegoś innego języka europejskiego?
Tutaj kawałek rozmowy.
https://www.youtube.com/embed/lq0aIsiZ44o

[foto]

7. Islandzki • autor: Wojciech Jóźwiak2016-03-01 19:44:06

Będąc w zesz. roku w Maroku dwie doby zastanawialiśmy się, ja i Żona, co to za naród i język siedzi obok przy dwóch stolikach. Wychodziło, że język germański i pewnie skandynawski, ale do żadnego skandynawskiego nam nie pasował. Aż Żona nie wytrzymała i zapytała -- okazało się, że Islandczycy.

8. pragermanie mają łatwiej z językami • autor: Jerzy Pomianowski2016-03-01 21:42:05

Rzadki przypadek języka "rdzennie" germańskiego który jednak zachował pełną, i mocno rozbudowaną indoeuropejską fleksję (podobnie jak silnie z nim związane: duński i norweski). Stąd tak łatwo islandczycy uczą się choćby angielskiego czy innych "uproszczonych" języków germańskich.
Dziwne jest to masowe  przejście z fleksji na pozycyjność i wagę szyku zdania.


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)