Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 października 1999

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Biblia szamanów. Archaiczne wątki w Starym Testamencie

Drabina Jakubowa czyli miejsce mocy

Kategoria: Mitologie

  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    (13)  

Stary Testament, czyli święta księga - a raczej święta biblioteka - Żydów, jest przede wszystkim historią zawiłych stosunków między Bogiem Jahwe, a jego wybranym i umiłowanym przezeń narodem żydowskim, który jednakże przez większą część biblijnych opowieści nie dochowuje swojemu Bogu wierności, lecz na prawo i lewo dopuszcza się bałwochwalstwa, nie przestrzega szabatu oraz lubuje się w innych niegodziwościach, przez co bywa przez Jahwe okrutnie karany, karą Bożą zaś jest z reguły wydanie ludu izraelskiego na pastwę potężniejszych, choć nie korzystających z protekcji Jehowy sąsiadów, z Egiptem, Asyrią i Babilonem na czele.

Biblijna historia zaczyna się od Adama i Ewy, stworzonych w ogrodach Edenu, następnie mamy pierwsze zabójstwo, popełnione przez Kaina na Ablu, dalej czytamy o potopie, z którego Bóg wyratował Noego z rodziną. Pra-pra-pra... wnukiem Noego był zaś Abraham, któremu Bóg nakazał udać się znad rzeki Eufrat na zachód, ku krainie Kanaan, gdzie toczyć się będzie dalszy ciąg historii narodu żydowskiego. Synem Abrahama był nieszczęsny Izaak, którego ojciec (za boskim poduszczeniem) chciał zabić i spalić jego ciało w ofierze Bogu. Ale to osobna historia... Synem Izaaka i Rebeki był Jakub, zwany też imieniem Izrael, co się wykłada "walczący z Bogiem", z czym związana jest kolejna historia. Ów to Jakub uważany był dopiero za właściwego protoplastę Żydów, ponieważ od Abrahama wywodziły swój ród inne jeszcze półpustynne semickie ludy: jako to Edomici czy Izmaelici, w późniejszych wiekach znani częściej pod mianem Arabów. Jakub był ojcem dwunastu synów, którzy z kolei stali się przodkami dwunastu plemion, na jakie dzielił się naród żydowski. Współcześni badacze starożytności żydowskich widzą tę sprawę z odwrotnej strony: otóż zapewne było tak, że dawni Żydzi dzielili się na dwanaście plemion (dwunastka jest liczbą doskonałą i świętą), zaś własną jedność i wzajemne pokrewieństwa rozumieli jako pochodzenie od dwunastu mitycznych synów jednego praojca, Jakuba. Podobnie kiedyś dla oddania pokrewieństw między Słowianami ułożono opowieść o trzech braciach imieniem Lech, Czech i Rus, co prawda przemilczając imię ich ojca.

Otóż w dziejach Jakuba przewijają się wątki tak stare, że obecne w mitologiach również innych ludów i sięgające aż do szamańskich korzeni wszelkich religii. Najsłynniejszym z tych wątków jest historia drabiny Jakubowej. Znacie? To posłuchajcie...

Wyruszył Jakub z Beer-Szeby i ruszył do Haranu. Trafił na miejsce, gdzie miał nocować, bo słońce zaszło, wziął jeden z tamtejszych kamieni, podłożył go sobie pod głowę i na tym miejscu zasnął. I śniło mu się, że na ziemi stoi drabina, której szczyt sięga niebios, a wysłannicy boży wstępują po niej i zstępują. Oto zaś staje nad nim Bóg i rzecze... (I Mojż. 28, 10-13)

Tu Bóg, który ukazał się Jakubowi we śnie, powtórzył mu błogosławieństwo, obietnicę potęgi jego ludu i słowa przymierza, które wcześniej udzielał był Noemu i Abrahamowi. To nocne widzenie poruszyło umysłem Jakuba:

Ocknął się ze snu Jakub i powiada: Zaiste, Bóg jest w tym miejscu, a ja nie wiedziałem. Przeraził się i powiada: "Jakże straszne jest to miejsce! Nic innego, jeno dom to boży i brama do nieba." Wstał Jakub o świcie, wziął ów kamień, który sobie podłożył pod głowę, ustawił go jako pomnik i nalał oliwy na jego wierzch. I nazwał miejsce to Betel (Dom Boży). (I Mojż. 28, 16-18)

W dalszym ciągu tego zdarzenia (wszystko to miało miejsce jednego poranka) Jakub ślubował, że jeżeli szczęśliwie wróci do domu (był bowiem, jak pamiętamy, w podróży), to owe bóstwo, które objawiło mu się we śnie, przyjmie za swego własnego boga i ze wszystkiego, co będzie miał, będzie mu dawał dziesięcinę. Sen Jakuba o drabinie pojawia się w szczególnym momencie jego życia: kiedy mianowicie odbywa podróż w poszukiwaniu dla siebie małżonki. I wkrótce ją znajduje: jest nią Rachela, córka jego wuja Labana - ta, która (po pewnych przygodach, ale to także osobna historia) stanie się pramatką dwunastu żydowskich plemion.

Z tej krótkiej, liczącej kilkadziesiąt słów opowieści, wyciągnąć można masę wniosków.

Zauważmy przede wszystkim, że pochodzić ona musi z czasów, kiedy Jahwe nie był jeszcze narodowym bogiem Izraela. Po pierwsze dlatego, że sam naród żydowski, od Jakuba się wywodzący, jeszcze wówczas właściwie nie istniał. Po drugie, sam Jakub wydaje się mocno zaskoczony owym nocnym objawieniem, tak jakby jeszcze o Jehowie niewiele, a może i nic nie słyszał. Możemy stąd wnioskować, że opowieść ta jest echem czasów, kiedy poszczególni naczelnicy semickich rodów i koczujących plemion, mieli swoich własnych bogów. Bogów w pewnym sensie osobistych, ale również rozciągających swoją władzę na potomstwo, służbę i lenników głowy rodu. Ale i ludzie niższej rangi mieli swoich bogów, że tak powiem, podręcznych. Nie kto inny przecież, jak sam Jakub, w wiele lat później, rozkaże wszystkim swoim ludziom: Usuńcie obcych bogów spośród siebie (I Mojż. 35, 2), co polegało wszakże na tym, że: Oddali Jakubowi wszystkich obcych bogów jakie mieli, i kolczyki, które mieli w uszach, Jakub zaś zakopał je pod dębem koło Sychemu. (I Mojż. 35, 4) Z tego fragmentu jawnie wynika, że owi "bogowie" mieli w istocie postać amuletów, noszonych przy sobie wisiorków czy opasek. Cóż zresztą innego mógł ze sobą wozić koczownik? A mentalność ówczesnych ludzi słabo odróżniała boga jako transcendentalnego ducha od wizerunku uczynionego ze złota, brązu czy jaspisu. Tego, że bóg nie jest identyczny ze swoim wizerunkiem, mieli się dopiero Żydzi uczyć przez długie wieki; i stąd się brało wielkie wyczulenie religijnych przywódców Izraela na "bałwochwalstwo", czyli oddawanie religijnej czci posągom i wizerunkom - choćby nawet owe rzeźby czy malowidła przedstawiały samego Jahwe pod jedną z jego wielu postaci.

W cytowanych fragmentach spotykamy więc Jakuba, kiedy wyrusza na wędrówkę w podwójnym poszukiwaniu: dziewczyny, która zostałaby jego żoną, oraz boga, który byłby go prowadził i służył opieką. Oboje powinien znaleźć, jeśli stać się ma ojcem-założycielem nowego narodu. O pierwszym celu wie, o tym drugim dowiaduje się znienacka, podczas sennego objawienia, gdyż to w istocie nie on szuka swego boga, ale Jahwe jego sobie upatruje na swego wyznawcę.

Jakub jednak, zauważmy, ma do tego objawienia stosunek racjonalny i rzec można handlowy. Bogu ujrzanemu we śnie oddaje należny szacunek: ustawia kamień-pomnik, ale i postanawia Go sprawdzić, wypróbować; mówi: jeżeli Ty umożliwisz mi szczęśliwy powrót do domu (a w tym czasie jego brat Ezaw dybał na jego życie), to ja Ciebie uznam za swego boga. Od tego targu wzięło się zapewne istniejące również naszym języku przysłowie: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Skoro zaś Jehowa wywiązał się z umowy, to i Jakub został jego wiernym czcicielem.

Uważny czytelnik tej opowieści nie przeoczy również innego znamiennego faktu. Otóż jako "dom Boży", jako miejsce pobytu bóstwa, nie śni się Jakubowi wcale ani świątynia, ani ozdobna skrzynia-arka, która przez kilka późniejszych wieków służyła izraelskiemu Bogu za mieszkanie. Ten szczegół sprawia, że rośnie nasze zaufanie do tej historii. Być może nie istniał konkretny, historyczny naczelnik rodu, imieniem Jakub, który byłby przodkiem Żydów, ale jednak przygoda, której jest bohaterem, zawiera dane autentyczne i wywodzić się musi właśnie z tamtych pradawnych czasów. Zawiera relacje o wierzeniach i praktykach religijnych dawniejszych niż Salomon (ok. 950 r. pne.), który zbudował pierwszą w Izraelu świątynię, i dawniejszych niż Mojżesz (ok. 1250 r. pne.), który budował dla Jahwe złotą, przenośną skrzynię, Arkę Przymierza.

W czasach Jakuba pustynni Semici nie znali jeszcze świątyń ani złotych skrzyń i dlatego święte miejsce, miejsce, gdzie spoczął Bóg, wyrażało im się poprzez jeden z najstarszych religijnych obrazów w świecie: obraz pomostu pomiędzy Niebem a Ziemią.

Celowo napisałem "pomostu", jako że niekoniecznie musiała to być drabina. We wszystkich regionach świata, gdzie tylko zachowały się najstarsze, szamańskie wyobrażenia i wierzenia, szaman, czyli wybrany, powołany przez duchy członek plemiennej społeczności, dostawał od nich dar odbywania podróży pomiędzy różnymi poziomami świata. W swoich duchowych podróżach udawał się do nieba, świata nadziemskiego - i do podziemi, świata ukrytego. Sposoby podróżowania bywały rozmaite. Szamani mogli używać rożnych pojazdów lub być unoszeni przez magiczne zwierzęta. Najczęściej jednak wspinali się do niebios po pniu Kosmicznego Drzewa, po łuku tęczy, po linie lub - jak we śnie Jakuba - po drabinie. Oczywiście, nie mogło to być zwyczajne drzewo, lina lub drabina. Pomost taki musiał sięgać niebios.

Tak więc wyobrażenie pomostu do nieba bliskie jest wyobrażeniu Osi Świata, czyli kosmicznego słupa, który łączy poszczególne poziomy świata, a także jest osią wokół której obraca się całe niebo wraz ze Słońcem, Księżycem i gwiazdami. Miejsce, w którym Oś Świata styka się z powierzchnią ziemi, jest środkiem Ziemi, środkiem świata i jego pępkiem, jego mistycznym Centrum. Oczywistym jest, że w takim jedynym i wyróżnionym punkcie rezyduje Bóg, jak również to miejsce jest punktem skupienia i źródłem Mocy, która może być udzielana także ludziom.

Tak dotarliśmy od idei Miejsca Mocy. W myśl tego wyobrażenia powierzchnia Ziemi, krajobraz, nie jest czymś jednolitym i w swojej jednolitości obojętnym. Są w nim miejsca mniej i bardziej ważne. Są także miejsca o szczególnych właściwościach: takie, które leczą, uzdrawiają, regenerują siły ludzi i zwierząt. Są miejsca, które pamiętają, są same przez się świadkami, a więc szczególnie nadają się na to, by ogłaszać tam ślubu i zawierać umowy. (Pozostałością wiary w takie miejsca jest nasz obyczaj wrzucania monet do źródeł i wodotrysków.) W wyobraźni dawnych ludów istniały miejsca, w których kobiety łatwiej poczynały dzieci i takie miejsca, które nadawały się do obierania władców. I wreszcie były miejsca, które obdarzone były pełnią mocy. Te miejsca były mieszkaniem bogów, tam najłatwiej można było się z Nimi kontaktować (na przykład przez wieszcze sny) - i były uważane za środek świata.

Miłośnicy opowieści Carlosa Castanedy pamiętają, jak wyglądał początek jego praktyki u indiańskiego czarownika, Don Juana Matusa: miał za zadanie znaleźć w pobliżu domu swego mistrza własne miejsce mocy, w którym byłby niezwyciężony.

W rozważanym tu fragmencie Biblii Jakub natrafia właśnie na potężne miejsce mocy, które jednak na pozór niczym szczególnym się nie wyróżnia i on sam jest zdziwiony i strwożony tym, co odnalazł. Odkrywa, że kamień, na którym opierał głowę podczas snu (niech ta kamienna poduszka będzie miarą zdrowej surowości tamtych czasów) jest punktem przyłożenia Mocy Bożej, owej drabiny wiodącej do nieba, po której kursują duchy-wysłannicy Boga. W dalszym ciągu swej historii będzie jeszcze Jakub wielokrotnie wracał do tego miejsca, do Betel, aby wysłuchać głosu Pana.

Dziś, kiedy świat tak bardzo potrzebuje odnowienia kontaktu z Bogiem (i z Bogami) warto rozejrzeć się także po naszym kraju - czy czasem gdzieś nie kryją się nie rozpoznane dotąd - albo zapomniane - miejsca mocy, skąd do niebios i ich mieszkańców byłoby bliżej niż z innych punktów ziemi...




  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    7    8    9    10    11    12    (13)  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)