zdjęcie Autora

03 października 1999

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Biblia szamanów. Archaiczne wątki w Starym Testamencie

Kain

Kategoria: Mitologie

  < poprzedni    1    2    (3)    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    dalszy >  

Opowieść o tym, jak syn Adama, Kain, zabił swego brata Abla, znają chyba wszyscy - tak samo jak historię o skuszeniu Adama i Ewy przez węża w Edenie. Przypomnijmy sobie jednak główne fakty:

Dwóch synów mieli Adam i Ewa: Kaina, który był rolnikiem, i Abla - pasterza. Pewnego razu obaj złożyli Bogu ofiary: Kain z plonów rolnych, Abel - z pierwszych zwierząt, które mu się urodziły. Bóg przyjął ofiarę Abla, Kainowej zaś nie przyjął. Kiedy Kain przyszedł do Boga z protestem, ten oświadczył mu, że on, Bóg, ma prawo robić co chce, i nie Kainowa sprawa osądzać Boże wyroki. Kain wyładował swoją złość na bracie: I wszczął Kain kłótnię z bratem swym Ablem, a gdy pewnego dnia byli w polu, rzucił się na brata Abla i zabił go. (Ks. Rodz. 4, 8) Bóg pyta: Gdzie jest brat twój? A Kain odpowiedział słynnym zdaniem: Czyż jestem stróżem brata mego? (Tamże, 4, 9) Bóg wymierzył Kainowi sprawiedliwość: wyklął go ze swej ziemi i skazał na tułaczkę. Kain zaprotestował przeciw temu wyrokowi, mówiąc: Każdy, kogo spotkam, zabije mnie. (Tamże, 4, 14) Więc Bóg uczynił Kainowi znak, który miał go chronić przed zabójcami. Kain wyniósł się z Bożej ziemi i zamieszkał w kraju Nod, czyli "Tułactwo" na wschód od Edenu. Tam ożenił się, spłodził syna imieniem Henoch, a jego imieniem nazwał miasto, które założył.

Myślę, że każdy współczesny czytelnik, czytając tę opowieść, trzyma stronę Kaina. Bo chociaż nie jest to bohater pozytywny - zabił przecież rodzonego brata - to jakże tragiczny. Opowieść ta posiada klimat greckiej tragedii, w której śmiertelnicy cierpią dlatego, że nieopatrznie ściągnęli na siebie zawistne oko bogów. Kainowi dzieje się przecież niezasłużona niesprawiedliwość: oto Bóg, nie wiadomo dlaczego, nie chce przyjąć jego ofiary i przemawia do niego jak do kogoś z góry potępionego. Gniewu, jaki w nim wzbiera, Kain nie może wyładować na Bogu, więc obrywa się jego bratu. Chcemy wierzyć, że nie było to morderstwo z premedytacją, ale wypadek podczas sprzeczki. Po prostu Kain miał silniejszą rękę... Bóg zapewne też nie uważał go za skończonego zbrodniarza, bo ukarał go raczej lekko: wygnał go "sprzed swego oblicza" (Co oznacza, że historia ta pochodzi z owych dawnych czasów, kiedy Żydzi sądzili, że gdzieś na Jordanie kończy się kraj, którego Jahwe dogląda ze swego tronu...)

Opowieść ta jest utkana sprzecznościami. Kogo niby bał się Kain, skoro oprócz niego i jego rodziców jeszcze żadnych ludzi nie było na ziemi? Skąd się wzięła dziewczyna, którą poślubił, i czy przypadkiem nie była jego siostrą? Temu, ktoby śmiał uderzyć Kaina, Bóg grozi siedmiokrotną zemstą. Dlaczego? I dlaczego w trakcie rozprawy nad Kainem zmienia front i zamiast potępić zabójcę, zaczyna go chronić? I wreszcie, o co się pobili bracia - o względy Boga, czy może o coś innego? A przede wszystkim, nie wiadomo, jaki jest morał całej tej historii. W końcu Kain okazuje się przecież człowiekiem sukcesu: zakłada swój ród (rzecz bardzo ważna dla ludów starożytnych) i buduje pierwsze miasto. Kain-bratobójca okazuje się pierwszym twórcą cywilizacji!

Historia Kaina wydaje nam się niedokończona lub niepełna. Zapewne w czasach, kiedy ją zapisywano, lud Izraela znał ją w całości jako ustne podanie, a pewnie nawet opowiadał sobie wiele wariantów tej sagi. Dziś ta tradycja wygasła i jesteśmy zdani na domysły.

Na Kainie nie kończą się zagadki. Dalszy ciąg czwartego rozdziału Księgi Rodzaju jest wykazem kolejnych jego potomków. Piąty z kolei (prawnuk jego wnuka) ma na imię Lamech. Ów Lamech ma synów: Jabala, który jest pasterzem, Jubala, który jest muzykiem, i jeszcze z drugiej żony ma syna Tubal-Kaina - kowala, oraz piękną córkę imieniem Naama, co znaczy "Urodziwa". W wersecie 23 tego samego rozdziału, Lamech do swych żon wypowiada takie oto dramatyczne zdanie: Zabiłem męża na ranę moją i młodzieńca na bliznę moją. Bo siedmiokroć pomszczony będzie Kain, ale Lamech - siedemdziesiąt siedem razy. I nic więcej! Rozdział się kończy, zaś autorzy Biblii zaczynają opowiadać o dziejach rodu nieznanego dotąd syna Adama, imieniem Set. Znowu uważny czytelnik zauważa tu ślad jakiejś skrywanej rodzinnej tajemnicy.

Genialny polski badacz Biblii, Artur Sandauer, odkrył, że zapewne obie te historie opowiadały o tym samym. Była to opowieść o kazirodczej miłości brata do siostry: Tubal-Kain (lub Kain) pokochał swoją rodzoną siostrę, Naamę, do której większe prawa miał jej brat przyrodni, Jabal (albo Abel, imiona są łudząco podobne). Kain (lub Tubal-Kain) zabił Abla (lub Jabala), zaś ojciec obu braci, Lamech, był zmuszony wymierzyć sprawiedliwość zabójcy - i śmiercią ukarał własnego syna, Kaina. Zbrodnia Kaina (Tubal-Kaina) wołała o siedmiokrotną pomstę do nieba, ale jego własny, Lamecha, krwawy czyn - wołał o pomstę... siedemdziesięciosiedmiokrotną!

Z jakichś powodów redaktor, który spisywał Księgę Rodzaju, postanowił przerobić ów mroczny i tragiczny (jak u Greków) mit - w umoralniająca przypowieść o pierwszym zabójstwie.

Ale to nie koniec: dzieje Kaina odkrywają, niby starożytne wykopalisko, kolejne pietra zabytków pod sobą. Moglibyśmy przerwać nasze dociekania, gdyby nie padło wcześniej słowo "kowal". Tubal-Kain, czyli jakby drugie wydanie Kaina, jest przecież kowalem. Również samo imię Kain jest znaczące i w pewnych językach semickich znaczy właśnie: kowal. To jest ważny ślad: Kain zapewne był w pierwotnych odmianach tego mitu nie rolnikiem, ale kowalem. A skoro był kowalem, to od razu rozumiemy, dlaczego także był założycielem miasta. Kuźnie i huty-dymarki miały przecież swoje stałe siedziby i gromadziły ludzi, którzy ani nie koczowali wraz ze swym bydłem, ani nie uprawiali roli, bo nie mieli czasu ni warunków po temu w swoich skalistych lecz obfitujących w rudy górach. Kowale-metalurgowie byli zarazem budowniczymi miast! I obie te rzeczy: stałe, umocnione miasta, oraz broń i sprzęty z metalu, razem składają się na cywilizację. Już zaczynamy rozumieć, skąd brała się nasza sympatia do Kaina. Tylko dlaczego Bóg go tak nie lubił?

Znowu wyjaśnia to jego zawód - kowal. Przypomnijmy sobie inną postać ze starożytnych opowieści, najbardziej znanego spośród boskich kowali, greckiego Hefajstosa. Jego również Bóg Najwyższy, czyli Zeus, dziwnie nie lubi. Nie lubi go także jego matka, boska Hera. Najpierw Hera, a później Zeus, z błahych powodów, srodze go karzą, zrzucając na ziemię ze szczytu siedziby bogów, Olimpu. (Czyż nie przypomina to nam do złudzenia Kaina, wygnanego przez Jehowę do przeklętej ziemi Nod?) Hefajstos, strącony przez Zeusa, podczas upadku na ziemię, łamie sobie obie nogi i odtąd pozostaje kulawy. (Cielesna skaza Kaina jest łagodniejsza - ma tylko "znak" od Boga; domyślano się, że było to piętno na czole.)

Po tych przykrych przygodach z bogami Hefajstos staje się złośliwy. Zabawia się kosztem niebian, chwytając ich i krępując niewidzialnymi sieciami. Tak dręczy swoją matkę Herę, tak mści się na swojej żonie Afrodycie, która zdradziła go z Aresem.9 A więc jest to bóg-psotnik i złośliwiec, trikster - bo tak nazwali fachowo i z angielska etnografowie tę postać, występującą w mitach wielu ludów. Ale trikster bywa zwykle też zręcznym twórcą, rzemieślnikiem-artystą - i takim właśnie jest Hefajstos, który dla bogów i herosów wykuwa broń, zbroje i kosztowności. Zapewne także Jehowa oszczędził Kaina i obłożył zabójcę ochronną klątwą czyli tabu, bowiem ów, jako zręczny rzemieślnik, był dlań użyteczny.

W mitach, nie tylko greckich, niechęć bogów nieba do kowali ma postać błędnego koła: ci dlatego, że są nie lubiani przez bogów, czynią im przykrości, a niebianie, jakby na wyrost i zawczasu, wypędzają ich ze swoich siedzib i skazują na poniewierkę. Kain trafia do pustynnego Nod, Hefajstos na cuchnącą siarką Etnę. Oba te miejsca nie nadawały się do zamieszkania przez ludzi.

Boscy kowale z różnych mitologii są zazwyczaj kulawi. Nie musi to wcale oznaczać, że dawni władcy swoim rzemieślnikom rzeczywiście łamali nogi. Przyczyna jest raczej symboliczna. Kowale-bogowie, albo herosi, jak Kain, są odbiciem rzeczywistych kowali i metalurgów, jacy działali w zamierzchłej starożytności i wytapiali najpierw miedź, cynę i brąz, także srebro i złoto, a później również żelazo. To była prawdziwa magia! Wyobraźmy sobie: do tej pory mężczyźni sporządzali narzędzia z kamienia, łupiąc go i wygładzając, a tu zjawiają się tajemniczy przybysze, którzy budują piece, w nich przemieniają kamień w ognistą ciecz, a z niej formują ostre, śmiercionośne, połyskliwe jak piorun na niebie narzędzia... To była przecież umiejętność nadludzka. Wtedy to mogła się zrodzić legenda o alchemikach, potrafiących z "kamienia filozoficznego" wytworzyć dowolne bogactwa. Umiejętności kowali-metalurgów musiały się wydawać jakąś tajemnicą wykradzioną bogom 10 z niebios; i z pewnością sami kowale, stowarzyszeni w tajemne bractwa, dobrze pilnowali swoich sekretów, a nowych czeladników pouczali przy pomocy mitycznych opowieści.

Echem tych samych wyobrażeń jest inny grecki mit, o Prometeuszu, który wykradł bogom z nieba ogień, a w odwecie za ten czyn Zeus przykuł go do skały.

Kowale czynili cuda, które wyglądały jak stosowana w praktyce wiedza niebiańskich bogów, ale zarazem byli najściślej związani z ziemią. Ryli, niby krety jakieś, korytarze pod ziemią, by wydobyć z nich rudę. Tę ziemistą substancję za pomocą boskiego ognia przemieniali w coś jakby błyskawica: w metal. Przywiązanie kowali do ziemi, ich związek z żywiołem ziemi, symbolicznie wyrażano w opowieściach poprzez ich kulawość. Zauważmy, że wszelkie potwory, które wyłaniają się z ziemi, mają słabe nogi, chwieją się na nogach, ciężko stąpają lub są kulawe. Chwiejnie stąpał uczyniony z gliny Golem. Śladem tego jest też powiedzenie "kolos na glinianych nogach".11

Kowale, magiczni robotnicy ziemi, mieli swoje sekretne obrzędy, całą osobną religię. Ostro oddzielali się od reszty społeczności swoich czasów. Stąd już krok do wniosku, że byli oddzieleni także od niebieskich bogów, których czcił pasterz i rolnik. Oddzieleni - a więc wyklęci. Klątwa może być śladem dawnego grzechu, zbrodni - tak jak morderstwo Kaina i niejasna przewina Tubal-Kaina. Owo oskarżenie kowali o przestępstwa przerodziło się następnie w przypisanie im skłonności do złośliwych figlów.

Ogień był narzędziem i wysłannikiem bogów Nieba, do których należał także bóg Semitów, zwany El, Baal i wreszcie Jahwe. Ogień służył im do pożerania ofiar, które składali im ludzie. Kowale, jak wyobrażano sobie, skradli ten ogień bogom razem z ich wiedzą i użyli go do własnych praktyk. Dlatego Jahwe nie przyjął ofiary, którą przy pomocy przywłaszczonego ognia usiłował mu złożyć Kain.

Po czym Kain musiał, zgodnie ze swoim losem kowala, wyruszyć w miejsca nieużyteczne ani dla bogów ani dla ludzi, i tam zbudował swoje miasto.12

Przypisy

9. Hefajstos, Afrodyta i Ares stanowią podobny "trójkąt" jak Tubal-Kain, Naama i Jabal. Tak samo są rodzeństwem (wszyscy byli dziećmi Zeusa), a bracia rywalizują o względy siostry, przy czym jeden z nich ma większe od drugiego do niej prawa. Imię Afrodyta bywało rozumiane jako "podniecająca", podobnie jak Naama to "urodziwa".

10. Istnieje też w mitach wątek, że kowal (lub bóg-kowal) był stwórcą świata, lub porządku na świecie, że stworzył Słońce itp. Fakt ten pozwala dodatkowo zrozumieć, dlaczego istniała sprzeczność i konflikt pomiędzy kowalem a resztą bogów. Pojmowanie kowala jako stwórcy przetrwało przysłowiu "każdy jest kowalem swojego losu", które jest rzymskiego pochodzenia.

11. Mityczny kowal, jako istota kulawa i na wpół podziemna, przypomina wyobrażenie diabła. Ten również zamieszkuje podziemie (piekło i kuźnia to miejsca niezmiernie podobne!) i ma nogi ptasie, kozie lub końskie - albo tylko jedną nogę taką. Znowu mitologiczna myśl zatacza koło, gdyż Kain był uważany, obok Judasza, za jedną z postaci diabelskich i przeklętych.

12. Ostatnie trzy stulecia dopisały nieoczekiwany dalszy ciąg historii demonicznego kowala Kaina. Jak Kain wygnany na pustynną ziemię Nod zbudował w niej pierwsze miasto, tak rozwijająca się w Europie od 18 wieku cywilizacja przemysłowa zakładała swoje górniczo-hutnicze ośrodki zrazu w miejscach odległych, odludnych i wcześniej bezużytecznych: w górach wschodniej Anglii, u nas w pustych lasach nad Przemszą na Górnym Śląsku, i w Rosji na ziemiach wcześniej zwanych Dzikimi Polami.

Warto też przypomnieć w tym miejscu, że marksiści, jawnie nazywający swój ruch "prometejskim" (czyli nawiązujący do mitu o kowalu zbuntowanym przeciw bogom) swoją siłę czerpali z kainicznego przemysłu ciężkiego, do ostatka i ponad miarę inwestując w wielkie piece i zbrojenia, co ich ostatecznie zgubiło.




  < poprzedni    1    2    (3)    4    5    6    7    8    9    10    11    12    13    dalszy >  

komentarze

[foto]

1. Kain • autor: Krzysiek Joczyn2010-05-06 23:19:20

Jest w tej opowieści mnóstwo motywów do interpretacji. Ja się swego czasu spotkałem z próbą rozumienia tego mitu jako zwyciężenia (wyparcia) plemion koczowniczych (pasterzy) przez plemiona osiadłe (rolników). Niestety nie pamiętam gdzie i kiedy o tym czytałem bądź słyszałem.

re-komentarz Autora:

Kosidowski tak pisał w "Opowieściach biblijnych", zapewne powtarzając czyjś pomysł. Tylko kto kogo wyparł? W tej opowieści przegrani są obaj: Abel bo ginie, Kain, bo przeklęty przez Boga i wygnany gdzieś na pustynię do "krainy Nod". W mitologii starożydowskiej są faktycznie dwie tradycje: rolniczo-osiadła i pastersko-koczownicza. Jednak aplauz autorów Biblii jest po stronie pasterzy! Pasterzami są patriarchowie i Mojżesz, rolnicy zaś są źródłem nieustannych kłopotów bo czczą Baala i Astarte i "cudzołożą z obcymi bogami". Więc raczej historia Abla i Kaina NIE jest pamiątka o tym, jak "dobrzy-nasi" rolnicy (Kain) wyparli "złych-obcych" pasterzy (Abel).

Jest jeszcze coś: historię Kaina i Abla porównuje się z historią Romulusa i Remus. Romulus jak Kain zabija brata i zakłada miasto. Ale NIE jest potępiony - przeciwnie, jest czczony jako heros-założyciel i eponim Rzymu. To jeszcze raz pokazuje, ze historia Kaina i Abla jest z punktu widzenia MITOZOFII prawdopodobnie niepełna, ułomna, niekompletna i zniekształcona - "kompozytorzy" Biblii wzięli do ręki kłopotliwy mit, który okroili, bo im nie pasował do koncepcji spisywanej przez nich świętej Księgi. Coś jak komuniści, którzy mieli do czynienia z opowieścią o Katyniu - też musieli coś z tym zrobić...

   Wojciech Jóźwiak --- autor

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)