Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

12 lipca 2012

Krzysztof Wirpsza

z cyklu: FunBodyEnglish (odcinków: 5)

Błękitna pigułka

Kategoria: Techniki rozwoju

« Odwaga by marzyć

Take the blue pill and I will show you how deep the rabbit hole goes
Morpheus, Matrix


Idea stworzenia akademii kreatywności w której zajęcia odbywałyby się po angielsku powstała na styku dwóch twórczych osobowości - mnie i Agi. Pomysły jakie zgromadziliśmy oboje podczas lat wędrówek poszły na stół. Nastąpił generalny przegląd – co jest, co z tego można zrobić, co to da, i co my na to. Aga dała swoją ogromną wiarę w sens i wartość zagłębiania się w siebie. Po prostu oświadczyła z góry, że musi to być coś głębokiego, kropka. Ja sam bym pewnie poszedł na kompromis. Bo i jak? Głęboki angielski? Brzmi trochę komicznie. Trochę jak „filozoficzny samochód”, albo „unikalny wałek do ciasta.” Ale ona trzymała swoje i okazało się, że można. Tylko w ten sposób, powiedziała, będziesz robić to z pasją. Miała rację.


Refleksja

Chodziło o to, żeby ludzie zastanawiali się nad czymś po angielsku. Zastanawianie się jest tym co nas z Agą łączy. Bo w naszych życiorysach, pełnych nieoczekiwanych zwrotów losu, ostatecznym dyplomem były zawsze : chęć i umiejętność refleksji. Nie, nie jesteśmy buddystami; nie należymy w ogóle do żadnej grupy. Owszem, mamy trochę z New Age, sporo z egzystencjalizmu i humanizmu. Obca nam jest jednak jakakolwiek ideowa walka. Jesteśmy raczej optymistami, niż pesymistami, raczej ludźmi Renesansu niż aktywistami w jednej dziedzinie. Nie mamy na koncie zbyt wielu uczelni, szczebli, awansów, tytułów czy prestiżowych sytuacji. Istnieliśmy zawsze raczej na obrzeżach systemu, próbując pleść własne ścieżki i ucząc się na gorąco, wprost z życia. Ale to dla nas działało i teraz przyszedł czas, aby ową przez kilkanaście lat zbieraną wiedzę wykorzystać .

A zatem – stworzyliśmy egzystencjalną szkołę językową. Jak nazwa wskazuje, jedynym sposobem nauki angielskiego jest w niej nauka przez własne doświadczenie. To zaś - oznacza mówienie, pisanie, czytanie i słuchanie o rzeczach wynikających z i skłaniających do – refleksji. Dlatego zajęcia u nas trwają godzinami, czasem dniami. Aby wysnuć refleksję potrzeba poczuć, że się zatrzymaliśmy. Chłonąć to, co jest. Tak działają pisarze, malarze, muzycy... Na czterdziestopięciominutowej lekcji to niemożliwe. Na całodziennych zajęciach łatwiejsze. Jeszcze łatwiejsze na kilkudniowych terenowych warsztatach.

Batyskaf

Batyskaf to głębinowa łódź podwodna złożona z części pływającej i opuszczanej z niej na dno oceanu kuli z załogą. Połączenie enneagramowej Szóstki (Aga) i Dziewiątki (ja), a astrologicznych Koziorożca i Ryb zaowocowało stworzeniem właśnie takiej struktury. Głębinowość i ogólna introspektywność naszej natury towarzyszyły nam obojgu od początku. I właśnie ta natura skłoniła nas do stworzenia czegoś, co opierałoby się na wydobyciu uśpionych zdolności uczestników, raczej niż na samym tylko pobudzaniu intelektu do pracy. Bliska jest nam idea human potential. Wiele lat własnym sumptem praktykowaliśmy techniki rozwoju, pisaliśmy, malowaliśmy, tworzyliśmy teatr i taniec. Te nasze niewątpliwe talenty odkrywaliśmy w życiowych momentach refleksji. Raczej alternatywny tryb życia jaki prowadzimy sprawiał, że było takich momentów wiele. Zwyczajnie żyliśmy wolniej niż większość i było tam w związku z tym więcej okazji do namysłu.

Widzieliśmy, że istnieje różnica pomiędzy „posiadaniem talentu”, a byciem uznanym artystą. Te dwie rzeczy w ogóle niewiele zdawały się mieć wspólnego. Mogły iść w parze, mogły istnieć niezależnie, nie było reguły. Talent z pewnością mieliśmy – to wynikało jasno ze zgromadzonych przez nas doświadczeń. Nie byliśmy jednak nikim szczególnym, i przypuszczamy, że dokładnie w ten sam sposób talent posiada każdy. Tym niemniej - jako osoby żyjące wolniej niż inni, z wyboru obdarzone większą ilością wolnego czasu, mieliśmy też więcej okazji aby w swój talent wejrzeć. Podejrzewamy, że podobny wgląd może mieć każdy kto raz na jakiś czas zwolni i zacznie patrzeć.

Rozwój osobisty i prawdziwa praca twórcza to to samo. Trzeba naprawdę się zastanowić, naprawdę zajrzeć, naprawdę zobaczyć. Do tego potrzebne są jednak warunki. Żaden artysta nie może tworzyć na ruchliwym skrzyżowaniu, a już na pewno nie pod zaporowym ogniem dział. Jako enneagramowa para 6-9 (Aga jest Szóstką z silnymi cechami Dziewiątki) rozumieliśmy dobrze co znaczy spokój dla twórcy. Wyprawy w głąb siebie – a to znaczy także rozmaite przezwyciężane lęki i blokady - zawsze owocowały w nas odkrywaniem bogatych światów wewnętrznych. Pozostawało jedno – zachęcić ludzi do podobnych odkryć. A to znaczy stworzyć otoczenie, w którym mogą oni zrobić to samo co my.

Uruchomić swój batyskaf.

Ogród

A za tymi drzwiczkami był najpiękniejszy na świecie ogród,
Tylko ja nie mogłam tam wejść, bo byłam za malutka

Lewis Carroll, Alicja w Krainie Czarów

Udało się. Od około roku działa nasza niekonwencjonalna akademia angielskiego. Trochę jak kiedyś w reklamie z piwem Bosman, oczywiście bezalkoholowym. Reklamujemy angielski, chodzi w gruncie rzeczy o coś znacznie szerszego. Najogólniej, o ideę, że każdy ma w sobie Ogród Twórczych Treści. Tyle, że, bagatela. Aby Tam wejść, trzeba nie przyspieszać tempa, a przeciwnie.

Zwolnić.

Jeśli komuś chodzi tylko o angielski, to oczywiście dostanie go. Myślę, że z nadwyżką. Jesteśmy oboje nauczycielami, i czerpiemy garściami z naszej fachowej wiedzy. A jednak FunBodyEnglish jest czymś znacznie większym. Jest podróżą; wyprawą batyskafem w głąb twego własnego talentu. Cały miniony rok szkolny projektowaliśmy ten batyskaf. Choć działa już całkiem nieźle, będzie prawdopodobnie wymagał jeszcze przynajmniej roku przeróbek. Być może dwóch lat. Ech...

Przygotowywanie każdych kolejnych warsztatów to jest w ogóle historia sama w sobie.

Aby zaprojektować dzień warsztatów stosujemy nasze ulubione narzędzie - diady. Są to ćwiczenia komunikacyjne w parze, obliczone na pogłębienie komunikacji – nie tylko międzyludzkiej, ale także, a nawet przede wszystkim, komunikacji z samym sobą. W diadach Aga i ja siadamy naprzeciwko siebie i co pięć minut na zmianę wydajemy sobie polecenie „Powiedz mi, jak wyobrażasz sobie najbliższe warsztaty”. Gdy jedno mówi drugie słucha, przez pięć minut. Potem jest zmiana - teraz to pierwsze słucha, drugie mówi. Tak na przemian mówimy i słuchamy, co pięć minut, i trwa to w sumie czterdzieści minut, to jest wtedy diada. Potem następne czterdzieści, druga diada. Potem następne. I tak przez cały dzień.

Gdy mówimy z poczuciem całkowitego wysłuchania, mamy okazję bezpiecznie puścić wodze wyobraźni. Zbieramy wszelkie możliwe warianty, omawiamy ich praktyczność, sortujemy w rozmaity sposób. Możemy wreszcie zanurzyć się w naszą fantazję, możemy być w tym niepohamowani. Powstają w ten sposób pomysły dotyczące struktury, zadań, tekstów, sformułowań, muzyki, filmu i rozmaitych innych elementów warsztatów. Ślęczymy tak całymi dniami, w rozgardiaszu kredek, flamastrów, kolorowych albumów, anglojęzycznych wydawnictw, czy czego tam jeszcze. Rysujemy, foliujemy, przycinamy, projektujemy. Końcowy produkt ma działać jak pigułka, taki jest nasz cel. Zażywający „pigułkę” uczestnik zostaje zaproszony do ogrodu własnej wyobraźni. W codziennym życiu zapewne odmówiłby wejścia. Tłumaczyłby się, jak Alicja z Krainy Czarów, że jest za duży lub za mały na te rzeczy. Z „pigułką” jednak odmowa nie jest już tak prosta. Zbyt wiele tu intelektualnych podniet, ukrytych haczyków, przynęt, które mają przyciągnąć uwagę, wykolegować obronną niechęć i zmusić do refleksji.

A refleksja ma specyficzną właściwość. Raz uruchomiona, i w odpowiednich warunkach (jak - wyłączone telefony komórkowe, skupiona uwaga, czy, rzadka sprawa, długotrwały brak zakłóceń z zewnątrz ), zaczyna rozchodzić się lawinowo. Napędza samą siebie. Mówienie po angielsku w twórczej grupie bardzo łatwo staje się automatyczne. Człowiek w ogóle zapomina że mówi, jego jedynym celem staje się stworzenie i wyrażenie własnego projektu. Po prostu twórczość i wrażliwość są dla nas ważniejsze niż umiejętności techniczne. Podejrzewamy z Agą, że wszelka prawdziwa nauka odbywa się w człowieku właśnie w ten sposób – i to już od niemowlęctwa. Najpierw tworzymy projekt (np. „zdobyć cukierka”) potem uczymy się dopiero słów, które mają nam to ułatwić (np. „tata da cukielka!”itp). Powszechnie obowiązujący system edukacyjny niestety kompletnie to odwraca.


Lato z angielskim w Oklinach

Bezczasowością ujęty
na prerii
samotny dom
Kapie świeca
kot
ociera się o stopy w bezwiednym haiku

Witamy w Oklinach
Czerwone malwy zaglądają nam w okna
My dzieciaki
wyciągamy z kalejdoskopu słowa
lepimy bałwana z enneagramu
pielimy grządki z kapustą i czasem present perfect
a czasem poezją Whitmana
(od czasu do czasu też chleb z masłem
Bread and butter and
of course
wszystkie baśnie Orientu)

Zarzucają nam
prostotę, inni znów zupełnie zbędną Wielkość
a my swoje

Do you speak English, I do
widzenia
Może by tak o poziom wyżej
Napisać scenariusz telenoweli, zagrać w grę

fabularną (a jakżeby – po angielsku!)
zrobić też konkurs improwizacji i naprawdę
Się zbłaźnić
FunBodyEnglish – też coś
w samym środku lata

– taka owocna luka w high-lifie
codzienności


FunBodyEnglish: wstęp na końcu

Od kilku lat tworzę moje osobiste podejście do nauki języków, pod nazwą FunBodyEnglish. Jest już strona, choć na razie w wersji roboczej, jest też sala lekcyjna, są regularne warsztaty. Metoda wychodzi naprzeciw oczekiwaniom, żeby było luźno, przyjemnie i kreatywnie. Polega na tym, żeby dużo opowiadać, o sobie i swoich pomysłach, w warunkach specyficznego "teatralnego" klimatu jaki tworzymy. Stosujemy dramę i róże formy improwizacji, jest z tym kupa śmiechu. Chcemy odblokować Was, postawić w realnych sytuacjach komunikacyjnych, czasem narażając na śmieszność, wstyd, jak w realu. Nie potrzeba być doskonałym, żeby się doskonale bawić. Natomiast gramatyce - mówimy zdecydowanie - niekoniecznie.


« Odwaga by marzyć

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)