Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 października 2019

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 46)

Bób, humus, włoszczyzna


« Kto odkupi amazońską puszczę

Wynik wyborów jest dokładnie zgodny z tym, czego się należało spodziewać. Nawet więcej. W kontekście tego, czego należało się spodziewać, wynik ten można uznać za bardzo dobry dla opozycji, ponieważ większości konstytucyjnej nie udało się dobrozmianowcom uzyskać, a absolutnie wszystko wskazywało, że ją uzyskają. Jedyne, co by mogło tu dziwić to ogrom zaskoczenia części komentatorów po proeuropejskiej i postępowej stronie. Kilka miesięcy temu napisałem tekst o tym, czemu w jakimś najbardziej głębokim sensie misja proeuropejska i postępowa skazana jest na porażkę. Wedle tez tam zawartych fiasko postępowego przedsięwzięcia wynika z samej natury polityki. Z tego czym polityka jest, jaka jest jej historia i co z jej pomocą można, a czego nie można załatwić. Jeśli wypada samego siebie na własnym blogu cytować, pozwolę sobie to zrobić przytaczając te oto zdania:

(…) w miarę postępów wiedzy przyrodniczej, ludzie przestali poważnie traktować abrahamiczną obietnicę raju po śmierci. (..) Życie bohemy także stało się trudniejsze (…) I tak właśnie upowszechniło się marzenie, pobożne życzenie (…)
Oto ono: można być bohemą, przejąć władzę i dzierżąc władzę jednocześnie bohemą pozostać. Można być eremitą który nie chce niczego, pozbawionym wszelkiej agresji i ambicji pacyfistą i jednocześnie ministrem sił zbrojnych. Można stworzyć ekonomię, w której nie chodzi o to, by jak najmniejszym kosztem jak najwięcej mieć. Można stworzyć taki kraj, do którego będą wszyscy należeć. Kraj bez granic, tak żeby podróżować za granicę i nie musieć przekraczać granicy, bo jej nie będzie. (..)Można podróżować swobodnie za granicę i cieszyć się zagranicznością, bo nie będzie granic. Zagranica będzie do podróżowania, ale nie będzie granicy oddzielającej teren własny od zagranicznego. Dawniej czegoś takiego doświadczali żeglarze, obieżyświaty, co najmowali się po świecie do każdego możliwego statku i pływali wszędzie, porozumiewając się w narzeczu zlepionym z wszelkich możliwych języków krajów z dostępem do morza. Teraz to dla każdego. Można wreszcie stworzyć taki świat, w którym swoboda seksualna bohemy będzie dostępna każdemu niczym płatne studia i każdy będzie czuł się zarazem normalny i wyjątkowy. Czyli można wejść w politykę i przekształcić ją w to, co zawsze było tylko dla nielicznych. A za pomocą tej polityki cały świat tak przekształcić, by stał się czymś jak skrzyżowanie klasztoru i Montmartre z jego lat najlepszych. I więcej nawet – można to miejsce, miks klasztoru ahinsy i Montmartre na całą Ziemię rozszerzyć, a jednocześnie czyniąc to wciąż być kimś niezwykłym. Mieć ciastko i zjeść ciastko. Nie rezygnować z niczego, jak dawni inteligentni wrażliwcy rezygnowali, by się zająć własnym światem dla siebie znośnym. Dziś nie. Z niczego nie musisz rezygnować. Możesz nie akceptować przemocy i nie stosować jej, a wciąż mieć wpływ. To oczywiście zupełnie niemożliwe i z tego właśnie powodu projekt ten nie wychodzi. Nie wychodzi, bo nie może.

Czytało ten artykuł kilka osób poważnie zajmujących się polityką po opozycyjnej stronie i reakcje były identyczne. Wszyscy zgodnie uznali go za bezwartościowy, ponieważ jego wymowę odebrali jako demotywującą. A uznali, że aby odwrócić procesy które widać było już wtedy, a które z większą jeszcze siłą oglądać będziemy za chwilę, należy się zmotywować. Weźmy się i zbierzmy się i wznieśmy w górę dłonie, razem-że i hejże i dalejże!

Czy gratulować im teraz silnej motywacji nie byłoby poczytane za złośliwość? To jednak nic osobistego. Po prostu moje stanowisko w tej sprawie jest zgoła przeciwne, niż krytyków mego tekstu sprzed kilku miesięcy. Sukces nie zależy od włożonej siły, a od kierunku w jakim ta siła zostanie użyta. Kto nie wierzy mądrości Zachodu, niech może uwierzy mądrości Pańciatantry – pięcioksięgu stworzonego do edukacji indyjskich książąt, co go tam używano jeszcze w czasach sprzed Hindukuszu – potwornej rzezi Hindusów, jaką zgotowali im wysłannicy religii zwanej u nas dzisiaj religią pokoju. Setki tysięcy zabitych zapisały się w historii nazwą doliny Hindu-kusz. Rzeź Hindusów. Europejczycy nigdy nie dokonali niczego, co mogłoby równać się z tym. Ale Pańciatantrę napisano wieki wcześniej i przez te wieki dobrze się sprawdzała. Strofy o których wspominam są w zasadzie proste i brzmią następująco:

bezowocnym musi zostać wysiłek źle skierowany

choćbyś stokroć uczył czaplę, jak papuga nie zapaple

Ale co to znaczy w tej konkretnej chwili? To mianowicie, że zanim zaczniemy się szarpać w zbędnych histerycznych ruchach, należy rzeczywistość zastaną zinterpretować. Zrozumieć ją. Pojąć tak dalece, jak to tylko możliwe, zanim się odruchowo wykona cokolwiek.

Spróbujmy. Czemu przegrywa opozycja? Albo inaczej. Czemu opozycja przegrywa mimo wszystkiego, co na pozór powinno jej dać zwycięstwo? Czemu zupełnie nie działają odkrywane afery? Czemu zupełnie nie działa to, jaki kandydat ma faktyczny dorobek? Czemu nie działają hasła, kampanie graficzne, garnitury i dobry dentysta, mowa ciała i wywody historycznych autorytetów? Czemu nic nie daje doskonałe dziennikarstwo wyborczej gazety, doskonała niebieskość telewizyjnych stacji i noble dla wybitnych wieszczów naszych czasów? Czemu to wszystko nic nie daje?

Odpowiedź opozycyjna jest tu równa odmowie myślenia. Nie działa, bo pieniądze ludzie dostali. 500 złotych. Za 500 złotych oddali wolność i demokrację i trójpodział i Unię Europejską i NATO. 500 złotych okazało się ważniejsze niż Solidarność i historyczna pamięć, prawo kobiet do tego i mężczyzn do owego, a obu stron do tego, by być tym i owym wedle woli. Wszystko to okazało się niczym wobec pięciuset złotych i nawet możność robienia zakupów w niedzielę – szczytowe osiągnięcie polskiej transformacji – została oddana za tych pięć zielonych papierków, choć je teraz można tylko sześć dni w tygodniu używać. Tak twierdzi opozycja, dając tą wiarą świadectwo sobie, nie opisywanym wyborcom i tylko wrodzonemu spokojowi Polaków można to przypisać, że sugestie tak obraźliwe spokojnie przyjmują.

Nie. No oczywiście, że nie. Oczywiście, że nie, bo gdyby się okazało, że za 500 złotych można kupić wszystkie idee demokracji, to jasne by było, że samą demokrację należy natychmiast zakończyć, jako najbardziej żałosny ludzki eksperyment.

W odróżnieniu od profesora Czapińskiego, co na moment przed poprzednią klęską opozycji zrobił badania z których wynikło, że Polacy są zadowoleni, nie mam na poparcie swych tez żadnych badań, odważę się jednak wygłosić rzecz następującą:

– nie. To nie chodzi o te pieniądze i zapomnijcie kochani już o tym nareszcie, bo to się robi naprawdę żenujące, gdy tak powtarzacie bez końca tę potwarz. Jeśli Kaczyński dając te pieniądze ludziom miał jakikolwiek cel, to właśnie taki, byście sobie codziennie dawali świadectwo sprowadzając do nich ludzkie motywy. Bo każdy taki raz Was w oczach ludzkich pogrąża, odsłania bowiem co naprawdę o demokracji myślicie. A czemu się nie ma co dziwić, gdyż każdy inteligentny człowiek myśli o niej podobnie. Prawdziwie inteligentny jednak aż tak jak Wy tego nie ujawnia. Zresztą się mylicie.

Przyczyny klęski są dwie, a obie razem się łączą w jedno i to jedno zwie się Tożsamość. Kim człowiek jest, lub raczej kim myśli, że jest, bo tak naprawdę nie jest nikim. Lecz „nic” jest nie do przyjęcia. W tym „nic” szaleństwo się czai i chaos, zatem szukamy, jako ludzie kształtu. Formy. Uchwytu. Jak więc myśli o swym Ja i jak je określa. Budda ponoć swego Ja nijak określać nie musi, my jednak, robaczki ziemskie co Buddzie nie dorównują, musimy. Musimy kimś być. Tym lub owym. Kimś jakoś dającym się opisać, w jakichś kategoriach ocenić i musimy się jakoś określać, jakoś sobie siebie samych wyobrażać, jakimś nazywać słowem, wiedzieć co nam wypada a co nie wypada, z czego mamy czerpać dumę, z czego wstyd, a co najlepszy znajduje wyraz we współczesnej modzie na „samoocenę” – jądro fantazji o tym „jaką to ja jestem osobą”. Idioci wszelkiej maści sugerują nam, że drogą do wyzwolenia jest nie przejmować się tym, czego świat od nas oczekuje. Jeśli jednak nie będzie to dla nas nic znaczyć, nie otrzymamy nigdy już żadnej pochwały, nie będzie bowiem żadnego kryterium, które pozwoli ocenić, co jest sukcesem, a co porażką. Musimy wiedzieć jakie są zasady oceny nas jako ludzi, a żeby to wiedzieć musimy wiedzieć kim jesteśmy. Czy to, że mam szerokie bary to dobrze, czy niedobrze? To zależy jakiej jestem płci. Jeśli tego nie wiem, szerokie bary nie znaczą nic. Podobnie jak wąskie. I nic nic nie znaczy.

Czym zatem jest tożsamość? Nowoczesność atakuje głównie dwie – tożsamość etniczną i tożsamość płciową. O dziwo, nie atakuje tożsamości zawodowej. Możesz być nie wiadomo jakiej płci i jakiej narodowości, ale doskonałym przedstawicielem handlowym i to nowoczesności nijak nie przeszkadza. Nikt nie twierdzi, że nie ma lepszych i gorszych przedstawicieli handlowych, choć nowoczesność zakazuje nam już twierdzić, że istnieją na przykład ładne i brzydkie kobiety. O tym, czy kobieta jest piękna, decyduje tylko sama ona, ale – i to naprawdę jest zadziwiające – o tym kto jest dobrym przedstawicielem handlowym wciąż decydują wyniki i nowoczesność nie próbuje tego kwestionować. Handlujemy zatem ile wlezie, by oprzeć się na tym, co pewne. Nie wszyscy jednak mogą w tym być dobrzy, nie ma bowiem takiej możliwości, by nawet najsprawiedliwszy bieg wszyscy wygrali, dlatego prędzej czy później tęsknie patrzymy ku innym, utraconym tożsamościom. Mężczyzna. Kobieta. Matka. Ojciec. Mąż. Żona. Polak. Polka. I tu mamy zakaz, wszystkie te tożsamości bowiem kogoś wykluczają.

Co robi Dobra Zmiana? Przywraca ludziom prawo do tych tożsamości. I tylko tyle. Tylko tyle i aż tyle, bo wraz z ich odzyskaniem człowiek wreszcie czuje się „kimś” tak jak był wcześniej chmurą. I to jest warte więcej, niż wszystkie przekręty, bo kiedy jesteśmy kimś określonym, wiemy jakie są kryteria pochwały i nagany. Co jest sukcesem, co nie, możemy więc wreszcie jakiekolwiek sukcesy odnosić.

Czy jednak nowoczesność naprawdę nie oferuje nic w zamian? Żadnej tożsamości, która by mogła tożsamość mężczyzny, kobiety albo Polaka zastąpić? Oferuje. Tożsamość ofiary. Jesteś ofiarą tego, jesteś ofiarą tamtego. Takiej dyskryminacji, innej dyskryminacji, takiego wykluczenia, innego wykluczenia, krzywdy tej lub owej.. I to owszem atrakcyjne, bycie ofiarą daje bowiem prawo do wszelkich możliwych uroszczeń. W sferze polityki bycie ofiarą jest jednak dość wymagające, bo aby nią pozostać, trzeba przegrywać wybory. Żaden naród nie da władzy nad sobą osobie, która uważa, że samo pojęcie narodu jest iluzją, każdy naród jednak chętnie da przegraną osobie, która uważa, że bycie ofiarą jest formą szlachectwa, przegrana bowiem należy się ofiarom jak najbardziej. I dlatego wyniki tak muszą wyglądać.

Prościej tego już nie wytłumaczę.

groty z wykopaliska

P.S.- Na fotografii w tekście zdecydowałem się umieścić groty strzał z pewnego wykopaliska archeologicznego. Ilustrują one tę myśl, że w polityce ludzie zawsze stawiali sobie jakieś cele. To ważne.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Kto odkupi amazońską puszczę

komentarze

[foto]

1. Nie zgadzam się... • autor: Mirosław Czylek2019-10-15 13:54:25

Nie zgadzam się z tym fragmentem:

"Za 500 złotych oddali wolność i demokrację i trójpodział i Unię Europejską i NATO. 500 złotych okazało się ważniejsze niż Solidarność i historyczna pamięć, prawo kobiet do tego i mężczyzn do owego, a obu stron do tego, by być tym i owym wedle woli".

Dlaczego się nie zgadzam? Proszę mi pokazać objawy ludzkiej solidarności w roku 2015 i latach poprzedzających. Nie mówię o hasłach, o głoszeniu wartości, o pięknych mowach. Poproszę czysty pragmatyzm (np na poziomie stosunków społecznych). Czy Polacy byli dla siebie dobrzy i solidarni? Kwestionuję dar solidaryzowania się w tym społeczeństwie od lat, przed "erą Pisu". Moim zdaniem to właśnie brak solidarności - tej pragmatycznej, ekonomicznej - przyczynił się do tego, że za marne 500 zł ludzie "dali się kupić".

Polacy mają jeden z najniższych odsetków w UE, jeśli chodzi o zaufanie, umiejętność współpracy. Zaufanie i współpraca to są kamienie węgielne solidarności. Sztuka dialogu i kultura również - przed 2015 wydatki na kulturę i poziom czytelnictwa był niziutki (w takich Czechach znacznie więcej czytają). Stąd moja prośba o wskazanie solidarności w wydaniu praktycznym. Gdzie ona była przed 2015 rokiem?
[foto]

2. "Co robi Dobra... • autor: Mirosław Czylek2019-10-15 14:00:31

"Co robi Dobra Zmiana? Przywraca ludziom prawo do tych tożsamości. I tylko tyle. Tylko tyle i aż tyle, bo wraz z ich odzyskaniem człowiek wreszcie czuje się „kimś” tak jak był wcześniej chmurą".

Nie wiem, nie jestem pewien. Sądząc po tym, że większość ludzi idzie do pracy, wykonując polecenia, z którymi niekoniecznie się zgadza i będąc w relacjach, w których niekoniecznie dobrze się czuje, śmiem przypuszczać, że za pieniądze większość jest gotowa taką metaforyczną chmurą zostać. Równie dobrze moglibyśmy dokonać pewien eksperyment myślowy i stwierdzić, że dużo pracowników wybierze identyczną robotę za 5000, a nie za 4000, nawet jeśli latami dzięki pracy za 4000 miał swoją tożsamość lub pomogła mu ona znacząco w życiu. Nie wierzę w "prawo do tożsamości". To zbyt wysoki poziom świadomości, to idealizacja mas, które naprawdę są w stanie tą tożsamość sprzedawać wielopoziomowo.

3. prawo do tozsamości • autor: Krystok2019-10-15 15:09:04

"że za pieniądze większość jest gotowa taką metaforyczną chmurą zostać."
Nie wierzę w "prawo do tożsamości"-
ja jednak myślę,- a mam sporo znajomych pisowców- że właśnie chodzi o bezdyskusyjne określenie własnej osoby jako Mężczyznę, Kobietę , Matkę, Ojca ..itd
W jednej z rozmów z dawną wiejską nauczycielką usłyszałam o stosowanym na wsi "rozwiązywaniu"  sprawy, gdy synowie przejawiali zainteresowanie własną  płcią. Oczywiście taki chłopak był wysyłany do seminarium duchownego Rodzina zyskiwała prestiż i  pomoc materialną ( "Kto ma księdza w rodzie tego bieda nie ubodzie").
[foto]

4. Skoro za 500... • autor: Mirosław Czylek2019-10-15 15:17:45

Skoro za 500 zł pozbyli się pewnych praw, to za odpowiednią kwotę byliby w stanie nawet zaakceptować gender w szkołach. Każda idea jest do sprzedania. Trochę na tej samej zasadzie SLD zrobiło handel konkordatem z Kościołem, a ten w ramach "wdzięczności" poparł akcesję do ześwieczczonej UE. Współczynnik ekonomiczny (500+) stoi znacznie wyżej niż pojęcie "tożsamości" za 0 zł. To prawdopodobnie taka sama idealizacja jak "solidarność" przed 2015. Ta "tożsamość" jest łatwa do odkupienia. W 1997 SLD miało 41% poparcia. Obstawiam, że wielu tych wyborców nie wybrało ich ze względu na jakieś lewicowe przekonania, tylko stał za tym czynnik ekonomiczny.
[foto]

5. Tezy Szacownego Autora można będzie sprawdzić • autor: Arkadiusz2019-10-16 19:02:13

Zobaczymy, czy faktycznie wskazane tożsamości zadecydują o wyborach za jakiś czas, jak gospodarka nie wytrzyma ciężaru wydatków socjalnych i portfele zaczną chudnąć a ludzie zaczną tracić pracę.

Partie polityczne tworzą pewne narracje-opowieści, snują własne wizje przyszłości a wyborcy wybierają spośród nich te, które są im w danym momencie bliższe. I nie jest tak, że jedna opowieść wygrywa kompletnie, a inne znikają. One istnieją obok siebie, czasem się mieszają, jedne pokonują inne o kilka procent, by po kilku latach zamienić się miejscami. Raz wygrywają liberałowie gospodarczy, innym razem socjaliści, raz wygrywają liberałowie społeczni, innym razem komunitarianie.

Aktualnie wygrywa (nieznacznie, dzięki takim a nie innym systemie wyborczym, przy nieuczciwym dostępie do środków masowego przekazu) narracja godności/tożsamości polana sosem rozdawnictwa socjalnego skierowanego do konkretnych grup elektoratu. Za jakiś czas wygrają inne narracje. Zmienią się układy na niebie, inne narracje staną się dominujące ;-)

Poza tym można się odwołać do szerszych tożsamości niż tylko płciowa i etniczna. To, że jestem facetem nie oznacza, że nie jestem też człowiekiem. To, że jestem Polakiem nie powoduje, że nie mogę czuć się również Europejczykiem. To, że jestem konsumentem bogactw planety nie oznacza, że nie mogę czuć się istotą współodpowiedzialną za całą biosferę. Obecna partia rządząca owszem stara się ograniczać naszą tożsamość do tych dwóch wymienionych, ale są też inne - idąc na wybory mogę głosować jako mężczyzna, jako Polak, ale również jako konsument, Europejczyk, człowiek, obywatel, liberał, chadek czy socjalista, wierzący czy ateista i wcale nie staję się jakąś chmurą.

6. I co dalej? • autor: Young & Fraud2019-10-17 00:08:24

A jakie prognozy na nadchodzące lata? Czy już do reszty zidiociejemy (ku zgrozie i zgorszeniu niedobitków odsuniętych, postinteligenckich elit)od spiskowego gadania youtubowych mędrców i demaskatorów? Czy może to się wszystko jakoś homeostatycznie wyrówna? Jest świeżo po wyborach. Do następnych daleko. Może jakiś opisowo - prognostyczny tekst zamiast analityczno- popularyzatorsko-wychowawczych? 
Czy może tym się już lepiej nie bawić? Ja, na wszelki wypadek, czytam tybetańską księgę umarłych i staram się cieszyć życiem. 

7. Skoro narracja smoleńska stała się dla Dobrej Zmiany nie wygodna... • autor: JSC2019-10-17 12:01:45

to można śmiało przyjąć, że spiskoznawcy dalej zostają w swojej niszy.

8. Mam koleżankę, która... • autor: Agata2019-10-19 08:05:04

Mam koleżankę, która pracuje w Domu Seniora na trzy zmiany za najniższą krajową i która miała problemy z wyekzekwowaniem  500 zł. alimentów na dzieci. Powiedziała, że ma w nosie te sprawiedliwe Sądy i ten cały Teatr.

9. Moja koleżanka z... • autor: Agata2019-10-19 08:15:54

Moja koleżanka z lat szkolnych nosi nazwisko Gendera, ale na szczęście wyemigrowała.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)