TARAKA

10 grudnia 2007

Inqbus

Bogowie na emeryturze
czyli co nam zostało z religii Greków i Rzymian


Dominuje współcześnie pogląd, że religia grecko-rzymska (dalej dla uproszczenia "G/R") jest martwa oraz że pełni rolę uroczego skansenu kultury, w którym zgromadzono mity, przypowieści i anegdoty na temat bogów i herosów, a przy tym zachowano je w czytelnej formie nie tracąc przesłania, które w przypadku innych mitologii bywa mocno nadgryzione zarówno przez ząb czasu jak i ostre zęby konkurencyjnych religii.

Chciałbym w krótkim szkicu pokazać że pogląd ten - przynajmniej częściowo - jest fałszywy.

Religia G/R jest na swój sposób ciągle żywa, jej symbole są używane. Wciąż - choć rzadko w religijnym kontekście - wymienia się imiona G/R bogów, a nawet wzywa się ich. Funkcjonują oni jako ważne elementy rusztowania podtrzymującego corpus symbolicum wykształconego Europejczyka, a także jako ważny - choć nie zawsze właściwie rozpoznawany - element kultury masowej.


Pytania sformułowane przez Autora sondy pozwoliłem sobie przegrupować.


- Czy jest może tak, że tamta religia znalazła swoją kontynuację jako filozofia, którą wydała z siebie; ta zaś nowoczesną naukę - z czego wniosek, że religia starożytnych spełniła swoją misję, wydała owoce, które istnieją i żyją, a do niej samej wracać już nie warto?


Najpierw pytanie; czy to religia grecka wydała z siebie filozofię? Nota bene - mówienie o "greckim cudzie" (a przy okazji tego postulatu - że religia grecka wydała filozofię - należy o wspomnieć także o tym poglądzie - zakłada on bowiem, że filozofia grecka jest wewnętrzną sprawą kultury greckiej) nie wytrzymuje - moim zdaniem - krytyki i chyba nikt już w ten cud nie wierzy, zarówno ze względu na przyczyny wewnętrzne jak i zewnętrzne. Filozofia grecka nie powstawała w warunkach izolacji; w świecie antycznym istniały rozwinięte kontakty handlowe, które umożliwiały też wymianę idei. Jeśli więc uznalibyśmy religię za grunt, na którym wyrosła filozofia grecka, należałoby także wymienić religię egipską oraz religie indyjskie tamtego okresu, tym bardziej, że różnorodność prądów myślowych w Indiach (za czasów np. Buddy Śakjamuniego) może przyprawić o zawrót głowy, a nigdy nie zaistniał tam - inaczej niż w Grecji - klarowny rozdział myśli religijnej i filozoficznej (świeckiej). Tym niemniej najrozmaitsze poglądy - od ateizmu i materializmu aż po panteizm i spirytualizm - były tam jakoś reprezentowane, co odbija się w rozmaitych paralelach myśli wschodu i zachodu.

Filozofia jednak była próbą stworzenia konkurencyjnych dla religii paradygmatów. Nawet jeśli przybierały one parareligijną formę (jak w przypadku Sokratesa i jego Daimoniona), były czymś jakościowo różnym od podań religijnych. Filozofowie miewali kłopoty z powodu swoich poglądów na naturę i rolę bóstw (nie jest to - jak widać - wynalazek chrześcijaństwa), a niektórzy z nich jawnie i otwarcie przyznawali się bądź do ateizmu bądź do swojej niechęci wobec bogów/religii, choć trzeba przyznać, że często traktowano ich - ze względu na specyfikę zawodu - łagodniej niż innych.

Kolejna kwestia; czy religia grecka spełniła swoją rolę. To wymaga odpowiedzi na pytanie, jaką rolę ma religia do spełnienia. Według mnie - dwojaką. Po pierwsze - magiczną. Religia - upraszczając nieco - jest rozbudowaną formą magii w jej najstarszym, spirytualnym wydaniu. Rolą religii i jej funkcjonariuszy jest więc załatwianie pewnych spraw z duchami/bogami. Rola ta nie zmieniła się od czasów szamanizmu i choć dzisiejsi kapłani posługują się niekiedy zaawansowaną techniką (i jeszcze bardziej zawansowaną socjotechniką), ich cel jest taki sam jak tysiące lat temu - skłonić bóstwo do spełnienia ich prośby. Zwykle chodzi tu o sprawy dość przyziemne, jak np. urodzaj, lub - dla odmiany - wysokie - jak regularne wschody Słońca (lub opady deszczu, o które modlono się niedawno w polskim parlamencie). Z dość długiego czasu trwania religii grecko-rzymskiej wnoszę, że Słońce regularnie wschodziło, a Ziemia rodziła jak należy i że religia ta spisała się na medal.

Po drugie; (dez)informacyjna. Religia ma dostarczyć wiedzy na tematy, o których nic wiadomo. O pochodzeniu świata, życiu po śmierci (nota bene - zachwyca mnie kariera tego oksymoronu - jak widać zestawianie sprzecznych pojęć wspaniale napędza wyobraźnię) i innych sprawach, o które ludzie lubią pytać, najczęściej nie zadając sobie uprzednio pytania czy ma to sens i jaki. I tu religia grecka doskonale spełniła swoją rolę karmiąc głodne wiedzy umysły niesłychanie barwną i rozbudowaną mitologia. Mitologia ta okazała się przy tym niezwykle żywa! Na tyle, że trwa do dziś i wraca się do niej często - o czym dalej.


Czy klasyczna religia, lub religie, grecko-rzymska, zawierała w sobie możliwości rozwoju, czy przeciwnie, była tworem zanikającym, który gdyby nie ustąpił chrześcijaństwu, to przegrałby z jakąś inną religią orientalną, np. mitraizmem, gnostycyzmem lub islamem, lub jakąś inną mutacją religii żydowskiej, nie będącą chrześcijaństwem ani islamem?

Jaką by była religia starożytnych Greków i Rzymian, gdyby przetrwała do dziś? Gdyby nie zastąpiło jej chrześcijaństwo? Oczywiście odpowiedź może być tylko w trybie fantastyki "co by było gdyby", ale próbować warto. To pytanie pociąga następne, które za nim się nasuwają.


Czym jest rozwój w przypadku religii? Sądzę, że należy mówić raczej o bezkierunkowej ewolucji, która zazwyczaj przejawia się wzbogacaniem i komplikowaniem doktryn oraz rozbudową panteonu bogów/herosów/świetych, najczęściej w wyniku zapożyczeń od istniejących już i wchłanianych lub wypieranych religii. Przypadki upraszczania zdarzają się rzadko i zwykle kończą - jak np. próba wprowadzenia monoteizmu w Egipcie - fiaskiem. W tym kontekście religia G/R była tworem wciąż ewoluującym, dalekim od skostnienia właściwego monoteizmom. Otwartość i tolerancja tej religii stały się jednak jej piętą achillesowa; nie potrafiła ona stawić czoła naporowi nowych kultów, nie potrafiła też wchłonąć ich do końca. Być może na skutek ogólnej dekadencji panującej w schyłkowym okresie cesarstwa rzymskiego, kiedy religia G/R oficjalnie wyzionęła ducha. Rozstrzygnięcie tej kwestii pozostawiam historykom. Nie da się jednak ukryć, że - podobnie jak w przypadku demokracji szlacheckiej w Polsce, ciągle pijanej, dyskutującej i pozostającej w nieustannym sporze, a w związku z tym nie mogącej przeciwstawić się rządzonym silną ręką sąsiadom - religia G/R nie stanowiła dostatecznie twardego bastionu dla nowych kultów, których charakterystyczną cechą jest najczęściej przekonanie o posiadaniu jedynie słusznej prawdy. Trudno snuć spekulacje jak potoczyłyby się losy religii G/R gdyby nie rozwój chrześcijaństwa. Tak się składa, że losy religii nader chętnie splatają się z losami prowadzonej terenie ich wpływów polityki. Snucie fantazji na ten temat jest zajęciem o tyle ryzykownym co barwnym i stanowi dobre zadanie dla pisarzy kreujących alternatywne światy w ramach literatury fantastycznej. J. Waluszko napisał, że religia G/R wyglądałaby dziś jak chrześcijaństwo. Trudno się z tym zgodzić. Kiedy chrześcijaństwo opanowywało tereny cesarstwa rzymskiego religia G/R była już na tyle dojrzała, aby posiadać pewien charakter, którego istotną cechą był synkretyzm i łatwość adaptowania lub wręcz przejmowania wierzeń innych religii. Jeśli już mowa o podobieństwach, to raczej chrześcijaństwo przejęło pewne cechy religii G/R, nabierając cech politeizmu i wychodząc z roli apokaliptycznej religii sprzeciwu wobec świata (czy - jak określa to WJ - religii "romantycznej" - link) na rzecz religii godzącej niebiosa z ziemią i starającej się żyć dobrze tu i teraz. Chrześcijaństwo, mające dziś 2000 lat jest nadal młodsze niż religia G/R w chwili swojego upadku. Jak wyglądałaby ta religia w wieku czterech czy pięciu tysięcy lat? Możliwe że przetrwałaby kolejne tysiąclecia, ale za cenę nieustających zmian, które w końcu doprowadziłyby do stanu, w którym dwa jej skrajne stadia - to z czasów antycznych i to z czasów nam współczesnych - byłyby kompletnie nieporównywalne i być może nawet odnoszenie tych dwu stadiów do jednej religii i jednej nazwy byłoby błędem, szczególnie, jeśli towarzyszyłby temu gwałtowny rozwój nauki i techniki. Przypuszczalnie nastąpiłby prędzej czy później jakiś mariaż religii G/R z filozoficznym ateizmem. Gdybym miał nadać tej fantazji konkretną formę, sięgnąłbym do jednego z opowiadań Stanisława Lema, w którym opisuje on zakon Ojców Destrukcjanów z Dychtonii. Ta wyjątkowa lektura daje obraz religii, która przeszła wszelkie możliwe fazy rozwoju i trwa sama siłą bezwładności, wolna zarówno od pretensji do słuszności, jak i jakichkolwiek nadziei wiązanych zwykle z treścią religii. Bez względu jednak na to, jakie formy przybrałaby religia G/R, na pewno ominąłby Europę smutny okres panowania jedynie-słusznej-prawdy co mogłoby mieć interesujące konsekwencje w postaci szybszego rozwoju nauki, większego bogactwa kultury czy też jakieś konsekwencje etyczne - trudno przewidzieć jakie - być może powszechny i wcześniejszy niż obecnie hedonizm. Z wymienionych rzeczy najmniej pewny jestem szybkiego rozwoju nauki. Empiryczne zainteresowanie naturą, które powróciło w czasach późnego średniowiecza, osłabione zostało już przez samych Greków. Zaszkodził mu humanistyczny nurt filozofii greckiej - sofiści, Sokrates, Platon - to jednak osobny temat. Zaznaczmy tylko duży wpływ tego nurtu na późniejszą myśl filozoficzną uprawiana już w ramach chrześcijaństwa.

Druga możliwość to skostnienie. Gdyby do tego doszło, religia G/R zapewne upadłaby w jakiś spektakularny sposób dawno temu. Gdyby jednak mimo wszystko przetrwała, miałaby zapewne podobne kłopoty, jakie w czasach szybkiego rozwoju wiedzy mają inne religie, których archaiczne wyobrażenia po prostu nie pasują do faktów i są przez nie bezlitośnie wypierane.


- Co w grecko-rzymskiej religii do dziś warte jest uwagi, znania, studiów a może nawet kontynuacji?

- Czy religia Rzymian i Greków może dołączyć do alternatywnych religijnych (lub szerzej: duchowych) inspiracji przyjmowanych współcześnie przez Zachód, takich jak buddyzm, hinduizm, taoizm, szamanizm czy rodzime dawne przekazy, przeważnie germańsko-celtyckie? A jeśli faktycznie jest dołączana, to przez kogo?


W pewnym wywiadzie telewizyjnym Szymon Kobyliński, na stwierdzenie prowadzącego, że jest wyjątkowym erudyta, odpowiedział, że jego wiedza to po prostu typowe wykształcenie przedwojennego inteligenta. Ważną część tego wykształcenia stanowiła znajomość łaciny, historii starożytnej, mitologii oraz filozofii G/R. Niestety na naszych oczach kanon ten obumiera, zawężając się do powierzchownego studiowania mitów G/R, na lekcjach polskiego zresztą. A jest to - śmiem twierdzić - jedna z niewielu rzeczy w programie obowiązkowej edukacji naprawdę warta znania i dogłębnego studiowania. Choćby z tego względu, że znajomość niezwykle różnorodnego dziedzictwa G/R doskonale wzmacnia mechanizm krytycyzmu i selekcji idei, które w naszych czasach płyną do każdego szerokim strumieniem i którym - bez odpowiedniego aparatu selekcji - łatwo ulec.

Jeśli chodzi o inspirację duchową, to nie sądzę, aby poza wąską grupką magów czy tarocistów wiedza europejskiej starożytności przydała się dziś komukolwiek, tym bardziej, że modny od kilkudziesięciu lat orient stał się już nowym paradygmatem masowej duchowości. Wystarczy przywołać tu hipotezę reinkarnacji, w która wierzą masowo współcześni adepci tzw. rozwoju duchowego, zwykle zapominając jednocześnie, że była ona obecna w myśli greckiej; wśród orfików, pitagorejczyków czy platoników. Należy też dodać, że to, co było bezpośrednio nakierowane na iluminację, stanowiło dostępny tylko wybranym, okultny element starożytnego dziedzictwa, który został - niestety - o czym pisał w swoim tekście P. Piotrowski - bezpowrotnie utracony. W tej sytuacji nasuwa się zasadnicze pytanie - czy religia G/R może być dziś językiem wyrażającym doświadczenia duchowe współczesnych ludzi? Czym miałaby ich do siebie przyciągnąć? O ile wydaje się ona świetną mapą kultury europejskiej, o tyle jako model doświadczeń duchowych i psychologicznych jest po prostu anachroniczna, chyba - że traktuje się ją czysto instrumentalnie, jak ma to miejsce w przypadku wymiennych paradygmatów magicznych, o których mowa niżej.


- Co wśród żywych obecnie u nas idei jest kontynuacją rzymsko-grecką, a nie hebrajską lub inną bliskowschodnią?


Temat poruszony w tym pytaniu jest zbyt obszerny jak na tak krótkie opracowanie. Nasza kultura ufundowana jest przede wszystkim na dziedzictwie grecko-rzymskim i śmiem twierdzić, że o ile Ateny poradziłyby sobie świetnie bez Jerozolimy - o tyle Jerozolima bez Aten - wręcz przeciwnie.

Pozostając w ramach krótkiego szkicu chciałbym zwrócić uwagę na zjawisko bardziej ogólne niż idee obecne w religiach czy filozofiach. Tym zjawiskiem jest koegzystencja oraz pewne napięcie jakie istnieje na styku religii i filozofii (obecnie raczej na linii religia/nauka w całym jej - nieznanym starożytnym filozofom - zróżnicowaniu i bogactwie). Zjawisko to odżyło w czasach renesansu, kiedy nastąpił zwrot w stronę antyku. W innych kulturach było ono nieobecne, a jeśli ktoś brał się za uprawianie filozofii, to byli to np. kapłani egipscy, o których Arystoteles pisał, że jako jedni z nielicznych zajmują się bezinteresownym poszukiwaniem prawdy, dzięki temu zresztą, że mają mnóstwo wolnego czasu. Jak wspomniał w swoim tekście J. Waluszko, religii G/R obca była obsesja słuszności. Wydaje się, że niezależna od religii filozofia i wyrosłe z niej nauki powstać mogły tylko na takim gruncie. W strefie wpływu agresywnych monoteizmów nie powstało (przynajmniej do czasu zwrócenia się ku antycznemu dziedzictwu) nic poza teologią, która zresztą chętnie korzysta z dorobku filozofii, choć fakt, że jest to wynalazek pogan, a często ateistów i libertynów, jest wstydliwie przemilczanym elementem tych systemów.

Istnienie tej koegzystencji dwóch myśli - filozoficzno-naukowej i religijnej (przy zachowaniu ich odrębności) jest oryginalnym osiągnięciem kultury europejskiej i stanowi dziedzictwo G/R antyku.

Jeśli chodzi o zjawiska pomniejsze to jest ich mnóstwo; na każdym kroku spotykamy jakieś elementy starożytnego dziedzictwa i nie są to - moim zdaniem - kości bogów bielejące w rupieciarni starej europejskiej kultury, ale żywe i wciąż działające mempleksy, zbiory przekonań i wierzeń do których sięgamy. Jako przykład podam dwie dziedziny wciąż uprawiane od czasów starożytnych: astrologię i magię. Planety do których odwołują się astrologowie noszą te same imiona co bogowie G/R. Nie znam na tyle historii astrologii, aby wskazać dokładny czas tego utożsamienia. Nie zmienia to jednak faktu, że współcześnie badając horoskopy używamy imion G/R bogów. Historyk idei/religii mógłby potraktować to jako kulturową skamielinę, my jednak na łamach Taraki możemy posunąć się dalej. Wypowiadając nazwę/imię jakiegoś bytu wywołuje się - według rozmaitych tradycji ezoterycznych - ów byt. Kierując nań uwagę - wzmacnia go, tworzy lub konserwuje jego egregor. To właśnie - mam wrażenie - dokonuje się współcześnie na oczach wszystkich za sprawą astrologii. Bogowie ukryci za nazwami planet, niczym jakieś tajne bractwo, są wciąż obecni w życiu współczesnych Europejczyków, choć nikt jawnie nie traktuje ich - podobnie jak masonów czy iluminatów - jako realnej siły wpływającej na bieg zdarzeń. Wpływają przecież planety, lub cokolwiek innego, bo przecież nikt nie potrafi wyjaśnić jak działa (lub nie działa) astrologia. Słowa jednak padają a ich znaczenie trwa od kilku tysięcy lat.

Druga dziedzina to magia. Tu sytuacja jest bardziej klarowna, ponieważ bogów G/R przywołuje się jawnie. Żyjemy co prawda w czasach, kiedy paradygmaty magiczne zyskały niespotykana dotąd różnorodność oraz indywidualizm formy i treści a skutkiem tego jest fakt, że obok bóstw które czczono przez tysiąclecia i składano im niejednokrotnie krwawe ofiary korzysta się z panteonów całkowicie fikcyjnych, wziętych z kultury pop, komiksów, powieści fantasy, a niekiedy wręcz tworzonych ad hoc. Nie zmienia to jednak faktu, że grecko - rzymski "ekosystem" bogów ma się dobrze. Wystarczy przypomnieć sobie tablice magiczne Crowleya albo pietyzm z jakim opisuje on w jednym ze swoich dziel przygotowanie świątyni Posejdona. Jego magiczni następcy - co widać po zawartości dyskusji internetowych nadal idą ta droga. Jest to moim zdaniem w dużej mierze zasługa tego, że w szkołach naucza się mitologii G/R i jest ona lepiej znana niż inne mitologie - w tym chrześcijańska. Każdy wie kim jest skrzydłonogi Merkury, nie każdy natomiast - kim jest św. Ekspedyt. Takie przykłady można by mnożyć. Są obecne w ikonografii konkurencyjnych religii (Hermes Krioforos - dobry pasterz niosący na ramionach baranka), rozrywce (teleturniej Koło Fortuny), w medycynie (choroby weneryczne), w biznesie (gdzie świątynie handlu nazywa się - jak na warszawskim Żoliborzu - Merkury lub Arkadia) i w wielu innych dziedzinach, przy czym obok większości takich nawiązań przechodzimy obojętnie, traktując je nie jako coś obcego i egzotycznego, ale właśnie jako element naszego dziedzictwa kulturowego który nie dziwi i nie wymaga wyjaśnień. W tej obojetności/oczywistości żyją - moim zdaniem - greccy bogowie. Żyją nie jako bóstwa, do których przychodzi się z interesem, składając im ofiary i domagając się interwencji, ale jako patroni pewnych zjawisk, milczący opiekunowie, dzierżawcy pewnych idei. Jako bogowie na emeryturze, którzy samą swoją dyskretną obecnością wspierają poświęcone im dziedziny życia. Dlaczego wciąż - mimo upływu czasu i napływu wrogich im idei - trwają na swoim miejscu? To już osobny temat.


Inqbus
e-mail



Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
drukujDrukuj

Promocje

Ogłoszenia

menu ruchome
rozwiń menu --»


© Copyright by Taraka. Prawo rozpowszechniania zastrzeżone.
wróć na górę wróć na górę
Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)