Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 czerwca 2010

Jerzy Kolarzowski

e-tom: Prawa jednostki ludzkiej w koncepcjach Braci Polskich

Prawa jednostki ludzkiej w koncepcjach Braci Polskich
Rozdział II książki "Idea praw jednostki w pismach Braci Polskich. U narodzin nowożytnej koncepcji praw człowieka", Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2009


  (1)    2    3    4    5    6    dalszy >  

Rozdział II książki "Idea praw jednostki w pismach Braci Polskich. U narodzin nowożytnej koncepcji praw człowieka". Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2009

1. Idea poszukiwania prawdy i prawo do wolności przekonań


Bracia Polscy wobec przeszłości i wyzwań czasów im współczesnych


Bracia Polscy, będąc heroldami idei poszukiwania prawdy i domagając się dla wszystkich szeroko pojętej wolności sumienia, musieli przemyśleć wiele zagadnień przeszłości w tym określić się wobec całej historii chrześcijaństwa. Ponadto uważali za stosowne odnieść się do wielu problemów, które przynosiły ze sobą czasy im współczesne. Walczyli o wolność przekonań, domagając się jej głównie w zakresie ekspresji religijnej. Bracia Polscy przyznawali każdemu prawo do poszukiwania prawdy nawet z możliwością popełniania błędów.

Niecodzienność Braci Polskich polegał na tym, że jako jedyni w nowożytnej Europie odnawiając herezję Ariusza mieli nadzieję, że skłonią wszystkie ugrupowania religijne Reformacji do swobodnego poszukiwania prawdy i uzyskają prawo do samodzielnych badań źródeł religijnych. W środowisku Braci Polskich uważano, że problem prawdy w religii splata się nierozerwalnie z zakresem indywidualnej wolności człowieka. Stąd też chcieli takiej religii, która przydawałaby każdemu możliwie najwięcej wolności. Tak rozszerzona wolność miała łączyć się z postulatem "religii zgodnej z rozumem".

Religie przekazują swoim wyznawcom pewien zespół przekonań, które uważają za prawdy absolutne. Jednocześnie religie nakładają na jednostki szereg obowiązków a także zakazów i nakazów, od spełniania których uzależniają otrzymanie nagrody obiecanej poza horyzontem doczesnego bytowania człowieka. Całościowy system wierzeń, dotykając momentów "przejścia", dokonuje interpretacji przede wszystkim początków i końca życia, zawsze, zdominowanych sferą emocji. Kościoły wiążą indywidualne pragnienia, nadzieje i perspektywę wyzwolenia od śmierci wiecznej we wspólnotę zorganizowaną wokół rytuałów i treści przekazywanych do zawierzenia. Na styku poznania tego co objawione z zakresem indywidualnej wolności jednostki tworzą się określone koncepcje myślenia i postępowania.

Polscy arianie twierdzili, że trzeba by kolejne pokolenia budowały swój kościół, odrzucając w nim to, co utrwalone w stereotypach i tradycjonalistyczne. Ci, którzy mają nazywać się Chrystianami winni się wielu zastanym schematom myśli, mowy i uczynków przeciwstawiać. Przeciwstawienie się tego typu stagnacji postulował Stary Testament a Nowy Testament uczynił z emancypacji ideał człowieka, poszukującego sensu życia w dążeniu do zbawienia. W swoich kazaniach głosili, że tylko jednostki łamiące zasady dekalogu winny być uważane za niebezpieczne i groźne dla ładu społeczności wierzących. Nie można stawiać ich w jednym rzędzie z tymi, którzy jak Sokrates w Atenach nawoływali i czynnie praktykowali odwagę myślenia.

Socynianie odcinali się od całej historii kościelnej, którą utożsamiali z dziejami niegodziwego papiestwa. Wskazywali na fakt, że jedynie edykt mediolański 313 roku, który zrównywał chrześcijaństwo z religią pogańską otwierał w Cesarstwie Rzymskim krótki okres daleko idącej wolności i swobodnego konkurowania pomiędzy różnorodnymi postawami religijnymi i nurtami filozoficznymi. Jednak już w czasie swego panowania cesarz Konstantyn a później także jego następcy zorientowali się, ze chrześcijaństwo może stanowić doskonały instrument ideologiczny do legitymizowania władzy świeckiej i utrwalania postaw zachowawczych. Stopniowo uznawali zatem chrześcijaństwo za jedyną religię państwową. Przyczyniło się to do zniszczenia imperium rzymskiego i jednocześnie całkowicie wypaczyło pierwotne orędzie Jezusa Nazarejczyka. Chrześcijaństwo bowiem poprzestawało na domaganiu się wolności jednostki jedynie w wewnętrznym wymiarze pogłębiania wiary a sferę rozstrzygnięć doktrynalnych pozostawiło w gestii administracji kościelnej i cesarskiej.

Upadek średniowiecznego porządku opartego na tradycyjnej religijności następował w kilku etapach. Był to porządek świata wznoszonego przez stulecia, zwłaszcza w okresie od XI do XIV-ego w.. Istotą tego porządku było zespolenie zarówno tego co politycznie całościowe jak i cząstkowe w uniwersalnym wymiarze religii. Za całości polityczne uważano np. cesarstwo, królestwo, miasto. Częściami tych politycznych całości były wspólnoty lokalne, stany, czy poddani. Wspólna wizja, odnosząc zarówno całości jak i części do Boga, mogła działać na zasadach pozostającego w izolacji świata europejskiego od czasu do czasu uzupełnianego średniowiecznymi rozstrzygnięciami doktrynalnymi. Skąpo korzystano ze źródeł antyku.

Renesans to zmienił, począwszy od otwarcia horyzontów geograficznych, aż po nieograniczone niczym badania spuścizny starożytności. Zniesiono wiele dotychczasowych poglądów dzięki gwałtownemu przyrostowi informacji z różnych dziedzin. Tak jak przestał być tematem lęków horyzont geograficzny mórz, podobnie stało się z widzeniem anatomii ciała ludzkiego. Było nie tylko odwzorowywane na płótnach artystów w całym swym pięknie, ale także poddawane badaniom. Na przykład Leonardo da Vinci, Michał Servet i inni badacze renesansowi dokonywali potajemnie sekcji zwłok.

Wolność poszukiwań naukowych, wolność w sferze przekonań i wolność w zakresie interpretacji prawd objawionych zaczyna współtworzyć nowe oblicze cywilizacji postrenesansowej Europy. Postulat wolności w sferze duchowej wyprzedzał wolność osobistą i społeczną. Wolność osobista i odrzucenie przywilejów stanowych było postulowane przez tych, którzy próbowali ustanowić fundament wolności potrzebny dla każdej jednostki w realizowaniu jej możliwości życiowych.

Działającym na przełomie XVI i XVII w. Braciom Polskim trudno było ocenić w jakim stopniu renesansowy przełom poprzedzał załamanie się porządku średniowiecznego. Dopiero ze współczesnej perspektywy można wskazać na czas wojny trzydziestoletniej 1618 -1648 jako okres pełnego upadku tego co było sferą polityczną jeszcze od Średniowiecza [1]. Feudalny porządek przyznawał ludziom prawo do życia, prawo do przynależności stanowej i kościelnej. Najpierw dla przywódców Reformacji a także dla całych wspólnot zrewoltowanych kościołów jak np. dla wspólnoty socynian ten nader szczupły zakres indywidualnych praw był nie zadawalający. Stąd też zrodził się pomysł, by przede wszystkim przez zakwestionowanie przynależności do Kościoła rozpocząć przebudowywanie całego ładu społecznego. Bracia Polscy zwłaszcza w pierwszym okresie istnienia zboru starali się popierać te dążenia.

Żeby móc osiągnąć wolność w sferze społecznej, Bracia Polscy udowadniali, że trzeba najpierw "zasypać przepaść" między postulowaną przez Kościół rzymski wolnością wewnętrzną utożsamianą z wolnością duchową a wolnością zewnętrzną wyrażającą się w swobodzie do ekspresji poglądów i przekonań odmiennych od uznanych. W sredniowieczu zarówno filozofowie, uczeni jak i reformatorzy religijni mieli niewielki wpływ na losy społeczeństw. Bardzo powoli uświadamiano sobie, iż prawo do poszukiwania prawdy jest jedną z najbardziej pojemnych kategorii w katalogu praw przysługujących jednostce. a konkurujące ze sobą umysłowości stanowią istotę postępu ludzkości.

Przedstawiciele socynian mieli świadomość, że przyszło im żyć w czasach przełomowych. Pragnąc uzgodnić to poczucie z głęboka religijnością uważali, że pragnienie zbawienia wiecznego należy w czasie życia na ziemi wiązać z myśleniem i wysiłkiem człowieka zwracającym się w przyszłość a nie z postawą człowieka zapatrzonego w przeszłość. Te niezwykle uwspółcześniające i prawie utopijne dążenia charakteryzują większość wystąpień i traktatów spisanych przez Braci Polskich. Zamierzali w pełni korzystać ze wszystkich dobrodziejstw epoki renesansu, przede wszystkim zaś z wynalazku druku. Zatem nic w tym dziwnego, że niektórzy badacze ery nowożytnej - zajmujący się problemem indywidualizmu jednostki - ujmują epokę odrodzenia w perspektywie upowszechnienia wynalazku druku. Odkąd druk pojawił się obok słowa mówionego, czy nawet je zastąpił, świeccy uczeni mogli sami czytać całe Pismo Święte oraz stosowne komentarze. W rezultacie w większym stopniu skupiali się na analizie treści i krytyce wzajemnych argumentów. Świeckich czytelników mniej przejmowała duszpasterska troska niż ich duchownych prekursorów, rozprawiali o teorii etycznej, ale nie byli odpowiedzialni za "leczenie dusz" [2]. Szesnastowieczni humaniści zajmowali się problemami filozofii praktycznej, natomiast filozofowie XVII -wieczzni, z właściwym sobie dystansem, zajęli się kwestiami teoretycznymi. Bracia Polscy z charakterystycznym dla siebie przywiązaniem do humanizmu "Złotego wieku" pozostali po większej części wierni myślicielom praktycznym. Natomiast w zakresie teoretycznym na styku filozofii i teologii interesowali się różnorodną interpretacją Pisma Św. i traktatów dotyczących historii chrześcijaństwa [3]. Postulowali konieczność nadrobienia wielowiekowych zaniedbań w badaniach nad Biblią. Wskazywali na przykład na fakt, że Tertulian głosił wolność przekonań, ale wyłączał z niej prawo do interpretacji Pisma Świętego, co miało pozostać przywilejem pozostającym jedynie w gestii duchowieństwa. Stąd też tak ogromne znaczenie nabierał spór o dostępność dla wszystkich Prawdy Objawionej. Stawiało to w sposób niejednoznaczny kwestie wolności przekonań od początków ery chrześcijańskiej, pozwalając całemu obozowi Reformacji negować ustalenia soborów, synodów i papieży.

Arianie byli jedynym ugrupowaniem Reformacji, które stanęło na stanowisku indywidualnej wolności w dochodzeniu do prawdy w tym prawdy religijnej. Co za tym idzie przyznali oni każdemu swobodę w badaniu i interpretacji Biblii. Bracia Polscy stali się więc kontynuatorami idei Włodkowica i ogniwem pośrednim miedzy sporami teologicznymi XV i XVI stulecia a okresem europejskiego oświecenia. Poszukiwanie prawdy przez indywidualną jednostkę stało się dla nich integralną częścią postawy religijnej. Religijność Braci Polskich odzwierciedlała i skupiała w sobie wszelkie cechy epoki, schyłkowego renesansu i początków czasów baroku. Łączyła wiele wątków myśli reformacyjnej z teologią antytrynitarną i boskimi prerogatywami człowieka obdarzonego rozumem. Bracia Polscy w związku z tym, że tak jak inni protestanci odrzucali kult maryjny, kult obrazów i obcowanie świętych, snuli plany że to właśnie oni będą w stanie stworzyć koherentną religię legitymizowaną dzięki niczym nie krępowanym poszukiwaniom intelektualnym i uczciwemu odczytaniu Pisma Św.

Mieli wszakże świadomość ograniczonego zakresu intelektualnych możliwości człowieka. W związku z tym uważali, iż nie każda jednostka, tym bardziej w małej wspólnocie kościelnej będzie mogła zostać teologiem, stąd też podejmowali pewne wysiłki na rzecz przejęcia poprawionych fragmentów zasad wiary z poprzednio wyłonionych kościołów protestanckich.

Usytuowanie Braci Polskich na krawędzi epok nierozerwalnie związało ich osiągnięcia z ideą racjonalizmu postulowaną przez najwybitniejsze umysłowości postrenesansowego przełomu. Mieli oni nadzieję, że wprowadzenie idei racjonalizmu pomoże w poszanowaniu godności jednostki i niezbędnej dla tej godności wolności człowieka. Dla socynian racjonalizm wydawał się ideą zbawienną. Należy uczynić wszystko, by religia w sposób prawdziwy prawdziwy wzmacniała osobowość swego wyznawcy w imię duchowej przemiany, której wyrazem ma być odporność na pokusę sięgania po środki przymusu.

Racjonalizm rozumiano wówczas zarówno jako postawę życiową, postulując tak często jak to tylko możliwe opieranie się na dociekaniach rozumu, jak i postulat metodologiczny dla wszystkich zamierzających uprawiać aktywność naukową. Racjonalizm wówczas był ideą konieczną, gdyż wobec niekończących się sporów religijnych trzeba było, nie negując tradycji chrześcijańskich, znaleźć nową płaszczyznę rozwiązywania problemów i sporów. Postulując oparcie się na twardych zasadach rozumu nie zaczynano od podstaw. Racjonalistyczna w swym wyrazie była cała europejska elita intelektualna. Poczynając od Michela Montaigne`a czy Erazma z Rotterdamu, kult rozumu na trwałe zagościł w dysputach intelektualistów. Stał się częścią akademickiego światopoglądu i mimo, że przygasał na jakiś czas oddziałał znacząco na większość intelektualnej elity XVII stulecia a na pewno na pierwszą jego połowę.

W rozpatrywaniu dynamiki Reformacji można zwrócić uwagę na fakt, że jej początki to jest myśl Erazma i bunt Marcina Lutra, wypływały z przesłanek racjonalistycznych, od których jednak później odstąpiono. Postulaty indywidualistycznego racjonalizmu i wolności w zakresie rozważań teologicznych czy filozoficznych były piętnowane przez Kościół katolicki. Wolność taką uważano za niebezpieczną dla autorytetu wiary. Tymczasem socynianie dowodzili, że w przypadku autorytetu instytucji Kościoła czy papieża mamy do czynienia ze spiralą błędnego myślenia. Autorytet Kościoła wyprowadza się z Pisma Św., którego wiarygodność także wymaga dowodu. Natomiast dowodu na prawdziwość treści Pisma Św. dostarcza Kościół. Dowody zatem prowadzą we wzajemnie przeciwne kierunki a niemożność ich rozdzielenia układa się w tautologię.


Socynianie wobec głównych nurtów Reformacji


W obozie protestanckim tendencje racjonalizacji przekonań religijnych wychodziły na przeciw rozumowemu analizowaniu Pisma Świętego, jednak wynikające z nich spory starano się w sposób istotny ograniczyć. Mimo to nie uniknięto sporów o interpretację Pisma Świętego. Chcąc im zapobiec Luter i Kalwin wyłącznie sobie uzurpowali prawo do interpretacji słowa Bożego.

Pozateologiczne kwestie wyglądały różnie w kościołach oddzielonych. Luteranizm czerpiąc z nominalizmu Wilhelma Ockhama w większym stopniu, niż czynił to Kościół rzymski, oddzielił sacrum od profanum [4]. Sferą profanum stało się życie rodzinne i inne przejawy życia potocznego ale też kwestie rządzenia ludźmi, sprawy władzy i polityki [5]. Luter korzystał z poparcia przychylnych mu książąt niemieckich, ale kwestie życia religijnego i Kościoła traktował jako sferę dla nich nie dostępną, narzucając parafii luterańskiej daleko idącą autonomiczność. Inaczej natomiast Kalwin, który próbował dokonać symbiozy tego, co połączyło by praktykę życia społecznego i politycznego z religijnością wspólnotową [6]. Ziemskie bogactwo uważał za przesłankę do osiągnięcia zbawienia po śmierci. Kalwin odstępców od doktryny religijnej gnębił i krwawo prześladował.

Bracia Polscy uważali postępowanie luteran za niekonsekwentne a rozstrzygnięcia Kalwina za skandaliczne i niemożliwe do przyjęcia. Postulowali głęboką religijność na poziomie wspólnoty - gminy i jednocześnie odcinali się od istotnych związków ze strukturami państwa. Jednocześnie socynianie twierdzili, że prawo do indywidualnego dociekania prawdy także w obrębie religii może stać się źródłem innych praw i wolności człowieka. To także powodowało opór środowisk protestanckich. Bracia Polscy spotykali się z silną krytyką, gdyż na podłożu racjonalizmu i logicznych interpretacji Pisma Świętego w pierwszej kolejności odrzucili dogmat Trójcy i w nowatorski sposób interpretowali wiele fragmentów Ewangelii [7]. Socynianie musieli zmierzyć się z polemiką teologów kalwińskich, dotyczącą sporów o granice prawdy i wolność człowieka w zakresie kwestionowania prawd religijnych. Chociaż obawiali się, że w tych debatach mogą nie odnieść zwycięstwa nie chcieli zrezygnować ze swego antydogmatycznego credo głównie ze względu na postulat wolności człowieka. Prężna organizacja kościoła ewangelików reformowanych zdążyła wykształcić liczną grupę pastorów i teologów, broniących religijnych tajemnic.

Fundamentalne pytanie powracające w prowadzonych sporach z innymi grupami protestantów dotyczyło istotnej dla religijności człowieka hierarchii poznawania prawd. Inaczej mówiąc, jakiego rodzaju prawdą jest prawda religijna? Czy jest to prawda, która należy do tego samego rodzaju prawd, które może rozpoznawać rozum ludzki? Czy też jest to prawda ponadnaturalna, przekraczająca wszystkie inne a zatem usytuowana w porządku metafizycznym? Niejednoznaczność tej kwestii widać szczególnie w poglądach samego F. Socyna, który twierdził, że jeśli religia jest prawdziwa, musi być zgodna z rozumem. Rozum zatem staje się gwarantem prawdy religijnej i ludzkie myślenie dostarcza jej uprawomocnienia. Jednocześnie wypowiadał dobitnie też inną tezę, że rozum ludzki nie jest w stanie samodzielnie dojść do poznania podstawowych prawd dotyczących religii, samego Boga, w tym także prawdy o Jego istnieniu. Religia nie istnieje jako prawda naturalna. Wiedza religijna i wiara nie mają charakteru wiedzy wrodzonej. Nie pochodzą one także wyłącznie z refleksji nad światem. Wszystko, czego ludzie dowiadują się na temat religii, pochodzi z objawienia zawartego w Piśmie Świętym. Spisane Słowo Boże nie może być sędzią, jak tego chcą na przykład ewangelicy, lecz jest tylko normą wiary. Podobnie jest w prawie karnym, gdzie kodeks nie wydaje sam orzeczeń, lecz na jego podstawie wydaje je ktoś inny, mianowicie sędzia [8]. Jeśli więc Pismo Św. jest normą wiary, to musi być ktoś, kto tłumaczy jego prawdziwy sens. W tłumaczeniu Pisma nie należy powoływać się na natchnienie Ducha Św. ani na autorytet instytucji religijnych. W przypadku natchnienia duchowego, jakie można znaleźć w mistycznych wątkach obecnych w innych kościołów protestanckich, możemy ulegać złudzeniu właściwego rozumienia. Takie rozumienie nie ma jednak kryterium weryfikującego prawdziwość wizji pochodzących z natchnienia.

Arianie nie negowali faktu, że Bóg jest niezgłębiony i że człowiek nigdy nie będzie w stanie w pełni pojąć Boga. Zwracali jednak uwagę, że argument niemożności ogarnięcia Boga i jego zamierzeń jest przez ich przeciwników nadużywany. Biblia rzeczywiście mówi, że Bóg jest niepojęty w swej mądrości, w swej wszechmocy, w swej zdolności przewidywania wydarzeń, w swej zdolności przenikania ludzkich myśli i uczuć, w swej wieczności, dzięki której istnieje bez początku. Niemniej uważali, że głównie rozum ludzki musi orzekać, czy Pismo Św. naprawdę pochodzi od Boga, a sposób jego interpretacji jest wyłącznie kwestią rozumową. Skoro zatem w Piśmie Św. nie znajdujemy żadnego ustępu dotyczącego Trójcy Świętej czy obcowania świętych należy te kwestie uznać za niepotrzebne, nieprawdziwe naleciałości hellenistycznego antyku czy zwyczajów pogańskich i w konsekwencji odrzucić.

Godnym wyjaśnienia może być zjawisko polegające na stygmatyzacji obozu radykalnego w końcowej fazie Reformacji. Stygmatyzacja ta polegała na diametralnym rozdzieleniu "litery" Pisma Świętego od historii Kościoła. Bracia Polscy wprowadzili linię graniczną pomiędzy Biblią a zastaną tradycją. Po jednej stronie tej linii znalazło się Pismo Święte - źródło wszelkiej prawdy pochodzącej z Objawienia, po drugiej zaś - historia Kościoła - tradycja postrzegana przez obóz reformacyjny jako zatruta i niezgodna z objawieniem. Trójca Święta zdaniem arian z III i IV w. a później Braci Polskich należała do tego drugiego, "zatrutego" obszaru wiedzy. W ten oto sposób Bracia Polscy wpisywali się w nurt chrześcijaństwa, negujący ustalenia okresu patrystycznego i późniejszych soborów. Antykatolicyzm był postawą całej Reformacji, niemniej antykatolicyzm i antypapizm Braci Polskich szedł bardzo daleko. Wprawdzie nie nazywali papieża jak Luter [9] w swoich kazaniach Antychrystem ale odmawiali Kościołowi Katolickiemu prawa do świętości, głosząc, że ci którzy dobrze nie postępują, nie mają podstaw by innym zabraniać swobodnego myślenia.


Osiągnięcia i kontrowersje teologii ariańskiej


Teologia jest dziedziną o dalekosiężnych konsekwencjach aksjologicznych, w której szczegółowe rozstrzygnięcia doktrynalne mają istotne konsekwencje dla wyprowadzanych z nich stanowisk w tym, co oczywiste, dla idei poszukiwania prawdy i wolności przekonań. Stąd też Bracia Polscy z ogromnym trudem wypracowywali zręby swojej koncepcji religijnej i niejednokrotnie - zwłaszcza w sporach prowadzonych z przedstawicielami innych Kościołów - bagatelizowali występujące wśród nich różnice. Gremialnie, przedstawiciele Eclesia Minor - Zboru Mniejszego, głosili wolność w zakresie poszukiwania prawdy i postulowali samodzielne budowanie światopoglądu religijnego. Niewątpliwą zasługą tego radykalnego odłamu reformacji w Polsce stał się pewnego rodzaju przewrót umysłowy, polegający na zwróceniu uwagi, iż ci którzy samodzielnie dokonują wysiłków w imię poszukiwania prawdy odwołują się do tego, co najdoskonalsze w bytowaniu człowieka. Zatem rozum człowieka zyskał w religii ariańskiej pełną suwerenność a sfera wierzeń religijnych była niejednokrotnie sprowadzana do rozumowych spekulacji. Socynianie zatem jako pierwsi odważyli się postawić znak równości, między intelektualnym wysiłkiem człowieka pochylonego nad zagadnieniami religijnymi a czystym aktem wiary.

Szymon Budny postulował: (...)"wolność mówienia o rzeczach Boskich nie jedno uczonym, ale i nieukom; nie jedno uczycielom, ale i uczniom; nie jedno pastyrzom, ale i owieczkom, nie jedno bogatym, ale i ubogim. Swoboda we zborzech naszych do mówienia o rzeczach świętych, o rzeczach zbawiennych i ku wiedzeniu każdemu zbożnemu potrzebnych (...) wszytkiego próbować, chociaby sie co zdrożnego abo i niezbożnego być zdało" 7 [10].

Dochodzenie do prawdy zdaniem Budnego ma następować w drodze swobodnego wypowiadania się ludzi natchnionych przez Boga, tak jak to miało miejsce za czasów pierwszych apostołów. Następnie Faust Socyn, wypowiadał zbliżony pogląd, mówiąc iż herezje wywodzące się nie z żądzy zysków czy chęci wywołania zamieszek, wynikają z pragnień poszukiwania prawdy. Mówił, że w poszukiwaniu tym kierujemy się tak świadomością jak i intuicją a każda z nich może błądzić. Wówczas herezja jest "chorobą" intelektu, nie zaś woli. Stosownie do przyjętego przekonania należy ją leczyć przekonywaniem, a nie dręczyć błądzącego, umieszczając w więzieniu. Można zatem szerzyć dowolne poglądy, byle nie mąciły one pokoju publicznego, i byle ich wyznawcy byli subiektywnie przekonani o słuszności swych zapatrywań. Ewentualna herezja jest rozpatrywana na płaszczyźnie intelektualnej jako błąd w rozumowaniu, a nie jako brak bożej łaski.

Socynianie podważali zatem koncepcję, zgodnie z którą wiara wypływa z łaski Stwórcy obdarzającego człowieka wiarą lub odmawiającego jednostce tego daru. Uważali, że wysiłek umysłowy wolnej jednostki dociekającej prawdy może zostać nagrodzony łaską lepszego zrozumienia spraw ziemskich i boskich. Zatem idea rzetelnego poszukiwania prawdy, pomimo niebezpieczeństwa pojawienia się błędów, przestała być dla nich grzechem. Stanowisko to wyróżniało Braci Polskich od głównych kościołów protestanckich, jak i, co oczywiste, ścierających się z nimi sił kontrreformacji katolickiej.

F. Socyn głosił emanacyjną koncepcję Boga, nie będącego bytem wszechwiedzącym, ale zdobywającym wiedzę razem z rozszerzaniem się wiedzy i doświadczeń dzieł przez Niego stworzonych: człowieka i przyrody. Klasyczną tradycją w teologii średniowiecznej było przekonanie, że Bóg jest niezmienny. Socynianie powiedzieli zaś: "nie, to nie prawda". W przeciwieństwie do większości teologów, socynianie wierzyli, że Bóg zmienia się, uczy i rozwija w czasie, tak jak ludzie [11]. Ta antropocentryczna wizja Istoty Najwyższej otwierała drogę do wywyższenia człowieka. Jednostka już nie była istotą podległą Bogu, zmieniła się w indywidualnego współuczestnika stworzenia i partnera stworzenia. Socyniańska koncepcja emanacji Boga w procesie tworzenia była niejako domknięciem dociekań nad zakresem wolnej woli człowieka głównych przedstawicieli Reformacji M. Lutra i J. Kalwina. W koncepcji Socyna wola wszystkich ludzi składa się na wspólny porządek Bosko-ludzki. Rozum każdego - jak wierzyli - staje się autonomicznym pierwiastkiem boskim w każdym człowieku. Taka refleksja socynian, bardziej niż tomizm, kładła nacisk na supremację rozumu ludzkiego, który mógł poznawać nie tylko porządek naturalny ale i wszystkie kwestie nadprzyrodzone. Z powodu tego rodzaju konstatacji następowała zmiana w relacji rozumu do wiary. Wiara zostaje podporządkowana rozumowi i oparta na literalnym odczytaniu Pisma Świętego: "Podobnie jak mistyczni spirytualiści - pisze J. Lecler - Socyn dochodzi do tolerancji drogą indywidualizmu religijnego. Jest jednak pewna, i to zasadnicza różnica. Indywidualizm socyniański, inspirowany przez humanizm, kładzie większy nacisk na wysiłek ludzkiego rozumu niż na swobodne działanie Ducha Bożego. Kościół w takim ujęciu jest już tylko stowarzyszeniem, akademią wierzących; winien być tolerancyjny, ponieważ ostatecznie jest on tylko pomocniczym narzędziem zbawienia" [12].

Stanowisko F. Socyna doprowadził do skrajnej postaci Joachim Stegman (starszy). W traktacie De iudice et norma controversiarum fidei (1644) odrzucił pojęcie "tajemnicy", twierdząc, że w religii chrześcijańskiej jest ono niepotrzebne, a termin "prawda ponad rozum" uznał za nieadekwatny. Wywodził bowiem, że wszystkie treści, które religia podaje do wierzenia, są możliwe do przyjęcia przez człowieka, a więc są na miarę ludzkiego rozumu. Dla Stegmana oczywistym jest fakt, że pewnych prawd religijnych nie da się rozumieć w sposób całkowity, ale to samo można powiedzieć o poznaniu wielu rzeczy ziemskich, naturalnych. Któż ze śmiertelnych osiągnął kiedykolwiek absolutne poznanie rzeczy naturalnych? A przecież nikt nie twierdzi, że poznanie rzeczy naturalnych jest kwestią pozostającą poza zasięgiem możliwości rozumu ludzkiego. Zatem jeśli ograniczyć ambicje poznawcze do wymiarów aktualnie właściwych, okaże się również, że i sprawy dotyczące Boga oraz religii, pozostają w zasięgu racjonalnego poznania. A zatem może być tak, że indywidualny rozum ludzki jest wystarczającym do poznania i zrozumienia prawd religii, wyłożonych w Piśmie. Indywidualny rozum jednostki stanowi zatem narzędzie do osiągnięcia głównego celu stawianego przez religię: osiągnięcia zbawienia [13]. Ponadto stanowisko socynian w nieco łagodniejszej formie wyłożone zostało w polemice Samuela Przypkowskiego z J. A. Komeńskim Animadversiones apologetieae In ... J. A. Comenii libellum, napisanym krótko po roku 1660. Ostatnim, radykalnym i najbardziej znanym traktatem tego nurtu jest Religio rationalis O religii zgodnej z rozumem Andrzeja Wiszowatego, książka napisana już na emigracji, w latach siedemdziesiątych XVII stulecia.

Socynianie w sposób radykalny łączyli poglądy na temat wolności poszukiwania prawdy z często głoszoną ideą ewangelicznego braterstwa. Idea ta narodziła się w trakcie zewnętrznych i wewnętrznych sporów teologicznych a zwłaszcza trynitarnych prowadzonych przez to ugrupowanie religijne. Bracia Polscy atakowali obóz katolicki za ich przekonanie, iż osoby duchowne powinny mieć w kościele i w społeczeństwie więcej praw, niż osoby świeckie. Arianie potępiali tę nierówność wskazując na dogmat trynitarny, w którym głosi się równość i współistotność pomiędzy osobami Trójcy Świętej. Zapytywali więc jak można głosić równość Boga - Ojca i Syna - Zbawiciela a jednocześnie nie chcieć wprowadzić jej między członkami Kościoła na ziemi. Stąd tez Bracia Polscy atakowali duchowieństwo za przysługujące im przywileje, za wywyższanie się we wspólnocie wiernych i za zanegowanie ducha ewangelicznego braterstwa. Swym przekonaniom na ten temat najpełniej dali wyraz na kartach Katechizmu Rakowskiego, w którym czytamy: "Chociaż bowiem jedni z braci górują nad innymi pod względem przymiotów umysłu, to jednak jesteśmy wszyscy równi pod względem wolności i prawa synostwa... Tak więc widzisz, miły czytelniku, że chociaż bronimy swobody głoszenia wiary i nikomu w Kościele siłą czy gwałtem ust zamykać nie chcemy (...)" [14].

W roku 1598 delegacja Braci Polskich z Krzysztofem Ostrorodtem i Andrzejem Wojdowskim wyruszyła na Zachód Europy, pragnąc znaleźć terytorium i współwyznawców, w którymś z krajów protestanckich. Powodem tej misji były również wystąpienia anty-różnowiercze ludności polskiej podburzonej przez jezuitów jak i prokatolicka polityka Zygmunta III Wazy. Emisariusze socyniańscy w pierwszej kolejności udali się do zrewoltowanych prowincji Niderlandów, by tam móc założyć przedstawicielstwo swego wyznania. Spotkali się jednak z oporem ze strony obydwu walczących ze sobą obozów katolików i kalwinów. Wygłosili podówczas słynne przemówienie do Stanów Generalnych Zachodniej Belgii, w którym znajdujemy przesłanie całkowitej wolności w zakresie poszukiwania prawd religijnych: " [...] Nie chcemy już więcej roztrząsać tego, czy sprawa religii przynależy do spraw podlegających Urzędowi, czy też nie, lecz stwierdzamy, że nic bardziej nie przyczynie się do pomniejszenia i zniewagi czci bożej oraz do wprowadzenia zamętu i niepokojów w sprawy Kościoła i państwa, jak ów pogląd, że urząd, aby strzec owej czci oraz spokoju w Kościele Chrystusowym, może i winien posługiwać się siłą. Że tak właśnie jest, dyktuje nam sam rozum i ewidentnie pouczyć może doświadczenie. Któż bowiem nie pojmuje, że skoro tylko jakiejś sekcie uda się przeciągnąć na swą stronę władzę świecką, to zaraz zacznie dokładać wszelkich starań, by tylko ona, choćby głosiła poglądy najbłędniejsze i najzgubniejsze, w państwie panowała; i żeby wszystkie sekty pozostałe, choćby wyznawały poglądy o wiele lepsze, zostały wytępione. I w ten sposób przyczyniać się będzie, ile tylko będzie mogła, nie do zachowania czci bożej i spokoju Kościoła, lecz do tego, by cześć tę znieważać i siać zamęt w Kościele, a równocześnie naruszać spokój państwa i wreszcie narażać je na największe niebezpieczeństwo [...]. Nie na tej drodze, nie tymi sposobami (Prześwietne Stany) strzeże się czci bożej oraz spokoju Kościoła i państwa. Przeciwne, są to metody dla Kościoła i państwa po prostu zabójcze, co wy sami - o czym ani przez chwilę nie wątpimy - częściowo pojmujecie lub przynajmniej pojąc jesteście w stanie." [15]

Ponieważ emisariusze ariańscy musieli opuścić zrewolucjonizowane Zjednoczone Prowincje udali się na południe Niemiec do Frankonii i luterańskiego ośrodka w Altodrfie. Zetknęli się tam między innymi z sprzyjającym poszukiwaniom intelektualnym Philipe Carmerariusem [16]. Rozpoczęło to okres osiemnastu lat współpracy środowiska Socynian z tym uniwersytetem.

Okres współpracy przedstawicieli środowiska arian z profesorem filozofii w Altodorfie Ernestem Sonerem rzuca światło na relacje tej grupy wobec europejskiej filozofii [17]. Istotnym pytaniem, którego nie sposób pominąć, analizując poglądy i świadectwa pozostawione przez Braci Polskich, jest obecny w ich światopoglądzie szczególny stosunek religii do filozofii. Socynianie odrzucili w swoim światopoglądzie zarówno arystotelesowską metafizykę jak i kartezjańską ontologię Boga [18]. Można powiedzieć, że żaden system filozoficzny nie przystawał do ich oryginalnego światopoglądu.

Tymczasem Soner, wykształcony na północy Włoch, niemiecki uczony, zaczął budować system, w którym włączył w ramy modelu metafizyki takie tezy, jak: stworzenie świata w czasie, szeroko pojmowaną wolną wolę człowieka i nieśmiertelność każdej osoby ludzkiej. Tę ostatnią tezę wyłożył w sposób zgodny z poglądami socyniańskimi, iż ludzie w momencie zmartwychwstania otrzymają nie swoje dawne ciała, te bowiem ulegną zniszczeniu, lecz ciała nowe, "chwalebne" corpora gloriosa.

Rozważania Ernesta Sonera wprowadzały pierwiastek humanistyczny w wiele obszarów religii. Prowadziły jednak do sporów dotyczących teologicznych atrybutów Boga. Spór ten był interpretowany w duchu dzieła A. Cesalpina, Quaestionum Peripateticorum libri quinqu [19] i sprowadzał się do pytań o zakres wszechwiedzy i zakres wolnej woli Boga jako Istoty Najwyższej.

Zdaniem socynian zasada absolutnej wolności woli kłóci się z pojęciem bożej przedwiedzy (praescientia divina). F. Socyn, pozbawiał Boga wszechwiedzy. Dowodził - czyż można mówić, że wola ludzka jest wolną, jeśli Bóg od przedwieków zna wszystkie uczynki i myśli wszystkich ludzi, jeśli wiedział o tym, jak dany człowiek postąpi w każdym konkretnym wypadku, zanim jeszcze ów człowiek pojawił się na świecie? Ponieważ teza o przedwiedzy bożej nie da się wedle Socynian pogodzić z zasadą wolności woli, należy ją bezwzględnie odrzucić. Bóg wie tylko to, co może wiedzieć - Deus scit omnia, quae scibilia sunt. Nie może zaś wiedzieć tego, co w przyszłości może, ale nie musi się zdarzyć quod est futurum contingens, wie zaś o przyszłości tylko to, co się musi stać na pewno -quidquid certo futurum est [20].

E. Soner, udowadniał, że źle rozumiemy pojęcie woli bożej. Bóg choć stworzył świat nie dysponuje pełnią wolnej woli by weń ingerować [21]. Z powodu rozbieżności zdań na powyższy temat pojawiła się intelektualna niechęć niektórych arian do filozofii. Wówczas znajdował wielu zwolenników pogląd F. Socyna dotyczący tzw. prawd koniecznych, które muszą być przedmiotem wiary w celu osiągnięcia zbawienia.

Socynianie jak cały obóz reformacyjny przyjmowali koncepcję "usprawiedliwienia z wiary". Według Socynian usprawiedliwienie przed Bogiem i odpuszczenie grzechów otrzymujemy nie dzięki zasługom naszych uczynków, lecz dzięki wierze. Zdaniem Socyna i jego współbraci od wolnej woli człowieka zależy, czy zechce uwierzyć, a w konsekwencji - czy będzie zbawiony. Ten antropologiczny optymizm różnił socynianizm od pozostałych doktryn religijnych wyrosłych z Reformacji. Z tym optymistycznym przekonaniem korespondował pogląd, że do zbawienia niezbędna jest wiara tylko w niewielką ilość dogmatów, czyli w tzw. prawdy konieczne. Poglądy intelektualistów ariańskich na temat możliwości zbawienia osiąganego na drodze spekulacji rozumu akceptowano, ale tego rodzaju stanowisko uważane było za wyrażone w sposób nazbyt śmiały. Wielu kaznodziei z grona Braci Polskich, zgodnie z nauką Socyna, rozpoczęło głoszenie podziału prawd religijnych na podstawowe - konieczne, które trzeba przyjąć poprzez akt wiary i inne, dotyczące świata i objawień bożych, dla których rozum ludzki jest jedynym i wystarczającym gwarantem.

Jednocześnie w zborze Braci Polskich głoszono, że błędne poglądy religijne jeśli tylko nie dotyczą prawd koniecznych, nie są przeszkodą do zbawienia. Za prawdy konieczne uważano te dogmaty, bez których nie może istnieć wiara w misję Chrystusa i spełnienie Jego obietnic. Prawdy te są jasne i powszechnie zrozumiałe. Są to w istocie najogólniejsze założenia chrystianizmu, wspólne wszystkim istniejącym kościołom chrześcijańskim. Nie wykluczają więc od zbawienia jak sformułował to sam Socyn w Wykładach rakowskich, poglądy nawet tak błędne i niezmiernie szkodliwe, jak wiara w Trójcę Świętą czy w predestynację. Tak więc w socynianizmie mamy do czynienia z pewnego rodzaju redukcją wiary, w myśl idei daleko idącej tolerancji dla wszystkich chrześcijan, chociaż zróżnicowanych pomiędzy sobą w wielu elementach wierzeń.

Z drugiej strony w doktrynie socyniańskiej spotykamy się z naciskiem na etyczne treści religii, które wymagają od człowieka posłuszeństwa moralnym nakazom Ewangelii jako istotnego warunku zbawienia. Przeszkodą w zbawieniu z całą pewnością jest postępowanie sprzeczne z etyką Ewangelii. Socynianie zatem głosili możność osiągnięcia zbawienia w każdym z istniejących Kościołów chrześcijańskich, jeśli tylko postępuje się zgodnie z etyką ewangeliczną. Tak wypracowane stanowisko w zakresie filozofii religii wspierało i utorowało drogę pojmowaniu przez obóz radykalny idei tolerancji jako części ich misji religijnej w podzielonej wojnami religijnymi Europie. Zatem wolność i idąca z nią w parze tolerancja była dla socynian warunkiem prawomyślnego działania jednostek oraz istnienia prawidłowych więzi między ludźmi.



Jerzy Kolarzowski

Rozdział II książki "Idea praw jednostki w pismach Braci Polskich. U narodzin nowożytnej koncepcji praw człowieka". Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego 2010



[1] Teza I. Wallersteina głoszona w kilku jego książkach a także wywiadach, m.in. w wywiadzie z J. Żakowskim zamieszczonym w książce Koniec. Rozmowy o tym, co się popsuło w nas, w Polsce, w Europie i w świecie, Warszawa 2006.

[2] E. Eisenstein, Rewolucja Gutteberga, Warszawa 2005

[3] H. Levin, The Myth of Golden Age in the Renaissance, London, 1970, (przekł. polski fragm.) Mit złotego wieku - prehistoria, "Pamiętnik Literacki", t. LXXIII, 1982, z. 3 - 4.


[4] Niezwykłość krytycznego racjonalizmu Ockhama polega na tym, że czyni on przykazania Boga arbitralnymi edyktami, które wymagają posłuszeństwa irracjonalnego. Marcin Luter natomiast nauczał: ze względu na to bowiem, że w każdym czynie jesteśmy zupełnymi grzesznikami i jesteśmy zarazem całkowicie zbawieni i usprawiedliwieni przez Chrystusa, nie ma znaczenia natura takiego czy innego czynu. Założenie, że jakiś czyn może być lepszy od innego, oznacza, że nadal posługujemy się wzorcami prawa, od którego więzów Chrystus nas wyzwolił.

[5] "Mocną stroną Lutra był niewątpliwie fakt, iż w swej argumentacji teoretycznej używał pojęć w aspekcie dynamicznym, by zarówno przez ulubioną przez siebie metodę reductio ad absurdum, jak i przez badanie całego pola znaczeniowego dojść do zastosowania ich w praktyce. Wykorzystując w pełni dialektykę "zgorszenia", jak i "odrzucenia uczynków" doprowadził swe rozumowanie do konkluzji, które założył sobie w sposób nieco aprioryczny". S. Michalski, Protestanci a sztuka, s. 73-74.

[6] "Kalwin nie odrzucał również pojęcia "Kościoła widzialnego". Jest to skądinąd - zwłaszcza na płaszczyźnie instytucjonalno-praktycznej - oczywiste, co ważniejsze, Kalwin stworzył również dla tego poglądu podbudowę teoretyczną. Odniósł on zasadniczo ostrze pytania "wiary w Kościół" do "Kościoła nieznanego" - incognitam ecclesiam, tym samym pozostawiając na uboczu problem teologicznej prawomocności "Kościoła widzialnego", ale wyraźnie stwierdził, że pojęcie to powinno zostać utrzymane". S. Michalski, Protestanci a sztuka, s. 118.

[7]:"Naprzód trzech Bogów (które Trójcą nazwał) sobie zmyślił [Antychryst-papiestwo], potem, aby ich trzema Bogami nie zwano, wynalazł Esencyję, która by je w jednego Boga klijiła (� i nazwał tego Boga Esencyją, Istnością, czasem Trójcą, a czasem Trojakim.", Grzegorz Paweł z Brzezin, Rozdział Starego Testamentu od Nowego, b. m. w., 1568.

[8] Z. Ogonowski, Wstęp, Myśl ariańska w Polsce XVII wieku Antologia tekstów. Wrocław, Warszawa, Kraków 1991, s. 19-20.

[9] M. Luter, Kazania nieekumeniczne, Warszawa 1998.

[10]S. Budny, O urzędzie miecza używającym, Warszawa, 1932, s. 13-14.

[11] Socyniańska koncepcja Boga oddziałała na myśl amerykańskiego filozofa i teologa Ch. Hartshorne'a, 1897-2000, głównego obok A.N. Whiteheada przedstawiciela filozofii procesu.

[12] J. Lecler, Historia tolerancji w wieku reformacji, t. 1, s. 411.

[13] Stanowisko J. Stegmana jest identyczne z wyłożonymi kilkadziesiąt lat później poglądami J. Tolanda w głośnym traktacie Christianity not Mysterios, 1696.

[14] Przedmowa do Katechizmu Rakowskiego [w:] M., Kridl W. Malinowski, J. Wittlin,(red.), Polska myśl demokratyczna w ciągu wieków, Antologia, przedm. S. Kieniewicz, Warszaw, 1986, s. 51.

[15] K. Ostrorodt, A. Wojdowski, W sprawie wolności przekonań religijnych. [w:]L. Szczucki (ref.), 700 lat myśli polskiej, Filozofia i myśl społeczna XVII wieku. Warszawa 1978, część I, s. 455-456.

[16] Ph. Carmerarius jest znany z opisu pierwszej osoby, której udało się opuścić więzienie rzymskiej inkwizycji, zob. Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie, Warszawa 1984.

[17] D. Caccamo, Ernest Soner i kryptosyconianizm w Altdorfie, "Odrodzenie i Reformacja w Polsce" 1964, t. 9.

[18] J. L. Wolzogen napisał około roku 1650 traktat polemizujący z traktatem Kartezjusza Meditationes de prima philosophia, przedrukowany potem w Bibliiotheca Fratrum Polonorum.

[19] Zarówno metafizyczne koncepcje Cesalpina, wyłożone w traktacie Quaestionum Peripatetiarum libri quinqu, jak i koncepcje metafizyczne Sonera w jego Komentarzu omówione zostały w książce: Z. Ogonowskiego, Socynianizm a Oświecenie, rozdz. IV: Socynianizm a heterodoksalny arystotelizm renesansowy, Warszawa, 1966, s. 160 i nast.

[20] Z. Ogonowski, Z zagadnień tolerancji w Polsce XVII wieku, Warszawa 1958, .s. 252-253.

[21] Soner przyjął bowiem założenie filozoficzne, że istnieje tylko jedna jedyna substancja nie cielesna, całkowicie oddzielona od materii, będąca jednocześnie pierwszym poruszycielem wg Arystotelesa i swego rodzaju istotą wszechświata, a także działającym w umysłach ludzkich "rozumem czynnym". Bóg - samomyślące się myślenie - istota całkowicie skoncentrowana na sobie samej, nie może mieć żadnych zamysłów ani zamiarów odnośnie do świata zewnętrznego, świata, który wprawdzie z Niego emanował w określonym czasie, ale bez udziału Jego woli. Przyjęcie poglądu odmiennego (tzn. że Bóg stworzył świat aktem wolnej decyzji i w określonym zamiarze) prowadziłoby koniecznie do wniosku, że Bóg nie jest bytem absolutnie prostym (niezłożonym), niezmiennym i nieruchomym, a to z kolei byłoby równoznaczne z tezą, że jest bytem niedoskonałym, a więc nie jest Bogiem.



  (1)    2    3    4    5    6    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)