Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 kwietnia 2006

Marcin Hładki

Brak mitu założycielskiego
Na czym opierać rytuały? O czym śpiewać?

Kiedy robię "te rzeczy", których nauczyłem się na warsztatach u Wojtka - słucham bębna, sypię cukier na ofiarę do ognia czy nawet kiedy rozkładam patyczki I-Cing'u - wtedy czuję, że robię coś, czego nie da się uzasadnić. Moje działania "szamańskie" mają ograniczony, osobisty sens, niezależnie od tego, że są - podobnie jak ich oryginalne wzory - bardzo angażujące emocjonalnie.

A przecież jeżeli wierzyć etnologom i historykom - kiedyś było inaczej. "Pierwotni" ludzie za pomocą czynności magicznych podtrzymywali istnienie świata. Ich świat - jeżeli wierzyć Eliademu i innym badaczom - był ahistoryczny, pojęciowo istniał czas teraźniejszy i święty czas stworzenia świata. Przez powtarzanie i odtwarzanie mitu stworzenia nawiązywali kontakt z sacrum i to nadawało najwyższą sankcję i społeczny czy nawet fizyczny sens obrzędom.

Tradycyjne mity o stworzeniu świata i ludzi mimo całej swojej różnorodności mają jedną wspólną cechę: dla kogoś, kto choćby pobieżnie zna i choć trochę poważnie traktuje wyniki współczesnej nauki, mity te są nie do zaakceptowania jako opis rzeczywistości fizycznej. Żadną miarą nie jestem w stanie dosłownie przyjąć mitu o pochodzeniu świata z poćwiartowanego giganta albo przez rozciągnięcie przez Boga ziemi, którą Diabeł z dna oceanu wyłowił, czy innego archaicznego mitu kosmogonicznego, podobnie jest też z mitami antropogenicznymi.

Można te mity traktować jak przypowieści, ale nie jest to ich właściwe zastosowanie. Mity są "bardziej prawdziwą prawdą", są źródłem wiedzy, której potwierdzenia szuka się - i znajduje! - w codzienności. Przy tym chodzi tu o bardzo dosłowne i praktyczne potwierdzenia: w Australii każdy dołek z wodą ma swoją mitologiczną historię, tradycja tłumaczy nawet tak drobne cechy ludzi. Ponieważ nie jestem w stanie przyjąć i zaakceptować takiego obrazu świata, więc ta najprostsza droga do nadania głębszego znaczenia "szamańskim" działaniom wydaje się być dla mnie zamknięta.

Bardziej "zaawansowane" mitologie o powstaniu świata i ludzi (wedyjska, gnostycka, hermetyczna) wydają się dosyć wydumane i odległe od codziennych doświadczeń. Potwierdzające je doświadczenia medytacyjne czy inne "niecodzienne" mogą być złudzeniem umysłu czy artefaktem pracy mózgu w nienormalnych warunkach, a niekoniecznie bezpośrednim wglądem w "głęboką strukturę rzeczywistości". To jakoś się zgadza z poglądami psychologów poznawczych i badaczy mózgu i - być może mówi coś o naszym widzeniu świata, ale niewiele o świecie samym.

Połączenie mitów kosmogonicznych i kosmologicznych i współczesnej fizyki jest dość popularne, zwłaszcza w odniesieniu do mitów "zaawansowanych", jednak grozi wpadnięciem w skrajne uproszczenia i deformacje. Poczciwa nieskończoność odbijających się w sobie luster (o mocy zaledwie alef zero) albo zagadnienie liczb urojonych to przecież dopiero wstęp do języka, w którym można sensownie mówić o naukowej wersji kosmogonii, a to i tak więcej niż przeciętny nie-fizyk jest w stanie przyswoić.

Kolejną wadą tego kierunku poszukiwania legitymizacji działań "szamańskich" jest brak możliwości poczucia tych teorii emocjonalnie, "brzuchem". O ile historia o np. upadku Zeusie i Kronosie może być przedstawiona jako emocjonująca opowieść, sztuka teatralna czy obraz, o tyle naukowa, fizyczna wersja wydarzeń jest kompletnie nieprzyswajalna emocjonalnie i jako taka nie "nadaje się" na tworzywo dla działań innych niż inżynierskie, racjonalne. Wielki wybuch, kwantowe teorie drgających wielowymiarowych prawdopodobieństw i fale materii zlepiające się w planety, są tylko konstruktem umysłowym, niedostępnym intuicyjnie i emocjonalnie, a więc nieprzetwarzalnym w sny, wizje i mity.

Co zatem pozostaje, jako współczesny odpowiednik mitu kosmogonicznego i antropogenicznego? Za pomocą jakiego zespołu wierzeń można "nakarmić" wyobraźnię i stworzyć język wizji, które byłyby wiarygodne i dostępne także emocjonalnie?

Po dyskusji na Pierwszym Galaktycznym Zjeździe nadal nie mam jasnej odpowiedzi na to pytanie, ale stało się ono mniej palące.

Łukasz Łuczaj przywołał mit złotego wieku ludzkości jako podstawę dla działań "szamańskich" i rzeczywiście, jest to teza "bardziej prawdziwa od prawdy" (a więc mit), w tym sensie, że służy jako mapa, pozwalająca na sensowną interpretację rzeczywistości. Taką interpretację przedstawił Łukasz następnego dnia w swoim wystąpieniu o wakacjach jako powrocie do złotego wieku paleolitu.
Z tej perspektywy czynności "szamańskie" stają się rodzajem wakacji: jedni jeżdżą na Majorkę, inni chodzą na grzyby, a my się zakopujemy.

Jednak chyba najważniejsze, co zostało powiedziane w Ryni, to stwierdzenie, że duchy istnieją. Istnieją i wpływają na nasze życie, na różne sposoby kontaktują się z nami. Nie przesądzając czym są duchy i nawet nie upierając się przy samym terminie "duchy", wydaje się, że wszyscy przyjęli, że istnieje coś nie objętego materialistycznym światopoglądem i że tych "cosiów" jest dużo, a do kontaktu z nimi potrzebny jest szczególny stan świadomości.
Już wcześniej Łukasz Łuczaj zaproponował, żeby wykorzystać termin "animizm" na zdefiniowanie tego poglądu. Mimo technicznego brzmienia wydaje się być bardzo trafny i wygodny. W jego myśl, robienie "tych rzeczy" jest uzasadnione, jako dające lepszy kontakt z duchami.

Z mojego podstawowego pytania wynikało też kilka innych, bardziej praktycznych - o to, w jaki sposób zapełnić lukę po brakującym micie. Wydaje się, że te pytania się zdezaktualizowały, bo mitu wcale nie brakuje, trzeba go tylko było zauważyć i przyznać się do niego.

Osobną kwestią jawi mi się teraz to, czy brak mitu jest przyczyną kruchej, psychologicznej tylko legitymizacji działań "szamańskich". Mogę jednak już odpowiedzieć, że nie jest to taka krucha podstawa, powołując się tu na wystąpienie Tomasza Stawiszyńskiego i za jego pośrednictwem na Junga.

Z pytań, z którymi pozostałem na zjeździe, pozostało mi już tylko jedno, ale za to ważne pytanie: Na czym opierać rytuały? o czym śpiewać? Na nie odpowiedzi dalej nie widać, bo nie wystarczy temat, potrzebne jest jeszcze natchnienie, a to jak wiadomo pochodzi od duchów i możemy tylko na nie czekać.

Marcin Hładki
28 kwietnia 2006





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)