Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 listopada 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 181)

Bramy
Czytanie Grofa, Metznera i Jonasa


« Kłopotowskiego o Żydach. Czy jesteś Polaku dobrym Żydem? Jonasa i innych. Ciężko nie być gnostykiem »

Na wczasach czytałem Grofa „Kosmiczna gra”, Metznera „Ropucha i jaguar” i Jonasa „Religia gnozy”. Metznera pierwszy raz i w całości, pozostałe, już znane, na wyrywki. Na tle tych lektur i lekko stale zmienionej świadomości od afrykańskiego Słońca, wody i kolorów, pojawiła się idea bram.

Zarówno Grof, jak i młodszy od niego, ale równie doświadczony w psycho-podróżach Metzner, są dualistami, dzielącymi świat na przeklętą materię i na Kosmiczną Przestrzeń Wolności Ducha. („Przeklęta materia” – od razu zastrzegam, że Grof tak nie powiedział, ale napisał coś podobnego: „klątwa światopoglądu materialistycznego”.) W Kosmiczną Przestrzeń Wolności Ducha wchodzi się przy pomocy LSD, DMT, a zwłaszcza 5-metoksy-DMT, które, jak pisze Metzner w ostatnim zdaniu swojej książki, „nie wytwarzają duchowych, mistycznych i kosmicznych wymiarów istnienia, lecz po prostu je ukazują.” Ukazują, czyli działają w przypadku umysłu-świadomości jak mikroskop lub noktowizor w przypadku zmysłu wzroku: udostępniają coś bez nich niepostrzegalnego. Co robi tu tamta trzecia książka? Ten dualizm Boskiej Wyzwolonej Przestrzeni i „przeklętej materii” bardzo jest podobny do wizji świata u starożytnych gnostyków, o których opowiada Jonas. Czytając o gnozie starożytnej, lepiej zrozumie się dzisiejszą psychokulturę. Różnica jest ta, że starożytni gnostycy (chyba) nie stosowali enteogenów do wyzwolenia duszy-pneumy z okowów ciała i niższych władz umysłu. A jeśli stosowali, to nie napisali o tym. (Dla mnie dziwne, że nie stosowali, ale tę kwestię zostawię kompetentnym badaczom.)

Ja sam dualistą staram się nie być. (Jak i tym bardziej staram się nie być gnostykiem.) Przeciwnie, staram się być wyznawcą ciągłości. Jedności świata. Przecież to, co Metzner pisze o stanach 5-meo-DMT'owych i podobnych, oraz to, czego nie pisze (oraz to, co pisali i o czym nie pisali inni autorzy), przemawia przeciwko uproszczonemu obrazowi, w którym są dwie fazy umysłu: fazy w sensie przemian fazowych w fizyce, czyli jak ciekła woda i lód, lub ciecz i gaz tej samej substancji; gdzie jedna faza to zwyczajny stan umysłu, a druga to stan przemieniony i zanurzony w tamtej KPWD, Kosmicznej Przestrzeni Wolności Ducha. To nie są dwie fazy, jak woda i lód, jak ciecz i kryształy, to raczej jest jak masło lub wosk, czyli pół-ciecze i niedoskonałe ciała stałe, które stopniowo miękną lub twardnieją, a różnice między nimi mają wiele stopni. Tamta wizja fazowej przemiany zapewne jest słuszna w przypadkach, z którymi pracował Metzner: kiedy się bierze ostry, radykalnie działający środek, jak 5-meo-DMT, który od razu i na krótko wtrąca umysł w tamtą przestrzeń, i przy tym są obecni asystenci zachowujący normalny umysł. Ale przy mniej ostrych środkach tak nie jest, nawet ayahuasca nie działa aż tak fazowo. Tym bardziej sposoby niechemiczne, jak np. zakopywanie. Albo jakieś rodzaje medytacji.

Metafora przemiany fazowej, częściej modnie ale zupełnie na opak z fizyką nazywanej „skokiem kwantowym”, ma więc ograniczone zastosowanie. Chętniej bym tu widział metafory wzięte z krajobrazu, na przykład przejście z domu na podwórze lub z pola do lasu. Ale w takich razach na tych przejściach stoją progi i bramy. Termin i metaforę progu (lub krawędzi) zarezerwował już Mindell i jego POP. Myślmy więc o bramach.

Bramy tyle rozdzielają dwa różne obszary przestrzeni, lub odgradzają je od siebie, co łączą, bo bramą się jednak przechodzi i do tego one służą. Być może, gdyby bramy nie było, przechodziłbyś swobodnie między jednym a drugim terenem w każdym miejscu, gdzie tylko chcesz, ale być może również by mogło tak, że nie przeszedłbyś nigdzie. – I tamten ogród pozostawałby dla ciebie niedostępny. Brama, po łacinie porta: od tego słowo port, skąd wypływają statki, dzięki którym wypłyniesz tam, gdzie „nieuzbrojony” nie wszedłbyś.

To, czym chcemy się zajmować, to budowanie bram. Oraz uczenie się korzystania z istniejących, naturalnych i zbudowanych przez innych. Oczywiście, te bramy są w umyśle. (Lub mogą być, lub będą.) C.d.n., temat bardzo rozległy.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Kłopotowskiego o Żydach. Czy jesteś Polaku dobrym Żydem? Jonasa i innych. Ciężko nie być gnostykiem »

komentarze

[foto]

1. TAKIE WRAŻENIE • autor: Radek Ziemic2015-11-05 10:01:01

Nie potrafię pozbyć się wrażenia, Wojtku, że jesteś, czy też właściwie ten tekst, mocno jednak w dualizm uwikłany. To zresztą nie jest zarzut. Twój artykuł uświadamia mi bowiem, że sprawa nie jest taka prosta. Otóż, WYDAJE MI SIĘ, że odrzuciwszy dualizm ontologiczny (dwie materie/substancje, z których jedna jest gorsza i jest więzieniem duszy), zachowujesz dualizm epistemologiczny czy kognitywny. Tak jakby RZECZYWISTOŚĆ byłą jedna, ciągła, ale z jakichś względów jej poznawanie (to nie musi być poznawanie jedynie w sensie percepcyjnym) musiałoby być z jakichś względów dwojakie. Ujmę moje w wątpliwości w pytanie, ale dodaję zachowawczo, że mam też wątpliwości do swoich wątpliwości. A pytanie jest takie: no bo jeśli rzeczywistość jest jedna, to po co nam jakieś specjalne środki poznawcze, jakieś enteogeny, jakieś transy i groby wojownika? [Widzę tu pułapki i panteizmu, i materializmu itd.] Ale dalej: z czym się chcemy skontaktować, jeśli jest tylko to (jak niedualizm, to niedualizm), w czym i czego częścią my jesteśmy. Jaki jest cel licznych działań, nie tylko twardo-ścieżkowych, ale też wielu religijnych, bo zakładam, że w religiach, nawet wielkich, chodzić musi nie tylko o władzę czy poznawczą wygodę. Może czegoś nie rozumiem, ale pamiętajmy też, że różne wyobrażenia religijne i filozoficzne, takie jak gnoza, mają u swoich podstaw wiele nieuświadamianych emocji, lęków itp. Biedny ludzki umysł próbuje się chronić przed nicością.

W ogóle widzę, że jestem niejasny, ale nie wiem, jak się wysłowić, a chciałbym jednak tę uwagę tu zawrzeć.

I jeszcze pytanie, które może wyjaśni dużo lepiej o co mi chodzi. Duża część systemów filozoficznych widzi drogę duchową jako uwalnianie się od ciała. Czy nie jest jednak na odwrót, czy ta droga nie jest odzyskiwaniem ciała, powrotem do jego jedności z duszą, a dokładniej, przełamywaniem, pokonywaniem jakby wdrukowanego w mózg/świadomość (w procesie ewolucji?) dualizmu psychofizycznego? Dlaczego tylko mój umysł miałby doznawać mistycznych (transowych) euforii, a mały palec u nogi nie? (Przecież w marszu transowym także IDĘ.) Jeszcze czegoś mi brakuje w moich uwagach, ale może to później. Może czegoś po prostu nie rozumiem.
 
[foto]

2. Ogrody i bramy percepcji • autor: Wojciech Jóźwiak2015-11-08 11:09:13

Radku-Sceptyku, to może tak: mamy różne ogrody percepcji -- tu uwaga: ogrody, bo są ogrodzone. Z ogrodu do ogrodu prowadzą bramy. "Drzwi percepcji" -- jak pisał Huxley. Jeśli nie mamy (nie znamy) bram, pozostajemy w jednym ogrodzie.

Przy okazji: dla gnostyka joga czyli "praca z ciałem" byłaby czynnością najdoskonalej bezużyteczną, a sam taki pomysł dokładnie bezsensowny.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)