Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 września 2012

Ela Bazgier

e-tom: Sztuka życia z astrologią

Budowanie kontaktów – szósty filar wewnętrznej siły

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiarozwój osobisty

  < poprzedni    1    2    3    4    5    (6)    7    dalszy >  

Do tego, że z innymi raźniej, że co dwie głowy to nie jedna, że bliskie osoby są wsparciem na życiowych zakrętach - nie trzeba nikogo przekonywać. Rzecz jasna muszą to być osoby, które wzmacniają naszą psychiczną odporność, a nie podkopują ją. Ale prawdziwi przyjaciele właśnie tacy są i świadomość, że w trudnych chwilach możemy na nich liczyć, na większość z nas działa kojąco. O relacje z ludźmi trzeba dbać, przyjaźnie i bliskie związki trzeba pielęgnować, wtedy będą jak dobra polisa ubezpieczeniowa. A kiedy nadejdzie kryzys, trzeba także umieć poprosić o pomoc, powiedzieć, czego nam potrzeba. Prawdziwych przyjaciół można wręcz wykorzystać – pod warunkiem, że w razie potrzeby gotowi będziemy też dać im siebie.

Każdy kto szukał pracy wie, jak bardzo przydają się koneksje, posiadanie przyjaciół i dobrych znajomych w innych środowiskach zawodowych. Prawda bowiem jest taka, że dwie trzecie posad nigdy nie pojawia się w ogłoszeniach, a jest zajmowane po znajomości. I według mnie to niekoniecznie jest naganne: też wolałabym współpracować z osobami, które znam i wiem, czego mogę się po nich spodziewać lub za które zaręczy ktoś godny zaufania niż ryzykować całkiem nie znane kontakty.

Bez poczucia bezpieczeństwa, jakie daje oparcie w innych, życie może wydawać się bezwzględne. I nawet jeśli często nie korzystamy z pomocy innych, to sama świadomość, że w razie potrzeby ja dostaniemy, bardzo wzmacnia naszą psychikę.

Ciekawe jest to, że przeważnie zawieramy przyjaźnie na pewien etap życia. Rzadko udaje się utrzymać przyjaźń z czasów szkolnych (wg. niektórych badań – zaledwie 6%). Przyjaźnie kończą się przeważnie z powodu wyboru odmiennych zawodów, miejsca zamieszkania lub odmiennych zainteresowań. Na szczęście jeśli jesteśmy w miarę otwarci, a na descendencie mamy jakąś sympatyczną planetę zamiast np. Saturna czy Plutona, zwykle udaje się zapełnić pustkę nowymi osobami, z którymi lubimy przebywać i na które możemy liczyć. Saturn lub Pluton na descendencie mogą wskazywać na trudności w zawieraniu kontaktów. Ale według mnie pogląd, że osoba z silnym Saturnem w horoskopie to samotnik, jest mitem. Z moich obserwacji wynika, że Saturniarze nie lubią związków powierzchownych. Jeśli już się zaangażują, to głęboko. Są lojalni, uczciwi, zdolni do poświęceń. Przyjaciół wybierają starannie, bo cenią swój czas. Źle znoszą rozczarowania, więc są ostrożni, przyglądają się ludziom. Ale właśnie oni mają przyjaciół „do grobowej deski”. Wszyscy, którzy choć trochę liznęli astrologii wiedzą, że takie planety jak Słońce, Księżyc, Merkury, Wenus i Jowisz zwłaszcza dobrze aspektowane wspierają nas w budowaniu kontaktów, dają szczęście do ludzi, są ochroną przed samotnością.

Oprócz oczywistych korzyści, jakie mamy z przyjaźni w sytuacji kryzysu (psychiczne wsparcie, możliwość wygadania się, rozładowania napięcia, konkretne rady, konkretna pomoc) bliskie i satysfakcjonujące kontakty z ludźmi są źródłem stanu, który wzmacnia jaźń, buduje naszą osobowość, jest źródłem psychicznej siły. Mihaly Csikszentmihalyi, badacz szczęścia, nazywa to stanem przepływu. Jest to taki stan ducha, kiedy zapominamy o sobie, ale pozostajemy skoncentrowani. Odczuwanie, myślenie, działanie znajdują się w harmonii, zmierzając do tego samego celu. Przepływ powstaje, gdy całkowicie oddajemy się jakiejś rzeczy. Takie chwile intensywnego przepływu często zdarzają się w relacjach z przyjaciółmi. Są to np. długie rozmowy, które bez wysiłku ciągną się godzinami, realizowanie wspólnych pasji, imprezy, zabawy itd.

Szczęśliwy związek partnerski jest wspaniałym źródłem wewnętrznej siły i źródłem doznań przepływu. Pod warunkiem, że uda nam się zachować balans między stopieniem się z drugą osobą a zachowaniem niezależności. Dobrą relację z partnerem trzeba wciąż wyważać i stale dążyć do równowagi.


Pochwała monogamii

Cyceron napisał, że aby zachować wolność, trzeba stać się niewolnikiem określonego zbioru praw. Tzn. przyjęcie pewnych ograniczeń daje nam wyzwolenie. Stąd pochwała monogamizmu: zainwestowanie energii psychicznej w małżeństwo monogamiczne zapewnia nam wolność od ciągłej presji na zwiększanie zysków emocjonalnych. „Staroświeckie” małżeństwo (oczywiście zawarte z własnej woli) daje wolność od rozważania, czy aby dokonaliśmy właściwego wyboru i sprawdzania, czy aby „na innej łące trawa nie jest bardziej zielona”. I to niezależnie od przeszkód, problemów i atrakcyjnych możliwości, które mogą pojawić się później. Dzięki temu zyskujemy ogromną ilość energii, którą możemy wykorzystać na inne cele naszego życia, zamiast na zastanawianie się, jak żyć. Jest jednak kilka warunków, aby to „zadziałało”. Jak uważa profesor Csikszentmihaly, jedną z największych iluzji współczesności jest przekonanie, że życie rodzinne rozwija się samoistnie i że w ogóle nie należy się nim przejmować. To złudne przekonanie żywią zwłaszcza mężczyźni. Wiedzą, że kariera i zarabianie wymaga aktywności, zaangażowania i ciągłego inwestowania energii psychicznej, natomiast uważają, że oczekiwania ze strony rodziny są nieuzasadnione. Gdy zorientują się, że do przetrwania rodzina wymaga inwestowania energii psychicznej i „doglądania” jak każde inne przedsięwzięcie, bywa, że jest już za późno.


Networking, czy With a Little Help From My Friends?

Jedno jest pewne: to właśnie czynnik ludzki często decyduje o sukcesie naszych działań lub niepowodzeniu.

Micheline Rampe przytacza następujący przykład skrajnego cynizmu: Angielska pisarka Doris Lessing dorastała w Rodezji, gdzie w czasie wojny wyszła za mąż za niemieckiego komunistę, uciekiniera z Niemiec. Jej mąż przez całą wojnę raz w tygodniu spotykał się z wyjątkowo niesympatycznym urzędnikiem państwowym. Zapytany, dlaczego to robi, odpowiedział, że od tego człowieka po wojnie będzie zależeć jego pozwolenie na pobyt w kraju. I w 1945 roku innych uciekinierów wydalono, a Lessing mógł pozostać.

Ale przy odrobinie szczęścia udaje się połączyć jedno z drugim. Kontakty przydatne mogą być jednocześnie miłe i ciekawe. Wiele zależy od naszego nastawienia. Jeśli jesteśmy ciekawi ludzi, otwarci i gotowi służyć pomocą, mamy większą szansę, że nawet w biznesie znajdziemy partnerów, z którymi współpraca będzie się nam opłacać, a którzy będą jednocześnie wrażliwi, potrafiący współczuć i będą mieć na uwadze nasze dobro.

Z kolei kiedy „czynnik ludzki” jest przeciw nam, bywa, że najlepszy plan bierze w łeb. Badania wykazały, że szefowie wolą zatrudniać osoby, podobne do nich samych w młodości lub przypominające ich dzieci. Zatem kiedy się coś nie powiedzie, mimo całego naszego zaangażowania, i to trzeba wziąć pod uwagę: że nie zadziałała chemia, że za bardzo byłaś podobna do żony, z którą potencjalny szef właśnie się rozwiódł. Odporność psychiczna to też umiejętność uznania tego, że po prostu nie wszystko zależy od nas, że czasem wybory innych ludzi nie są racjonalne.

Niektórzy mają wokół siebie mnóstwo przyjaciół, inni zdają się ich nie mieć w ogóle. W sytuacji kryzysu bywa i tak, że zarówno jedni jak i drudzy zostają sami... Czasem zdarza się tak, że kiedy są najbardziej potrzebni, przyjaciele zawodzą i człowiek zdany jest tylko na siebie. Takie sytuacje, choć bolesne, najlepiej ilustrują tezę, że ostatecznie każdy z nas musi decydować sam, nawet jeśli wcześniej zasięgał rad u innych. Tak więc przyjaźnie i kontakty są niezwykle przydatne i każdy może podać przykład, kiedy uratowały go z opresji. Ale autorka przestrzega przed „wieszaniem” się na innych, nawet bliskich. Ostatecznie najważniejszy jest nasz sposób myślenia: to nie konkretne okoliczności czynią nas nieszczęśliwymi, ale nasz sposób interpretowania rzeczywistości. Ostatecznie to my decydujemy, jakimi oczami patrzymy na rzeczywistość i jak się czujemy z tym, co nam się przydarzyło.


Planety

Właściwie każda planeta w horoskopie niesie jakąś informację o naszych relacjach z ludźmi. Z położenia każdej można wysnuć jakieś wnioski i dopiero kiedy zbierze się je wszystkie w całość, można przypuszczać: odludek czy dusza towarzystwa, lubiany czy nie bardzo, ma farta do ludzi czy spotyka raczej takich, którzy go wykorzystają. Ściślejszą informację czerpiemy z obsadzenia descendentu. Tzw. maleficzne planety na ascendencie powinny dać astrologowi do myślenia: ta osoba może być zamknięta w sobie, swoim zachowaniem, postawą, sposobem bycia blokować ludzi, wydawać się nieprzystępna, budzić odruchową niechęć czy obawę. Ale jeśli descendent jest dobrze obsadzony, to wtedy przy bliższym poznaniu taki człowiek sprawia innym niespodziankę, bo okazuje się przyjacielski, życzliwy, pomocny, chętny do współpracy. Może być i odwrotnie: ascendent „wabi” Wenus czy Słońcem, więc od razu wyłapujemy ją (go) z tłumu, bo promienieje optymizmem, urodą i w ogóle „dobrą energią”, ale Saturn czy Pluton na descendencie zaraz pokaże, że owszem, wabik zadziałał, ale na bliższą znajomość z taką osobą trzeba się mocno napracować. Albo – gdy ma tam Marsa – będzie nam ciągle przerywał, przejmował inicjatywę, a spotkania wyznaczał na siłowni albo na rowerze. Linia ascendent-descendent tłumaczy to zjawisko, że o kimś mówimy, że on(a) przy bliższym poznaniu zyskuje lub traci. Także korzystnie obsadzony descendent lub (i) dobrze aspektowana Wenus wskazuje, że taka osoba ma szczęście do ludzi: że jest lubiana, ma charyzmatyczną osobowość, ludzie lubią przebywać w jej towarzystwie, łatwiej wybaczają jej błędy, potknięcia czy nawet nielojalność. Taki układ w urodzeniowym kosmogramie to prezent od losu, kapitał na całe życie nie do przecenienia. Zwłaszcza gdy idzie w parze z inteligencją, która podpowie, jak to wykorzystać. Kiedy descendent jest nie obsadzony lub jeśli zawiera skąpe informacje, patrzymy wówczas na pozycję Wenus. Gdy żadnych informacji nie daje descendent, zwracamy większą uwagę na Słońce, bo to ono wtedy tworzy wizerunek człowieka.


Elżbieta Bazgier




  < poprzedni    1    2    3    4    5    (6)    7    dalszy >  

komentarze

[foto]

1. Wolność i niewola • autor: Przemysław Kapałka2012-09-15 10:41:51

Żeby zachować wolność, trzeba stać się niewolnikiem... Nie, wolę to włożyć do zbioru pomyłek ludzkości. Tym bardziej, że żaden zbiór praw nie będzie doskonały i każdy musi nadążać za zmianami.
[foto]

2. * * * • autor: Ela Bazgier2012-09-15 11:23:51

Niewolnikiem z wyboru. To trochę co innego. Ale rozumiem wątpliwości, różne są etapy w życiu...
[foto]

3. * * * • autor: Przemysław Kapałka2012-09-15 15:45:45

Właśnie, różne są etapy. Ja już mam za sobą ten, w którym chciałem być niewolnikiem. Zdecydowanie nie w tym rzecz. A że z wyboru, niewielka różnica, może nawet to gorzej, że się wybiera niewolę.
[foto]

4. * * * • autor: Ela Bazgier2012-09-15 16:26:09

Bo bilans jednak musi być dodatni, aby energię można było inwestować w inny rodzaj działalności. Jeśli się męczysz, jeśli zasady, które wybrałeś nie pozwalają ci oddychać, jeśli widzisz, że się dramatycznie pomyliłeś, to czas na zmiany! No przecież nie o to chodzi, żeby pracować pod szefem-tyranem za dwa złote albo być z mężem-pijakiem i przemocowcem, bo taki twój los, bo tak wybrałeś. Tak podobno powiadają niektórzy księża w konfesjonale, ale to przecież nie ta bajka :))

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)