zdjęcie Autora

04 lipca 2020

Andrzej Gąsiorowski

z cyklu: Notatki z pandemii (odcinków: 12)

Burza, noc, ludzie dobrzy, ludzie źli


« Dynia na kompoście, czyli częściowo psychoanalityczny komentarz wyborczy Dlaczego zagłosuję na Trzaskowskiego »

Obudziła mnie niewyobrażalna burza. Chyba jeszcze takiej nie widziałem. Nie mogąc zasnąć, kreślę te kilka słów. Może sen znowu nadejdzie. W środku nocy, a dokładniej nad ranem sprawy widzi się nieco inaczej, może mniej, może bardziej wyraźnie, ale czy to widzenie przyniesie sen, to można już tylko na własnej skórze sprawdzić.

Widzę, że ludzie nadal nie mogą dojść do siebie po tym, jak jakiś stosunkowo młody mężczyzna kandydujący na prezydenta uzyskał całkiem wysokie poparcie. W świecie ludzi, jak coś komuś nie gra, to zawsze trzeba znaleźć winnych tego stanu rzeczy. Jeśli się nie jest deterministą, jeśli się nie wierzy, że procesy wokół nas zachodzą naturalnie, bardzo łatwo i bardzo potrzebnie jest znaleźć winnych. Tym razem winni są młodzi polscy mężczyźni, którzy owego młodego mężczyznę poparli. Mężczyźni, a szczególnie młodzi mężczyźni są bardzo często czemuś winni.

Od lat pytam, skąd się bierze przypisywane mężczyznom zło, ale nikt z tych, którzy to robią (przypisują to zło), nie potrafi odpowiedzieć (choć naturalnie ma gotowe odpowiedzi). Wiadomo, przez tysiące lat to mężczyźni (stosując przemoc) mieli przemożny wpływ na kulturę, która została ukształtowana jako kultura patriarchalna. Ale czy mężczyźni ukształtowali tę (złą) kulturę sami z siebie, czy nieśli w sobie już jakiś pierwiastek zła, czy od kogoś lub skądś je otrzymali? A może po prostu są zdeterminowani biologicznie jako istoty złe. I tak źle, i tak niedobrze.

Jeżeli bowiem mężczyźni otrzymali zło skądś (dajmy na to od Boga lub Szatana), to znaczy że Bóg lub Szatan istnieją. Można powiedzieć, że jest to dość kłopotliwa konstatacja dla pewnych nurtów i idei. A jeśli Boga nie ma – to znaczy, że ukształtowała ich mniej lub bardziej przypadkowo działająca natura (fizyka, chemia i biologia). Ale to oznacza, że oddajemy prym naturze, a to przecież niedopuszczalne – prym ma wieść kultura. Powinniśmy zatem zapytać skąd się wzięła zła kultura. Kto ją zbudował i na jakich zasadach? Dlaczego zbudował ją tak, a nie inaczej i czy ponosi za to winę? Jaki charakter ma ta wina? Jeszcze inaczej, czy złą kulturę zbudowali źli mężczyźni i czy to właśnie oni ponoszą za to winę? Można również próbować wyjaśniać owo zło jako rzecz całkowicie chaotyczną, w jakikolwiek sposób nieuwarunkowaną i faktycznie chyba tak się dzieje – patrz niżej. Ostatecznie trzeba zapytać, czy zło, mniejsza inteligencja, słabsze wykształcenie (te cechy przypisuje się dziś mężczyznom bez obostrzeń poprawności politycznej), drzemiące w mężczyznach mają charakter naturalny (fizykalny), czy kulturowy. A może, pójdźmy dalej i zastanówmy się, czy owe złe cechy mają źródło wrodzone, czy może w jakimś sensie substancjalne?

Obserwowanie owego mizoandryzmu jest przejmującym doświadczeniem. Stanowi on nota bene część owej plechy, na której wzrasta prawicowy backslash, o czym pisałem w poprzednim tekście – Dynia na kompoście, czyli częściowo psychoanalityczny komentarz wyborczy

Ale jego składowych jest oczywiście więcej.

W ogóle powiedziałbym, że jest jednym z największych paradoksów końca dziejów, że nurty i ideologie, które tak frontalnie i obcesowo odrzucają naturę i determinizm, które tak mocno domagają się wolności (cokolwiek miałaby ona znaczyć), tak zatapiają się w przypisywanie jakichś wrodzonych (niemalże substancjalnych) właściwości zła pewnym grupom w społecznościach ludzkich. Robią to zresztą dokładnie w ten sam sposób, w jakim w przeszłości grupy rzeczywiście w jakimś sensie uprzywilejowane przypisywały zło (czy inne negatywne cechy) kobietom, rdzennym kulturom etc.

To zjawisko ma już oczywiście swoje coraz prężniej działające ruchy i idee, które na razie jeszcze nie zdają sobie sprawy, że aby osiągnąć należytą siłę, będą się musiały zlewać z ruchami fundamentalistycznymi, aby wspólnie poprowadzić świat do nowego millenium.

W praktyce nie będzie to jednak, wbrew temu co owe ruchy i idee zakładają, prowadzić do raju i szczęśliwości, w której ci dobrzy urządzą dobry świat wszystkim pozostałym (oduczając przy okazji złych zła), a do wzmacnianych katastrofą klimatyczną dyktatur i totalitaryzmów, krzywdzących wszystko i wszystkich (również tych dobrych autorów jeszcze większego dobra).

Sen, niestety, nie nadchodzi. Ale kiedyś przecież nadejdzie.


PS Obiecałem moim znajomym i przyjaciołom, że odniosę się do ostatnich naparzanek klimatycznych, które się odbywają wokół nowej książki Michaela Shellenbergera Apocalypse Never: Why Environmental Alarmism Hurts Us All (Apokalipsa nigdy – dlaczego klimatyczny alarmizm uderza w nas wszystkich) (tłumaczenie moje), ale zrobię to w weekend, bo wymaga nieco więcej czasu. Tym niemniej wpis ów można traktować jako kontynuację dwu poprzednich i wstęp do kolejnego.

Notatki z pandemii: wstęp na końcu

Teksty re-publikowane z bloga Autora p.t. Dlaczego ludzie wycinają drzewa?, subseria „Notatki z pandemii”. W Tarace za uprzejmą zgodą.


« Dynia na kompoście, czyli częściowo psychoanalityczny komentarz wyborczy Dlaczego zagłosuję na Trzaskowskiego »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)