Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 lutego 2000

Wojciech Jóźwiak

Być w środku
O magicznym kręgu i mocy skupionej w centrum

Kategoria: Symbole

Co robią magowie, oprócz rzucania klątw i przemieniania się w kruki? Przede wszystkim, na początku, stają w magicznym kręgu. To wyrażenie, "magiczny krąg" stało się przysłowiowe, i często nawet nie zastanawiamy się, co znaczy. A znaczy tyle, że magowie kredą rysowali na podłodze koło, na jego obrzeżach wypisywali imiona aniołów i demonów, a sami stawali w środku. Czy tylko dlatego, żeby się bezpiecznie ochronić linią z kredy? Nie tylko. Przede wszystkim po to, żeby być w środku.

W środku jest moc. Kiedy oddalasz się od środka, ta moc stopniowo maleje. W środku jej natężenie bywa trudne do wytrzymania, ale w pewnej odległości słabnie i na tym obszarze można żyć codziennym życiem. Potem moc zaczyna się obracać w swoje przeciwieństwo - staje się mocą złą, demoniczną i chaotyczną. Blisko środka panuje Ład, Kosmos. Na obrzeżach zaś pozostał jeszcze pierwotny, nieuporządkowany Chaos. Ten chaos też ma swoją wartość - tu bowiem substancja świata zachowała swoje właściwości surowca, z którego można uczynić wszystko. Chaos ma właściwości odnawiania i odradzania.

Najdawniejszym chyba mistycznym doświadczeniem Człowieka było leżeć bez ruchu i bez oddechu (jakieś siły woli potrzeba, aby wstrzymać oddech!), i obserwować tę ciszę. Ale ciszy nie było! W środku ciała coś się ruszało i wydawało rytmiczny dźwięk. Serce. To jest środek, w którym jest moc. Nie darmo w naszym, jakże magicznym języku, słowo środek pochodzi od: serce.

W domu (a pierwotne domy były zaledwie szałasami) takim magicznym środkiem było ognisko. W domowym ogniu żyła moc. Wokół niego tłoczyły się duchy przodków rodu, dopiero dalej kręgiem siadali ludzie. Do rana ogień przygasał, pozostawała kupka popiołu, ale pod nią nadal żarzyły się węgle. Nie było płomienia, ale było coś, co wyglądało na miniaturę góry! Kupka popiołu kojarzyła się dawnym ludziom z górami, a góra to inny przypadek środka. Tu zaś pośrodku wyziębionego domostwa spoczywała mała góra, i to jeszcze taka góra, wewnątrz której drzemał ogień. Góra z niewidocznym ogniem w środku! Czy można sobie wyobrazić potężniejszy symbol środka pełnego mocy? Przebudzony, zziębnięty człowiek na moment przemieniał się demiurga, Budowniczego Świata, kiedy przykucał nad popiołem i własnym oddechem budził ogień na nowo.

Być może był to jeden z tych momentów, kiedy odczuwano moc skupioną w środku także w czasie. Bo gdzie jest środek czasu? Teraz! Ale trzeba wielkiego skupienia uwagi i woli, aby tego doświadczyć. Zobaczyć teraz mogą przecież tylko oświeceni. W praindoeuropejskim języku na "teraz" było słówko nu. Z niego powstał przymiotnik: neuos, czyli "nowy". W teraz coś nowego się rodzi. Chwila "teraz" jest pełna mocy tworzenia. Dlatego po polsku słowo 'teraz' spokrewnione jest ze słowami razić i przeraźliwy. To ślad trwożliwej czci, jaką darzył Człowiek, który odkrył chwilę teraźniejszą.

Inne doświadczenie czekało Człowieka, który wyszedł z lasu i stanął na otwartej przestrzeni. Świat przykrywała kopuła nieba, a wszędzie naokoło siebie widział krąg horyzontu. Stał w wielkim kręgu świata! Wszechświat zdawał się tworzyć magiczny krąg wokół niego. Dlatego cztery kierunki świata z punktem w środku są święte dla mieszkańców nieskończonych otwartych przestrzeni: Lakotów, Czejennów, Czarnych Stóp.

To samo doświadczenie czekało też tych, którzy wspięli się na górę. Wokół magiczny kręg horyzontu, w środku góra, gdzie w widoczny sposób spiętrzyły się moce Ziemi. Dlatego Góry uważano za święte. "Święte", czyli, po starosłowiańsku, 'naładowane Mocą'.

Potem ludzie zaczęli zbierać się w wielkie społeczeństwa, wojska i narody. Środek serca, środek ogniska stały się mało ważne w porównaniu z potężnymi Środkami, którymi byli wodzowie, królowie, arcykapłani. Zamiast mnóstwa rodzinnych i plemiennych środków pojawiły się środki światowe. Miasto Mediolan nosi nazwę, która w języku Celtów znaczy: środek świata. Ale prawdziwy środek mógł być tylko jeden. Bywały nim Jeruzalem, Rzym, Bizancjum, Moskwa. Postępował proces skupiania mocy w jednym Ośrodku.

Ale było też zjawisko odwrotne. Ludzie, którzy wywalczyli sobie wolność od tyranów, doświadczali też mocy, która mieszkała w nich. Nazwano to "demokracją": już nie tylko jeden król (lub sekretarz generalny) był kimś, w kim przebywał środek napełniony mocą, ale moc tę w sobie czuł każdy obywatel. Wygnano żołdaków angielskiego króla. Od starej Europy oddzielał horyzont oceanu. Na zachodzie czekały niezmierzone przestrzenie. Horyzont był wokół, środek był wszędzie i w każdym. Czyż nie to było mistycznym źródłem obecnej potęgi Ameryki?

Wojciech Jóźwiak
11 lutego 2000

Drukowane w "Wiedzy Tajemnej" nr 4/2000




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)