Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

09 sierpnia 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 180)

Canettiego

Kategoria: Mistrzowie i klasycy
Tematy/tagi: antropologiaCanettiofiara (religia)

« Więcej nie można Canettiego: polonez »

CanettiRaczej ot-tak, bez wielkich wniosków: po prostu relacjonuję, co oto czytam, oderwawszy się w środku lektury. Canettiego czytam, tak, Eliasa, jego najbardziej (chyba) znaną książkę „Masa i władza”, przełożoną i wydaną po polsku w 1996 r. Kupiłem ją wtedy i w dużym stopniu przeczytałem; „w dużym stopniu”, bo jak teraz czytam znów po tym czasie, to znajduję miejsca poopuszczane w pierwszej lekturze albo nie zapamiętane; może coś mnie wtedy odwróciło od książki, zdarza się.

O czym książka? Zgodnie z tytułem: o masie, czyli o tym jak człowiek-indywiduum zlewa się z innymi, tworząc masę, i jak z tej masy się wyodrębnia – bo chyba nie jest nigdzie powiedziane, co pierwsze, masa czy jednostka. A gdzie jest masa, tam są sposoby, żeby nią zarządzać i poruszać, czyli właśnie władza. A prócz tego w tej książce mnóstwo... prawdziwy skarbiec spostrzeżeń i analiz o ludzkim świecie i jego symbolice. Bo to jest jakby drugi wymiar tej książki: symbole, jak są zawarte w często niby oczywistych czynnościach i instytucjach, i jak te symbole nami rządzą, organizują nam rzeczywistość.

Do napisania tej wzmianki o Canettim i jego książce skłoniło mnie jedno spostrzeżenie. Canetti oryginalnie wydał tę książkę w 1960 r., pisał ją pewnie w poprzedzającym dziesięcioleciu. Była to jego rozprawa z XX wiekiem (urodził się w 1905 r.) – który zaistniał jako szaleństwo masy. I jako furia władzy. Więc mam nieśmiałe wrażenie, że to szaleństwo masy jakby osłabło. Osłabło, zelżało od czasu, kiedy Canetti pisał tamtą książkę. Ludzie stali się – staliśmy się – mniej masowi. A razem z tym osłabł napór władzy. Władza stałą się mniej natrętna niż kiedyś. To kwestia do dyskusji.

Jeszcze o Canettim. W 1981 roku dostał literacką nagrodę Nobla, czego ja wtedy nie zauważyłem i pewnie mało kto w Polsce, bo raz, nie był u nas znany, dwa, mieliśmy większe problemy wtedy. Pisał po niemiecku, chociaż większość życia spędził w Anglii, a urodził się w Bułgarii i był Żydem, przy czym podkreśla się, że Sefardyjczykiem, co nadaje mu arystokratyczną elitarność (bo jednak Sefardim to nie to, co dwuznaczni Aszkenazim) i odwieczność. Chyba jednak był po prostu Europejczykiem ohne weiteres. W „Masie i władzy” podziwiam jego wnikliwość, jego jasność widzenia. Porusza wątki, które zdarzały się też w Tarace bez świadomości, po kim powtarzamy. Ja sam, gdy teraz czytam, łapię się na tym, że coś zapamiętałem z tamtej pierwszej lektury i potem to mi się po latach jawi – i wydaje mi się, że to moje myśli, a to Canetti.

Właściwie każdy dowolny fragment można by przepisać do Taraki i byłby jej ezoteryczną ozdobą. Próbka:


Masowe przerażenie uciekającego stada to najdawniejszy i – można by powiedzieć – najbliższy nam stan masy, jaki w ogóle znamy. Z tego masowego przerażenia wywodzi się najprawdopodobniej ofiara. Lew, goniący stado gazeli, uciekających razem przed nim w panice, zaprzestaje pogoni, skoro tylko uda mus ie dopaść jedno ze zwierząt. To zwierzę to jego ofiara, także w szerszym znaczeniu tego słowa. [Po niemiecku słowo „ofiara” jest podobnie wieloznaczne jak po polsku; obejmuje zarówno znaczenia victima: ktoś poszkodowany, jak i sacrificium: ofiarowanie w sensie religijnym. WJ] Zapewnia ona innym członkom stada spokój. Gdy tylko lew dostanie to, czego pragnie, i gdy tylko one to zauważą, ich strach ustępuje. Ze stanu zbiorowej ucieczki powracają do stanu stada, każde zwierzę pasie się swobodnie i robi to, na co ma ochotę. Gdyby gazele miały religię, a lew był ich bogiem, mogłyby dobrowolnie, z własnej inicjatywy, poświęcić jedną gazelę, by zaspokoić jego żądzę. To właśnie zachodzi u ludzi: z ich stanu masowego strachu wywodzi się ofiara religijna. Powstrzymuje ona na jakiś czas pogoń i głód niebezpiecznej siły.


W kilku chłodnych – zero złudzeń! – słowach namalowane to, co młodszy o pokolenie René Girard rozwinął w całą książkę trzymającą czytelnika w emocjonującym napięciu; mówię o sławnym „Koźle ofiarnym” tamtego autora. Wiele by mówić, osobne bajki.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Więcej nie można Canettiego: polonez »

komentarze

1. Canetti • autor: Nierozpoznany#57722017-08-09 12:41:28

Wojtku,
piszesz "Ludzie stali się – staliśmy się – mniej masowi". Też chciałbym, żeby tak było. Ale niestety mam wrażenie, żę rządzą nami ludzie, którzy potrafili zapędzić do urn (w swoim interesie) przerażone stado. Stado zwierząt przerażonych tym, że nic nie mają, od markowych ciuchów, przez wykształcenie, po bezpieczeństwo na starość, oraz że w jakiś niezrozumiały dla nich sposób pozbawili tego wszystkiego swoje potomstwo. Pieprzyć maleńkie polskie stadko. To samo stało się kilkanaście lat temu w Rosji, a niedawno Wlk. Brytanii, USA, o mało co nie stało się we Francji i naprawdę strach strach pomyśleć co będzie, jeśli za chwilę stanie się w Niemczech. To może być dla polskiej gospodarki szok większy, niż zwycięstwo Kaczyńskiego.
Obaj - i zapewne większość autorów i czytelników Taraki - wychowaliśmy się w czasach spokoju, bezpieczeństwa i rosnącego liberalizmu. Wygląda na to, że te czasy się kończą, a wraz z nimi szanse indywidualistów.
Co do języków Canettiego. Niemiecki był szóstym, czy ósmym językiem który poznał, nie będąc w swojej rodzinie wyjątkiem. Gwoli ścisłości, mógł zapamiętać rytm i melodię języka niemieckiego z dzieciństwa, bo posługiwali się nim jego rodzice, kiedy chcieli, żeby dzieci nie rozumiały o czym mówią. W dzieciństwie służba domowa (w tym zapewne piastunki) opowiadały mu bajki po bułgarsku, który wówczas znał. Po kilkudziesięciu latach zapomniał bułgarskiego kompletnie, ale bajki z dzieciństwa pozostały w pamięci. Przetransponowały się na niemiecki, który poznał w czasie studiów, bodajże w Wiedniu.
E2RD
[foto]

2. A mój ulubiony... • autor: Jarosław Bzoma2017-08-09 15:05:35

A mój ulubiony cytat to:

3. auto da fe • autor: Nierozpoznany#94402017-08-10 11:32:44

Geniusz którego dotyka "laska nebeska" - by odkrył swą pełnię - popada w czeski film -  każdy ma "nad sobą ’ taki wyrok  - groteskowy , jednak życie toczy się dalej .
    Ludzie od "mądrości" wymagają bogactwa i korzyści - sami popadają w niższe stany energetyczne -i by choć trochę "coś " z tego mieć  , robią rzeczy niegodne człowieka .
   Obrona geniusza - tak to odbieram. Laska nebeska - energetyczny stan dotyka nas - gdy chcemy "sytości miłości " - skutki "konsumpcji" to cdn. perypetii .
   Kiedyś słyszałem wykład o zakładaniu ’aszramów" - i ich "upadku - gdy "para" prowadząca skonsumuje dotknięcie "miłości’ - może to trwać wiele lat. Jednak koniec jest zawsze jeden - opustoszały "legendarny’ aszram i kolejne próby nowego pokolenia, po latach i takie koło  odradzające się energetycznie zgodnie z planetarnym cyklem....
ps.akt wyroku inkwizycji zwany "auto da fe"
[foto]

4. Jaki związek? • autor: Wojciech Jóźwiak2017-08-10 11:37:54

Objaśnij mi proszę, Adamie (=> Adam Pernal) jaki mają związek Twoje powyższe uwagi z Canettim lub tym, o czym on pisze/pisał?

5. auto da fe • autor: Nierozpoznany#94402017-08-10 11:49:29

to pierwsza powieść Canettiego z 1935 roku - za którą dostał Nobla...

6. Czeski film - rodzaj narracji • autor: Nierozpoznany#94402017-08-10 11:54:27

co prawda dzieje się w Wiedniu - prawdopodobnie -  zwroty akcji i przejście od "bibliotekarza" mającego całą wiedzę we własnej bibliotece do geniusza - wiedzy - po jej utracie - który odkrywa prawdziwe oblicze wiedzy ’we własnej głowie’ - polecam .

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)