Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 marca 2018

Robert Palusiński

Carla Gustava Junga „Człowiek i jego symbole”
Od tłumacza z obszernymi fragmentami

Kategoria: Mistrzowie i klasycy
Tematy/tagi: archetypyJungpsychologia


Uwaga: Wpisz się na listę chętnych do zakupu książki
"Człowiek i jego symbole" z 30% bonifikatą.


Książka „Człowiek i jego symbole” jest symbolem.

Najpiękniejszą z wielu definicji symbolu pojawiających się na kartach tej publikacji znalazłem w rozdziale Anieli Jaffé. Brzmi ona następująco: „Symbol to przedmiot znanego świata wskazujący na coś nieznanego – jest to rozpoznana ekspresja życia oraz poczucie czegoś niewyrażalnego.”

Czytelnik, który zagłębi się w treść omawianej właśnie książki dotknie czegoś nieznanego a zarazem nienamacalnego. Słowa te mogą zabrzmieć paradoksalnie – ale właśnie nieświadomość – podobnie jak kraina koanów Zen – jest czysto paradoksalna i można ją co najwyżej paradoksami, muzyką, sztuką i symbolem przybliżać . Cytowana Aniela Jaffé pisze nieco dalej: „artysta nie jest w twórczości tak wolny, jak mógłby sądzić. Jeśli jego praca odbywa się w mniej lub bardziej nieświadomy sposób, to kontrolują ją prawa przyrody, które na najgłębszym poziomie odpowiadają prawom psyche i na odwrót.”

Jung był typem intuicyjno-myślącym, co oznacza, że najpierw intuicyjnie odkrywał pewną ideę, po czym opracowywał ją myślowo i werbalnie. Jego prace noszą tego wyraz i dlatego dla wielu osób – zwłaszcza odmiennego „typu psychologicznego” – są trudne bądź wręcz niezrozumiałe w odbiorze. Ale intuicja wiąże się mocno z nieświadomością i każde dzieło sztuki – w tym nawet książki tego typu są finalnie dziełem psyche wywodzącej się z przyrody. Są częścią natury. Nie jesteśmy w stanie wynurzyć się poza ocean psyche, choć nasze dumne „ega” nieustannie trwają w przeświadczeniu o pełni niezależnego istnienia.

Joseph L. Henderson w rozdziale o starożytnych mitach oraz ich obecności w życiu współczesnego człowieka pisze obszernie tak o inicjacjach jak i o hybris obecnym nie tylko w jakże oczywistej historii Ikara, ale praktycznie w większości mitów opisujących ryty inicjacyjne.

Ta duma bądź pycha ego – czyli hybris okazuje się jednak niezbędna. Jest to konieczny etap istnienia każdego człowieka, a także społeczeństw. Człowiek musi podejmować ryzyka lotów w przekonaniu o swej omnipotencji, nawet, gdy te loty kończą się katastrofą. Te podniebne manifestacje nadmuchanymi balonami kończą się zazwyczaj pogrążeniem w otchłaniach – co opisuje przykład Ikara. Szczęśliwie, w nielicznych przypadkach zdarza się opamiętanie. Obecne pogrążanie się ludzkości w micie (a zasadniczo w kulturowym kompleksie) naukowości i „postępu” oraz nadciągający kataklizm ekologiczny spowodowany fascynacją techne – jest przykrym etapem rozwoju człowieka kosmicznego – Adama Kadmosa, o czym także traktuje ta książka.

Co więcej – rzetelna lektura może wymagać od czytelnika kolejnego po hybris etapu inicjacyjnego, jakim jest sacrificium intellectus – czyli poświęcenia lub odrzucenia racjonalnego sposobu myślenia, co rzecz jasna spotka się z większym bądź mniejszym oporem. Ten akurat etap psychicznej podróży człowieka wspaniale ilustruje w V części Jolande Jacobi relacjonująca przykład 9–miesięcznej pracy analitycznej nad 50 snami młodego 25-letniego inżyniera, który pod wpływem snów i niesamowitych synchroniczności zmuszony był do relatywizacji swego dotychczasowego naukowo-racjonalnego postrzegania świata, co – jak zwykle paradoksalnie – pomogło mu dojrzeć do roli mężczyzny :) .

Głos Marie Louise von Franz jest w tej książce podwójny. Najpierw von Franz przystępnie i zwięźle opisuje proces indywiduacji człowieka, włącznie z poszczególnymi etapami, zagrożeniami i trudnościami, a następnie zamyka całą pozycję konkluzją o powiązaniach współczesnej nauki z psyche.

Książka niejako „przy okazji” pokazuje i dokumentuje cudowną i niezwykłą przemianę paradygmatu jaka zdarzyła się w XX w. Jest to zaiste przemiana epokowa i całościowa. Nowoczesna fizyka z matematyką, naukami biologicznymi (Darwin i inn.), i chemią na czele połączyły mniej więcej w tym samym czasie swe siły z psychologią, która dostrzegła nieświadomość i zaczęła ją eksplorować. Wspaniały opis rewolucyjnych i gwałtownych przemian w sztukach wizualnych Anieli Jaffé ilustruje tę przemianę chyba najbardziej obrazowo.


W swej „Konkluzji” M. L. Von Franz podkreśla:

„W napisanym przez siebie rozdziale Jung wykazał, że wszelkie próby interpretacji archetypowych idei oraz symboli muszą być przeprowadzane bardzo subtelnie i różnorodnie, ponieważ nadawanie im stereotypowego, intelektualnie określonego znaczenia spłyca je oraz osłabia ich specyficznie indywidualne, a także kulturowe wartości.

Jung poświęcił całe życie badaniom w tej sferze, jak również pracy nad ich interpretacją, zaś niniejsza publikacja prezentuje jedynie minimalną część jego ogromnego dorobku w tej nowej dziedzinie odkryć psychologicznych. Jung był pionierem i miał pełną świadomość niezliczonej mnogości pytań, które pozostają bez odpowiedzi, przy czym nawoływał do dalszych dociekań. To dlatego koncepcje i hipotezy Junga traktuje się możliwie jak najszerzej (nie czyniąc ich zbyt niejasnymi i wszechogarniającymi), a jego poglądy tworzą tak zwany „system otwarty”, który nie zamyka się na nowe odkrycia.

Koncepcje Junga były dla niego narzędziem lub heurystycznymi hipotezami, które mogą nieść pomoc w eksploracji ogromnego nowego obszaru otwartego dzięki odkryciu nieświadomości – odkryciu, które nie tylko poszerzyło nasz całościowy ogląd świata, ale w rzeczywistości go podwoiło. Od teraz musimy nieustannie dopytywać, czy dane zjawisko psychiczne jest świadome, czy nieświadome, a także czy „rzeczywisty” fenomen postrzegany jest świadomie, czy nieświadomie.

Z pewnością potężne siły nieświadomości obecne są nie tylko w materiale klinicznym, ale również w mitologii, religii, sztuce i wszelkich działaniach w obszarze kultury, dzięki którym wyraża się człowiek. Jeśli uznamy za oczywiste, że wszyscy ludzie mają wspólne dziedziczne wzorce zachowań emocjonalnych i umysłowych (nazwanych przez Junga archetypami), to należy się spodziewać, że praktycznie w każdym obszarze ludzkiej działalności spotkamy ich wytwory (symboliczne fantazje, myśli i działania).” [M. L. Von Franz]


Zasadniczo jest to pierwsza i jedyna książka, w której Carl Gustaw Jung, przedstawia swój największy wkład w dziedzinie nauk o człowieku: teorię wyjaśniającą doniosłość symboli w życiu człowieka, a szczególnie w obszarze marzeń sennych.

I gdyby nie sen, to ta książka nigdy by nie powstała – o czym pisze John Freeman we wstępie. To sen przekonał Junga, że mógłby a nawet, że powinien przekazać swoje idee osobom, które nie posiadają specjalistycznej wiedzy. Mając 83 lat, Jung opracował plan tej pozycji włącznie z rozdziałami, o których napisanie poprosił czworo swych najbliższych współpracowników. Poświęcił ostatnie miesiące życia na redakcję tej książki oraz napisanie jej głównej części, którą ukończył dokładnie na 10 dni przed śmiercią.

Na kartach tej pozycji Jung podkreśla, że człowiek może osiągnąć spełnienie wyłącznie dzięki poznaniu i zaakceptowaniu nieświadomości, co jest możliwe poprzez analizę marzeń sennych oraz ich symboli. Każdy sen niesie bezpośredni, osobisty i ważny komunikat, w którym zasadniczą rolę grają symbole. Są one wspólnym dziedzictwem całej ludzkości, jednak nieświadomość zawsze korzysta z nich w całkowicie specyficzny sposób dostosowany do konkretnej osoby i sytuacji. Dlatego symbole ze snów można interpretować wyłącznie w kontekście życia konkretnej osoby.


W 1959 roku, dwa lata przed swoją śmiercią i przed napisaniem książki „Człowiek i jego symbole”, w nawiązaniu do faktu, że Jung przewidział zarówno I wojnę światową, jak i II wojnę – zapytany (w wywiadzie : „Face to Face with dr Jung”) o możliwość wybuchu III Wojny św. – Jung oświadcza, że obecnie jest to trudniejsze do stwierdzenia i przewidzenia przy korzystaniu ze snów. Tym niemniej powiada (i to z gniewnym naciskiem):


"Możemy stwierdzić, że stoimy w obliczu wielkiej zmiany. Człowiek musi zająć się psychologią. Potrzebujemy więcej psychologii. Więcej zrozumienia natury człowieka. Ponieważ to tylko człowiek jest rzeczywistym prawdziwym największym zagrożeniem dla samego siebie (i świata). Jest największym niebezpieczeństwem. A nasz brak świadomości w tym względzie jest wręcz żałosny. Nic nie wiemy o człowieku. Zbyt mało. Psyche powinna być badana, ponieważ to my sami jesteśmy źródłem wszelkiego zła jakie może nadejść."


Moja inicjatywa przełożenia na j. polski oraz opublikowania po raz pierwszy „Człowieka i jego symboli” w naszym kraju wynika przede wszystkim z
chęci zwrócenia uwagi na to jak można pomóc sobie i światu (oraz odwrócić katastrofalny trend) przez pracę nad sobą oraz dzięki bardziej symbolicznemu i metaforycznemu rozumieniu zachodzących procesów psychologicznych, kulturowych i społecznych.


Głównym sprawcą powstania tej publikacji jest John Freeman, zaś inicjatorem, który poprosił Freemana o negocjacje z Jungiem w kwestii napisania tej książki był Wolfgang Foges, dyrektor zarządzający w wydawnictwie Aldus Books.


Jung Freeman

Freeman przeprowadza wywiad z C. G. Jungiem dla BBC
– 18 miesięcy przed śmiercią Junga – 1959 r. (z zasobów BBC)


Freeman pisze:


Przez blisko dwie godziny Jung, prawie nie przerywając, słuchał mnie w swoim ogrodzie, po czym powiedział: Nie. Powiedział to w możliwie najdelikatniejszy sposób, ale z wielką stanowczością; nigdy w przeszłości nie starał się popularyzować swojego dzieła i nie miał pewności, że teraz potrafiłby uczynić to skutecznie. Ponadto: był raczej zmęczony, w podeszłym wieku i niechętny do podejmowania długoterminowych zobowiązań, co do których miał liczne wątpliwości.

Wszyscy przyjaciele Junga zgodzą się ze mną, że był on człowiekiem o zdecydowanie pozytywnym podejściu. Z uważnością i bez pośpiechu zastanawiał się nad problemem, kiedy już jednak podjął decyzję, to zazwyczaj była nieodwołalna. Wielce rozczarowany wróciłem zatem do Londynu w przekonaniu, że odmowa Junga zakończyła temat. I pewnie tak by zostało, gdyby nie zaistniały dwa nieprzewidziane przeze mnie czynniki.

Jednym z nich był upór Fogesa, który przed zaakceptowaniem porażki nalegał na jeszcze jedną wyprawę do Junga. Drugim było zdarzenie, które nawet z perspektywy czasu wciąż mnie zadziwia.

Jak już powiedziałem, program telewizyjny okazał się sukcesem. Spowodował lawinę listów od przeróżnych osób, w tym od zwyczajnych ludzi bez medycznego czy psychologicznego wykształcenia, których ujęła przywódcza obecność, poczucie humoru i skromny urok tego wielkiego człowieka i którzy zauważyli, że w jego poglądzie na życie i na człowieka może być coś pomocnego. Jung był bardzo zadowolony, nie tyle z samych listów (jego skrzynka zawsze była przepełniona), ile z otrzymywania ich od ludzi, którzy normalnie nie mieliby z nim kontaktu.

I to właśnie wówczas przyśnił mu się niezwykle ważny dla niego sen (czytając tę książkę, zrozumiecie, jak ważne mogą być marzenia senne). Śniło mu się, że zamiast siedzieć we własnym gabinecie i przemawiać do wielkich lekarzy i psychiatrów, którzy zwykli telefonować do niego z całego świata, stał na placu i zwracał się do wielkiej rzeszy ludzi, którzy słuchali go z wytężoną uwagą i ze zrozumieniem tego, co powiedział…

Kiedy tydzień lub dwa później Foges ponownie poprosił Junga o podjęcie się napisania proponowanej książki nieprzeznaczonej dla klinicystów czy filozofów, ale dla przeciętnego człowieka, ten dał się przekonać. Postawił jednak dwa warunki:

Po pierwsze nie będzie to dzieło jednego autora, ale efekt wspólnego wysiłku Junga i grupy najbliższych współpracowników, którzy kontynuują jego metody oraz nauczanie. Drugi warunek polegał na tym, że sam miałem się zająć koordynacją pracy i rozwiązywaniem wszelkich problemów, które mogłyby się pojawić pomiędzy autorami a wydawcami. (…)

(John Freeman ze wstępu)


Co to symbol? Co to znak?


"Znak jest zawsze czymś mniejszym od reprezentowanej koncepcji, podczas gdy symbol zawiera w sobie coś więcej niż oczywiste i bezpośrednie znaczenie. Ponadto symbole są tworami naturalnymi i spontanicznymi. Nie ma takiego geniusza, który usiadłby z piórem lub pędzlem w dłoni i powiedział: Teraz wymyślę symbol. Nie można wziąć mniej lub więcej racjonalnej myśli, logicznej konkluzji czy celowej intencji, aby potem nadać jej „symboliczną” formę. Nie ma takiej możliwości, żeby podobna idea przestała być znakiem związanym ze stojącą za nim świadomą myślą. Symbol wskazuje na coś ciągle jeszcze niewiadomego. Symbole w snach pojawiają się spontanicznie, ponieważ sny nie są wymyślane – to one zatem stanowią nasze główne źródło wszelkiej wiedzy o symbolice.
Muszę jednak zaznaczyć, że symbole nie pojawiają się wyłącznie w snach. Występują we wszystkich psychicznych manifestacjach. Mamy zatem symboliczne myśli i uczucia, symboliczne akty oraz sytuacje. Często wręcz wydaje się, że przy aranżacji symbolicznych wzorców z nieświadomością współpracują nawet nieożywione przedmioty.

Istnieje wiele dobrze udokumentowanych opowieści o zatrzymaniu się zegarów w chwili śmierci ich właściciela; jednym z przykładów był zegar wahadłowy w Pałacu Fryderyka Wielkiego Sanssouci, który zatrzymał się, gdy umarł król. Innymi częstymi przykładami są pękające lustra czy obrazy, które spadają w chwili śmierci, albo niewielkie niemożliwe do wyjaśnienia pęknięcia muru w domu, kiedy ktoś przechodzi kryzys emocjonalny. Nawet jeśli sceptycy odrzucają podobne informacje, to analogiczne historie wciąż się pojawiają, co samo w sobie powinno służyć za wystarczający dowód ich psychologicznej doniosłości.
Istnieje jednak wiele symboli (wśród nich najważniejsze), które nie są indywidualne, lecz kolektywne w swej naturze i pochodzeniu. Dotyczy to zwłaszcza przedstawień religijnych. Wierzący zakłada, że mają one boskie pochodzenie – że zostały człowiekowi objawione. Sceptyk kategorycznie stwierdzi, że zostały wymyślone. Obaj są w błędzie. Prawdą jest – jak zauważy sceptyk – że symbole i koncepcje religijne przez stulecia były przedmiotem troskliwej i dość świadomej obróbki. Równie prawdziwe jest – jak zasugeruje wierzący – że ich źródło jest tak bardzo zanurzone w tajemnicy przeszłości, iż zdają się one posiadać inne niż ludzkie pochodzenie. Jednak w rzeczywistości symbole są kolektywnymi reprezentacjami emanującymi z odwiecznych snów i twórczych fantazji. Obrazy te są w swej istocie mimowolnymi spontanicznymi manifestacjami i w żadnym razie nie są zamierzonymi wynalazkami. Jak później wyjaśnię, właśnie ten fakt ma bezpośredni oraz istotny wpływ na interpretację marzeń sennych. Oczywiście przy założeniu, że marzenie senne posiada wymiar symboliczny, będziesz je interpretować inaczej niż ktoś, kto wierzy, że zasadnicza, esencjonalna myśl naładowana energią i tak jest już znana, a została jedynie „zamaskowana” przez sen. W tym drugim przypadku interpretacja snu nie ma zbyt wiele sensu, ponieważ odkryjesz wyłącznie to, co i tak już ci wiadomo."

- C. G. Jung -


Psyche to część przyrody …


Ogólna zasada powiada, że nieświadomy aspekt każdego zdarzenia ujawnia się nam w snach bynajmniej nie w formie racjonalnych przemyśleń, lecz jako symboliczny obraz. Historycznie rzecz biorąc, to właśnie badanie marzeń sennych pozwoliło psychologom zapoczątkować śledzenie nieświadomego tła świadomych zdarzeń psychicznych.

Dzięki takim odkryciom psychologowie założyli istnienie nieświadomej psyche, choć wielu naukowców oraz filozofów zaprzecza jej istnieniu. Naiwnie argumentują, że podobne założenie wymusza funkcjonowanie dwóch podmiotów lub (mówiąc prościej) dwóch osobowości w jednostce. Ale to dokładnie o to chodzi a przekleństwo współczesnego człowieka polega właśnie na tym, że wiele osób cierpi z powodu podzielonej osobowości. Bynajmniej nie jest to objaw patologii; jest to normalny fakt, który można zaobserwować w dowolnym czasie i wszędzie. Dotyczy nie tylko neurotyków, u których prawica nie wie, co czyni lewica. Ten problem jest uogólnionym symptomem nieświadomości, będąc przy tym niezaprzeczalnym wspólnym dziedzictwem całej ludzkości.

Człowiek rozwijał świadomość powoli i pracowicie w procesie, który trwał długie wieki, prowadzące do osiągnięcia stanu cywilizowanego (który można datować na czas początków pisma, czyli około 4 tys. lat p.n.e.). Ewolucja świadomości daleka jest od zakończenia, ponieważ wielkie obszary ludzkiego umysłu nadal skrywają się w ciemności. To, czym nazywamy psyche, nie jest w żaden sposób identyczne z naszą świadomością oraz jej treściami.

Ktokolwiek zaprzecza istnieniu nieświadomości, zakłada w istocie, że nasza obecna wiedza o psyche jest całkowita. Takie przekonanie jest po prostu równie fałszywe jak założenie, że wiemy już wszystko, czego można się było dowiedzieć o wszechświecie. Nasza psyche to część przyrody, a jej tajemnice są nieskończone. Tak więc nie potrafimy zdefiniować ani psyche, ani natury. Możemy jedynie stwierdzić, że wierzymy w jej istnienie, i jak najlepiej opisywać sposób, w jaki funkcjonuje. Z całkiem innego punktu widzenia, pomijając nagromadzone dowody wynikające z badań medycznych, istnieją mocne podstawy do logicznego odrzucenia twierdzenia, że nieświadomość nie istnieje. Osoby które mówią podobne rzeczy, wyrażają jedynie odwieczny mizoneizm, czyli strach przed nowym i nieznanym.

Istnieją także historyczne przyczyny oporu sprzeciwiającego się idei nieznanej części ludzkiej psyche. Świadomość jest bardzo świeżym nabytkiem przyrody i nadal znajduje się w stadium eksperymentu. Jest krucha, zagrożona niebezpieczeństwami oraz podatna na zranienia. Jak zauważyli antropolodzy, jednym z najpowszechniejszych zaburzeń psychicznych występujących wśród ludów pierwotnych, jest to, co nazwali „utratą duszy”. Oznacza to – jak sama nazwa wskazuje – znaczące zakłócenie świadomości (mówiąc bardziej technicznie: dysocjację).

Wśród ludów, których świadomość jest na innym poziomie rozwoju od naszego, „dusza” (albo psyche) nie jest odczuwana jako jednolita całość. Wiele ludów pierwotnych przyjmuje, że człowiek posiada zarówno „leśną duszę”, jak również własną, i że ta „leśna dusza” inkarnuje się w dzikim zwierzęciu lub drzewie, z którymi konkretna osoba posiada swego rodzaju psychiczne powinowactwo. Wybitny francuski etnolog Lucien Levy-Bruhl nazywał to „partycypacją mistyczną”. Po pewnym czasie, ulegając presji wrogiej krytyki, wycofał się z tego określenia, jednak moim zdaniem krytycy byli w błędzie. Jest dobrze znanym psychologicznym faktem, że jednostka może nieświadomie utożsamiać się z inną osobą lub obiektem.


U ludów pierwotnych tego rodzaju tożsamość przybiera wiele różnych kształtów. Jeśli „leśna dusza” człowieka posiada formę zwierzęcia, wówczas to zwierzę uznawane jest za jego brata. Jeśli na przykład czyimś bratem jest krokodyl, to człowiek ten będzie bezpieczny, pływając w rzece pełnej krokodyli. Jeśli „leśną duszą” jest drzewo, to drzewo posiada coś w rodzaju rodzicielskiego autorytetu w stosunku do danej jednostki. W obu przypadkach zranienie „leśnej duszy” uważa się za równoważne zranieniu człowieka.

W niektórych plemionach przyjmuje się, że człowiek posiada wiele dusz; to przekonanie wyraża uczucia pierwotnych jednostek mówiące o tym, że każdy składa się z kilku związanych ze sobą, ale oddzielnych elementów. Oznacza to, że psyche jednostki daleka jest od bezpiecznej jedności, wręcz odwrotnie – istnieje zagrożenie jej fragmentacją, która łatwo daje o sobie znać przy okazji wybuchu niezbadanych emocji.

Chociaż znamy tę sytuację ze studiów antropologicznych, to wcale nie jest ona błaha w przypadku naszej zaawansowanej cywilizacji. Również i nam może przydarzyć się dysocjacja oraz utrata świadomości. Opanowują nas różne nastroje lub tracimy rozsądek i nie potrafimy przypomnieć sobie ważnych faktów dotyczących nas samych czy innych. Ludzie mówią wówczas, że to „diabli nadali”. Opowiadamy o zdolności kontrolowania siebie, ale samokontrola w istocie jest rzadką i wybitną cechą. Możemy uważać, że sprawujemy nad sobą kontrolę, ale przyjaciel bez trudu opowie o nas takie rzeczy, o których nie mamy pojęcia.

Niewątpliwie nawet w tym, co nazywamy „wysokim poziomem cywilizacji”, świadomość człowieka nie osiągnęła jeszcze sensownego poziomu ciągłości. Wciąż jest krucha i podatna na fragmentację. Zdolność do wyodrębnienia części umysłu jest w istocie wartościową cechą pozwalającą nam skoncentrować się w danym czasie na jednej rzeczy, odłączając wszystko inne, co może domagać się naszej uwagi. Ale istnieje przepastna różnica pomiędzy świadomą decyzją oddzielenia się oraz chwilowym stłumieniem jakiegoś obszaru psyche a sytuacją, w której dzieje się to spontanicznie, bez wiedzy czy zgody, albo nawet wbrew czyjejś intencji. To pierwsze stanowi osiągnięcie cywilizacji, natomiast to drugie jest prymitywną utratą duszy lub nawet patologiczną przyczyną nerwicy.

Tak więc nawet w dzisiejszych czasach jedność świadomości wciąż jest kwestią problematyczną, gdyż zbyt łatwo można ją zaburzyć. Zdolność kontrolowania emocji, która może być bardzo pożądana z jednego punktu widzenia, będzie wątpliwym osiągnięciem z innego punktu widzenia, ponieważ zubaża społeczne funkcjonowanie o całą gamę kolorytu i ciepła.


To wbrew temu poglądowi musimy rozpatrywać wpływ marzeń sennych – tych wątłych, niknących, niewiarygodnych, mglistych i niepewnych fantazji. Aby wyjaśnić swój punkt widzenia, powinienem opisać, jak z biegiem lat doszedłem do wniosku, że sny są najczęstszym oraz powszechnie dostępnym źródłem badania zdolności człowieka do życia symbolicznego.

- C. G. Jung-


Mizoneizm ...


"Łatwo zrozumieć, dlaczego śniący ignorują, a nawet zaprzeczają przekazom ze snów. Świadomość w sposób naturalny opiera się wszystkiemu, co nieświadome i nieznane. Wskazywałem już na to, że wśród ludów pierwotnych antropolodzy odkryli istnienie zjawiska nazwanego „mizoneizmem”, czyli głębokiego, pełnego przesądów strachu przed nowością. Ludzie pierwotni w obliczu niepomyślnych zdarzeń wykazują wszelkie reakcje dzikiego zwierzęcia. Z kolei człowiek „cywilizowany” reaguje na nowe idee zasadniczo w taki sam sposób, budując psychologiczne bariery, aby uchronić się przed szokiem wynikającym z zetknięcia z nowością. Łatwo zaobserwować to zjawisko, kiedy widzimy reakcję jednostki na jej własne marzenia senne, które wymuszają przyznanie się do niespodziewanej myśli. Wielu pionierów filozofii, nauki, a nawet literatury stawało się ofiarami konserwatyzmu ze strony współczesnych im bliźnich. Psychologia jest jedną z najnowszych nauk, a ponieważ próbuje pracować z nieświadomością, nieuchronnie spotkała się z mizoneizmem w ekstremalnej formie.


Bez względu na to, jak niepochlebna byłaby czyjaś opinia o nieświadomości, to musi on przyznać, że jest ona warta zbadania; nieświadomość znajduje się co najmniej na tym samym poziomie co wszy, które przecież cieszą się szczerym zainteresowaniem entomologów. Nie mam nic przeciwko temu, by ktoś z niewielkim doświadczeniem i wiedzą o marzeniach sennych uważał, że są one wyłącznie chaotycznymi zjawiskami bez znaczenia. Kiedy jednak założy się, iż są to normalne zjawiska (którymi w rzeczywistości są), to trzeba rozważyć, że albo są one przyczynowe, czyli że istnieje racjonalny powód ich zaistnienia, albo że mają jakiś cel, lub obie opcje."

(C. G. Jung w "Człowiek i jego symbole")


O rozumieniu snów ...


"Jeśli pragniesz zrozumieć czyjś sen, musisz pominąć własne preferencje i stłumić uprzedzenia. Nie jest to ani łatwe, ani przyjemne, ponieważ wiąże się z tym moralny wysiłek, który nie każdemu przypada do gustu. Jeśli jednak analityk nie wysili się na tyle, aby poddać krytyce własny punkt widzenia i uznać jego względność, to nie uzyska ani właściwej informacji na temat marzenia sennego, ani dostatecznego wglądu w umysłowość swojego pacjenta. Analityk oczekuje pewnej gotowości ze strony pacjenta do wysłuchania jego opinii oraz wzięcia jej pod uwagę, a pacjent ma prawo do tego samego. Chociaż taka właśnie relacja jest nieodzowna, aby mogło zaistnieć jakiekolwiek zrozumienie, oczywistą i niezbędną koniecznością staje się nieustanne przypominanie, że dla pacjenta w terapii ważniejsze jest zrozumienie niż zadowolenie teoretycznych oczekiwań analityka. Opór pacjenta w stosunku do interpretacji analityka niekoniecznie jest czymś niewłaściwym; jest to raczej wyraźny wskaźnik, że coś między nimi nie „zaskoczyło”. Albo pacjent nie dotarł jeszcze do miejsca, gdzie pojawia się zrozumienie, albo interpretacja nie jest dość trafna.

W naszych wysiłkach związanych z interpretacją symboli pochodzących ze snu innej osoby niezmienną trudność sprawia tendencja do zapełniania nieuniknionych luk w rozumieniu własnymi projekcjami – czyli założeniem, że to, co analityk postrzega bądź myśli, jest w taki sam sposób postrzegane lub przemyślane przez śniącego. Aby uporać się z tym źródłem pomyłek, zawsze wskazywałem na wagę trzymania się kontekstu konkretnego snu oraz wykluczenia wszelkich teoretycznych założeń – poza hipotezą, że sam sen w pewien sposób posiada sens.
Z tego, co dotychczas powiedziałem, jest oczywiste, że nie da się stworzyć ogólnej zasady interpretacji marzeń sennych. Kiedy wcześniej sugerowałem, że generalną funkcją snów wydaje się być kompensacja deficytów lub zniekształceń świadomego umysłu, miałem na myśli, że to założenie otwiera najdogodniejsze podejście do natury konkretnych marzeń sennych. W niektórych przypadkach wyraźnie widać tę funkcję.
Jeden z moich pacjentów miał bardzo wysokie mniemanie o sobie i nie zauważał, że niemal każdy z jego znajomych odczuwał poirytowanie stwarzaną przez niego atmosferą moralnej wyższości. Przyszedł do mnie ze snem, w którym pijaczek tarzał się w rowie – był to widok budzący w śniącym jedynie paternalistyczny komentarz: To okropne, jak nisko może upaść człowiek. Było oczywiste, że nieprzyjemna natura snu stanowiła przynajmniej po części próbę wyrównania jego nadętej opinii o własnych cnotach. Ale było w tym coś więcej. Okazało się, że miał brata – zdegenerowanego alkoholika. Sen pokazywał również, że jego wyższościowa postawa stanowiła kompensację w stosunku do brata zarówno w sensie postaci zewnętrznej, jak i wewnętrznej."


Archetypy a instynkty i ewolucja ...


W książce Junga „Człowiek i jego symbole” znajdujemy tak piękne smaczki – jak ten o ewolucji umysłu w kontekście ewolucji człowieka czy np. o stosunku (i różnicy) archetypu do instynktów…


„Jeśli ciało człowieka reprezentuje całe muzeum organów, mających za sobą długą historię ewolucji, to analogicznie powinniśmy spodziewać się, że umysł został zorganizowany w analogiczny sposób. Jest on w takim samym stopniu efektem historii, jak ciało, w którym funkcjonuje. „Historia” w tym przypadku nie oznacza faktu, że umysłowość buduje się poprzez świadome odniesienie do przeszłości z zastosowaniem języka oraz innych tradycji kulturowych. Odnoszę się tutaj do biologicznego, prehistorycznego i nieświadomego rozwoju umysłu człowieka archaicznego, którego psyche wciąż było bliska zwierzęciu.

Ta niezmiernie stara psyche formuje zręby naszego życia psychicznego w takim samym stopniu, w jakim struktura naszego ciała oparta jest na ogólnym, anatomicznym wzorcu ssaka. Wprawne oko anatoma lub biologa bez trudu odnajdzie liczne ślady tego pierwotnego wzorca w naszych ciałach. Podobnie doświadczony badacz umysłu może odnaleźć analogie pomiędzy obrazami ze snu współczesnego człowieka a wytworami prymitywnego umysłu, jego obrazami kolektywnymi i motywami mitologicznymi.

Podobnie jak biolog potrzebuje anatomii porównawczej, psycholog nie może działać bez „porównawczej anatomii psyche”. Ujmując rzecz z innej strony, psycholog musi mieć nie tylko wystarczające doświadczenie w badaniu marzeń sennych tudzież innych wytworów nieświadomej aktywności, ale także w zakresie mitologii w jej najszerszym sensie. Bez takiego oprzyrządowania nikt nie dostrzeże ważnych analogii. Na przykład nie jest możliwe zauważenie analogii pomiędzy przypadkiem nerwicy natręctw a klasycznym demonicznym opętaniem, jeśli nie dysponujemy wiedzą na temat obu zjawisk.

Moje poglądy dotyczące „pozostałości archaicznych”, które nazywam „archetypami” lub „pierwotnymi obrazami”, były ustawicznie krytykowane przez ludzi, którym brak dostatecznej wiedzy z zakresu psychologii snów i mitologii. Termin „archetyp” często bywał źle rozumiany jako pewne określenie mitologiczne, obraz czy motyw. Są to jednak wyłącznie świadome reprezentacje; byłoby absurdem zakładać, że owe różnorodne reprezentacje można by dziedziczyć.

Archetyp jest tendencją do formowania takich przedstawień motywu-reprezentacji, które ogromnie różnią się w szczególe bez utraty zasadniczego wzorca. Istnieje na przykład wiele reprezentacji motywu wrogich braci, ale sam motyw pozostaje taki sam. Moi krytycy niewłaściwie założyli, że zajmuję się „reprezentacjami dziedziczonymi” i na tym gruncie uznali ideę archetypu za zwyczajny przesąd. Nie udało im się wziąć pod uwagę faktu, że jeśli archetypy byłyby reprezentacjami powstałymi w świadomości (lub gdyby świadomość je nabyła), to z pewnością rozumielibyśmy je zamiast doświadczać zakłopotania czy zaskoczenia z chwilą ich pojawienia się. W istocie są one instynktownym trendem podobnym do ptasiej tendencji skłaniającej do budowania gniazda czy impulsu mrówek organizujących się w kolonie.

Muszę tutaj wyjaśnić relację pomiędzy instynktami a archetypami: instynktami nazywamy fizjologiczne popędy, które postrzegamy zmysłami. Jednak równocześnie pokazują się one w fantazjach i często manifestują swoją obecność jedynie poprzez obrazy symboliczne. To właśnie owe manifestacje nazywam „archetypami”. Nie znamy ich pochodzenia; reprodukują się samoistnie w dowolnym czasie i w każdym miejscu na świecie – nawet tam, gdzie wykluczony jest bezpośredni przekaz lub „wzajemne zapylenie” wynikające z migracji.

Pamiętam liczne przypadki osób, które przychodziły do mnie na konsultacje, ponieważ były skonsternowane marzeniami sennymi lub snami swoich dzieci. Pacjenci zupełnie nie potrafili zrozumieć, o co chodziło w tych snach. Wynikało to z faktu, że marzenia senne zawierały obrazy, które nie odnosiły się do niczego, co pamiętali lub co mogło zostać przekazane ich dzieciom. Przy tym niektórzy z moich pacjentów posiadali gruntowne wykształcenie, a kilkoro z nich było psychiatrami.


Bardzo wyraźnie przypominam sobie profesora, który doświadczył nagłej wizji i stwierdził, że oszalał. Przyszedł do mnie kompletnie spanikowany. Zdjąłem wtedy z półki 400-letnią książkę i pokazałem mu stary drzeworyt dokładnie obrazujący jego wizję. Nie ma żadnego powodu, uważać, że pan oszalał – powiedziałem. Oni znali pańską wizję już 400 lat temu. Po czym usiadł całkowicie wypompowany, ale w stanie znacząco bliższym normie.”


Psyche a świadomość


"Jeśli utożsamiasz psyche ze świadomością, to łatwo możesz spotkać fałszywą ideę głoszącą, że człowiek przychodzi na świat z pustą psyche i że w późniejszych latach nie zawiera ona niczego więcej ponad to, czego nauczyła się wskutek gromadzenia indywidualnych doświadczeń. Ale psyche jest czymś znacznie więcej niż świadomość.
Zwierzęta cechują się niewielkim stopniem świadomości, jednak sporo ich impulsów i reakcji wskazuje na istnienie psyche, zaś ludy pierwotne wykonują liczne czynności, których znaczenie nie jest im znane.
Możesz bezskutecznie przepytywać cywilizowane osoby o faktyczne znaczenie choinki czy wielkanocnego jajka. Faktem jest, że ludzie wykonują czynności, nie wiedząc, dlaczego to robią. Przychylam się do poglądu, że generalnie najpierw się coś robiło, a dopiero po długim czasie pojawiało się pytanie „dlaczego”. Psycholog kliniczny nieustannie konfrontuje się ze stosunkowo inteligentnymi pacjentami, którzy zachowują się w szczególny oraz nieprzewidywalny sposób i którzy nawet nie podejrzewają, co takiego mówią, czy robią. Nagle opanowują ich irracjonalne nastroje, za które nie potrafią wziąć odpowiedzialności.
Takie reakcje oraz impulsy na pierwszy rzut oka wydają się mieć naturę wewnętrzną i osobistą, przez co pomijamy je jako zachowanie nietypowe. W rzeczywistości opierają się one na wstępnie uformowanym oraz gotowym instynktownym systemie, który cechuje człowieka. Formy myślowe, uniwersalnie rozumiane gesty oraz szereg postaw wpisują się we wzorzec ustanowiony na długo przed pojawieniem się refleksyjnej świadomości człowieka.
Można sobie nawet wyobrazić, że najdawniejsze początki ludzkiej zdolności do refleksji to efekt bolesnych konsekwencji gwałtownych, emocjonalnych konfliktów. Pozwólcie to zilustrować przykładem Buszmena, który w chwili gniewu i rozczarowania z powodu niemożności złapania ryby dusi swego ukochanego syna, po czym w ogromnym żalu tuli w ramionach jego nieżywe ciałko. Taki człowiek może na zawsze zapamiętać tę chwilę cierpienia.
Nie wiemy, czy takie doświadczenie faktycznie zainicjowało rozwój ludzkiej świadomości. Ale nie ma wątpliwości, że szok związany z podobnym przeżyciem emocjonalnym często potrzebny jest do tego, by ludzie przebudzili się i zwrócili uwagę na to, co czynią. Istnieje słynna opowieść o XII-wiecznym hiszpańskim hidalgo Rajmundzie Lullu, któremu w końcu (po długim czasie) udało się spotkać z adorowaną kobietą na potajemnej randce. Kobieta bezgłośnie rozpięła suknię i pokazała mu pierś zgniłą od raka. Przeżyty wstrząs odmienił życie Lulla, który został ważnym teologiem i jednym z największych misjonarzy Kościoła. W przypadku tak nagłej przemiany można wykazać, że w nieświadomości przez dłuższy czas miało miejsce oddziaływanie archetypu zgrabnie aranżującego okoliczności, które doprowadzą do kryzysu.
Takie doświadczenia wydają się pokazywać, że formy archetypowe nie są bynajmniej wzorcami statycznymi. Są to czynniki dynamiczne, które manifestują się w impulsach równie spontanicznych jak instynkty. Niektóre marzenia senne, wizje lub myśli mogą pojawiać się niespodziewanie, i żeby nie wiem jak uważnie je badać, niemożliwe jest ustalenie, co było przyczyną ich zaistnienia. Nie znaczy to, że przyczyna nie istnieje; z pewnością jakaś jest. Jest jednak na tyle odległa i niejasna, że jej nie widać. W takim przypadku trzeba czekać, aż sen i jego znaczenie staną się dostatecznie wyraźne, lub do chwili, kiedy pojawi się jakieś zewnętrzne wydarzenie, które go objaśni."

- C. G. Jung -


To nie był sen Freuda, ale mój ...


„Szybko zauważyłem, że Freud czekał na pojawienie się któregoś z moich niezrealizowanych pragnień. Wstępnie zasugerowałem, że czaszki ze snu mogą mieć związek z członkami mojej rodziny, których śmierci z pewnych przyczyn mógłbym pragnąć. Zaaprobował tę propozycję, ale ja nie byłem zadowolony z takiego „udawanego” rozwiązania.

Kiedy starałem się znaleźć trafne odpowiedzi na pytania Freuda, poczułem się zmieszany nagłym wglądem dotyczącym roli, jaką w psychologicznym rozumieniu odgrywa czynnik subiektywny. Moja intuicja była tak mocna, że myślałem tylko o tym, jak się z tego wszystkiego wyplątać i wybrałem łatwą drogę kłamstwa. Nie było to ani eleganckie, ani moralnie do obrony, jednak w przeciwnym wypadku ryzykowałem śmiertelne starcie z Freudem, a z wielu powodów nie czułem się na to gotowy.


Moja intuicja polegała na nagłym i całkowicie niespodziewanym wglądzie w fakt, że sen mówił o mnie, moim życiu i moim świecie, całej mojej rzeczywistości, co sprzeciwiało się teoretycznej strukturze wzniesionej przez inny, obcy umysł dla jego własnych celów. To nie był sen Freuda, ale mój; przy czym w oka mgnieniu zrozumiałem, co oznaczał ów sen.

Ten konflikt pokazuje kluczowe zagadnienie w analizie marzeń sennych. Jest to nie tyle technika, której można się nauczyć i stosować zgodnie z zasadami, ile dialektyczna wymiana pomiędzy osobowościami. Jeśli analizę stosuje się technicznie i mechanicznie, to znika z widoku wyjątkowa osobowość śniącego, a problem terapeutyczny zostaje zredukowany do prostego pytania: Które z tych dwojga, analityk czy śniący zdominuje drugiego? Właśnie z tego powodu porzuciłem stosowanie hipnozy, ponieważ nie chciałem narzucać własnych poglądów innym osobom. Pragnąłem, by procesy lecznicze uruchamiały się samoczynnie, czerpiąc z zasobów osobowości pacjenta, a nie pod wpływem moich sugestii, co dawałoby krótkotrwały efekt. Moim celem była ochrona i zachowanie godności oraz wolności pacjenta, aby mógł żyć zgodnie z własnymi pragnieniami.

W trakcie spotkania z Freudem po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że zanim stworzymy ogólną teorię dotyczącą człowieka i jego psyche, powinniśmy się o wiele więcej dowiedzieć o rzeczywistej osobie, z którą mamy do czynienia.


Jednostka jest jedyną rzeczywistością. Im bardziej oddalamy się od jednostki w kierunku abstrakcyjnych idei na temat homo sapiens, tym większe prawdopodobieństwo, że popełniamy błąd. W czasach społecznych przewrotów i błyskawicznych przemian warto wiedzieć o wiele więcej o pojedynczym człowieku, gdyż niezwykle dużo zależy od jego wartości psychicznych oraz moralnych. Jeśli jednak chcemy zobaczyć zagadnienia w ich właściwej perspektywie, musimy rozumieć zarówno przeszłość, jak i teraźniejszość człowieka. To dlatego zrozumienie mitów oraz symboli ma tak fundamentalne znaczenie.”

- C. G. Jung -


Głos zabiera Joseph. L. Henderson – to niesamowita postać. (Sierpień 31 sierpnia 1903 – 17 listopada 2007 r.) – analityk jungowski zwany szamanem z Elko (Kalifornia), który jeszcze w wieku 103 lat regularnie przyjmował pacjentów …


„W czasie wojny można zaobserwować zwiększone zainteresowanie dziełami Homera, Szekspira, i Tołstoja, gdzie ze świeżym zrozumieniem czytamy rozdziały, które nadają wojnie jej trwały (lub archetypowy) sens. Wywołują w nas reakcję, która jest znacznie głębsza, niż miałoby to miejsce w przypadku kogoś, kto nigdy nie zaznał emocjonalnej intensywności jej doświadczenia. Bitwy na przedpolach Troi w najmniejszym stopniu nie przypominały zmagań pod Azincourt czy Borodino, a jednak wielcy pisarze potrafili przekraczać różnice czasu oraz przestrzeni i eksplorowali uniwersalne zagadnienia. Reagujemy na nie, ponieważ takie tematy są zasadniczo symboliczne.

Jeszcze bardziej uderzający przykład znany jest każdemu, kto dorastał w tradycji chrześcijańskiej. W czasie świąt Bożego Narodzenia wyrażamy nasze wewnętrzne uczucie związane z mitologicznymi narodzinami na wpół boskiego dziecka, nawet jeśli nie wierzymy w doktrynę urodzenia Chrystusa przez dziewicę lub gdy świadomie nie wyznajemy żadnej wiary. Bezwiednie zanurzamy się w symbolikę odrodzenia. Jest to relikt niewiarygodnie starszych świąt – związanych z przesileniem słonecznym – niosących ze sobą nadzieję mówiącą o tym, że zamarły zimowy krajobraz północnej półkuli zostanie wkrótce odnowiony. Przy całym naszym wyrafinowaniu odnajdujemy satysfakcję w tym symbolicznym festiwalu. Podobnie dzieje się, kiedy wraz z naszymi dziećmi w czasie Wielkanocy uczestniczymy w rytuale wielkanocnego jajka i zajączka.

Ale czy rozumiemy, co robimy? Lub czy widzimy związek pomiędzy historią narodzin, śmierci i wskrzeszenia Chrystusa a ludową symboliką Wielkiej Nocy? Zazwyczaj w ogóle nie zaprzątamy sobie głowy myśleniem o takich związkach.

A jednak one się uzupełniają. Ukrzyżowanie Chrystusa w Wielki Piątek wydaje się na pierwszy rzut oka należeć do tego samego wzorca symboliki płodności, jaki można odnaleźć w rytuałach poświęconych innym „zbawcom” takim jak: Ozyrys, Tammuz (Dumuzi) i Orfeusz. Oni również mieli boskie lub półboskie narodziny, zostali zabici i odrodzili się. W rzeczywistości należeli do religii cyklicznych, w których śmierć i odrodzenie króla-boga było odwiecznie powracającym mitem.

Zmartwychwstanie Chrystusa w Wielkanocną Niedzielę jest jednak zdecydowanie mniej satysfakcjonujące z rytualnego punktu widzenia, ponieważ Chrystus wstąpił do nieba, aby zasiąść po prawicy Boga Ojca – Jego zmartwychwstanie wydarzyło się raz i na zawsze.

To właśnie ta finalistyczna koncepcja chrześcijańskiego zmartwychwstania (chrześcijańska idea Sądu Ostatecznego zawiera w sobie podobnie „zamknięty” motyw) odróżnia chrześcijaństwo od innych mitów króla-boga. Było to zdarzenie jednokrotne, a rytuał wyłącznie je upamiętnia. Lecz właśnie owo poczucie ostateczności jest prawdopodobnie powodem, dla którego wcześni chrześcijanie znajdujący się pod wpływem tradycji przedchrześcijańskich czuli, że chrześcijaństwo potrzebowało uzupełnienia elementami starszego rytuału płodności. Potrzebowali powtarzającej się obietnicy odrodzenia i to właśnie symbolizują wielkanocne jajko i zając.”


Człowiek kosmiczny


"Podług świadectwa wielu mitów Człowiek Kosmiczny jest nie tylko początkiem, ale także ostatecznym celem wszelkiego życia i całego stworzenia. Naturą każdego ziarna jest mąka, naturą każdego skarbu jest złoto, każde pokolenie oznacza człowieka – mówił średniowieczny uczony Mistrz Eckhart. I jest to niewątpliwie prawda, jeśli spojrzeć na to z psychologicznego punktu widzenia. Całość wewnętrznej, psychicznej rzeczywistości każdej osoby jest ostatecznie zwrócona w stronę archetypowego symbolu Jaźni.

Praktycznie rzecz biorąc, oznacza to, że istnienie człowieka nigdy nie zostanie zadowalająco wyjaśnione w kategoriach poszczególnych instynktów czy mechanizmów takich jak: głód, władza, seks, walka o przetrwanie, przedłużenie gatunku i tak dalej. Głównym celem człowieka nie jest jedzenie, picie itp., ale bycie człowiekiem. Ponad i poza tymi popędami nasza psychiczna rzeczywistość służy temu, by zamanifestować żywą tajemnicę, która może zostać wyrażona jedynie poprzez symbol, i aby ją wyrazić, nieświadomość często wybiera potężny obraz Człowieka Kosmicznego.
W naszej zachodniej cywilizacji Człowiek Kosmiczny w wielkiej mierze utożsamiany był z Chrystusem, a na wschodzie z Kryszną lub z Buddą. W Starym Testamencie ta sama symboliczna postać staje się „synem człowieczym”, a w późniejszym mistycyzmie żydowskim nazywana jest Adamem Kadmonem. Niektóre ruchy religijne późnego antyku nazywały go po prostu Anthroposem (greckie słowo oznaczające człowieka). Podobnie jak wszystkie symbole tak i ten obraz wskazuje na nierozpoznawalną tajemnicę – na ostatecznie niepoznawalny sens ludzkiej egzystencji."
M. L. von Franz w: "Człowiek i jego symbole"


Matematyka i nieświadomość


W XIX wieku matematyk Karl Friedrich Gauss podał przykład doświadczenia takiej nieświadomej organizacji idei w kontekście odkrycia jednej z reguł teorii liczb: nie tyle przez żmudne poszukiwania, ile dzięki łasce niebios. Łamigłówka rozwiązała się w mgnieniu oka i nie byłem w stanie określić lub wykazać związku z tym, co już wiedziałem wcześniej, z ostatnim z wykonanych eksperymentów, a tym, co faktycznie przyczyniło się do sukcesu.

Francuski naukowiec Henri Poincaré jest jeszcze wyraźniejszym przykładem tego zjawiska: opisuje, jak w trakcie bezsennej nocy obserwował równania matematyczne, które w jego wizji zderzały się ze sobą do czasu, aż niektóre z nich nie znalazły trwalszego połączenia. Odczuwało się to jak obserwację działania własnej nieświadomości, gdzie jej aktywność częściowo ukazuje się świadomości bez utraty własnego charakteru. W takich sytuacjach pojawia się wgląd pozwalający dostrzec różnicę pomiędzy mechanizmami tych dwóch ego.

Za ostateczny przykład równoległego rozwoju mikrofizyki i psychologi możemy uznać jungowską koncepcję sensu. W miejsce, gdzie człowiek wcześniej szukał przyczynowych (czyli racjonalnych) wyjaśnień zjawisk, Jung wprowadził ideę poszukiwania sensu (lub inaczej rzecz ujmując: „celu”). Zamiast dociekać dlaczego coś się wydarzyło (czyli co było przyczyną), Jung stawiał pytanie: Po co to się wydarzyło?

Ta sama tendencja pojawia się w fizyce – wielu współczesnych fizyków bardziej poszukuje „powiązań” w przyrodzie aniżeli praw przyczynowych (determinizm).

M. L. von Franz w: "Człowiek i jego symbole"




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)