zdjęcie Autora

03 maja 2020

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 31)

Chłód. Wilgoć. Ciemność. Cisza. Samotność. Dzikość


« Ewoluujący z bobrami czyli tajemnica klonu negundo wyjaśniona

Tytuł jest listą rzeczy, których nam brakuje i których niedostatek zaczął być nie tylko uciążliwy, ale stał się zagrożeniem – zagrożeniem dla „nas” w najszerszym sensie tego słowa. Dla „nas” czyli ludzi i cywilizacji. Nie przypadkiem tę listę zaczyna Chłód, czyli malejąca zdolność Ziemi-planety do zrzucania w przestrzeń nadmiaru ciepła, czego skutkiem jest globalne przegrzanie, a przyczyną zrzucanie przez „nas” do atmosfery dwutlenku węgla, odpadu produkcji energii przez spalanie paliw węglowych.

17-gwiazda

Druga na liście jest Wilgoć, której brak widzimy jako suszę i malejącą dostępność użytecznej wody. Ciemność jest wypierana przez coraz bardziej natrętne sztuczne oświetlenie, przez które Ziemia widziana z kosmosu zaczęła świecić swoją nocną stroną. Ciemność nocnego nieba, jak i Cisza, stają się dobrami rzadkimi i luksusowymi. Podobnie gaśnie Samotność, rozumiana nie tylko w sensie negatywnym, jako depresyjne i ubezradniające osamotnienie, ale przede wszystkim w sensie pozytywnym jako możliwość retritu czyli odsunięcia się od natręctwa współobywateli i od bieżączki, i zostania sam na sam z własnymi myślami lub ich – dhyana, zen, vision quest – wyzwalającym wygaszeniem. O ginięciu Dzikości czyli wilderness, dzikiej przyrody, nie muszę specjalnie zawiadamiać.

Tytułowa lista składa się z rzeczy, których człowiek nie lubi, nie znosi, unika, ucieka przed nimi, kasuje je. Jest to lista naszych gatunkowych, głęboko wrodzonych, w genach zapisanych wartości negatywnych. Antywartości.

(Podobnie jak dla wiewiórek antywartością byłoby gołe pole, dla nietoperza dzień, dla kreta otwarta przestrzeń, a suchy ląd dla brzany. Wyobraź sobie alternatywne cywilizacje, które by wyewoluowały z tamtych gatunków. Zobacz tę cywilizację nietoperzy przykrytą szczelnymi maga-dachami dającymi wieczną noc. Cywilizację bobrów, która zalała wodą wszystkie lądy.)

Chłodu nie znosimy i chronimy się przed nim, ponieważ jak na ssaki jesteśmy skrajnie ciepłolubni. Wilgoć musimy tolerować, ale ta tolerancja idzie przez głowę, bo wiemy, że bez wilgoci nie będzie roślin, którymi bezpośrednio lub pośrednio się żywimy. Ale tam, gdzie możliwe, wilgoć eliminujemy – słowo „eliminacja” etymologicznie znaczy „usunięcie za próg”, co zgadza się z tym, że domy budujemy by zapewnić sobie odpowiednio wysoką temperaturę i bezwzględny brak wilgoci: przecież nie znosimy, kiedy „leje się nam na głowę”, przemaka papier i zwiera się elektronika. Wilgoć w domach natychmiast kojarzy się z chorobą i prostą drogą do śmierci. Ciemność jest nam wroga jako genetycznym dziennym wzrokowcom, a uciekamy się do niej (i w nią) właściwie tylko w sytuacji zagrożenia, żeby zejść z oczu grożącym wrogom. Tak było przy zaciemnianiu okien podczas II wojny światowej: na ciemność więc zgadzamy się tylko, gdy chroni ona nas przed czymś lub kimś jeszcze gorszym i bardziej „śmiertelnym”. Tu przedstaw sobie, ile aktywności by znikło, ile trzeba by było wyłączyć, gdyby zaprowadzić ciemność.

Cisza zdradza swoją jakość w oczywistej metaforze: martwa cisza. Przeciwnie, gwar jest typowo „radosny”. Cisza (podobnie jak ciemność) jest atrybutem zagrożenia. Ucichaliśmy, gdy trzeba było nasłuchiwać, skąd „złe” się zbliża. Ulga i komfort wyrażały się w głośnych rozmowach, okrzykach, hałasowaniu i śpiewach. To wyjaśnia niemożliwy do wyplenienia nałóg hukania racami – i błyskania, patrz wrogość ciemności. Wciąż miasta i władcy licytują się, kto urządzi „wspanialsze” fajerwerki. Gromadny wrzask był też jedną z pierwszych broni ludzi lub raczej ich ludzko-małpich przodków, których ekologiczna nisza, czyli sposób bycia i aprowizacji, polegała na tym, że nękali duże drapieżniki, które zmuszali wrzaskiem, rzucaniem gałęziami i kamieniami i innym natręctwem do porzucenia upolowanych zwierząt. Kilka gatunków drapieżców doprowadzili tym do ekstynkcji. Zjawisko to nazywa się kleptopasożytnictwem i było pierwszym krokiem proto-homines ku sapientyzacji. Wrzask i hałas, czyli przeciwieństwa ciszy niezwykle trudno jest usunąć, bo są dla nas genetycznym synonimem bezpieczeństwa, komfortu i własnej siły. Popatrz na swój sprzęt foniczny. Popatrz na hałas tłumów na stadionach. Zdolność do hałasowania i podnoszenia głosu jest też wybitnym atutem w wewnątrzgrupowych konkurencjach: kto głośniej krzyczy, więcej dostaje – co przeniosło się na radiowe i internetowe wzmacniacze wrodzonej donośności naszego głosu, także w przenośnym sensie.

Z samotnością czyli pozostawaniem na odosobnieniu-retricie ściśle związany jest indywidualizm, potężna twórcza siła. Ale samotni lub rozproszeni są słabi i ustępują miejsca gromadnym i tłumnym czyli wysoko uspołecznionym. Lub po prostu giną.

Jak listę zaczynał chłód, tak zamyka ją dzikość. Co to jest dzikość? Najkrócej: taki stan pewnego wycinka Ziemi, gdzie ludzie nie grzebią, którego nie naruszają swoją działalnością. Dokąd jeszcze nie dotarli lub się wycofali. Dzikość jest oczywiście stopniowalna, co kiedyś mi uświadomiła pewna Kanadyjka (wychowana w Yukon Teritory) wyśmiewając rzekomą „dzikość” pewnej rzeczki i lasu w Borach Tucholskich. Dzikość to brak „oswojenia”, domestyfikacji, czyli poddania pewnego wycinka Ziemi-świata regulacjom przez człowieka. W tym sensie dzikość nosimy w sobie, w swoim ciele, ponieważ nasze tkanki nie zostały przez nas ani zaprojektowane ani za bardzo przez nas uregulowane, i nosimy ją w umyśle, ponieważ nie jesteśmy w stanie uregulować swoich instynktów, odruchów ani snów, czyli tzw. podświadomości, O tym warto pamiętać, że podświadomość jest dzikością (wilderness) naszych prywatnych umysłów. Słowo dziki w polskim i innych słowiańskich jest skrótem od dziwoki, inaczej dziwny, które to słowa zawierają rdzeń dziw-, będący potomkiem praindoeuropejskiego rdzenia, który w sanskrycie dał słowo deva, czyli boska istota, w łacinie divinus (boski) i divinatio (dywinacja, zasięganie rady boskiej wyroczni); w perski zaś słowo daeva, złośliwy demon. Słowiański sens div-, „dziw, dziwić się, podziwiać, dziki” wyraźnie pochodzi sprzed podziału sensu tego rdzenia na dobre-boskie i złe-demoniczne, kiedy oznaczał on coś bardziej podstawowego: to, co „dziwne”, więc niezwykłe, nietypowe, zaskakujące, niespodziewane, inne, obce. Kiedy więc oznaczał to, co nie należało do ludzkiego, cywilizowane i udomowionego, uregulowanego porządku, co pojawiało się jako obcy gość z innego świata i przez to dziwiło i budziło podziw. (Angielskie i podobne w innych j. germańskich wild nie ma aż tak głębokiego sensu i jest etymologicznym bratem słowa wood, niem. Wald – las. Podobnie francuskie sauvage – i ang. savage – pochodzą od łacińskiego silva, las.)

Wszystkie rzeczy z tytułu – Chłód, Wilgoć, Ciemność, Cisza, Samotność, Dzikość – w chińskim kodzie zostałyby sklasyfikowana jako przykłady jakości yin, ich przeciwieństwa zaś do jakości yang. „Yangiczne” są więc ciepło/gorąco, suchość, jasność/światło, głos, życie gromadne i „państwowe” oraz człowiek jako przeciwieństwo dziczy. Słowo yang zanim wzięto je do wróżb i filozofii, znaczyło stok nasłoneczniony i suchy, przeciwne yin – stok zacieniony i wilgotny.

Jednocześnie uderzające jest, ze tamta szóstka rzeczy z tytułu jest anty-cywilizacyjna. Cywilizacja oparta jest na ich przeciwieństwie, na rzeczach yang, nie yin.

Cywilizacja zachowuje się dokładnie tak, jakby ta szóstca, Chłód-Wilgoć-Ciemność-Cisza-Samotność-Dzikość, była dla niej (dla nas!) wrogiem, przeciwnikiem, wrogą i wredną siłą, którą należy ukrócić i zniszczyć. Oczywiście, to błąd. Cywilizacja-yang nie jest w stanie istnieć bez „rzeczy yin”, które ma za podstawę. Banalna metafora piłowania gałęzi, na której się siedzi, jest tu aż nazbyt oczywista. Cywilizacja-yang, gdy zniszczy rzeczy yin, zginie. Z drugiej strony, cywilizacja nie zrezygnuje z „rzeczy yang”, bo to też byłoby jej wykasowaniem. Wyjściem jest kompromis. Demarkacja. Gdzie ustanowić tę demarkację, i jeszcze trudniejsze pytania: jak to zrobić, zostawiam do dalszych namysłów i dyskusji. Zacząć trzeba od szacunku dla dzikości, poszanowania dzikości.

Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Ewoluujący z bobrami czyli tajemnica klonu negundo wyjaśniona

komentarze

1. Rozwijanie Yin. • autor: Ylvaluiza2020-05-03 14:39:52

A może jednak potrzebne są parytety w polityce, by wartości Yin doszły do głosu? Tymczasem święci triumf kontrola przyrody za pomocą agresji i władzy, brak akceptacji dzikości, intuicji, nieświadomości, tłumienie współczucia, kult siły i twardego charakteru, kult bogactwa jako przejawu zaradności zamiast budowania poczucia wspólnoty - typowe dla yang i macho. Trzeba zacząć od wychowania dzieci. Skandynawowie kochają naturę, bo mają z nią dużo kontaktu od najmłodszych lat. Polskie mieszczuchy boją się natury: kleszczy (przed którymi trzeba chronić się wycinając krzewy, drzewa i kosząc trawę na zapałkę a najlepiej zabetonować ziemię), pszczół, (bo użądlą), pająków (bo ugryzą) itd.. Polscy rolnicy zaś traktują przyrodę przedmiotowo (jest pożyteczna o ile przynosi pieniądze). Trzeba ukazywać dzieciom szersze znaczenie przyrody i równowagi w środowisku naturalnym, ale wiedza nie może być tylko teoretyczna. Konieczne są "zielone szkoły" - dłuższe coroczne wyjazdy poza miasto i nauka w terenie połączona z budowaniem wspólnoty. Musimy chyba jednak na początek korzystać częściowo z pomocy zagranicznych nauczycieli, którzy sami autentycznie kochają przyrodę i nie boją się pająków. 
[foto]

2. dzieci • autor: Teresa Kunka Teresti2020-05-03 18:03:48

Dla mnie nie ma piękniejszych dźwięków niż szczebiot i śmiech bawiących się dzieci, moich wnuków :-) Teraz niestety bez zbliżania się do siebie :-(
Może jeszcze śpiew ptaków w ogrodach jest cudowny. I nie ma dla mnie piękniejszego widoku niż baraszkujące koty, które uwielbiam i pozwalam im na wszystko kiedy nikt nie widzi.
[foto]

3. dzik jest dziki, dzik jest ... • autor: Mieczysław Dyna2020-05-03 20:42:12

W Kolumbii Brytyjskiej, jak i w wymienionym Jukonie, podobnież daleko w dziczy, zwierzęta czasem reagują  ciekawością na człowieka, bo go widzą pierwszy raz. Szczególnie jak są najedzone lub zbyt małe, czy też niedrapieżne np. rosomak, puma, łoś. Czasem potrafią podejść do człowieka, który się tam zapuści bo np. pracuje przy wydobyciach i mierzy/bada teren, gdzieś daleko w głębi terytorium oczywiście. Problemy ekologiczne polegają na tym, że ludzie to gatunek myślący, człowiek to ekspansja i tego się nie zatrzyma. Myśli to słaby instrument do pomocy w życiu w harmonii ze środowiskiem. Co przeciętnego człowieka spotka w konfrontacji z dziczą? Christopher McCandless jest tego dobrym przykładem, m.in. przedstawione w filmie Into the Wild z 2007. Ludzie zachodu opanowali świat, zachód to ekspansja, w dziczy tylko madness, jak w Embrace the serpent z 2015 (El abrazo de la serpiente), jeśli „do dziczy” to bardziej jak Roald Amundsen lub Percy Fawcett, czyli jej zdobywanie. Jak na „dzikim zachodzie” gdzie po wyrugowaniu plemion północnych, ludzie zachodu błądzący za chlebem, wyzwaniem, uciekinierzy, osadnicy zapuszczali się - mieli swoje peregrynacje,  aby przetrwać, utrzymać przy życiu swój i swojej rodziny organizm biologiczny. Racja, dzikość to w pewnym sensie „wróg” lub dzisiaj bardziej miejsce eksploracji surowców. Nad własną podświadomością nigdy nie zapanujemy, bo ludzie zrobili z niej bogów, systemy i ideologie, coś „na zewnątrz”, ale Planeta się zawsze wybroni, wizje przyszłości się rzadko kiedy sprawdzają.

[foto]

4. Odpowiadam Yilvaluizie • autor: Wojciech Jóźwiak2020-05-04 08:49:37

Sprawa "Szóstcy Yin" z którą walczy cywilizacja, sama przez to idąc do zguby, jest problemem, która niewiele ma wspólnego z różnicami między mężczyznami a kobietami. W śmiertelnym boju  z przyrodą (śmiertelnym bo zabijającym i przyrodę i nas) mężczyźni i kobiety są solidarni, idą jednym frontem. Podobnie jak po stronie obrońców przyrody nie widać ani męskiej ani żeńskiej przewagi, ani obrońcy przyrody nie dodają sobie otuchy okrzykami "my mężczyźni" ani "my kobiety". (Uwaga, metafora.)
Oczywiście edukacja jest ważna.
[foto]

5. Planeta się zawsze wybroni. Czyżby? • autor: Wojciech Jóźwiak2020-05-04 09:01:22

Mieczysław Dyna napisał: "Planeta się zawsze wybroni". Jak to rozumieć? Czy znaczy to, że "Planeta" -- czyli ekosystemy Ziemi -- są nieskończenie odporne (vide słówko "zawsze") na rany zadawane im przez ludzi? To oczywista nieprawda, bo nie żyją już mamuty, dronty, ani delfiny z Jangcy ekstyngowane przez ludzi. Nie ma lasów środkowej Europy. Nie ma dropi w Polsce itp itd.
Czy znaczy to, że Ziemia jako planeta przetrwa wszystkie "roboty ziemne" jakie uskuteczniają na niej ludzie? Tak, przetrwa, ale jest prawdopodobne, że życie na niej przetrwa w takim stanie, jak po kataklizmach na granicy permu i triasu lub kredy i eocenu, czyli jako pustynia czekająca kilka milionów lat na odtworzenie ekosystemów z pozostałych resztek.
Jak się zastanawiam, to powiedzenie "Planeta się zawsze wybroni" ma znaczenie "po nas choćby potop", albo "wszystko nam wolno", albo mówiąc prosto: "mało mnie to obchodzi".
[foto]

6. narzędzia • autor: Mieczysław Dyna2020-05-04 12:04:33

„Mało mnie to obchodzi” raczej jednostka nie ma na to wpływu, „Planeta się zawsze wybroni” tak dygresyjnie tylko dodałem, bo zazwyczaj się wybrania, potem tworzy coś nowego –patrząc długoterminowo. „Mało mnie to obchodzi” też można by potraktować jako wyrzut, wydaje mi się, że w tym tez problem, zazwyczaj np. ekolodzy lub inne grupy walczące o jakąś sprawę robią wyrzuty, a jak się komuś robi wyrzuty, np. nieświadomemu jakiegoś problemu społeczeństwu, to prawie zawsze działa to odwrotnie – trzeba dotrzeć do samej góry, bo cała populacja tak samo walczy o przetrwanie w społeczeństwie jak i każdy inny gatunek, ludzie są zaabsorbowani codziennością. Każdego coś obchodzi, jedni będą walczyć o ekosystem, drudzy o np. zapobieganie głodowi w Afryce. Z problemów krótkoterminowych, chyba największym jest to, że człowiek używa człowieka jako narzędzie, jak i w następstwie nadużywa ekosystemu. Z wyżej wymienionych gatunków, degradacja ekosystemu chyba tylko wpłynęła bezpośrednio na te delfiny z Chin, ale ta cywilizacja już dawno się wykoleiła. Dropie pewnie zjedli chłopi, a mamuty to nie wiem.

[foto]

7. Dropie • autor: Wojciech Jóźwiak2020-05-04 13:11:57

"Dropie pewnie zjedli chłopi, a mamuty to nie wiem."

Zalecam wiedzieć.
[foto]

8. Dropie • autor: Mieczysław Dyna2020-05-04 14:17:37

Koniec XIX wieku, potem początek lat 30, wieku XX. Chłopi jak i robotnicy w Zagłębiu, Żyrardowie czy pod Lublinem głodowali często, ciężkie czasy to i dropie z Polski i ze wschodu znikały. Ich kuzyni ibisy w starożytnym Egipcie,  w jednych nomach były traktowane jako święte, a w innych jako plaga, bo pałętały się wszędzie, po np. targach i dziobały - współistnienie gatunków to tylko okoliczności...aa z megafauną to chyba sami naukowcy do końca nie wiedzą jak to było, że wyginęła (ekosystem był czyściutki, ludzie raczkowali), tylko hipotezy.

9. Wizja Terence'a • autor: Matt Octarine2020-05-05 14:56:55

Interesującą wizję równowagi przedstawił Terence McKenna. W jednym ze swoich wykładów wyraził to tak, że idealna i zrównoważona przyszłość to powrót do świata sprzed 20 tysięcy lat w zakresie organicznym oraz dalszy rozwój kultury i cywilizacji w zakresie wirtualnym. Czyli że człowiek przyszłości nie odgradza się cywilizacją od przyrody, a jednocześnie tworzy wiele światów wirtualnych i w nich się rozwija.
[foto]

10. Eleusis pokolenia konsumpcji • autor: Mieczysław Dyna2020-05-05 16:06:03

Ojcowie rewolucji psychodlicznej moim zdaniem zawiedli, bo nie wzięli pod uwagę jednego, że to całe pokolenie hippi i post hippy itd. itp. chciało tylko w znacznej większości, kolokwializm - "przywalić kwasa" i poczuć się lepiej lub też "różnych" roślin, stymulacji. Nie ma drogi na skróty. Leary, McKenna, Watts, Metzner itd. Nawet  ŁOszo i jego pomysł miał swoje 5minut i ludziom nieodpowiedzialnym dawali różne teorie, bunt przeciw amerykańskiemu protestantyzmowi, finalnie, po latach okazało się to niczym więcej. Teraz na nowo pojawiają się teorie dotyczące psychodelików i ich "zbawienności" (m.in. Ben Sessa), czyli Maryla Rodowicz "ale to już było"...
Nawet najambitniejsi jak Grof się nie przebili, bo ludzie chcą tylko jednego, sobie podoświadczać. Prawda jako taka, ich nie obchodzi (i tu kolejne błędne koło, pozycja urodzeniowa/charakter obliguje każdego do czego innego). Eleusis dla znudzonego pokolenia konsumpcji - te teorie McKenny i kolegów oraz ich powroty.
[foto]

11. Topnienie pokrywy lodowej • autor: Wojciech Suchomski2020-05-22 19:21:52

Przyszło mi do głowy pytanie i liczę, że uzyskam tutaj odpowiedź. Ekologowie na całym świecie martwią się topnieniem pokrywy lodowej, w rezultacie czego masy słodkiej wody giną bezpowrotnie w oceanie. Ale przecież lód to skrystalizowana woda destylowana, która nie nadaje się do picia. Aby woda była wartościowa, musi zawierać sole mineralne. A taka "wartościowa" woda pochodzi wyłącznie z głębin ziemi. Dlaczego więc tak bardzo martwimy się topnieniem lodowców?

12. @Wojciech Suchomski • autor: Krabat2020-05-22 20:14:30

"Ekologowie na całym świecie martwią się topnieniem pokrywy lodowej, w rezultacie czego masy słodkiej wody giną bezpowrotnie w oceanie."

Nieprawda. Martwią się tym, że:
- masa słodkiej zimnej wody dodana do Oceanu zakłóci cyrkulację prądów
- podniesie się poziom Oceanu
- zmniejszenie albedo Ziemi doprowadzi do przyśpieszenia ogrzewania się powierzchni

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)