TARAKA
zdjêcie Autora

10 pa¼dziernika 2007

Wojciech Jó¼wiak

Ta dobra ch³odna Pó³noc

Polityk±, t± ¶wiatow± i t± krajow±, interesujê siê z rzadka i dorywczo, jako czym¶, na co mam wp³yw podobny jak formowanie siê cyklonów tropikalnych. W minionych kilkunastu latach przychodzi³a mi jednak do g³owy (a potem wychodzi³a...) pewna wizja, któr± siê podzielê. Nazwijmy to: „Wspólna Strefa”. Chodzi o objêcie pewn± zacz±tkow± wspólnot± miedzy- i ponadnarodow± tych krajów, w których panuje jaki taki porz±dek, mieszkañcy chc± i potrafi± pracowaæ, rz±dy nie wojuj± z w³asn± ludno¶ci± ani nie trzymaj± jej w re¿imie pó³-wiêziennym, politycy odpowiadaj± za swoje s³owa, a poszczególne kraje nie maj± ochoty sporów miêdzy sob± przed³u¿aæ ¶rodkami si³owymi. Czyli taka trans-¶wiatowa strefa prawa, porz±dku, pracy, wolno¶ci (w miarê...) i pokoju.

Wspólna Strefa obejmowa³aby USA i Kanadê, czyli wiêkszo¶æ kontynentu Pó³nocnej Ameryki, Europê, Rosjê (Bia³oru¶, Ukrainê te¿) i Japoniê, czyli zwartym pasem otacza³aby pó³nocn± pó³kulê, a na po³udniowej mia³aby swoje wyspy tworz±ce drugi, choæ przerywany oceanami pas: Australia, Nowa Zelandia, Chile, mo¿e te¿ RPA.

Pañstwa Wspólnej Strefy tworzy³yby sojusz wojskowo-obronny w rodzaju poszerzonego NATO, a drugiej strony stanowi³yby strefê wolnego handlu, bez ce³ i z u³atwieniami podró¿owania i osiedlania siê, choæ zapewne jakie¶ ograniczenia pod tym wzglêdem pozosta³yby, byæ mo¿e, w intencji, czasowo.

Wydaje mi siê jednak, ¿e te „piêæ minut”, kiedy Wspólna Strefa mog³a w miarê ³atwo powstaæ, minê³y. Dobrym okresem na jej za³o¿enie by³ czas od rozpadu ZSSR (Uk³ad Bia³owieski, 8 grudnia 1991) do ataku na WTC (11 wrze¶nia 2001), ostatecznym za¶ koñcem okresu by³a inwazja USA na Irak (20 marca 2003). Sprzyja³ te¿ ówczesny klimat intelektualny z „Koñcem historii” Franciszka Fukuyamy na czele. W ci±gu tych 10 lub 12 lat by³y okresy bardziej i mniej sprzyjaj±ce tej idei - a byæ mo¿e momentu naprawdê sprzyjaj±cego nie by³o nigdy, skoro taka koncepcja lub zbli¿ona nie zosta³a wysuniêta przez nikogo powa¿nego. Obecnie Wspólna Strefa wydaje siê czym¶ nierealnym, raczej z gatunku fantastyki politycznej.

Kto zawini³, nie zauwa¿y³ „znaków czasu”, zlekcewa¿y³, przeoczy³, nie dorós³? Idea Wspólnej Strefy mog³a wyj¶æ tylko od Stanów Zjednoczonych, które w tamtych latach by³y jedynym ¶wiatowym rozgrywaj±cym, jedyn± stron± maj±c± si³y i ¶rodki na realizacjê w³asnej woli. Tej woli zabrak³o: zapewne stratedzy Ameryki byli i bez tego zachwyceni nag³ym upadkiem i znikniêciem swojego g³ównego wroga mêcz±cego ich przez pó³ wieku zimnej wojny, czyli Sowietów. Zachwyceni ca³kiem jak Jagie³³o po pobiciu Krzy¿aków pod Grunwaldem - ¿e a¿ nie przysz³o im do g³owy, ¿e nale¿y wykonaæ jeszcze ruch, bez którego tamto zwyciêstwo w ci±gu paru lat siê zniweczy, co faktycznie siê sta³o i co od paru lat obserwujemy. Ten dodatkowy ruch, którego zabrak³o, polega³by na wci±gniêciu Rosji do swojej strefy wp³ywów, do uczynienia jej swoim wiernym sojusznikiem. Tu dygresja gawêdziarska: co¶ widaæ podobnego chodzi³o po g³owach, ale nie politykom, tylko filmowcom. Mam na my¶li film „Cast Away” (pol. „Poza ¶wiatem”, 2000) - dos³owniejszym t³umaczeniem tytu³u by³oby „Wyrzucony za burtê”. W tym filmie Tom Hanks gra (uwaga, symbole id±!) mened¿era firmy dostarczaj±cej paczki, a wiêc firmy od komunikacji, ³±czno¶ci i wymiany dóbr, a o to przecie¿ chodzi³oby w Strefie!, który rozkrêca filiê w (sic!) Moskwie. Co zostaje mu przerwane, kiedy skutkiem katastrofy samolotu zostaje zrzucony na bezludn± wyspê, z której wprawdzie nadludzkim wysi³kiem wydostaje siê, ale ju¿ do big-biznesu i do swej misji sprzed lat nie wraca. Dzi¶ ten (do¶æ banalny przecie¿) film wygl±da na prorocz± metaforê tego, co przydarzy³o siê Ameryce. By³y lub mog³y mieæ miejsce próby monta¿u nowego ¶wiatowego porz±dku, które jednak zakoñczy³y siê katastrofa lotnicz± (film zrobiony na rok przed 11 wrze¶nia 2001) i l±dowaniem na wyspie-izolatce.

Ameryce zabra³o odpowiedniego wizjonera na „tronie” - wiêkszo¶æ tamtej epoki przypad³a na rz±dy mydlarza Clintona. Bush junior zaraz po objêciu urzêdu zosta³ wci±gniêty atakiem na WTC w bliskowschodni kocio³. Zawini³a Ameryka nie dostrzegaj±c ani tej okazji, ani zagro¿eñ w razie jej niepodjêcia - zbyt pewnie siê czu³a w swoim wyspiarskim odosobnieniu: do czasu, do 11 wrze¶nia 2001.

Zawini³a Zachodnia Europa, która ca³± swoj± polityczn± energiê skierowa³a na w³asne integrowanie siê i (niezbyt chêtne) poszerzanie, nie chc±c zauwa¿yæ, ¿e budowaniem quasi-pañstwowej zachodnioeuropejskiej federacji przez partykularno¶æ tego przedsiêwziêcia blokuje mo¿liwe integracje w wiêkszej skali. Prócz partykularyzmu zawini³y antyamerykañskie resentymenty przewa¿nie u Niemców i Francuzów.

W tej sytuacji trudno mówiæ o winie Rosji: Rosja jawi siê od pocz±tku  najs³abszym ogniwem ca³ej Wspólnej Strefy. Nie nale¿a³o oczekiwaæ, ¿e od niej wyjdzie jakakolwiek inicjatywa integracyjna - Rosja zajêta by³a ratowaniem samej siebie, tak jak umia³a i jak do¶wiadczenia jej historii jej podpowiada³y. Rosja mog³a najwy¿ej dostaæ propozycjê od Zachodu, mog³a zostaæ uwiedziona - sta³a przecie¿ na pozycji panny do wziêcia, przy tym panny o trudnym charakterze, zakompleksia³ej, niepewnej siebie i schorowanej. Amerykanie powinni byli wdziêczyæ siê do niej, uwodziæ j±, proponowaæ korzy¶ci - wrêcz na si³ê i wbrew jej chwilowym kaprysom. Tak siê nie sta³o, a Rosja ratuj±c siê wybra³a rozwi±zanie wielokrotnie przeæwiczone w jej historii: skupi³a siê wokó³ Silnego Cz³owieka (niesamowite, jak sprawnie ów siê wy³oni³!), przesz³a na rêczne jednoosobowe sterowanie, naje¿y³a siê zbrojnie na zewn±trz; zwykle nastêpn± faz± jest prowokowanie s±siadów bli¿szych i dalszych dla sprawdzenia, jacy s± ustêpliwi.

Mo¿liwa do zjednoczenia Strefa rozpad³a siê: ka¿de z jej ogniw wybra³o chronienie siê na w³asn± rêkê. A mog³o byæ przecie¿ tak, ¿e Wspólna Ch³odna Strefa ch³odn± d³oni± kontroluje sytuacjê na ¶wiecie, nie pozwalaj±c na to, by z gor±cego i chaotycznego miêdzytropicza wynurzy³ siê jakikolwiek byt, mog±cy jej zagroziæ. Tymczasem pierwszy taki byt wynurzy³ siê, zanim o Strefie pomy¶lano i zagrodzi³ drogê do jej powstania: wci±¿ mam na my¶li kocio³ bliskowschodni, którego odprysk porazi³ sze¶æ lat temu dwie manhattañskie kamienice.

Strefa zanim powsta³a, rozpad³a siê i zamiast niej mamy jak za starych czasów z pocz±tku ubieg³ego wieku sznur nieufnych wobec siebie imperiów, a proces ich wyodrêbniania siê i naje¿ania trwa i ma swoj± dynamikê, i mo¿e nie byæ ludzkiej si³y, ¿eby w jego miejsce wstawiæ co¶ innego, przynajmniej w widocznej perspektywie.


Wojciech Jó¼wiak
adres



Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
drukujDrukuj

Promocje

Og³oszenia

menu ruchome
rozwiñ menu --»


© Copyright by Taraka. Prawo rozpowszechniania zastrze¿one.
wróæ na górê wróæ na górê
Logowanie:

- e-mail jako login
- has³o
Zaloguj
Pomiñ   Zapomnia³em/am has³a!

Zapisz siê (za³ó¿ konto w Tarace)