Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 stycznia 2012

Piotr Jaczewski

z cyklu: Okiem Hipnotyzera (odcinków: 299)

Chora Rzeczywistość. Co z tym światem jest nie tak ?

Kategoria: Techniki rozwoju
Tematy/tagi: metaforapraca z symbolamiTolle

« Prawda najprawdziwsza, prawdziwa? prawda? Depatologizacja Introjekcji »
Wszystko w porządku z tą rzeczywistością. Jeszcze mi nie odbiło na tyle, by twierdzić inaczej.
 W tym odcinku jednak chciałem pokazać specyficzną reakcję, jaką wywołują w nas komunikaty negatywne i odwoływanie się do haseł podszytych strachem i gniewem.

Będzie też odrobinę bardziej filozoficznie, bo w hipnozie w zasadzie nie stosuje się wchodzenia w rolę autorytetu za pomocą nastraszania i jątrzenia. Zwracam honor: hipnoterapia była związana nierozerwalnie z medycyną i psychiatrią, korzystała z owej magicznej rzeczywistości piętnowania zła w postaci diagnoz. I w niektórych metodologiach czy szkołach to podejście przetrwało (Np. hipnoanaliza)

Będzie filozoficznie, bo ciężko ustalić źródła i specyfikę tego mechanizmu:
"Złe informacje","komunikaty negatywne" z jednej strony budzą czujność i mobilizują - z drugiej budują tożsamość grupową. Z jeszcze innej budują autorytet(choć autorytarny!).
Wygląda na to, że wystarczy siła sprzeciwu  - "diagnoza"(najlepiej o rozmytym niejasnym lub odległym zagrożeniu, powszechnej frustracji lub wielkim zagrożeniu na które nikt nie ma lekarstwa), aby ludzie widzieli w GŁUPCU go wygłaszającym "autorytet" pozwalający na wypowiadanie się i rozmowy w temacie,czytaj: zahipnotyzowali się: obniżyli krytycyzm i pozwolili kierować swoją uwagą i zawężać ją do określonej sfery na dłużej niż warto.

Przywitałem się właśnie z własną głupotą i dziękuję, jeśli byłeś na tyle spostrzegawczy by dostrzec, ale to taki paradoks siły sprzeciwu i bycia przeciw. Włącza w koncepcje i styl myślenia tego, przeciwko czemu się sprzeciwiamy.
I paradoks ten tyczy się również sprzeciwu względem sprzeciwu, komunikatów typu:
Nie oceniaj. Nie krytykuj.
Które same w sobie należą do bardzo mocno ocennych i krytycznych! I tworzą komunikat budujący nastrój czy logikę  tłumu i przynależności: Jesteś z nami czy przeciwko nam ?  Zgodzisz się czy nie?!  do pewnego stopnia każde mocne i dobitne sformułowanie działa w podobny sposób: z uzwojenia mózgu wynika, że lubimy mieć rzeczywistość prostą, nieskomplikowaną łatwą, szybką typu fastfood.

Wiadomo w każdym razie(mam nadzieję, że powszechnie?!), że bombardowanie negatywnymi komunikatami rozchwiewa zdolność do samookreślania, obniża samoocenę (i inne bla bla) oraz czyni zewnątrzsterownymi, zależnymi od opini zewnętrznych. I jeśli chce się być podmiotem kultu tudzież zdobyć uznanie w podobnie krytycznym otoczeniu najlepiej krytykować i negować subtelnie i wprost wszystko poza grupą i własną osobą: świat, percepcję osób, zachowania, przekonania i cokolwiek związanego z ludźmi i życiem.

Nawet powszechne zwyczaje typu: marudzenie i narzekactwo można wrzucić do tego worka poszukiwania autorytetu co powie jak żyć i przynależności do grupy, tych co tego słuchają, więc są wyjątkowi:  Chcemy się poczuć wspólnotą to nawsadzajmy sami sobie, samodzielnie i z nawzajem, a najlepiej znajdźmy wroga. To wiedza powszechna(mam nadzieję!): marudy ściągają na siebie uwagę, narzekacze usiłują stać się ważniejsi. Aż mnie zaciekawiło, do której grupy się zaliczam usiłując przeanalizować temat, a ześlizgując się w ton pobliski marudzeniu i narzekaniu dzięki naturze języka.
W zasadzie będziemy słuchać każdego, tego, co pokazuje błędy, nawet jeśli mówi, że mamy przestać je robić....

Powtórzę: nie ma teorii jednoznacznie tłumaczącej aspekty tego(co więcej, raczej mówię o wielu różnych zjawiskach mających ten sam wymiar), ale jest ten hipnotyczny efekt, który z łatwością można zauważyć u innych i z daleka. Im bardziej krytyczny i apodyktyczny autorytarny lider - tym większy brak myślenia i posłuszeństwo względem zasad.  I Tym ciężej odmówić racji bytu owym zasadom, czy ideom nawet jeśli się ich nie wyznaje ... patrz cała ta checa z Bogiem, istnieniem, nieistnieniem, teizmem i ateizmem.
Przez odmówienie racji bytu (a widzicie ;)) rozumiem umiejętność traktowania ich tak jak to czym są totalnymi abstrakcjami (X należy do zbioru Y, katutator kwantyfikowalny być może istnieje, a może jest nieistniejący), a robi się z nich temat egzystencjalny, nie tyle co chwytający za serce, a za znacznie czulsze punkty...

Efekt działa na wielką skalę(religie!) na mniejszą(kulty) czy zaprzęgnięty jest w tworzenie edukacji i socjalizacji. Co więcej jest na tyle silny, że nawet osoby racjonalne i twardogłowe się łapią: informacja jest powszechna acz wiedza nieużywana.
Pamiętam zamieszanie wokół Eckharta Tolle'a "Potęga Teraźniejszości" jak to się zaczynało: jeden z "twardogłowych" znajomych ni stąd ni z stamtąd zaczął zachwalać... zaglądam: 90% negacji, 10 % przeżyć miłego człowieka, co się odrobinę rozluźnił.

Żeby nie przedłużać tego wpisu: temat krytycyzm a posłuszeństwo to temat rzeka. Pomijając rozmaite teorie opisujące samo zjawisko i gry toczące się wokół niego, jednak odważę się wysnuć pewien wniosek-lekarstwo wiedząc, że i tak się nie upowszechni;)

Efekt sprzeciwu przypuszczam wzmocniony jest lingwistycznie, przez .... być.  Tj. czasownik być(patrz: Eprime).  Założenia obecne w słowie być są na tyle mocne, że wzmocnienie go negatywnością fałszywie urealnia istnienie zagrożenia
Do pewnego stopnia wyjaśnia on naturę wielu teorii i idei: przy sprzeciwie najczęściej nie wystarcza przeciwdziałanie temu co jest, trzeba iść na całość, negować naturę bytu. np. takich idei.
Oczywiście posługuję się tu założeniem(osobistym) , że niesplamiona negatywnym ideami percepcja jest neutralna lub pozytywna: ot dostrzegam jakiś obiekt, mogę przeanalizować zarówno sposób jego istnienia, jak i swoją percepcję, potencjalny wpływ obiektu czy idei na swoje życie, porównać je z innymi, wybrać i powiedzieć: To lubię. Tamto raczej nie.
Zainteresowanych odsyłam do teorii E-prime, tymczasem na wyczucie porównajmy zdania:

Rzeczywistość jest chora. Ludzie są źli.
Od razu jesteśmy w stanie powiedzieć, że albo-albo: albo jest chora, albo jest zdrowa. A ponieważ "źli ludzie" są obecni i jesteśmy nimi straszeni od dzieciństwa, prawdopodobniej jest chora, jeśli zaś jesteśmy wkurzeni co jest często częściej akceptowalną społecznie reakcją, to tym bardziej rzeczywistość i ludzie są gorsi niż by się zdawało reszcie filozofów, pozytywnego myślenia by się zachciało, co? :)

Pan Adam na wczorajszym spotkaniu diagnozował rzeczywistość jako chorą, opisując ludzi jako złych...
Od razu możemy w stanie powiedzieć, że pan adam cierpi z powodu "złego dnia" a nie, że mamy problem z naturą rzeczywistości czy ludzkości:
a zapytany dlaczego tak twierdził, podał przykład: ktoś mu ukradł wczoraj 1 kg jabłek.
Wnioski wyciągnij sam.
Dla mnie to koniec leczenia paradoksem paradoksu: rozdrap nieistniejące rany, sprzedaj lekarstwo na nieistniejącą chorobę.
Może jednak istniejącą ?

Okiem Hipnotyzera: wstęp na końcu

Pisane do Taraki - Magazynu Rozwojowego:
W wypowiedziach różnych mistrzów, autorytetów kryją się zabiegi perswazyjne przemycające idee w sposób zmieniający percepcję i zachowanie.
Nie mam nic przeciwko tym ideom, wiele z nich jest pożyteczne, pomocne. Jestem tylko za świadomością tego, co nas do nich przekonuje, za myśleniem i świadomym decydowaniem się na podążanie za nimi i odkrywanie, co z tego możemy wynieść dla siebie.
Wiele z idei ma hipnotyczny wpływ. Tworzy struktury przy niewiedzy i braku uważności omijające czynnik krytyczny, świadomy i zmieniający percepcję tak, że powstają samospełniające się przepowiednie, doświadczenia je potwierdzające oraz zachowania, które dla naszych własnych celów życiowych są nonsensowne i bezużyteczne.
Inaczej: Otwórz Oczy! Myśl Racjonalnie! Odczuwaj w pełni to co się dzieje! Działaj świadomie planując swoje przeżycia!
Oczywiście, w moich wypowiedziach też się będą kryły zniekształcenia. Taka jest natura komunikacji. Najbardziej interesuje mnie jak komunikacja określa relację i obecne w niej sugestie co do zachowań i percepcji. Prawdziwość komunikatów, co do informacji o świecie czy o subiektywnych interpretacjach tego świata raczej pomijam.
Skupiam się na elementach hipnozy konwersacyjnej.


« Prawda najprawdziwsza, prawdziwa? prawda? Depatologizacja Introjekcji »

komentarze

[foto]

1. Hipnoza czyli regresja? • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-13 09:20:17

Śp. Niedźwiedziu,
piszesz:

>>> aby ludzie widzieli w GŁUPCU go wygłaszającym "autorytet" pozwalający na wypowiadanie się i rozmowy w temacie, czytaj: zahipnotyzowali się: obniżyli krytycyzm i pozwolili kierować swoją uwagą i zawężać ją do określonej sfery na dłużej niż warto.


To są ważne punkty: autorytet - obniżenie krytycyzmu - zawężenie uwagi.
Ty nazywasz to "hipnozą", ja raczej nazywam to zjawisko regresją. O regresji pisałem w "Astrologii samopoznania": 14. Zodiak Księżyca czyli Księżyc w znakach:

Ten karykaturalny obraz naszego Księżyca wychodzi na plan pierwszy w szczególnych sytuacjach. Można te sytuacje psychoanalitycznie nazwać regresją. Dzieje się tak, kiedy pod jakimś względem i w pewnym stopniu cofamy się lub (częściej) zostajemy cofnięci do sytuacji dziecka, więc kiedy ktoś nam rozkazuje, kiedy ktoś podejmuje za nas decyzje, które nas dotyczą; gdy usadzają nas w ławkach albo kładą w łóżkach. Kiedy każą na siebie zbyt długo czekać. Kiedy nie wiadomo, co jest grane. Kiedy jesteśmy częścią większej zbiorowości - w tłumie, na poczekalni, w kolejce, na zebraniu. (U niektórych seks jest sprzężony z tą sferą: z regresją do nie całkiem ostrej świadomości.) W stanie regresji zaczynamy myśleć i działać Księżycem.

Jednak i na codzień, przy naszej zwykłej świadomości, jesteśmy podszyci Księżycem. (Jak mawiał Gombrowicz; chociaż u niego to się nazywało: "dzieckiem podszyci").


(Pomińmy - niekonieczną tu - astrologię i wiązanie tego z Księżycem w horoskopie.) Dochodzi czwarty element kompleksu: dziecko.

I mamy całe zjawisko: Oto nastaje sytuacja, kiedy JA czuję się MAŁY wobec czegoś/kogoś WIELKIEGO; mały - więc przywołują się we mnie mechanizmy, które rządziły mną kiedy byłem dzieckiem. Automatycznie ta druga, "wielka" strona staje się dla mnie autorytetem - albo zaczynam szukać kogoś/czegoś kogo zaraz uznam za autorytet - i zwykle robię to skutecznie! Tzn. znajduję. To coś jak zakochanie; zresztą nie przypadkiem, bo ono też coś ma z regresji/hipnozy. A kiedy już zaistniał autorytet, to zawężam uwagę: na nim lub tam, gdzie on mi wskazuje, i obniżam krytycyzm.
I już jestem w pułapce!

Mechanizm ten działa przy doświadczeniach mistycznych, wszelkich oświeceniach, kiedy przed człowiekiem odkrywa się "coś wielkiego". Wtedy włącza się szukanie autorytetu albo kreowanie kogoś/czegoś na autorytet, oraz następne elementy regresji. I "oświecony" zaczyna wierzyć. Często w przypadkowe głupstwa.

No tak....
Za chwilę następny komentarz.
[foto]

2. A to kojarzy mi sie z enneagramową Czwórką • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-13 09:30:17

Piszesz:
Nawet powszechne zwyczaje typu: marudzenie i narzekactwo można wrzucić do tego worka poszukiwania autorytetu co powie jak żyć i przynależności do grupy, tych co tego słuchają, więc są wyjątkowi: Chcemy się poczuć wspólnotą to nawsadzajmy sami sobie, samodzielnie i z nawzajem, a najlepiej znajdźmy wroga. To wiedza powszechna(mam nadzieję!): marudy ściągają na siebie uwagę, narzekacze usiłują stać się ważniejsi.


Marudzenie i narzekactwo to atrybuty ennegramowego typu nr 4, przez Helen Palmer nazwanego Tragik-Romantyk (tłumaczone niezbyt dobrze: "Tragiczny Romantyk"), a przez Krzysia Wirpszę złośliwie: Maruda.
Autorytet zaś jest wyobrażony na karcie tarota, która wyprowadza z Czwórki - czyli wydaje się danej Czwórce-Marudzie rozwiązaniem, wyjściem - na karcie VI-Cesarz. To jest super-autorytet: sztywny, niewzruszony, opancerzony na wszystko. Paternalistyczny. Bóg Ojciec. Władca Wszystkich. (Gdyby pójść za gnostyckimi skojarzeniami, to także: "książę tego świata". Ale zostawmy gnostycki kabaret :)

Bardzo to co piszesz, rozjaśnia problemy Czwórki czyli Alternatywy.

Oraz m.i. polskiej prawicy, pisowczyków, Salonu24, Stanisława Michalkiewicza itp.
[foto]

3. Gnostycyzm • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-13 09:42:09

Efekt działa na wielką skalę(religie!) na mniejszą (kulty) czy zaprzęgnięty jest w tworzenie edukacji i socjalizacji. Co więcej jest na tyle silny, że nawet osoby racjonalne i twardogłowe się łapią /.../
Rzeczywistość jest chora. Ludzie są źli.


To jest gnostycym! Na takiej opinii zbudowano (około 0 roku n.e. - nie przypadkiem Zjednoczone Marudy Świata umówiły się od tamtego momentu liczyć lata!) całą potężną religię: gnostycyzm. Potężną, bo chociaż jako osobna formacja gnostycyzm wygasł pod koniec Starożytności, to zapłodnił chrześcijaństwo, które na początku było jednym z nurtów gnostyckiego ruchu. Czytam teraz (któreś podejście) Earla Doherty'ego "Jesus neither god nor man" - pokazuje on, jak "Listy" Pawła i innych "apostołów" są czystym gnostycyzmem, kazaniami gnostyckiej religii. Ta trucizna jest wciąż propagowana. Nietzsche miał rację.

4. Prawica • autor: Nierozpoznany#2082012-01-13 13:47:28

>> polskiej prawicy, pisowczyków, Salonu24, Stanisława Michalkiewicza itp.

Mysle ze ogromna czesc macherow wykorzystujacych tego tripa to wesole, pykniczne chlopaki, zaprzyjaznione ze swiatem, ktore po prostu spijaja nektar niezadowolenia i zywia sie nim. To samo dotyczy wielu ksiezy - jakie cierpienie, jakie powtorne przyjscie Chrystusa? Po co? Jest dobrze, tylko trzeba czasem troche podkrecic nastroj grupie dawcow.
[foto]

5. Hipnoza to pojęcie szersze. • autor: Piotr Jaczewski2012-01-13 14:36:51

Regresja jest zjawiskiem hipnotycznym spontanicznym oraz celowo wywoływanym(wzmacnianym) w terapiach mniej lub bardziej na nich bazujących.

Oczywiście piszę z wewnątrz tego paradygmatu "Hipnoza to przykuwanie uwagi, obniżanie czynnika krytycznego w celu zwiększenia reaktywności na sugestie" i większość reakcji psychofizycznych jest "hipnotyczna" w zależności od ich działania(np. czy włącza się je celowo do procesu).

Całość procesu opiera się na doświadczeniu transu, którego istotą jest właśnie zamiana idei(sugestii) na zachowania(zmianę fizjologiczną i psychiczną).

Obok regresji takim "hipnotycznym" zjawiskiem jest halucynacja pozytywna(postrzeganie czegoś czego niema) i negatywna(nie dostrzeganie czegoś, co jest) i wiele innych (katalepsja, anestezja, synestezja, hiperstezja etc)


Obok paradygmatu hipnotyzera, używam terminu "hipnoza" niż "regresja" dla podkreślenia, że to nie tyczy się "stanu wewnętrznego" czy "charakteru", ale raczej dynamicznie zniekształcanej percepcji oraz zmianom zachowania.

Działa to na samej zasadzie, co nastolatek( regresja) jest w stanie być przeciwko wszystkiemu i aktywnie halucynować się do roli "młodego boga" indywidualisty(halucynacja pozytywna) i totalnie przegapiać, że robi to samo, co reszta grupy, ubiera się tak samo, mówi tak samo(halucynacja negatywna).

Te zjawiska sobie towarzyszą, a spojrzenie z modelu(bo ten paradygmat to zbiór różnych praktycznych spostrzeżeń)hipnozy daje tyle, że można powiązać je ze strukturą i treścią komunikacji:

Oto nastaje sytuacja, kiedy JA czuję się MAŁY wobec czegoś/kogoś WIELKIEGO; mały - więc przywołują się we mnie mechanizmy, które rządziły mną kiedy byłem dzieckiem. Automatycznie ta druga, "wielka" strona staje się dla mnie autorytetem - albo zaczynam szukać kogoś/czegoś kogo zaraz uznam za autorytet - i zwykle robię to skutecznie! Tzn. znajduję. To coś jak zakochanie; zresztą nie przypadkiem, bo ono też coś ma z regresji/hipnozy. A kiedy już zaistniał autorytet, to zawężam uwagę: na nim lub tam, gdzie on mi wskazuje, i obniżam krytycyzm.
I już jestem w pułapce!


Dokładnie! na takim modelu pracuje hipnoza autorytarna, klasyczna, w której pracuje się głównie z bezpośrednimi sugestiami. Dodam tylko tyle, że "czuję się mały względem czegoś wielkiego" to tylko jedna z dróg regresji, czy w szerszym ujęciu indukcji transu .
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że w takim stanie percepcja staje się płynna i bardzo podatna na sugestie(wprost i pośrednie)
oraz naturalnie występują różnego rodzaju wewnętrzne doświadczenia, które przedstawiane są zwykle jako dowód na działanie danego systemu(jak w hipnoterapii jako "przekonywacz" do wzmocnienia siły sugestii).
Guru/Kapłan/Mistrz mówi: "Jak można tak żyć, bez Boga, bez wiary, to nie życie, to wegetacja" i mamy sugestię dla wierzącego: "jak odrzucę wiarę w mistrza czy boga, to wpadnę w depresję" "jeśli mam depresję to więcej boga i nauk mistrza mi potrzeba, by wyrwać się z wegetacji" oraz "ci niewierni bezbożnicy już nie żyją, tylko wegetują, głos i życie warzywa się nie liczy".

Zmieniającą człowieka na poziomie jego percepcji:
patrzę na ateistę i widzę zombie, osłabłem jak w dołku psychicznym, chce się wymiotować! Patrzę na mistrza i członków grupy otacza światło, czuję róże, mam poczucie, jestem taki żywy od kiedy słucham tych słów...
Dodajmy kilka zachowań grupowych typu budowanie statusu "a mnie mistrz nawiedza we śnie, a jak siadam to mam orgazm" "będąc bliżej mistrza dostaję ochłapy z zakochanych gruppies" i jest zabawa w kult.

Zabawa robi się zdecydowanie ciekawsza, gdy w grę wchodzi hipnoza "miękka", ericksonowska i rozważa się niuanse słów, patrz Osho! Mistrz hipnozy ! :)
[foto]

6. I to nic nowego: • autor: Piotr Jaczewski2012-01-13 14:44:11

Btw. Ciekawe, że w sutrze surangama widać wyraźnie, że znano efekty hipnotyczne od dość dawna oraz, że pojawiają się one spontanicznie ze struktury języka w przypadkach osób koncentrujących się na swoim doświadczeniu wewnętrznym.
http://mahajana.net/teksty/sutra_surangama/sutra_surangama.html

Ten człowiek, nieświadomy, że jest opętany przez demona, twierdzi, iż doszedł do niezrównanej nirwany. Kiedy spotyka tego dobrego człowieka, który pragnie wędrować, przygotowuje miejsce do siedzenia i wygłasza Dharmę. Jego własne ciało nie zmienia wyglądu, ale ci, którzy słuchają Dharmy, nagle widzą, że siedzą na zdobionych klejnotami lotosach, a ich ciała zmieniły się w snopy purpurowo złotego światła. Wszyscy Słuchacze doświadczają tego stanu i czują, że uzyskali coś niesłychanego.
....
Ten człowiek, zupełnie nieświadomy, że jest opętany przez demona, twierdzi, że doszedł do niezrównanej nirwany. Kiedy spotyka tego dobrego człowieka, który pragnie objawienia, przygotowuje miejsce do siedzenia i wygłasza Dharmę. Na krótko ukazuje się Słuchaczom w ciele, które wygląda na stu lub tysiącletnie. Budzi się w nich kalająca miłość do niego i nie mogą znieść rozstania z nim. Stają się jego osobistymi sługami, niezmordowanie składając mu cztery rodzaje ofiar. Każdy z członków zgromadzenia wierzy, że ten człowiek jest jego poprzednim nauczycielem, jego pierwotnym dobrym i mądrym doradcą. Budzą w sobie miłość do jego Dharmy i lgną do niego jak przyklejeni, czując, że uzyskali coś niesłychanego
...
Ten człowiek, nieświadomy, że jest opętany przez demona, twierdzi, że doszedł do niezrównanej nirwany. Kiedy spotyka tego dobrego człowieka, który pragnie samotności, przygotowuje miejsce do siedzenia i wygłasza Dharmę. Za jego sprawą Słuchaczom się wydaje, że znają swoją karmę z przeszłości. Albo może powiedzieć do kogoś obecnego: "Jeszcze nie umarłeś, ale już stałeś się zwierzęciem". Wtedy poucza inną osobę, żeby nastąpiła na "ogon" tej pierwszej osoby i nagle ta pierwsza osoba nie może powstać. Wtedy wszyscy zgromadzeni otwierają przed nim serce z szacunkiem i podziwem. Jeżeli ktoś ma jakąś wątpliwość, demon wykryje ją natychmiast. Wprowadza intensywne praktyki ascetyczne, przewyższające moralne wskazania Buddy. Oczernia bhikszu, beszta zgromadzenie uczniów i wyjawia prywatne sprawy ludzi, nie lękając się wyśmiania czy odrzucenia. Chętnie przepowiada nieszczęścia i pomyślne wydarzenia, a kiedy mają miejsce, nie myli się w najmniejszym stopniu.
[foto]

7. Dobre! • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-13 17:42:59

Mocne!
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)