Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 grudnia 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 26)

Cięcie po skrzydłach, czyli bardziej zagrożone bieguny i tropiki

Kategoria: Ekologia

« Odwilż Zachodniej Antarktydy czyli chwalebna katastrofa Jeszcze jeden gatunek denialistów »

Kiedy czyta się o zagrożeniach antropocenu – czyli nie tylko o globalnym przegrzaniu, ale też o wyczerpywaniu zasobów i niszczeniu ekosystemów (co często jest tym samym) – to zwraca uwagę to, że bardziej zagrożone są bieguny i tropiki, tak jakby szoki pochodzące z przegospodarowania Ziemi uparły się niszczyć najpierw strefy podbiegunowe i równikowe, podczas gdy pośrednie – i „nasze” – strefy umiarkowane miałyby być bardziej na te szkody odporne.

Zobaczmy. W Arktyce i Antarktyce zanika lód na tamtejszych morzach, morza nie zamarzają na tak wielkich obszarach, jak to działo się np. 20 lat temu. (Po wiadomości odsyłam do znakomitego bloga Arktyczny Lód Huberta Bugajewskiego.) – Zresztą jest to jak dotąd najwyrazistszy, najlepiej mierzalny, namacalny wręcz symptom globalnego przegrzania. Gdy zaś maleje arktyczna morska pokrywa lodowa, cała Arktyka traci swoje właściwości globalnej chłodziarki. Podmywane są lodowce szelfowe, czyli nietopniejące grube (do kilkuset metrów) warstwy lodu, który zsuwa z lądolodów, ale faktycznie pływa na płytkim morzu szelfowym. Lodowce szelfowe najrozleglejsze są przy Antarktydzie Zachodniej i są zewnętrznym obramowaniem tamtejszego lądolodu, który nimi, niby ramą, jest trzymany w całości. Gdy lodowce szelfowe się rozpadną, tzn. roztopią lub pokruszą na góry lodowe, cały lądolód obsunie się do oceanu i w końcu roztopi. Topi się i cofa wieczna zmarzlina. Prócz (raczej niekorzystnej) zmiany krajobrazu – bo tundrowe równiny zamieniają się w chaos wytopiskowych wyrw, dolin i błotnistych jezior – towarzyszy temu uwalnianie metanu, który dotąd był zamrożony w zamarzniętych skałach. Ocieplenie gruntu w podbiegunowej strefie pociąga utlenianie się węgla zawartego w torfie i innych osadach organicznych, do atmosfery wędrują więc oba gazy cieplarniane: dwutlenek węgla i metan. Nawet taki szczegół będący skutkiem ocieplenia, jak wyższa roślinność w tundrze, powoduje, że teren tam silniej się latem nagrzewa. Szelfy i stoki kontynentalne mórz i oceanów chłodnej strefy są wreszcie głównym miejscem, gdzie zeskładowane są klatraty metanu, największa bomba ociepleniowa, która lepiej, żeby pozostała nieruszona. Niepokojące wiadomości przychodzą też o tamtejszych zwierzętach: renifery i łosie są dosłownie żywcem zżerane przez nadmiar mnożących się od ocieplenia owadów i kleszczy.

Z kolei strefie tropikalnej, podrównikowej grozi klęska ultymatywna, ostateczna dla ludzi, a zapewne także dla większości tamtejszych zwierząt i być może także roślin: przekroczenie przez tzw. temperaturę mokrego termometru wartości około 33-34 stopni. Tak dzieje się przy jednoczesnym wzroście temperatury i wilgotności, w wyniku czego ciało ludzkie nie może się chłodzić przez pocenie i nie pozbywa się nadmiaru fizjologicznego ciepła, czego skutek jest śmiertelny. Zanim do tego dojdzie, przychodzą klęski mniej ostateczne, którym ludzka gospodarka wybitnie pomaga. Erozja – w co najmniej dwóch odmianach: jako utlenianie, wymywanie i wywiewanie nutrientów (składników gleby przyswajanych przez rośliny lub koniecznych dla ich wegetacji) i jako masowe przesunięcia gleby i zwietrzeliny, tzn. wymywanie jarów i osuwiska. Powstawanie jarów u nas jest całkiem nieznane, język polski nawet na to nie ma słowa, tymczasem w Afryce jest to masowa klęska. Erozji pomagają ludzie, a właściwie jest to czysto antropogeniczne zjawisko; erozja zarówno rozproszona jak i masowa wchodzi tam, gdzie ludzie wycinają las, palą busz, przepasają pastwiska i zaorują teren pod uprawę, a także tam, gdzie kopią rowy i gdzie zostawiają ślady kół. Ocieplenie strefy tropikalnej zwiększa siłę tamtejszych burz i cyklonów, i intensywność ulew, co z kolei „wspomaga” erozję. Tylko w tamtej strefie żyją koralowce i istnieją zbudowane przez nie rafy koralowe, więc zabijające je zakwaszenie oceanów jest klęską specyficzną dla tamtej strefy. Tropikalne ekosystemy są ogromnie bogate w gatunki (mają wysoką bioróżnorodność), ale zasięgi pojedynczych gatunków i ich tolerancja na warunki środowiska są małe. Przez to wycięcie lub inna degradacja pojedynczego płatu lasu lub mokradła lub kawałka rafy, pociąga nieodwracalny przepadek gatunków, które były tam endemiczne; inne zaś tracą swoje kolejne nieliczne ostoje. Mieszanie gatunków z różnych okolic, krajów i kontynentów destabilizuje ekosystemy i zmienia „układy sił” w międzygatunkowej konkurencji, w wyniku czego typowo wygrywają nieliczne gatunki, przeważnie te same w całej strefie. Przy tym nie jest to wymiana jednych gatunków na inne podobne lub pokrewne, ale niszczenie całych grup zwierząt lub roślin przez pojedynczy patogen: przykładem wyniszczenie żab (płazów bezogonowych) w Ameryce Środkowej przez pewien grzyb zawleczony z Afryki. (Lub nietoperzy w Am. Północnej przez grzyb zawleczony z Europy – ten przykład jest nie z tropików.) Tam gdzie jeszcze uchowała się megafauna, jak w Afryce, w południowej Azji lub w oceanach, jest ona obecnie pospiesznie wybijana i dzieje się to przede wszystkim w tropikach. Także w krajach tropikalnych szaleje ostatnio zanieczyszczanie, ba, zawalanie, rzek i mórz odpadami plastiku i innym śmieciem.

Tropikalnych klęsk antropogenicznych można sobie wyobrazić więcej. Np. w tropikalnej strefie konwergencji padają obfite całoroczne regularne deszcze i przez to jest to ojczyzna lasów deszczowych, najbogatszych ekosystemów Ziemi. Ale w basenach Amazonki, Orinoko i Kongo (prawie) cała woda, która unosi się konwekcyjnie i spada deszczem, pochodzi z transpirującej roślinności, z tamtejszych lasów. Podrównikowe lasy deszczowe są systemami samo-podtrzymującymi się. Gdy Brazylijczycy lub Kongijczycy wytną je, przestanie też istnieć system krążenia wody w atmosferze, którego są częścią. Wejdzie pustynia, no może sucha sawanna.

W przeciwieństwie do tamtych „skrzydeł”: zimnego podbiegunowego i gorącego tropikalnego, nasza pośrednia strefa umiarkowana wydaje się mniej zagrożona antropocenem lub bardziej odporna na jego klęski. Podwyższenie temperatur u nas nie powoduje tak skrajnych skutków jak tam. Właściwie jedno, czego możemy się serio obawiać, to susze, i to raczej nie bezwzględne, tylko biorące się z nierównomierności opadów w ciągu roku. Drugie, to pojawienie się nowych patogenów – mikrobów, grzybów, owadów, roztoczy – które trzeba będzie dodatkowo zwalczać.

Zauważmy jednak, że ta pozorna odporność środowisk naturalnych i gospodarczych naszej umiarkowanej strefy w dużym stopniu bierze się stąd, że te środowiska zostały już dawno i wielokrotnie spustoszone. Przez to nasza strefa jest uboga – w wielu sensach. I tak jak gołej pustyni nic już bardziej nie upustynni, tak i nasze eko-ziemie, będąc już ubogimi, wiele bardziej nie zubożeją.

O jakich spustoszeniach mówię? Pierwsze z nich jest starsze od człowieka i zostało spowodowane przez zlodowacenia, a właściwie przez powtarzającą się kilkadziesiąt razy huśtawkę od interglacjału do glacjału. Skutki są widoczne szczególnie u nas, w Europie, która nie miała tak rozległych i ciepłych refugiów, jakie miały obie Ameryki i wschodnia Azja. Przez to ostały się tylko te gatunki roślin, które umiały szybko (jak na rośliny, szczególnie drzewa) wędrować w ślad za wędrującymi strefami klimatu. Dlatego mamy dwa (w Polsce, a kilkanaście w Europie) gatunków dębu, podczas gdy Ameryka Pn. ma ich dziewięćdziesiąt. Podobna różnica rzędu wielkości, mnożnika około 10, na korzyść Ameryki jest przy sosnach, jodłach, klonach, a przy świerkach na korzyść Azji. Całkiem wymarły nasze preglacjalne magnolie, tulipanowce, orzechy, orzeszniki i skrzydłorzechy, daglezje, sekwoje, cypryśniki, cyprysiki i tuje (i wiele innych). A wszystko są to gatunki, które gdy im ludzie pomogą w migracji, swobodnie u nas rosną, jak każdy widzi. Potem już z ręki ludzi, wczesnych łowców-zbieraczy paleolitu, przyszła likwidacja megafauny. Ta z kolei szczególnie mordercza w Amerykach. Z dawnych wielkich ssaków i ptaków obu Ameryk spotkanie z ludźmi przeżyły nieliczne. Bizony, które rozmnożyły się już po zagładzie megafauny, należały do tych, które przybyły z Azji podobną drogą i w podobnym czasie, co ludzie, i widocznie były do jego impaktu przystosowane. Trzecie wielkie zubożenie przyszło wraz z neolitem i jego rolnikami, i poskutkowało przede wszystkim zniszczeniem lasów i gleb. Poglądową ilustrację skutków obu procesów znajdujemy po sąsiedzku w nadmorskich górach Chorwacji (i Bośni, Czarnogóry, Albanii, Grecji...) Na wybrzeżu i wyspach Dalmacji z dawnych lasów i grubych warstw gleby i gruntu pozostała pustynia: wapienna szczotka, przez którą woda ucieka w głąb. Deszcze ciągle padają, ale roślinność, którą by ożywiły, nie ma gdzie postawić korzenia. Nie ciesz się zając. Ścisłym odpowiednikiem morderczej erozji, jaka poszła w krajach śródziemnomorskich i bardziej od nich południowych przypustynnych, u nas, tzn. w naszej umiarkowanie chłodnej strefie, było uruchomienie – zwydmienie – zerodowanej gleby pod wyciętymi lub wypalonymi lasami. Dopiero niecałe dwieście lat temu wydmuszyska i pustacie zaczęto na nowo i sztucznie zalesiać, głównie jednogatunkową sosną, która w takich miejscach owszem rośnie, ale za to będąc gatunkiem pyrofilnym chętnie płonie. Był to zresztą i jest nadal, proces ogólnoświatowy: w kontakcie z gospodarką człowieka opartą na ogniu przeżywały i rozpowszechniały się ekosystemy „ogniowe”, tzn. takie, które lepiej niż inne przetrwywają pożary, ale w zamian pożarom sprzyjają i łatwo i chętnie się palą. Potem ludzie dziwią się, że wybuchają pożary lasów, buszu, makii, stepu, podczas gdy sami przez parę tysięcy lat na to zapracowali.

Co jeszcze może w naszej strefie „się” popsuć lub raczej co możemy popsuć sami? Niestety, możliwości jest wiele. Przede wszystkim mają wielką szansę wymrzeć lub ostać się w jakichś minimalnych liczbach te z naszych gatunków, które prowadzą życie międzystrefowe – przede wszystkim ptaki przelotne, które w miarę antropogenicznego przetwarzania się Afryki, kolejnej wiosny stamtąd nie wrócą. Ale również słychać, że nasz węgorz, też istota międzystrefowa, jest poważnie zagrożony jako gatunek. Mamy wielką szansę, żeby dorżnąć nasze gleby – a to przez ich przesuszenie zwane dumnie melioracją, co już zapomniano, że z łaciny znaczy „ulepszenie”. Przez zatrucie. Nie wiem, czy robiono badania w kierunku stwierdzenia ubytku bioróżnorodności organizmów glebowych? – A przecież od ich istnienia i dobrego samopoczucia jesteśmy życiowo uzależnieni, bo gdy zanikną, padnie całe rolnictwo. Mamy wielkie szanse zniszczyć nasze lasy, szczególnie dlatego, że w bodaj 80% w Polsce są monokulturą jednego gatunku sosny, Pinus silvestris, która u nas ma granicę swojego naturalnego zasięgu – a raczej miała 100 lat temu, a od czasu ocieplenia prawdopodobnie jest sztucznie utrzymywana poza swoim zasięgiem. Przyjdzie skądś jakiś dodatkowy patogen, jak Cameraria ohridella dla kasztanowców, i sosnowe lasy pójdą pod likwidację, tak jak teraz likwidowana jest przez Lasy Państwowe Puszcza Białowieska, w części złożona z już zagrożonego świerka. Nasze rzeki też są dzisiaj w stanie likwidacji, zamieniane w kanały odpływowe, która praktyka będzie przyspieszać w miarę jak skutkiem przegrzania dotkliwsze staną się nie tylko susze, ale i ulewy i z nimi powodzie. Do popsucia pozostał w ogóle obieg wody pomiędzy atmosferą, glebą, mokradłami i jeziorami, źródłami, rzekami i wodami podziemnymi. Nie znam niestety odpowiednich liczb, ale jasne jest, że coraz większa część tego krążącego strumienia wody idzie „kanałami antropogenicznymi”, czyli przez odwierty, uzdatnialnie, pompy, wodociągi, wanny, waterklozety, kanalizacje, kanały burzowe, oczyszczalnie, rolnicze zraszalnie, zapory i progi. Jak brakuje miejsca-ziemi dla przyrody, tak i brakuje wody dla przyrody.

Jeśli w naszej strefie klimatycznej przeważy pogląd, że technosfera lepiej zniesie skutki globalnego przegrzania i innych zagrożeń antropocenu, to to, co nie jest technosferą, czyli przyroda, zostanie zlikwidowane. Tak zresztą już się dzieje, chociaż podmioty tych działań widocznie nie całkiem są tego świadome, przez co ich akcje są mało planowe i jak dotąd, raczej chaotyczne. Temu towarzyszyć będzie wypieranie przyrody do strefy „śmietnikowej”, odpadowej, co przecież już się dzieje, nie tylko u nas w strefie umiarkowanej, ale ogólnoświatowo. U nas od bardzo dawna, w mniej zaludnionych i zagospodarowanych tropikach, zapewne od niedawna i przez to z tym większym impetem.

Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Odwilż Zachodniej Antarktydy czyli chwalebna katastrofa Jeszcze jeden gatunek denialistów »

komentarze

[foto]

1. Świetny przegląd tego... • autor: Mirosław Piróg2018-12-30 20:44:53

Świetny przegląd tego ,co nam zagraża. Mam pytanie: jak mamy przetrwać w technosferze? I czym by ona miała być, po totalnej likwidacji przyrody?
[foto]

2. Jak na powierzchni obcej planety • autor: Wojciech Jóźwiak2018-12-31 18:33:02

Wyobrażam to sobie, jak życie w jakichś kapsułach-kopułach na powierzchni obcej planety.

3. na prawdę • autor: Nierozpoznany#101892019-01-02 20:47:48

Ten przegląd jest więcej niż dobry, on jest "strasznie" dobry. Coś mi się widzi ,że granie w gry typu "survival horror"  wcale nie jest pozbawione sensu. Przynajmniej "gimbusy" będą wiedziały ,że trzeba wodę ugotować przed wypiciem.. A tak bardziej na poważnie (jeśli było zbyt żartobliwie),  Był film kiedyś ,chyba na Focus TV o budowaniu takich kopuł przetrwania dla cywilizacji ,choć dotyczyło to (taki pomysł) globalnego ochłodzenia do - 50 st. W sumie przegrzanie jest gorsze od zimna ,bo nie ma jak rozproszyć energii. Podstawą przetrwania pozostaną źródła energii - kto ma energię ma zimno i ciepło, ma światło ,a więc wegetację. Zapewne powstaną ośrodki "przetrwania" lub "przeczekania" właśnie w formie kopuł ,lub schronów połączonych z kopułami, których centrum będzie stanowić "źródło wiecznej energii". Schrony chyba wychodzą podobnie drogo jak kopuły ,a nie są narażone na  ataki huraganów, deszczów, skoki temperatury, więc chyba raczej schron + "farma". Jeśli ktoś nie ma reaktora atomowego (Polska ?) to pozostaje duży wiatrak + fotoogniwa. Wiatrak był w filmie (jeśli wolno):
https://www.filmweb.pl/film/Kolonia-2013-571188/discussion
(akcja filmu w zimie). Choć rozpatrując taki scenariusz (katastrofa klimatyczna) uważam ,że i tak największym zagrożeniem będzie drugi człowiek. Przynajmniej do czasu jak nie wymrze tak z 90 procent tych co uważają ,że to właśnie oni powinni przeżyć na moich kanapkach. Potem dopiero w kolejności - tyrania władzy, woda , jedzenie, brak medycyny, i dalej ,przegrzanie klimatu, skażenie atmosfery.  

4. stronka • autor: Nierozpoznany#101892019-01-02 21:04:26

Sporo można przeczytać po polsku o aktualnych wydarzeniach pogodowych na stronie:

https://krolowasuperstarblog.wordpress.com/
https://krolowasuperstarblog.wordpress.com/2019/01/02/swinoujscie-walczy-z-cofka-dawno-takiego-czegos-nie-bylo/

Zarówno o dużych wydarzeniach jak i ciekawostkach około pogodowych. Choć nie polecam czytać komentarzy ,bo są gorzej niż powalone. Natomiast czasem opisane są katastrofy o których "główny ściek" nic nie wspomina.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)