zdjęcie Autora

19 grudnia 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Cielesność i umieranie AD 2012

Kategoria: Twórczość

« Dlaczego działają wróżby Trzymanie ręki na pulsie »

Niedawno postanowiłam pójść do kwiaciarni kupić komuś imieninowego kwiatka. Nie miałam ani pieniędzy, ani pomysłu na prezent, postanowiłam więc nabyć żółtą różę za 15 złotych.

W kwiaciarni stał młody, elegancki facet, który kupił właśnie wieniec na czyjś pogrzeb (za który zapłacił ponad 1000 złotych) i w związku z tym uznał za stosowne relacjonowanie okropnego wrażenia jakie wywarł na nim nieboszczyk kiedy jeszcze żył, i kiedy go odwiedził w szpitalu. Wypasiony samochód stał przed kwiaciarnią, tuż za światłami, z pracującym silnikiem i otwartymi drzwiami, a on opowiadał wszystko z detalami nie bacząc, że tarasuje innym przejazd i nie reagując na ich trąbienie. Ja zaś musiałam wysłuchać żałosnych wynurzeń, bo swoim wieńcem przykrył papier do pakowania mojej nędznej różyczki, no i jako osoba płacąca taką kasę oraz jako zbolały żałobnik, zasługiwał na uwagę i współczucie personelu kwiaciarni. Przez chwilę czułam się jak na pogrzebie; jakbym kupiła nie imieninowy kwiatek, a wybierała się na czyjś grób. Tak więc można i komuś ukraść imieniny, lub inną uroczystość.

Zmuszona jednak do wypełniania czasu oczekiwania refleksją, pomyślałam, że młodzi biznesmeni zupełnie inaczej traktują śmierć niż na przykład ja, czy osoby inne mojego wieku. Owszem, śmierć jest dla wszystkich straszna, ja jednak pielęgnowałam swoja mamę, myłam ją, gdy już nie trzymała moczu i kału, także myłam ją tuż po śmierci. Wiem, to przeżycie było okropne, jednak mając świadomość, że spełniam jakąś powinność, że oszczędzam mamie wzroku obcych ludzi, nie skupiałam się zbytnio na sensacyjności cielesnych przejawów umierania. Kiedy zmarł w szpitalu mój ojciec i poszliśmy do przyszpitalnej kostnicy zobaczyłam scenkę, która na zawsze zostanie w mojej pamięci. Na wyłożonym nierdzewną blachą stole pracownik kostnicy położył na sobie dwoje nagich nieboszczyków: starszą chudziutką kobietę i na niej wielkiego, brzuchatego mężczyznę. Dosunął obu nieboszczyków do ściany, rozłożył przed nimi pojemniki na drugie śniadanie i z zapałem pałaszował bułkę z wędliną oraz nalewaną z termosu herbatę.  Ja nie mogłam powstrzymać się od myśli, jak bardzo ciężko było tej nieznanej pani o szlachetnych rysach i wątłej postaci znosić ciężar obcego, ciężkiego chłopa.

Rozmawiałam o tym z innymi osobami, porównywałam doświadczenia, nie zapomnę nigdy uwag pewnej czterdziestoletniej policjantki, sąsiadki mojej mamy, kobiety, która niejedno doświadczenie miała za sobą i która skłoniła mnie i moją siostrę do własnoręcznego przygotowania mamy do grobu.

Nauczyłam się dzięki tym rozmowom i doświadczeniu rozpoznawać śmierć nadchodzącą do żywego jeszcze człowieka, oswoić się z nią i zrozumieć odchodzących ludzi, ich strach i ostatnie, nieskuteczne poszukiwanie czyjejś bliskości. Nieskuteczne, bo nie zabierzemy TAM nikogo ze sobą dla towarzystwa i wsparcia. Mimo, że nie nadaję się na siostrę miłosierdzia, zbyt odczuwam cudzy ból – zrozumiałam tyle, ile jest dostępne każdej starszej osobie.

Ten facet w kwiaciarni inaczej to odbierał. Śmierć tej osoby była dla niego obrzydliwa, śmierdząca, a żyjący jeszcze chory, wyjący z bólu jakimś widowiskiem, które powinno zostać normalnym ludziom oszczędzone. Po prostu takich filmów nie powinno się kręcić, a w szpitalu powinno się robić coś, żeby ludzie nie musieli tego oglądać. Odwiedziny umierającego ten pan traktował jak ja imieninową różyczkę — formalność podlegającą pewnym regułom. Idąc do kogoś na imieniny wręczam mu nieparzystą liczbę kwiatków (idąc na pogrzeb wieniec lub ilość parzystą). I tu i tu niechętnie widziane są krzyki, szlochy i tym podobne skandaliczne zachowania. Gospodarz przyjęcia i dyrekcja szpitala ma obowiązek zadbać, żeby do żenujących scen nie dochodziło. Od tego są.

Dlatego myślę, że w polskich warunkach zgoda na eutanazję byłaby spełnieniem życzeń takich osób, które po prostu nie chcą takich rzeczy oglądać i o nich myśleć. Wolą dwa razy tyle zapłacić, a nie być ciąganym do szpitala na pożegnanie z krewnym czy bliskim. No, a jeśli można, wziąć sprawy w swoje ręce... W najlepszym razie wyperswadować kurczowe trzymanie się życia i sprawianie innym przykrości robieniem zamieszania wokół własnej. niewiele już znaczącej osoby.

            Taka postawa dotyczy nie tylko śmierci. Mając osiemnaście lat i eksmitowana z kwaterunkowego mieszkania, przekazanego spadkobiercom właściciela, musiałam szukać miejsca do mycia i kąpieli. Byłam wówczas studentką UW, a w pobliżu, na sąsiedniej posesji mieściła się łaźnia „Diana” do której zaczęłam uczęszczać w czwartki – dniu dla kobiet. Pamiętam swój szok, kiedy zobaczyłam kilkanaście nagich kobiet o ciałach zdeformowanych wiekiem i chorobą. Byłam jedyną młodą dziewczyną w tym towarzystwie i zaczęłam się wstydzić swojej gładkiej skóry – choć z drugiej strony był to znakomity lek na kompleksy. Po dwóch czy trzech pobytach nie uważałam się już za brzydką i grubą. Zwłaszcza, że nawiązałam trochę znajomości z osobami bardzo mądrymi i przeniosłam jakby swoje kompleksy na stronę intelektu. Cenię za to obecnie Katarzynę Kozyrę – za jej determinację w oswajaniu cielesności (ludzkiej i zwierzęcej).

            Wspominam o tym dlatego, że w prasie wybuchła żenująca dyskusja sprowokowana listem pewnej pani, która oświadczała wszem i wobec, że nie życzy sobie aby jej kilkuletnia córka pod prysznicem przed basenem miała oglądać stare i brzydkie cielska. Do listu dołączyło się grono osób zniesmaczonych widokiem kobiet karmiących publicznie piersią niemowlęta (jakby nie istniały całe wieki motywu Marii karmiącej Jezusa w sztuce kościelnej).

            Wiadomo powszechnie, że ciało młode i piękne zdominowało naszą popkulturę. Ale przecież każdy z tych młodych ludzi w takim czy innym, chcianym lub niechcianym momencie, obejrzało nagą starszą osobę bliską, matkę ojca na przykład. Powinni odczuć w tym momencie, że akceptacja tego kogoś (jeśli nie miłość, wdzięczność, litość nawet) to uczucia, które godzą sferę cielesną ze sferą duchową.

            Rodziców się kocha, nienawidzi lub walczy z nimi niezależnie od tego, jaka jest ich cielesność. Można ją omijać, ale wówczas przeżywa się taki szok jak ów biznesman kupujący kwiatki.

            Powszechnie propagowano w prasie akcję „Rodzić po ludzku”. Akcja „Umierać po ludzku” Gazety Wyborczej umarła śmiercią nienaturalną po dwóch dniach od jej ogłoszenia. Nikt jej nie podjął, a zapewne decydenci skrytykowali.

            W święta Bożego Narodzenia chodzimy na groby bliskich. Może czasem nie zaszkodziłoby wspomnieć ich jako CIAŁA, a nie tylko DUSZE.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Dlaczego działają wróżby Trzymanie ręki na pulsie »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)