Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 października 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 169)

Clive’a Hamiltona: antropocen, czyli gry i zabawy na titaniku Ziemia


« O ciele, ciąg dalszy Hamiltona. Trzy procent dziczy i inne wyzwania antropocenu »

Defiat EarthKsiążka Clive’a Hamiltona pt. „Defiant Earth. The Fate of Humans in the Anthropocene” (Nieposłuszna Ziemia: los ludzi w antropocenie), wydana 26 kwietnia b. 2017 r., nie zajmuje się straszeniem przeraźliwą przyszłością, wynikającą z dewastacji Ziemi przez ludzi; takich książek napisano wiele, szczególnie w ojczystym języku autora – Australijczyka; po polsku jest ich jednak znacznie mniej: jakościowo mniej. Wręcz wydaje mi się, że dostępna w naszym języku literatura o antropocenie i jego skutkach jest uboga przeraźliwie. Nawet edytor tekstu, w którym to piszę, nie ma w swojej bazie danych słowa antropocen i podkreśla je czerwonym wężykiem. Jeśli i Ty (Czytelniku/Czytelniczko) nie wiesz, wyjaśnię w którymś z następnych zdań. Więc Hamilton nie straszy katastrofami, chociaż z jego tekstu wyczytuje się kilka przerażających danych – o niektórych napiszę dalej. Pokazuje, lub stara się pokazać rzecz inaczej. Antropocen jest starciem dwóch potęg: tytułowej nieposłusznej, krnąbrnej Ziemi, a raczej Systemu Ziemi, bo tak właśnie – System Ziemia – wyraża się autor o naszej planecie, a naprzeciwko niej Ludzkości, która stała się czynnikiem sprawczym zmieniającym i naruszającym System Ziemia na poziomie jego geologii, więc dosłownie u podstaw, ale nadal nie nabrała świadomości tego. Dlatego główną troską i badawczym problemem autora jest próba zauważenia i oddania tego, jak to się dzieje, że ludzkość nie zauważa antropocenu, a więcej: zauważyć i wziąć pod uwagę nie chce, czym przypomina dzieci bawiące się nad przepaścią, która nie tylko im zagraża, że w nią runą, ale grunt im się obsuwa i jeśli zabawy nie zmienią, to runą na pewno. Lub czym przypomina, co skojarzeniem już moim, nie autora, bal na Titanicu. Bal na titaniku Ziemia! – tak widać świat, kiedy spojrzy się nań podczas lektury tej książki. Więc z tych dwóch mocarzy, krnąbrnej Ziemi i uparcie haratającej ją Ludzkości, większą uwagę Hamilton poświęca temu drugiemu.

Clive Hamilton Co to jest antropocen? – Wpisałem link do polskiej Wikipedii, jednak tam informacji jest mało, więcej w Wiki. angielskiej. Ten geologiczny-stratygraficzny termin jest wciąż nieoficjalny. Oznacza kolejna epokę dziejów Ziemi, najnowszą i zaczynającą się część czwartorzędu, po plejstocenie (epoce lodowej), który skończył się 11,7 tys. lat temu, i holocenie. Nazwa wskazuje, że antropocen jest epoką, w której na geologię wpływ ma działalność człowieka. Proponowano dlań kilka dat początkowych: najbardziej trafną wydaje się 16 lipca 1945, kiedy nad Nevadą odpalono pierwszą bombę atomową. Od tamtego dnia na Ziemi pojawiła się nowa geologiczna jakość: warstwa osadów ze zwiększoną zawartością promieniotwórczych izotopów. Najsilniejszym jak dotąd antropogenem jest jednak wpompowanie prawie drugie tyle dwutlenku węgla do atmosfery (w porównaniu ze stanem „przed”) skutkiem spalania paliw kopalnych, co powoduje wzrost średnich temperatur, zw. globalnym ociepleniem. Clive Hamilton cytuje innych autorów, którzy wyliczyli, że CO2 dobity teraz do atmosfery zatrzyma nadejście nowego zlodowacenia, które było spodziewane za 50 tys. lat, a także następnego, przewidywanego w perspektywie 130 tys. lat od teraz. A to już są skutki na skalę geologiczną i dotyczące geologicznego upływu czasu. Dalsza emisja CO2 może cofnąć Ziemię do stanu termicznego, jako panował w eocenie, 40 milionów lat temu, kiedy ani lodowców ani zim nie było nigdzie, a tropikalny klimat obejmował większość powierzchni globu.

Jak napisałem wyżej, do takich informacji Hamilton raczej odsyła niż je relacjonuje, ponieważ jego właściwym tematem jest stan umysłów ludzi, których antropocen zaskoczył kompletnie. Czegoś takiego nie przewidywał żaden z dominujących modeli myślowych. Nie przewidywała przede wszystkim światowa ideologia numer jeden, czyli Nowoczesność, wyrosła na korzeniu Oświecenia. Oświecenie zerwało związek między Umysłem (lub: Kulturą) a Naturą (albo: Materią), czyniąc z obu dwa równoległe, nie kontaktujące się światy. Ludzkie sprawy były rozumiane humanistycznie jako dziejące wyłącznie pomiędzy ludźmi, sprowadzone do międzyludzkich interakcji (nawet gdy zdarzało się, że taką interakcją była śmiercionośna niezgoda lub wyniszczająca wojna) – dla których przyroda, Natura, była tylko biernym tłem, z podatną bezwładnością poddającym się ludzkim ruchom i wymaganiom. Niezawodnym dostawcą surowców, energii, zasobów gruntu do zaorania, lasów do wycięcia, plonów do zebrania, stad zwierząt do wykarmienia i zjedzenia. Całkiem nie brano pod uwagę tego, że odpowiedź Natury, a ściślej Systemu Ziemia, na ludzkie poczynania, może być właśnie, jak w tytule książki, krnąbrna czy nieposłuszna, psująca szyki „antroposowi”, niwecząca jego wysiłki i perspektywy. Największą wiarą Nowoczesności, właściwie wiarą definiującą, bo bez tej wiary ta formacja nie istnieje, jest Wiara w Postęp, przyjmujący najbardziej namacalną postać indywidualnego bogacenia się i wzrostu konsumpcji, do czego konieczny jest, też będący przedmiotem gorącej wiary, Wzrost Gospodarczy. Z wielkich liter piszę, jak należy się bóstwom. (I fetyszom.) I ta wiara zwana Nowoczesnością zawiodła. Do swego trwania i kontynuacji wymaga dalszego i nieograniczonego pożerania Ziemi, tu jednak pod koszącymi (zasoby Ziemi) kosami zazgrzytały kamienie. Efekt nadmiaru gazów cieplarnianych jest najsilniejszym już zauważonym i rozpoznanym. Ile i jakie są te, których jeszcze nie rozpoznano lub które pojawią się za kilka, kilkadziesiąt, za kilkaset lat?

Hamilton pisze o Ziemi jako o Systemie Ziemia, bezosobowo. Najdalszy jest od nazywania jej „matką Ziemią” czy „Gają”: jest doskonale wolny od jakiegokolwiek sentymentalizmu. W „osobie” Ziemi nie mamy do czynienia ani z bytem, któremu w jakikolwiek sposób na nas, ludziach, zależy. Ani z bytem, który ma wbudowaną w siebie zdolność do homeostazy w takim zakresie, jaki my, ludzie, lubimy. Ma własną dynamikę, której w ogromnej większości nie znamy, która pozostaje poza naszym poznawczym horyzontem. Zapewne jest tak, że dynamikę Systemu Ziemia dostajemy okazję poznać dopiero przez jej naruszenia, tzn. gdy sami ją naruszamy swoją działalnością – ale wtedy z wielkim prawdopodobieństwem jest już za późno, ponieważ nie znamy sposobów odwrócenia skutków tych naruszeń. Autor wspomina o typowo modernistycznych, po inżyniersku optymistycznych, reakcjach na wiadomości o przegrzewaniu Ziemi: żeby zaradzić temu przez rozpylanie siarczanów w stratosferze, co spowodowałoby pociemnienie globu (mniejszy strumień energii od Słońca) – ale przecież faktycznych skutków takich geoinżynierii nie znamy! I nie można wykluczyć, że skutki uboczne takich napraw byłyby takie, że nie wiadomo, gdzie uciekać. System Ziemia przeżył dotąd wiele stanów homeostazy, względnej i dynamicznej równowagi. Holocen, który oto skończył się wraz z nastaniem antropocenu, był wyjątkowo stabilny i właśnie stabilność klimatu w minionych 11 tys. lat umożliwiła neolityczne rolnictwo i na ich bazie rozwój cywilizacji, do obecnej włącznie. Jest prawie pewne, że antropocen będzie okresem konwulsyjnych dreszczy Systemu Ziemia, wytrącanego z równowagi zarówno przez dalszy wzrost, póki jeszcze będzie możliwy, jak i przez ewentualne naprawy ordynowane przez usiłującego się ratować Człowieka. W historii Ziemi były przecież i inne okresy, wśród nich zarówno gorące i wilgotne jak kreda lub eocen, jak i zimne i suche, jak perm; był też okres tak egzotyczny, jak Ziemia-śnieżka, Snowball Earth, kiedy zapewne cały glob pokryły lodowce. Możliwa jest faza, której Ziemia dotąd nie wypróbowała: takie pogrubienie kołdry gazów cieplarnianych, przy którym oceany odparują – czyli stan podobny do Wenus. Z geologicznej historii nie wynika, że holoceński – optymalny przez ludzi i ich gospodarki – stan naszej planety byłby jakoś ulubiony dla niej samej. Przeciwnie, raczej był krótkim wyjątkiem.

Clive Hamilton wielokrotnie i wciąż na nowo, z kolejno innymi akcentami, wraca do głównej idei swojej książki: że ta nowa epoka, która nas zaskoczyła, antropocen, jest nie tylko nową jakością w dziejach Ziemi – bo także i równolegle jest nową epoką dla ludzi, dla cywilizacji, kultury, umysłu, ducha, filozofii i myślenia. W antropocenie, czyli w czasach, gdy myślenie ma konsekwencje geologiczne, nie da się beztrosko myśleć po staremu. To znaczy, oczywiście, można i wolno, tylko że wiele z tego, co dotąd wydawało się najprawdziwsze, najpewniejsze, a nawet najświętsze, w obliczu krnąbrności Ziemi, po swojemu odpowiadającej na szaleństwa Antroposa, wyrastające z jego myślenia, nabiera cech próżnej fantazji, która do rzeczywistości ma się nijak. Krnąbrna Ziemia nas testuje i większości tego, co mentalnie generujemy, zaprzecza, blokadę stawia. Musimy coś w myśleniu, czyli w sobie, zmienić. Bo nie jesteśmy już (na naszej planecie) ani sami, ani wolni, ani samo-wolni. Ktoś, kto ćwiczyłby, a wcześniej projektował, salta na chwiejnej łódce, musi brać pod uwagę, że sam utonie i łódź zatopi. Podobne zatroskanie musi zostać wbudowane w nasze myślenie na titaniku Ziemia. Ale tego nie chcemy. Nie chcemy wiedzieć. Ludzkość uporczywie nie chce tych zmian przyjąć do wiadomości.

Największe wrażenie, które pozostawia ta książka (lub przynajmniej pozostawiła na mnie...), jest takie, że odtąd na wszelkie nasze narracje i „historie”, na nasze wiary, spory, perspektywy i kazania patrzy się jak na dowolne i nieistotne fantazje, jak na dziecinne baśnie opowiadane w kółko z zapałem idiotów. Wszystko, co nie zawiera perspektywy antropocenu – i to branej poważnie – wydaje się odtąd „wierszem idioty odbitym na powielaczu”, słowa które Kaczmarski przypisał Witkacemu. Tym są nasze polityki, nasze religie, nasze ekonomie, nasze literatury. Tymczasem palimy kolejne miliony ton węgla i węglowodorów, wypuszczany w biosferę kolejne niezbadane substancje, fragmentujemy ekosystemy, pożeramy kolejne miliony ton świń, kur, ryb, krewetek. Rodzimy kolejne miliardy nieszczęśników, którzy chociaż coraz bardziej pazerni, okrutni i zdeterminowani, to jednak nie mają szans doczekać dobrobytu, do którego dorwał się niedawno pierwszy miliard „modernerów”, który tym zrujnował Ziemię pod następnymi. No tak... ale ironią nie zmienimy faktów.

„Krnąbrna Ziemia” Hamiltona interferuje z tym, czym zajmujemy się w Tarace. Taraka w ogóle wzięła się z nastawienia głębokiego powrotu, który sam wziął się z intuicji, że coś nie tak dzieje się ze światem, jak go rozumie mainstream. Ten głęboki powrót – lub nawrót – polegał na wejściu w treści po pierwsze przed-nowoczesne (jak przed-nowoczesna jest astrologia), po drugie (więc głębiej) przed-chrześcijańskie (więc vulgo pogańskie i nie-jerozolimskie), i po trzecie jeszcze głębiej i dawniej, bo przed-neolityczne (czyli „szamańskie”). Tak się wyjaśnia nasze dawniej używane trójhasło: „astrologia, Słowianie, szamanizm”. Ale w Tarace też nigdy nie ustawialiśmy się kontra nauce. Więc nasz program nie był (i nie jest) kontr-nowoczesny (kontr-modernistyczny, jakim było New Age), ale raczej jest trans-nowoczesny, czyli patrzący na przekroczenie nowoczesności (której fałsz coraz dotkliwiej obnaża antropoceńska Ziemia-System), i szukanie nawet nie odpowiedzi, co raczej inspiracji w tym co pomijane, przegapiane, niedoceniane, w śmieci rzucane, a co dobrze przypomina sen o Sikorze, śniony prawie dwieście lat temu przez późniejszego wodza narodu Wron.

Do lektury zachęcam. Dotknąłem ledwo małej części spraw, o których napisał australijski filozof. (Mała jest nadzieja, że ktoś kiedykolwiek przełoży to na polski. Ale wstęp do książki w dużej części pokrywa się z artykułem przetłumaczonym przez Ex-Ignoranta, pt. „Wielkie milczenie”, na jego blogu – też zachęcam.)


Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« O ciele, ciąg dalszy Hamiltona. Trzy procent dziczy i inne wyzwania antropocenu »

komentarze

[foto]

1. Czy można faktycznie... • autor: Jarosław Bzoma2017-10-02 21:19:51

Czy można faktycznie powrócić do przed jerozolimskości po jerozolimskoći ? Trzeba by wywołać amnezję w nieświadomości całej ludzkości. Neoszamanizm realizuje wartości jerozolimskie za pomocą środków pierwotnych. Ewolucja człowieka jest wyrazem ewolucji planety a nie odwrotnie i temu nawet Hamilton nie zaprzeczy. Tym bardziej  nie udowodni, że człowiek jest elementem  najistotniejszym  tej ewolucji a nie fazą pomostową do dalszych przekształceń. 

2. strata czasu • autor: Jerzy Pomianowski2017-10-02 21:59:51

Sapiens jest niezdolny do myślenia praktycznego sięgającego dalej niż do wnuków, i nic się nie da z tym zrobić. Podobnie wstecz sięga najwyżej dziadków. Ograniczenie nie do pokonania.
PS
Przecież kiedyś słońce zgaśnie, czyli i tak wszystko szlag trafi.
[foto]

3. Słońce zgaśnie, @ J.P., czyli czy nas to g... obchodzi? • autor: Wojciech Jóźwiak2017-10-02 23:00:42

Tak, zgaśnie. Ale wcześniej (jak czytamy w Wikipedii) "Za około 5,4 mld lat Słońce opuści ciąg główny i zacznie proces przekształcania się w czerwonego olbrzyma." Wtedy wypali i pochłonie Ziemię. Później, po różnych przygodach: "jako biały karzeł przetrwa biliony (~10 do potęgi 12) lat, zanim ostygnie całkowicie, stając się czarnym karłem". Tamta liczba to tysiąc miliardów lat. To jest perspektywa kompletnie nie do pojęcia dla dzisiejszego ludzkiego rozumu. Więc powiedzenie "i tak Słońce zgaśnie" znaczy dokładnie, że "g... mnie obchodzi, co będzie po mojej śmierci." OK, można i tak. W książce Hamiltona jest także ta kwestia: czy powinno nas obchodzić, co będzie po śmierci każdego z nas: a Hamilton należy do twardych ateistów i nie-negacjonistów śmierci. I w tym miejscu natrafiamy na linię dzielącą: czy nasza etyka sięga (czy może sięgać...) dalej niż nasze indywidualne życie i dalej niż życie "wnuków". No właśnie. Myślimy.
[foto]

4. Odrzucenie Jerozolimy, @ J.B. • autor: Wojciech Jóźwiak2017-10-02 23:11:11

Ależ oczywiście, że można odrzucić Jerozolimę. A nawet trzeba, nawet jest to konieczne. Ludzie Zachodu (cywilizacji Zachodu) zrobili to na wiele sposobów. Odrzucili Jerozolimę w sztukach plastycznych (tzn. zakaz tych sztuk) i architekturze, wybierając wzory greckie. Odrzucili Jerozolimę w nauce: nauka/science jest w całości poza Jerozolimą i nie czerpie dokładnie NIC ani z Biblii ani z Koranu. Tak samo matematyka. Jak pogrzebać w treściach naszej kultury to jej jerozolimskość okaże się zaledwie dekoracją. I dlatego Zachód jest Zachodem, ponieważ umiał od Jerozolimy się oderwać i wyzwolić. Oczywiście, niektórzy tego nie zrobili i w niej siedzą.
W sumie to osobny problem, z małym związkiem z książką Hamiltona. Perspektywa antropocenu kasuje Jerozolimę całkiem, gdyż z tamtego kierunku żadna sensowna propozycja nie przyjdzie, a przeciwnie, przyjdą (i już przychodzą) propozycje zaostrzające konflikt Człowieka z Ziemią.

Przy okazji: mam wielką ochotę przesterować Tarakę na tematy antropocenu.
[foto]

5. Paradoks polega na... • autor: Jarosław Bzoma2017-10-02 23:32:29

Paradoks polega na tym, że porzucając cokolwiek przechodzi się na pozycję która uwzględnia/potwierdza  istnienie tego co zostało odrzucone. To taka sztuczka logiczna ludzkiej formy świadomości.Ten Wielki Nieobecny będzie się ciągnął w nieświadomości zbiorowej przez wieki. Antropocen ma swoje fazy nie tylko fizyczne ale i psychiczne i jedną z nich jest iluzja drogi zbawczejczy, samozbawczej, humanistycznej,naukowej etc. Warto się zastanowić czy antropocen nie jest  jednym ze stanów Świadomości realizujących się na kolejnych planetach w całym układzie słonecznym. Skąd wiemy, że konflikt człowieka z Ziemią nie jest realizacją planów/stanów Słońca ? Niby dlaczego traktować Słońce w inny sposób niż Gaję.Obawiam się że "nasza etyka" jest właśnie jednym z takich postjerozolimskich tworów. Świadomość przez duże Ś nie jest etyczna, a przynajmniej nie jest to konieczne.Czy "odkrycie" antropocenu daje nam faktycznie  jakąś nową perspektywę poza rosnącym dystansem do samych siebie ? 
[foto]

6. Odrzucenie to nie rozwój • autor: Arkadiusz2017-10-03 08:31:07

Według Wilbera rozwój to przyjęcie nowego, integracja i PRZEKROCZENIE. A nie "odrzucenie". Dlaczego nie, to napisał Jarek w kom. 5. Jeśli Taraka ma być "rozwojowa" to powinna przepracować temat "jerozolimskości" i pójść dalej. Inaczej będzie boksować w miejscu, tak sobie myślę. A myślę tak, bo temat "odrzucania" zauważam od dawna w wielu przestrzeniach życia (np. w psychologii wielopokoleniowej rodziny, medycynie, polityce), jako coś, co blokuje, hamuje, usztywnia, deformuje percepcję, w efekcie zmniejsza wolność wyboru. Jak przekraczać? Myślę, że ze świadomością, że skoro się coś wydarzyło, to znaczy że mogło/musiało się zdarzyć i było w danym momencie najlepszą dostępną odpowiedzią/konsekwencją tego co przed i dookoła. Kiedy sytuacja się zmienia, może się wydarzyć coś innego.
[foto]

7. Taraka przepracowała • autor: Wojciech Jóźwiak2017-10-03 09:30:37

... temat Jerozolimy w ubiegłych latach i poszła dalej. Przynajmniej w mojej skromnej osobie. Kto nie przepracował i buksuje -- trudno, musi zaczynać jeszcze raz od początku. Kto idzie dalej: palec pod budkę!
[foto]

8. Ja , ja.... • autor: Jarosław Bzoma2017-10-03 15:27:26

Ja , ja. Palec itd. ale najpierw proponuję zabawę. Wyobrażmy sobie deskę. Prosta sprawa.Każdy to umie ale teraz  zróbmy to jeszcze raz i sobie wyobrażmy deskę bez dziury. I Co zobaczyliśmy? Najpierw deskę z dziurą a dopiero potem po sekundzie deskę bez dziury :) I tak jest ze wszystkim, jeżeli coś zaistniało w świadomości to niełatwo się tego pozbędziemy i na nic płacz i zgrzytanie zębów na nic. Teraz nie będziemy mogli pozbyć się Antrpocenu :)

9. dlaczego nie martwić się o prapraprawnuków • autor: Jerzy Pomianowski2017-10-03 20:22:20

Sądzę że istnieje granica wybiegania w przyszłość poza którą takie czy inne wizje nie mają sensu praktycznego (są poza wpływem ludzkości). Ostateczną granicą jest czas gdy z powodu ewolucji Słońca życie będzie już niemożliwe, co nastąpi dużo wcześniej niż zgaśnięcie naszego "grzejnika". Jednak potrzebna jest granica bardziej ogarniana rozumem i bliższa czasowo. Sądzę, że może to być czas związany z dużym prawdopodobieństwem wystąpienia jakiejś poważnej katastrofy geologicznej lub kosmicznej, czyli wystarczy sprawdzić w jakich odstępach czasu życie na Ziemi wisiało na włosku. Mamy wreszcie nieubłaganą rytmiczność epok lodowcowych, których przeżycie jest bardzo trudne. W naszej części Europy przetrwało ten okres ok 200 osobników homo. Najbliższą czasowo linią graniczną jest ta wynikająca z ludzkiej psychiki i ze ściśle ograniczonego trwania życia własnego oraz życia tych potomków których jeszcze możemy zobaczyć. Dalej sięgają teoretycy-wizjonerzy, których wizje zwykle się nie sprawdzają. Kiedyś uważali np że życie w miastach w XX w. będzie niemożliwe, bo końskie łajno pokryje je z czubem.
Każdy człowiek wie, że na pewno umrze w niezbyt dalekiej przyszłości, lecz nie myśli o tym codziennie, dzięki jakiemuś bezpiecznikowi w mózgu pilnującemu by nie zwariować.
Ten sam mechanizm również ogranicza martwienie się tym jaki będzie klimat za 120 lat.

[foto]

10. Jak miło, że... • autor: Mirosław Piróg2017-10-03 22:13:34

Jak miło, że temat "the end of civilisation as we know it" zagościł na Tarace. Wreszcie coś konkretnego :)
[foto]

11. "Jak miło, że" • autor: Wojciech Jóźwiak2017-10-03 23:09:10

I zapewniam, że tego tematu będzie więcej.
Przy okazji: Na stronie Hamiltona http://clivehamilton.com/papers/ są artykuły, które on potem włączył do omawianej książki. Polecam np. jego tekst "Can humans survive the Anthropocene?" -- w pdf’ie.

Jeszcze jest coś, o czym może napiszę więcej, ale chciałbym jak najmniej o tym wysysać z palca: mianowicie, że ocieplanie klimatu nie będzie szło powoli, stopniowo i łagodnie, tylko przez obsunięcia i tąpnięcia, oraz przez reakcje, np. fala wzrostu temperatury wywoła reakcję w postaci fali chłodu. Hamilton też pisze nie tyle o ociepleniu, co o rozregulowaniu klimatu przez ludzkie zrzuty odpadów techniczno-gospodarczych. Kto nie umrze dość szybko, zobaczy.
[foto]

12. Że zacytuję Jóźwiaka:... • autor: Mirosław Piróg2017-10-04 00:28:46

Że zacytuję Jóźwiaka: "odtąd na wszelkie nasze narracje i „historie”, na nasze wiary, spory, perspektywy i kazania patrzy się jak na dowolne i nieistotne fantazje, jak na dziecinne baśnie opowiadane w kółko z zapałem idiotów." Zadziwiające, że ludzie, podobno inteligenty gatunek, dziwią się, iż to co robią ma takie skutki. Ograniczenie poznawcze ludzkiej świadomości się tu kłania. Ale, jak to mawiają , doświadczenie ("obsunięcia" i "tąpnięcia" ) ma moc transformującą, nie poglądy, choćby najbardziej subtelne. Ciekawe czasy nas czekają.
[foto]

13. Wielkie mi rzeczy.Planeta ... • autor: Jarosław Bzoma2017-10-04 07:27:17

Wielkie mi rzeczy.Planeta  oczyści  się z ludzi i znowu dojdzie do jakiejś tam równowagi.Być może karaluchocenu albo czegoś tam.Być może  wielkie zlodowacenie wywołał nadmiar gazów wytwarzanych przez dinozaury :) Temat zagłady gatunków jest nośny tylko do pewnego momentu.Potem nawet zagłada nas samych znudzi , spowszednieje, zniecierpliwi, zdegustuje ..... umieranie nie jest patetyczne ani estetyczne. Tym bardziej umierania na wielką skalę.Być może zagładę poprzedzi fala samobójstw jak na początku XX wieku, zanim wybuchły rewolucje i wojna. Zniknie jeszcze jedna formacja zwierząt które niczego pożytecznego nie zrobiły dla innych zwierząt, nie mówiąc już o przyrodzie w szerszym znaczeniu.Niczego nie wymyśliły czego przed nimi już nie było, poza bredniami dotyczącymi swoich własnych urojeń na temat  struktury wszechświata.Kultura jaką stworzyli ludzie nikomu poza nimi samymi do niczego nie jest potrzebna.
[foto]

14. Konieczna korekta • autor: Wojciech Jóźwiak2017-10-04 08:32:13

Drogi Jarku, z pewnym zażenowaniem koryguję. "Być może  wielkie zlodowacenie wywołał nadmiar gazów wytwarzanych przez dinozaury". --- Ależ nie tak i nawet w dowcipach nie radzę posługiwać się wiedzą wziętą z kreskówki o Flintstonach. Pokrywa lodowa na Antarktydzie powstała ok. 20 mil. lat temu w miocenie. Na naszej półkuli 2,5 mil. lat temu z początkiem plejstocenu. Dinozaury -- te "nie-ptasie" -- wymarły skutkiem impaktu na końcu kredy 66 mil. lat temu. Jeśli dinozaury emitowały jakiś gaz, to najpewniej metan, który ociepla, a nie zamraża.
"Fala samobójstw jak na początku XX wieku" -- ile ich było? Czy zauważalna liczba dla demografii?

A najciekawsze jest, że wygłaszasz poglądy, które Hamilton wziął pod lupę w swojej książce. I niestety jest to nie tylko defetyzm, ale też myślowy błąd. Wiemy, że umrzemy ("za jakiś czas") a jednak nie popełniamy samobójstw. Dlaczego? -- Warto to przemyśleć. Więc dlaczego mielibyśmy się nagle wszyscy zabić na wiadomość o tym, że przyszłość w perspektywie następnych pokoleń przestaje wydawać się "świetlana"?

Nadejście antropocenu kwestionuje wiele myślowych nawyków i stawia wiele ciekawych pytań, przed którymi my, intelektualiści, nie powinniśmy uciekać w uproszczenia, w wytarte schematy, a tym bardziej w cynizm ani w błazenadę.
[foto]

15. A ja zgadzam się z Jarkiem... • autor: Roman Kam2017-10-04 10:37:23

...że pierdzący metanem dinozaur wielkim zagrożeniem był! Rzecz w tym, że nie ma co się napinać na wielkie powagi, bo temat przerasta każdego dyskutanta z osobna i wszystkich razem. To co ostatnio czytaliśmy sobie na Tarace o doświadczeniu z przegęszczającą się populacją myszy, świetnie to ilustruje, a i ten przykład myślenia naszych pradziadków o XX-to wiecznych miastach, też. Nie tylko fala samobójstw może być odpowiedzią na zawirowania populacyjne w skali geologicznej, także choroby  psychiczne i niekontrolowana agresja. Tak z 30 lat temu czytałem książeczkę o prof. Sedlaku, w której on sam, mimochodem wspomina o potencjalnie, katastrofalnych skutkach skażenia elektromagnetycznego. Sadzę, że miał rację. Prawa Mendla powodują, że wiele szkodliwych mutacji nie ujawnia się od razu, tylko w kolejnych pokoleniach. Niespodżanki (mała aluzja do dramatu Rostworowskiego), które szykujemy późnym wnukom, nie są do wyłapania przy obecnym poziomie wiedzy o genetyce. Na razie słyszymy tylko o braku możliwości stwierdzenia szkodliwego wpływu. Jak się już dowiemy, mam nadzieję, że nie będzie zbyt wcześnie, by można coś wskórać. Wracając zaś do dziś - niestety do rozwoju nauki potrzebna nam jest technologia, tę napędza wzrost gospodarczy, który pozwala "nic nie robiącym" naukowcom - płacić ze wspólnej kiesy. Jak z tego wyjść i dlaczego ja się upieram przy konieczności naukowego postępu? Czy zdobywanie wiedzy o świecie to jest sens bytowania człowieka? Czort jerozolimski wie :)  
[foto]

16. Żyjemy w Erze Rozumu • autor: Arkadiusz2017-10-04 11:32:56

Nasza powszechna wiara w tej erze to wiara w to, że wiemy co robimy, że rozum i technologia pomogą nam znaleźć rozwiązanie w każdej sytuacji, i że będzie lepiej, będzie postęp. Wierzymy (mam na myśli większość populacji) w ludzi u władzy, naukowców, biznesmenów, że prowadzą całą tę ludzkość w dobrym kierunku. Narzekamy na nich, ale koniec końców wierzymy, że wiedzą co robią. Katastrofa nikomu by się przecież nie opłacała. Katastrofa na horyzoncie jest więc negowana, zamiatana pod dywan, odwracamy wzrok, wyrzucamy to ze świadomości. Pełne uświadomienie sobie tego, co sami sobie i planecie robimy wymusiłoby chyba podważenie Rozumu, zmianę paradygmatu na jakiś nowy. A taka zmiana jest niemal równie bolesna co katastrofa, wymaga wyrzeczeń, na które prawie nikt nie jest gotowy. Więc lepiej odkładać ją najdłużej jak się da.
[foto]

17. Wojtku.Od mojego snu... • autor: Jarosław Bzoma2017-10-04 20:03:08

Wojtku.Od mojego snu na temat tego co jest silnikiem Taraki staram się dać wam inną perspektywę, mniej mentalną. Antropocen jest oczywistością , sprawczość bączków dinozaurów może podlegać negocjacji , fala samobójstw poprzedzająca pierwszą Wojnę Światową była faktem, ilu braci Wittgensteina w tamtych latach popełniło samobójstwo, ale perspektywa jest dużo szersza niż Hamilton sobie to może wyobrazić.

Nadchodzi Wyludniacz który ma wiele imion. Sprawi, że przestaniemy być świadomością ludzi, zostaniemy świadomością wyglądającą na świat poprzez karaluchy. Przy ich możliwościach kreacji będziemy mogli znowu tworzyć wielką cywilizację przez miliony karaluszych pokoleń. Tym razem na karaluszą miarę. Dzięki temu będziemy mogli nadal istnieć jako my oddzielni od innych. Chyba, że uwolnimy się od nawyku życia modo terrestris, nie przez przypadek terra i terror są tak sobie bliskie, wtedy ruszymy w dalszą drogę , w innych postaciach, w innych naczyniach, bardziej pojemnych niż mogła ofiarować nam Ziemia. Potrzebujemy jedynie pokonać strach przed skokiem w otchłań i zniszczyć tę planetę nieodwracalnie.

„Kiedy dostatecznie głęboko zajrzymy w otchłań wtedy otchłań spojrzy na nas.”  

[foto]

18. Po niektórych komentarzach... • autor: Mirosław Piróg2017-10-04 23:26:47

Po niektórych komentarzach - nie tylko tych od osób zbanowanych jakże słusznie - widzę, że  ludzie  niezbyt dorośli do epoki, w której żyją. To unaocznia, jak niemożebnym zadaniem jest przeróść wszystkie dotychczasowe narracje. Perspektywa końca homo sapiens nie powinna ewokować bzdurnych opowiastek, ale, podobnie jak perspektywa śmierci osobniczej, ciut refleksji. Choćby takiej, że mamy szansę przemyśleć swoją rolę w ekosystemie Ziemi. Lata temu usłyszałem, że Homo mógłby być homeostatem Ziemi. Mógłby, ale chyba to już nam się nie uda. Ale to doprowadza do kolejnej myśli - pojawienie się życia rozumnego, choćby w takiej postaci jak na Ziemi, było efektem ewolucji. Ale czy ślepym zaułkiem, pomyłką, czy szansą na coś więcej? I warto stawiać takie pytania nie tylko w perspektywie ludzkiej kultury, choćby nie wiem jak ezoterycznej, ale po to by się poza nią wyprowadzić. O ile i na ile to możliwe.  Bo, jak słusznie zauważył dyskutant, ludzie dotąd nic poza "poza bredniami dotyczącymi swoich własnych urojeń na temat  struktury wszechświata" nie wymyślili. Włączywszy w to takie komentarze :D.
[foto]

19. Mnie właśnie interesuje... • autor: Jarosław Bzoma2017-10-05 01:11:59

Mnie właśnie interesuje perspektywa pochodząca spoza ludzkiej kultury ponieważ wiemy już, że niepodobieństwem jest podnieść się samemu za włosy a refleksja zawsze jest spóżniona ponieważ akcja przez nas podejmowana jest reakcją.Dzisiejsze próby wpływania  na stan środowiska przyniosą efekty zbyt odległe aby określić trafność akcji jaką podejmiemy, tym bardziej , że nikt nie jest szczery co do autentycznego wykonania deklarowanych działań.Nie żyjemy w świecie idelnym a w świecie ludzi dążących ku śmierci. To układ który z konieczności ma swój koniec w czasie.Nic nie pomoże ciut refleksji.Refleksja musi przekroczyć nasze pojmowanie świata na  sposób tradycyjnie logiczny i dlatego może się wydawać bzdurna.Nazywamy to transgresją.

20. Dodatnie sprzężenia zwrotne • autor: Nugitoraz2018-12-01 00:12:50

To jest dla mnie najmocniejszy fragment tekstu:
’Najdalszy jest od nazywania jej „matką Ziemią” czy „Gają”: jest doskonale wolny od jakiegokolwiek sentymentalizmu. W „osobie” Ziemi nie mamy do czynienia ani z bytem, któremu w jakikolwiek sposób na nas, ludziach, zależy. Ani z bytem, który ma wbudowaną w siebie zdolność do homeostazy w takim zakresie, jaki my, ludzie, lubimy. Ma własną dynamikę, której w ogromnej większości nie znamy, która pozostaje poza naszym poznawczym horyzontem. Zapewne jest tak, że dynamikę Systemu Ziemia dostajemy okazję poznać dopiero przez jej naruszenia, tzn. gdy sami ją naruszamy swoją działalnością – ale wtedy z wielkim prawdopodobieństwem jest już za późno, ponieważ nie znamy sposobów odwrócenia skutków tych naruszeń’
I mam podobne obawy, że dopiero prawdziwe przyspieszenia nas czeka i nas wszystkich zaskoczy śmiertelnie zaskoczy jednak według IPCC ’niekontrolowany efekt cieplarniany’ w wyniku działań antropogenicznych jest praktycznie nierealny.
[foto]

21. @Nugitoraz o Hamiltonie • autor: Wojciech Jóźwiak2018-12-01 09:37:32

Powtórzę z zakończenia tamtego tekstu sprzed 1,5 roku:
"Mała jest nadzieja, że ktoś kiedykolwiek przełoży to na polski." --- A szkoda. Bo my w Polsce, nie mówię o "szerokich masach" tylko o zaangażowanych intelektualistach, jesteśmy bardzo niedouczeni i niedoczytani, a wnioski i wiedzę, którą mają nasi "koledzy" z obszaru j. angielskiego, usiłujemy zastąpić -- nadsztukować, załatać -- doraźnymi zmyśleniami. Co zresztą dobrze ilustruje dyskusja pod tekstem, pełna źle ukrywanej ignorancji.
Co do sprawy, którą poruszył Nugitoraz: Tamto wspomniane zjawisko oryginalnie po angielsku nazywa się groźniej: "runaway greenhouse effect". A runaway to przecież zbieg, uciekinier. Czyli efekt cieplarniany, który "uciekł", wydostał się na (swoją) wolność.
Ten "zbiegły efekt cieplarniany" w wersji skrajnej prowadzi do "wenusjanizacji" Ziemi: cała woda z oceanów odparowuje, a dostawszy się do stratosfery zostaje rozłożona na tlen i wodór, wodór ucieka w kosmos. W książce "Nauka o klimacie" pokazano, na jakich delikatnych mechanizmach obecna przyjazna nam atmosfera w ogóle się trzyma przy Ziemi, nie ucieka, nie rozpada.
[foto]

22. Tymczasem katolicy pocieszają się w denializm idąc • autor: Wojciech Jóźwiak2018-12-01 09:53:04

Światowej sławy klimatolog: rzekome ocieplenie klimatu to po prostu nonsens
--- doniósł www.pch24.pl, "Polonia Christiana 24" w październiku b.r.

23. IPCC nie jest znów taki święty • autor: Jerzy Pomianowski2018-12-01 14:01:16

Profesor  Stephen Schneider, czołowy badacz i ideolog pracujący na sukces Międzyrządowego Zespołu do Spraw Zmian Klimatu (IPCC), również doradca administracji ośmiu ostatnich prezydentów USA oraz ONZ-tu, w wywiadzie dla magazyn Discover (1989) rzekł tak:
"naukowcy powinni rozważyć rozciąganie prawdy by pozyskać szeroko zakrojone wsparcie i przechwycić wyobraźnie społeczeństwa. To oczywiście oznacza wciągniecie do przekazu mediów. Tak więc, musimy podsuwać jakieś przerażające scenariusze, formułować proste, dramatyczne oświadczenia, a niewiele wzmiankować o jakichkolwiek wątpliwościach jakie można mieć w tym względzie". W dalszej części wypowiedzi (mniej chętnie cytowanej w internecie), profesor wyraził jednak nadzieję, że naukowcom  uda się połączyć skuteczność ze szczerością.

24. Naukowcy mogą mówić co chcą • autor: Ylvaluiza2018-12-01 15:35:02

Jeśli mamy trochę rozumu, możemy samodzielnie obserwować zmiany - brak deszczu, jesienne upały, niski poziom wody dużych rzek itp.. Zaś żeby coś samodzielnie zmienić, może warto zajrzeć do kalkulatora naszego śladu węglowego, który ostatnio znalazłam:  https://ziemianarozdrozu.pl/kalkulator

25. nie da się tłumaczyć klimatu jak krowie na rowie • autor: Jerzy Pomianowski2018-12-01 20:52:19

Niestety własne obserwacje otoczenia nie pomagają w ocenie klimatu globalnego. Wystarczy trafić w lecie na zimny, deszczowy urlop nad morzem, i wiara w ocieplenie znika. Dwa lata temu upał w Krakowie trwał z miesiąc, a w Szczecinie było chłodno. Globalne tendencje są w stanie stwierdzić bardzo nieliczni klimatolodzy znający świetnie metody analizy wyników pomiarów i zdolni do tworzenia poprawnych modeli matematycznych. Ponieważ są to umiejętności elitarne, ich posiadacze chętnie popadają w gwiazdorstwo i w chęć takiego upraszczania wniosków by prosty lud zrozumiał. Zaś prosty lud nie chce tego rozumieć, on widzi tylko to co za oknem.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)