zdjęcie Autora

31 października 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Cmentarz w Moskwie

Kategoria: Twórczość
Tematy/tagi: cmentarzRosja

« Atomka Skrzydło motyla »

Tak jakoś się składało, że w swoich podróżach zawsze zwiedzałam cmentarze. W Samarkandzie i w Bucharze, w Moskwie, a ostatnio w Paryżu. Najczęściej robiłam to sama, ponieważ nikt nie lubi chodzić na cmentarze, jeśli nie musi i nie ma tam bliskich. Interesowały mnie wszystkie różnice między naszym, a obcym obyczajem, sposobem zachowania się ludzi. Próbowałam wyciągać wnioski z ich nastroju, sposobu bycia, otwartości lub nie na kontakty z obcymi, zrozumieć tradycje. Oczywiście nie było to możliwe na tak nikłej podstawie, jak powierzchowna obserwacja, jednak czasami udawało się dotknąć przynajmniej skrawka obcej kultury.

            Nie spodziewałam się jednak przeżyć, których doznałam podczas zwiedzania cmentarza Wagańkowskiego w Moskwie, w lecie 1996 roku, kilka miesięcy po moim wypadku. Skądinąd wrażenia były bardzo interesujące, z powodu odmiennej od naszej architektury grobów, symboli (wszechobecne sierpy i młoty oraz czerwone gwiazdy), dziwnych i nieco jarmarcznych ozdób, a przede wszystkim ciasno ustawionych, pomalowanych najczęściej na niebiesko płotków. Ciekawe były też zamieszczone teksty epitafiów, ale dziś ich już nie pamiętam. Poszłam tam obejrzeć grób Wysockiego, na którym jego fani składali kwiaty, odgrywali przedstawienia, wygłaszali mowy, a także odtwarzali za pomocą przenośnych magnetofonów ulubione jego piosenki. Stałam tam jakiś czas i chłonęłam widowisko tak odległe od naszych obyczajów cmentarnych. Na maleńkiej przestrzeni ogrodzonej płotkiem (choć większej niż przeciętne nasze groby) nie przeszkadzając sobie krzątało się kilka osób sprzątających, układających kwiaty i fanów rozkładających aparaturę nagłaśniającą. Obok stał tłumek obserwatorów chętnie wdających się w rozmowy. Wszystko było hałaśliwe i dalekie od skupienia. Zorientowałam się, że im znaczniejsza osoba, tym większą przestrzeń ograniczał płotek, ale dokładne miejsce pochówku nie było oznaczone płytą, czy w inny sposób. Osoby naprawdę ważne miały kwatery nawet wystające rogiem czy częścią na główną aleję, zaburzając tym samym geometrię cmentarza. Na grobie Wysockiego stał  alegoryczny posąg barda, oraz jego fotografia, obecnie jednak, sądząc ze zdjęć w internecie okolony chodniczkiem i obramowany płytami. Postawiono także inny posąg, już poza jego grobem.

Gdy oglądaliśmy wcześniej cmentarze na wschodzie interesowało nas na ile ich wygląd był odbiciem zwyczajów mahometan, a na ile rosyjskiego obyczaju. Napotkaliśmy tam kiedyś nawet na kondukt żałobny. Nieboszczyka ułożono na platformie przyczepy do ciągnika wyłożonej pięknymi dywanami, a padający śnieg (był luty) nie topił się na jego odkrytej twarzy, więc co chwilę któryś z żałobników strzepywał go małą miotełką.

Obejrzawszy grób Wysockiego ruszyłam dalej. W ten sposób trafiłam na grób pewnej rosyjskiej dziewczyny, studentki, córki bardzo znanego (nie mnie, ale opowiadali o tym ludzie) moskiewskiego dziennikarza, wyróżniający się niesłychanym, nawet jak na tamtejsze warunki przepychem, posuniętym nawet do tego stopnia, że jej kwatera wcinała się swoim złotym ogrodzeniem w szeroką główną aleję. Grób ten wyglądał w ten sposób, że na ogrodzonym pozłacanymi sztachetami i łańcuchami kawałku gruntu wkopana weń została fotografia wielkości metr na metr mniej więcej, obstawiona ciasno najrozmaitszymi kwiatami. Przy tym grobie przystawało bardzo wiele osób i właśnie ci ludzie objaśnili mi treść napisu i fakt, że ojciec tej dziewczyny był bardzo znanym dziennikarzem filmowym, choć jego nazwisko mi nic nie mówiło, a jego córka zginęła kilka miesięcy wcześniej w wypadku drogowym, z jakichś powodów głośnym w Moskwie.

Przyglądając się temu grobowi czułam się nie wiadomo czemu głęboko poruszona, aż chciało mi się z samej siebie śmiać. Owszem, dziewczyna na fotografii była bardzo ładna, ale nie budziła żadnych moich skojarzeń z jakąkolwiek znaną mi twarzą, co by usprawiedliwiać mogło moje emocje. Dopiero mozolnie odczytując ruskie, nieco już zapomniane od lat studiów bukwy, dotarłam do daty jej śmierci, która jednocześnie była datą mojego wypadku (19 styczeń 1996 r.). Potem, dalej przeczytałam datę jej urodzenia i ona też była identyczna z moją, tyle, że rok nie był 1942 jak mój tylko 1972, to znaczy urodziła się równe 50 lat później. Ponieważ uznałam to za ciekawostkę wartą zapamiętania, zamiast spisać wszystkie dane w tego grobu, poprosiłam towarzyszącego mi kierowcę o zrobienie zdjęcia. Pierwsze zrobiłam sama, całego grobu, drugie zrobił on, obejmujące mnie stojącą przy owych złocistych sztachetkach.

Oba zdjęcia nie wyszły. Zdjęcie obejmujące fotografię dziewczyny, tablicę i złociste sztachetki zostało całkowicie prześwietlone, natomiast na zdjęciu, na którym ja stałam przy grobie, obok mnie znalazła się jasna smuga, całkowicie zakrywająca wszystko poza moją osobą. Muszę dodać, że zdjęcia te były w środku kliszy, wśród innych dobrych, tak że nie było żadnego uzasadnienia dla faktu ich prześwietlenia. O ile w pierwszym wypadku fotograf w zakładzie twierdził, że złociste sztachetki mogły dać odblask prześwietlający kliszę, o tyle w drugim, ze mną, moja ciemna sukienka powinna pochłonąć ten odblask. Tak więc nie udało mi się uwiecznić czegokolwiek, co dotyczyło tej dziewczyny, jej nazwiska, tekstu napisów i tak dalej, jakby jej duch nie życzył sobie moich dalszych poszukiwań w tej sprawie, które miałam ochotę, nie ukrywam, prowadzić.

Ten przypadek przypomniał mi obejrzany kiedyś film o amerykańskim konstruktorze krzeseł elektrycznych, który jako ekspert badający resztki zabudowań Oświęcimia, zaangażował się bardzo silnie w udowadnianie, że holokaust w rzeczywistości nie miał miejsca. Jako uboczny motyw tego filmu autorzy podkreślali jego wyjątkową wręcz drobiazgowość, ilustrowaną własną opowieścią o prowadzonych pracach. Ten wątek, o którym teraz piszę, był migawką, przypadkowym odpryskiem jego wypowiedzi. Dla ilustracji skrupulatności tego człowieka pozwolono mu obszernie mówić o naprawach krzeseł elektrycznych. Długie sekwencje jego wypowiedzi poświęcone były materiałom, z których krzesła te wykonano i próbom odtworzenia stosowanych kilkadziesiąt lat wcześniej tworzyw. Człowiek ten zaczynał więc swoją pracę od rozłożenia krzesła na części pierwsze, analizy poszczególnych części, poszukiwaniu autentycznych materiałów i łączeniu ich z zachowanymi częściami. Dla uniknięcia przyszłych pomyłek, przed rozłożeniem krzesła na części pierwsze, konstruktor ten sporządzał przynajmniej kilkanaście fotografii dokumentujących pierwotny wygląd krzesła. Podczas ich prezentacji inżynier pokazał dwie z fotografii jednego z krzeseł, które w miejscu oparcia, wypadającym naprzeciw serca skazanego, miały świetlisty krąg wielkości małej piłeczki. Ponieważ człowiek był bardzo rzeczowy, nie komentował tego specjalnie, pokazał tylko jako ciekawostkę, mającą świadczyć o tym, jak bardzo mało wiemy o procesach zachodzących w organizmie zabijanego człowieka, co jego zdaniem, wskazywało na wyższość uśmiercania delikwenta zastrzykiem z trucizną.

            Puszczając wodze literackiej wyobraźni można by posunąć się do twierdzenia, że Los, omylny jak my wszyscy, pomylił dwie fiszki z jednego dnia, choć w różnych punktach globu i mnie dał przeżyć, zamiast tamtej dziewczynie. Gdybym coś więcej wiedziała o niej, mogłabym snuć rozmaite teorie na temat sensu zaplanowanej dla mnie i dla niej egzekucji, więc powstrzymano mnie prześwietlając kliszę. Dlaczego jednak Wielki Krupier zagnał mnie tam, gdzie mogłam zapoznać się z dziwną zbieżnością losów? A może On nie pomylił tych fiszek, tylko celowo je przestawił? Czy to są ostrzeżenia, czy bonifikaty i za jakie czyny?

            Nie tworzę żadnych teorii w tych sprawach. Traktuję te wydarzenia jako zbiegi okoliczności. Tak jest bezpieczniej dla mnie. Ale nie potrafią wyjść z mojej pamięci.

            Zupełnie inne wrażenia wyniosłam w 2009 roku ze zwiedzania cmentarza Pere Lachaise. Pusto, prawie bezludnie, na ogromnym terenie wiele prawdziwych dzieł sztuki, na grobach niewiele kwiatów (zazwyczaj ususzonych na amen), brak zniczy. Niektóre nagrobki przypominają miniaturowe rezydencje. Wiele opatrzonych symbolami, np. masońskimi. Odnosi się wrażenie, że zmarłych pochowano dbając o solidną i artystyczną oprawę ich pochówku (żadnych lastriko czy czegoś w tym rodzaju!) i pozostawiono sobie. Na tym ogromnym cmentarzu, gdzie chodziłyśmy kilka godzin spotkałyśmy tylko jedną staruszkę, która nie wyglądała na turystkę.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Atomka Skrzydło motyla »

komentarze

1. cmentarz • autor: Piotrdivine2012-10-31 16:30:31

tak to jest z robieniem zdjęć na cmentarzach,,, mi nie raz klisza pękła w aparacie - jak robiłem na nich zdjęcia....

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)