Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 września 2016

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia mniej ezoteryczna (odcinków: 82)

Co się komu śni

Kategoria: Sny i wizje

« Ta ostatnia z trzech W powietrzu wisi starość »

         Ostatnio w gronie kilku starszych osób rozmawialiśmy o swoich koszmarach sennych. Jeden z obecnych opowiadał o zmorach byłego handlowca – że sklep jest pełen niesprzedanego, a szybko przeterminowującego się towaru, brak pieniędzy na zakup nowego, to jest odnowienia zapasów, bez których sklep można za kilka dni zamknąć, zadłużenie rośnie, za rogiem czyha komornik i tak dalej; oszczędzę szczegółów tego koszmaru. Ja opowiedziałam o swoich wieloletnich koszmarach: Że jestem w miejscu dobrze znanym, mieście w którym bywam często, w jakimś hotelu czy domu wczasowym i alternatywnie: gubię drogę do domu, gubię klucz do pokoju, nie mogę sobie przypomnieć numeru pokoju, a hotel nie ma recepcji, trafiam do właściwego pokoju. ale tam są inni ludzie i cudze rzeczy, moje gdzieś zaginęły lub zniszczyły się, nikt nie wie, gdzie są, wszyscy patrzą się na mnie jak na wariatkę, gdy chcę zadzwonić, komórka rozpada mi się w ręku, ja się błąkam w coraz bardziej obcym krajobrazie. Czasami widzę na horyzoncie światła miasta i martwię się, że nie wiem jak dojechać gdzieś w miejsce, które znam, ruszam więc na piechotę. Zazwyczaj krajobraz jest zimowo- wiosenny, śnieg i roztopy, ślizgawica, koleiny. Początkowo droga jest mi znana, ale po jakimś czasie i ona zaczyna być obca.

         Opowiadając te sny zawahałam się. Bez wyjątku były i są wieloletnimi koszmarami. Jednak na starość odbieram je jako sny pozytywne. Decyduje o tym jeden jedyny element. Możliwość biegu przez drogi i bezdroża, lasy i wzgórza, tak jak poruszałam kiedyś na wycieczkach w czasach młodości. W świetle możliwości szybkiego marszu albo biegu cała reszta przestaje być ważna.

         W prawdziwym koszmarze siłuję się z czymś i przegrywam w tym wysiłku. Pamiętam jeden z takich snów. We śnie tym budujemy z mężem dom i w tym celu wieziemy pociągiem jakieś długie metalowe pręty. Pręty te ułożone są wzdłuż przedziałów na korytarzu. Kiedy pociąg dojeżdża do stacji, a właściwie przystanku w polu, nagle okazuje się, że mąż gdzieś poszedł, a ja zostaję sama z tymi prętami. Wyciągam je przez drzwi tak, żeby kawałki ich wystawały na zewnątrz wagonu, wyskakuję z pociągu i z wielkim wysiłkiem ściągam pręt po pręcie na ziemię. Kiedy jestem przy czwartym czy piątym, pociąg odjeżdża z kilkudziesięciu pozostałymi, a ja zostaję sama w pustym polu nie zdążywszy nawet wyciągnąć reszty i w dodatku nie wiem gdzie jestem i jak mam zabrać te pręty. Czasami walczę z jakąś ciemnością albo nic nie widzę i brak światła budzi we mnie lęk. W jakimś koszmarze szukając swojego domu natknęłam się na wypadek drogowy, gdy człowiekowi niesionemu na noszach ze zwisającą noga i ręką, tę nogę i rękę po prostu odcięto siekierą.

         Wszystkie te koszmary i znaczące wydarzenia senne (czasem jak scenariusze przygodowych filmów) pamiętamy właściwie tylko dzięki temu, że pozostają po nich w chwilę po przebudzeniu – emocje. Niektóre wręcz zaskakujące, niekompatybilne z materią snu, inne dziwne, tylko oczywiste we śnie, a po przebudzeniu nieoczekiwanie niezrozumiałe. Przykładem nieoczekiwanych emocji są sny, w których jestem bardzo głodna i ustawiam się w kolejce po jakieś badziewne kaszanki czy pasztetowe, a personel sklepu akurat, gdy dochodzę do lady, odwraca się ode mnie, lekceważy mnie lub wręcz udaje się na zaplecze i nie wraca. Wiem, wiem, to pokłosie czasów „kartkowych”, gdy rodzina, jak te pisklęta w gniazdach, rozdziawiała żółte dzióbki, a mama nie miała szczęścia w kolejkach, a także siły aby w nich stać. Skazana na dietę wegetariańską, wzmocniona trzema paczkami papierosów dziennie, byłam wiecznie głodna, chyba że z nerwów traciłam apetyt na dzień lub dwa. Teraz te czasy wracają w snach, w których znów jestem głodna i spragniona, a przede wszystkim rozpaczliwie czegoś chcę, tylko nie wiem czego. Ale budzę się i muszę wstać, zażyć codzienną porcję proszków, a przed nimi choć kęs bułki, czy czegokolwiek, ze względu na te proszki. Niestety, w tym momencie czuję odrazę do jedzenia, w ogóle nie jestem głodna. Czasem nie przemogę się i biorę proszki na pusty żołądek, czasem zaś uniemożliwiają mi to mdłości i czkawka. I jak to się mogło stać? Chwilę wcześniej byłam taka bardzo, bardzo głodna, czegoś bardzo, bardzo chciałam, a teraz nic. Znawcy snów tłumaczą, że to pożądanie energii, której mi brak, o czym mają świadczyć sny, których akcja rozgrywa się w restauracjach, stołówkach, sklepach mięsnych i innych miejscach gdzie się je. Nie bardzo się z tym zgadzam. Mnie wydaje się, że energia akurat nie jest tym, czego mi brakuje, może nawet mam jej nadmiar; inna sprawa z wykorzystaniem.

         Podobnie ma się sprawa z bieganiem we śnie po lasach, górach i dolinach. Ewidentnie wiadomo, że brakuje mi ruchu i to szybkiego ruchu. Nigdy nie lubiłam powolnych spacerów, zawsze maszerowałam w stosunkowo szybkim tempie, choć nie biegałam, bo zbyt szybko opadałam z sił. Teraz człapię i popadam w zadyszki, ale we śnie ciągle jeszcze poruszam się szybko i energicznie, odczuwając ogromną radość ze sprawności moich mięśni i kości.

         A oto dzisiejsze poranne przebudzenie. Wczoraj po konsultacji z wybitnym specjalistą prysły ostatnie nadzieje, jakich jeszcze odrobinę miałam w sprawie mojego zdrowia. Uczucia miałam mieszane – gdyby można było jeszcze coś zrobić, czekałaby mnie seria bolesnych operacji o niepewnym rezultacie. Tak więc to, że nie można już niczego poprawić w mojej mocno niedoskonałej osobie, zwalniało mnie od obaw przed stojącymi przede mną wyzwaniami, dodatkowym bólem, lękiem, czy mu sprostam, nie przekształcając się w jęczącą i kwilącą górę mięsa, stanowiącą niegdyś, zda się, ukształtowanego człowieka. We śnie odczuwałam spokojne zadowolenie i pewność siebie. Sprzed furtki jakiegoś domu wśród wzgórz patrzyłam na horyzont i odczułam nagle ogromną, obezwładniającą radość. Zza wzgórza wyjechał jakiś wózek z siatki, w typie przyczepy ogrodnika, pchany z wysiłkiem przez człowieka, niedorosłego chłopca, o ile mogłam się zorientować, a na tym wózku stał... koń. Nie mam zielonego pojęcia, skąd ta entuzjastyczna radość, którą odczułam na ich widok i z którą się obudziłam. Lubię się budzić w dobrym humorze, więc ucieszyłam się, że słońce zagląda mi w okno i że w ogóle wszystko jest o.k., ale zdziwiłam się, kiedy przypomniałam sobie końcówkę snu i tego konia na wózku popychanego z wysiłkiem przez człowieka. Przy czym nie była to jakaś przewrotna radość, ale czysty, żywiołowy sentyment na widok ich postaci. I rozumiecie coś z tego? No, żeby na wózku była jeszcze małpa zamiast konia i robiła jakieś sztuczki, ale nie...

         Szukając ilustracji do tego odcinka znalazłam rysunek jak poniżej:


Grafika z artykułu  „nadmiar energii czy jej brak?” ze strony

http://pogotowiejezdzieckie.blogspot.com/2016/04/nadmiar-energii-czy-jej-brak.html



« Ta ostatnia z trzech W powietrzu wisi starość »

komentarze

[foto]

1. Moje koszmary • autor: Przemysław Kapałka2016-09-15 11:46:59

Mój prawie szczyt koszmarów sennych to powtarzające się dość często sny, w których wybieram się na jakąś wędrówkę, i w końcu wybieram się tak późno, że nie wiadomo, czy to jeszcze ma sens, i zapominam o tylu rzeczach, że też nie wiadomo, czy to jeszcze ma sens. Prawda, że łagodne? Tylko nie mogę dociec, skąd się takie sny u mnie biorą, stresu przedwyjazdowego nie mam prawie nigdy i nigdy jeszcze takiej sprawy nie zawaliłem.Zamiast tego miewam sny nie tyle koszmarne, co tak głupie i nieprzyjemne, że nieraz do południa nie mogę dojść do siebie. Jakieś koty, którym odpadają ogony, i ja te ogony staram się z powrotem przytwierdzać... Na szczęście teraz bardzo rzadko mi się to zdarza.
[foto]

2. Wyciągnięte z niepamięci • autor: Joanna Najdowska2016-09-17 20:45:06

Próbuję przypomnieć sobie moje koszmary. Pustka. A przecież zdarza się, że budzę się z krzykiem, płaczem albo ciężkim westchnieniem. Co mi się wtedy śni? Nie pamiętam! Od ok. pół roku zapisuję niektóre sny. Sięgam do tego zeszytu z nadzieją, że zapisałam jakieś senne okropieństwa. Coś znajduję, niewiele, i trudno w tym o regułę: - Jakiś niewidzialny byt snuje się po domu; - Ktoś mnie ignoruje; - Pół naga siedzę za biurkiem w pracy; - ... I chwytam wspólny wątek: to niemożność skomunikowania się, brak możliwości porozumienia się, załatwienia sprawy poprzez współpracę i wzajemne zrozumienie.

Nie jestem tym zaskoczona. Ale dlaczego aż tak to wypieram? Aż do niepamięci. 

[foto]

3. Moja teoria chaosu • autor: Joanna Najdowska2016-09-18 10:16:56

Dziś, lekcja jak na zawołanie, 3 sny = 3 koszmary, a każdy z innej beczki (jak u Monty Pythona, którego ostatnio z pasją oglądam). Ale te beczki okazały się zrobione z tego samego surowca - CHAOSU, nad którym nie można zapanować zgodnie ze swoją wolą, DEZORIENTACJI, swoistego PATA. Przyczyna zaistnienia takiego pata może być różna: nienormalna sytuacja zewnętrzna, brak pomocy, własne ograniczenia fizyczne, zniewolenie, bezsilność w obliczu agresji i tysiące innych psychicznych gadzin.
U mnie i dziś okazały się to problemy z komunikacją, choć w każdym z 3 snów to zaburzenie w przestrzeni informacyjnej było inne.

1. W WC nie ma drzwi. Już kończę TO. Podchodzi moja znajoma, próbuję dyskretnie dać do zrozumienia, by odeszła (albo mogłaby się przynajmniej odwrócić), a ona gapi się na mnie jak durna. Budzę się i robię TO we własnej łazience.

2. Biorę udział w zawodach parasportowych złożonych z kilku różnych zadań. Spóźniłam się na start kilka sekund, bo będąc też organizatorem musiałam komuś pomóc. Nie wiem, co po kolei robić. Jedni nie chcą mi powiedzieć, inni nie bardzo wiedzą. Plączę się więc po terenie i robię to co inni, ale w pewnej chwili daję sobie spokój, bo to bez sensu.

3. Przyjęcie w stylu garden party. Na kanapie leżała moja torebka, ale zniknęła. Pytam, czy ktoś ją widział. Brak reakcji, brak zainteresowania moim problemem.

A na dokładkę obserwacja. Prawdziwa? Swój koszmar człowiek przeżywa sam. Zazwyczaj czy zawsze? Sam się błąka pogubiony w świecie, a jeśli występują inni ludzie, to są w tle.

[foto]

4. Ja widzę • autor: Katarzyna Urbanowicz2016-09-18 10:42:38

Ja widzę jeden, podstawowy motyw, tkwiący u źródła wszelkich koszmarów sennych - bezsilność. Co by się w nich nie działo, nie jesteśmy w stanie pokierować wydarzeniami. Ale nie od dziś wiadomo, że człowiek jest zawsze sam ze swoim smutkiem i swoimi koszmarami i w obliczu tej z kosą także.
[foto]

5. Bezsilność a śmierć • autor: Joanna Najdowska2016-09-18 11:49:16

Tak, ja też czuję tę bezsilność jako podstawę lęku. Bezsilność, bezradność, niemoc, czyli de facto sytuację, nad którą nie można zapanować zgodnie z własną wolą, o czym wyżej pisałam.
Ciekawe, że mi także nasunęło się przez moment skojarzenie ze śmiercią, z umieraniem. I okazało się, że kojarzenie umierania z koszmarem niemocy to jakiś piekielny program. Przypomniałam sobie własne doświadczenia umierania. Nie było w nich NIC Z KOSZMARU. Odczucie umierania ma w sobie nieuchronność i naturalność, to coś o wiele większego niż wyobraźnia ludzka może objąć, a więc nie pojawia się w człowieku to napięcie, to wewnętrzne zmaganie, lęki, które towarzyszą koszmarom. W śmierć wchodzi się jak w masło.
[foto]

6. Samotność koszmarów • autor: Przemysław Kapałka2016-09-18 15:52:13

Coś jest w tym samotnym przeżywaniu koszmarów. Jako dziecko często miałem sny, w których nagle okazywało się, że jestem goły. Ja byłem tym przerażony, a ludzie wokół zachowywali się tak, jakby niczego nie widzieli - szli dalej w swoją stronę, nikt na mnie nie zwracał uwagi. Nawet ta osoba, która szła ze mną, niczego nie zauważała.


7. koszmary • autor: Nierozpoznany#94442016-09-18 21:18:16


Będąc dzieckiem,spałam z młodszą siostrą w pokoju na jednej wersalce.Był taki okres ,kiedy siostra często miewała koszmary.Zrywała się a ja razem z nią,wtedy przytulałyśmy się a ja opowiadałam jej różne,wesołe historie i to jej pomagało.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)