zdjęcie Autora

22 sierpnia 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 3 (odcinków: 144)

Co z tym dzieckiem, tym Wewnętrznym?

Kategoria: Pytania i granice

« Tarot Wirpszy i enneagram Czym był dysk? - Z cyklu: luki w wiedzy »

W „Moim tarakowym testamencieKrzysztof Wirpsza nie wspomniał o wewnętrznym dziecku, ale coś w jego wypowiedzi takiego musiało być, co skojarzenia z WD wywołało:

„Wielu ludzi ... się boi pokazać to dziecko w sobie. Szkoda, bo według mnie gdy pozwolimy wewnętrznemu dziecku się ujawnić, żyje się łatwiej” – w komentarzu napisała Gosia-Alicja.

„Gdybym ja założył Tarakę Wewnętrznego Dziecka, Głębokich Wynurzeń, Relatywizmu Duszy, Olewania Starszych i Czczenia Boga Wyrzutków - to miałbym swoje wesołe, głupkowate grono, tak jak Ty masz swoje smutne” – dodał Krzysztof. I dalej: „Być może już to Dziecko w sobie odnalazłeś, może odnajdujesz, nie wiem.”

inner child
Z: Do You Know Your Inner Child? By Cherokee Billie

Przeczytałem i zacząłem się zdumiewać, i zdumiewam się dotąd. Bo oto okazuje się, że istnieje, nieformalny, Klub Poszukiwaczy Wewnętrznego Dziecka, i to poszukiwanie dla wielu jest czymś ważnym. To może być nawet jakaś nieformalna i nierozpoznana religia: religia poszukiwania wewnętrznego dziecka. Oczywiście żartuję, jak żartował Mirosław Piróg, gdy kiedyś na Facebooku oświadczył, że badając Internet, trafił na czcicieli bóstwa imieniem Wolny Rynek, które zdaniem jego wyznawców, gdy zstąpi na świat, to rozwiąże wszystkie jego problemy i właściwie go zbawi.

Tutaj za to mamy bóstwo Wewnętrzne Dziecko.

Co to jest? Niestety w polskiej Wikipedii nie ma hasła, jest w angielskiej (Inner child), ciekawe i warto przeczytać. (Jeśli natrafisz w polskim necie na jakiś obszerny i definiujący tekst o WD, daj mi znać, to wciągnę do zasobów Taraki, albo sam/a wciągnij.) Z grubsza, co chyba każdy i tak wie, to jest dziecięcy aspekt naszej osobowości, który gdzieś tam w nas trwa, chociaż w okresie dorastania i społecznego dojrzewania wyparty i pogrzebany w nieświadomości, i można z nim się skontaktować metodami psychoanalitycznymi (ale i całkiem domowymi, o tym przeczytasz np. tu: „Jak nawiązać dialog z Wewnętrznym Dzieckiem?”), ale czasem sam wybija, kiedy zaczynasz zachowywać się w obcy i nieoczekiwany dla siebie-dorosłego sposób, czyli „jak dziecko”.

Faktycznie, bywa tak, że kiedy obserwujesz tu dzieci, tam dorosłych, albo gdy przypominasz sobie siebie i swoje przygody i dokonania z dzieciństwa, spostrzegasz, że dzieci mają coś, czego dorosłym brakuje. Jeszcze dobitniej i często widać to, kiedy pewna „istota ludzka” (jak mawiają angielskojęzyczni) dorasta na naszych oczach i z dziecka robi się dorodny młody mężczyzna lub ponętna młoda kobieta. Pięknieją! Budzą nadzieje! Zwłaszcza w oczach i umysłach rodziców. Ale jednocześnie – uwaga – banalnieją. Spłaszczają się mentalnie. Uśredniają. Szarzeje im aura. Widać, jak walczą o to, żeby być – wreszcie – statystycznym zjadaczem chleba, pobieraczem kredytów, płatnikiem mandatów, watu i zusu. Obserwujemy, jak znikają, wyparowują talenty, które mieli, będąc dziećmi. Znika, wyparowuje ich dawna dziecięca oryginalność, spontaniczność, ciekawość świata, gaśnie ich niewyczerpana, jeszcze pięć lat temu, pomysłowość. Myślisz: żeby tak była jakaś terapia, której by ich się poddało, żeby odzyskali tamte atuty, które tak oto fatalnie przepadają.

Wyrasta dorosły, istota schematyczna, sztuczna, nudna.

Ale może to się opłaca? Wielokrotnie przyglądałem się dzieciom, swoim (kiedy moje dzieci były dziećmi) i znajomych, i zadawałem sobie (i słuchaczom, których jednak przeważnie ten temat nie interesował), co by było, gdyby dzieci, ze swoją dziecięca psychiką, wyrosły i stały się dorosłymi, ale właśnie zachowały całą infantylność: wrzask, hałas, krzykliwość, przesadę, ryk, pretensje, dąsy, obrażanie się, rzucanie na podłogę, napady histerii, bijatyki, demonstrowanie swojego nieokiełznanego „ja”, wymuszanie, emocjonalny wampiryzm, plus oczywiście życiową niezaradność i nieodpowiedzialność. – Właśnie, co by to było: psychiatryk i ostre psychotropy.

Bo prócz Wewnętrznego Dziecka jest Wewnętrzny Bachor.

Obserwując niektórych formalnie dorosłych, widzę, że ten ich Wewnętrzny Bachor wciąż nimi miota. Osobiście nie znajduję żadnej przyjemności w przebywaniu z ludźmi opętanymi przez ich Wewnętrzne Bachory.

Być może też jest takie niebezpieczeństwo, że jeśli ktoś będzie zbyt intensywnie przywoływał swoje Wewnętrzne Dziecko, to w końcu przybędzie wewn. bachor i przejmie nad nim władzę?

Sam do wewnętrznego dziecka mam stosunek taki, jaki miał Grotowski do spontaniczności u aktorów: uważał, że spontaniczność to coś, co dla swego zaistnienia wymaga ciężkiej, uporczywej i metodycznej pracy. Więc tak samo jest z wewnętrznym dzieckiem: oczywiście warto wydobyć i ujawnić swój aspekt twórczości, pomysłowości, świeżości widzenia, zabawy; właściwie jest to konieczne. Ale do tego potrzebne są ramy, zasady, metoda. Inaczej wyjdzie z tego głupawka, rzecz dobra na pięć minut, ale dłużej nieznośna.

To tyle na razie.

Auto-promo Taraki 3: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogach Auto-promo 2 i Auto-promo.

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-08-23)



« Tarot Wirpszy i enneagram Czym był dysk? - Z cyklu: luki w wiedzy »

komentarze

[foto]

1. Wewnętrzny bachor • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-22 13:56:46

Wewnętrzny bachor - to jest genialne spostrzeżenie! Chyba Wojtku jesteś pierwszym, który o tym napisał. Zasługuje na patent.
[foto]

2. Ale najważniejsze • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-22 13:59:09

Takie postawienie problemu otwiera drogę do wielu innych rozważań i uzyskania z nich ciekawych rezultatów. Warto chyba pociągnąć sprawę.

[foto]

3. oj... • autor: Halina Baran2014-08-23 09:44:11

Wewnętrzne Dziecko to pewien symbol - a miało oznaczać: zejdźmy czasem z naukowych obcasów i jak dziecko pobawmy się tematem, niekoniecznie zawsze poszukując naukowych potwierdzeń. To życie, nie nauka - jeśli teraz się nim nie pobawimy, to kiedy? Po drugiej stronie? Przecież nie musimy być tak do końca naukowo zobowiązani i poważni. Wnieśmy w Tarakę RADOŚĆ.
I nie tresujmy innych własnym Wewnętrznym Bachorem.

[foto]

4. "...Ale do tego... • autor: Renata Dominiak2014-08-23 10:01:17

"...Ale do tego potrzebne są ramy, zasady, metoda. ..."

Czyli jak w dorosłym życiu, nie ma więc potrzeby szukania tego dziecka...
[foto]

5. szybki komentarz • autor: Radek Ziemic2014-08-23 10:11:38

Powiadają chasydzi: oddech dziecka zbawia świat (Piękne, nieprawdaż?). Z pesymistycznego, nieco cynicznego punktu widzenia ujął to Ferdinand Louis Celine (Podróż do kresu nocy), pisząc, że kiedy umiera dorosły, to nie jest specjalnie żal, bo już wiadomo, że nic z niego nie będzie, w dziecku jest jednak jakaś nadzieja. 
O dziecku napisano już całe tomy, jest nawet taka dziedzina humanistyki jak childhood studies; by nie rozwijać tego tematu za bardzo powiedzmy, że jest to miecz obosieczny (obawy Wojtka są słuszne; horror bezstresowego wychowania!), w pozytywnym rozumieniu dziecko ma jednak kilka aspektów:
- poznawczy: czystość spojrzenia, niezafałszowanie "językiem" i "kulturą";
- moralny: niewinność, czystość duchowa (naiwność rozumiana jako naturalna szlachetność);
- ludyczny: zdolność do naturalnej zabawy, do zapamiętania się w niej, a szerzej: do zapomnienia o "było" i "będzie", do zatopienia się w "tu i teraz", do autentyzmu, do "uważności" (mindfulness, heartfulness);
- interpersonalny: ufność, zdolność do tworzenia bliskości. 
W tym sensie warto chyba pomyśleć o poszukiwaniu (albo odzyskiwaniu, kreowaniu w sobie) dziecka. Oczywiście, freudyści w to nie wierzą (zwłaszcza w czystość dziecka).
Mit dzieciństwa ma swój wymiar kulturowo-antropologiczny - tęsknota do pierwotności, do początków ludzkości, do odnalezienia się w (jakimś) micie (co w (na?) Tarace powinno być szczególnie zrozumiałe). 
[foto]

6. I tutaj • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-23 10:13:44

I tutaj w stosunku do wewnętrznego dziecka rysują się wyraźne różnice pokoleniowe. Nie dla wszystkich powrót do wewnętrznego dziecka jest powrotem do świata radosnego, bezpiecznego, twórczego odkrywania tego, co nas otacza. Dla mojego pokolenia (wojennego i powojennego) powrót do wewnętrznego dziecka jest powrotem do świata okropnego, pełnego lęku, trupów ludzi i zwierząt, odgłosów wybuchów; do świata który trudno zrozumieć, a którego w pośpiechu trzeba się uczyć. W dodatku nasze dziecinne zdobycze mentalne, nasze zdolności, przymioty, fascynacje nie oparły się czasom - stały się zbędne, nieprzydatne i niepotrzebne. Nasza dziecinna wrażliwość, wyobraźnia, nasi nieistniejący przyjaciele i sojusznicy musieli zostać porzuceni, a co gorsza, powrót do nich spowodowałby więcej szkód niż korzyści. Zmierzam do tego, że nawoływanie do powrotu do wewnętrznego dziecka jako do radosnego etapu rozwoju, nieskrępowanego doświadczeniem jest iluzją, ułudą w bardzo wielu przypadkach. Oczywiście istnieje coś takiego jak prywatne powroty do świata swojego dzieciństwa, jednak gdy zaczynamy nawoływać do tych powrotów jako do czegoś dobrego i słusznego okazuje się, jak w wypadku wielu idei i nawoływań, że nie koniecznie są dobrym postępowaniem, korzystnym dla każdej osobowości.

[foto]

7. Czystość spojrzenia • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-23 10:21:24

Czystość spojrzenia, niezafałszowanego kulturą nie jest dobrem bezwzględnym. Kultura pozwoliła oswajać niebezpieczny i stresujący świat, więc nie zawsze korzystne jest jej odrzucanie. Nie istnieje niewinność ani naturalna szlachetność - zazwyczaj jest naturalny egoizm, naturalna agresja i gra z otoczeniem, w której dziecko usiłuje narzucić swoje reguły. Pozostałe przymioty jak dziecięca ufność są pobożnym życzeniem - po prostu w życiu dziecka istnieją rozmaite etapy: etap ufności, etap nieufności itp. Trzeba by określić do którego etapu wracać warto, a do którego nie, a to oczywiście już komplikacja powodująca zawalenie niektórych szczytnych zamierzeń.

[foto]

8. W moim rozumieniu... • autor: Renata Dominiak2014-08-23 10:22:32

W moim rozumieniu powrót do wew. dziecka nie jest powrotem do lat dziecięcych w świecie fizycznym. To zagłębienie się w sobie, tam w środku i wydobywanie najpiękniejszych uczuć, z których wszystko wypływa. Nie ma tam bachorów, bachory związanie są z wychowaniem i naszym przystosowywaniem się do świata. 
[foto]

9. Skąd ta pewność • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-23 10:29:17

Skąd ta pewność, ze wszystko wypływa z najpiękniejszych uczuć, a nie z najgorszych. I kto wartościuje te uczucia? Wiadomo, że niemowlę używa wszystkich dostępnych mu środków, żeby uzyskać od otoczenia to, co mu potrzebne do życia. Co w tym pięknego? Nie widzę sensu w wartościowaniu odruchów: ssania, wydalania, potrzeby bliskości itp.

10. dziecko • autor: Nierozpoznany#84732014-08-23 10:29:49

Hm, w moim przypadku wewnetrzne dziecko bylo mi potrzebne(niezbedne) do ponownego przezycia pproblematycznych emocji z dziecinstwa. 'Hodowalam' je etapami tak dlugo az doroslo i wolne poszlo w swiat. W tej chwili nie ma we mnie jakiejs odrebnej osoby, dziecka, czy kogo tam jeszcze, kto domaga sie specjalnego traktowania i zainteresowania soba. Nie lubie rozwarstwiac sie, wybieram integracje.
[foto]

11. :) • autor: Halina Baran2014-08-23 10:31:10

Nie chodzi o powrót do dzieciństwa (każdy z nas miał je jakieś i wielu, ja też, nie chce do niego wracać).
To o byciu dorosłym i radości w doświadczaniu i poznawaniu, w niestawianiu sobie barier, że jakiegoś tematu nie chcę zauważać, bo nie da się go zmierzyć, zważyć i naukowo opisać. To o otwarciu się na nowe tematy, choć wiedza o nich póki co pochodzi z czyichś intuicji.
Bo zawsze nowa wiedza pochodzi z czyichś intuicji i to, co dziś zważone, zmierzone i naukowo opisane też kiedyś było czyjąś czasem wykpiwaną, bo "nienaukową" intuicją.
Dziecko nie stawia sobie barier w doświadczaniu nowego, nie mówi "udowodnij mi to", ale doświadcza. Uczy się mówić i popełnia błędy. Uczy się chodzić, upada i wstaje ponownie - bo jego umysł jeszcze go nie ogranicza przekonaniami.
I każdy, kto coś nowego wprowadza w ludzkie życie (cokolwiek by to było), kto tworzy, zawsze doświadcza tej wręcz dziecięcej radości kreacji.
"Bądźcie jak dzieci" - czy to kierowanie na powrót do dzieciństwa? Czy raczej bądźcie jak dzieci i spotykając nowe nie pozwólcie umysłowi stawiać barier, bo on (ten umysł) nie zna tego jeszcze, co właśnie napotkaliście?
[foto]

12. Zgadzam się z Renatą Dominiak • autor: Radek Ziemic2014-08-23 10:31:30

To odkrywanie WD nie musi być powrotem do przeszłości, choć taka kognitywna wyprawa może być bardzo pomocna w odkrywaniu / kreowaniu naszej lepszej, "dziecięcej" strony. Kultura (człowiek) często wytwarza sposoby radzenia sobie z tym, co sama wcześniej stworzyła (człowiek). Myślenie dzieckiem (nie - dziecinne) ma w sobie rys idealizacji: dziecko - dorosły, być - mieć, wrażliwość - pragmatyzm. Kultura / wychowanie odbiera lub przynajmniej przytępia wiele naturalnych zdolności (możliwości), które w sobie nosimy. Myślenie dzieckiem nie jest jedynym sposobem opisywania pewnych zjawisk, to pewien kod, tylko częściowo znajdujący potwierdzenie w doświadczeniu, podobnie jak kod mu przeciwny.  
[foto]

13. Przekonanie • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-23 10:35:32

Przekonanie, że umysł dziecka nie stawia barier jest idealistyczną mrzonką. Zarówno umysł dziecka jak i zwierzęcia zna najważniejszą barierę - strach. Oparzone płomieniem nie wsadzi drugi raz ręki w ogień.
[foto]

14. Tak, Katarzyno, dziecko... • autor: Halina Baran2014-08-23 10:42:34

Tak, Katarzyno, dziecko nie wsadzi drugi raz ręki do ognia - ale czy zaprzestanie doświadczać nowych rzeczy?
Dyskusja skupia się na dziecku jako takim - a mnie chodzi o dorosłego i jego otwartość no nowe informacje, pochodzące z intuicji (własnej lub czyjeś) i na przekonania, które mówią "nie, tego nie bierz pod uwagę, bo tego jeszcze nie udowodniono naukowo".
[foto]

15. Nie mam jedynie pozytywnego obrazu dziecka... • autor: Radek Ziemic2014-08-23 10:44:28

...ale przykład z oparzeniem ładnie pokazuje "istotę" dziecka: brak doświadczenia. Ono wkłada rękę w ogień, bo nie wie, nie poznało czegoś osobiście (a nierzadko nie poznało także pośrednio, nie do-wie-działo się). Pierwotnie dziecko nie zna właśnie strachu, bo nie włożyłoby ręki w ogień. Jest ufne. Ufa rodzicowi, znacznie dłużej niż do pierwszego krzyku czy uderzenia. I jeśli nie wsadzi ponownie ręki w ogień, to nie dlatego, że się boi, ale dlatego, że wie, że ogień sprawia ból (doświadczenie). Podobnie jest z ufnością zwierząt. Nawet bite pozostają długo wierne. Nie należy przesadnie idealizować dzieci, ale obraz radykalnie przeciwny również wydaje się nieodpowiedni.
[foto]

16. Niewinność i doświadczenie • autor: Radek Ziemic2014-08-23 10:48:53

To taka stara opozycja, widoczna na przykład u Williama Blake'a: Songs of Innocence & Experience [Pieśni niewinności i doświadczenia]. Pamiętajmy - to dotyczy nie tylko rozwoju i świadomości jednostki.
[foto]

17. Dziecko a Dorosły • autor: Halina Baran2014-08-23 11:19:00

Kochani, to ja napisałam pod Testamentem o potrzebie uwolnienia Wewnętrznego Dziecka.
Dla wyjaśnienia: mam dwie bardzo dorosłe córki i trójkę wnucząt (najstarszy ma 13 lat), jestem 57-letnią babcią z praktyką i własnym bagażem doświadczeń.
Dla mnie pojęcie "Wewnętrzne Dziecko" nie ma nic wspólnego z powrotem do dzieciństwa - a wiele z dorosłym życiem przepełnionym pasją.
Wewnętrzny Bachor w życiu dorosłego człowieka jest i śmieszny i straszny.
Pasja nie, bo ona pozwala się rozwijać, otwierać na nowe, nieznane dotąd tematy.
Pasję hamują przekonania, ale wtedy nie ma rozwoju, jest stagnacja.
Nowe bywa tak nowe, że nie da się go sklasyfikować, opisać, zaszufladkować - czy przez to jest gorsze? Nie, po prostu jest nowe.
Stare zatrzymuje nas w miejscu, nowe pozwala na zmianę - we własnym życiu lub dalej.
A Wewnętrzny Bachor... tu nie ma dla niego miejsca.
Dziecko do tego, co robi, podchodzi z pasją.
Pasja w życiu jest bardzo ważna - więc i pisanie o niej, dzielenie się nią z innymi też, czyż nie?

[foto]

18. Pierwotnie • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-23 11:32:23

"Pierwotnie dziecko nie zna właśnie strachu, bo nie włożyłoby ręki w ogień." Nie zgadzam się. Dziecko zna uczucie strachu, tylko nie kojarzy go z ogniem, dopóki go nie doświadczy w tym zestawieniu.
[foto]

19. Dziecko i bachor • autor: Przemysław Kapałka2014-08-23 15:11:20

Spostrzeżenie o Wewnętrznym Bachorze jest genialne.

Ja też nie czuję potrzeby powrotu do swojego dziecka, nie wiem, czy to w porządku. I trochę podobne skojarzenia, co Kasia, mam z młodością - kojarzy mi się głównie z przebytymi wtedy depresjami, kryzysami i niespełnieniami i nie chcę do niej wracać.

[foto]

20. Bóg Wolny Rynek • autor: Przemysław Kapałka2014-08-23 15:13:48

Przypomniało mi się, jak na studiach nasz wykładowca z filozofii mówił, że kapitalizm i komunizm to dwa przejawy tej samej ideologii (czy raczej wiary), którą nazwał progresywizmem, a której założenia ujął następująco:

1. Będzie lepiej

2. (komu?) Każdemu będzie lepiej

3. (pod jakim względem?) Pod każdym względem będzie lepiej

4. Środki ku temu zapewni postęp techniczny.

To była końcówka lat 80. Chyba genialne.


[foto]

21. Za chwilę napisze obszerniej... • autor: Krzysztof Wirpsza2014-08-23 17:29:19

... bo chwilowo jestem w biegu. Mam jednak jedno pytanie. Co sądzicie o Zorbie?
[foto]

22. Otóż Zorba miał... • autor: Jarosław Bzoma2014-08-23 18:17:05

Otóż Zorba miał w sobie dziecko. . . zewnętrzne :)
[foto]

23. @ sceptyk • autor: Bogdan Zawadzki2014-08-24 16:17:15

inna sentencja chasydzka(?),a może i ta sama (jeżeli czegoś nie pokręciłeś drogi Radku) mówi, że "oddech dzieci śpieszących do szkoły podtrzymuje świat" ... (ale nie ma w niej wzmianki o "zbawieniu" świata przez oddech !...bo to zupełnie na ma sensu). W niej wyraża się nadzieja, ale i wyraźna wskazówka, że warunkiem podtrzymania (istnienia) świata (a w zasadzie ludzkiej cywilizacji) jest edukacja (zdobywanie i poszerzanie wiedzy) tych dzieci, po to żeby stały się one dorosłe i odpowiedzialne, po to żeby zachowana została niezachwiana zastępowalność pokoleń. Dzieci muszą wydorośleć dla przyszłych dzieci, a nie pozostawać dziećmi, bo nie będą gotowe do zrobienia miejsca dla tych które mają przyjść. Zresztą koniec edukacji wyznacza początek dorosłości. Na jednym z poziomów mamy pierwszą współczesną inicjację w dorosłość nie przypadkiem nazywaną "egzaminem dojrzałości" ...

 

P.S.

Podobnie jak Przemek nie czuję potrzeby powrotu do swojego dziecka chociaż dzieciństwo miałem szczęśliwe i ciekawe, ale pozbawiony odpowiedzialności (która spoczywa na dorosłych) nie mogłem w pełni korzystać z dostępnej wolności ...

P.S.2

ale niezależnie od wszystkiego ...chyba nigdy nie wyrastamy całkiem z dzieciństwa, ...zawsze coś tam w nas pozostaje. Zależy tylko co? ...oby nie ten "bachor" o którym przypomniał nam Wojtek

[foto]

24. Bogdanie, • autor: Radek Ziemic2014-08-24 20:50:16

wygląda na to, że coś pomyliłem ("cytowałem" z (nie)pamięci). Dziękuję.
[foto]

25. Radku • autor: Bogdan Zawadzki2014-08-24 21:49:49

to ja dziękuję, ...bałem się, że będziesz miał pretensje ...

Pozdrawiam

[foto]

26. Nogom chwała • autor: Krzysztof Wirpsza2014-08-25 15:31:39

A, ja też się wiekuiście czuję jak ten przedszkolak na tym forum (tak jak napisał Andrzej w równoległej dyskusji). I wiekuiście mi głupio, bo nie wiem gdzie się podziać. Może to dlatego, że uniwersytety i przekazywanie dzieci kolejnym pokoleniom po prostu mnie nie interesują, a "podtrzymywanie cywilizacji" jakoś nigdy nie było w moim stylu. No wiadomo, że trzeba być dorosłym aby przeżyć, ale czy to jest naprawdę aż taki powód do dumy? Nie bardzo rozumiem. To tak jakby opowiadać wszem i wobec że człowiek ma ciało. Mam ciało, ono chodzi, wiecie? Na nogach! Codziennie! Gdyby nie miało nóg to by nie chodziło! Ergo: szanujmy nogi!

Trochę mnie to złości, przyznam, ten kult nóg. Oddech może nie zmienia świata, nie. Geniusz go zmienia. Geniusz to jest tchnienie, nie oddech. Geniusz - to dziecko we mnie. W każdym jest, ale jak człowiek spędzi życie dbając o nogi, to może co najwyżej podtrzymywać ten świat, ale na pewno nie go zmieniać. Tak uważam, to oczywiście kwestia definicji, co to jest "zmiana". I po co "zmieniać"? Dla "pokoleń"? Konopnicka, Żeromski? Można tak myśląc zmienić ławkę przed domem, na nową, tylko czy o to chodziło?


27. bachor wewnetrzny • autor: Nierozpoznany#60182014-08-25 15:55:55

Nie wszystkie dzieci miały szanse w dziecinstwie na epizody bycia rozpuszczonym bachorem i doświadczania madrych uwaznych i z serca płynących spojrzeń i reakcji rodziców na te próby badania/wyznaczania granic. Dziecko - rozpuszczony bachor - jeżeli takowym zostaje na dłużej, opowiada swoim stanem historię rodziny.
[foto]

28. To Bachor czy Dziecko? Czy Dorosły? • autor: Krzysztof Wirpsza2014-08-25 17:07:18

"„Zdrowie szaleńców. Odmieńców. Buntowników. Wichrzycieli. Bo to oni zmieniają świat…Bo ludzie na tyle szaleni, aby myśleć, że mogą zmienić świat, faktycznie go zmieniają.”  Apple, Think Different
[foto]

29. Buntownicy i szaleńcy • autor: Katarzyna Urbanowicz2014-08-25 17:59:43

Buntownicy i szaleńcy są niewątpliwie potrzebni żeby zmieniać świat, ale też potrzebni są ci, którzy po nich będą sprzątać i świat doprowadzą do jako-takiego ładu.
[foto]

30. ad 28 • autor: Radek Ziemic2014-08-25 19:24:00

Czy wszystko w świecie wymaga zmiany? A może są TAKŻE rzeczy cenne i wartościowe, które są obok nas i nie wymagają zmian, ale codziennej uwagi i troski. Odmieńców lubię. Buntowników cenię. Ambiwalentne uczucia mam w stosunku do słowa "wichrzyciel" (zależy kto i z jakiego powodu go używa). Szaleńców zaś się poważnie obawiam.  
Zmiany natomiast można z grubsza podzielić na pozytywne i negatywne.
Sądzę też, że powinniśmy docenić nogi. Nie każdy geniusz je ma, zazwyczaj jednak się im przydają. Dają też, mogą dać dużo radości (pływanie, bieganie). Kto wie, czy nie przyzwyczajenie do staroświeckiego dualizmu ciało - duch lub też jego przesadna prostota nie pozwala nam dostrzec, że i w nogach może tkwić geniusz... 

31. małe pomieszanie. • autor: Nierozpoznany#80162014-08-25 21:03:25

Po pierwsze primo. A kto powiedział że mamy jedno wewnętrzne dziecko? A może mamy ich więcej. A może są różne, bachory, ale też geniusze, żywe srebra. Może warto się przyjrzeć, kto tam bryka w naszej nieświadomości. Krzysiek, jak zawsze jest wymagający i inspirujący. Krzysiu, jesteś jak TV Trwam. Żartuję oczywiście ale tylko trochę, bo brakuje mi określenia tego co właśnie poczułem. Ty trwasz, pozostajesz. Twoje słowa, myśli, teksty pozostają, trwają i działają. Nie wiem czy inni to też tak odczuwają ale teraz to do mnie dotarło. Co mnie od początku intrygowało w Tobie. Jesteś jak intrygujący zapach. Pojawiasz się, odchodzisz a twój zapach zostaje i działa. Lubię Cie wąchać. Coś o geniuszach i szaleńcach. Do tego co napisałeś. Jedna z moich sentencji. Często szaleńca od geniusza różni tylko to że temu drugiemu udało się zrealizować swoje "szalone" idee.
[foto]

32. każdy kij ma dwa końce • autor: Krzysztof Wirpsza2014-08-25 21:34:36

Tak, każdy z nas wnosi coś dobrego, i to jest super. Człowiek, jak chce patrzeć, to widzi: kij ma dwa końce. Może mój jest ten jeden koniec, ale tam jest też ten inny. Dodam jeszcze że świadomość drugiego końca jest chyba tym nieuchwytnym "czymś", o czym mówi na przykład Zen. Rozwojem? Inteligencją? Poczuciem Humoru? A może po prostu - Kompetencją?

Pytanie jest retoryczne: czy można Jej nie mieć?

I jeszcze Andrzeju. Twoje posty. Doprowadzają mnie do coraz większych trzęsawek przepony (diafragmy), a złota myśl - na koniec - moim ulubionym spuentowaniem w sedno. Om.
[foto]

33. Dziecko w nas ;) :) • autor: Renata Dominiak2014-08-27 08:38:50

34. Chwila chwilę goni... • autor: Nierozpoznany#70192014-09-07 14:25:46

      ... a o Wewnętrznym Dziecku (albo Dzieciach, jak zauważył Andrzej) można byłoby mówić nieskończenie...

To moje - pozwala mi rozmawiać z kotami, które są mi wierniejsze niż ludzie, którym wciąż ufam, choć czuję (co potem się potwierdza), że robią mnie w balona; z fiołkami, które głaszczę, gdy z jakiegoś powodu nie chcą mi zakwitnąć; z maluszkami, których wzrok łapię na sobie (w tramwaju, w autobusie...), co staje się pierwszym krokiem do tego, by po chwili przyglądania się sobie - zacząć "rozmawiać" uśmiechem...
Także chęć schowania się w zegarze - do którego właziłam w dzieciństwie, by się ukryć przed duchami i bratem - nachodzi mnie czasem...Tyle że zegar od wielu lat stoi już w innym domu i inne ręce go nakręcają, więc jego substytutem - ubogą namiastką czasu, który nie wróci, jest zaciśnięcie powiek i schowanie głowy w ramionach.
To tylko skrawek tego, co jest we mnie z Dziecka...

         Ciekawostką, która w jakimś stopniu ostrzega (tak myślę) przed staniem się bezduszną "lampą", a tym samym  potwierdza ważność tego, by - mimo wszystko - pielęgnować w sobie WD, jest sonda (jedna ze stacji TV ją niedawno wyemitowała), którą przeprowadzono w  przedszkolu.
Na pytanie dziennikarza:
- Co to jest dziecko?
Dziewczynka odpowiada:
- Dziecko to jest takie coś, co żyje. Nie tak jak lampa!
I tu dziewczynka ilustruje tę lampę gestem: składa ręce jak do pacierza, oczy wznosi ku górze, usta w ciup i zamiera  w bezruchu.

Myślę, że w każdym z nas, mimo zaprzeczeń i wielkich traum, jest to COŚ, co jak w dzieciństwie...

"...staje się ważne i warte zbadania, nawet ludzkie pomyłki, rozkojarzone marzenia senne, przypadlki, zbiegi okoliczności. Ważny jest gest, spojrzenie, kolor...".
(Olga Tokarczuk, E.E.")
 

                 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)