Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 listopada 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Astro-obserwator (odcinków: 200)

Cykl znaków zodiaku

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiageometria znaczeńznaki zodiaku

« 60 lat, druga saturnica października 1956 Esperanto »

Wykład na kursie „Astrologia w 12 lekcjach”, powiedziany 7.XI.2016.

...Tak to brzmi po niemiecku, a po polsku: „Przedstawiam wam trzy przemiany ducha: jak duch staje się wielbłądem, wielbłąd lwem, a lew dzieckiem.” O takich podobnych temu przemianach ducha czyli przemianach znaków zodiaku jednych w drugie będziemy dzisiaj mówić, i przy okazji, kiedy już przedstawię te cykle przemian zodiakalnych, to okaże się, że Fryderyk Nietzsche w tym miejscu opisał pewien fragment jednego z cykli przemian – właściwie, opisał dwie przemiany, które my znajdziemy jako przemiany zodiakalne. Tak, że chciałoby się powiedzieć: nic nowego pod Słońcem, a Nietzsche budując swe koncepcje szedł śladem pewnych sobie nieznanych, a nam już znanych archetypów.

Na rysunku [poniżej] jest cykl przemian znaków zodiaku. Do tej pory [we wcześniejszych wykładach] patrzyliśmy na znaki zodiaku jak na punkty, które łączą się logicznie i geometrycznie ze swoją odpowiednią „matką” (lub ojcem), czyli tym punktem kardynalnym, który reprezentuje dany żywioł. O tym pamiętamy, natomiast teraz przygotowujemy się do tego, żeby widzieć zodiak jako całość. Ale zanim zobaczymy go jako całość, to widzimy go jako ciąg jakości, które występują jedna po drugiej, w cyklu – w takiej karuzeli złożonej z dwunastu punktów: czyli po Baranie idzie Byk, po Byku Bliźnięta, po Bliźniętach Rak i tak dalej. Ta karuzela w naszych umysłach zaczyna ruszać... (Kolejność znaków zodiaku powinna być znana tak jak kolejność dni w tygodniu albo miesięcy w roku.)

Gdy przyjrzymy się znakom zodiaku, zauważymy, że kolejne z nich nie są do siebie podobne. O ile w tamtych wspomnianych cyklach żywiołów znaki zodiaku, jako pewne jakości, były podobne do siebie, np. uczuciowy Rak i również emocjonalny, kierujący się uczuciami Skorpion, albo Ryby, natomiast jeśli przyglądamy się znakom tak jak następują jeden po drugim, to widzimy, że podobieństw nie ma, kolejne znaki nie są podobne do siebie. Po łagodnej, zgodnej, dążącej do współpracy, do harmonii, do piękna Wadze następuje ostry Skorpion, który się z takimi ozdobami nie liczy i idzie do prawdy, choćby była przykra lub bolesna, i nie boi się ani przekraczania granic, ani bólu czy wystawienia na trudy życia... Między kolejnymi następującymi jeden po drugim znakami są nieustanne dysonanse. Musimy teraz nauczyć się grać na tych dysonansach. Uzasadnić te dysonanse, ująć je w system. To właśnie przedstawia ten rysunek. Na tym rysunku przy każdym znaku napisane jest, co on kultywuje, tzn. na czym polega – w abstrakcyjnym sensie – życie tego znaku. – Kiedy mówię „znak”, to rozumiem przez to pewien abstrakcyjny kompleks, mianowicie, że to może być człowiek, który ma Słońce w tym miejscu w horoskopie, albo ma tam Księżyc, albo jest w jakiś inny sposób naładowany energia tego znaku, a może to nie jest człowiek, tylko w ogóle pewna abstrakcja: pewien „byt” pod tytułem Rak albo Lew.

Przy znakach jest napisane, czym one się zajmują, co kultywują, a pomiędzy znakami są granice, tzn. kiedy znak zodiaku się rozwija, postępuje, to natrafia na granice, którą musi przekroczyć. Chciałoby się zacząć naszą wycieczkę od Barana, ale zaczniemy od następnego Byka: dlatego, że tak jest wygodniej, bo to, co robi Byk, co kultywuje, jest sobie łatwo wyobrazić. Otóż Byk kultywuje przyjemności. Byk żyje dla spełnienia. A spełnienie polega na przeżywaniu przyjemności, błogostanu czy dobrostanu. Byk to jest jakby wcielony dobrostan. Jego hasło brzmi: „jest mi dobrze!”. To jest stan, który Byk osiąga, albo my, kiedy rozwijamy się i przechodzimy fazę Byka, właśnie tym się zajmujemy: gromadzeniem przyjemności i przeżywaniem satysfakcji.

Gdzie jest granica? Granica jest na moim „ja” – właściwe na „ja” Byka. Nasz idealny Byk zauważa, że jego przyjemności są ograniczone, ponieważ on za bardzo zajmuje się samym sobą. Za bardzo zajmuje się „ja”. Ale mając zaspokojone potrzeby – gdy jest zadbany, odżywiony, dopieszczony, wymasowany... wymieniam rzeczy, które lubią Byki! – gdy dostarczony jest mu strumień przyjemności przez uszy (muzyka), przez dotyk, przez seks również – Byk zauważa, że jest jeszcze coś przed nim, czym mógłby się zająć. To jest ta granica „ja”, granica „własnego jestestwa”, i za tą granicą znajduje się coś, co budzi zainteresowanie!

Po przekroczeniu tej granicy wchodzimy w nową jakość, wychodzimy z obszaru Byka, wchodzimy w obszar Bliźniąt – i Bliźnięta zajmują się poznawaniem. Przekroczenie tamtej granicy „ja” skutkuje tym, że zauważa się świat naokolny, zauważa się otaczający świat, który jest ciekawy, budzi zainteresowanie. I (idealne) Bliźnięta zajmują się zaspokajaniem ciekawości. Co można też nazwać, że zajmują się poznawaniem, zbieraniem informacji, ale tą napędową emocją jest ciekawość i o jej zaspokojenie chodzi.

Na jaką granicę natrafiają Bliźnięta? Tą granicą jest granica wspólnoty lub bariera lojalności. Bliźnięta zajmując się radosnym poznawaniem świata, omawianiem tego, relacjonowaniem, dyskutowaniem i plotkowaniem o tym, czego się ten typ zodiakalny dowiedział, co znalazł ciekawego, co go zaskoczyło, co go zaintrygowało, zauważa, że lepiej by było, gdyby pewnych spraw nie rozgłaszał. Napotyka różne tabu. Owe tabu (zakazy rozgłaszania) mają na celu ochronę wspólnoty, w której ta istota przebywa. Możemy sobie wyobrazić dziecko, które ma zaspokojone potrzeby (na poziomie Byka), a teraz zajmuje się poznawaniem najbliższej okolicy (na poziomie Bliźniąt), i w pewnym momencie zauważa, albo zostaje pouczone surowo, że o pewnych rzeczach nie należy gadać. Pewne sprawy trzeba chronić. To jest granica ochrony tego, co „nasze”. Ale w ten sposób ta ewoluująca istota dowiaduje się, że istnieje wspólnota, do której ona należy i tej wspólnocie winna jest lojalność.

Odkrycie lojalności to jest istota znaku Raka. Idealny typ Raka ma to do siebie, że przede wszystkim czuje się i odnajduje się jako część większej organicznej całości: zwykle jako część rodziny. Jako członek rodziny, jako dziecko swoich rodziców, jako mieszkaniec tego oto domu, jako przynależący do swego rodu, do pewnej grupy, klasy społecznej, plemienia i tak dalej. Na tym polega świadomość Raka. Świadomość Raka jest świadomością przynależności. Czym zajmuje się Rak? – Zajmuje się chronieniem swojej wspólnoty. To jest ochrona i kultywowanie tej właśnie organicznej wspólnoty. Tym zajmują się Raki. (Oczywiście trzeba to odróżnić od realnych przypadków, kiedy realny Rak jest rozpraszany tym, że ma np. ascendent w Pannie, Marsa w Lwie i inne czynniki, które go kierują w inne strony.)

Idąc dalej, postępując, ów byt, zwany teraz Rakiem, natrafia na pewną barierę i poznawczą i emocjonalną, na pewien poznawczy dysonans, który u niego budzi pewne emocje, mianowicie zastanawia się, czy ja jestem taki sam jak inni? Czy u mnie, tu, w tej rodzinie, w tym plemieniu obowiązuje taki Gleichschaltung mówiąc po niemiecku albo urawniłowka mówiąc po rosyjsku, czyli że wszyscy mają być tacy sami? I ten byt odkrywa, że nie! Że „ja” nie jestem taki sam, jak inni. Rozwijający się Rak natrafia na granicę bycia sobą. A kiedy odkryje, że jest sobą, że ma swoje odrębne oryginalne, niepowtarzalne „ja”, to zaczyna to „ja” kultywować i staje się Lwem. Po przekroczeniu tej granicy odkrycia, że ja jestem ja...

...Staje się Lwem i od tej pory kultywuje swoje „ja” – i na przykład dawał temu upust jeden ze sławnych Lwów w polskiej literaturze mianowicie Witold Gombrowicz, który w swoich „Dziennikach” zapisywał: „Środa: ja! Czwartek: ja!” – cieszył się swoim „ja”. Z tego się bierze duma, z tego się bierze poczucie własnej wartości, jakiejś lepszości swojej, chęć wyjścia na zewnątrz, pokazania siebie, czy pewna teatralność gestów, jaką wykazują Lwy... – W ogóle zabawne istoty i jeśli jesteś Lwem, to radzę ci długo patrzeć w lustro, a jeśli ktoś ma znajome Lwy, to radzę je pilnie obserwować: jak one siebie lubią!

Lwy kultywują „ja”, ale odkrywają – i to jest kolejna bariera, na którą ewoluujący byt się natyka, mianowicie zauważają, że istnieje siła potężniejsza i większa niż „ja” – istnieje obiektywna konieczność. Mimo, że jestem taki wspaniały, zauważy któregoś dnia Lew, nie pofrunę. Nie uniosę się w powietrze. Nie zamienię będąc mężczyzną w kobietę ani odwrotnie. I tak dalej. I zauważa Lew, że ma ograniczenia i te ograniczenia, które są silniejsze od niego, nie są wynikiem tego, że jest gdzieś potężniejsza od niego ludzka wola czy ludzka samowiedza, która czegoś mu zakazuje, tylko że po prostu świat tak jest skonstruowany. I kiedy odkrywa tę potęgę obiektywnej konieczności, przechodzi do następnej fazy – do fazy Panny.

Panna to jest ten byt, który odkrywa obiektywną konieczność i wobec tego kultywuje obiektywną wiedzę.

Tu taka uwaga: był filozof rosyjski, Lew Szestow, który w tym momencie się zatrzymał, na tym punkcie się zawiesił. To, co on pisał, twierdził, rozważał, co zajęło mu całe życie, to była właśnie niezgoda na to, że może istnieć obiektywna konieczność. Widział wielkość człowieka w buncie przeciwko Ananke, przeciwko obiektywnej konieczności. Uważał, że gdzie zaczyna się obiektywna konieczność, tam coś się kończy i on tam nie chce...

Panna kultywuje obiektywną wiedzę, Panna gromadzi mądrość, Panna wszystko wie... Ma takie właśnie atrybuty: mądrość, wszechwiedza, poznanie, spisanie, ponumerowanie i policzenie, zaksięgowanie i skatalogowanie wszystkiego... Obiektywna wiedza lub wszechwiedza – to właśnie jest subtelnym korzeniem znaku Panny.

Kolejna granica jest granicą Innego. Mianowicie Panna idąc dalej musi zauważyć, że ten jej świat obiektywnej wiedzy i obiektywnej konieczności nie jest pełny, jeśli nie uwzględnimy w nim istnienia innych osób – które również mogą wiele wiedzieć, które również mogą mieć obiektywny stosunek do rzeczywistości. Panna zauważa Innego i w ten sposób zamienia się w następny znak czyli Wagę. Na granicy między Panną a Wagą ma miejsce dostrzeżenie konkretnych osób: partnerów albo przeciwników.

W związku z tym znak Wagi co robi? Kultywuje partnerstwo. Waga zajmuje się kultywowaniem związków, układów i porozumień. Także stosunków, relacji, stowarzyszeń: tego, co ludzi łączy, wiąże, żeby tworzyć zorganizowaną wspólnotę. Bardzo szlachetny punkt rozwoju! – Jednak idąc dalej ten rozwijający się byt, tutaj zwany Wagą, natrafia na kolejną barierę: zajmując się tymi układami, porozumieniami i umowami, czyli umawiając się z innymi, zaczyna zauważać, że stoi przed niebezpieczeństwem popadnięcia w fikcję! Bo zacznie budować właśnie umowne byty, prawda? Dla nas słowo „umowny” lub „konwencjonalny” ma oprócz pozytywnego także silnie negatywny aspekt, bo oznacza to coś nierzeczywistego. To co ogranicza znak Wagi, i co jest wyzwaniem dla znaku Wagi, to jest właśnie to niebezpieczeństwo popadnięcia w fikcję. Niebezpieczeństwo fikcji, konwencji, konwenansów, udawania. Zatem pojawia się bariera nie-udawania. Ten byt, który do tej pory był Wagą, w pewnym momencie mówi: przestańmy udawać! To co robimy, róbmy na serio! Zauważywszy to i powiedziawszy, staje się następnym znakiem, czyli Skorpionem.

Skorpiona od Wagi różni to, że Skorpion nie ma względów, nie ma szacunku dla tego, co było najważniejszą sprawą dla Wagi, mianowicie dla tych umów i pozorów, które ułatwiają życie. Skorpion nie chce sobie życia ułatwiać, bo nie chce pozorów – chce, żeby prawda była prawdą, fałsz fałszem, żeby to, co się dzieje między ludźmi było robione na serio, żeby panowało realne życie ze wszystkimi jego emocjami, których nie należy chować pod dywan, żeby każdy przyznał się, kim on naprawdę jest, a jeśli nie chce się przyznać, to żeby to z niego wyciągnąć, zastosować spowiedzi, przesłuchania, wyrwać z niego... Zaczynam się teraz krzywić, bo zaczynają mną skorpionowe emocje targać. Granicę między Wagą a Skorpionem możemy sobie wyobrazić jako granicę między weselem, kiedy się pobierają państwo młodzi, a konsumpcją małżeństwa w postaci nocy poślubnej. Tam już rządzi Skorpion – tam związek płci dzieje się naprawdę, a nie tylko w udawanym weselnym tańcu, który należy do dziedziny Wagi. Tam mamy do czynienia z fizjologią. Przejście od konwencji w fizjologię, to jest przejście od Wagi do Skorpiona.

Czym zajmuje się Skorpion? Skorpion zajmuje się realizacją swojej woli. Przejście od Wagi czyli od umów do nie-udawania czyli działań na serio, wymaga woli. Nie chęci, nie zachcianek, pomysłów – nie, chodzi o wolę. Wolę, która jest esencją danej jednostki. Tego chce wola. I Skorpion robi to, czego chce.

Ale gdyby każdy chciał robić to, czego chce i realizować swoją wolę, a nawet samowolę, to by się szybko okazało, że świat nie nadaje się do życia. Byłoby wtedy jak w Somalii, gdzie jacyś kacykowie, watażkowie strzelają do każdego, kto im nie pasuje. Świat w którym każdy realizuje swoją wolę byłby nie do życia, wobec tego wynaleziono prawo. Skorpion w swoim nieskrępowanym rozwoju napotyka barierę ładu i konieczności prawa. Kiedy uzna, że jest prawo i należy mu się podporządkować, albo zostaje temu prawu podporządkowany siłą, to przechodzi do następnej fazy czyli do Strzelca.

Tu taka uwaga: to przejście Skorpion-Strzelec, czyli okiełznanie indywidualnej woli poprzez prawo, przez ugięcie się przed prawem, też przyznanie wyższości prawu nad indywidualną samowolą – ta bariera czy różnica została przedstawiona – nie jako przejście od-do, tylko jako osobna jakość – wśród Wielkich Arkanów tarota jako karta numer osiem pt. „Sprawiedliwość”. Karta Sprawiedliwość dokładnie ma taki sens: ukrócenie indywidualnej (samo)woli.

Jest pewne podobieństwo między Skorpionem ma Lwem: jak Lew natknął się na barierę w postaci istnienia obiektywnej konieczności, która ukróca i relatywizuje jego wspaniałe „ja”, tak Skorpion natyka się na barierę w postaci konieczności schylenia głowy przed prawem. Większą mocą od jego samowoli jest prawo. (Dlatego, podobno, Skorpiony nie lubią Strzelców, bo czują, że z nimi przegrywają.)

Skoro już jesteśmy po drugiej stronie tamtej bariery i uznaliśmy konieczność prawnego ładu i przepisów prawa i jurysdykcji, jesteśmy Strzelcami – czym zajmujemy się? Kultywujemy prawo, ale także żeby człowiek prawa przestrzegał, to musi być nauczony, więc kultywujemy edukację, i jedną z głównych treści, którymi żyje Strzelec, jest paideia czyli (z grecka) kształcenie ludzi tak, żeby stali się świadomymi obywatelami. Ale to, czym zajmują się Strzelce, ma w dużym stopniu charakter treningów, no bo uczenie... uczenie młodzieży, edukacja, szkoła – to jest wszystko takie treningowe. Oto powtarza się coś, o czym była mowa dwa znaki wstecz czyli przy Wadze, mianowicie pewna sztuczność tego, czym zajmują się Strzelce. Taką pułapką dla ducha Strzelca jest właśnie ta treningowość: że tu ćwiczymy tylko. Ćwiczymy tę naukę w szkole, te sporty (sportem także Strzelce lubią się zajmować), te manewry wojskowe... to wszystko tak tylko ćwiczymy... Tu znowu nadciąga kolejna granica i ta granica polega na tym, że ktoś musi to zrobić. Trwają narady, buduje się plany, prowadzi się treningi, ale w końcu trzeba, żeby ktoś – najlepiej, jeżeli to będzie ochotnik – zgłosił się zakasał rękawy i to zaczął robić. To jest to, co nazwałem granicą praktyki: że musi zjawić się ktoś, kto praktycznie tym się zajmie. I kiedy Strzelec, to znaczy ten ewoluujący byt, za to się zabiera, staje się Koziorożcem.

To czym zajmuje się Koziorożec da się streścić jednym słowem złożonym z pięciu liter: Koziorożec zajmuje się pracą. Koziorożec pracuje. To jest jego sens bytu. On się spełnia i realizuje w pracy. Koziorożec to jest wcielona praca. Dlatego nie przypadkiem jest to kardynalny znak żywiołu ziemi – jest to żywioł ziemi w swojej najbardziej podstawowej formie. Kiedy minęliśmy ileś wyrafinowanych faz i progów, przez Lwa, Pannę, Wagę, Skorpiona i Strzelca, docieramy w końcu do momentu bardzo prymitywnego: że w końcu trzeba zatrzeć dłonie i się za to wziąć. „Tymi rękami”. – To jest Koziorożec.

Lecz i na Koziorożca, jak na tę duszę wcieloną w czyśćcu, czeka kolejna bariera, kolejny próg, mianowicie nie da się (długo) pracować bez planu. Okazuje się po iluś wykonanych obrotach, że praca musi służyć czemuś przyszłemu. Że praca to nie jest ta robota od ósmej rano do ósmej wieczorem, tylko to ma czemuś służyć. Za tym musi być jakiś plan, jakiś projekt na przyszłość – musi być przyszłość. Następuje odkrycie przyszłości, odkrycie planu i (zarazem) odkrycie kapitału. Odkrycie kapitału polega na tym, że pracując zdobywam pewne zdolności, pewne moce. Okrycie planu, kapitału i przyszłości, możliwości na przyszłość – to jest to, do czego prowadzi praca znaku Koziorożca i to jest ta bariera, którą on musi przekroczyć, a kiedy przekroczy, staje się Wodnikiem.

Wodnik jest to byt, którego istnienie polega na pójściu dalej i otwarciu się na to, co dalekie i przyszłe. Na tym polega kontrast między Koziorożcem a Wodnikiem: Koziorożec jest skupiony na rzeczach doraźnych, na tym co trzeba robić tu i teraz, i stale zajęty jest tą swoją krzątaniną (albo swoim obowiązkiem), natomiast Wodnik zyskuje perspektywę. Istotą bycia Wodnika jest perspektywa, czyli to, co jest dalej w sensie przestrzeni i dalej w sensie czasu. Wodnik odkrywa perspektywę przestrzenną i czasową. Odkrywa przyszłość i odkrywa dal – to co dalekie i to, co przyszłe. Wodnik jest nastawiony na szukanie tego, co jest jego własne, co odpowiada jego naturze, ale co leży gdzieś daleko albo daleko w przyszłości. Wodnik jest poszukiwaczem dalekiej przestrzeni, czyli egzotyki, oraz przyszłości. Ale wszędzie tam szuka tego, co by rezonowało z jego istotą. Szuka czegoś swojego. Wyrusza w daleką podróż (Wodniki są skądinąd specjalistami od podróży) ale szuka tam czegoś, co odpowiada jego naturze, co rezonuje z jego naturą, więc także z jego zainteresowaniami, z jego planami i z jego wizjami świata.

Jednak Wodnik w swoich poszukiwaniach stale pozostaje realistą. Jeżeli macie Słońce, Księżyc lub ascendent w Wodniku lub znacie jakiegoś Wodnika, to pewnie zauważyliście, że są to ludzie realistycznie myślący. Mający swoje plany, szerokie, czasem dziwne, ale są one zakorzenione w rzeczywistości. Niechętnie porzucają swój realizm. I tu jest kolejne wyzwanie i kolejna granica: nazwałem ją granicą lub barierą fantazji. Mianowicie idąc w poszukiwania w przyszłość i w dal, zauważa się, że tej przyszłości i dali może nie wystarczyć, i że jest jeszcze wyższe lub dalsze piętro – i tym wyższym lub dalszym pietrem jest fantazja. Wejście w świat fantazji, w świat mentalu, tego, czego nie można zobaczyć oczami, ale da się pomyśleć, odczuć i przeżyć w wyobraźni, to jest ta granica, na której kończy się Wodnik, a zaczynają się Ryby. I Ryby to jest życie w świecie fantazji.

Nazwałem to też doświadczeniem ducha. Dlatego, że fantazja dziwnie sąsiaduje i w sposób ciągły przechodzi w świat ducha. Światom duchowym zdarza się być z jednej strony przewrotnie rzeczywistymi, a z drugiej strony są fantastyczne. Poruszamy się w dziedzinie fantazji – i wiary. I właśnie Ryby zajmują się doświadczaniem ducha. Są najbardziej uduchowionym ze znaków.

Granicą, na którą natrafiają Ryby, jest ponowne odkrycie siebie. Ponowne okrycie tego, że to one, Ryby, czują, a nie Majka Stodolna czuje, że to one, Ryby, cierpią, a nie jakiś bóg Płaczybóg cierpi, i że to one wydają pieniądze, a nie że tylko kasa się przelewa przez ich ręce – odkrycie siebie. Nazwałem to granicą lokalności, że coś się dzieje tu i teraz, ale chodzi głównie o powrót do siebie. I przejście między Rybami a Baranem można przedstawić w ten sposób, że Ryby szukały boga, bóstwa, rozumianego jako źródło wielkiej energii, szukały gdzieś w snach, w fantazjach, w modlitwach, nie wiadomo gdzie. Tymczasem odkrywają, że ta moc jest w nich. Ryby odkrywając pewną prawdę, stają się Baranem: odkrywają mianowicie, że „jest bóg i jest we mnie!”. Że ja jestem naładowany tą mocą, która porusza świat. To jest odkrycie Barana.

I Baran, zaślepiony często tą wizją, zaczyna podporządkowywać sobie świat – zaczyna robić to, na co ma ochotę. Zaczyna działać – zaczyna działać z wielką energią. Natrafiwszy na przeszkodę, przełamie ją, zrobi dziurę w ścianie, przejdzie na drugą stronę. Zrobi coś, czego jeszcze nie było, nic go nie krępuje. On jest wolny, on stanowi, co ma robić. To jest istota Barana. Barany zaczynają coś, mając tylko samego siebie, mając tylko własną moc – to jest istota tego znaku.

Ale natrafiają na barierę, na granicę i tą granica jest to, że zaspokajają swoje potrzeby. Wychodząc z siebie i mając swoją energię, działając dzięki własnej energii – względnie łatwo zaspokajają własne potrzeby. A Baran, który poszedł drogą zaspokajania swoich potrzeb, już nie jest Baranem – jest Bykiem. Baran-zwycięzca, który dokonał czegoś, za co wypłacono mu sto tysięcy złotych, musi je skonsumować, a konsumując i dostarczając sobie przyjemności (albo upolowawszy sobie tego bizona lub mamuta... musi zająć się jedzeniem) – zajmuje się dostarczaniem sobie satysfakcji – i w tym momencie staje się Bykiem.

I nasz cykl zaczyna się od początku. Bo gdy Byk się naje, wyśpi i odpocznie, to zacznie badać otoczenie, a badając otoczenie zauważy, że jest granica w postaci lojalności wobec wspólnoty, i tak dalej.

Te historyjkę warto znać, ponieważ jej fragmenty wyświetlają się w poszczególnych życiowych scenariuszach.


Astro-obserwator: wstęp na końcu

Dawniej pod tytułem „Mesuranema”, z greckiego mesouranêma co znaczy „środek nieba” czyli medium coeli.


« 60 lat, druga saturnica października 1956 Esperanto »

komentarze

1. Lwo-wielbłąd • autor: Nierozpoznany#82112016-11-14 15:50:19

Taki lwo-wielbłąd mi się pokazał parę tygodni temu w wizji, ale uznałem to za tak niedorzeczny pomysł że to zignorowałem. Później przeczytałem że Zaratusztra to częściowo wielbłąd, częściowo nie wiadomo co. Znajoma przyjrzała się temu i stwierdziła że to coś z Atlantydą ma związek i z Thotem, dopiero teraz widzę że trafiłem na jakiś konkretny trop! Dziękuję bardzo, pozdrawiam.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)