zdjęcie Autora

24 września 2000

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Cykle zodiaku

Cykle pięcio- i siedmiokrotne w zodiaku
Punkty i podziały kosmogramu bazujące na liczbach 5 i 7

Kategoria: Astrologia




  • 0. Wstęp: Cykle zodiaku po 13 latach
  • 1. Zodiak: cykle pięciokrotne i siedmiokrotne
  • 2. Symbolika liczby pięć i cykl pomnożenia
  • 3. Zodiak dwudziestokrotny
  • 4. Liczba siedem i cykl sakramentów
  • 5. Mandala symboli liczb trzy, pięć i siedem: cykl 56-krotny
  • 6. Dwadzieścia osiem dni księżycowych
  • 7. Uwagi końcowe

Wstęp: Cykle zodiaku po 13 latach

Rozprawę o pięciokrotnych i siedmiokrotnych cyklach w zodiaku napisałem 13 lat temu, w 1987 roku. Z początku była troskliwie wyklepanym maszynopisem, który wielokrotnie powielałem i rozdawałem tym, których to interesowało. W 1991 roku wydałem ten tekst drukiem, jako trzeci rozdział książki Cykle zodiaku. Firma, która wydała tę książkę, i której byłem współwłaścicielem, nazywała się Wydawnictwo Głodnych Duchów. Znaczna cześć nakładu nie została nigdy sprzedana, i w spadku po Głodnych Duchach pozostało mi kilkaset kilo tych książek, które ostatecznie zmakulaturowałem parę miesięcy temu. Książka składała się z artykułów moich i Światosława Floriana Nowickiego, astrologa i filozofa-heglisty. Światosławowi Nowickiemu i jego Heglowskiemu kluczowi do astrologii (tak jest zatytułowana jego praca-główniak, która weszła do tamtej książki jako pierwszy rozdział) ogromnie wiele zawdzięczam. Czytelnicy naszej wspólnej książki oceniali ją zwykle jako trudną, a ci, którzy zaczęli ją czytać strona po stronie, a nie na wyrywki, zwykle porzucali ją po pierwszych heglowskich akapitach Nowickiego. Dziś nie miałbym odwagi ani wznawiać tamtego pierwszego wydania Cykli zodiaku, ani wydawać drukiem samej mojej rozprawy. Internet jest jednak cierpliwszy nawet od papieru, i mam nadzieję, że Cykle pięcio- i siedmiokrotne w postaci książki wirtualnej znajdą drogę do przynajmniej kilku miłośników astrologii.

O roku ów! Rok 1987, kiedy spisałem swoje pomysły o pięcio- i siedmiokrotnych cyklach, był niewątpliwie szczytowym rokiem w mojej astrologicznej edukacji i twórczości. Pilnie przyswoiłem sobie idee Johna Addeya zawarte w jego książce Harmonics in Astrology, coś już wiedziałem o rewolucyjnych pracach Michela Gauquelina i łaknąłem bliższego kontaktu ze światową astrologią, którą wyobrażałem sobie jako prężny program badawczy, na wzór Recent Advances in Natal Astrology Geoffreya Deana. Oczywiście wkrótce przyszło rozczarowanie, kiedy zdałem sobie sprawę z zastoju i marazmu, jaki naprawdę panuje w światowej astrologii. Tymczasem w roku '87 spisałem swoje pomysły na temat alternatywnych zodiaków (czyli właśnie Cykle pięcio- i siedmiokrotne), wtedy też powstała idea, że ludzkie życie dzieli się na okresy wzlotów i upadków, zależnie od tego, w której ćwiartce horoskopu urodzeniowego znajdują się bieżące planety: Saturn i Jowisz. Artykuł o tym także wszedł do książki Cykle zodiaku. Później chyba już nie wymyśliłem w astrologii nic równie istotnego.

Rok '87 zawierał również inne zmiany w moim życiu: rozwiodłem się, poznałem moją obecną żonę, porzuciłem pracę nauczyciela fizyki aby w jakiś czas potem zacząć zarabiać jako malarz wysokościowy (w tamtych czasach był to ogromny awans finansowy!); zacząłem praktykować buddyzm tybetańskiej szkoły Kagyu.

Tekst, który tutaj publikuję w internecie, jest identyczny z tekstem książki. Z początku myślałem, by wprowadzać poprawki, ale zwalczyłem tę pokusę, bo pewnie okazałoby się, że muszę tę rozprawę napisać na nowo. A drugi raz bym jej już nie napisał, po prostu dlatego, że dzisiaj jestem dużo bardziej krytycznie nastawiony zarówno do idei, które tam przedstawiam, jak i do astrologii jako takiej. Wtedy wydawało mi się, że wystarczy astrologii nadać bardziej nowoczesną formę, na przykład - tak jak to zrobił Addey - wzorowaną na znanej z fizyki i radiotechniki analizie harmonicznej, aby natychmiast dało się ją sprawdzić, i to z korzystnym wynikiem, doświadczalnie i statystycznie. Zresztą ja sam (z pomocą kilkorga astrologicznych zapaleńców) próbowałem dwa lata później przeprowadzić takie doświadczenia, których wyniki okazały się jednak negatywne. Ankietowaliśmy wtedy 400 osób, co było stanowczo za małą próbką, i smutnym pocieszeniem dla mnie jest, że niemiecki psycholog Peter Niehenke, który w tym samym czasie robił dużo szerzej zakrojone badania na próbce 12 tysięcy osób, tak samo nie znalazł statystycznych potwierdzeń dla astrologii. Jedynie, jak dotąd, Gauquelinowi (i Ertelowi) coś się w tej dziedzinie udało.

Gdybym dzisiaj pisał ten tekst, nie zacząłbym go od słów "Zodiak ... jest strukturą numerologiczną"- gdyż na słowo numerologia w ciągu minionych lat dostałem ostrej alergii. Na pewno nie napisałbym też teraz takiej iście gnostycko-gotyckiej wizji, od jakiej zaczyna się rozdział "Mandala symboli...", gdzie są takie oto obrazy: "byt zaczyna promieniować na zewnątrz", "dokonuje się gwałt", "wszystkie brudy i ciężkości biją do góry, do sfery subtelnej". Teraz na pewno nie użyłbym takiego języka. No cóż, książki pisze się raz, a na rimejki zwykle nie ma potem czasu.

Ale nadal wydaje mi się, że koncepcje przedstawione w tej rozprawie nie są ani lepsze ani gorsze od astrologii tradycyjnej. Tradycyjny zodiak jest zresztą częścią tego systemu, który tutaj prezentuję. Zarówno mój system cykli pięciokrotnych i siedmiokrotnych, jak i tradycyjny zodiak złożony z dwunastu znaków po 30 stopni każdy, nie mają porządnych, poprawnych z punktu wiedzenia naukowej metodologii, doświadczalnych potwierdzeń. Nikt dotąd statystycznie nie wykazał, że tradycyjne znaki zodiaku działają, i że mają takie właśnie właściwości, jakie przypisuje im astrologiczna tradycja, chociaż prób takich wykonano bez liku. Mój system Pięć na Siedem również takich potwierdzeń nie ma, przede wszystkim dlatego, że statystycznie nikt go nie badał. Prawdziwość czy też "sprawdzanie się" obu systemów, zarówno tradycyjnego zodiaku, jak i mojego "5/7", opiera się na sumie przypadków anegdotycznych: w iluś tam przypadkach astrologowie zauważali, że Ryby są neurotyczne, a Lwy dominujące, i tak samo ja (a także ci, których mojego systemu nauczyłem) wielokrotnie zauważali, że w dniu, kiedy Księżyc mija 22-gi stopień Lwa ludzie kleją się do siebie, zaś klienci mający Słońce, Księżyc lub ascendent pomiędzy 12 a 17 stopniem Strzelca są urodzonymi komediantami. Oczywiście znam też nie-neurotyczne Ryby, oraz dni, w którym mimo przejścia Księżyca przez 22 stopień Lwa żadnych stadnych zachowań nie obserwowałem. Ale nie rozwiążę w tym momencie podstawowego problemu: czy astrologia rzeczywiście uchwytuje zjawiska, które wydarzają się regularnie, czy tylko ludzki umysł, w swoim pożądaniu ładu, stara się wciąż od nowa ów ład wyłowić w zbiorze zdarzeń i faktów, które nie przedstawiają sobą nic oprócz chaosu? - Zatem każdej liczbie przypadków w których astrologia się potwierdza, odpowiada przynajmniej równa liczba przypadków, które dzieją na przekór jej zasadom, zaś astrologowie mają to do siebie, że kiedy się ich nauka sprawdza, to się cieszą i utwierdzają się w swojej wierze, a o przypadkach astrologii zaprzeczających jak najszybciej zapominają.

Ale te rozważania zaprowadziłyby nas za daleko, a Czytelnik oblany zbyt obfitym kubłem zimnej wody mogły po takim wstępie stracić ochotę na czytanie właściwej treści; więc już kończę, i zapraszam do Cykli pięcio- i siedmiokrotnych.

Wojciech Jóźwiak




Napisane latem 1987. W książce "Cykle zodiaku": 1991. W Internecie: od września 2000




Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)